Skip to main content

Full text of "Dzieje reformacyi w Polsce, od wejścia jej do Polski az do jej upadku"

See other formats


Gocsle 



This is a digital copy of a book that was preseryed for generations on library shelyes before it was carefully scanned by Google as part of a project 
to make the world's books discoyerable online. 

It has survived long enough for the copyright to expire and the book to enter the public domain. A public domain book is one that was never subject 
to copyright or whose legał copyright term has expired. Whether a book is in the public domain may vary country to country. Public domain books 
are our gateways to the past, representing a wealth of history, culture and knowledge that's often difficult to discoyer. 

Marks, notations and other marginalia present in the original yolume will appear in this file - a reminder of this book's long journey from the 
publisher to a library and finally to you. 

Usage guidelines 

Google is proud to partner with libraries to digitize public domain materials and make them widely accessible. Public domain books belong to the 
public and we are merely their custodians. Neyertheless, this work is expensive, so in order to keep proyiding this resource, we have taken steps to 
preyent abuse by commercial parties, including placing technical restrictions on automated ąuerying. 

We also ask that you: 

+ Make non-commercial use ofthe files We designed Google Book Search for use by indiyiduals, and we reąuest that you use these files for 
personal, non-commercial purposes. 

+ Refrainfrom automated ąuerying Do not send automated ąueries of any sort to Google's system: If you are conducting research on machinę 
translation, optical character recognition or other areas where access to a large amount of text is helpful, please contact us. We encourage the 
use of public domain materials for these purposes and may be able to help. 

+ Maintain attribution The Google "watermark" you see on each file is essential for informing people about this project and helping them find 
additional materials through Google Book Search. Please do not remoye it. 

+ Keep it legał Whateyer your use, remember that you are responsible for ensuring that what you are doing is legał. Do not assume that just 
because we belieye a book is in the public domain for users in the United States, that the work is also in the public domain for users in other 
countries. Whether a book is still in copyright yaries from country to country, and we can't offer guidance on whether any specific use of 
any specific book is allowed. Please do not assume that a book's appearance in Google Book Search means it can be used in any manner 
any where in the world. Copyright infringement liability can be ąuite seyere. 

About Google Book Search 

Google's mission is to organize the world's Information and to make it uniyersally accessible and useful. Google Book Search helps readers 
discoyer the world's books while helping authors and publishers reach new audiences. You can search through the fuli text of this book on the web 



at | http: //books. google, com/ 



Google 



Jest to cyfrowa wersja książki, która przez pokolenia przechowywana była na bibliotecznych pólkach, zanim została troskliwie zeska- 
nowana przez Google w ramach projektu światowej biblioteki sieciowej. 

Prawa autorskie do niej zdążyły już wygasnąć i książka stalą się częścią powszechnego dziedzictwa. Książka należąca do powszechnego 
dziedzictwa to książka nigdy nie objęta prawami autorskimi lub do której prawa te wygasły. Zaliczenie książki do powszechnego 
dziedzictwa zależy od kraju. Książki należące do powszechnego dziedzictwa to nasze wrota do przeszłości. Stanowią nieoceniony 
dorobek historyczny i kulturowy oraz źródło cennej wiedzy. 

Uwagi, notatki i inne zapisy na marginesach, obecne w oryginalnym wolumenie, znajdują się również w tym pliku - przypominając 
długą podróż tej książki od wydawcy do biblioteki, a wreszcie do Ciebie. 

Zasady użytkowania 

Google szczyci się współpracą z bibliotekami w ramach projektu digitalizacji materiałów będącycłi powszechnym dziedzictwem oraz ich 
upubliczniania. Książki będące takim dziedzictwem stanowią własność publiczną, a my po prostu staramy się je zachować dla przyszłych 
pokoleń. Niemniej jednak, prace takie są kosztowne. W związku z tym, aby nadał móc dostarczać te materiały, podjęliśmy środki, 
takie jak np. ograniczenia tecłiniczne zapobiegające automatyzacji zapytań po to, aby zapobiegać nadużyciom ze strony podmiotów 
komercyjnych. 

Prosimy również o: 

• Wykorzystywanie tych plików jedynie w celach niekomercyjnych 

Google Book Search to usługa przeznaczona dla osób prywatnych, prosimy o korzystanie z tycłi plików jedynie w niekomercyjny cli 
celacli prywatnych. 

• Nieautomatyzowanie zapytań 

Prosimy o niewysylanie zautomatyzowanych zapytań jakiegokolwiek rodzaju do systemu Google. W przypadku prowadzenia 
badań nad tłumaczeniami maszynowymi, optycznym rozpoznawaniem znaków lub innymi dziedzinami, w których przydatny jest 
dostęp do dużych ilości tekstu, prosimy o kontakt z nami. Zachęcamy do korzystania z materiałów będących powszechnym 
dziedzictwem do takich celów. Możemy być w tym pomocni. 

• Zachowywanie przypisań 

Znak wodny" Google w każdym pliku jest niezbędny do informowania o tym projekcie i ułatwiania znajdowania dodatkowych 
materiałów za pośrednictwem Google Book Search. Prosimy go nie usuwać. 

• Przestrzeganie prawa 

W każdym przypadku użytkownik ponosi odpowiedzialność za zgodność swoich działań z prawem. Nie wolno przyjmować, że 
skoro dana książka została uznana za część powszechnego dziedzictwa w Stanach Zjednoczonych, to dzieło to jest w ten sam 
sposób traktowane w innych krajach. Ochrona praw autorskich do danej książki zależy od przepisów poszczególnych krajów, a 
my nie możemy ręczyć, czy dany sposób użytkowania którejkolwiek książki jest dozwolony. Prosimy nie przyjmować, że dostępność 
jakiejkolwiek książki w Google Book Search oznacza, że można jej używać w dowolny sposób, w każdym miejscu świata. Kary za 
naruszenie praw autorskich mogą być bardzo dotkliwe. 

Informacje o usłudze Google Book Search 

Misją Google jest uporządkowanie światowych zasobów informacji, aby stały się powszechnie dostępne i użyteczne. Google Book 
Search ułatwia czytelnikom znajdowanie książek z całego świata, a autorom i wydawcom dotarcie do nowych czytelników. Cały tekst 



tej książki można przeszukiwać w Internecie pod adresem http : //books . google . com/ 



t ^. 



r 



V 



/a. t 



DZIEJE 

REFORMACYI W POLSCE. 



DZIEJE 

REFORMACH W POLSCE 

OD WEJŚCU JEJ DO POLSKI AŻ DO JfiJ ITPADKU. 

WEDŁT^ł NAJNOWSZYCH ŹRODEL 



ZeSUAŁ 1 OPRACOWAŁ 



X. JULIAN BUKOWSKI 

Św. T. Dr., Probosccz koll«ffiaty (nioicloia hw. Anny w Krakowie, 
C-i\. kom. hUt. Akiid. um. krak. 



-»łH«- 



tom: i. 

l->oozatki i terytoryalne i-osspiitPPti-Kenienie hU; r*»ft>nr»acył. 



Z mapą dTOcesTi krakowskiój XVT wieku. 



KRAKÓW. 

KAKŁADEM ACTOBA. 
1883. 






Krakó'w. — W dralcaml "Wł. Ł. Anoiyoa i Spótlcl. 



PRZEDSŁOWIE. 



W historyi narodu polskiego nie znajdujemy zaiste 
ciekawszej epoki nad wiek l<>-ty, w którym wszystkie 
pierwiastki złe i dobre w łonie dotąd narodu ukryte 
nagle wzrastać i owoce swoje wydawać poczęły, a złą- 
czone z wielkim prądem dziejowym znanym pod imie- 
niem reformacyi, pod wpływem tegoż prądu właściwą 
sobie postać przybierają i pewnej zmianie ulegają. 

Zbadaniem tych pierwiastków, społecznych, pra- 
wnych czy politycznych, ich rozwojem i ocenieniem 
odnośnie zwłaszcza do praktycznych następstw, jakie 
miały na losy narodu, zajmują się coraz więcej histo- 
rycy nasi; reformacya jednak w Polsce nietylko zbyt 
jednostronnie dotąd i z ogólnego tylko stanowiska oce- 
nianą bywała, ale i proste jej szczegóły mało dotąd 
zbadane zostały. 

Rzecz tę poruszyć i o ileby się dało brak jej wy- 
pełnić, przedsięwzięła sobie praca niniejsza. Zadanie tem 
trudniejsze, że tu nie idzie o przedstawienie jednego 
jakiego odosobnionego, ściśle od samych tylko faktów 
zewnętrznych zależnego i w kole tychże faktów jakby 
zamknionego epizodu dziejowego, ale o skreślenie całego 
owego tak trudnego w ujęciu swojem religijnego ruchu, 



VI 

który mając pi^zedewszystki^m sieillisko swe w duszy 
człowieka, głównie tam także, zwłaszcza co do swego 
początku i wewnętrznej treści szukany byóby powi- 
nien; — a który co dó zewnętrznej swojej strony przy- 
cliodząc z zagranicy i natrafiwszy w Polsce na pewne 
przyjazne dla siebie warunki, usiłował ją tak jak 
inne ki*aje owładnąć i przeobrazić, co lubo mu się 
w obec głębokiej prawowiemosci narodu i króla nie 
udało, wytworzył przecież w niej potężne stronnictwo, 
z którem Polska ciągle się rachować i któremu na 
nieszczęście swoje nieraz nawet ulegać musiała, a które 
miało swe epoki wzrostu i upadania, swe w różnych 
stanach i stronach kraju właściwe sobie piętna i swe zewnę- 
trzne i wewnętrzne dzieje. Z powodu też tej rozmaitości 
i rozległości, jako też właściwej natury przedmiotu, jak 
również z powodu małej dotąd znajomości wszystkich 
odnośnych faktów, historya reformacyi w Polsce natra- 
fiała dotąd i natrafia jeszcze na największe trudności 
i po większej części tylko w ułomkach, jednostronnie 
lub co gorzej tendencyjnie opracowywaną, lub tylko jako 
materyał do właściwej historyi reformacyi spisywaną 
bywała. Że i w niniejszej pracy znajdą się różne braki 
i niedostatki, o czem zresztą na właściwych miejscach 
chętnie uprzedzamy, nie wątpimy; że jednak w każdej 
rzeczy musi być początek, że początek ten otwiera drogę 
coraz lepszej pracy; że dotychczasowe prace pisane wy- 
łącznie prawie przez akatolików, rzecz po większej części 
jednostronnie lub tendencyjnie, a nadto dość pobieżnie 
i rzadko tylko w całości przedstawiających, (Węgierski 
Andraeas: Libri ąuatuor Slavoniae reformałae 1679, Lu- 
bieniecki: Historia reformationis Polonicae 1685, Węgier- 
ski Wojciech: Kronika zboru krakowskiego, napisana 1651 
wydana 1817 r,. Jabłoński: Historia consenms Sandomi- 
riensis 1731, liibliotheca Antitrinitariorum; prace Sandiusza, 



VII 

Lauterbacha i Bocka, Friese: Beiłrfi.ge znr Geschichłe der 
Eeformation in Polen und Lithauen 2 Bandę 1799, Kautz: 
Evangelicae religionis in Polonia fata 1738, Thomas: Altes 
undneues vom Zusłande der ewang Kirehen in Polen 1754, 
Walerian Krasiński w tłoniaczeniu Lindau: Gesrhichte 
der Reformation in Polen 1H41, Fischer: Vermch einer Ge- 
achichte der Reformation in Polen. 1855, Koniecki : Geachidite 
der Reformation in Polen Breslau 1^72 it<l.), zadaniu swemu 
w żaden sposób odpowiedzieć nie mogą; inne zaś choć 
nie przez akatolików pisane dzieła, albo z politycznego 
tylko stanowiska rzecz traktują , jak Zakrzewskiego : Po- 
wstanie i wzrost reformacyi iv Polsce 1870, alljo więcej 
materyaly do historyi reformacyi, jak samą historyą 
reformacyi podają, jak n. p. tyle cenne z tego względu 
<Izieła Łukaszewicza: O kościołach braci Czeskich w da- 
tonSj Wielkopolsce 1835. Dzieje kościoitw) tcyznania hel- 
weckiego w Litwie 1842. Dzieje kościołów wyznania 
helweckiego tv Małopolsce 1863, przetoż podjęcie tój, 
jak sądzimy bezstronniejszej i więcej może wyczerpującej 
pracy usprawiedliwienie swe znale/ć może. Przykładem 
były nam także w ostatnich czasach podjęte, tak dokła- 
dne, na taktach jedynie oparte i bezstronne badania prof. 
Janssena w dziele ])od tytułem: Geschichte des deutschen 
Volkes seit dem, Aiisgang des Mittelalters Freiburg in 
Breisgau 1880, którego dotąd 3 tomy wyszły, a które, 
jeżeli tylko prawda ponad wszelkiemi względami góro- 
wać będzie, zupełną zmianę w zapatrywaniach na re- 
foiTOacyę nawet u protestantów sprowadzić musi. Jedne 
jeszcze i to bezpośrednią i najbliższą dla nas pobudkę 
do niniejszej pracy przytoczyć musimy. Kiedy bowiem, 
jak pisze Łętowski, (Katalog T. I. p. XXXIII), Jerzy 
Samuel Bandtkie, bibliotekarz podówczas uniwersytetu 
Jagiełońskiego wydał w Krakowie w r. 1817 Kronikę 
zboru krakowskiego, napisaną przez Wojciecha Weeier- 



VIII 

skiego w r. 1651, w której autor wielki lament podnosi 
o zburzenie zboru krakowskiego i paru zborów w okolicy, 
Łętowski przeczytawszy ją, szedł do Bandtkiego, z któ- 
rym miał dla ksiąfeek zażyłość i gdy mu powiedział: 
„O pareś zborów nahałasił, które naszli studenci, a wy- 
wr<5cili8cie nam do kilkuset kościołów naszych w samej 
dyecezyi krakowskiej", na to mu odrzekł Bandtkie suclio 
i zwięźle: „To piszcie". Żeby więc nie by 6 dłużnym, 
przytóm żeby rzecz przedmiotowo, bez żadnej stronnej 
myśli ni tendencyi, ściśle według źródeł przedstawić, 
pracę tę podjęliśmy i według sił naszych opracowaną 
podajemy. 

Co do materyałów przez nas użytycli, te mogli- 
byśmy podzielić na całkiem dawne i mni^j lub więcej 
znane, w różnych współcześnie z reformacyą pisanjch 
dziełach, w zbiorach ustaw synodalnych i sejmowych 
zawarte i po części w róinydi opracowaniach już użyte , 
na nowsze, które w późniejszych i w ostatnich dopiero 
czasach się ukazały, jak n. p. prócz dawniejszych Tomi- 
cyanów i Monumentów Teinei'a, nakładem Akademii 
umiejętności w Krakowie wydane: Code.r epistolarią z XV 
wieku, opracowany przez Szujskiego i Sokołowskiego, 
Korespondencya Zebrzydowskiego o\n: j)rzez Wislockiego. 
Acta Hosiann opr. przez Hipplera i Zakrzewskiego — i cał- 
kiem nowe w rękopisie dotąd będące, do którycli zali- 
czamy dwie wizyty dyecezyi krakowskiej z XVI wieku 
w areliiwum kapituły kat. krak. się znajdujące: Wizyta 
Padniewsidego » r. 156.") — 1.570 i Wizyta Radziwiłowska 
od ló9.") do 1098. tudzież Acta episropalia w archiwmn 
konsystorza krakowskiego się znajdujące, którycli opis 
w ciągu dzieła str. 241 podajemy i wartość ich histo- 
ryczną oceniamy. Co do opracowaTi . z których korzy- 
staliśmy, szereg ich obok źródeł przez nas użytycli, 
na osol)nej stronnicy podajenjy. 



IX 

Wreszcie co się tyczy stosownego podziału i roz- 
kłada materyału co do czasu i treści, przyznajemy, 
żeśmy byli w niemałym kłopocie, nigdzie bowiem rzecz 
ta ściśle chronologicznie i z precyzyą przeprowadzić 
się nie dała. Trzymając się jednak w ogólności tćj nie- 
zbędnej nici , jaką stosowny rozkład i podział materyału 
podaje, rzecz naszą w naturalnym porządku tak trakto- 
wać będziemy, że najprzód o początkach , potćm o wzro- 
ście, wreszcie o upadku reformacyi w Polsce opowiemy, 
dzieląc przytóm rzecz całą co do treści na dzieje ze- 
wnętrzne i na dzieje wewnętrzne reformacyi. 

Wreszcie winniśmy podziękowanie JW. JX. hrabi 
Janowi Scypionowi prałatowi katedralnemu za streszcze- 
nie Wizyty Badziwiiowskiej , z którój my wyciągi tyczące 
się naszego przedmiotu poczynili; Zarządom: Akademii 
umiejętności. Biblioteki Jagielońskićj , tudzież Biblioteki 
XX. Czartoryskich w Krakowie za chętną pomoc i uła- 
twienie w dostarczeniu dzieł potrzebnych; Zarządom 
Archiwów Konsystorskiego i Kapitulnego za pozwolenie 
korzystania ze źródeł; wreszcie WJX. kan. Polkow- 
skiemu, p. Żegocie Paulemu, p. Wilhelmowi Grąsiorow- 
skiemu^ tudzież p. Ludwikowi Zarewiczowi za różne 
rady i wskazówki, z których korzystać nieomieszka- 
liśmy. 

Pisałem w Krakowie w dzień św. Franciszka Sera- 
fickiego 1882 roku. 



źródła i OpracowaDia 

■^ t o zxi i e X - s z 7* zxi la ż y t e. 



I. ŹRÓDŁA. 

Augustini Theiner Yetera Monumenta Poloniae et Łithnaniae histo- 
riam illustrantia. Tomi IV. Eomae 1860—1865. 

Aota Tomioiana T. I — IX. w Poznania wyd. Działyóskiego. 

Archiwum grodzkie i arohiwnni miejskie krakowskie, o ile się 
niektórych spraw i osób przj'chodzącyctf w niniejszej pracy 
dotyczy. 

Kodeks dyplomatyczny katedry krakówskiój. Część I. od r. 116<) 
do 1366 oprać. PiekosiAskl. Wyd. Ak. nm. 

Codez epistolamm saecnli deeimi ąuinti ab 1384 — 1492 collectus 
opera Szujski et Sokołowski. Cracoviae 1876. Wyd. Ak. nm. 

Stanislai Hosii epistolae. Tomns I. 1525 — 1550. editionem carave- 
runt Hippler et Zakrzewski. Cracoviae 1878. Wyd. Ak. um. 

Eorespondenoya Andrzeja Zebrzydowskiego z lat 1546 — 1553, 
wyd. przez Wł. Wi8łockieg:o, w Krakowie 1878. Wyd. Ak. um. 

Voltunen Miscellaneum, decreta, submissiones et alia vitam et 
mcres personarum, tam spiritualium quam saecularinm Dioece- 
sis CracoTiensis tangentia ab anno Dni 1510 ad 1582. (Rę- 
kopis). 

Acta Episoopalia Dioecesis Cracoriefisis ab anno 1524 nsque ad 
annum 1550 (Rękopisy). 

Aota aotorom Capitnii Cath. Cracov. ex saeculo XVI. (Eękopis). 

Visitatio nrbis et Dioecesis CracoTlensis jussu et auctoritate Phi- 
lippł Padnievii Episcopi Cracov. 1565 — 1570. (Rękopis). 

Yisitatio urbis et dioecesis Cracoviensis jussu et auctoritate Cardi- 
nalis Georgii Radziwiłł Episcopi CracoYiensis , per Christophorum 
Kazimierski Arcłiidiac. Cracov. postea Epum KijoTiensera ma- 
xima ex parte anno 1596 — 1598 confecta. (Rękopis). 



XI 



^ 



Vlrilu Mtisaei Hiporeadis (Andraeae Trzycioski) He Sacrosancti 
Kv'ang:t>lii in ditiono ivg-iK l^olonine post reyf-lat.nm Anticliri- 
stnm orięrine, progressu et incremento Elecia. liegiomonti 1556. 

Heroes Christiani per Erasmam (.)t vinoviuni breviter eollecti. ( Rzer.z 

dodana do Wę{cierskieg:o Slavonia reformata). 
Andraeae Wengerscii libri (iiiatuor Slavoniae reformatae .\m8tero- 

daini lti7M. 
Wojciecha Węgierakiego. Kronika zboru krakowskiego napisana 
IHKl r., wydana w Krakowie 1817. 

Łubienieoki Stanislaus. Historia reformationis Polonicae. Freistadii 

IfiBÓ. 
Statnta aynodalia Yielunii et ('alissil a. 1120 cundlta edidit Udal- 
riciis Heyzmnn. 1875. Wyd. Ak. nm. 

Statuta proviiiciae OnesnenBis aiitiqua rcvisa dili^enter et emen- 
data, duetu et impensa Knssini in 1'liriRto pntris Pni Joannis de 
Lasko Archiepisc. Gncsn. ExcnsKum Cracoriae per Mathiam 
Scharffenberger 1527. 

Statata iiova inclitae provinolae OnesnenBis tempore felicis pre- 
sidentif Keverendis.«imi in Christo patris .Inannis de LaHco sanctae 
Esae Gnesn. Archiepiscopi, prinialis, jegati nati, de ('oiisensn 
omnium Rnsinornm dominorum episcoponim et totius cleri in 
diyersiB provincionaltbu8 syiioilis, confecta Dt aprobata ductn et 
iiupensa Unsmi in Cliristo patris Joannis de Lasko Arch. Onesn. 
Eicnssnm Cracoviae per Matłi. isełiarffeaberger 1527. 

Constitutiones et artiouli synodi Łanciciensis A. D. 1537 cele- 
bratae. Itein .-^ynodi Piotrkoriensis A. I). 1580 celebratae. Item 
synodi l'iotrkovieni-is .•\. h. 1532 ceiebratae. In Regia llrbe 
CracoYien. Florianuji Fnfrlf^rus inipressit 1532. 

Deere ta et constitutiones synodales tempore felicis presidentie 
Hnsmi in < liristo patris et domi 1'etri itei gratia Archiepisc.i 
OnesnenBis et Episcopi ('racpyien. ileg-ati nati et primatis Regn 
Poloniae, editis et fnctis (sic), FiotrcoYiae A. iK 1512. Oaco- 
viae Mathias Scharffenberger 1544. 

Constitutiones synodorum Metropolitaiiae Ecclesiae tinesnensis Pro- 
yincialinra jussu et opera .Joannis Wężyk Archiepiscopi Une- 
snensis editae. (.'racoviae 1761. 

Raynald Odoricus.Annales ecclesiastici Torai XIV. Lucae 1755. 

Helcel. .Starodawne prawa polskiego pomniki. Ustawodawstwo ko- 
ścioła polskiego. Kraków 18.'iii. 

Fabisa. Wiadomośi' o synodach prowincyonalnych i dj'ecezalnych gnie- 
zneńskich. Kempno 18*;!. 

Tenże. Wiadomość o legatach i nuncynszach w Polsce. Ostrów 1866. 

Dńeduszycki Maur. o synodach katolickich w dawnej Polsce. Prze- 
gląd lwowski z r. 1880 

Anouta. Jns plenum religionis catliolicae in Pojonia et in M. U. 
Litbnauico 1718. 

Załuskiego Dwa miecze. Warszawa 1731. 





XII 



YoluminB legum i Metryka koronna, tv ile się w \sypisafh a Za- 

krzewskii'go , Romanowskiego, Dziedaszyckiego i t. d. znajduj!(. 

Krzycki. Encomia Lntberi wc l)i Tf/'.;roBoc Cracoviae iii aedibus Hier. 

Yietoris 1524. 
Tenże. De afflictione ecdfsiae commentarius in psalmum XXI. Ibi- 

deiG 1527. 
Tenże. De ratione et Sacriłicio Misaae. Cracoviae per Math. Scliar- 

fenberger 1529. 
Tegoż. Ad Juanneiu Antonium Pulleonem haronein Brugii, nuntium 

apoBtoJicam in Hungaria de uegoŁio Pruthenico epistoła. Craco- 

viae per Hier. Yietoreni 1525. 
Pawłowski FranciacuB. Premislia gacra, siye Series Episcoporum 

Premislieusium. (.'racoviae 1870. 
Joannie Slugossi. Historiae poloaicae libri XII cura AL Przezdziecki 

1873. 
DecinB. De .Sigismundi regis temporibns. Cracoviae 1521. 
Marcina Bielskiego kronika Polska. Warszawa 1830 r. 
Łukasza Gómiokiego Dzieje w koronie Polskiej. Warszawa 1828. 
Tegoż. Rozmowa o elekcyi, wolności, o prawie y obyczaiach polskich. 

TamAe. 
Stanisława Orzechowskiego kronika w tlomaczeniu Wlyńskiego. 

Kiaków 17(57 r. 
Paprocki. Herby Rycerstwa Polskiego -- wydanie Turowskiego. Kra- 
ków 1858. 
Niesiecki. Korona polska 1'. 4, w drukarni Collegium Lwowskiego 

S. J. 1728 r. 
Stadnicki Kazimierz. Rodowody Stadnickich. 
Reszka Stan. Vita Hosii. Rzecz położona na początku korespondea- 

cyi Hozyusza. Wyd. Ak. uni. krak, 1879. 
Tenże. De .'^tbeismis et Phalarismis. Neapoli 1596. 
Bzowski Abraham. Annales ecciesiastici T, XX w Rzymie i w Ko- 
lonii lf>16— lfi40. 
Tegoż. Propago divi Hiacinthi seu de rebus gestie in provincia Polouiae 

ordinis Praedicatoruni. Yenctiis KiOB. 
Leon Wegner. Jan Ostroróg wojewoda poznański i jego pamiętnik 

o urządzeniu rzeczypospolitfej (Monumenium pro ordinanda re- 

publica), na sejniie w r. 1459 obradiysjcym przedłożony, — w 

Tomie I Roczników Towarzystwa nauk. puzuańskiego, 
Allogiorum Osieciensium libri ąuintiue auctore (rasparo Cichocio. 

Cracoviae lijló. 
Damalewicz. tSeries Episcoporura Gnesnensium. Varsoviae 1649. 
Kojałowicz. Miscellanea rerom a<l statum Ecclesiasticum m. dncatas Li- 

thuaniae pertinentiiim. Yilnae lfi50. 
NaramowBki. Facies rerum Sarmaticarum. Yilnae 1724. 
Starowolski. Yitae .^ntistitum Cracoyiensium. L'racoviae 1658. 
Tenże. Epitome concilioruiii Łam generalinm , quam provincialitim. Ro- 

mae Uil3. 



XIII 



I 



I 



Book. Historia Antitrinitariorum Toni. tl. Rpgiomonti et Lipsiae 
1774. 

SołtykowioB. U stanie kakademii rakowski^j. Kraków 1810. 

Metrica sen liber nationls Polonica^ in universitate Lipsienai ab 
anno 1109— KiOO, v,'yi&l St. Tumkowic/,. Krak(5w 1H81. 

Pamiętniki o dawnąj FolBce obejmujące listy legata Oommendonie- 
go — wyii. M. Malinowski T. 2. Wilno 1851. 

Belscye nuncyuszów apostolskich i innych 08<ib O Polsce od roku 
1548 do 11)90. Tomdw 2, wydanie Biblioteki polskiej w Paryżu. 
Berlin i Poznafi 1864. 

Niemcewicz J. U. Zbiór Pami^-tników historycznych o dawn^^j Pol- 
sce T. IV. Warszawa 1822. 

Kraszewski. Wilno Tomów 4. 1832. 

Bandtkie. liistorya drukarń w Polsce, 8 T. Kraków 1826. 

Tenie. Historya drukarń krakowskich. Kraków 1815. 

Czacki. Dzieła wyd. Raczyńskiego. 1844. 

Morawski Szcz: Sądecczyzna. Kraków 1864. 

Łukaszewicz. O kościołach braci Czeskich w dawnej Wielkopolsce. 
Poznań 1835. 

Tenże. Dzieje kościołów wyznania helweckiego w Litwie Poznań 1842. 

Tenie. Dzieje kościołów wyznaiiia belweckiego w dawnej Małopolsce. 
Poznań 1853. 

Tenie. Obraz historyczno-statystyczny Miasta Poznania T. 2. Poznań 
1838. 

Tenże. Wiadomość historyczna o dyssydentach w mieicie Poznaniu. 
Poznań 1832. 

Tenie. Historya szkół w Polsce T. 4. 

Szematyzmy duchowieństwa różnych dyecezyi z różnych lat, w któ- 
rych są podane opisy historyczne koMołów z aktów parafial- 
nych wyczerpnicte. 

Jocber. Obraz bibliograficzno- historyczny literatury i nauk w Polsce 
3 tomy Wilno 1840-1857. 

Wiszniewski. Historj-a literatury polskiej. Tomów IX. Kraków. 
1840— 18Ó 7. ') 



n. OPRACOWANIA. 



Ban|CB Sadok X. Rys dziejów zakonu Kaznodziejskiego, tomów 2 
Lwów 1859. 



') Niektóre z przytocionyeb tii dzieł sii mczt-j opracowaniami, nit iró- 
•llami w icisU^m znaczeniu; pily jednak opieraj)) sie na iróilłach z piorwszdj 
reki i niezaprzeczona maja powagę, przetnie je do źródeł zaliczyliśmy. W sa- 
niom tui wyliczeniu trzymaliśmy sie głównie porządku clironologiczncgo , przy- 
tem tożaamości autora lah matcryi. 




Bulinski Melchior Ł Historya kościoła polskieg:u. Tomów 3 Kraków 
1878. 

DrieduBzyoki hr. Maurycy. Piotr Skarga i jego wiek, Tomów 2. 
Kraków 18i;8. 

Tenże. Zbigniew Oleśnicki. Tomów 2. Kraków 1853. 

Encyklopedya powszechna. Wyd. Orgelbraiula, tomów 28, War- 
szawa 1867. 

Encyklopedya kościelna X. Nowodwornkiego. Uotąd wyszło tomów 
1 t. Warszawa 1873—1881. 

Grabowski Ambr. .Starożytności histor: polskie. T. II. Kraków 
IHib. 

Jaroszewicz. Matka świętych Polska. Kraków 1767. 

Hirsohberg. O życiu i pisniiich Decyiisza. Lwów 1871. 

Eautz. Erangplicaf rcligioDis in Polonia fata. Hamburgi 1738. 

Korytkowski Jan X. Jan Laski Arcybiskup gnieźnieński. Życiorys 
zamieszczony na poc/.atku Liber beiieficiornm Łaskiego. Gniezno 
1880. 

Koóciół Augsburgski w Wilnie. Kronika ])rzi;z A. F. A. Wilno 18ó8. 

Krasiński Waleryan. Historical sketh "(' tlie rise, prugresn and de- 
1 cline of tlie reJormatiou in Poland 1838; w tlomsczeniu Lindan: 

(ieschichtc der Eelormation in Polen. Leipzig 1841. 

Iiacordaire. Conferences de Notre-Dame de Paris 18»łl. — O spo- 
łeczności katolicki(5j w tlom. Nowosielskiego. Kijów. 1860. 

Łętowski X. biskup. Katalog bisknpów, praliitów i kanoników' kra- 
kowskich. Tomów i. Kraków 18.t1. 

Łukowski X. O księgach uposażł'ń benclicyalnycli. Kzecz umieszczona 
na poczHiku Liber beneflciorum Łaskiego. Gniezno 1880. 

Maciejowski Wae. Polska i Ruś uf. do pierwszej pobiwy XVII w. 
pod wzglądem obyczajów i zwyczajów, ł tomy. Warszawa 1842. 

Mączyński Józef. Pamiątka z Krakowa. 'I'. Hi. Kraków 1845. 

Tenże. .\rcbipr<'sby terów ie i kapłani kościoła Maryackiego w Krako- 
wh-. Kraków 1857. 

Mecherzyński. Historya wymowy kaznodziejskiej w Polsce. Kraków 

im i. 

Miąozjrński Ignacy. Hozprawa n dziesięcinach w tomie II Uoczni- 
ków Tow. nauk. krakow,s. Kraków 1817. 

Ossoliński hr. Józef. Wiadomości historyczno-krytyczne do dziejów 
literatur3' jMilskiej. Tomów 4. Kraków 1822. 

Ostrowski X. Dzieje i prawa kościoła polskiego T. III Warszawa 
1 7(13. 

Przegląd polski z r. 1869 z ."^ierpnia. Albert Brandenburgski pierw- 
szy ksiijie pruski katolikiem przez Wład. Miłkowskiego. 

Bomanowski. Otia Tornicinsin. Poznań 1861. 

Skarga. Kazania na niedziele i święta. Wyd. Bobrowicza. Lipsk 
1843. 

Tegoż. Żywoty świętych. Wiedeń 1860. 

Szujski. Dzieje Poislii. Tomów 4. Lwów 1861. 




XV 



N 



^ 



Szujski, lidrodzeiiin i rffwmacyft. Pięć prelekcyj publicznych mia- 
nych w Krakowie. Przegląd Polski z r. 1880. 

Szajnocha. Jadwiga i Jagietło. Tomów 4. Lwuw 1H61. 

Tygodnik tlhistrowany warszawski z r. 1869. T. IV. str. IH. Ko- 
ściół w Wojciechowie. 

Zakrzewski. Powstanie i wzrost reformacyi w Polsce. Lipsk 1870. 

Z obcych pisarzy, 

Alzog. l'niversalgeschichte der christlicljen Kirrhe. Mainz 18.56. 
Dalton. .loliannes a Lasco, Bt-itrag ?,ur Reformatioii8-(»eschlchte Po- 

lenn, Dfutsclilands nnd Englands. Gotha 1881. 
Eichhom. l*pr erinlilndische Bischof und Cardinal Stanislaus Hosias. 

2 Bandę. Mainz 1854. 
Priese. Beitrtlpe zn der fieformations-fieschichte in l'oleii und Li- 

thaucn. '2 Bilnde. Brealau 178ti. 
Hartknoch. PreusiKcbt- Kirclien-Historle. Leipzig IfiBO. 
Historia eeclesiae ftyangelicae in Hungaria praecipae vero in tredecim 

oppidis Scepusii. Halbenstadt l.'>30. 
Janssen .lohann Geschichte des dentschen Yolkes seit dem Ansgang 

des Mittilalters 3 Bilnde. Frrihnrg in Breisgau 1882. 
Klose. Dociinientirte (icscliichte der Stadt Breslau in Bricten. Bres- 

lau T. a 1781. 
Łengnicb. Uischiclite der preassiseben Lande IV. B. 
De Welte. l.nters Briefo und Sendschreiben. Berlin 1827. 
Wetzer und "Welte. Kirclienlexikon oder Encyklopedie der katholi- 

schen Tlienlogie. 12 B.inde. Freiburg in Breisgau 1847. 
Zeiasberg. Kas Mlteste Matrik<*tbuch der lUiiversit!lt Krakan. Be- 

.sclireibuiig iind Ausziige mitgetoilt durch Dr Heinrich Zeissberg. 

Innsbruck 1872. 
Idem. Jolianncs Laski nnd sein Testament In ,Sitzungg-Berichten der 

klin. Akademie der Wissenschaften". Wien 1874. 




-=>*>ł»*<5ic— 



ł 



ROZDZIAŁ I. 

DBpołca. pr'zee3jreforxn.a.C37^na.. 



Wstęp. — Pogląd na reformacyą w ogólności. Charakter refor- 
maoyl w Polsce. — Pierwsze herezye w Polsce. — Inkwizycya 
i j6j kościelne i państwowe uprawnienie. — Hussytyzm w Pol- 
sce. — Kary duchowne i ich cywilne skutki. — Śty Jan Eapi- 
stran w Krakowie. — Przyczyny powszechne oraz przyczyny 
miejscowe przygotowujące grunt pod reformacyą w Polsce. 

Reformacyą obaliwszy stary porządek kościelny w Europie, 
stała się odtąd płodną matką tego wszystkiego, co się w następ- 
nych wiekach w Ktiropie działo. Luter nie tera głośny, ie dwa- 
dzieścia milionów katolików oderwał od wiary swych ojców, ale 
tźm, że uderzając w najgłębszą istotę kościoła katolickiego, w nie- 
omylną jego powagę, zburzył tem saniem podstawę, na której slala 
i opierała się społeczność europejska, która hądź co bądź, aż do 
tej chwili szczerze katolicką i wierną kościołowi była. Z nasta- 
niem dopiero reformacyi, ze zwycięztwem tego pierwiastku, który 
burząc i niszcząc, niczego jednak zbudować niepotrafił, nowa 
a głęboka zmiana nastaje w .społeczeństwie. Dotychazas ulegało 
ono kościołowi, kościół był jego moralnym stróżem i przewodni- 
kiem; z upadkiem powagi kościoła trzeba było albo nowego 
stworzyć sobie przewodnika, albo bez niego pozostać. Pierwsza 
z tych alternatyw była niepodobna, reformacyą bowiem nie miała 
najmniejszego żywiołu w sobie do zbudowania czegośkolwiek , 
hyla całkiem natury przecząwj; druga była przeciw naturze sjio- 
łeczeństwa, które w duchownych i najwyższych swoich potrze- 
bach nie może się obejść bez pewnej i niezawodn<'j jłowagi i prze- 
wodnictwa , na któremby najzupełniej polegać mogło. Protestan- 
tyzm chciał wprawdzie stworzyć coś podobnego, ale nip! mając 

t)iE»Je Ref-irmacyi w PoUce. T. i. 




2 POGŁAD NA REFORMACYĘ W O&ÓLNOŚCI. 

nic j)0 temu w swojem łonie, przez dziwną sprzeczność, z ko- 
ścioła katolickiego, który obalió usilowaf, wynosił pojedyncze 
okruchy i te następnie jako najwyższą powagę i środek zjedno- 
czenia w miejscu kościoła stawiał. Tak postawił najprzód pismo 
święte, jako jedyne źntdło wiary i najwyższą powagę duchowną; 
kiedy jednak prędko przekonano się, że pismo święte zamiast 
być źródłem zjednoczenia, bez powagi kościelnej źródłem rozbicia 
dla nowatorów się stawało, począł tworzyć rozmaite symboia 
wiary z różnych resztek rozbitej katolickiej prawdy złożone, do 
których się wszyscy stosować mieli. Kiedy jednak wszystkie usi- 
łowania zawiodły, gdy nie można było stworzyć żadnej praw- 
dziwej i nieomyindj powagi, skończyło się wszystko na władzy 
polityczn<5j, która przez dziwną ironią Josu, w miejsce obiecywa- 
nej wolności religijnej i demokratycznego porządku, właściwą 
spadkobierczynią wydartego kościołowi stanowiska się stała. I stało 
się to pod względem powagi i zwierzchności, co się dzieje z innowier- 
stwem pod innym względem, mianowicie pod względem samćjże 
treści tego co naucza, że przebiegłszy całą kolej błędu, tracąc 
powoli listek po listku z tego co w nińn jeszcze dodaliiiego zna- 
leść się mogło, o.siada na koniec na najgrubszym materyalizmie. 
Prędzej jeszcze dokonał się w nieni ten proces pod względem 
władzy i powagi, która a!bo całkiem znikła, albo przeszła w nie- 
powołane ręce ; społeczność prędko znalazła się bez właściwego 
duchownego przewodnictwa, a jakie były tego skutki, okazały 
wszystkie następne niepokoje, przewroty i wstrząśnienia, których 
końca nawet wiek dzisiejszy dojrzeć nie może i owszem coraz 
nowszych i straszniejszych obawiać się musi. 

Tyle potrzebowaliśmy nadmienić, aby oznaczyć ogólne po- 
wszeehno-dziejowe stanowisko reformacyi i skutki ogólne, jakie 
wywołała; skutki te jednak w poszczególnych krajach w miarę 
różnych miejscowych czynników i okoliczności, nader różne się 
okazały. Najlepiej zda się je ocenić i właściwe reformacyi w każ- 
dym kraju, do którego się dostała, stanowisko oznaczyć potra- 
fini, jeżeli zważymy głiiwną przyczynę, która ją wprowadziła ; 
nietylko bowiem według ogólnej zasady znając, przyczynę możemy 
już choć w przybliżeniu powiedzieć coś o skutkach jakie ona wy- 
woła, ale nadto ]»rzyczyna ta warunkuje już częstokroć dalszy byt 
i naznacza właściwe miejsce tej idei lub rzeczy, złej czy dobrćj, 
jaką wprowadza. Cóż więc głównie wprowadziło reformacyą do 



e 



rnARAKTEB REF0R3IA0TI W POLSCE. 



a 



I 
I 



I 



Polski i jakiż byl ten główny czynnik, (nie mówimy tu nic o pod- 
rzędnych, o których później), który jej torował drogę do naszego 
krajn i szerzenie się jćj ułatwiał? Znane są słowa Fryderyka II., że 
jeżeli się rcCormacyę do pierwszych jćj przyczyn sprowadzi, to 
pokaże się, że w Niemczech była przedewszystkiem chciwość, 
w Anglii luhieżnoSć króla, we Francy i nowość, która ją wpro- 
wadziła, my dodamy, że w Polsce była to znów swawola, która 
jćj drogę otworzyła. Mając wielką i nieakróconą prawie niczem 
wolność, hamowaną tylko nieco prawami i powagą kościoła, nie 
będąc panu swojemu zwierzchnemu nie więcej winien, (jak mó- 
wi Orzechowski w Quincnnxie), jak tylko tytuł na pozwie, dwa 
grosze z łanu i pospolitą wojnę, zresztą wszechwładny na swo- 
jem dziedzictwie, szlachcic polski zapragnął wyzwolić się i z pod 
tego ostatniego hamulca, jaki na niego powaga i prawa kościoła 
wkładały, do czego najlepszą sposobność jwdawaia mu reforma- 
cya. Co więcej, gdy w innych krajach obok wyżej wymienionych 
jtowodów. którcbyśray nazwali psych icznenii, z reformacyą łączył 
się jeszcze ])cwien polityczny interes tych czynników, które ją 
wprowadzić usiłowały, jak np. w Niemczech wywalczenie nieza- 
wisłości od cesarza, w Anglii i Szwccyi wzmocnienie władzy mo- 
narchicznćj, w Niderlandach zrzucenie obcego jarzma i wywal- 
czenie niei)otlległośei naroilowćj, w Polsce żadnego podobnego in- 
teresu nie było. Nie mieli go różnowicrcy w ograniczeniu władzy 
królewskiej, bo właśnie ją przez przydanie jćj władzy duchownej 
powiększyć chcieli ; nie mieli go także w wzmocnieniu tejże wła- 
dzy, bo właśnie ciągłem dążeniem szlachty było <igraniczać wła- 
dzę panującego. Pycha więc tylko szlachty, a mianowicie wo- 
dzących Nv niej rej możnowladców i wynikająca ztąd swawola 
i co najwięcej, to ta właściwa także Polakom chęć naśladowni- 
ctwa, pozostaje zawsze jako główna przyczyna i wejścia i szerzenia 
się reformacyi. 

Lecz jak swawola z natury swojćj lekko tylko ślizga się 
po powierzchni życia i nigdy do gruntu całego człowieka owład- 
nąć nie jest w stanie, tak i reformacyą nigdy naprawdę nie przy- 
jęła sic w Polsce; była raczćj płytką jak gruntowną i co ważną 
stanojyi niżnicę od innych krajów, nie przyjęła się jak tylko 
w jednym stanie: u raożniejszej szlachty i u niemieckiego mieszczań- 
stwa, które zawsze jeszcze jakby odrębny żywioł w Polsce istnia- 
ło: lud wiejski i podobna doń uboższa szlachta mniej owła J 

I 





kr 

i 



^ 



(mABAKTEB BEFOBKACTI W POLSCE. 

jiychą, a gorąco do wiary ojców przywiązana, wolną znpełnie od 
watorstwa pozostała. Draga różnica także już z powyżej wska- 
nej natury reformacyi w Polsce wynikająca, że kiedy w innych 
krajacli refonnacya zatrzymała się tam, gdzie jej interes poli- 
czny stanąć nakazywał, w Polsce nic hamowana niczem prze- 
legła całą kolej błedn, )>rzeskakiwała od latcranizmu do kalwi- 
izmii, a od oba tych wyznań do braci czeskich : posanęła się 
do błijdów Anabaptystów i Socynianów, czyli nowych Aryan, aż 
nakoniec potoczyła się do zupełnego racyonalizmu i do błędów 
antyspołecznych, jak tego przykład w gryzącej wszystko, wy- 
wracającej podstawy spóieczeństwa nauce Piotra z Goniądza lub 
Tobiasza Wiszniowskicgo znajdujemy. Nadto z [)Owodu samego 
fizycznego zbliżenia się tylu sekt, żaden kraj równic ciekawego 
nie przedstawiał widoka jak Polska, gdzie stali lateranie obok 
kalwinów i braci czeskich, a pomiędzy nich wciskali się Anty- 
trynitarze i inne sekty, wszystkie równym duchem nienawiści ku 
oftciołowi napełnione, a nigdy między sobą pogodzić się niemo- 
gące, usiłujące połączyć się w jcdnę wrogą kościołowi potęgę, 
a nigdy do tego zjednoczenia przyjść niemogące. Z tej przyczyny 
i sami nawet rożnowiercy kiedy na sejmie konwokacyjnym w r. 
l.'i7H w czasie bezkrólewia po śmierci Zygmunta Augusta chcieli 
się zszeregować w jedno ciało i potrzebowali jednej wspólnej 
nazwy, nie mogli przecież lepszdj wynaleść jak różnowierców, 
dissidentcs de leligione, która to nazwa najlepiej charakteryzuje 
hcrezyę w Polsce, która nigdy jednolitą, a lem niniuj Polska nie 
była, ale z obcych krajów naniesiona, w stosunkach krajowych 
pewne ułatwienie znajdująca, od niektórych prawem jakiejś fał- 
szywej gościnności ])rzyjęta i tolerowana, w gruncie rzeczy na- 
wet w czasie swoich największych tryumfów zawsze wstrętną 
narodowi pozostała i nigdy na trwałość rachować nie mogła. 
Była jednak chwila prawdziwego niehezińeczeiistwa i o ni^j w dal- 
szym ciągu mówić będziemy ; teraz poprzestając na tern najogól- 
niejszym zcharaktcryzowaniu tego ruchu religijnego, który się re- 
formacyą w Polsce nazywa, do szczegółowego opowiadania, 
a mianowicie do skreślenia liistoryi tych herezyi, które reforma- 
cyi w Polsce choćby odlegle drogę torowały, przystępujemy. 
Protestanci chcąc usprawiedliwić swoje nagłe zerwanie z ko- 
6oiołein katolickim i z całym Jiistorycznyni rozwojem chrześcijań- 
stwa, chętnie szukają w ubiegłych wiekach poprzedników, utrzy- 



h 



PIKRWSZE HEBEZYE W POLSCE. BICZOWNICY. 5 

inując, że zwolennicy Wiklefa, Husa, a przed tymi jeszcze Wal- 
densowie liyli irli jirotoplasłaini i że walka, jaką oni z kościo- 
łem prowadzą, jest tylko dalszym ciąg:icm tego boju, jaki tamci 
rozpoczęli. Kzeczywiśmic tyle w tem prawdy, że sekty te łączyła 
jedna wspólna nienawiść tlo kościoła katolickiego, i że jakkol- 
wiek w różnych krajach, rużncrai czasy powstałe, niezgodne na- 
wet co do tych błęiUiw, które głosiły, to jednak już przez to 
samo, -że budziły oppozycyę przeciw kościołowi, jedne drugim 
drogę torowały i wza^jclunie, o ile się to tylko dało, pomocnemi 
sobie były. Że i w Polsce podobnie było, że mniejsze grzechy 
torowały drogę większym, że apostazye mniejsze i częściowe t(»- 
rowały drogę apostazyi wiąkszej i powszechnicjszty, jaka się zda- 
rzyła w I6tym wieku, od skreślenia zatem dziejów herczyi, jakie 
poprzedziły Hity wiek w Polsce, opowiadanie nasze zacząć 
musimy. 

Pierwsze ślady herczyi ■) w Polsce znajdujemy w tak nazwa- 
nej sekcie biczowników, która jednak z początku nie tak sektą, 
jak raczćj szałem religijnym była. W roku bowiem I2r>l jak pi- 



') Podług Wręit^rskiego iil'ivimia reformatit Avuterofiami liiTK 
pag. 14, ktitiy jMiwiduj*' sic^' znów na CLylrensza in oint di; aiatu 
EccItsiaK i na jnituni <'iitii/o(ji testium reriłntiit niił-li przybyli pra- 
wie na dwu wieki przed Musein do Czerli Walileii^jowii-, rozszerzyć 
się także w Moraw ii, Szlitskii i Polsce, a iuult(» inkwizytorowie około 
r. \'.l'M mieli odkryć, h^ \Vnlden.s(jwif w Czechacli i w Polsce zbie- 
rali sktadki dla swoidi braci ■\Viildttisow w Lombardyi, i że do tych 
ostatnich Jako do nanczyoieli awoicli wielu z l'zecłi się tidawaJo. Wii- 
leryan Krasiński w swojej liisioryi refnmincyi te FoUci* powtarza za 
Węfrierskini to s.anio, dodajjjc z jiowołanieni na Węgierskiego, czego 
jednak w Węgierskim niema, że mieli osadę około Krakowa. Co Je- 
dnak teii^.e autor pisze (piitrz (ifHchichtr lier lifjnniiułioii t« Poli-n 
von Val. Krasiński unch dem eiKjlincIten OriijcniU brnrbeitet von Lin- 
dan Leipzig !K41 pag. 21) o istnieniu na poczijtku 12go wiekn 
wielu słiiwiańskicli czyli narodowych kościołów w t^zecliach, .Sziijsku, 
Morawii i Polsce, w którycti na wolne tłómaczenie Itiblii, służbę bo^.a, 
w języku naroilowyui, na komunią św. jiod obiema postaciami i na 
małżeństwo księży zezwalano, trdy twit-rdzenia tego na iiiczeiii nie 
opiera, za dowolne Je raczej, (może z pomieszania olirziidku slowiań- 
ftkiego, na Jaki .Adjyiin II i .lan Ylll dla Morawii i Czech w 9 wieku 
dozwolił, z kościołem słowrafiskiin, ktui'y odrębny nigdy w tych kra- 
jach nie istniał,) wynikajiice, nważać musimy. Co zaś do Waldensów 
w 14tym wieku w Polsce, o których wspomina Węgierski, być może, 
że takowi byli w Polsce, a być może także, że to byli Polcyniśc 




BlCZOWNICr. 

8ZC Boguchwał M. pojawili się w Polsce pierwsi biczownicy, od- 
prawiający dwa razy na dzień processye z rhoiagwiami i śpie- 
wami, którzy chłoszczac niemiłosiernie swoje ciato, gniew tein 
boży przebłagać usiłowali. Gdy do tego fanatycznego tłumu po- 
częła przybywać coraz większa liczba ludzi, kturzy nawet swe 
domy, rodziny i majątki opuszczali a z biczownikami się łączyli, 
za przykładem papieży tudzież innycli biskupów, którzy potępili 
publiczne biczowanie /"pierwsi biczownicy [mjawiają się we Wło- 
szech około r. I'_'fi0 w Pcrugii, poczem przechodzą do Francyi 
i do Niemiec 1, użyli także nasi ł)iskupi, a mianowicie arcybiskup 
gnieźnieński wraz z biskupem |)oznariskim Wojcieclieni Paługą, 
tudzież biskup krakowski Pranduta, wszelkich środków, namowy, 
postrachu, a nawet przymusu, aby l)łądzncycli nawrócić, o pró- 
żności ich jednostronnych mniemań przelionać i do pełnienia 
prawdziwyeli cnót cwangiclicznycli przywieść. Ziłajc się, że usi- 
łowania ich odniosły pożądany skutek , biczownicy liowicni zni- 
kają z Polski, aż do połowy l4go wieku, w którym to czasie 
z Węgier i z Niemiec znowu do Polski napłynęli , tą rażą z fa- 
natyzmem swym łącząc wiele innycli blędiiw, jakoto, że jeden 
przed drugim spowiadać sit; i rozgrzeszenie sobie dawać może, 
że chrzest z wody niedostateczny, ale konieczny tu jest chrzest 
z krwi, czyli biczowanie, przyczera powoływali się na jakieś ta- 
jemne objawienie udzielone w tych czasach patryarsze jerozolim- 
skiemu. Dowiedziawszy się o tem wszystkiera papież Klemens 
VI wydał w r. li>40 brewc do wszystkich bisku|iow polskich, 



którzy mieli jiodobni' Idędy do Waldensów, i klurycli tak^.t' w Polsce 
W;tMeiisami lub l'ik:n-danii nazywano. Waldcnsowie mieli swojp gminy 
w góracii loniliiirdzkicli, liidcyniści także tam powstali. 

') In eodein amtti (12iU) i>i.iiirrexił quaedam secla rusticoruiii, 
ita, quoti alius aliinu nudatwi, tum linteo ad umbilicuiii prarcinclus 
seguebatur^ se ipsum quilihtt JlagelUindo, (juos duo cum t'i:rilliii et 
duabuH candelis praecedebiint , guandam cantUeuaiu , fifuecinrntes i'l 
hoc bis iti dic riddir.et hora prima d hora nona fucicbuiit, JanuHmm 
v«ru Archfpiiteopus Gni'Dnensiii rum guis siiffi-ajiuiieis in sua pr<ivui- 
da aub excnmmiinicati'inix poena dt- caetfrii taltu fi^ri prohibriis, jirin- 
cipes Poliiniiie. petiii , nt necditures hiijusiuodi pir pui-nus rnriwis et 
diMractinnem rerum a praedido tn-ore compencerf deberent. Qiiod d 
fecerunt. lionica Basconis pag. 74. Vide etiam IHtigosz Hist. 1. 705 
Rzppnicki Vita.e prarsulum Pol. 1 59. 




DOLCYjasCI. 



■ 



I 



aby tę sektę nawet z pomocą ramienia świeckiego starali się wy- 
korzenić '), co też powoli nastąpiło. 

Niebezpieczniejszą jednak od poprzedniej była sekta tak na- 
zwanych braci apostolskich czyli Dolcynistiiw. W roku 1261 niejaki 
Gerard Separelli wypędzony z klasztoru Franciszkańskiego w Par- 
mie począł głosić, żę się czuje powołanym do przywrócenia da- 
wnego apostolskiego stanu w kościele i zebrawszy sobie zwolen- 
ników przeciągał z nimi po Włoszech żebrząc i śpiewając. Gdy 
potem wykryto jego błędy, mianowicie, że odrzucał clirzest dzieci, 
zabraniał posiadania dóbr doczesnych i przypuszczał wspólność 
wszystkiego, nawet niewiast, s])alony zostnł na stosie w r. 13(10. 
Następca jego Dolcino z Prato w hrabstwie Nowara w Lombar- 
dy] propagował dalćj te błędy, głosząc z większym jeszcze zapa- 
łem, że od niego poczyna się nowa era, że Rzym musi runąć, 
a pierwotny apostolski kościół powróeif ; rozpoczął nawet for- 
malną wojnę z kościołem w górach piemonckich, W skutek tego 
herezya zbrojną ręką stłumiona w r. 1307, Dolcino ujęty i stra- 
cony; szczątki zaś jego zwolenników rozsypały się po różnych 
krajach, mianowicie po Niemczech, (!zechach, Morawii i Sziąsku, 
zkąd znów wtargnęły do Polski, a mianowicie do dyecezyi kra- 
kowskiej , jak się to ])okaznje z listu Jana XXII papieża do 
Maskaty biskupa krakowskiego w r. 13IS-;, w którym papież 
użala się na biskupa , że obojętnie przypatruje się szerzeniu tćj 
herezyi , która nawet wielu krajowców zdołała zarazić i Imdząc 
jego gorliwość pasterską, do współdziałania z wyznaczonymi in- 
kwizytorami go wzywa. Równocześnie stanowi papież inkwizyto- 
rów: Peregryna z Opola dominikana dla dyecezyi wrocławskiej 



») Theiner, t. I., ['■ -''28. 

*) Sanę non sine fjm2ritiidine cordin aecepimus, giiod in ałigui- 
but parłibtM regnornm Bokemiae ac Poloniae et in corum confinihuis 
et limitibus, praef.ipue in civita(e et dioecesi Cracoriensi, adeo poten- 
ter haereticae ivfidfHtatiii error inraluit, ątiod ibidem ąuam phwimi 
o via writatis prorstm cirersi, eurites pont detńum fal^itatis, ac. seipsos 
divergis it rariis haeresihun yiuiciiltinies ad conctUiendam nrlhodnTae 
soliditatem fidei... Quid er^o Jrattr tu ad haec? Numguid stabin tota 
die otiomts et (amquam nuHa sit tibi cura de omnibus iis, qui ejpro- 
brant nomini agminum Israel, tu scuium fidei non oppunes? An non 
uttendis, quod clamat ad te Dominus per prophetąm^ vi łoguaris ad 
omnet civitates Juda xeiiiio7ie8 quos locutus est tibi. Avenioni Cal, Maji. 
anno lacundo. Theiner MomumeiUa eccl. j)ol. T. i. pag. Ki7. 





i Mikołaja Ilospodyiia franciszkana z Krakowa dla dyecczyi kra- 
kowskićj, którym przydaje do pomocy cudzoziemców KoMę i llart- 
mana^ pierwszego domitiikana, drugiego franciszkana, wszystkich 
zaś w osobnym liście *) opiece króla Władysława łl-okietka po 
lecą, zalecając temuż usilnie, aby czystości wiary brotiil, rzeczo- 
nych inkwizytorów wspierał i wyroki ich exekw()wai. 1'siiowania 
te poparte silną ręką Łokietka zdaje się, że odniosły po- 
żądany skutek; skoro papież w liście -) w r. i;i2t> do tegoż 
króla pisanym, uznając jego gorliwość i skuteczną pomoc, 



'J Unde providimus dilectos filios fratns Coldam et Pertgrinum 
praedicałorum et Uartmannum et Nicolawn minoruvi ordinuni, f/un- 
fum hnnesła confcnsatio, iit speranius, exevipluiii tribnet puritatis et 
doctrinam fundent erudita labiii salutarern, ad inquisitionis o/Jtciuin 
in pruedictin ciritatibuii, tfjotcesitws, locin <:t teiTin, contra hacrcticos, 
ertdtntes, fntitoren, defennoren et rtceptotores contm, juxta foniiain 
catiotium f.xe(juendum per api.stolicas Utteras deputandos, Quare igitur, 
etxi potfjitatiK trrrenae sił debitum pru(varicałii,num crhnina persegui, 
Ułud tamm ei principalius imininet et onus arttwnifi hnportat, nt ad- 
cersus hostet catholicue fidti, dtiriurin aruleo auiiuudfer.sioiiin insurgat, 
Nobililatem tiiam monemus, rogamus et adhortaiDur attente, obsecrans 
per oiscera misericordiae Dei nostri, et -nihilomiiius tihi per apostołico 
scripta niandanteii, ąuatenus pia meditatione pensata, rjuantum tua rł 
catierorwn catholicorum nobilium et magnatum interent, nt induti In- 
ricain Jidei ad iliius vitanda pericida et hostiwn yua audaciam com- 
petcendam, tms viriliter accingatis, ne duisimulare fideaniini iliius, per 
quein regimini et regnatis, ivjuriam^ ąwintum in te fuerit et ad te 
pertinutrit, contra ipsns haereticos, credentes, faułores, dfjcnsores et 
recepłatores corum sic insurgere studeas, sic eisdem in(juisitorihvn, 
circa tam pium coinmissuin eis officiitm salubriter exeiji(endu7n, comtilliis 
auxiliis et faroribus opportunis assistas, qund ttio medianti; suffragin, 
pT eorum sacrum ministerium ac studium vigil. et sollicitudiuem inde- 
ftasatn, ciriitates, dioeceses, łerrae et loca praedicta, ab knjusmodi pra- 
vis contagiis, assistente divlna gratia, expurgenlur, Arenioni Cal. Mai 
pont. tinno II. Theiner I. pag. 138. 

-) Quantumciinqne utilitatis et exidtationis Chriułiani^ati prove- 
nit de viultis innumerisgue laboribus indffessis , quoB ta ad expiandas 
rf« regno abominationis haereticae pravitatis diidiim e:':hibuinti oc iti- 
censanłer e:rhibere dignositiur, tua magnifica opera pront fide digno- 
rum testimcnio percepimus, manifestant. Tu namąue velut ińctorittsus 
pugil ejusdem ecctesiae ac Jidei christianae ztlator eiimius, ad koc sem- 
per tua vota feliciter direj:isti, ut extexminaTes inimicos crucia et tam 
fidei qHam fidehum terminos dilatares. Epistoła Joannia XXII ad re- 
gem Vladislaum a. 1326. 



k 



BKGUAKBOWIE I BFOUINKI. 



9 



N 



n 

h 



w podnioslycli wyrazach zasługę jego wobec chrześciaustwa 
przedstawia. 

Były jednak w Polsce już podówczas dwa zgromadzenia, 
później za heretyckie ogłoszone, które przynajmniej z początku ta- 
kowemi nie były i owszem w Poisce dobrze jjrzyjęte, długo jesz- 
cze potem za dobre i świątobliwe uchodziły. Byli to Beguardo- 
wie i tak zwane Beguinki '). Beguardowie przybywszy do Polski 
z Niemiec ku końcowi 13go wieku uprosili sobie od biskupa ku- 
jawskiego Wisława ( f- 13f'<>j ^i, że im odstąpił w ziemi cbełraiń- 
skićj w okolicy Złotoryi z posiadłości do stołu biskupiego nale- 
żąch znaczną część gruntów, pod warunkiem , że gdyby kiedykol- 
wiek zniesionyirii zostali lub istnieć przestali, dobra te wracają 
do biskupa kujawskiego, (suh en cidelket coiulitione donacit, tit si 
itUo Hnquum tempnre secłam beijardorum ipsorwn cessari neu de^trui 
forte conthnfeirt, hona //w« redirent ad caudeiii iiiin:if(m , ifUtit jiriun... 
Theiner Monuni. T. I. pag. U53); poczem Beguardowie założyli 
tam klasztor pod tytułem Śgo Krzyża. Kiedy więc w r. liill 
koncylium wieneńskie z powoda here/yi i niemoralności jiotępiło 
tę sektę, bawiący około r. 1^20 w Awinioiiie nastęi)ea Wisława 
biskup Gerward prosił papieża Jana XXII, aby dobra te do niego 
wróciły, co też papież |)rzyznał i biskupowi poznańskiemu jako 
delegatowi swemu i dwom prałatom giiieziieńskim wykonać po- 
lecił. Wezwani przed biskupa zakonnicy tćj sekty Henryk, Rudolf 
i Jan oddali dobrowolnie i bez trudnońci (Tlioiner I. c.) w r. 1521 
klasztor, kościół i drzewo krzyża św. wraz z gruntami, łąką i win- 
nica, ktiire biskup Gerward przez plenipotenta swego odebrał. 
Akt ten zatwierdził papież Jan XXII w tymże roku (Theiner 1. c) 
O ile już wtedy Beguardowie w Poisce winnymi byli czynionych 
im zarzutów, dokładnie nie wiemy; kiedy jednak nowe ich tłumy 
ścigane przez inkwizytorów w Turyngii i Hessyi, w okolicy Mag- 
deburga i Bremy, napłynęły do księstwa szczecińskiego, na Szląsk 
i do Pol.sk i, byli już wszyscy zheretyczali, skoro przeciw nim, 




') Tak nazwane ud zalo^.yciela swego w drue-iej połiiwii' 12go 
wieko księdza Lanilicrta li- Reghc, jak dowodzi llaliiiian, (Genrliichłe 
det Urspninqs der hidtp.sclfu Begliine" Ilerliti 184:i), nie od lieg:gen, 
prosić albo modlić »!<• , jak utrzymuje Jlosslieim i Boliandyści. Powi- 
nowata z t!) jest nazwa Begaard6w. 

*) Bulińsiki Historya koijć. PoIb. T. I. sli-. if\2. 



jak zaraz ])Owieiny, zaprowadzona została inkwizycja , a nadto 
musiała icb być znaczna liczba, skoro jeszcze w r. 1354 papież 
Innocenty \I pi8ząc,'(lo biskupów i do książąt w Polsce, na i Hzląsku 
celem czynnego poparcia prac i działań inkwizytorów, o wielkiśj 
ich ilości w tych stronacti nadmienia, iii ijuihm heiihanlorton et ht- 
yinarum hujusmodi esse tlicilur mullituiło (Theiner T. I. p. 555). 
Co do beguinck, które były stowarzyszeniem nie%via8t bez ślubów 
zakonnych w celach pobożnych i religijnych, (największa liczba 
była ich i jest jeszcze w Belgii), te nie musiały podzielać błędów 
swych braci i sióstr w Niemczech i we Włoszech , skoro były 
oszczędzane przez biskupów i inkwizytorów i istniały w Polsce 
jeszcze w Ifityni wieku. Akta kapituły sandomierskiej świadczą, 
że do tego miasta zaprowadziła ich Jadwiga żona Władysława 
Łokietka w r. 131.5, a nadania jtjj potwierdził Kazimierz .Jagiel- 
lończyk w r. 1459. Że to zgromadzenie istniało jeszcze w r. 1533 
w Sandomierzu, dowodem jest list Zygmunta I. króla polskiego 
do Jana Tarnowskiego starosty sandomierskiego, w ktttrym po- 
leca mu, aby nie dozwolił odbierać gruntiiw do Beguinck należą- 
cych, do których wikary usze kollegiały sanilumierskiej prawo so- 
bie rościli. ') 

^^'s])ó}c•zesnymi z Beguardami w Polsce byli tak nazwani 
lieguini , albo Fratrycelle , także Bizochami -1, u nowszych Pseu- 
dominorytami nazwani. Należeli oni do tych Franciszkanów, któ- 
rzy nie chcieli przyjąć zwolnienia reguły od papieża Bonifacego 
^ni i Klemen.sa V. wprowadzonego, ale trwając niby przy pier- 
wotnej regule, mieszali do tego wiele błędów W^aldcnsów i Albi- 
gensów. Sekta ta rozróżniała dwa kościoły, jeden bogaty, obfitu- 
jący we wszystko, ale grzechami splamiony, drugi ubogi w rze- 
czy ziemskie, ale bogaty w cnoty. Potępieni na synodzie w Yienne 
przybyli także do Polski , gdzie jak pisze Łukaszewicz '), mniej 
baczne uko władzy osiedlać się im dozwalało. 

Kiedy więc wspomniane herczyc, a mianowicie Beguardów 
i Fratryceliów poczęły się wciskać i rozszerzać po Polsce, ojciec Św. « 
Jan XXII zapobiegając dalszemu złemu, ustanowił w r. łSyft/^^*' 



M Patrz Buliński Historya kość. l'ol8. T. I. str. 320. Encyklo- 
pedya kość. Warsz. T. U. str. 9!>. 

*) Ud włoskiego bizocho, sakwa żebracza. 

S) O kościołach braci czeskich w dawnej Wielkoitolsce str. •<. 



STACA INKWlZrOTA W POLSCE. 



^ 



według Bzowskiego, a w r. 1327 wedłag Barncza, nowego in 
kwizytora na całą Polskę w osobie Piotra z Kołomyi, prowincy- 
ała Dominikanów i)oiskich ') z władza wybierania kapłanów pro- 
wincyi swoj(5j, światłych, roztropnych i wymownych mężów i ta- 
kowych posyłania , gdzieby tego była potrzeba celem wykorze- 
niania błędiiw, dźwigania i ożywiania wiary św. ; dlatego wolno 
im także lud zwoływać i odbywać niisye religijne. Po śmierci lub 
usunięciu jednych mają być dmdzy równie sposobni mianowani. 
Równocześnie pisał papież do króla , do arcybiskupa i biskupów 
polskich polecając ich opiece inkwizytorów i żądając dla nich 
czynnego poparcia. Listy te przechował nam Bzowski ^. Był to 
więc już stały trybunał inkwizycyjny w Polsce, który przetrwał 
mniej więcej, aż do r. Ib^yb t. j., aż do odmówienia wykonania 
wyroków sądów duchownych ze strony władz świeckich, poczem 
inkwizycya bez odpowiedniej exekucyi zastosowania mieć iiie mo- 
gła. Zanim to jednak nastąpiło, bistorya inkwizycyi łączy się 
ściśle z historyą herczyi w Polsce; podając zatem, acz w stresz- 
czeniu, dzieje i działania inkwizycyi w Polsce, jiodamy tem sa- 
mem i dzieje hcrezyi ; wprzódy jednak koniecznie nad naturą in- 
kwizycyi i nad prawnćm tejże instytucyi w kn.ściele i państwie 
ustanowieniem zastanowić się musimy. 

Inkwizycya jest to obowiązkowe śledztwo i sąd ze strony 
kościoła ])rzeciw heretykom w rzeczach wiary [ii></iiiHitio Imcre/i- 
cae pracifatis). Kościół ma nie tylko prawo, ale i obowiązek, aby 
opowiadana przez niego nauka Chrystusowa żadnemu skażeniu 
nie ulegała. Jeżeli więc ktoś fałszywą , wierze lub moralności 
chrześcijańskiej sprzeciwiającą się naukę głosi, kościół w obec 
tego wypadku dwojakie ma zadanie. Z jednej strony winien jest 
potępić fałszywą naukę i odróżnić ją stanowczo od prawdziwej, 



I ^) Theiner T. I. p. 1 :58. Bzowski 1-ropngo diri Hyadiiłhi p. 02 
Quvm iijitur giciit areepiunis , hoates criici.i de runntis partifms Ale- 
maniae et circumpoKitis rcf/ionihus fretjuenter et Ititenier inradent et 
Kitiipliees ctithnlieos dicti ref/ni inficere et a reritatiti limine. defiare 
fallaciuni arf/umentati'i)iiiin itiipulsihus moUantiir^ Nos ruhntes contra 
laiium dolosam aslutiam, ne d)fi'u!)iuii in reipin praedicto hujusniodi 
terpat morbun, opportunitm remediuvi per sedi.s apostohcae diligenttam 
exhiberi ac upiente.i anxii, nł megotiiiin fidei juffi profectii elisis om- 
nimo ąuibuslibct erroribus fortius inralesrat... etc. 
y Prnpago d>vi Ilyacinthi p. 62. 




ZASADA PKAWNA INKWIZYCYI. 

Żeby wierni mieli podaną zdrową strawę i niewiadonioftcią tłótna- 
czyć się nie mogli; z drugiej strony winien lego, który błądzi 
starać się oświecić , nauczyć i poprawie , z użyciem wszyst- 
kich środków, jakie miłość chrześcijańska , miłość macierzyńska 
kościoła nastręcza; jeżeli jednak błądzący jest upartym i niepo- 
prawnym, winien go z grona wiernych wykluczyć (cj-nminuniica- 
tio). Wykluczenie to polega na prawie natury, prawie zachowa 
nia samego siebie, prawie odcięcia zepsutego członka dla obrony 
reszty ciała, prawie nakoniec, jakie przysługuje każdemu stowa- 
rzyszeniu pewne wspólne dobro na celu mającemu wyłączenia 
tych z pośród siebie, którzy nie tylko nie przyczyniają się do do- 
bra towarzystwa, ale owszem przeciw niemu działają, z ta tylko 
różnicą, że gdy kościół jest instytucyą boską, najwyższe dobra 
człowieka mającą na celu, wykluczenie to nie tylko jirawcm aa- 
tury, ale i prawem boskieni jest nakazane („jeżeliby kościoła nic 
słuchał, niecił ci będzie jako poganin i celnik" Mat. IS. 17.), 
a dla najwyższej wagi tych dóbr, od których wyklucza, jak z jed 
nej strony z największą oględnoAi-.ią i w ostateczności, tak z dru 
giej strony ze względu na wiernych, ktdrych chroni, z najwięk- 
szą o ile może być ścisłością, wykonywane być powinno. Żeby 
więc tym wszystkim obowiązkom zadosyć uczynić, przytćm żeby 
wyszukiwać heretyków, którzy najczęściej potajemnie błędy swoje 
szerzyli, kościół Św. zaprowadził inkwizycyą, t. j. badanie, śledz- 
two, a nakoniec sąd w rzeczach wiary przeciw heretykom (itujui- 
ifitio lioerfficoc prarilafU), który w całym kościele przysługuje pa- 
pieżowi, jako najwyższemu zwierzchnikowi i stróżowi czystości 
wiary Św., w pojedynczych zaś dyecezyach należy do biskupów. 
I nie była to instytucyą nowa , z czasem dopiero zaj>rowadzona 
w kościele, ale jako rzecz ściśle związana z istotą kościoła, po 
wstała ona wraz z kościołem i od początku od niego wykonywaną 
była. Tak n. p. wykluczył Paweł św. z gminy korynckićj ka- 
zuodcę (nictylko bowiem o herezyą, ale i o inne wielkie i pu- 
bliczne występki z kościoła wykluczanot, tak jeszcze w czasach 
apostolskich wykluczono z powodu herezyi Nikolaitów, tak na- 
stępnie złożono z godności duchownej i wykluczono z powodu 
herezyi Pawła z Hamozaty i Sabelliusza, a następnie Ariusza, Ma- 
cedoniusza, Apoliinarisa, Nestoriusza, Eutychesa itd. W pierw- 
szych jednak trzech wiekach , dopóki kościół był w ukryciu, 
a społeczeństwo świeckie i rząd jego jeszcze pogański, wykln 



I 



KAIłY CYWILNE NA HERETYKÓW. 



13 



I 






czenie to nie pociągało za sobą cywilnych skutków, zmienił się 
jednak stan rzeczy, skoro s|)ółeczeiisfwo z pogańskiego stało się 
chrześciańskiem. We wszystkiclj liowiem krajać!) uważano za- 
wsze religią , jako główną podwalinę tego ustroju społecznego, 
który sic nazywał państwem , i każdy kto się rzucał na religię, 
rzucał sie tern samem na państwo; zasada ta tern silniejsze zna- 
lazła zastosowanie, skoro państwo z pogańskiego stało się chrze- 
ściańskiem. Skoro więc kto ogłoszony został przez kościół jako 
łicretyk niepoprawny, burzący i podkopujący społeczeństwo i jako 
taki z kościoła wykluczony, zaraz władza świecka wymierzała 
nań karę cywilną, która jednak w początkach w myśl prawodaw- 
stwa kościelnego {irrlfuin non nilit fiinifiiiiinn) nie przechodziła 
pozbawienia praw obywatelskich, konfiskaty majątku, wygnania 
lub zamknienia w klasztorze itp. Tak n. p. kiedy Ariusz wyklu- 
czony został " kościoła jako iierezyarcha, Konstanty Wielki .skazał 
go na wygnanie ; podobnież Teodozyusz II kazał zamknąć w kla- 
sztorze Nestoryusza ; Justynian zaś postanowił na heretyków 
wyjęcie z pod prawa, infamię, konfiskatę i wygnanie, rozciąga- 
jąc infamie nawet na podejrzanych o hcrezyą, dopókiby się przed 
kościołem nie oczyścili (Cod. Jmt. T. 5., de baereticis). W śred- 
nich wiekach z powoda bardzo ścisłego związku, jaki zachodził 
między kościołem i państwem, herezyę uważano jako zbrodnię 
stanu, a nawet surowiej ją karano; heretyk stawał się bannitą 
czyli wywołaricem, którego każdy po upłynionym terminie prze- 
bywającego w krajn mógł iijąi^ , oddać władzy, a nawet zabić ; 
nie było jednak jeszcze, chyba w rzadkich bardzo wypadkach, 
kary śmierci na heretyków. Dopiero od końca Tigo wieku i po- 
czątku l-^go wiekn z powodu wielkiej zjadliwości wylęgłych po- 
dówczas w poludniowćj Francyi sekt, znanych pod ogóinem mia- 
nem Albigensów, które podkopywały w wysokim stopniu nietylko 
kościół ale i społeczeństwo świeckie, szerzyły zepsucie iniemoralność 
i zagrażały podobnem zepsuciem okolicznym krajom, wzięto się do 
surowszego postępowania z heretykami. Z jednej strony bowiem 
prawodawstwo świeckie postanowiło na nich karę śmierci, mia- 
nowicie od czasów Fryderyka II spalenie na stosie było zwy- 
czajną karą na heretyków (Comtiifi/i(it)i< r«ium SiriHae — iS"r/i- 
scnf^jtleyl II art. 14 ł}. 7 — Sclnrititrn.ijiin/rl §. .31^ apnd Piiis 
IV 327): z drugidj strony kościół musiał także surowidj wystąpić, 
zamieniając sporadycznie dotąd i chwilowo w miarę potrzeby 



14 STAŁA IKKWIZYC. KOŚOIEL. WRÓŻ. KRAJACH. — INKWIZ. IlISZPAlłSKA. 

istniejącą inkwizycyę w nieustający sąd w rzeczach wiary. Mia- 
nowicie na synodzie w Tuluzie w r. I22i1 iiostanowtono, alty 
każdy biskup w swojej dyecezyi ustanowił jednego kapłana 
i dwócb świeckie!) , którzyby wyszukiwali heretyków i donosili 
o nich władzy duchownej i świeckiej. Była to staJa inkwizycya 
biskupia. Kiedy jednak takowa nic wystarczała zadania swojemu 
przez to mianowicie , że inkwizytorowie zanadto ulegali różnym 
wpływom, a nawet gdzieniegdzie podobno przekujjywać się da- 
wali, papież Grzegorz IX oddał inkwizycyę Doininikariom, doda- 
jąc im niekiedy do pomocy Franciszkanów, aby tak inkwizycya 
będąc w rękach gorliwego, wpływom postronnym nieulegającego 
zakonu, jednostajnie wszędzie działać mogła. Inkwizytorowie ci, 
podobnie jak i poprzedni, grzeszyli niekiedy zbyteczną surowo- 
ścią, tak że nawet papieże powściągać ich musieli, ((Irzegórz 
IX odwołał z Niemiec Konrada z Jlarburga księdza świeckiego 
i zawiesił w urzędowaniu inkwizytorów we Francyi); w ogóle 
jednak postępowanie inkwizycyi w myśl wydanych przepisów 
było o wiele wiecćj ludzkie, łagodne, aniżeli innych .sąduw, w ra- 
zie dopiero zaciętości heretyka stosujące do niego całą surowość 
praw ówczesnych. Książęta świeccy uznawali potrzebę i poży- 
teczność inkwizycyi , starali się o jej zafirowadzenie i wspiercili 
ją w swoich krajach. W Arragonii zaprowadził ją król .Jakób I, 
we Włoszech i w Niemczech Fryderyk II szczególną opieką ota- 
czał inkwizytorów; Ludwik IX święty, zwany ojcem swoich pod 
danych, prosił papieża Aleksandra IV o zaprowadzenie jej we 
Francyi. W Hiszpanii jednak od czasów Ferdynanda i Izabelli 
stała sie więcej instytucyą polityczną niż kościelną, zależną od 
króla i dla państwa pracującą. Mianowicie inkwizytorowie mia- 
nowani byli przez króla i apeliaeye od niej nie szły do Rzymu, 
ale rozstrzygane Iłyły w Hiszpanii. Syxtus IV żalił się nawet, 
w r. 14x2, że mu podejściem wyłudzono bullę zatwierdzająca, 
a drągiem breve z r. 148:J powtórnie oltjawił niezadowolenie 
swoje z tej instytucyi. Nadużycia przeto jej nie mogą iść na karb 
kościoła, ale państwa, choć i te nadużycia protestanci przesadzili 
w wysokim stopniu, robiąc z tej inkwizycyi straszydło okrucień- 
stwa i powiększając o wiele liczbę j^j ofiar ; kiedy w rzeczywi- 
stości była in.stytucyą o wiele łagodniejszą jak inne sądy, była 
nadto narodową i popularną i ocaliła Hiszpanią w 15tym wieku 
od Żydów i Maurów, a w 16tym wieku od protestantyzmu, jak 



1 



ISKWlZTtTOROWlE W POLSCE. PIOTR Z KOł-OMYI. JAN SWENKENl ELT. 15 



^ 



I 
^ 

I 
^ 
^ 



to wykazuje sławny historyk hiszpański Mariana, nie podejrzany 
wiale, bo sam przez inkwizycyą niejjokojouy, który ją jednak 
nazywa nniedium roelii dułioii, mim odccntu.-i taiifa pi-riruia liiiiiunio 
consilio sałis caceri non itotuil (apiid Hefde Ximfne8 p. 355). Tóm 
bardziej protestanci nie mieliby prawa tak przesadza<^ w kreśle- 
niu jej nadużyć, ponieważ sami dopuszczali się największych wy- 
kroczeń przeciw katolikom, że tylko wspomniemy na tak wielką 
nietolerancyą ich herezyarchów (Kalwin i Hugonoci we Francyi 
kazali śmiercią karać innowierców), na katowskie sceny w An- 
glii i Szwecyi, palenie czarownic w Norymberdze i t. d. Lecz to 
wszystko gdy już nie dotyczy inkwizycyi kościelnej, której początek 
i prawne stanowisko w kościele i państwie określiliśmy, do dal- 
szego ciągu dziejów inkwizycyi w Polsce powracamy. 

Ustanowiony w r. 1327 przez papieża Jana XXII inkwizytorem 
w Polsce jirowincyał Dominikanów polskich , Piotr z Kołomyi, 
maż, jak pisze Barącz, zdolności niepospolitej, zajął się gorliwie 
wraz z towarzyszami swymi powierzonćm sobie dziełem, wspie- 
rany w łćm dzielnie rozporządzeniem królewskiem, które wszyst- 
kim urzędom nieść pomoc inkwizytorom nakazywało. Inkwizyto- 
rowie też, ci jak pisze tenże Barącz, (Kys dziejów zakonu kazn. I., 
143) przejęci świętością swego urzędu, z bezprzykładną gorliwo- 
ścią zbijali błędy lieguardów i innych heretyków, prawdziwe świa- 
tło wiary katolickiiij w sercach słuchaczy rozniecając i do przy- 
jęcia tegoż anielska łagodnością nakłaniając. We Wrocławiu, 
który i»od względem kościelnym należał do metropolii Polskiej, 
otworzono także w r. 1^30 trybunał inkwizycyjny głównie prze- 
ciw beguardom ; zdaje się jednak, że nie zdołano ich ani tu, ani 
w Polsce całkowicie wytc|iić , albo też nowe z Niemiec napły- 
wały ich zastępy, skoro, jak świadczy wyżej przytoczony list 
Innocentego VI jeszcze w r. 1354 na tszląsku i w Polsce wielka 
ich była liczba. Były to jednak ostatnie ich wysiłki, po których 
już więcej o nich nie słyszymy ; natomiast przybyło znów do 
Polski wielu Czechów odszczepieńców, którzy za namową nieja- 
kiego Piotra piraneuskiego, kttiry we Wrocławiu występował 
i wiódł lud do nieposłuszeństwa kościołowi i do rozpusty, błędy 
jego rozpowszechniali. (Jparł się temu i wystąpił z całą siłą, 
przeciw nim inkwizytor wrocławski Jan Swenkenfelt z zakona 
Dominikanów, przez co nie tylko tychże odszezepiefieów, ale 
i króla czeskiego Jana Luxemburczyka ściągnął na siebie niena- 




(J 



Ifi JAN SWENKENFEIiT. ZATARG WROCfcAWSKI. ' 

wUć, która się krwawo dla naszego inkwizytora zakończyła. Bo 
gdy. jak mówią jedni pisarze , nie mógł król po różnych usiło- 
waniach sługi biłżego gorliwości zachwiać, rozkazał go w końcu 
tymże odszczepieńcom zabić. Ci dopełniając zlecenia i wiedzeni 
własną nienawiścią, wpadli do klasztoru Św. Wojciecha we Wro- 
cławiu, wywlekli obrońcę wiary świętej na ulicę i bijąc i targa- 
jąc po kamieniach wlekli, aż mózg z głowy wypadł i męczennik 
życie zakończył 13-11 roku. Tak opowiada Barącz (oy*. cif. p. 15 li 
za Bzowskim ( Projiayn diri Ilijacinlhi c. VIII p. fi8i, który nadto 
w dziele swojem Tufehii-is SikMat p. 27 dodaje, że widział we Wro- 
cławiu w dwieście lat potem w klasztorze Św. Wojciecha czarną 
kapę we krwi zbroczoną jeszcze całą i nie zepsutą i ślady krwi 
na niej całował i jej się dotykał. Tenże sam jednak Bzowski 
w swoich później wydanych rocznikach kościelnych {AnHałe.'^ 
Ecclesiiu^ki T. XIV pag. 895) pisze, że Jan Swenkenfelt ze Świd- 
nicy inkwizytor wrocławski w Pradze przez nasłanych zbójców 
zabity został. Toż samo mówi i opisuje całą rzecz Długosz (hist. 
lib. IX pag. 1056 — 1()6'2). Ztąd urosło mniemanie, że było 
dwóch tegoż imienia i nazwiska inkwizytorów, jeden zabity 
w Wrocławiu, drugi w Pradze. NajlepitJj zdaje nam się, rzecz 
całą przedstawia i powody śmierci męczeńskiej Jana Swenken- 
felta, zabitego nie we Wrocławiu lecz w Pradze, poilaje autor 
bezimienny listów o Wrocławiu M {Documentirte Gesrhichte eon 
Brealaii 1781), który oparty na starych kronikach i dokumentach, 
tudzież na Długoszu i Bzowskim, łączy rzecz całą z znanem wy- 
stąpieniem Nankera biskupa wrocławskiego przeciw Janowi Lu- 
xemburczykowi , królowi czeskiemu o bezprawne zajęcie zamku 
Milicz do biskupstwa wrocławskiego należącego. Kiedy bowiem 
król zamku oddać nie chciał, rzucił exkommunikę Nankcr na króla 
i na rajców miasta Wrocławia, którzy z królem trzymali, a na- 
stępnie interdykt na całe miasto, poczem oddalił się do Nissy, 
lub jak mówi Karol IV w opisie życia swego '•') wygnał go oj- 

^) Klose, rektor szkoły ś\v. Ducha w Wrocławiu. 

^J Vita Caroli IV p. 102, Klose op. cit. II p. 130. Dtinde iVi 
cum patre meo Yratmlamam ; Epincopwi vero loci illiuH erat patri 
ineo inohedieiis, propter quod pater rneug commotim aljstulit eidem ca- 
strum Milicz. Ipse vero ea de causa excommunicavit pairem meuni, pa- 
ter autem meus expulit eum una cum Clero de civitate. Et haec dia- 
gensiu duranit pnne per duot annos inter patrein ineum et Cleruin 
praedictum. 



ZATARG WROCŁAWSKI. 



17 



^ 



^ 



ciec jego król Jan Lukseiuburczyk wraz z całym klerem z mia- 
sta. Tymczasem Wrociawianie sprowadzili solne kilku wJadzy 
swojej niepos^łasznych duchownych, a pomiędzy nimi jakiegoś zbie- 
głego z klasztoru Cystersów w Gryssowie zakonnika Marcina, który 
po świecku chodził, burzył przeciw kościołowi i błędów nauczał, 
(0 Janie Piraneńskim nic wspomina nic Klose), osadzili ich w trzech 
głównych kościołach , a mianowicie Marcina przy głównym ko- 
ściele parafialnym miejskim Św. Maryi Magdaleny i zmuszali miesz- 
czan, aby do tych kościołów uczęszczali. Ten jawny bunt prze- 
ciw zwierzchności duchownój wywołał długie i zacięte starcie. 
Był podówczas inkwizytorem na Szląsk cały wspomniony Jan 
Swenkenfelt, mąż wielkiej cnoty i gorliwości, jak mu to sam au- 
tor powyższych listów o Wrocławiu i list 4ri |). 157) przyznaje. 
Ten przybywszy do Wrocławia próbował najprzód na dobrej dro- 
dze skłonić rajców, aby mu wydali wspomnianego Marcina: kiedy 
to jednak nie skutkowało i owszem zmieniona nawet ])<> roku 
rada miejska w tym samym uporze pozostała i innych jeszcze na- 
dużyć przeciw wiernym kościołowi mieszkańcom się dopuszczała, 
rzucili inkwizytorowie na burmistrza Knuraila i siedmiu raic<jw 
imienną exkomunikc i ogłosili ich za pozbawionych swych urzę- 
dów. Obawiając się gorszych następstw, a mianowicie, żeby po 
upływie roku za niepoprawnych heretyków ogłoszeni i z urzę- 
dów wyzuci nie zostali, zgodzili się w końcu rajcy na złożenie 
żądanej od inkwizytorów przysięgi, a mianowicie, że się podda- 
dzą rozkazom kościoła i inkwizytorów i wypełnią pokutę, jaką oni 
im naznaczą, za co ręczą całem przez siebie posiadanem mieniem. 
Gdy jednak następnie ciż rajcy wykręcając się w różny sposób, 
ani pokucie się poddać, ani zagrabionej z prywatnej zemsty 
własności niektórym mieszczanom za to, że wierni byli kościoło 
wi, zwrócić nie chcieli , wtedy ogłosili ich inkwizytorowie za nie- 
poprawnych obrońców herezyi i napisali do króla Jana prosząc, 
aby na mocy istniejących praw użyczył im ramienia świeckiego 
i rozkazał zająć majątki wspomnionych rajców na zasadzie włas- 
nej ich przysięgi ; co gdyby u króla skutku nic odniosło, mieli 
dopiero udać się do papieża. Gdy równocześnie także burmistrz 
i rajcy ze skargami do knila na inkwizytorów się udali, zażądał 
król, aby Jan ywenkenfelt , tudzież niektórzy kanonicy przybyli 
do niego do Pragi, chce bowiem w całej rzeczy dokładnie się 
rozpatrzeć i stosownie do tego postąpić. Rozkazał nadto król, 

D*l«]« KarormMjrl « Pcilti-c Tl. 2 





16 ŚMIEBĆ SWEKEEKF£LTA. 

aby im dla bezpieczeństwa burmistrz i niektórzy rajcy towarzy- 
szyli i z nimi do Praci przybyli. Tutaj rozpoczyna się bistorya 
męczeństwa Swenkenfelta. Po przybyciu bowiem jego do Pragi, 
król kazał zaraz rzecz wprowadzić, a dla okazania czci inkwizy- 
torowi zaprosił go nawet na obiad. Kiedy jednak na drugi dzień 
inkwizytor siedział w celi w klasztorze Dominikanów św. Kle- 
mensa, gotując się do kazania, jakie miał mieć do duchowień- 
stwa, zapukał ktoś do niego z prośbą, aby go wysłuchał spo- 
wiedzi. .Swenkenfelt nie otwierając odpowiedział, że w tej chwili 
tak jest zatrudniony, że niepodobna mu zaraz zadosyć uczynić, 
że jednak uczyni to po chwili. Gdy jednak pukający nie prze- 
stał nalegać, twierdząc, że szczególniej czuje się wzruszonym, że 
jeżeli go zaraz nie wysłucha, to chwila łaski może przeminąć, 
przerwał Swenkenfelt swoją pracę, otworzył celę i usiadł na ko- 
rytarzu, aby go słuchać. Skoro się jednak ku niemu nachylił, 
złoczyńca ten wraz z drugim, który z nim przyszedł, zadali mn 
trzy śmiertelne rany w piersi i plecy i uciekli. Swenkenfelt po- 
czął wołać ; mordercy, ale wnet pomyślał sobie : dlaczegóż chcesz 
tracić koronę męczeńską i uciszywszy się oparł się o poręcz scho- 
dów obficie krew wylewając. Gdy nadbiegli bracia powiedział 
umierając; Umieram za katolicką wiarę, za prawdę i sprawiedli- 
wość, potomność pozna to po moim habicie, który się od staro- 
rości nie zepsuje (Bzowski Antude-t T. XIV p. 895). Działo się 
to 28 września 1.'J4l r. Gdy wieść o t^m doszła do króla, kazał 
zaraz uwięzić przybyłych do Pragi rajców, wypuścił ich jednak, 
skoro zaprzysięgli , że żadnego udziału w tem morderstwie nie 
mieli. Dopiero we dwa lata potem przyznali się schwytani mor- 
dercy przed następcą Nankera (-f 1341) Przecławem, że najęci 
za 30 marek od niektórych rajców wroelawskich zabili Swenken- 
felta. Rzecz jednak nigdy dostatecznie wyjaśnioną nie została. 
Krew męczeńska atoli miała ten skutek, że spór ten długi i za- 
cięty upokorzeniem się mieszczan i pojednaniem się biskupa i króla 
zakończony został. 

Podobnego losu doznał inny inkwizytor z zakonu Domini- 
kanów Konrad inkwizytor krakowski, który przybywszy do Pragi 
w sprawie hliżćj nani nieznanej przeciw heretykom, z rozkażą 
króla Jana Luxemburczyka w tymże roka 1341 zabity został. 
Tak pisze Barącz (str. 152"! za Bzow.skim iProfiijo <iiri Jlijucin- 



RtrSYTTZUC: KONRAD STECKNA I JAN HIIiICZ. 



thi p. C9). 1) śmierć obu tych inkwizytorów ośmieliła odszczepień- 
ców, którzy nie widząc tamy, tćm zuchwałej z błędami swymi 
i z otwartą nienawiścią przeciw kościołowi występować zaczęli. 
Zastąpili ich jednak dzielnie trzdj nowi inkwizytorowie, którzy już 
to kazaniami, jużto używszy pomocy władzy świeckiej, wypędzę 
niem, karą, groźbą, jednych nawrócili, drugich przynajmniej nieszkod- 
liwymi uczynili, na niektórych nawet, |)odawszy ich w ręce władzy 
świeckiej, karę śmierci przez spalenie wymierzyć musieli ^). Szczegól- 
niej niewiasty przewodniczące rozpuście, publicznie pokarane tak 
przeraziły inne , że te w ucieczce ocalenia swego szukamy. Żeby zaś 
błędy zmarłego niedawno herezyarchy Piotra Piraneiiskiego na 
nowo nie odżyły, za porozaniieniem się wspólnem inkwizytorów 
Czech, Polski i Niemiec zwłoki jego w r. 134y wydobyte i pu- 
blicznie ręką kata spalone zostały. W r. 1331 przybyw^ają dwaj 
nowi inkwizytorowie : Piotr, a następnie Stanisław. Szczególniej 
ten ostatni , wielki inkwizytor na całą Polskę, przebiegał kraj 
cały wszędzie ścierając się z heretykami, wykazując ich prze- 
wrotność i słowem i piórem ich zwalczając. 'I Przebaczał obłą- 
kanym, jak pisze Barącz tstr. 1j1>), a zapamiętałych podawał 
w ręce sprawiedliwości, aby z nimi według całej surowości ów- 
czesnych praw postąpiła. Umarł w r. 13r>a. Usiłowania jego mu- 
siały odnieść skutek, błędy bowiem tćj kategoryi, przeciw któ- 
rym on i poprzednicy jego począwszy od Jana Swenkenfelta wal- 
czyli, znikają zupełnie. 

Nigdy jednak Polska zupełnie wolną od naleciałości here- 
tyckich z innych krajów nie była. Jakby zwiastuny nowej wiel- 
kiej burzy hussyckiej, która zawieruchą swą nawet horyzont 
Polski dosięgnąć miała, pojawiają się dwaj nowi nauczyciele 
błędu: Konrad Steckna, kaznodzieja w Pradze i Jan Milicz z Kro- 



V Conradus inąuisitor haerełicarum pnri quoque Joannis regis 
impieUite occisun Pragae est. 

y Ponłana, Monum. Dominicana ad an. 1.348 p. 217., ■J\8. 

■') Fontana, Monumenta Dominicana p&g. '.VM., Stanis/aiis Cra- 
cotńensis hoc Umpore iłi Polonia generatis inąuisitor zeto promwendae 
eatholictie fidei atąue virtutibus praefulgeng^ Dominicanam religiontm 
płurimum illustravit, Jttcundo ort eruditoque calamo haere.ticomm hu- 
jiu temparis veiianias ae deliramenta perpetuo in.tectando ecnrjimfjue 
conrmtirula dfstruendo; ipiare ad mortem non gemel ah ei.sdem (juan- 
«7iii, divina protegenłe gratitt^ illoenus aervatwi est. 




2* 



J 



HtJSYTTZM W CZBC-HACH. 

mieryża kanonik pragski, którzy buntując przeciw kościołowi 
uczyli że przyjmowanie liomunii św. pod obiema postaciami ko- 
niecznem jest do zbawienia. Tc samę naukę szerzył jeszcze gor- 
liwiej Maciej z Janowy spowiednik Karola IV. Ścigani przez in- 
kwizycyą w własnym kraju, Milicz i Maciej z Janowy jeden za 
drugim przybywali do Polski , jjierwszy mianowicie do Wielko 
polski, gdzie tem swobodiii(5j błędy swoje mógł rozsiewać, że ar- 
cybiskup gniezneński Jarosław Skotnicki małą na nie zwracał 
uwagę. Dopiero Grzegorz XI w breve z r. 1374 napomniał arcy 
biskupa do większej czujności , zobowięzując go do ścisłego zba- 
dania rzeczy i wykorzenienia wkradającej się herezyi. ') 

Niedługo zawrzała burza busycka w Czecbacb. Zarzewie jćj 
przyniesione z Anglii rozniecił Jan Hus od r. 1398 profesor uni- 
wersytetu, kaznodzieja kajilicy betlecmskidj i spowiednik królo- 
wej, człowiek stałego charakteru, przechodzącego jednak łatwo 
w zaciętość i upór , przytem takićj zarozumiałości, że uważał za 
rzecz niepodobną, aby, mógł w czćm pobłądzić. Od roku 1385 
rozchodziły się po Czechach dzieła Wiklefa, a z dziełami jego 
zgubne, podkopujące społeczeństwo i przepełnione nienawiścią ku 
kościołowi zasady, co tem łatwiej miało miejsce, że znajdywały 
dla siebie grant przychylny, przygotowany przez Waldensów, 
o których znacznym rozszerzeniu się w tym czasie w Czechach, 
Morawie, na Szląsku i w Polsce wspomina Węgierski (Sluronia 
refor. p. 14), a za nim Krasiński {np. cif. p. 21). Największym 
atoli propagatorem błędów Wiklefa nie tyle dogmatycznych, jak 
raczej tych, które były wymierzone jjrzeciw hierarchii i porząd- 
■ kowi kościelnemu, był wsiioraniony Jan Hus, kióry długo jeszcze 
tak ze strony króla Wacława , jak nawet ze strony arcybiskupa 
awego Zbynka uchodził za prawowiernego, walczącego tylko 
przeciw nadużyciom duchowieństwa ; — aż dopiero Rzym wykrył 
jego heretyckie dążności, i kazał mu się przed sąd papiezki sta- 
wić, poczem^ gdy tego nie uczynił , potępiony i wyklęty został. 



V Rajnald in Annal. ad annum 1374 N. X. Si inrenens ita 
ense adrermis praefatos Millecinm et seguaces ac faiitores eorum, «" 
sinł m tuis civitate vel dioecesi praelibatin, ])rocedas secunduvi cano- 
niciis saiicfiones, ac errt/rfti contenłos in dicta ceduła publice praedi- 
luntil/iiii, reprohes ac pir clericon saecularea et rcligiosos peritos in 
cege domini facias rejn-olaie. Avinioni mensę Jamiario 1374. Vide 
Monum. eccl. pol. T. I p. t(6y. 




HD8TTTZM W CZECHACH. 



21 



Mistoryą jego jednak odwołania się do koncylium, przybycia tlo 
Konstancyi, u(iornego bronienia swoich blędijw. wreszcie wyroku 
i śmierci , pomijamy tutaj jako znaną i należącą do bistoryi po- 
wszechnego kościoła ; nie możemy atoli pominąć tćj okoliczności, 
którą niektórzy historycy, jak n. p. Łukaszewicz, Krasiński i inni 
przytaczają, że obok Czechów Polacy na koncylium będący, (^szcze- 
gólniej jakiś Wacław z Leszna czyli Leszczyński) stawali także 
w jego obronie, coby mogło wprawdzie naprowadzać na myśl, 
że i Polacy świeccy znajdujący się na soborze przez pobratym- 
ców swoich Czechów błędami Husa napojeni byli ; prawdopodo- 
bnie jednak nie chcieli oni tylko w przewidywaniu burzy, jaka 
po śmierci Husa w Czechach nastąpiła, rzeczy doprowadzać do 
ostateczności, co też i cały sobór podzielał, dopóki sam Hus zja- 
dliwością swoich zasad, a nadto bewzględnością i uporem swoim 
do tego smutnego zakończenia nie doprowadził '). Żeby zaś dać 



') Co jeilnak mimo obstawania przy bezstronności swoji^j ten- 
dencyjny n niedość czasem krytyczny Łukaszewicz (o kościołach l>rftci 
czeskich w dawnej Wielkopolsce str. 1(5) pisze, jakobj' Polacy nie 
niog-ąc ocalić Husa „opnścili Konstnncyij wyrzncąjijc na oczy podłość 
tym, l-tórzy dane Husowi słowo -/Jaiimli"* — skoro Jest rz"'czi! pe- 
wną, *e zaraz po spaleniu Husa (ligo lipca 1415 r.), w polowie lipca 
1415 r., czoło posłów polskich, Mikołaj Tniba, Zawisza Czarny i Ja- 
nusz z Kuliszkowa towarzyszyli Zygmuntowi cesarzowi do Hiszpanii 
(obacz Dziednszycki Zbig. Oleśnicki str 103): gdy następnie w roku 
1417 Polacy przy wyborze nowego papieża trzymali straż konklawe 
(tamite): gdy nadto, jak dziś dokładnie wyświecono (ol). Nowodworski 
Kncyklopedya kość. str. 5ii2), okrzyczane przez niektórych protestan- 
t^)w złamanie wiary [łiisnwi niiejsra nie miało, list bowiem żelazny 
Zygmunta cesarza warował nui tylko bezpieczefistwo przybycia i wol- 
nego pobytn w Konstancyi tak dingo dopókiby Hns uporczywie t. j. 
luiroo udowodnienia mu herezji, przy tejAe nie obstawał ; co gdyby 
liyło t. j. gdyby Hus iijwrnie stjil przy swoim błędzie, on sam ( Zy- 
srmiint) pierwszy poprowadziłby go na rusztowanie (słowa Zygmunta na 
koncylinm, Palacky liist. Czecli 111, 3r)2'); gdy ani sam Hns, ani szla- 
chta czeska w gwałtuwn/nii piśmie swem do soboru po straceniu H»«i 
ani słowem o złamaniu wiary nie wspominają, czegoby byli, gdyby 
miało było miejsce pewno niepominęli: powyższe słowa Łukaszewicza sti 
tylko czczą deklamacya i mieszczą (przynajmniej w tćni znaczenin ja- 
koby stracenie Husa było złamatiieni wiary), fałsz historyczny po- 
wtórzony za niektórymi protestanckimi pisarzami. Jeżliby zaś Łuka- 
szewicz et cj)nsoriex złamanie wiary nie do stracenia, ale do uwięzie- 
nia tylko Husa odnieść chcieli, zanim jeszcze wyrok na niego wydany 
został, to uwięzienie to nakazane było koniecznością i wywołane 




22 ^^^^^^ ZASADY UITSA. 

wyobrażenie, jak zgubne były owe zasady, przytaczamy niektóre 
z dzieła jego de Kcvlei>ia: li Piotr nigdy nie był głową kościoła 
a papież i jego przywileje są tylko dziełem cesarzów. 2) Kościół 
jest zgromadzeniem przeznaczonych od Boga na zbawienie, (w tćm 
znaczenia robił llus kościół zgromadzeniem tylko czysto idealnem.l 
y) Ktokolwiek jest w grzechu śmiertelnym, nie może być zwierzcii- 
nikiem ani duchownym, ani świeckim. Ta ostatnia zasada szcze- 
gólniej podkopywała wszelki jtorządek kościelny i państwowy, 
a nawet groziła zagłada kościołowi i wszelkiej zwierzchności, cóż 
łatwiejszego bowiem mogło być, jak wyrzec, że przełożony jest 
w grz chu śmiertelnym, i n:i tej zasadzie odmówić mu posłuszeń- 
stwa? — a ktoby chciał poznać inne jego błędy i szkalowania 
zawarte n. p. w piśmie jego: Arnitomin mmufironiui Ariliclirhti 
i w innych ') łatwo się przekonać może, jak słusznie cesarz Zy- 
gmunt na soborze wyrzekł, że nie znal niebezpieczniejszego he- 
retyka nad Husa. To też jeżeli stracenie jego wywołało okropną 
wojnę husycką , to i życie jego nie byłoby pozostawiło w po- 
koju ani kościoła, ani państwa. Te same zasady głosił i tegoż 
samego końca doznał przyjaciel Husa, Hieronim z Pragi (spalony 
bO maja 1416 r.), o którego kolejach i działalności, ponieważ był 
w Polsce i na I^itwie i pierwszy, jak się zdaje, szerzył w obu 
tych krajach błędy Hasa, nieco obszernićj powiedzieć musimy. 
Wtedy było, jak pisze Friese ^) dwóch Hieronimów z Pragi, 



4 



prawie gwałtownie pruez samego Husa, skoro piiblicznifi i jmiwie pod 
bokiem soboru nie przcstawiil głosić swoich bl^'dów i piorunować na 
kościół, a nadto odprawiał mszę św. w swoj^m mieszkaniu jakuliy naj- 
prawajuc się z exkomnniki, która mu k'go czynić nie dozwalała; 
czego w8zy.stkiego sobór liez abdykacyi ze swej powagi tolerowai- nie 
mógł i na co przecie Husowi list Zygmunta bezkarności nie gwaran- 
tował. Nastąpiło ono nadto dopiero po pierwsz(^m przesłuchaniu sa- 
dowem, było bardzri łagodne i względne, a nakazywała je i ta oko- 
liczność, że rozeszła się wieść o zamiarze ucieczki Husa, chociaż Pa- 
lacky (1. c.) zamiarowi temu zaprzecza, czego solwr przecie wiedzieć 
nie mógł. I cjiotiaż cesarz Zygmunt dowiedziawszy się o uwięzieniu 
Husa, czuł się tem dotkniętym i domagał się wypuszczenia go na 
wolność, to jednak skoro przybył na sot>ór i zbadał rzecz cała., uznał 
całe postępowanie za słuszne i bynajuinićj ani sam sobie złamania 
wiary ani nikt inny takowego mu nie imputował. 

*) Obacz Dzieduszycki Zbig. Oleśnicki sir. 111. 

*) Baitnif/e tur Rfformations-genchichttin »'« Polen und Liłhauen 
U. p. 16. 




HIBBOKIH Z PRAGI. 



28 



I 



obu zdolnych, obu uczonych mężów, ale pod względem sposobu 
myślenia zupełnie do siebie niepodobnych. Pierwszy był prawo- 
wiernym i był 20 lat zakonnikiem w Camaldoli we Włoszech, 
przybył potem do Pragi i gdy się herezya Husa rozszerzać po- 
częła , ze wstrętu przed nią udał się do Polski , a potśm opa- 
trzony listem polecającym króla Władysława Jagiełły, do Wi- 
tolda na Litwę, gdzie bardzo wiele ludu w pogaństwie jeszcze 
będącego nawrócił. Był następnie na koneylium w Bazylei, gdzie 
opowiadał o tych nawróceniach Eneaszowi Syiwiuszowi, który 
potćm wiadomość o tśm podał {Aeneae SyMi Europ. c. 26.) 

Drugi Hieronim z Pragi towarzysz i przyjaciel Husa propa- 
gował wraz z nim najsilniej błędy społeczne, a nawet i dogma- 
tyczne Wiklefa, a dodając czyny do mów buntowniczych jed- 
nego zakonnika karmelitę przeciwnego nowotarstwu własną ręką 
do Wełtawy wrzucił, do śmierci zaś i do prześladowania innych 
nie mało się przyczynił. W r. 1410 powołany on został od nie dość 
oględnego i nieumiejącego rozróżnić w zasadach, Władysława Ja- 
giełły do urządzenia nie dawno założonej głównej szkoły kra- 
kowskiej, dokąd przybył też z kilkoma pomocnikami i sam przez 
jakiś czas w Krakowie nauczał <). Dlatego tćż cesarz Zygmunt 
w mowie na koneylium konstancyjskićm w r. 1415 żądał, aby 
posłano potępienie zdań Uusa nie tylko do Czech, ale i do Polski, 
gdyż i tam nie zbywa na ludziach przesiąkłych tą nauką ^). Po- 
tćm uczył tenże Hieronim w Peszcie, gdzie arcybiskup ostrzy- 
chomski skazał go na 16-dniowe więzienie, takiegoż losu doznał 
w Wieduiu, a w r. 1412 znajdujemy go znów w zbrodniczy spo- 
sób burzącego w Pradze. Gdy Hus w Grudniu 1412 musiał opu- 
ścić Pragę, Hieronim w r. I4l3 przybył znów do Polaki i Litwy 
dokąd go miał wzywać król Władysław Jagiełło i książę Wi- 
told. O jego przybyciu do Krakowa tak pisze Wojciech Jastrzę- 
biec, ówczesny biskup krakowski: „Przybył tu Hieronim z Pragi. 
Pierwszego dnia pokazał się z brodą, drugiego bez brody, w czer- 
wonej sukni futrem obłożonćj, świetnie wystąpił przed królem, 
królową i przedniejszemi panami. W niewielu dniach jak tu ba- 
wił, takie sprawił w duchowieństwie i między ludem zamiesza- 



') Wiszniewski Hist. lit. T. 4, str. 355. 

») Wiszniewski T. 3, str. 63. Dzieduszycki Zb. Oleś. T. Istr. 250. 




24 HTSTTTZM W FOL80E. ^^^^H 

nie, jakiego w t^j dyecezyi za ludzkiej pamięci nie było." CEn- 
cyklop. kość. Nowod. T. VII str. 287 ). Byt potem i na Rusi w tdj 
części, która była zajętą przez książąt litewskich, gdzie wzniecał 
religijne rozterki i podbudzał przeciw łacinnikom, a następnie na 
dworze Witolda na Litwie. Że nauka jego i tutaj pewne ślady 
zostawiła, można o tem wnosić z niektórych postanowień zjazdu 
w Horodle 2 grudnia 1413 r. 'ł, a być może, jak mówi Friese 
(op. cit. II. p. 18.), że taż nauka była powodem, że mu z Litwy 
kazano ustąpić. Dalsza jego historya związana jest ściśle z hi- 
storyą Husa i należy do historyi powszchnej i do nićj też odsy- 
łamy, a teraz i następnie o owocach, jakie Fnlacy z jego pobytu 
u siebie i z ciągłdj styczności swt-j z Czechami odnieśli t. j. o wci- 
skania i krzewieniu się husytyzmu w Polsce mówić będziemy. 

Niema wątpliwości , że husytyzm skoro Rię tylko pojawił 
w Czechach, zaraz przenikał i do Polski. Powodem do tego było 
nie tylko pobratymstwo obu narodów, pokrewieństwo obu języ- 
ków (W l.^ytym wieku jeszcze każdy Czech doskonale zrozumiał 
Polaka), ale nadto i ciągła styczność obu narodów, datująca się 
jeszcze od nawrócenia z Czech Polski. Kiedy około r. 1390 Wła- 
dysław Jagiełło za namową Jadwigi w Krakowie na przedmie- 
ściu Kleparz założył klasztor z kościołem pod wezwaniem Św. 
Krzyża dla odprawiania nabożeństwa katolickiego w języku sło- 
wiańskim w wyraźnym celu zjednoczenia Rusinów z kościołem 
katolickim , sprowadzono Benedyktynów z Pragi z klasztoru 
Emaus wyznaczywszy im 20 grzywien rocznego dochodu z cła 
krakowskiego, którzy zanim jeszcze kościół wykończony został, 
odprawiali już nabożeństwo, jak pisze Długosz ( Hist. X. 126 127) 
w mowie słowiańskiej w świeżo wystawionym chórze kościelnym. 
Ważniejszą nierównie dla umysłowego oddziaływania Czech na 
Polskę było fundowane w r. 1H97 przez Jadwigę kollegium w Pra- 
dze dla pomieszczenia i utrzymania 20 młodzieńców litewskich 
i polskich, poświęcających się nauce teologii na uniwersytecie 
w Pradze. Kollegium to znane pod nazwą domu królowej ist- 
niało jeszcze za czasów Długosza (lib. X. p. 1."j4"). Nie było bo- 
wiem, aż do r. 140O na uniwersytecie krakowskim wydziału dla 
teologii, Jadwiga przeto dbała o dobro duchowe świeżo nawró- 
conego narodu zaradzając chwilowej potrzebie, założyła toż kol- 



1) Tol. leg. T. I. p. 6fi., 71. Jannszowski Sta{utnm p. 745, 747. 



HU8YTTZM W POI^CE. 



25 



legiaiD. Gdy w tym czasie szerzyły się na uniwersytecie błędy 
Wikiefa, Hieronim był profesorem, a Has dziekanem (od roku 
1401) fakultetu filozoficznego, a potem i rektorem uniwersytetu, 
pojąć nie trudno , jak łatwo na umysły młodych konwik- 
torów i innych słuchaczy, których znaczna liczba była z Pol- 
ski i którzy własnym żyli nakładem (Łukaszewicz O kościołach 
braci czeskich str. 9.), mogły oddziaływać słyszane nauki; gdy zaś 
w r. 1400 Jagiełło wznawiając akademią krakowską, przywołał 
do ni^j wielu bawiących w Pradze polskich doktorów i magi- 
strów (Wiszniewski T. IV str. 229), mogło być pomiędzy nimi 
wielu zarażonych husytyzmem, który następnie musiał się bardzo 
zagęścić na akademii, skoro w r. 14(>!ł za rektoratu Eliasza z Win- 
delicy do przysięgi, jaką każdy uczeń zapisujący się w album 
uniwersyteckie składał w ręce rektora, dodano uroczyste wyprzy- 
siężenie się husytyzmu (Tamże str. 2911). ') I w kraju musiała się 
także znacznie rozszerzyć ta herezya, skoro do walki z ni:i wy- 
stąpili od r. 1404 dwaj nowi inkwizytorowie dominikanie Piotr 
Cantoris i Szczepan Polak, którzy biegli w naukach teologicznych 
nietylko słowem i piórem , ale i surowością kar herezya wyko- 
rzeniali. ') Wspierał ich w tych usiłowaniach całą siłą Jagiełło, 
o cz^m świadczy dokument z r. ]40s^ nigdzie dotąd o ile wiemy 
nie drukowany, polecający wszystkim urzędom królewskim nieść 
pomoc wspomnionemu Piotrowi inkwizytorowi, ileby razy tego 



') Przysięga ta, kt('>rn składał kałdy uczeń zanim wpisany zo- 
stał do wielkiej księgi iuimatiykiilacyjnej uniwersytetu, brznuata do- 
słownie jak następuje: „Ego N. turo vobis ilominn recłori et reatris 
nuccfsnoribiis Cłtnonice inlrantilnis obedie.nciam in omnibus łicitis et hn- 
nentis et quod bonuin unifersiłatis craconierms promoveho pro posse ineo 
nd qiien)Cłimque statuni dtvenero tt qvod propriani iniuriam per me 
non vindicabo vindicta reali utpote vulneracwne. muti/acione aut ar- 
morum strepitu, sed super hoc ofjicium recloris implnrabo. Item, quod 
upiniontm IIiuis herettc.i damnati {tat&\ iodiino w XY1 wieku: similiter 
I.-uteri et si:quacitim ejus) non i,eTvabo. Sic me Dt.us adjwet et haec 
sanda Dei etunyelia. Vide das alteałe Mairikdbuck der Universtłat 
Krakau. Begchreibung und Aysziige mitaeteilt durck Dr. Heinrich, 
Zeissbtrg Profeasnr an der Universitdt Innsbr-uck. Itiidem 1872. 

-) Fonłatw. Moviuinenta Dominicana j>. 27t> Anno 1404... In 
Polonia tero 'dem sanctae irtquisitionis trihunal adminintrahat ex pon- 
łificio decreio P, magister Petrus Cantoris^ vir docłissimus, gai et pon- 
tifieah et rtgia auctoritate rommunitus, etiam in nobiles ex munere 



n 



i 




20 UDSYTTZH W POIiSCE. 

zażąda}, a który poniżaj umieszczamy. ') Nieoświecony przecież 
w rzeczach teologicznych, a ztąd mnićj baczny na niebezpieszeń- 
stwo zagrażające ztąd wierze Św., zawezwał Jagiełło w r. 1410 
dla lepszego urządzenia zalożonćj niedawno głównćj szkoły kra- 
kowskiej wspomnionego powyżej Hieronima z Pragi , który jed- 



proprio proce»tit ; quart in tnuUis vtxa(u», sed noii perterrefactut, 
contra ipaos delinguentes sevei't procedens, plums morti adjudicavit. 
p. 278: Ad an. 1405. A$sumitur P. Stephanus Polotttut ad regendum 
g, inąuisitionU tribunal Cracofiae, vir tirtutibua laudabilis et tanta 
prejectuia diijnus, ijui ipjunciiini sibi nnirius usgne ad ajinuvi 1427 
nutlinenSj multa in augmenlum catholicae fidei operains est, haereticos 
lingua, calamo, ferro ac igtie invectatus, ex quibvs nitiłtoa ad catlioU- 
cam teritatem attraxit. etc. 

•■"j Yladinlaus Dei gracia Rex Polcniae etc. Universis et itinguliii 
Capitancia, Tenutariia, Burgrabiis, Procuratcribua, Yiceprocuratoribus, 
NobilibuSf Terrigenia, Aduocatia, Magialria civił(m, Conaulibus ac aliia 
liegni noalri anbditis, ubitungue in Regno noatro cotutitutis, preaenti- 
bua rcquiretidia Graciam tt omne bonum. Fidelea nostri dllecti .' Quia 
Religioaua l'etrua, frater ordinia predicałorum. lector aancte theologie 
apud aanctam Trinitotem in C'ivi(ate Cracovieiiai, Jnguiaiior herełicae 
pratiitatia in terria nostria et specialiłer in dioeceai Cracoińenai ad tn- 
ipiisicionia officium deputatiia Crimen hereais detestabile juxtu ojficium 
sibi comrniatim, sl. forte ipsum m terris noUris inolere invenerit, rolena 
extirpare intendit riaitare terras nosiraa prenotataa , Ideo vobia om- 
nibua diatriccina precipienłea mandamua, guatenua prefafiim Irtguitiło- 
rem suum Inquiiicionis nfjtcium ubilthet liberę exerce>'e perniittatiay et 
ai circa hiijua modi Inquiaicionia officium a vobia pvatulaverit aiwilium 
et brachium aeailare, ipainn aibi prebeatis, guociea per ipaum fueritis 
reguiaiti, caplitantea et captivari jiroctirantea omnea, quos idevi Inqiii- 
aitor in criinine keretico dixenV deprehenscs et ipaos ad locum. quein 
Inguiaitor praedidua nominanerit^ sub bona cuatodia deducads. Ut au- 
tem inquisitor memoratua auiim Inqiiisicionia oficium secariua exereere 
valeat noatro suffultiis presidio, ipsvm cum omni aua familia, quam se- 
cum habureity officium suuiii li)quiaicionia predictum exercendo, sub 
noatram prołeccionem recepimus, prohibemtea , ne guiapiam predictum 
Inqniaitorem in aliguo praeaumat temerarie conturhare, tolentea omni- 
no, tli per voa idetn Inąuisitor cum familia aua predicla ab omnibna 
Jnjuriia, violencija et opprobrijs protegatur et si de salvo conductu per 
ipaum Jueritis rtguiaiti, ipsum sibi słudeatia providere, Aliud pro no- 
atra gracia fwn auauri. Dałum in Cracovia feria qmnła in crastino 
Beati Beitedicii. Anno Domini M. CCCCYlIL 

7. kopii zamieszczonej w księdze pierwszej konzularyjów miasta 
Krakowa A. I. str. 316, udzielonej mi łaskawie przez dr. Pieko- 
siAskiego. 



HTT8YTTZM W POLSCE. 

nak podówczas jeszcze za heretyka nie uchodził i po paru mie- 
siącach Kraków opuńcił; a gdy w tymże roku 1410 wybuchła 
wielka wojna z Krzyżakami, walczyły pod Grunwaldem obok 
szeregów polskich zastępy czeskie i morawskie, między którymi 
sławny następnie naczelnik husytów Jan Zyska z Trocznowa.c 
Te i poprzednie okoliczności sprzyjały wielce krzewieniu się u nas 
husytów, których zuchwałość podniecało nadto panujące podów- 
czas w kościele katolickim nieszczęśliwe rozdwojenie, gdzie z po- 
czątku dwóch , a póżni<5j trzech było papieży. Ta tylko wielka 
zachodziła różnica miedzy husytyzmem Czech i Polski , że kiedy 
w Czechach był on narodowym, z antagonizmu głównie przeciw 
Niemcom wynikłym , noszącym wyraźną cechę walki narodowej 
z nienawistnym gerraanizmcm , w Polsce był on tylko herezyą. 
która się nigdy naprawdę nie przyjęła, którą król i naród potę- 
piał, a którą tylko wracający z Czech Polacy propagowali, a z tu- 
bylców niektórzy tylko, zwłaszcza z początku, z politycznych 
względów, z oppozycyi przeciw duchowieństwu, ze sympatyi ku 
Czechom, lub po prostu ze swywoli popierali. 

Kiedy jednak husytyzm w Czechach coraz więcej się wzma- 
gał, a nawet po rozgromieniu niemieckich wojsk Zygmunta nie- 
zwykle spotężniał; gdy nieprzerwane były stosunki między Cze- 
chami a Polakami ; gdy Czesi ciągle oglądali się za Polakami, ja- 
ko za naturalnymi sprzymierzeńcami swymi przeciw Niemcom, 
a nawet umiarkowańsze stronnictwo tak zwanych Kalikstynów 
ofiarowało w r. 1421 koronę czeską Jagielle, któr<5j jednak król 
nie przyjął i tylko na postrach Zygmuntowi , którego należało 
trzymać w szachu, cały rok z odpowiedzią zwlekał, potrzeba było 
ze strony katolików bezustannie stad pod bronią , aby odpierać 
zewsząd się wciskający, a urokami tylu pokus nęcący husytyzm. 
Rzeczywiście tylko wielkiej gorliwości i stałości duchowieństwa, 
a na czele jego Mikołaja Trąby arcybiskupa gniezneńskiego, 
(4- 1422), który zgromadził synod prowincyonalny w Wieluniu 
w r. I42(t i na nim wydał surowe ustawy i przepisy przeciw 
heretykom '), tudzież Zbigniewa Oleśnickiego od r. 1424 biskupa 



') Obacz : Heyzman : Starodawne prawa polskiego ponmiki — 
Statutu Yidumi et Calissii anno 1420 condita , iibro I et V; tudzież 
Kaur. Dzieduszyrkiepo: O synodach katolickich w dawnej Polsce 
VT Przeglądzie lwowskim z r. 1880 zeszyt 12 str. 721. 




S8 ZTOinjvr ko&tbct. 

krakowskiego, (n poprzednika jego Wojciechu Jastrzębca, na- 
Kt<pcy gorliwego Piotra Wysza tego powiedzieć nie możemy) ; 
jak również głębokiej prawowierności króla i naroda, przyt^m 
wielkiej podówczas karności w rzeczach wiary, zawdzięczać na- 
leży, że basytyzro nigdy szeroko się nie rozpostarł i nmysłami 
zawła<lnąć nie zdołał. Wzmógł on się najbardziej w r. 1422 
kiedy Zygmant Korybat odwołany z Czech przez Jagi&fłę, dokąd 
w r. H2'2 na czele ."<0()0 Witoldowego rycerstwa się udał, ') po- 
wrócił do Polski, a nie uzyskawszy na sejmie w Warcie obieca- 
nej ma ołl Jagiełły jako wynagrodzenie za astępstwo z Czech, 
ziemi dobrzyńskiej, począł zaraz, jak mówi Dtngosz (lib. 11 p. 
472., 47:ii ..czynić potajemnie schadzki, zawięzywać porozumienia 
i podburzać skłonne do nowości umysły **, w czem ma zapewne wiele 
znaczny oddział jego z polskich i litewskich ochotników złożony, 
który z nim z Czech powrócił, dopomagał. Jak zaś wielu było 
podówczas w Polsce zwolenników husytyzmu , pokazuje się z li- 
stu Władysława Jagiełły w r. 142.3 2go czerwca z Halicza do 
jednego z biskupów polskich pisanego, w którym król żali się 
na poddanych swoich, że nie chcą walczyć przsciw heretykom 
czeskim nawet za wynagrodzeniem i żołdem, i wzywa go, aby 
wiernych w dyecezyi powstrzymywał od łączenia się z husy- 

') Zwykle piszą historycy idąc za Długoszem (lib. XI p. 451. 
Yladinlao . . . rouaeiitinn/e et prohantr), jakoliy Korybiit uie bez ze- 
zwol«ni!i Jiifripity, ulftrajucego namowie Witolda, iidat się ilo Czech, 
.lakkolttick lłtii}ro«z, co się tyczy tycli czasów, wielką jest powagą, 
to jednak na s/.czi-Brólniejszą zastugii.je nwapę list Jagiełły z r. 1423 
do jednego 7, biskupów polskicji pisany, który poniżaj w całości przy- 
taczamy, n w kt/)ryni krid wyniźnie wspomina, że wszyscy, którzy się 
udawali do Czecli n.i ponioe liiisYlum, czynili to bez wiedzy i woli 
jego, na wielki^ tiiccześć królestwa i zgorszenie wielu „sine nostra 
»cier)li(i iit ruluntatt'^ iii enorinfii nostram et regni infamiam tł scan- 
ilahim phirimorum' . lirak ndziiiti! .laf^iełły w wysłaniu Korybnta, 
potwierdza i tu okoliczność, ie kiedy w r. 1422 wnet po wysianiu 
Korybuta przybył poseł cesai-ski do obozu jiolskiego stojącego pod 
(totubieui [irzei iw Krzyżakom i nii^nlzy innemi rzeczami żalił się na 
wysłmiii." Korylttita, Jagiełło odpowieilzial, że żadnego w tem uczest- 
nictwa nil' miał, a tylko Witold ol)nrzony jiostępowanieni Zygmunta 
krzyknął: .la go tam wysiałem i jpoiiierać b^-dc, aliy pomścić tylo- 
krotne przeniewierstwo wasze, (ob. Szujski Dzieje l'oIski T. U. stT. 
49). Witold więc tylko wystał Korybnta , Długosz zaś to, czego się 
domyriłano, że .(agiełłu na to zezwolił, za pewne podał. 



H 



PBZECIW HEREZTI. 



29 



N 



tami. ') Nic więc dziwnego, że ducbowieństwo polskie, a na jego 
czele niedawno konsekrowany (1!> gnidnia I4"2;i ) wielki biskup 
krakowski murem stanęło przeciw szerzącej się zarazie i obmy- 
61iwało wraz z królem i dobrze myślącymi panami polskimi, któ- 
rych była przeważna liczba, skntecznc środki przeciw heretykom. 
Najprzód postanowiono ściśle wykonywać wszystkie przeciwko 
nim dotychczas zarządzone cenzury, czyli kary kościelne. Miano- 
wicie papież Marcin V. wykląwszy zwolenników husytyzmu na- 
kazał, aby wszystkie micj.sca, gdzieby się znajdowali, podlegały 
interdyktowi. Z tej przyczyny kiedy po pierwszy raz w r. I42(t 



') Obacz kodpX listów z 1.5-tego stulecia wydany jirzez Szuj- 
skieg-o i Sokołowskiego w r. 187fi str. 5H. List brzmi jak następuje: 
Reverende in Chritto pater, gincere nnbiif diUcte. Quamquam in exter- 
tniniuni YicleffUanim et Hutsorum haereticorum in Rtfjno Bohemiat 
inralesccntium, fjtioa sancta Conułantienisis sy}wdiis condannavit et sum- 
inus pontife^T pcssagiiim eroijacit contra ipaoa quislicet chrutiantis ex 
dthito reliffionis gu^cfpłn arma teuftur criperc et in excidt>nn eorvm 
tpti guis falsis do(fvtaiibi(.s fidcm ealholicam niłunliir corrodere anhe- 
lare, tamen terngenue et mhditi renni nostri^ quod dolenter efti-imus 
contra ipsos ge transfeire recusarU, salariui ettam et stipendiia ipiiis 
tujB debitis otnuino refntalis^ de quo wiraiiiiir et in majorem ad- 
' -imrationem ducimur, rjuod multi ex nontrałibus priu» iiine nonłra ucien- 
ita et isolnntate, ijuibiui nec pro damnis promissum est nec pro aliquibus 

Ipericiilia contra honorem et salutem Ipsonim in eno-nnem nosiram et 
regni infamiom et scandalum plurimorum ad damnatos haereticos prae 
dictos SC transttitemnt ipsoaque eniti stint et- defemiabant, ąuorum 
fantorts, recepłałores et defensores pari poena qua et ipsi exisłunt 
condemnati pront ex processibns et pessagio dałin contra ipsos hoc la- 
tius colligiłur. Requirinnis it/itiir v, p, et hortamur, qnatenus prout 
tK suscepli pastoralłs ofjlcii cura teneniini in dioccesi reatra et ubique 
ptr ckrinn universvm pesaagium et processus praedietos pratdicari fa- 
eiatis admotientea ecs^ qui prius in tubsidium dictorum haereticorum 
ambniabant, ut pro venia et aałute animarum ipaorum contra illos pro- 
cedant et eos, qui se accin.ierint illiic traiiaituros confesaiones aiidientea, 
^K absolfentes el crnce signantes in plenam remiaaionem peccafomm, nł 
^f taltem eTltortationibus htijusmodi moti in deatnicioiiem dictorum hae- 
reticorum se redderent jiromptiorea. Et in caau quo aucłoritatem uu- 
^^ diendi confessiones, reniam imjungendi et cruce signandi hacłenus non 
^H haberełis łransmissam, eictunc pro Ula ad revercndisaimvm patrem do- 
^^ miniim Brandom cardinahm Placentinzim tn Nuremberga conatitiitum 
quantocitiua transmittatia peasagium nihilominus et crticew datam eon- 
tra haereticos praedietos pratdicari facientea. Sed qitia recolimus, re- 
veretidum patrem dominum Nicolaum ołim archiepiscopuni Gntsnenaem 





80 ŚRODKI PBZEOIW USBSZYI. ^^^^^^^1 

przybyli posłowie czescy ze stronictwa tak zwanych Kalixstynów 
nie pojednanych jeszcze z kościołem, do Polski, otiarając koronę 
czeską Jagielle, odesłano ich, jak pisze Ołngosz (lib. XI p. 314), 
do Niepołomic jako do miejsca wśród paszczy daleko od ludzi 
położonego, ponieważ w każdem innem miejscu obecność ich ścią- 
gała interdykt. Nawet Wojciech Jastrzębiec, ów niezbyt z gorli- 
wości znany ówczesny biskup krakowski napisał dziełko, jak 
pisze Wiszniewski (T. 5 str. 21 1, przechowane dotąd między ręko- 
pismami akademii krakowskiej pod tytułem : De cen-iuru ecde- 
tiastiea et de caułelis tempore inttrdieti obsenundis. Kiedy więc 
w marcu w r. 1424 ukazali się w Wiślicy nowi posłowie hu- 
syccy, prosząc Jagiełłę, aby im przysłał nazad Korybuta na króla, 
Zbigniew Oleśnicki dowiedziawszy się o tźm, rzucił natyclimiast 
na Wiślicę miejscowy interdykt, t, j. zakaz odbywania wszel- 
kiego publicznego nahożeiistwa, połączony z zamknięciem kościo- 
łów, wzbronieniem Sakramentów śś. itd., dopókiby się heretycy 
nie oddalili. Równocześnie wyrzucił Jagielle, jak jńszc Długosz 
{\\]i. XI p. 47S), „że będąc monarchą katolickim cierpiał publiczne 
w oczach swych rozsiewanie kacerstwa"; husyei bowiem mieli ze 
sobą swego kapłana, który poważył się publicznie na dworze 
królewskim głosić husyckie błędy. Kaznodzieję tego uwię- 
ziono , a Jagiełło dawszy odmowną odpowiedź husytom, po- 
groził im nawet, źo jeżeli się z kościołem nie pojednają, sam 
cesarzowi do przytłumienia ich dopomoże. (Ob. Dziedaszycki 
op. cit. I. str. 254.) Żeby zaś na przyszłość w podobnych wypad- 
kach, w miejscach interdyktem dotkniętych, sam mógł odprawić 



nobis scripsMse, (piołiter praemi3sa exercendi in sua pmvincia sibi et 
mis snffragantis per dominitvt Brandom cardinalem itraedirtnm, eon- 
ce»sa fuismtt plena pufestan et infonnationes super eo silti /ratMmiifsae, 
itłto Hciscitemini apud qnem et ubi (itterae et injormationes lntjux mo- 
di reinansertint tłtligentiaTn talem m eo facienłea, ut per eam aptid nos 
Valeatia eommendari. 

Datum in Halicz in rigilia corporin Ckr!nt! anno MCCCCIIJ, 
quae falia nota anni corrigenda esge ridetur in MCL'CCXXlII. 

Prawdopodobnie , jak m(Jwią na końcu wydawcy, wzywał ki-ól 
W8z.VKlki(.'Ii biskupiSw polskicli, aby stawili czoło szerzącemu się w Pol- 
B<'i> liiisylyzmuwi, a wezwanie powyźsKL* jast tylko tbrmą OKÓluą, 
która MV pr/.eehowała w rękopismacli kapitały kąjawskiej i może do 
ui^j głównie isię odnosi. 



L 



EDTKT WlELU:tSKI. 



31 






^ 
^ 



ofiarę mszy św. i inne nabożestwo, wyrobił sobie Zbigniew od- 
nośny indult papieski datowany z Rzymu 12 czerwca 1425 r. '). 
Widocznem jednak było, że w obec potężnego ruchu basyc- 
kiego, który falami swemi dosięgał i obejmował Polskę, same 
cenzury duchowne były niedostateczne i potrzeba było jeszcze 
ostrza świeckiego prawa. W tym celu skłonił Zbigniew, a jak 
pisze Barącz, (op. cit. T. I str. 185) także Szczepan inkwizytor 
krakowski , Jan Brascatoris inkwizytor wrocławski i Jan przeor 
Dominikanów krakowskich, późniejszy wielki inkwizytor na całą 
Polskę, a zapewne i inni duchowni i świeccy panowie, króla 
Władysława Jagiełłę do wydania pamiętnego edyktu w Wielu- 
niu przeciw heretykom z dnia 9 kwietnia 1424 roku, który jest 
pierwszem naszem prawem świeckiem przeciw heretykom. Edykt 
ten wspomniawszy na wstępie, że słuszną i niezbędną jest rzeczą 
aby ci, których kościelne cenzury nie trwożą , surowością praw 
świeckich byli poskromieni, nakazuje na mocy i wskutek dojrza- 
łej narady z prałatami , książętami i baronami , że każdy, bądź 
jawny heretyk, bądź o herezyą podejrzany, Inb tejże sprzyjający, 
ma być od wszelkich urzędów i od każdego poddanego imanym 
i tak jako winny obrazy majestatu w miarę przestępstwa swego 
ukaranym. ^) Każdy zaś z Czech wracający ma się stawić, lub 
w razie niestawienia przymusowo być stawionym przed bisku- 
pem miejsi-owym lub przed wyznaczonymi, lub wyznaczyć się 
przez stolicę apostolską mającymi inkwizytorami, dla wybadania, 
azali nie jest innowiercji. Prócz tego każdy z polskich poddanych 
jakiegobądź stanu, godności lub stopnia, któryby do Wniebowzię- 
cia b. r. z Czech nie wrócił, ma być jako heretyk uważany i ka- 
rany, dobra jego mają iść na skarb królewski , potomstwo ma 
być odsądzono od sukcessyi, od piastowania urzędów i wraz z ro- 
dzicem ma być pozbawione czci i przywilejów szlachectwa i na 
wieczną infamię skazane. Zakazuje się przyte'm wywozu ołowiu, 
broni , pokarmów i napojów do Czech. Ażeby zaś nikt nie mógł 
nieświadomością się tłómaczyć, ma być powyższy edykt we 

•) (1b. Dzieduszycki Zbic. Olei!. I. 2.59. Akt ten znajduje się 
w archiwum kapituły krakowskiej fasc. 15 pod licz. inwentarza 291. 

^) Jaka kara jirzyjiadała na winnych obrazy majestatu (offenso- 
res regiae mojegłatis), jak i ^ całym tyiu edykcie mówimy jeszcze 
raz poniiej. 




< 



.^ 



99 bAUCs caujmjisu. wrffcwiił oo i isnnrc 



Wijł t Ł kh BiaiUeh, ■t« tl »rikicł , wńek i gdrie tT&oviek.Bxi 
lioln likUi ńęzbien, oelMMOTB. >) 

Miao tego tak m owago wyntki, ba^tTni ■ ■jMŁi eau dro- 
g»ai pehai się do Polaki, a najbardziej do oajbliiaBĆj adńe dreccsji 
krakowskiej: a wcukai się X taka aila, że aawet taki nai jak Ołeioiekł 
X tradoofeia tjrlko idolał ge Amteeait odpięta^ Odbywał oa zjaady 
z doekowieiatwea (ootfogiM femtraikii)^ w r. 1^5 w Labiinie, 1428 
w .Saadoaierza, na któCTeh radsoao około atrijnaoia wiaij i lapo- 
kiegania nerzeoia ńą h nyty i m n. Bówniei aa sejaiic w Sieradza 
w r. 1425 wiywal do euei^ezDTcii środków potityrznyck przeciw 
heretjrkom w mjU statoto Wiełnaakicgo. Ponagail od w tćm diiel- 
oie mianowani przez stolieę iw. wspooiaieai inkwizytorowie Szcze- 
l>aD lirakowski, Jan BraAcatort« wrocławski, a oajbardaićj Jan 
przeor krakowski, od r. 1427 generalny od Marcina V mianowany in- 
kwizytor na ralą Polskę. O Janie Braacatoris pisie Barącz top. cit 
T. I. Ktr. 186. 187 1. z Fontany iloHummta Domimicana, ie w obrę- 
bie swego zwierzchnictwa walcząc przeciwko heretykom , pobllcz- 
oemi karami tak ich przeraził , że w ucieczce tylko ocalenia szu- 
kali. Jan /.ań inkwizytor, jak piszą też Moitumeinn. do nank i ka 
zań swoich taką dołączył sarowoóć , że na samo wspomnienie jego 
chwytała heretyków bojażń i wstręt im do krajn czyniła 

I>ccz szczęście wojenne sprzyjało husytom , którzy z po- 
czątku oszczędzając Szląsk w nadziei, ie tam znajdą sprzymie- 
rzeńców (Bfiefe iifier Bresiou — list 59 str. 382), kiedy ich ta na- 

') Vide Vol, Ug. T. 1. p. 85. Ut quicunque in regno Poloniae 
tiotłro eł terri» iiohiK »vbjectis haerełicug auł haeresi infechis rei sus- 
pfchiM dti f.fjderii, faiilnr conim vel director repertus fuefil, per tio- 
iśtfii c^ipiOiitfoSf cnnmileK civit'ituni ft alioa officialss ae gtioslibet svh- 
dilni noilroB, swe in ojjiciis vice extra rwenten, veluł regiae majetta- 
fit offunsor eapiahir et jurta exigentiam excessns siii puniatur. Łt 
i/ulr.unrjue nmierinł de Bohemiu et inłrant regnum uostrum, ordinano- 
rum fuornni fu^nttiini mit tnagistroi-vm haereiicae pratiłatis ad hoe 
(t »fde Aj ■ ' drj/vtfiłortim rcJ depvtaiidorvvi, suhdtntur.,. Et 
nihiloinui ./ bona ipnorwt mobilia et tniiiwbilia^ in quibucnnque 

rebus c-ribiciilia. publ<ceu(ur thesatiro iiosłro coiifiscanda, prolesqiie eo- 
rurti tam mnsculiiiae nuam foemiiiinne onmi curcnt tyccesiwne per- 
jiitiiii t.t honoru, nec nnquarn od aliquas assumanliir dignitates rei- ho- 
iiorns s*d cum palrihiis tt progenitoribus suis, senif/er maneant ivfa- 
mas, nee dn eetarn gmidcant aliquo prhilegio nobilitalis vel decore. 
Diiłum in ]Vi^lluń diii Dominiea Judica me Dtiis Anno dom. 1424. 
Vid9 eliam apud JaniiHZuwski Statutum p. 260. 




HDSmZM w POL80B. 



m 



I 



I 



dzieją zawiodła, od r. 1424 zaczęli go pustoszyć, a opanowaw- 
szy w r. 1428 wiele miast i zamków^ zwłaszcza gdy główny 
obrońca Szląska Jan książę Mflnsterbergski poległ w bitwie pod 
Wilsdorf, zajęli między innemi niedaleko granic polskich leżące 
Gliwice. Obecność niedaleka hnsytów czeskich (ze stronnictwa 
głównie taborytów i sierotek), ośmieliła potajemnych ich stronni- 
ków w Polsce, że zebrawszy się w znacznej liczbie i przybrawszy 
8obie nie mało pomocników z Czech, Szląska i Morawy, pod do- 
wództwem Jana Nadobnego z Rogowa herbu Działosza, Jana 
Kuropatwy z Łańcuchowa herbu Szreniawa i jakiegoś kniazia 
ruskiego Fryderyka, odważyli się rachując zapewne, że to spad- 
nie na karb rabujących wszędzie hnsytów szląskich, napaść w sa- 
mą Wielkanoc 1429 r. na niedawno założony słynny kościół i kla- 
sztor Paulinów na Jasnćj górze w Częstochowie, a chociaż tam 
spodziewanych skarbów nie znaleźli, to jednak zrabowawszy 
wszystkie naczynia 1 sprzęty służbie hożej poświęcone, samże cu- 
downy obraz Bogarodzicy znieważyli i z ozdób obdarli. Wpraw- 
dzie pochwy tani i od Jagiełły surowo ukarani zostali, ale pozo- 
stała zawsze zakała , że pierwszą była polska ręka, która tego 
awiętokradzkiego zamachu dokonała. 

Kiedy tak swoi, chociaż heretycy, dopuszczali się dzikiego 
gwałtu, nic nie mogło powstrzymać heretyków szląskich, aby nie 
wpadli do Polski i nie łupili w nićj po swojemu. Doznały tego prze- 
dewszystkiem majętności Bożogrobców Bytomskich, których dobra 
Charzów, Krasny Dąb i sam Bytom, oraz inne posiadłości na da- 
lekim Spiżu będące zrabowane lab spalone zostały. (Nakielski 
w Miechowi! str. 236). Jedna banda odznaczająca się szczególną 
srogością z Polaków i Czechów złożona, którćj przewodzili Wierz- 
bięta z Przeszówa i Zawisza Wrząszowski Womiczko napadła na 
klasztor Kartuzów w Lechnicy nad Dunajem, na pograniczu Wę- 
gier i Polski, spodziewając się tam znaleść wielkie skarby ; kiedy 
jednak nadzieja ich zawiodła, poczęli bić i kaleczyć zakonników, 
a nawet wymordowali wielu, starca zaś przeora skrępowali i uprO' 
wadzili ze sobą , aby na nim wymódz zeznanie, gdzie są ukryte 
skarby. Kiedy się o tem dowiedział Zbigniew Oleśnicki, zebrał 
lak swoje jak i brata swego Jana Głowacza, oraz przyjaciół 
swoich hufce, do których i miasto Kraków swoich żołnierzy przy- 
dało, i sam w towarzystwie kilku panów i rycerstwa pospieszył 
do Lipowca , którędy napastnicy, jak doniesiono, powracać minii. 

DiUJ* Bcfanołojl w Folio*. T. I. 



I 



21aiiim jednak przybył oddńal Polski, jni naputnicr minęli Li- 
powiec i adali się do Gliwic, gdzie bezpieezne schronienie znaleźli. 
W Gliwicach medział tymczasem Zygmunt Korybat , który 
wysyca/ owe oddziały oa pustoszenie Szląska i Polski. Wrócił on 
własnowolnie do Czech , gdzie wtrącony od Taborytów do wię- fl 
zienia, potem wypuszczony, w końra otrzyma! w zarząd zamek ^ 
i miasto Gliwice, aby tam mógł 4cia.gaó wspólników swoich 
z Polski i oddziaływać skutecznie na ruch husyeki w Polsce. ■ 
Kiedy więc w r. I34l na ^odopo6cie był Jagiełło w Nowym 
Korczynie, przybywają do niego posłowie husyc«y z prośbą, aby 
udzielił posłuchania duchownym ich naczelnikom, którzy są obec- 
nie wszyscy w Gliwicach , i pozwolił na publiczną z katolikami 
dysputę. Ponieważ dysputy publiczne leżały w obyczaju owych 
czasów, poniewał i papież Marcin V i cesarz Zygmunt skłonnymi 
byli, aby król polski porozumiewał się z heretykami celem nakło- 
nienia ich do powrotu na łono kościoła katolickiego, przetoi Ja- 
giełło pozwolił na owa dysputę, która się odbyć miała w Nie- 
dzielę ;i//y/Va t. j. w piątą niedzielę postu, która wówczas przy- 
padała IHgo marca (ob. Zbig. Oleś. str. o47i, na zamka krakow- 
skim w obecności Jagiełły z akademikami krakowskimi. Nie mógł 
temu przeszkodzić Oleśnicki, nakazał jednak interdykt w Krako- 
wie, skoroby posłowie husyccy przybyli. Stawili się oni prowa- 
dzeni od Zygmunta Koryhuta, a mianowicie prokop Hoły, apo- 
stata mnich franciszkański, Piotr Payne anglik, Biedrzyk ożyli 
Bodcricus i Wilhelm Kostka. Przybyli i wyznaczeni od akademii 
krakowskiej teologowie : Stanisław ze Skarbimirza, Mikołaj z Ko- 
złowa , Jędrzej z Kokorzyna , Franciszek Krejszwic , Jan EIgot, 
Benedykt Hesse, Jakób z Paradyża i Eliasz z Wawelnicy dziekan 
sandomierski i poczęła się dysputa dnia drugiego t. j. 19 marca 
w języku polskim , która trwała dni kilka, a która jak wszyst- 
kie podobne dysjinty XV i XVI wieku w obec przyniesionego 
już uporu ze strony heretyków, mimo przekonywujących dowo- 
dów tak z pisma św. jako i z ojców kościoła ze strony kato- 
lickiej, na niczćm skończyć się musiała. Poruszony t^m do głębi 
Jagiełło, a zarazem zniecierpliwiony niedorzecznymi i słabymi 
zarzutami i odpowiedziami hnsytów, którzy nakoniec nic więcćj 
nad upór swój postawić nie mogli, przemówił do nich sam i w pro- 
stych, ale rzewnych, zdrowym rozsądkiem nacechowanych sło- 
wach^ z owoców, jakie dotąd oni i kng cały odniósł, przekony- 




HP8TTYZM W POLSCE. 



35 



k 
^ 
N 



wai ich i wzywał, aby uznali, że są w błędzie i powrócili do 
kościoła, z czego i on i całe jego królestwo, tak bliskie im po- 
bratymstwem, sąsiedztwem i językiem, radować się będzie. Prze- 
mowa ta, która wszystkim przytomnym łzy wycisła, nie mogł.a 
przecie poruszyć zakamieniałycb herezyarchów, których pobyt 
następnie coraz uciążliwszym się Jagielle stawał z powodu za- 
wieszonego interdyktu. Nastawały święta Wielkanocne; Oleśnicki 
w wielki czwartek 29 marca oddalił się z Krakowa do Mogiły, 
gdzie rozpoczął kościelne obrzędy; Jagiełło więc, aby nie być 
pozbawionym nabożeństwa, musiał wydalić husytów na Kaźmierz, 
Kraków zaś zamknął bramy i strzegł pilnie , aby jaka noga hu- 
gycka nie wślizła się do miasta. Upokorzeni Czesi musieli ustąpić 
miotając groźby i przekleństwa na biskupa , nikt jednak tak jak 
Korybut , który poprzysięgał mu wieczną zemstę, nie mogąc jćj 
przecież już dokonać , bo straciwszy właśnie w tym czasie Gli- 
wice, które tymczasem ubiegł Konrad Biały książę na Koźlu 
i Oleśnicy, znika odtąd prawie zupełnie z widowni. 

Jeszcze raz zbliżyli się Husyci do Polaków, a wybrali ko 
temu najstosowniejszą chwilę, kiedy groziła nowa wojna krzy- 
żacka a stosunki z Świdrigełłą wielkim księciem litew^skim za- 
powiadały burzę ; przyczem stałość biskupa krakowskiego na 
nową wielką próbę narażoną była. W r. 1432 w lipcu przybyli ich 
pesłowie do Pabianic w Sieradzkiem, kędy bawił Jagiełło, oświad- 
czając, że są na punkcie pogodzenia się z kościołem na soborze 
bazylejskim, że ich boli każda krzywda od Krzyżaków Polakom 
zadana, że gotowi są dostarczyć przeciw nim pomocy, proszą 
tylko, aby król przebaczył Korybutowi, a ich samych wziął 
w swą opiekę. Te pochlebne słowa i obietnice zrobiły wrażenie 
na umyśle króla i będących przy nim doradźców, tak że nietyiko 
uraczono ich wspaniale, ale nadto ze względu na układy ich 
z soborem bazylejskim, za zgodą arcybiskupa Wojciecha Jastrzębca 
w którego dyecezyi Pabianice leżały, oraz obecnych przy króla 
biskupów Jana Szafrańca kujawskiego, Stanisława Ciołka po- 
znańskiego i Jana z Opatowie ehełmskiogo, przypuszczono ich 
do ndziała w publicznym nabożeństwie, tak jak gdyby klątwa 
z nich zdjęta , a oni z kościołem pojednani już byli. Nadto obdaro- 
wanych hojnie kazał król odprowadzić dwom ich zapalonym stron- 
nikom Janowi Mężykowi z Dąbrowy wojewodzie ruskiemu i Pio- 
trowi Korczbokowi do granic państwa, ostrzegając ich tylko, żeby 




I 



36 HISTTYZH W POLSCE. 

Kraków ominęli, bo Zbigniew nie oglądając się na prymasa i in- 
nych biskupów, skoro tam przybędą , pewnie ogłosi interdykt. 
Mimo tego, a może właśnie dlatego Mężyk i Korczbok opatrzy- 
wszy się w listy prymasa i owych biskupów, wraz z posłami 
fansyckimi udali się do Krakowa. Skoro o zbliżaniu się tych gońci 
doniósł władzy kościelnej Mikołaj z Michałowa kasztelan i sta- 
rosta krakowski upominając zarazem, żeby żadnćj przerwy w na- 
bożeństwie z powodu ich przybycia nie czyniono, zwołał zaraz 
w nieobecności Zbigniewa wikaryusz jego jeneralny Jędrzej 
Myszka kapitułę krakowską, oraz profesorów uniwersytetu, a na- 
stępnie drugiego dnia wszystkich proboszczów i przełożonych za- 
konnych z Krakowa i z okolicy na naradę, którzy wszyscy zgod- 
nie orzekli, że należy ogłosić interdykt i zaprzestać z przybyciem 
husytów wszelkiego nabożeństwa. ') Tak się też stało, a Mężyk 
i Kurczbok upokorzeni i odgrażając się na biskupa, musieli 
przecież co prędzej wyprawić husytów z Krakowa. Obeszło 
to jednak Jagiełłę, jak również prymasa i powyższych biskupów 
tak, że kiedy tego roku jeszcze w połowie sierpnia przybył Zbig- 
gniew do króla do Wiślicy, tenże cierpko go przyjął i wyrzucił 
mu jego, jak mówił, buntownicze usposobienie, a nawet groził 
mu losem Piotra Wysza, który niedawno ze stolicy krakowskiej 
nsuniony został. Zbigniew odpowiedział z godnością, że przy pra- 
wdzie i sprawiedliwości niczego się nie lęka i że los poprzed- 
nika go nie przeraża, za prawdę bowiem cierpieć byłoby dlań 
radością. Przywołani 'następnie akademicy krakowscy orzekli, że 
biskup zupełnie podług prawa i powinności swojej postąpił, co 
wpłynęło i na zdanie królewskie ; z jaka zaś stałością umysłu 
strzegł i nadal Zbigniew swćj powinności , okazuje się ztąd, że 
gdy później nieco przyszedł na dwór Jagiełły jakiś przyczajony 
hnsyta, niby astrolog, który królowi, co nie było zresztą trudnym 



') Obacz dekret ten z 24 lipca 1432 r. w kodexie listów z 15go 
wieku wydanym przez Szujskiego i Sokołowskiego str. 7(i. Myli się 
wi^c 1 izicduszycki (Zbig. Oleił. T. I. str. 371), twierdząc, jakoby 
Zbig-ntcw poslnt nakaz tpgo interdyktu , ogłosił go bowiem sam Ję- 
drzej Myszka , wikaryusz jego w zarządzie dyecezyi , który miał do 
tego od Zbigniewa władzę, a Zbigniew przyjął tylko całą burzę tego 
postępku na siebie. Gdyby Myszka miał nakaz od Zbigniewa, nie po- 
trzeliowałby zgromadzać starszycti ducliownycli i naradzać się z nimi, 
alt) byłby wprost i bez narady takowy wypełnił. 




RCCH HDSTCKI PO ŚHIBBOI JAGIBiŁT. 



37 



I 



do przewidzenia, bliski zgon przepowiadał, a uzyskawszy pe- 
wną wziętość na dworze, Wędy swoje husyckie rozsiewać począł, 
przybył natychmiast gorliwy biskup, skarcił surowo mniemanego 
astrologa , królowi śmiało wyrzucił, że z nim bez świadków roz- 
mawiał i sprawił, że niezwłocznie tego w owczą skórę przy- 
branego ajenta husyckiego wypędzono. 

Przystępujemy teraz do skreślenia w krótkości, o ile to rze- 
czy naszój dotyczy, jedynego większego ruchu busyckiego, jaki 
się objawił w czasie bezkrólewia po śmierci Jagiełły (-{- 1434), 
a który jak wszystkie ruchy antireligijne podówczas, a zwłaszcza 
u nas, więcćj był politycznym, niż religijnym, a z nauki husyo- 
kićj i z ich zuchwalstwa tyle tylko sobie przyswajał, ile mu do 
osiągnienia jego celów jiotrzeba było. Po śmierci Jagiełły Polska 
zaiste w trudnem bardzo znalazła się położeniu. Korona wpra- 
wdzie była dziedziczną, atoli o tyle, o ile na to zgadzali się pa- 
nowie duchowni i świeccy, a zgody tej mimo poprzednich zape- 
wnień, tóm mnićj należało się spodziewać, że Władysław syn Ja- 
giełły liczył dopiero lat 9 i 7 miesięcy. Na szczęście znalazł się 
człowiek opatrznościowy, który ująwszy w dzielne, bo duchem 
Bożym prowadzone ręce , ster spraw publicznych , przeprowadził 
to, co w ówczesnem położenia najlepszem było dla narodu i pań- 
stwa. Na pierwszą myśl o zgonie króla wstrzymuje Oleśnicki roz- 
poczętą już swą podróż na sobór bazylejski i zgromadziwszy 
w Poznaniu, gdzie był właśnie, wszystkich senatorów wielkopols- 
kich i możniejszą szlachtę, przedstawia im potrzebę natychmia- 
stowego postanowienia co do uznania Władysława królem. Głoa 
jego, w którym przyzwyczajono się słyszeć, jak mówi Dziedu- 
szycki , jakoby głos ojczyzny, widok pierścienia ślubnego Jadwigi, 
jaki mu posłał w ostatnićj chwili Jagiełło, wreszcie same jego 
przekonywujące słowa, wszystko to skłania szlachtą wielkopolską, 
Łe ogłasza Władysława królem i naznacza dzień koronacyi na 
śś. Piotra i Pawła 1434 r. Ludzie jednak tćj miary jak nasz bi- 
skup, zwłaszcza gdy stają u steru , do czego ich nie tyle samo 
ich hierarchiczne stanowisko, ile raczćj własna ich moralna siła 
wynosi, nigdy nie są bez oppozycyi , już z samego potrącenia 
przez nich różnych widoków i spraw osobistych innych ludzi 
wynikającćj, zwłaszcza też, jeżeli już przedtem mieli nieprzyjaciół 
w zwalczanym przez siebie stronnictwie, jak nasz biskup w tłu- 
mionych przez siebie hnsytach. Jakoż już na zjeździe w Pozna- 





I 



BTÓB O DZIKSUCOKT. 

nio pojawili nie oppooeoci z obozu hosjckiego: Abraham Zbątki 
Na^ęez sędzia poznański i Jan Strasz Odrowąż, a inni znów na- 
jecbali dobra biskupie. Tymczasem w Małopolsce w Krakowie, 
dokąd zjechały się na pogrzeb królewski wszystkie duchowne 
i świeckie stany, zgodzono się również na koronacyą Władysława, 
tylko ją na Św. Jakób 25 lipca posunięto. Przerażone tem stron- 
nictwo hnsyckie, a na jego czele Spytek z Melsztyna i Dersław 
z Rytwian zwołują osobny zjazd do Opatowa, aby zniweczyć po- 
stanowienia poznańskie i krakowskie. Nad spodziewanie jednak 
staje tam także Zbigniew, i gdy wysadzony przez oppozycyą 
jako powaga, jakiś starzec Goworek z Chrobrza począł dowodzić, 
jak niebezpieczne są rządy, gdy król jest dziecięciem, powstał 
Oleśnicki i przedstawiwszy, że właśnie największem niebezpie- 
czeństwem jest brak głowy i burzliwe zjazdy i spiski, sprawił, 
że obecni oświadczyli się za dawniej już powziętem zdaniem braci 
wielkopoiskićj i małopolskićj. Nie pozostawało więc nic innego 
stronnictwa husyckicrau jak ustąpić, aby raz jeszcze w sam dzień 
koronacyjny, bur/,liwic przeciw tejże koronacyi wystąpić. Kiedy 
jednak Oleśnicki widząc nieliczność oppozycyi. poddał myśl, aby 
dla lepszego roztrząśnienia i zbadania rzeczy, osobno stanęli ci, 
którzy są za, a osobno znów tacy, którzy są przeciw koronacyi, 
okazała się cała niemoc tych ostatnich , poczem ukoronowano mło- 
dziucbnego Władysława, a rządy ziem poruezono ustanowionym 
prowizorom pod najwyższą kontrolą senatu. 

Poniósłszy taką klęskę , stronnictwo hnsyckie postanowiło 
zemścić się na biskupie i duchowieństwie w inny, dążnościom hu- 
sytyzniu całkowicie odpowiedni sposób. Od zaprowadzenia chrze- 
ściaństwa zaprowadzono tćż i a nas dziesięciny, i Mieczysław, 
a osobliwie Bolesław Chrobry surowo dopełniania tego obowiązku 
przestrzegali ; sposób jednak wybierania zależał od szczegółowych 
układów między biskupami a stanami świeckiemi zawartych. Hus 
i jego zwolennicy zaprzeczyli w zasadzie obowiązku składania 
dziesięcin ; stronnicy jednak husytyzmu w Polsce nie śmiejąc całko- 
wicie zaprzeczyć tego obowiązku, poruszyli przynajmniej całą 
Małą i Wielkopolskę, powołując się na jakiś dawny, jeszcze 
w XIV wieku wydany, w żadnym zbiorze praw nie zawarty, ani 
od żadnegH kronikarza nie wspomniany dekret prymasa Jaro- 
sława Skotnickiego tej treści, że wszystkie nowiny od daty tego 
postanowienia powstało , chociażby na nich całe wsie założone zo- 



L 



BSKOMUNIKA I Jllj OTWILRB 8K1TTKT. 



» 



I 
» 



k 



9t»ly, od dziesięciny wytyczntSj wolne być mają — i że gdy po 
opuszczeniu roli przez kmiecia, szlachcic ją uprawia , powinien 
dziesięcinę z n\6j własnemu oddawać plebanowi, chociażby ta 
wprzódy komu innemu np. biskupowi lub kapitule należała. Prócz 
tego żądano, aby samo tylko ziarno oddawane było, słoma zaś 
jako potrzebna do nawozu zostawała na gruncie. W sprawie tćj 
odbył się synod prowincyonalny w Łęczycy w r. 1435, a oprócz 
tego parę zjazdów, z których na ostatnim w Piotrkowie t. r. dn- 
chowieóstwo oświadczyło, że żadną miarą dekretu Jarosława jako 
wydanego pod przymusem i nigdy nie weszłego w życie, nie 
może uznać jako obowiązujący ; ulgi jednak pewne co do pobom 
dziesięcin poczyniło. Nie zaspokoiło to oświadczenie przeciwni- 
ków, owszem postanowili tak długo zatrzymywać należącą się 
dziesięcinę, dopókiby wszystkim ich żądaniom nie stało się zado- 
syć, nie mogli tego jednak uskutecznić, duchowieństwo bowiem 
posiadało na nich straszną broń, dekret Władysława Jagiełły 
2 r. 1433, o którym ponieważ znaczny miał wpływ na sprawy 
religii i miał moc obowiązującą aż do sejmu piotrkowskiego 
1552 r., osobno powiedzieć musimy. 

Z pomiędzy kar duchownych nie zna kościół straszniejszej 
nad exkomunikę t. j. wyłączenie ze społeczeństwa kościelnego, 
a tćm samćm pozbawienie wszystkich tych dóbr i korzyści, jakie 
toż społeczeństwo członkom swoim przynosi. Ponieważ dobra te 
dla każdego prawdziwego chrześcijanina katolika są najwyższćj 
wagi, przetoż i nad wykluczenie od nieli nie mogło być dla pra- 
wdziwych chrześcian większej kary; najczęściej jednak tacy na 
oią nie zasługiwali , a gdyby nawet w jakim przypadku zasłu- 
żyli, wtedy starali się albo jćj wyrzeczeniu zapobiedz , dopóki 
jeszcze wyrzeczoną nie została; albo w przypadku już jćj wy- 
rzeczenia lub ściągnięcia jćj na siebie ipso Jactn, przez odpowied- 
nie zadosyćuczynienie z takowćj się uwolnić. Były przecież w sa- 
mychże nawet wiekach średnich , zawsze jednak jeszcze podów- 
czas wyjątki, które zaślepione namiętnością lub fałszywą nauką, 
nie lękały się exkomaniki, a które właśnie najbardzićj na takową 
zasługiwały i rzeczywiście j<5j podpadały. Dla takowych exko- 
manika miała drugą swą stronę t. j. skutki swe doczesne, a które 
całkowicie logicznie z pojęcia kościoła i społeczeństwa wypły 
wały. Według bowiem tych pojęć kościół i społeczeństwo winno 
się wzajemnie przenikać; społeczeństwo cywilne nie jest coś 





I 



40 EXKOMONIKA I JŻ3 CYWILNE SKUTKI. 

innego od społeczeństwa kościelnego, ale jest to jedno i to samo 
według praw i zasad kodciota rządzące się społeczeństwo chrze- 
ściaiiskie; wyłączenie przeto ze społeczeństwa kościelnego było 
zarazem wyłączeniem ze społeczeństwa cywilnego, a w następ- 
stwie także nniezdolnieniem do wszelkich w tśmże społeczeństwie 
wyższych czy niższych posług i urzędów. Prócz tego ponieważ 
każdy członek społeczeństwa powinien przyczyniać się do wspól- 
nego dobra, exkomunikowany zaś, czyli będący po za społeczeń- 
stwem, już tćm samem stawał się nieużytecznym, a nawet szko- 
dliwym członkiem, władza więc cywilna mająca rząd społeczeń- 
stwa i moc fizyczną nad członkami jego, mia^ia nietylko prawo 
ale i obowiązek przynaglić nawet karami doczesnemi takiego, 
aby się postarał o uwolnienie od exkomuniki i powrócił do nor- 
malnego stanu w społeczeństwie. Była też zasada, że władza 
świecka postanowiona Jest ku pomocy władzy duchownej , i że 
dotknięty karą duchowną, powinien być jeszcze odpowiednio ka- 
rany przez władzę świecką, tak żeby człowiek stosownie do po- 
dwójnfSj natury swojej, z ciała i z duszy się składajacdj, jak 
cały zawinił, tak i cały ukarany został, — i żeby, kogoby bojaźń 
boska i kara duchowna nie mogły poprawić, żeby tego wstyd 
i bojażń ludzka poprawiła. Te wszystkie zasady uznawało pra- 
wodawstwo świeckie w wiekach średnich i stosowało je do ex- 
kouiunikowanych czyli wyklętych. I tak czytamy w Comłitułio- 
nes Friderici II z r. 1220 c. 7 ap. Pertz c. IV 236, „Et quia (jla- 
dius małei'ialh comłituiKS est in suhsidium gladii spirifiKdts, earom- 
muniattionem, si e^cotriniunicatoa in ca ultra sejc septiniaiiot^ persti- 
iisae praedictoruni mwlonim aliąuo nobk comłiterit, nostra proscrip- 
Ho suhi(i'qiiefur, non rerocanda, nisi priuf< cTcotuinunkatio recocetur.'^ 
W Niemczech w wiekach średnich połączenie bannicyi z ex- 
komuniką było tak dalece regułą, że sobory stanowiąc exko- 
munikę, stanowiły zarazem i świecką karę bannicyi z domniema- 
nego upoważnienia władzy świeckiej (obacz Encyklop. kość. No- 
wodw. Exkomunika str. 195. — Porówn. Canc. Trkl. se-w. 25 c. 
19 de refor.) U nas choć nie było bannicyi na exkomunikowa- 
nych, były jednak kary świeckie wprost przez sobory na upornie 
trwających w exkomunioe postanowione. I tak Filip biskup fer- 
meński, legat do Węgier i Polski na synodzie w Budzie w r. 1279 
odbytym, którego uchwały także i duchowieństwo polskie obowię- 
zywały, i na które się często powoływano, ustanawia, że exko- 



» 



BXSOIinNIKA I 3ŹJ OTWIŁNB SKUTKI. 



<1 



I 



B 



munikowani mają być pozbawieni obrony praw wszelkich, i że 
sędzia pozwalający exkomunikowanemu jaką czynność prawną 
sprawować, ma być w urzędowaniu zawieszony na jeden miesiąc 
(Helcel Starodawne prawa polskiego pomniki str. 377); a nadto, 
że władza świecka ma exekwować wyroki sędziów duchownych 
i konfiskatą dóbr zmuszać exkomunikowanych do zadosyć uczy- 
nieni (Helcel 1. c. p. 318). Gentilis kardynał i legat papiezki 
na synodzie w Presburgu w r. 1309 odbytym, którego ustawy 
stosowały się i do Polski, ustanawia, że poddani exkomunikowa- 
nego wolni są względem niego od obowiązków wierności i po- 
słuszeństwa i winni go nawet opuścić, jeżeli nie chcą sami na 
siebie ściągnąć cenzur duchownych. Podobne postanowienia wy- 
dali arcybiskupi nasi Janislaw i Jarosław Bogorya Skotnicki na 
synodach w Uniejowie w r. 1326 i w Kaliszu w r. 1357 odby- 
tych (Helcel op. cit. 397 — 405; 407 — 412), z których pierwszy Ja- 
nisław w § 23 stanowi także karę świecką pieniężną na sędziego 
któryby będąc w exkomunice, fiunkeye sędziowskie wypełniał. 
Z późniejszych czasów mamy statuta Mikołaja Trąby na synodzie 
prowincyonalnym Wieluńsko-Kaliskim w r. 1420 wydane, z któ- 
rych statut pod tytułem ih aentenfia eTcommunicatiotii.i stanowi, 
że ktoby przez przeciąg sześciu miesięcy od dnia ogłoszonł^j na 
niego prawnie exkomuniki w takowej pozostał, ma być ad arhi- 
Irium excouiniu)iiaitoris karanym; ktoby zaś rok w takowćj wy- 
trwał i o zdjęcie się nie postarał, temu mają być po upływie 
roku wszystkie dobra ruchome i nieruchome przez najbliższą jego 
władzę świecką skonfiskowane. ') Postanowienia te, jako słusznie 
uważa autor dziełka Ołia Comicensia (Romanowski str. 148) by- 
łyby dostateczne do zapewnienia całój mocy i skuteczności exko- 
munice , gdyby ją wykonywano ; w wykonaniu ich atoli zacho- 
dziły nieraz niemałe trudności. Przy zbyt bowiem częstych exko- 
munikach, jak je n. p. wyżćj wspomniane konstytucye synodalne 
Janisława i Jarosława z r. 1326 i 13.57 nakazują, (do których, 
gdyby się ściśle stosowano, jak słusznie nadmienia tenże sam 



') Obacz starodawne prawa polskiego pomniki T. IV. Słatitta 
tynodalia XIV et XV saeculi edidit Heyziuan p. 256 „Si vero in ea 
(eic-omunicałionis seitłentia) infra spatium uniiis anni obsłinałiono 
damnabiii, praesumpserit perdurare, anno elapso , dominus ipsiitt 
temporaliB, sine supremvs, sive haerediłarius bona ipsius mobilia et 
immobilia teneatur confiscare, ea in tuus proprios eotwertendo'^. 





KDTKT Z BOKU 1433. 

antor (L c) mianowicie do § 12 koostytncyi z r. 1357, zaledwie 
polowa Polaki wolną by hyła od cenznr kościelnych^, królowie 
i inni zwierzchnicy, którzy mieli ju^ ilucalt, gdyby konfiskowali 
dobra swych poddanych, naraziliby się na olenawińć powszechną; 
poddani znown gdyby wypowiadali posłuszeństwo swym panom, 
narażaliby mienie, a nawet życie na pewną zgubę. W tak przy- 
krej kolizyi kiiiążeta i poddani woleli raczćj narażać się na odle- 
głe jeszcze i niepewne kary kościelne, niż na pewną nienawiść, 
jak np. książęta ze strony ludu, poddani zaś na gwałtowny i bar- 
dzo niebezpieczny gniew swoich panów; zwłaszcza, że i te kary 
z powoda znów wielkićj trudności ich wykonania, najczęściej 
martwą literą pozostawały. Ztąd poszło dalćj, że exkomanika czyto 
przez uprawnionego do tego zwierzchnika duchownego rzucona, 
czyto przez prawo na jaki występek lub przewinienie ipso facto 
postanowiona, lecz fizycznie według świeckich swych skutków 
nie wykonana, przestała być straszną, — i kiedy pierwotnie na 
samo jćj wspomnienie przestrach ogarniał serca wiernych, powoli 
przez zbj't częste użycie, a coraz rzadsze j^j wykonanie tak da- 
lece się zażyła, że w końcu dość powszechnie (porównaj Długosz 
X 137) i to właśnie przez tych, którzy najłatwiej jej podpadali, 
lekceważoną była. Następstwem tego było. że i ustawy syno- 
dalne straciwszy swe ostrze, w zupełną niemoc popadły, dopóki 
władza wykonawcza nie wzięła na siebie egzekucyi wyroków 
eikomaniki. Stało się to mocą dekretu Władysława Jagiełły 
z dnia >i() stycznia 1433 r. ,.za radą i zgodą wszystkich prałatów 
i baronów" wydanego, w którym król wypowiedziawszy naprzód 
że w kraju berłu jego podległym niegodziwość tak się rozpostarła, 
że niektórzy lekceważą kary i cenzury duchowne, stanowi, iż je- 
żeli ktokolwiek z jego poddanych z powoda krzywd jakich ko- 
ściołowi lub duchownym uczynionych, sprawiedliwie klątwie ko- 
ścielnćj ulegnie i dłużej jak rok w m€j przebędzie, nie starając 
się powrócić na łono kościoła, wtedy wszelkie jego dobra ru- 
chome i nieracbome mają miejscowi starostowie zająć i tak długo 
trzymać w posiadania, dopóki szkoda wyrządzona, czy to przez 
samego wyklętego, czyli też przez starostów, (oczywiście że z dóbr 
zajętych), zupełnie wynagrodzoną nie zostanie. Co gdy się stanie 
dobra rzeczone tak długo jeszcze mają być zatrzymane, dopóki 
wyklęty o zdjęcie tój klątwy się nie wystara i z kościołem się 
uie pojedna. Gdyby zaś starosta nie zastosował się do niniejszego 



8PTTEE Z UBLSZTTNA. 



49 



rozporządzenia, sam ma atedz exkomanice a tćm samćm uniezdol- 
ieniu do dalszego sprawowania nrzędn. ') 

Jakkolwiek dekret ten surowy, bezwątpienia owemi czę- 
emi, po większdj części bezkarnemi najazdy na dobra ducho- 
e, zwłaszcza w czasach dominującego husytyzmn, tudzież za- 
ęszczeniem innych występków z powodu niemocy sądów ducho- 
nych wywołany, potwierdzony następnie w zupełności przez 
azimierza Jagiellończyka w r. 1458, podawał duchowieństwu 
skuteczną broń do ręki, której jednak biskupi, jak widać z ca- 
łego peryodu jego trwania, z wielkiem umiarkowaniem używali, 
na wyjątkowe czasy, jakie nastąpiły po śmierci Jagiełły, wy- 
czyć przecie nie mógł. Gdy bowiem stronnictwo husyckie nie 
one małym sukcesem w sprawie dziesięcin, zaczęło znów pod- 
nosić głowę, a jeden z jego głównych przywódców Spytek z Mel- 
iztyna za to, że biskup krakowski upominał go i groził mu wy- 
jęciem z powodu, że gościł u siebie husytów ze stronnictwa ka- 
ikstynów czyli utrakwistów, najechał nawet dobra biskupie 
szew i dwór w nim i zabudowania zniszczył i zrabował, a do- 
iero zagrożony przez senat surową karą, musiał przyrzec zado- 
ćuczynienic i ręczycieli na to stawił; gdy dragi naczelnik bu- 
tów Dersław z Rytwian syn Marcina wojewody łęczyckiego, 
tymże roku 14;^7 na czele zbrojnej hałastry, aby mieć stano- 
isko pod Krakowem, nagle opanował Zator do Wacława księ- 
cia oświęcimskiego, lennika polskiego należący, jakkolwiek za po- 



H«tar( 






') Ordinamim , tU dum aliguis indigena regni noatri. . . senten- 
tia exfommunicationis jitsłe fuerit innodnUm i/igamgue ultra annum 
leffcUem pertinaciter stintinuerit , nec curaverit ad gremium S. Matris 
^eeeUtiae redire et pro exceesu debitom emendam- exhibere, extunc anno 
kujrumodi elapso, omnia bona yiudem excommunicati mobilia et im- 
ttobilia, quoe tunc ponKederit, debent recipi per locorum capitaneos 
\ubus gulijarent et apprehendi tennenda et possidenda faindiu per ca- 
pitaneos hnjusmodi, qvniniqne per eosdem excommunicatos vel capiła- 
neos memorałos de hujiiamodi bonia damna vel ralor rei ipsis laemt 
vel injuriam paasis plenarie exsolvatur. Quibus sotutia bona praelibata 
^^praefatia excomunicatis non nuti absolutis decernimwi viceversa ri:sti- 
^fiunda ptT capitaneoa praenotatos. Mandamus igitur omnibus et sin- 
cutis regni nostri capitaneis et vicesgerentibus eorinndem , ąuatenus ad 
compescendatn talium exc/mimunirntorum pertinałiam duritiam et te- 
meritatem , praemissa nostra saluberrima dfcreta executioni debitae de- 
JjjgU demandari perpetue et \n aevum. Vol. leg. I. f. 193 sq. 



1 





średnictwem króla wkrótce takowy Wacławowi oddać masiał ; gdy 
nakoniee i trzeci opiekun hasytyzmu Abraham Zbąski sędzia po- 
znański obłożony exkoniuniką od biskupa poznańskiego Stani- 
sława Ciołka za to, że przechowywał predykantów liusyckich, 
potrafił mszcząc się tak dokuczyć i tak się stać niebezpiecznym 
biskupowi, że tenże do Krakowa przed nim schronić się musiał, 
gdy pomniejszych objawów takiej anarchii było zapewne daleko 
więcej, czuły się stany państwa przynaglone, aby skuteczniej jak 
dotąd, przeciwko takowćj wystąpić. W tym celu zjechawszy się 
na dniu 25 kwietnia 1438 r. w Nowćm mieście Korczynie, za- 
wiązały tam konfederacyą, w którfSj zatwierdzając dawne prawa, 
a mianowicie akt Jedliński, którym w r. I43f) poręczono sobie 
nienaruszonośó wiary i łączne przeciw herezyi działanie, zobowią- 
zano się prócz tego obecnie „karać najsurowidj każdego nawet 
osiadłego obywatela , któryby sprzeciwiał się prawu ziemskiemu, 
walki bez wiadomości króla i narodu z kimkolwiekbądż wszczy- 
nał, albo błędy heretyckie do kraju wprowadzał." Dekret ten 
głównie przeciwko dopiero co wspomnionym wichrzycielom wy- 
mierzony, nie długo dał na zastosowanie swoje czekać. Gldy bo- 
wiem na tymże jeszcze sejmie wdano się następnie w układy z hu- 
sytami czeskimi, a nawet przyjęto mimo oporu Zbigniewa, wy- 
stawiającego całą niestosowność i ntepożyteczność tego kroku, 
ofiarowaną przez nich dla 13-letniego królewicza Kazimierza, ko- 
ronę czeską, ośmielone tćm stronnictwo husyckie, a na jego czele 
Spytek z Melsztyna, (który tymczasem za nowe przeciw religii 
w dachu husyeki^j nauki wystąpienia, wediug praw ko.'icielnych 
i narodowych przez Zbigniewa wyklętym, i tym sposobem do no- 
wćj nienawiści kn biskupowi pobudzony został), postanowiło 
działać zaczepnie, i gdy nakazany na dzień 19 kwietnia 1439 
r. nowy zjazd walny zebrał się w Nowćm mieście Korczynie, 
wyruszył tamże Spytek na czele zabranego wojska w za- 
miarze, aby pochwycić i uwięzić przybywającego na 6w zjazd 
biskupa. Gdy mu się to nic udało, zawiera w tćmże mie- 
ście ze stronnikami swymi, z których tytko nazwisko .Takóba 
Przekory kasztelana Czechowskiego się przechowało '), przeciwne 
pierwszemu skojarzenie, czyli kontrkonfederacyą, w której seee- 
syoniśei oświadczywszy, że w Polsce w czasie małoletności króla 



>) Zbigr. Oleśnicki II. 87. 



ŚHIEBĆ BPTTKA. ABRAHAM ZBĄ6KI. 



46 



dzieją się różne mniemane krzywdy i nadażycia^ zaręczają sobie 
iitrzajemnie takowe naprawić i nadal im zapobiegać ; każdego zaś 
Iktoby im samym i krajowi był podejrzanym, albo ktoby po- 
l-wszechnego upadku przyczyną być się wydawał, prawnie ścigać 
[■wprowadzając do sądu nań zebranego, obok senatorów równą 
liczbę własnych stronników. Było to oczywiście wymierzone prze- 
ciw biekupow^i; lecz gdy długo było Spytkowi na powolne zastósowa- 
[nie tego aktu czekać, napadł on na dom Oporowskiego biskupa kn- 
[jawskiego i Mikołaja Lasockiego dziekana krakowskiego w Kor- 
Iczynie, szukając tam Jana Głowacza i Jana Koniecpolskiego wiel- 
Ikiego kanclerza, pierwszego brata, drugiego krewnego Zbigniewa, 
] a niezualazłszy ich tara, zniszczył przetrząsane przez się domy, 
' toż samo także w klasztorze, gdzie równie ich szukał, powtó- 
I rzywszy. Na wieść o takowem zuchwalstwie zebrało się zaraz 
•wojsko z nadwornych króla i senatorów ludzi złożone; Spytek 
oszańcował się w Grodnikach nad Nidą, ale nie dano mu czasu do- 
' kończyć wałów, bo uderzono zaraz na niego pod wodzą Hen- 
ryka z Rogowa i Dobiesława Szczekocinskiego ; zaczćm Spytek 
' broniąc się do upadłego, poległ w krwawej bitwie, błagając przy- 
najmniej w ostatniej chwili, aby niewinnych kmiotków oszczę- 
dzano, których on do broni przymusił. Na pobojowisku w obec 
trupa Spytka, wyrzeczono na niego i na potomstwo jego wyrok 
infamii, który jednak póżnidj na prośby biskupów i panów co- 
.fuięto, jak również zwrócono pozostałej po nim wdowie zamek 
Melsztyn, który poprzednio wraz z drugim zamkiem nieboszczyka 
Rabsztynem na rzecz skarbu królewskiego zajęto; rodzina ta jed- 
nak nigdy się już potem nie podniosła. 

Równocześnie doznał i inny opiekun husytyzmu w Wielko- 
polsce Abraham Zbąski sędzia poznański sprawiedliwej pomsty. 
Przechowywał on na zamku swoim w Zbąszynie heretyekieh pre- 
dykantów i szerzył husytyzm w Poznaniu i okolicy, z czego 
krwawe nieraz wynikały zajścia. Aby temu raz tamę położyć, 
zebrał następca biskupa poznańskiego Stanisława Ciołka, dziel- 
nego ducha Andrzej Bniński, oburzony ciąglemi krzywdami sę- 
dziwego swego poprzednika, (który nie tylko przez cały czas sie- 
dzenia swego na stolicy poznańskiej prześladowany był od he- 
retyków, ale nawet w ostatnim roku swego życia (+ 18 listo- 
pada 1438 r.) po powrocie swym z Bazylei na zjeździe w Siera- 
dzin doznał od nich obelg i napaści, a prócz tego złnpienia 




ZŁAMANIE HTT8TTTZMTT W POLSCE. MIKOŁAJ Z ŁĘCZTCT. 

wszystkich dóbr i dochodów swoich) ')» oddział z 900 ładzi jJo- 
żony i w towarzystwie brata swego Piotra liasztclana gniezneń- 
skiego obiegł Zbąszyń, główne gniazdo husytyzmu i nie wprzód 
ustąpił, dopóki nrn nie wydano pięciu w Zbąszynie znajdujących 
się husyckich predykantów, których odprowadziwszy do Pozna- 
nia, a jak niektórzy chcą do Opalenicy, po krótkim procesie spa- 
lić kazał. Padła trwoga na heretyków, Zbąski upokorzony i zgry- 
ziony niedługo umarł, a z nim , jak pisze Długosz (iib. XII p. 
716) zgasło główne zarzewie husytyzmu, dawniejsi bowiem jego 
krzewiciele i popieracze jak Strasz z Kościeinik i Mężyk z Dą- 
browy wprzódy już byli pomarli ; Dersław zaś z Rytwian usunął 
gię i jak się zdaje 'zupełnie się poprawił, niedługo bowiem na- 
wet kasztelanem krakowskim mianowany został. Przechowywał 
się jednak gdzieniegdzie jeszcze husytyzm, a wykorzenić jego do- 
szczętne stało się teraz główną pracą inkwizytorów. Wyznaczony 
na archidyecezyą gniezneńską i dyecezyą poznańską inkwizyto- 
rem Mikołaj z Łęczycy otrzymał jeszcze w r. 143fi od Włady- 
sława III przywilej nakazujący wszystkim urzędnikom królew- 
skim , żeby temuż inkwizytorowi we W8zystki(5m dopomagali, 
a jeżeli wzywaó będzie kiedykolwiek pomocy władzy świeckiej, 
żeby mu j^j nie odmawiali, ale owszem nie zważając na przywi- 
leje lub godnoóó tychże, których inkwizytor za heretyków osądzi, 
takowych w dobrśm zamknięciu przetrzymywali, póki sprawa 
ich przed trybunał duchowny rozstrzygniętą nie zostanie ; a na 
osądzonych karę bezwłocznie wykonywali. Zarazem zaleca król, 
aby wspomnionemu inkwizytorowi i towarzyszom jego kosztów 
podróży i utrzymania dostarczano. *) Odtąd całe życie tego in- 



1) Obacz list tegoż Ciołka do młodego Władysława III. króla 
w kodexie listów z XV wieku przez Sznjskiego i Sokołowskiego str. 
346 w Pomnikach dziejowych wieków średnicb. 

*) Bzowski Fropago D. Hyacinłhi p, 66. Quuin religiosus vir 
twsłerque derotus P. Nicołaus de Lancicia S. T. baccalaurena Ord. 
frai. Fraed. mqttuiUor haereticae pravitatis per Yenerabiłem patrem 
Nicol-auni de Pniewy provincialem sanctae sedis apostolicae aitctoritate 
cit spetialiter deputatus. , . Nos qiioque vehit princeps cathoUcits, qui 
de manu Altiasimi multa bona accepimus et rariia honorihiia omati 
sumiis. . . volnmwi praediclum mqv.i«itoren tamqnam Dei spedalem 
minittrum Nostria proseqiii gratiig . . . lobis igitur mandamus , quale- 
nus praedietum inquisitorem ad exercendum stttim liberę inqvisitionis 
officium , in terris et locis Nostrae jririsdiciioni aubjeclis . . , faworabi- 




^V ji;dbzbj o alka z dobcztt^a. 411 

kwizytora poświęcone było wykorzenianiu herezyi z niemałćm, 
jak piszą Momanenfn Ihmiiiicana Fimtatiij p. 328 tegoż życia nie- 
bezpieczeństwem. Równocześnie pracował w tym celn w dyece- 
zyi krakowskiej Mikołaj z Brześcia, od Zbigniewa Oleśnickiego 
8zcze^óinii?j w t^m wspomagany i wspierany. Zasilane jednak 
ciągle z Czech szczątki herezyi istniały jeszcze w r. I44'.ł, 14ó() 
1451 i późnit^j, jak się to pokazuje z listu Zbigniewa do papieża 
Mikołaja V pisanego w r. 1448 (ob. wspomniany wyżćj kodex 
listów XV stólecia pars altem p. 4ai, tudzież z dwóch listów 
Jana Elgota scholastyka i ofticyała krakowskiego, jednego w r. 
1451 do biskupa wrocławskiego pisanego, w którym wspomina- 
jąc o oczekiwanym a upragnionym przybyciu św. Jana Kapi- 
strana z Czech przez Wrocław do Krakowa, pisze zarazem, że 
i w Polsce choć ukryta nurtuje jednak herezya hnsycka ; dru- 
giego zaś w r. 1450 lub 1452 do Zbigniewa Oleśnickiego pisa- 
nko, w którym donosi mu o taki^jże herezyi w ziemi dobrzyń- 
skiej (obacz op. cit. pars al tera p. 125 et p. Ml in appeudiw.) 

Ważnym również w tym czasie objawem jest sprawa Ję 
drzeja Gałki z Dobczyna mistrza nauk wyzwolonych i kanonika 
o Św. Floryana w Krakowie, który około r. 1441) począł odna- 
wiać błędy Wiklefa. Dotychczas nie słychać było w Polsce o ka- 
płanach zarażonych busycką nauką, choć założony w nieszczę- 
śliwą j)orę, acz w najlepszej intencyi przez Jadwigę ów dom 
królowej w Pradze, mógł podać kii temu sposobność. Pierwszym 
był ów Gałka, którego Wiszniewski T. ;t str. 2'i4 — 234 nazywa 
wartogłowem i kłótliwym, i który w obec zgromadzonych aka- 
demików śmiał powątpiewać, czy św. Jan Kanty liczy się do 
ich grona, czyli nie. (Tamże str. 235 w nocie. Ob. także Dziedn- 
szycki Zbig. Oleś. T. II str. 303). Otóż ten Gałka począł z po- 



UUr admitłatis, Ei quotieseunque in exequendo dieto officio aaeculare 
braehium , ipmm contigerit invocare, auxilium vestruin fideliter et cum 
tffectu ńbi praebeałis , capiendo et capi faciendo, quoscuuque dietus 
inguititor, de memorato facinore suspectoa , aut diffamatos aeu etiam 
eodtm irretitos noverit auł duxerit nominandoa. Captoa etiam detinea- 
t%» infra iuriadiciionem veatram aub acri et diligenti cuatodia, vel 
etiam deducatia ad locum, ad quem idem inguisitor mandaterit^ donec 
negotium auper huiuamodi dedicto^ per iudicium Eccleaiae terminetur. 
Condemnatoa quoque oc curiae relictoa aaeculari, atatim recipiatia, in- 
dilate, animadveraione debita puniendoa. etc. 




4B J^KZEJ OAŁKA Z DOBCZTXA. ^^^^^ 

czątka pokątnie, potem coraz jawniej występować przeciw wła- 
dzy papieża, bogactwom i Dadużyciom dachowieństwa itp. czćm 
zgorszeni akademicy prosili biskupa, aby go usanai od katedry, 
co t6i Zbigniew uczyni/, i osadziwszy go tymczasem w klaszto- 
rze mo(,'ilskim pod Krakowem, pozwoliJ mu starać sie o zamianę 
kanonii św. Floryana, którą posiada-, na inne beneticium, byleby 
poza obrębem dyecezyi krakowskićj, jak się pokazuje z listów 
Jana EIgota do Zbigniewa przechowanych w kodexie wyżćj cy- 
towanym z XV wieku, pars nltera pag. 67, 68, 69. Z listów tych 
pokazuje się także, że już nawet niektórzy akademicy błędami 
jego cokolwiek napojeni byli. Tymczasem kiedy Gałka był w Mo- 
gile, jeden z magistrów akademii, u którego Gałka pisma .swoje 
był zostawił, począł przeglądać takowe i znalazł w nich nietylko 
pochwały Wiklefa wierszem ułożone, (jeden z tych wierszy przy- 
tacza Wiszniewski w T. I str. 216), ale nadto traktaty przez 
Gałkę napisane, pełne błędów Wiklefickich i sameż dzieła tegoż 
Wiklefa. Przytem zanotowane było, że jeden z tych traktatów 
ma być dany Jędrzejowi Tęczyńskiemu, drugi Szafrańcowi, trzeci 
wojewodzie poznańskiemu (Sędziwojowi Ostrorogowi ?) z czego się 
pokazuje, że Gałka szuk»ł, albo już i miał zwolenników niektó- 
rych między szlachtą polską. Skoro o tćm dowiedział się Jan El- 
got, ponłał zaraz z urzędu jako wikariusz jeneralny do opata mo- 
gilskiego z poleceniem, aby zabrał wszystkie książki, jakieby zna- 
lazł u Gałki i przechował je u siebie, a zarazem, aby pilne da- 
wał oko na tego ostatniego, aby nie uciekł. {kodex listów z XV 
wieku 1. cJ Tymczasem czyto bracia zakonni, czy sam opat po- 
słał go własnym powozem do Krakowa, dokąd przyjechawszy 
znikł Gałka i jak się pokazało, uciekł do Bolkona vel Bolka 
książęcia Opolskiego (I. c), o którym chodziły wieści, że ani 
w niebo, ani w piekło nie wierzy — i osiadł u niego w Małym 
Głogowie. Dowiedziawszy się o tśm Zbigniew napisał zaraz list 
w maju 144r» r. do Piotra Nowaka biskupa wrocławskiego, do- 
magając się, żeby albo sam Gałkę ujął i według praw kanonicz- 
nych ukarał, albo go do Krakowa odesłał. W tym celu napisała 
również do biskupa wrocławskiego akademia krakowska. Atoli 
Piotr Nowak w liście do Oleśnickiego odpowiada, że Gałka 
mieni się być prawdziwym chrześcianinem, i że da się, jak utrzy- 
muje, naprowadzić na lepszą drogę, jeżiiby w cztim przeciw wie- 
rze pobłądził. Na to Oleśnieki pisze powtórnie do Nowaka, 



H 



^^^^^^V JĘDBZEJ UAiiKA Z DOBCZYNA. 49 

' usiłując go nakłonić, żeby albo sam zajął się procesem Gałki 
i przekonanego o błędy osadził na pokucie, aż do odpowiedniego 
zadońć uczynienia, albo odesłał go do Krakowa, gdzieby go aka- 
demicy krakowscy o błędach jego przekonać i z kościołem po- 
jednać mogli. Ponieważ zaś Galka zupełnie w innym tonie do 
niego (t. j. do Zbigniewa) i do akademii pisał, przetoż dołącza 
te listy Zbigniew, aby się z nieb biskup Nowak przekonał, jak 
niebezpiecznym jest ten człowiek i czy on w świetle, czy w ciem- 
nościach chodzi. (Obacz Wiszniewski 1. c, tudzież Klose Documen- 

I tirte Geschiohte ron Bndau 68 Brie/.) W listach, o których wspor 
mina Zbigniew, do niego i do akademików krakowskich pisanych, 
przyznaje się otwarcie Galka, że to tylko uznaje za prawdę, 
czego się z pism Wiklefa, mianowicie „ile Unicersalibus et hleis'^ 
nauczył, że tego gotów jest w ich przytomności bronić i że 
wszystko co Magistrowie i uczniowie akademii pisali i uczyli, 
próżnym tylko było mozołem, jak się to z pism i z nauczania 
najznakomitszego z pośród nich Andrzeja z Kokorzyna pokazuje, 
jeżeli się nie trzymali pism Wiklefa. Dalej pisze, że powinni się 
wstydzić, że darmo chleb króla polskiego jedzą, udając, że na- 
uczają ludzi universalia, których sami nie rozumieją, a jeżeli który 
z nieb zna dobrze universalia, tych się jedynie z pism Wiklefa 
nauczył, przynajmniej pośrednio. W drugim liście upomina się 
Gałka o zabrane mu rzeczy i książki, a dalej mówi, że próżnoby 
księgi Wiklefa spalili, bo zdania jego znajdują się w pismach 
Tomasza Naldensis i w różnych stronach królestwa Polskiego nie 
mało ludzi odpis dzieł jego posiada. W końcu appelnje do króla 
jako mającego wszystkę władzę nad biskupami i duchowieństwem 
jak tego z pisma św. dowieść jest gotów. Z tych zdań i całego 
postępowania Gałki widać, jak niebezpiecznym był ów człowiek, 
jak umiał sobie jednać zwolenników i jak słusznie żądał Zbig- 
niew, żeby się nim z całą ścisłością zajęto i według prawa postą- 
piono. Ostateczny los Gaiki niewiadomy, zdaje się jednak, jak 
dodaje Wiszniewski [\. c.), że musiał umrzeć na wygnaniu. 

Powracał przecież ciągle husytyzm z Czech, aczkolwiek od- 
pierany zawsze i zwalczany skutecznie przez czujnych inkwizy- 
torów i gorliwych biskupów. Ostatnie jednak jego drgnienia 
w Polsce tak dalece przyćmione i olśnione prawie zostały wspa- 
niałemi objawami życia religijnego w naszym kraju, że prawie- 
byśmy o nich zapomnieć mogli, gdyby obowiązek wierności hi- 

Dilaje B*roniiac;l « Police T. I. 4 




50 ńV. JAN KAPISTRAN W KRAKOWIE. ^^^| 

storycznej nie kazał nam ieh szukać i notować. W ogóle pisząc 
historyę lierezyi zanadto mało mamy sposobności uwydatnienia 
całej prawowierności i wielkiej gorliwości religijnej przodków na- 
szych, a jednak taż prawowierność i głęboka religijność były 
tśm tłem, na kturem rozwijało się życie narodu, ćmione tylko 
niekiedy napływem zgubnych, z obczyzny przyniesiooycli pier- 
wiastków. O wielkiej prawowierności ojców naszych świadczy 
nj). że wzbraniali się z heretykiem jeść n jednego stołu, a jeżeli 
nie chciał odejść, obrus nożem przecinano '); świadczy i ta oko- 
liczność, że heretyków nazywano bezecnymi, pozbawiając ich uro 
czystemi, na sejmach i na zjazdach powziętemi uchwałami, czci 
oby watelskićj ; świadczy surowe przestrzeganie obowiązków reli- 
gijnych i głęboka cześć dla duchowieństwa. W nadzwyczajnych 
jednak wypadkach życie to nietyiko z cicha płonąć, ale wielkim 
zdolne było wybuchnąć i zajaśnieć ogniem. Takim nadzwyczaj- 
nym wyi)adkiem było przybycie do Krakowa w r. 1453 św. Jana 
Kapistrana wzywanego i zapraszanego do Polski z niedającym 
się dziś pojąć i określić wszystkich stanów pragnieniem i zapałem 
listami tak Zbigniewa podówczas już kardynała, jak i samegoż 
króla Kazimierza. Czuł to dobrze mąż Boży Zbigniew, że przy- 
bycie do Polski tak wielkiego apostoła, tak wielkiej duchowćj 
siły człowieka, w obliczu którego, jak w obliczu słońca, top- 
niały serca, kruszyły się występki, któremu Pan Bóg dał szcze- 
gólną łaskę nawracania występnych i innowierców, najzbawiennićj 
wpłynie na lud mu powierzony, najdzielniej zdoła się przyczynić 
do wykorzenienia herezyi, do nawrócenia, jak sam pisze w liście 
z dnia 15go września 1451 r. do papieża Mikołaja V., tćj części 
kraju, w którćj mimo zawartej w r. 14^8 unii florenckiej, wiele 
jeszcze było żywiołów przeciwnych jedności katolickićj. Kiedy 
więc po długich oczekiwaniach dnia 28 sierpnia 1453 r. zbliżał 
się do Krakowa ubogi zakonnik, cały Kraków na dwie mile 
drogi wyległ na jego spotkanie : magistrat, cechy, wszystkie za- 
kony i całe duchowieństwo mając na czele kardynała, a król 
Kazimierz z matką Zotią otoczony dworem i rycerstwem oczeki- 
wał go już na polu przed Kleparzem. Za przybyciem św. Jana 
do Krakowa rozpoczęły się jakby nieustanne gody duchowe dla 
miasta i kraju. Codziennie kazywał św. Jan na rynku wśród 



') Cichockiego Alloquia Otieciensa p, 259, 



SW. JAN KAPISTRAN. FEUX SAECDI.UM SAKCTOBOM. 



51 



» 



N 



niezmiernego mnóstwa siu('hac/.y, a kazania jego miane po łaci- 
nie ttómaezyii zaraz posi)oltteniu ludowi kapłani. Jakie zaś owoce 
były tych kazań oraz całej działalności świętego Jana, świadczy 
ogromna odmiana obyczajów^ jaka nastąpiła, tak że jak pisze 
Samicki chociaż innowierca {.Iniiiih-.t Polniiini' T. II p. 1179, tu- 
dzież Skarga w Żywotach ŚS. na dzień 23 pażdziernikaj, ludzie 
znosili karty, kości i różne podniety do złego i takowe publi- 
cznie na znak wyrzeczenia się ich palili ; świadczy fakt zapisany 
przez wszystkich dziejopisarzy, że w samym Krakowie przeszło 
sto osób wstąpiło do zakonu, do którego należał Jan Św., a mię- 
dzy nimi przeważnie akademicy, księża i ludzie do najpierwszych 
rodzin w kraju należący ; świadczy założony podówczas przez 
Jana Głowacza Oleśnickiego, brata kardynała, kościół i klasztor 
00. Bernardynów na Stradomiu i w ogóle wielkie podniesienie 
dncha w narodzie. Pobłogosławiwszy jeszcze O lutego 1454 r. 
związek króla Kazimierza z Elżbietą arcyksiężniczką austryacką, 
któremu to związkowi szczęśliwe nożycie i mnogie potomstwo 
przepowiedział, opuścił po dziewięciomiesięcznym pobycie Św. 
Jan Kraków, aby niedługo łto w r. 1450 odnieść najświetniejsze 
zwycięztwo pod Belgradem nad największym podówczas nieprzy- 
jacielem wiary Św. nad Turkiem, a wkrótce i samemu iśó po za- 
płatę do Pana 2;f października 145(i r. Pobyt ten jednak, acz 
nie zbyt długi, wystarczał, aby się na wieki wypisał w pamięci 
ludzkiej, i aby ten wiek, w którym on nastąpił, a w którym współ- 
cześnie żyło tylu świętych w samtij stolicy kraju mieście Krakowie, 
jak Św. Jan Kanty, ozdoba akademii krakowskiej, jak bł. Izajasz 
Boner Agustynianin, bł. Jlichał Giedroyć od tak zwanych dziś 
00. Marków, bł. Hzymon z Lipnicy z zakonu 00. Bernardynów, 
bł. Stanisław Kazimierczyk mansyonarz przy kościele N. Maryi 
Panny, wszyscy razem w Krakowie mieszkający ; jak również 
współcześni z nimi bł. Władysław z Gielniowa w Warszawie, 
a we Lwowie bł. Jan z Dukli, oba z zakonu 00. Bernardynów; 
jak mająca wejść niedługo ponad zamkiem królewskim owa śli- 
czna gwiazda św. Kazimierz, królewicz Polski, — aby ten wiek, 
mówimy, nazwany został przez potomność J'e\i.r safculunt mtnHo- 
Tum! — /rf»V, z powoda tylu świętych, felix także, z powodu 
tak widocznego błogosławieństwa Bożego, jakie podówczas wzno- 
siło się nad Polską, kiedy ród Jagiełły wieńczył swe skronie ko- 




I 



BCHnoE BtmrrnDn; w połkb. 

esoM i w ^i c iłŁ a, a obee lob ytiynujmuHi nbecałe na- 
iWj nBC Mę Poiwe poddawały. 

Wr6dć aaiB jedińk wypada do ostatnieb śladów ■• lehTlko 
jał będąe^e kurtynm w Pobce. Po npadka ODii florenckiej st>' 
mą oa nieeo zocbwalszyin i dlatego zaczęli znów hnsyci w Pol- 
•ee n^ pokazywać. Skoro się o nieb dowiedział Jakób Gnjmala 
od r. 1450 inkwizytor krakowski, a mianowicie, ie sa w Krako- 
wie s iooami i dziećmi i zbory swoje skrycie odprawnją, kazaJ 
ieb owięzić, poczćm niektórych nawet pobKezaie spalono. Jest to 
zapewne ten sam inkwizytor, o którym mówi Barąez w nwadze 
T. I str. 202, a któremn w r. 1454 król Kazimierz wydał przy- 
wilej, aby bez przeszkody mógł pełnić swój obowiązek 'i Trad- 
niejaze było nierównie zadanie z szlachtą, która osłaniając się 
swojemi przywilejami, a gdy te nie wystarczały, swoją potęgą, 
pozwalała sobie, szczególniej w Wielkopolsce, popierać lab sze- 
rzyć zdania heretyckie. Do takich należeli prócz wymienionych 
joi Dersława z Rytwian, Abrahama Zbąskie^, Jana Stra.sza, 
Jana Mężyka z Dąbrowy, wojewody ruskiego i Piotra Kurcz- 
boka, Sędziwej Ostroróg wojewoda poznański i generał wielko- 
polski, Stanisław Ostroróg wojewoda kaliski, Jan Gil, Jan Giza 
albo Gizowski, Jan z Rogowa, Jan z Landshnta, PiOtr Szafra- 
niec, Jan Kuropatwa itd., których rodziny mnićj lub więcej błę- 
dami busyckiemi zarażone, skłonne potem bardzo do reformacyi 
się okazały. Z takimi przeciwnikami należało więcej bronią 
słowa walczyć i o ile się to dało, i cechą bowiem herezyi jest 
upór i zatwardzialońć), na drodze przekonania ich pozyskiwać. 
Taką też drogę obrali inkwizytorowie Grzegorz Hejcze we Wro- 
cławiu, Mikołaj Gruneb w Toruniu, Maciej Konradi na Rusi 
Dyonizy i Albert z Łęczycy w Krakowie, którzy w latach 14(>4 
1465 i 146G pracowali i jak wszyscy w ogóle inkwizytorowie, 
wybornymi kaznodziejami byli ; często jednak, jak świadczą Mo- 
numentn Dominkana Fimtatiy p. 358 ze strony tejże zheretycza- 



') Ut in omniOiu partibus regni liberę o/ficitim eierceat... etc. 
Siitpectoa detineatis , mib certa uc diligenti cusłodia , ad locum , qttem 
idf.m inijuinitijr mandawrU , deducatis. Condemnatos ąunąue ac ciiriae 
taerulari. relirfos indiinfe recij.iiati» , potna debita piiniendoH. Czacki : 
„O UtewHkich 1 polskich prawach". T. I, str. 304, z metryki koron- 
n6J r. 1454 pod głoska C. 




n 



SCHYŁEK HCSYTTZMU W POLSCE. OSTATNTE JEGO ŚLADY. 53 



łśj szlachty na niebezpieczeństwo życia narażeni byli. M Że jesz- 
cze ku końcu XV wieku husytyzra u nas gdzieniegdzie się prze- 
chowywał, świadczy Damalewicz, który w dziele swojźm Series 
Episcoporum YłudLilariensimn p. 34iJ wspomina, że Zbigniew Oleś- 
nicki biskup kujawski Macieja kapłana w Innowrocławiu, za to, 
że rozdawał wielu osobom komunie św. pod obiema postaciami, 
skazał na karQ wiecznego więzienia w r. 14.80-); zaś o Krzesła- 
wie z Kurozwęk biskupie kujawskim (140a — 1503) pisze, że 
wiele miał do czynienia z heretykami w swojej dyecezyi : Mo- 
drzewski zaś przytacza, •'') że za powodem tegoż biskupa jakiś 
zheretyczały kapłan Adam spalony został, ponieważ rozdawał 
komunię Św. pod obiema postaciami, Danialewicz jednak o tem 
zupełnie milczy. W r. 14!)1 stawał, jak przytacza Ambr. (irabow- 
ski (Starożytności historyczne I, 443), Świętopełk (Swejbold) 
Fioł, pierwszy drukarz krakowski, przed sądem biskupim w Kra- 
kowie, o co jednak? nic powiedziano. Zaręczyli za nim Jan Tur 
i Jan Tesznar rajcy krakowscy, więc puszczono go wolno. W czer- 
wcu w r. 14S2 stawał on znów pr/.cd inkwizytorem heretyków Woj- 
ciechem tyczyńskim i innymi sędziami duchownymi i dopiero gdy 
się wyprzysiągł wszelkich mów heretyckich , uwolniony został. 
Ponieważ zaś podówczas w Polsce nie było innźj herezyi, jak 
husycka, zdaje się więc, że i owe mowy w duchu herezyi hnsyckiój 
prowadzone były. Około r. 1500 miała także szlachta wielkopol- 
ska w Poznaniu zgromadzona domagać się od biskupa poznań- 
skiego (Jana Lubrańskiego ?\ jak piszo Węgierski '), aby im ko- 
munia Św. udzielaną była pod obiema postaciami, przytaczając 
na poparcie pismo Św., zwyczaj pierwotnego kościoła, tudzież 
przykład Czechów; grożąc przy tem bronią i odjęciem dziesięcin, 
gdyby im to dozwolonem nie zostało. Biskup w łagodnych słowach 
przedkładając, że trzeba się w tem udać do Papieża, i że on to 



') At qvia multi principes et nobiles Boemis haereticis adhaere- 
bant , nee-Mse fuit impiisilnribus fpraedictisj proprium miinus mnxifna 
cum. prudentia exse<pii, ni fellenł trucidari. .Mon. Dom. p. 3aH. 

*) To samo Węgierski: Slat:nnia reformata p. ltj.5. 

') W dziele: De emendanda repnbłica irar.tatu I. de Coena Dni 
p. .599. 

*) Slav<inia rejorwiita p. 78. Wiailomoiśi' tv z.nczcrpnąl Węg-ier- 
8ki, jak sam podaje, z (iziehi .Symeona Tcotilit 'J'urnciwskicg:o: „Zwier- 
ciadło religii clirześpiańskif^j w Polsce i Litwit- l."ł!i!i r.", który jn 
znowu miał słyszeć od jakiegoś 100-letniego starcu Jlarcina z lirunowa. 



( 



64 JAMNICY. FfiSS^I^B^EPoSr BETORMACYJNEJ. ^^^*. 

uczyni, a może i to o co proszą uzyska, sprawił, że cała rzecz 
odwleczona i bez skutku pozostała. Był więc jeszcze około r, 
1500 husytyzm w Polsce, aczkolwiek łatwo już przewidzieć mo- 
żna było, że z uspokojeniem jego w tym czasie za Władysława 
Jagiellończyka w Czcchacli, i w Polsce także jako nie swój, ale 
obcy naniesiony towar, upaść musi. Rzeczywiście po r. 1500 żad- 
nych już prawie śladów husytyzmu w Polsce nie znajdujemy. Pozo- 
stał on jednak jako niebezpieczne zarzewie i przygotował w znacz- 
nej części grunt pod nową naukę, tak że kiedy sic luteranizm 
pokazał, znalazł on już wiele umys^lów przez dawną ową waśń 
do oporu kościołowi i do przyjęcia bez wielkiego roztrząsania 
wszelkich nowości religijnych jjrzygotowanych. Zapisać nam tylko 
jeszcze należy przybyłą około r. 1.j05 do Krakowa z Czech 
sektę tak zwanych jamników, którzy wyszydzając religię Św., 
rozpuście w zwierzęcy sposób się oddawali. Skoro się o nich do- 
wiedział Albert inkwizytor krakowski, uwięził ich w liczbie 20 
i głównych zwodzicieli surowo według prawa nawet śmiercią po- 
karawszy, innych, którzy szczerą obiecywali poprawę, pokucie 
poddał i tym sposobem całą sektę zaraz z początku stłumił '). 



i 



Przechodzinsy teraz do właściwego zadania naszego, do 
opowiadania dziejów rclormacyi w Polsce. Między ostatniemi ob- 
jawami husytyzmu a pierwszemi pujawami luteranizmu w Polsce 
upływa mniej więcej lat Ufl. Czasu tego nie możemy lepiej użyć, 
jak zastanawiając się jeszcze raz, tą rażą szczegółowo, nad przy- 
czynami, które (lozwolily reformacyi przyjąć się i wzróść w na- 
szym kraju. Że rctormacya była towarem obcym, z obcycli kra- 
jów naniesionym, niema wątpliwości; że jednak tak prędko się 
przyjęła, że potratiła nawet część narodu zawrócić i porwać: oto 
zjawisko wszelkiej uwagi godne, a w badaniu swojem nadzwy- 
czaj dla nas pouczające. Wspomnieliśmy już z początku o głów- 
nej przyczynie, że nią była swawola szlachty ; gdy jednak obok 
t^j głównej było jeszcze wiele podrzędnych, gdy nadto i ta głó- 
wna potrzebuje jeszcze bliższego zbadania i określenia, przetoż 
nad przyczynami przyjęcia się i wzrostu reformacyi u nas na tem 
przejściu z epoki przedreformacyjnćj do wlaściwćj reformacyi , 
szczegółowo zastanowić się musimy. 

') Barącz op. cit. Encykl p. kość. T. VIII, Btr. 142. 



H 




PaZTCZTNT EEFOEMACn. HUUANIZM. 



55 



Zaczynając od tych przyczyn, które nietylko były lokalne, 
polskie, ale w całej Europie przygotowały grunt pod reforniacyę, 
io takowych liczy sią najprzód humanizm, czyli tak nazwane 
tłudia butiiniilora bezpośrednio przed wybuchem reformacyi roz- 
zerzone w całćj Europie. Humanizm czyli wyfeze wykształcenie 
Łrozumn i uczucia za pomocą studiów klasycznych pisarzy pogań- 
fBkich, sam z siebie nie jest przeciwnym religii chrześcijańskiej ; 
łe użycie dopiero lub nadużycie takowego czyni go wrogim 
chrześcijaństwu. Humanizm prawdziwy, rzetelny znajdujemy już 
pierwszych ojców i pisarzy kościoła, jak u św. Justyna, Kle- 
lensa Aleksandryjskiego, Origencsa, św. Cypriana, Św. Bazy- 
lego, Św. Grzegorza Nazyanzeńskiego, nawet u św. Hieromina 
Pi Św. Augustyna, którzy wszyscy wielką miłością prawdy ogrzani, 
nie gardzili nią, choćby j^j ślady w przeciwnym obozie znajdy- 

Iwali, ale owszem utrzymując, że jtoganie chociaż całćj prawdy 
nie mieli, mieli jednak pewne okruchy jirawdy (Justyn apol. II, 
B; — Klemens Alexandryjski Strom. I, 20 p. 375—377), takowe 
t obozu ich wynosić, oczyszczać je z przymieszek błędów i w chrze- 
ściaństwie jakby we wlaściwćm sobie miejscu i zbiorze wszelkiej 
prawdy osadzać i do tegoż chrześciaństwa stosować, nic tylko 
starali się, ale i za obowiązek swój poczytywali, aby prawda 

i tym sposobem wszechstronne jioparcie znajdowała; nadto z po- 
wodu doskonałości formy, w jakiej pisarzy klasycznych nikł nie 
prześcignął, fonnę tę w mowach i pismach swoich sobie przy- 
swajali. Dopiero w XV wieku, w wieku tak nazwanego szumnie 
odrodzenia, kiedy ze zbytniego zamiłowania do wzorów klasycz- 
oych, nietylko formę, ale i treść ich przejmować poczęto, naj- 

I wyższych ideałów piękna, prawdy i dobra nie tyle w chrześciań- 
i«twie, ile raczej w tychże wzorach szukając; kiedy tym sposo- 



I bem powoli duch pogański wciskać się, a chrześciański powoli 



ustępować począł, wtedy dopiero nastąpiło to, co nastijpić mu- 
siało : powolne odchrześciańszczenie się społeczeństwa, zwłaszcza 
"W tych sferach, które górując nad innemi nauką lub stanowi- 
skiem, więcćj na wpływ nowych idei narażone były. Humanizm 
gtał się teraz modą, zwyczajem ,- niepodobna było dobrze się wy- 
razić, ani najzbawienniejszdj podać nauki, jeżeli ta nie była kla- 
syczną, humanistyczną przyodzianą szatą, prostota pisma św. po- 
częła razić, jako się skarży Sawonarola; dzika zaś i nieokrzc- 
a rzeczywiście forma ówezesnćj scholastyki zdawała się uspra- 




^ 



56 HUMANIZM W POLSCE. 

wiedliwiać wszystkie napaści; a nawet szyderstwa humanizma. 
Honiani/.m wdarł się na katedry, na dwory, nawet na sam dwór 
papieski; gdzie zdawał się mieć swą kolebkę ; opanował nawet 
politykę i rządy, gasząc wszędzie dawny zapał chrześciański, 
a wprowadzając cześć dla nowych jakoby ideałów, obiecując 
Bzamnie odrodzenie nauk i całego spóJeczeństwa. We Włoszech^ 
jednak, gdzie miał swoją kolebkę, nie zdołał' tak wiele złego 
zrobić, bądźto że lepiej był pojęty i oględniej stosowany, bądżto, 
że pojęcia chrześciańskie silniej tam były wkorzenione i lepiej 
przez hierarchią bronione; za to w Niemczech, a po części 
i w Polsce przygotował grunt pod reformacyą. Że ta ostatnia 
t. j. reformacyą w Polsce przedewszystkiem nas zajmuje, przetoż 
zastanowimy się szczegółowiej nad samymże bamanizmera w Pol- 
sce, jako jśj przodownikiem, zastrzegając tylko już tutaj, że re- 
formacyą nie jest wcale rodzoną córą humanizmu, że humanizm 
tylko przygotował grunt pod nią, nasiona zaś reformacyi przyszyły 
zką<linąd t. j. ztąd, zkąd pochodzą nasiona wszelkiej herezyi: 
z i)ycby i z innych namiętności ludzkich ; humanizm zaś sam był 
tylko maską, pod którą wykształcała się herezya, która potem 
wrogo i przeciw religii katolickiej i przeciw humanizmowi stanęła. 
Jak każda idea prawdziwa czy fałszywa szuka rozprze- 
strzenienia, tak i humaniści nie chcieli pozostać w cienia, ale 
z wiarą w swoje gwiazdę rzucili się, aby nieść wątpliwe swe 
światło w ciemności, jakie według nich nagromadziła scholastyka. 
Rozpoczyna się owa słynna wędrówka humanistów po świecie, 
gdzie nietyle chodziło o uczenie się, jak raczej o nauczanie; 
nie o szukanie, ale raczej o szerzenie gotowego już, a w ręka 
humanistów jakoby wyłącznie znajdującego się światła. Kraków 
jako stojący na granicy kultury zachodnii-j, stolica bogatego i po- 
tężnego państwa, jako miasto uniwersyteckie, w któreni od cza- 
sów Grzegorza z Sanoka i Jana z Uąbrówki kwitnęły już liu- 
maniora i inne nauki wyzwolone, miał szczególną moc pociąga- 
jącą, napływ też humanistów i uczniów ich, szczególniej w dru- 
giej połowie i ku końcu XV w^ieku stał się zadziwiającym. 
W r. 1487 przybywa do Krakowa Konrad Celtes, poeta taiire- 
(itifK, tak w pismaeh jak i w obyczajach swoich skończony po- 
ganin-humaiiista, przyjęty z otwartemi rękami przez Kallimacha, 
a za nim pospiesza tłum uczniów, adeptów, scholarów, którzy 
głośno wypowiadają uwielbienie swe dla Celtesa i dla humani- 



RtmANIZM W POLSCB. 



zma; zawiązuje się towarzystwo wiślane i«xlaUta8 Yhtuluna, w któ- 
rem obok Kallimacha i Celtesa zasiadają mistrze i magistrowie 
uniwersytetu: Albert Brudzewski, Jan Ursyn, Rudolf Agrykola, 
młodszy, Walenty Eckius, Wawrzyniec Korwin z Nowego Targu, 
Jan Somerfeld itd , z których niektórych poznamy później jako 
propagatorów luteranizmu. Poważna, acz niekiedy zawiła, om- 
szona mchem starości i ubrana w ciężką formę dystynkcyi, dy- 
wiayi i definicyi, pewna jednak naukowej i moralnej swźj war- 
tości scholastyka, protestuje pr/ez nsta Jana Sakrana ówczesnego 
rektora, (który aczkolwiek sam humanista, ale chrześciański, z go- 
ryczą patrzał na humanistów w rodzaju Celtesa), przeciw nowemu 
kierunkowi i sprawia, że tenże Celtes opuszcza Kraków, cóż 
kiedy dwór i samo duchowieństwo wyższe bierze ten nowy kie- 
runek w opiekę. Na dworze wszechwładny KalJiniach, opiekun 
humanistów, wychowujący w tym kierunku Olbrachta i Aleksan- 
dra i siejący coraz większy rozdział kościoła od paiistwa, który 
się następnie tak dobrze przyjmuje w głowie Kaźmierza Jagiel- 
lończyka i jego następców. Wspólnikiem jego idei między szla- 
chtą, mianowicie co się tyczy wzmocnienia władzy królewskiej, 
Jan Ostroróg kasztelan międzyrzecki i Moiiiiiiieiiliiin jtro wiliiianda 
' repubtica cmujentuin a. 1459),* wzmocnienie to jednak w obec szla- 
chty (rady Kallimachowe), z powodu rosnących coraz więcej j^j 
przywilejów, nie dochodzi do skutku; dochodzi zaś tylko coraz wię- 
cej w obec papieża i kościoła (rady Ostroroga i Kallimacha) 
i wychodzi ostatecznie na korzyść refonnacyi. Biskupi znów żyjący 
więcej atmosferą dworską, niż kościelną, sami wychowani w kierunku 
humanistycznym i protegujący w duchu czasu na swych dworach 
humanistów, nie wahają się ich popierać także na uniwersytecie, 
zdążając jako kanclerze uniwersytetu do reformy tegoż w duchu 
humanistycznym. Tak np. zamierza tę reformę Jan Konarski bi- 
skup krakowski, z którym cichą, a w końcu otwartą walkę pro- 
wadzi rektor uniwersytetu Michał z Bystrzykowa, najznakomitszy 
podówczas w Polsce tilozof-scholastyk. Apiielacye idą do Rzymu, 
■w końca zwycięża biskup, Leon X. bowiem poleca w r. 1518 
reformę uniwersytetu arcybiskupowi Łaskiemu, bisku[)owi Konar- 
skiemu i Tomickiemu podówczas przemyskiemu biskupowi. Dal- 
sze kroki w tym kierunku przerywa reformacya, która w ogóle 
tak scholastyce jak humanizmowi śmiertelny cios niesie. Nie tu 
Jednak koniec owoców humanizmu, owszem teraz one dopiero 




J 



58 8KUTEI ht;hanizhi7. wołania o refobmi^ w głowie i członkach. 

najlepiej się pokazują. Po Kallimachu bowiem, Celtesie, Bebelinsie, 
Sikulu i innycli, kierunkiem więcej pogańskim jak cbrześciańskim 
odznaczających się humanistach, w ważniejszych nierównie bo już 
prądami reformacyi owianycli czasach, nie jako teoretycy jak 
tamci, ale mający nieraz najważniejsze sprawy kościoła i pań- 
stwa w ręku, zjawiają się nowi ludzie, jak Szydiowiecki, To- 
micki, Uantyszek, Krzycki, z charakterem wprawdzie co do 
wiary i przekonań mniej więcćj wybitnie katolipkim, ale w któ- 
rych humanizm podgryzł już te mocne nerwy, jakiemi np. od- 
znaczał się Oleśnicki i inni mężowie stanu XV wieku. iMiara, 
gładkość, oględność, chwilowy utylitaryzm, pochlebstwo nawet, 
w.szystkie te cechy humanizmu, cechują także i tych mężów i cale ich 
postępowanie, które nigdy prawie nie umiało się wznieść ])oiiad chwi- 
lową korzyść, czy to swą własną, czy też państwa. A jeżeli zważy- 
my, że cechy te były wspólne nietylko tym znakomitym zkądinąd 
mężom, ale wszystkim, którzy mieli jakiekolwiek zetknięcie się 
z humanizmem, nie będziemy się dziwić, że w obce sibych prą- 
dów reformatorskich wiejących z zachodu, reformacya coraz wię- 
cej przemagać musiała, a [irzyczyuą tego w znacznćj części po- 
dobnie jak w Niemczech tak i w Polsce, choć pogrzebany przez 
reformacya, dobrze jej jednak służący w owocach swoich huma- 
nizm '). 

Dragą przyczyną ogólną, przygotowującą reformacyę w Niem- 
czech, a mającą także częściowe swe zastosowanie jv Polsce, 
były niezaspokojone, a ciągłe wołania tak przyjaciół, jak i nie- 
przyjaciół kościoła o reformę w głowie i w członkach, nieuskn- 
tecznioną ani na koncylium w Pizie, ani w Konstancy!, ani w Ba- 
zylei, ani nawet w ostatnią godzinę w r. ir)l2 na koncylium La- 
teraneńskiem piiUem. W Polsce choć wołania te nie były tak 
gwałtowne, to jednak kumulacya beneficyów, nierezydencya pa- 
sterzy, skażenie obyczajów u jicwnej części duchowieństwa, a mia- 
nowicie zbytki i zeświecczenie u wyższego, a chciwość nieraz, 
obok braku koniecznego wykształcenia u niższego ; nieuregulo- 
wana sprawa dziesięcin, oraz ponoszenia ciężarów publicznych ze 
strony duchownych, będąca powodem do ciągłych sporów i nie- 
snasek z stanem świeckim: wszystko to razem i każda rzecz 



4 

i 



') Obacz gruntowne studyuni Szujskiepo w tym [irzedniiocie: 
„OdrodzeniB i mtormacya", odbitka z „Przeglądu 1'olskiego" z r. 1880. 



I 



^ MIESZCZAŃSTWO W POLSCE. OW 

Z osobna potrzebowała reformy i poprawy, która znowu grun- 
townie i całkowicie inaczej, jak za reformą całego kościoła, prze- 
prowadzona, być nie mogła. Że jednak do lego przedmiotu nie- 
raz przy różny cb okolicznościach powrócić musimy, przetoż ]}o- 
przestając na tem cośmy nadmienili, przechodzimy do trzeciej, już 
całkowicie lokaln(5j przyczyny, a która pierwsza rzec można, 
wprowadziła reforniacyę do Polski t. j. do mieszczaństwa nie- 
mieckiego w Polsce. 

Mieszt-zaństwo to osiadłe jeszcze w XIII wieku za Piastów 
po wszystkich większycii miastach w Polsce, rzadznce się wła- 
snem prawem i obyczajem niemieckim, używające tylko własnego 
niemieckiego języka, a przez ciągłe stosunki handlowe związane 
z braćmi swymi w Niemczech, było jakby państwem w państwie 
i stanowiło obcy żywioł w narodzie, wrogo nieraz, skoro się 
tylko poczuł na sile, przeciw temuż narodowi występujący, że 
przypomniemy tylko za ł>okietka ])rzywołanie do Krakowa zniem- 
czałego Henryka Probusa, bunt Szwcnców na Pomorzu i bunt 
krakowskiego mieszczaństwa pod Albertem wójtem. Z natury 
rządów Kazimierza Wgo., które były gospodarskie, zwrócone na 
wewnątrz, dążące do podniesienia miast i kolonizacyi kraju, wy- 
padało, że gdy nie było w narodzie właściwego średniego stanu, 
a potrzeba go było do zaludnienia miast, do podniesienia handlu 
i przemysłu, trzeba było koniecznie tolerować mies/.ezaustwo nie- 
mieckie, a nawet kolonizować przybyszami z Niemiec całe wsie 
i pustkowia — i to była jeszcze najdobroczynnicjsza fala na- 
pływu teutońskiego do nas; mimo tego jednak ten sam Kazimierz 
W. chcąc przeciąć nić społeczną wiążącą tutejszych Niemców 
2 zagranicznymi, zniósł prawo odwoływania się od tutejszych są- 
dów niemieckich do trybunałów w Halli i Magdeburgu i ustanowił 
w r. 13*15 najwyższy sąd miejski na zamku krakowskim, do 
którego iść miały wszelkie appellacye; co jednak nie przeszka- 
dzało, żeby Magdeburg wzywany w sposobie rady, ciągle jeszcze 
nie przysyłał nicmieckicli swoich ortylów. Z powodu znów owych 
licznych lokacyi na prawie niemicckiem udzielanych , szczególniej 
na Rusi czerwonej i w Sandeckićm, żywioł niemiecki za Kazimierza 
W. acz w pewne karby większej zależności "jęty, pomnożył się je- 
szcze; a nadto |)rzybyły stosunki z Hanzą ^ która nasyłając w mury 
Krakowa, Wilna, Gdańska, Poznania, Rygi, nawet Pskowa 
i Nowogrodu wielkiego, roje kupców i handlarzy niemieckich, 




60 MIESZCZAŃSTWO W POLSCE. PBZEKCAD SAXOXU. I 

nietylko wybawiała przez nich wszelkie bogactwa krain słowiań- 
skicb lobacz Szajnochy Jailirliju i Jutjiflło. T. I Teutonizm), 
aie nadto czyniła te miasta ogniskami i jakby etapami tentonizma, 
A chociaż Kraków i inne miasta starcząc już same sobie i alega* 
jąc w t^m zapewne najwyższej władzy krajowei, która był« 
przeciwną poddawania się miast pod jakąkolwiek zwierzchność 
obcą, zrzuciły z siebie powoli jarzmo Hanzy i Magdeburga, niei 
przestały być jednak a siebie niemieckiemi. Dowodem tego, że 
przez cały wiek XIV i XV i na początku XVI w głównym ko- 
ściele parafialnym miejskim N. Maryi Panny, jakkolwiek kościół 
ten pierwotnie według erekcyi przeznaczony byl dla ladnośct' 
poIskiłSj, kazania odbywały się w języku niemieckim, Polacy 
zaś musieli w kaplicy (dziś kościele) św, Barbary słuchać nabo 
żeństwa i dopiero w r. 153^ do kościoła N. M. P. wróciły kaza- 
nia i śpiewy jiolskic. Wszystkie także wilkirze (uchwaJy admini 
stracyjne) i wszystkie ortyle (wyroki sądowe) pisane były po 
niemiecku, z czego się pokazuje, że język urzędowy a zapewm 
i towarzyski był niemiecki. Dopiero około r. 1530 polecił Zyg- 
munt I. w skutek coraz częstszego osiedlania się Polaków p» 
miastach i wzrostu ludności polskiej w Krakowie, aby przełożono 
prawo niemieckie zwane 8axonem na język polski jako rodzinny 
i na język łaciński jako naukowy. Przekładu tego podjąwszy 
się rajcy krakowscy, powierzyli ważną tę pracę swemu sekreta- 
rzowi Mikołajowi Jaśkierowi, który wywiązał się z tego polecenia 
z taką dokładnością , że Zygmunt przywilejem w sobotę po uro- 
czystości Św. Michała w Krakowie w r. 15H5 wydanym nietylko 
przekład ten zatwierdził, ale i za obowiązujący wszystkie miasta 
i sądy miejskie nj^łosil , a exemp!arz przekładu tego w skarbcu 
królewskim na wieczną pamiątkę przechować kazał. Od tego czasu 
język i żywioł polski w Krakowie przeważać począł, tak że 
nawet potomkowie owych dawnych osadników niemieckich zmie- 
szawszy się z Polakami, po polsku mówić, czuć i myśleć zaczęli; 
mnożą się t<3Ż w następnych czasach ze strony miast objawy 
patryotyzmu, świadczące o t^j szczęśliwej przemianie. Do tdj 
chwili jednak Kraków i inne miasta wyglądały raczej na osady 
niemieckie niż na miasta polskie, nic więc dziwnego, że wszystko 
co się działo w Niemczech znajdowało tu swój oddźwięk — i gdy 
reformacya wybuchła w Niemczech i szerzyć się tam poczęia, zaraz 
i wieści o niej i aspiracye ku niej pojawiają się w miastach na- 



i 




BWIJR BONI. 



n 



^ 



szych wśród niemieckiego mieszczaństwa, któro bogate, oddane 
zbytkom, a nic /.byt gorliwe w rzeczach wiary już z powodu 
samychże, oddanych więcej doczesności zajęć swoich, do odmian 
i nowości skłonne, stosunkami handlowymi z Lipskiem , b^rankfnr- 
tem nad Odrą, Norymbergą i innemi miastami uiemieckiemi zwią- 
zane, prędko przejmować się nowinami z Wittenbergi, a nawet 
szerzyć je u siebie poczęło, tak że nim jeszcze inne stany zaraziły 
się reformacyą, już (idańsk, Toruń, Elbląg, a równocześnie pra- 
wie Poznań, Kraków i Wilno stały jej otworem. 

Przechodząc teraz do następnego czynnika, który już z na- 
tury i stanowiska swego na relormacyą w Polsce wielki wpływ 
mieć musiał, zastanowimy się cokolwiek, o ile to do rzeczy 
naszej należy, nad dworem królewskim w Polsce, którego zepsu- 
cie, rzec można, zaczyna się od przybycia Bony. Przebiegła ta 
i chytra Włoszka, jedna z owych demonicznych niewiast w hi- 
storyi, które zgubnie zapisały się w dziejach narodów, podobna 
w tóm do Katarzyny Medicis we Francyi, potrafiła nie tylko opa- 
nować najważniejsze sprawy kraju, aby niemi w osobistych, sa- 
molubnych swoich widokach kierować; uietylko zaszczepić między 
Polakami nieznane im przcdtćm zbytki, intrygi i przeka])słwa, 
ale co więcej zwichnąć wychowanie syna, przyszłego krńla, od- 
wrócić serce poddanych od monarchy i od przybycia swego do 
Polski jakby nową nieznanego przedtćm zepsucia rozpocząć erę. 
Odtąd znika owa dawna jirostota, a po części i powaga dworu 
Jagiellonów; znika groza moralna, jaka dotychczas panowała, 
a miejsce jćj zajmują zaus-.nictwo i pochlebstwo; najważniejsze 
sprawy krajowe ulegają wykolejeniu w gabinecie Bony, dyg- 
nitarstwa świeckie i duchowne stają się środkiem pomnożenia jćj 
wpływu i jćj bogactw, a sami dygnitarze, od których tak wiele 
w Polsce zależało, po większćj części kreatury Bony, nie mają 
już ani tej mądrości wytrawnej, ani siły charakteru tak po- 
trzebnej w obec nurtujących nowych prądów. Na dworze wal- 
czy wpływ dawny, poczciwy, prawowierny, wspierany przez króla 
i Hielicznych ludzi grujyujących się koło niego jak Jan Tarnowski 
i Samuel Maciejowski, z wpływem nowym, dworackim, nie zbyt 
wybrednym w środkach, a niepewnym w rzeczach wiary, utwo- 
rzonym przez koteryą Bony. .Śród takiej atmosfery nie mogła re- 
formacyą nie znaleźć żywiołu nawet na dworze królewskim i choć 
energicznie tłumiona przez króla, wyrastała mu ponad głowę 





62 WAOLIWOŚO PRAWODAtiraTWA POLSKIEGO. ^^M 

nietylko w krajn, ale i na wJaanym dworze; jakoż Lismanin spo- 
wiednik królowej był duszą stronnictwa antikatolickiego, a na 
dworze młodego Zygmunta Augusta wychowanego w zasadach 
sprzyjających reformacyi znajdujemy kaznodziejów heretyckich 
i heretyckie otoczenie. 

Trzecią miejscową przyczynę ułatwiającą bardzo szerzenie 
się reformacyi w Polsce znajdujemy w wadliwem prawodawstwie 
polskiem. Prawodawstwo to zostawiające wolności osobistej szla- 
chty polskiej zbyt szerokie pole i dające tejże szlachcie nieo- 
graniczoną prawie władzę nad poddanymi, miało ten skutek, żej 
nietylko szlachcic polski mógł bezkarnie zmieniać swoje religią, 
ale nadto mógł narzucać ją swoim poddanym; mógł dopaszczad 
się gwałtów na kościołach, majątkach i osobach duchownych 
na swem terrytoriam; mógł utrzymywać na dworze i w posia- 
dłościach swoich heretyków i predykantów heretyckich, którzy 
wiedząc o tćm, a ścigani zagranicą, tłumnie chronili się na dwory 
możnych Polaków, z którymi częstokroć jako z uczniami swymi, lub 
towarzyszami nauki w szkołach niemieckich herezyą zarażonych 
w Wittenberdze, w Strasburgu, w Lipsku, w Goldbergu na 
Szlązkn, dawną już zażyłość mieli, a teraz pod ich opieką 
i bezpieczniej i skuteczniej niż gdzieindziej, nowości swoje szerzyć 
mogli. Wjirawdzie istniały w Polsce prawa przeciw herezyi i he- 
retykom, jak n. p. prócz powszechnego prawa kościelnego, sta- 
tuta Mikołaja Trąby, edykt Wieluński i t. d., prawa te jednak 
nie dosyć określone, częstokroć nie dość zgodne z innemi pra- 
wami , pozostawione dobrej woli wykonawców, a ztąd i niewy- 
konywane, nie mogły być skutecznym hamulcem przeciw herezyi 
i wprowadzały tylko zamęt, który powiększał się jeszcze dwiema 
sprawami , ntedość także określonemi w prawodawstwie polskiem 
t. j. sfirawą o dziesięciny i sprawą o udział duchownych w cięża- 
rach i obowiązkach ]mblicznyclt. Ponieważ cała ta rzecz potrze- 
buje bliższego wyjaśnienia, a dotyka zbyt blizko naszego przed- 
miotu, z osobna i szczegółowo nad nią zastanowić się musimy. 
Trzy były sprawy, którym prawodawstwo polskie nigdy całko- 
wicie podołać nie mogło, a które w następstwie jako nie dość okre- 
ślone i różnym tłómaczeniom ulegające, stały się zarzewiem nieusta- 
jących sporów i utrzymywały ciągłe rozdrażnienie między stanem 
duchownym a świeckim: spór o jurysdykcją, albo raczfjj o granice 
jurysdykcyi duchowntSj, sprawa o dziesięciny i sprawa o udziat 



H 



8PUB O JCBYZDYKCYĘ. 



68 



» 



duchownych w ciężarach i obowiązkach pablicznych , mianowicie 
co się tyczy kontrybucyi wojennej i dostawy żołnierza, od czego 
duchowieństwo licznemi (irzywilejami zasfonić się mogło. Co się 
tyczy jurysdykcyi duchownej, pod tym względem obowiązywały 
zasady prawa kościelnego, także przez prawo świeckie uznane, że 
wszystkie sprawy duchowne i związek z duchownemi mające na- 
leią jare dkinn pod rozpoznanie i wyrok sądów duchownych; 
a dalej, że duchowni we wszystkich sprawach, nawet świeckich, 
należą przed forum duchowne liinmiinKus Ercleslai-); exekucyą zaś 
wyroków duchownych przyjęła władza świecka na siebie w tea 
sposób, że osądzonych o herezyę, jakiegokolwiek byliby stopnia 
lub godności, miała karać według edyktu Wieluńskiego, sicut ofen- 
soffts regine Majc^^fołl^f, a więc zwykle bannicyą lub nawet karą 
śmierci według uznania monarchy ; zaś exkomanikowanych o inne 
występki, jeżeliby przez rok w exkomunice pozostali, konfiskatą 
dóbr aż do zadosyćuczynienia i zdjęcia exkomuniki według edyktu 
Władysława Jagiełły z r. 1433. Zachodziły tu jednak pewne nie- 
dokładności, jedne tyczące się samejże exekucyi, inne domaga- 
jące się bliższego i dokładnego określenia, które to są sprawy 
duchowne i związek z duchownemi mające (caitsae spirihudes), które 
zatem wyłącznie przed forum duchowne należą. Co się tyczy 
exekucyi, obok edyktu Wieluńskiego i edyktu z r. I4.'J3 istniały 
dwa przywileje Władysława Jagiełły: jeden wydany w Czerwiń- 
sku 1422 r., a drugi niedługo potem w Jedlnie, poręczające szla- 
chcie nietykalność własności i osób, której nikt naruszyć nie 
może, chyba za wyrokiem kompetentnego sądu. Otóż co się tyczy 
kompetencyi, odmawiała takowej względem siebie szlachta sądom 
duchownym, twierdząc uporczywie, że na mocy wspomnionych 
przywilejów tylko królowi i władzom z jego ramienia idącym 
sądzić takie sprawy wolno, któreby utratę dóbr ziemskich za sobą 
pociągały, lub wolności osobistej szlachcica pozbawiały. Ducho- 
wieństwo zaś powoływało się na statuta Mikołaja Trąby (liber V 
de rapłoribns), na edykt Wieluński i edykt z r. 1433, które sta- 
rostom nakazywały natychmiastową exekucyą wyroków ducho- 
wnych, skoroby wina o herezyą orzeczona, lub exkomunika rzu- 
coną, a w przeciągu roku zdjętą nie była. Niektórzy starostowie 
tłumaczyli sobie swój obowiązek tak, że należy im wyroki du- 
chowne exekwować, ale po poprzednlem przez samycbże siebie 





64 SPÓR o JDBTZOYKCIĘ. ^^^^^^^^| 

zbadaniu, czy te wyroki były sJuazne '), na co znowu władza 
duchowna już z zasady w żaden sposób zgodzić się i dowolności 
starostów exekucyi wyroków duchownych zostawić nie mogja. 
Był więc istny chaos w pojęciach, czego winę w znacznej 
części przypisywać należy niejasności i niedokładności samych- 
że ustaw, które były dość jasne dla ludzi dobrćj woli, tym 
jednak , którzy mieli w tem interes , by je na swoją korzyść 
tłómaczyć, dawały niejaką możność takowego na swą stronę 
tłómaczenia. Przywilej bowiem w Czerwińsku z r. 1422 mówi: 
„nun^iintii alicujw subditi reijni nostri bona haeredilaria recipiemus, 
confiAcahinius , recijil rei confiscuri facieiiiiis, uec se de eis jier nos 
vd of/ici(ih-s nostros vel aiios ijuusciniijue homints introniittemus rei 
inlromitti faciemusf pro qnibiiscHnque ej'cessibus auł culpis, nisi prius 
praecedaf super hor judiciitm nos/roniiti , qtios tul hoc dei>ut(irerimi(S 
cum linstris praelatls Inronibiis nmluni ddiberatlo rt »enlentia se- 
guatiir". (Vol. leg. f. 83). Edykt zaś z r. 1433 rozkazuje: „Ordi- 
namw, uł dum aliijuh indigeiia rcfini noalri lomłeutia excomuiunka- 
tionis jiisłe fuerif iniiodaliia ipmm<pie ultra nnnum legałem pertinaciłer 
sustinuerit. . . extimc anno hujumiodi elapso, omnia bntia ejitsdem 
excomitiiinicatl niohiliu et imiiiobiliu, qu<t4 Innr posnederit., debent rr 
cipi perlocoruw capitane^is guibm snbj{fceiit et ujipreheiidi tenenda el 
possideiida łaindiii per capltaneos hnjttsmodl , <juonsque per eosdein 
excomniutticalos vel capitanew memoratos de hujn9modi bonis danina 
vel talor rei ijmiiis laesi.'' rei injiirlam passis płenarie e^.^olrałnr^ 
(Vol. leg. I f. 193). Podobnież przywilej dany w Jedlnie w r. 
1422 mówi: „Caełer(tm prmnUtimus et spondeniits , guod nuUum feiiige- 
naiii posKi'Ji>^i<inaluni pro aliquo €j'cvssu sev ctdpa capiemus aeu capi 
nianduhiiitu^ , iiei: aliqii(tm iindict4.na in ipso faciemus, nisi jiidicio 
raf ionabi liter fuerit coneictus et ad uianiis noatras t>d no»trorunt 
capitaneorum , per judice-i ejiisdem lerrae, in <pia idein ierrigena 
residef, praesentatua" (Vol. leg. I f. 93). Edykt zaś Wieluński z r. 
1424 nakazuje, aby każdy heretyk i zwolennik herezyi przez 
starostów i wszelkie urzędy polityczne był chwytany i karany „ut 
quicunque in regno Poloniae nostro et terris tu>l/is suhjectia haei'eticiis 
aut haere^i infectiis rei sus2)ectas dt eadem , f autor eorum vel dire- 
ctor repertus fuerit , per nostros capitaneos, consules cieitatum et alios 



1) Moie sądzili, że wyrażenie edykta z r. 1433 „juste fuerit 
tinicatua" ncowainia ich do Łeco. 



excomunicału$" upoważnia ich do tego 



8POB O JOHYSDYKCTĘ 



65 



offictaUs ac (juoslihel subditos Hosfros. . . nlut. re<jlitf mitjesMIs offertr 
sot , cajtiafiir et jnsta migentinni purf.^niu^ sui /jiniialur". Z zesta- 
wienia tych edyktów z przytoczoncrai . a wydanemi poprzednio 
szlachcie przywilejami, zdawałoby się, zwłaszcza jeżeli je we- 
dług dzisiejszych wyobrażeń sądzii' będziemy, że istnieje między 
nimi sprzeczność, z bliższego jednak zbadania, pominąwszy już 
zasadę prawną, że następne prawo może derogowaó pierwszemu, 
okazuje się, że sprzeczność ta znika, a pozostaje tylko co najwię- 
cej pewna w wyrażeniu niedokładność. Jak bowiem z przytoczo- 
nego brzmienia przywilejów widać, poręczają one szlachcie nie- 
tykalność majątków i osób, które tylko wtedy naruszone być 
mogą, jeżeli poprzedzi wyrok upoważnionego do tego od króla 
sądu (nisi in-aecedaf jiidichun nostroruiti , (jtina (ul hoc dcpiiIiiccriwiiA 
cum noittris praelaiis, haronibiis etc), za takie jednak upoważnione 
albo delegowane (quo>i ad lnic ilejnttuririinK^t od króla sady mogą 
być uważane sądy duchowne; w średnich bowiem wiekach z po- 
wodu ścisłego związku między kościołem a państwem nie roz- 
różniano tak dokładnie sądów duchownych od świeckich i wy- 
roki sądów duchownych zwłaszcza w sprawach kryminalnych, 
a za taką uważana była herezya, poczytywane były jako wy- 
roki państwowe, wprost od króla jako najwyższej zwierzchności 
sądowej idące — i dlatego twórcom edyktu z r. 1433 nie zdawało się, 
że może zachodzić między tym edyktem a przywilejem w Czer- 
wińska wydanym sprzeczność, która dopiero później, miano- 
wicie w wieku XVI w miarę zmieniających się i coraz większą 
przepaść między kościołem a państwem kopiących wyobrażeń , 
występuje. Jeszcze bardziej okazuje się to na edykcie Wieluńskim 
i dwa lata przedtem bo w r. 1422 wydanym przywileju w Jediuic, 
między któremi żadna rdzenna nie zdaje się zachodzić różnica; 
jeżeli bowiem przywilej poręcza, że żaden obywatel ziemski nie 
może być więziony, dopóki nie jest prawnie przekonany i przez 
sędziów tejże ziemi, w którćj mieszka, w ręce władzy polity- 
cznej podany (tim judicio rałionabiliłer fuerit conmctus et ad ma- 
niig noatra^H rd nostronim capitaneoi-i>m , per jiidiccs ejmdetii terrae, 
in <jua idein feirigenu re-vdet , prae.<>niffttu!<), za sędziów tejże ziemi, 
w którćj mieszka przestępca, słusznie może być biskup tej dye- 
cezyi , w której mieszka ów przestępca, uważany, który gdy wyda 
prawny wyrok, przestępca już jest judicio ra/ionahiliter conrictus 
et per judices ejusdein terrae, in (p<a rmdet, prae^eiitafus. Gdy 

Utląi* Btfonnaeyi w Poltcc. T. I. 5 





90' CAUBAE SPIIUTOAL£S. ^Hi^^^^ 

byśmy tego tłómaczenia nie przyjęli, musielibyśmy przypuścić, 
że istniały takie zbrodnie, na które eądu na szlachcica nic było, 
jak n. p. herezya, gwałt, krzywoprzysięztwo, świętokradztwo, 
lichwa, rabunek własności kościelnej, zabójstwo duchownego 
i t. d., co jest przecie wyraźneni absurdum; te bowiem zbrodnie 
nigdy nie należs^y do kompetencyi sądów świeckich, lecz wyłą- 
cznie i jedynie do kompetencyi sądów duchownych. Jeżeli jednak 
nie było żadncJj rzeczywistćj sprzeczności, to istniała przecież 
pewna w wyrażeniach niedokładność, izwłaszcza w przywileju 
w Czerwińsku wydanym, który nawet gramatycznie od wyrazów 
„nw j)riii» iJiuitcciliif . . . c/r." aż do końca zdania nie jest jasnym), 
z którćj nie omieszkali skorzystać interesowani, zwłaszcza w póź- 
niejszych czasach, kiedy procesy o herezya w wielkićj ilości 
się zdarzały, utrzymując uporczywie, źe tylko sądy królewskie 
sądzić i skazywać ich mogą w rzeczach, które pociągają za sobą 
utratę majątku lub wolności osobistćj. Z drugićj strony mogło 
się zdarzyć z powodu braku ścisłego określenia, które są sprawy 
duchowne, że przyczyna, dla której sędzia duchowny ferował 
exkomanikę, nie należała przed forum duchowne, co nas prowadzi 
do równie ważnćj, a nic dość określonej przez prawo sprawy, 
które to są sprawy duchowne i związek z duchownemi mające 
(caiiitw njtirlłiiales), które zatćm wyłącznie przed forum duchowne 
należą. 

Od czasu zaprowadzenia chrześciaństwa w Polsce, kościół 
objąwszy opiekę nad duszami ludzkiemi , objął zarazem władzę 
zwierzchniczą swoją czyli jurysdykeyę nad wszystkiemi temi spra- 
wami, które pnr.eważnie dobra dusz ludzkich się tyczyły, a więc 
nad czysto duciiownemi htb związek z duchownemi mającemi. 
Prócz tego jako instytucya autonomiczna, samorząd swój własny 
mająca, zachował także kościół jurysdykcyą swą we wszystkich 
sprawach nad osobami duchownemi, które już z tytułu chara- 
kteru swego wyłącznie władzy zwierzchniczćj kościoła podlegały. 
Prawo to uznawała także zwierzchność świecka i bynajmniej się 
w sprawy czysto duchowne, lub w sprawy świeckie, ale tylko 
duchownych się tyczące nie wtrącała. Zachodziła tylko trudność 
00 do spraw związek z duchownemi mających jak n. p. sprawy 
dziesięcin, patronatu, testamentowe, posagowe i t. d., tudzież 
co łlo spraw osób duchownych, jeżeli jedna ze stron, t. j. po- 
zwana lub pozywająca była świecką. Zasada bowiem prawa ka- 



CAD8AB SPIBITUALE8. 



«7 



nonicznego pozwalana iść jak najdalt^j i wciągać w zakres jurys- 
dykcji duchownej nawet takie sprawy, które choćby odlegJy 
miaJy związek z duchownenii, a nadto pozwalała powoływać 
przed forum duchowne strony we wszelkich sprawach , jeżeli jedna 
z tych stron czy to pozwana, czy pozywająca była duchowną. 
Z drugiej strony mógł stan i władza świecka powołać się na to, 
że istniały takie sprawy, teraz w zakres jurysdykcyi duchownćj 
wciągnięte, które należały dawniej przed sądy świeckie; a już 
ogólny powstawał krzyk szlachty, która sie powoływała to na 
wymożoną chwilowo konstytucyę synodalną Bodzanty dr natruUi- 
ribus MOti citaudist ad fonon irrhfiantiaDn ^), to na inne jakieś 
konstytucyę *), jeżeli w sjjrawic świeckićj szlachcic był cytowany 
przed forum duchowne z tytułu, że albo pozywająca, albo po- 
zwana przez niego osoba l*yła duchowną. Spór ten, zdawało się, 
najłatwiej dałby się usunąć, gdyby obie strony t. j. stan ducho- 
wny i świecki rodzajem kompromisu ułożyły się, które sprawy 
należą przed forum duchowne , a które przed świeckie i jak 
postępować w takim razie, jeżeli w sprawie świeckiej jedna ze 
stron jest świecką, a druga duchowną. Do tego jednak nigdy 
przyjść nie mogło; nietylko bowiem stan duchowny nie mógł od- 
stąpić od zasady swćj, która była przywilejem nietylko kleru 
polskiego, ale i całego duchowieństwa w powszechności ipririlt:- 
aium fori). uznanym i przestrzeganym w całej Europie, ale i stan 
riecki uporczywie bronił swego zdania , że w sprawach świeckich 
fylko przed sądami świeckienii odpowiadać winien. Królowie [lol- 
8cy tak w tym jak i we wszystkich innych sporach między sta- 
nem duchownym i świeckim , znajdowali się między młotem a ko- 
wadłem, częścićj jednak jużto z powodów słuszności, juzto z dobrze 
wyrozuraowanych powodów politycznych, wyjąwszy chyba w sp''a- 
wach podatku wojennego i dostawy żołnierza, przechylali się na stro- 
nę duchowieństwa, każde liowiem ustępstwo zyskane na stanie 
duchownym pomnażało i tak już znaczną swobodę, a raczej swa- 
wolę szlachty, której samo prawodawstwo świeckie powściągnąć 
nie mogło. Jeszcze król Ludwik, kiedy srogie burze wrzały mię- 




') Cf. Łaski Coraniune p. LVII. Vol. hę,. 102. 

^) Tak czytamy, ie na sejmie z r. 1505 iiowstał krzyk ogólny 
sianii świeckiego na duchowiefistwo^ quod non oitstanlibus constitułio- 
ni&tur antiąuis saeculares personae plerumgue evoeanlur ad spirituatia 
Judicia pro negotio iaeculari. Cf. Laski Com. CX\"1I. Vol. kg. 304. 



* 



68 OAUSAE 8PIRITUALES. 

dzy stanem duchownym a świeckim, o których mówi Dłagosz 
pod r. 1380 (lib. X p. 47 — 48), przyrzekł zagodzenie tych sporów, 
ale śmierd mu przeszkodziła. Ucierpiał na tćm najwięcej stan da- 
chowny, kiedy moznowładzcy w czasie bezkrólewia po Ludwiku 
rozpasali się na rabunki włości do kościołów lub duchownych 
należących. Podobne gwałty powtórzyły się po śmierci Włady- 
sława Jagiełły w czasie małoletności Władysława Warneńczyka, 
o których wyżdj mówiąc o stronnictwie husyckićm wspomina 
liśmy, a burze te i spory przeciągły się jeszcze za panowania 
Kazimierza Jagielończyka, kiedy szlachta Wielkopolska zgroma- 
dzona w r. 1454 pod Cerekwicą na wyjjrawę Pruską wymogła 
na królu ów pamiętny przywilej, w którym między innymi pun- 
ktami stoi, że w sporach świeckich z duchownymi o dziesięciny 
i t. p. mają odzyskać moc swoją statuta arcybiskupa Jarosława, 
o których także wyżej pod r. 1435 mówiliśmy, a nadto musiał 
król później przyrzec, że jak tylko wróci z wyprawy, zagodzi ') 
„ontnen dlffei-cntia,* ititcr s^arailares et apitituntes esorfas", oczy- 
wiście, że na korzyść szlachty. Nie przyszło jednak znów do ^H 
tego, król Kazimierz nie korzysta! bowiem z udzielonej sobie ^^ 
później konstytucyą sejmową władzy w tźj sprawie, czego 
zresztą bez obrazy zasadniczej ustawy kościoła katolickiego, ie 
sprawy duchowne tylko przez duchownych rozpatrywane i są- 
dzone być mogą, uczynić nie mógł; a ograniczył się tylko do 
ważnego zresztą bardzo i na dalsze losy kościoła Polskiego 
wpływowego wielce, nie bez gwałtu przyte'm przeprowadzonego 
przeobrażenia, albo raczej przywłaszczenia, że wybór biskupów 
przez zastrzeżone sobie prawo podawania tychże, zależnym od 
siebie uczynił. Trwały więc spory i zatargi o konipetencyę 
forum i o zakres jurysdykcyi duchownej, oraz skargi na sejmach 
i synodach, podnoszone najczęściej w skutek inhibicyi, jakie 
władza świecka zakładała przeciw wyrokom duchownym w spra- 
wacb świeckich, lub władza duchowna przeciw wyrokom sądów 
świeckich w sprawach osób duchownych. Co więcej jeżeli du- 
chowny zakonny lub świecki zapozwał jakiego świeckiego o krzy- 
wdę jaką kościołowi lub osobie swojej wyrządzoną, a więc w spra- 



') Ubacz Romanowski: Otta Comicensia, str. 199, Cf. Łaski 
XCIII. Vol. leg. 249. 



0AO8AE SPIHITtTALES. 



69- 



I 



wie czysto kościelnej , przed sąd duchowny, ten nawzajem zapo- 
zywał duchownego przed sąd świecki, za to, że go nie do sądu 
świeckiego, ale przed sąd duchowny powołał. Ztąd chaos i zamęt, 
ztąd zaniedbanie sprawiedliwości, duchowni bowiem woleli nieraz 
milczeć, niż na pozwy i napaści nowe się narażać; zkąd rosła 
znowa świeckim śmiałość do nowych gwałtów kościołom lub 
osobom duchownym wyrządzanych , a bezkarnie uchodzących '). 
Żeby więc raz tę okazyą do ciągłych nieporozumień i gwałtów 
usunąć, a zarazem zaspokoić szlachtę, która ciągle namiętne wo- 
łania podnosiła, że przeciw prawu do sądów duchownych w spra- 
wach świeckich bywa wołaną, uczynił sejm z r. 1505 krok 
najpierwszy wyliczając te sprawy, w których duchownym sądy 
świeckie sprawiedliwość wymierzać były powinny '). Łatwiej 
jednak było stanowi świeckiemu powziąść tę uchwałę, aniżeli 
stanowi duchownemu zgodzić się na nią, albo wydać na syno- 
dzie taką, któraby określając dokładnie sprawy sądom ducho- 
wnym przypadające, była zarazem w zgodzie z powyższą na 
sejmie w r. 1505 wydaną. Mimo bowiem, że sejmem kierowały 
najlepsze intencye, mimo nawet, że oznaczenie granic jurysdyk- 
cyi duchownej i świeckiej było gwałtowną nakazane potrzebą, 
nieimdobna zaprzeczyć, że sejm z r. 1505 podciągając ducho- 
wnych w niektórych razach pod sądy świeckie, wkraczał w za- 
kres obc^j mu jurysdykcyi, wstępował na cudzy grnnt, na któ- 
rym zabór choćby niewielki, ale raz już dokonany, upoważniał 



') Widać to np. z następn<^j synodalnej uchwały, zamieszczonej 
a Łaskieg:o: Statuła nora lib. U, de foro comp. p. CCS* : „Ei quia 
domini saeculares nitentes entrrare jttrisdictionem ecclesiasłicam , cui 
temper aegre fatent , nuva ąuadam arte contra chrum uti inceperunt , 
scilicet dum eon cl-erici aaectUares citant ad judicium spintuah pro 
aliąinbus suis aut ecclesiarum suarum injuriia, etiam pure ad judicium 
eeclesianticum pertinentibus : ipsi e contrarin citant eon ad judicium 
aaecułare aguntąue contra eos ad poenas eis inferendas per judices 
saeculares pro eo. quod eos eyocanł de jurę saecul-ari ad jus spirituale, 
Quo fit, ut (sic) clerici in iusłitia net/liguntur, laicis vero ad inferen- 
das eis majores injurias animus crescil. Synodus igitur, voleiu dc hor, 
providere , decrevit , ut domini Incoratn ordinarii inhibeant semper ju- 
dicibus saecularibus , ne in tali casti contra clericos pntcttdant siib 
poena excommunieationis et interdicłi in e^s fere.nda*^. 

*) Cf. ŁAiki Com. f. CXVII , Vol. leg. 304. 




70 ZŁUDNE OBIBTMCE BEFOBMAOTl UCHYLEJJJA NADDŻYĆ. J 

do dalsz}'cli zaborów; z drogiej strony duchowieństwo nie mogło 
odstępować od prawa i przywileju swego (i mm nu i tu.-- Kcrlfyiae — 
prifHeijium fori), który łącznie z duchowieństwem całego powsze- 
chnego kościoła posiadało, chyba za zezwoleniem stolicy Apostol- 
skiej; a nadto przeczuwało to dobrze, że uczyniwszy raz ustępstwo 
w zasadzie, coraz więcej ustępować będzie musiało aż do wy- 
darcia sobie jurysdykcyj nawet w rzeczach czysto kościelnych ^ .( 
jak się to rzeczywiście później stało na sejmie w r. 1552, a nastę- 
pnie na sejmach w r. Ió62 i 1565, na których jurysdykcya du- 
chowna najprzód częściowo, potem całkowicie zawieszoną została. 
Trwały więc dak'j znów te same skargi i nieporozumienia, któ- 
rych ślady w konstytucyach sejmowych z r. 1510, 1519, 1532 
i 1533 znajdujemy. Dopiero w r. 1534 z polecenia sejmu z r. 1532 
stanęła powszechna korrektnra praw t. j. uproszczenie i poprawa 
tych ustaw, które albo nie dość jasno określone, albo przeciwne 
sobie były, w którćjto pracy korrektorowie także wszystkie spra- 
wy do korapeteiicyi duchownej należące jasno i sprawiedliwie 
określili. Projekt ten jednak natrafił na wielką oppozycyę ze 
strony szlachty, ktura go na sejmie w r. 1534 za namową szcze- 
gólniej Piotra Kmity, wojewody krakowskiego, burzącego z na- 
mowy Bony, odrzuciła. Dopiero sejm z r. 1543 przyjął projekt 
ten w poczet konstytucyi sejmowych, ale tylko, jak uporczywie 
utrzymywała szlachta, na rok jeden; poczem nowe zatargi, a na- 
koniec obalenie jaryzdykcyi duchownej nastąpiło. Rzeczy te jed- 
nak należą do późniejszych wypadków, gdy już reformacya u nas 
wzrosła i siły nabrała; skoro zaś obecnie głównie zajmują nas 
tylko powody do reformaeyi, do takich zaliczamy przedewszyst- 
kiem owe bezustanne kłótnie i zatargi o kompctencyę i o zakres 
jurysdykcyi duchownej, jakie tęż reformacya u nas poprzedziły. 
Ody bowiem reformacya, albo raczej doktryny owe nowe w Niem- 
czech wylęgłe, a do Polski przyniesione, obiecywały załatwienie 
wszelkich zatargów, zniesienie nadużyć i prawdziwą w dobrem 
tego słowa znaczeniu reformacya, nic dziwnego, że je łakomo 
chwytano i po kraju roznoszono. Niczego jtdnak mni^j w kraju 
nie pojmowano, jak tej rzeczywistej, jaka szła z Niemiec, wstręt- 
nej narodowi reformaeyi. Hcrezyą bowiem brzydził się naród, 
wierze i nauce kościoła katolickiego chciał jak najwierniejszym 
pozostać, pragnął tylko i oczekiwał wyrównania i usunięcia tych 



SPORT O DZreSIKCINT. 



71 



zatargów, jakie sejmami i całym krajem wstrząsały, a więc usta- 
lenia kompetencyi, zniesienia nadużyć, lepszego wymiaru spra- 
wiedliwości i t. d., co gdy w samymże kraju, nie cbcemy. prze- 
sądzać z czyjej winy, nie przychodziło do skutku, reformacya 
zaś pod haftłcm zniesienia nadużyć i załatwienia wszelkich spo- 
rów występowała, przyjął ją gdzieniegdzie naród jako remedium 
przeciw złemu, zwiedziony jej kłamliwemi obietnicami, że tu nie 
o wiarę, ale o nadużycia chodzi. Rzeczywiście jednak reformacya 
obok herezyi i to jednćj z najstraszniejszych, jaką wprowadzała, 
ani nawet usunięcia tych sporów i załatwienia zatargów nietylko, 
jak obiecywała, nie dotrzymywała, ale nawet całkowicie możli- 
wość ich załatwienia tamowała. Jeżeli bowiem który ze świec- 
kich podniósł głos, że należy coś uczynić w celu wyrównania 
i zakończenia sporów, uchylenia chaosu i usunięcia nieuchronnych 
w czasie takiego zamętu nadużyć, głosili zaraz nnwatorowie re- 
ligijni, że przechodzi do ich obozu (tak np. i-hcieli wciągnąć Jana 
Tarnowskiego, a nawet Zamojskiego); duchowieństwo zaś nau- 
czone doświadczeniem z najwiekszdm podejrzeniem podobne głosy 
przyjmowało, samo zaś na inicyatywę w tćj sprawie wobec gro- 
źnego położenia i niebezpieczeństwa podnoszenia wszelkich no- 
wości, zdobyć się nni mogło, ani chciało. Zawsze więc owe nie- 
szczęśliwe spory o juryzdykcyę miały ten smutny rezultat, że 
ułatwiły i wejście i szerzenie się rcformacyi ; do tych zaś sporów 
przybywają jeszcze spory o dziesięcinę i o udział duchownych 
w obronie krajowej, które aczkolwiek mniejszej może na szerze- 
nie się rcformacyi doniosłości, z powodu jednak, że powiększały 
waśń między stanem duchownym a świeckim, nie bez wpływu 
na takową pozostały. 

Publiczne zatargi o dziesięcinę nie były tak liczne, prawo 
bowiem świeckie uznawało dziesięciny jako obowiązek wraz 
z chrześciaństwem przez naród przyjęty i do ziemi przywiązany, 
tak, że jeżeli ktoś nabywał lub dziedziczył ziemię, o tyle mnii^ 
płacił za nią, o ile wynosiła wartość dziesięcin, lub dziedziczył 
ją z tym ciężarem. Najwięcej jeszcze rozchodziło się o tak zwane 
nowiny, czyli role świeżo wykarczowane i uprawione, o których 
niektórzy sądzili, że do nich nie może się stosować powyższe 
prawo od Mieczysława I kościołom nadane; a nadto o sposób 
wybierania dziesięcin, co było pozostawionem wzajemnym mię 



72 SPÓB (I UDZIAŁ. OaCHOWSrCH w OBBOMB KRAJOWŹJ. 

dzy stanem dwieckim a dacbownym okładom. Za to sporów pry- 
watnych o dziesięciny tak wielka była liczba , że chcąc je zebrać, 
jak mńwi Miączyński, w swćj rozprawie o dziesięcinach (Kraków 
1817 1 byłoby jedno, co chcieć policzyć gwiazdy na niebie. Nie 
było prawie włości takiej, któraby dziesięcinę dawała, a któraby 
o nią z powoda nieuiszczania się nie miała kilka razy procesu. 
Gdy więc reformacya głosiła wyjęcie z pod powagi kościoła 
i uchylenie wszelkich względem niego obowiązków, wrodzona 
ludziom chciwość byJa jednym bodźcem więcej do chwytania się 
takowej w cela niepłacenia dziesięcin; jakoi w cza.sie najwię- 
kszego wzrostu i szerzenia się reforniacyi w XVI wieku znajdu- 
jemy powszechne odmawianie składania dziesięcin, nawet na 
sejmach, przyczem niektórzy byli tak niesumienni, że nie oddając 
kościołowi przypadającej od nich dziesięciny, od poddanych swo- 
ich jednak takowej, t. j. tej która przypadała kościołowi, dla 
siebie się domagali i takową na swój użytek obracali. 

Trzecią sprawą, która także niekiedy do sporów i nieporo- 
zumień między stanem duchownym, a świeckim prowadziła, była 
sprawa o udział duchownych w obronie kraju w razie grożącej 
lub wypadl(5j już wojny ze strony nieprzyjaciela. Tak prawo ka- 
noniczne, jak i liczne przywileje książęce uwalniały posiadłości 
duchowne od wszelkich powinności wojennych, dobra bowiem 
duchowne tylko na cześć Bożą i na użytek kościelny obracane 
być powinny; uwolnienie to jednak według powszechniejszego 
tłomaczenia, odnosiło się tylko do pierwotnego majątku kościoła, 
a nie do dóbr, które kościół póżuiej sposobem kupna lub daro- 
wizny nabył, a tcni inniuj do tych, które osoby duchowne, jako 
własność prywatną, oddziedziczoną po przodkach posiadały. Nie- 
którzy jednak duchowni wyciiodząc z zasady, że wszelkie dobra 
duchowne, tak piurwotnie posiadane, jak i później nabyte, z wy- 
jątkiem tylko patrymonialnych , wolne są od obowiązków służby 
wojennej {iiiininnitan Kirhniiii), odmawiali z dóbr późniiSj nabytych 
przyczyniania się do obrony kraju; co nietyiko prowadziło do sporów 
ze stanem świeckim, ale było z rzeczywistą szkodą kraju, od czasu bo- 
wiem paktu koszyckiego, kiedy cały ciężar obrony krajowej spo- 
czywał na własności ziemskiej należącej do stanu rycerskiego, 
wszelkie zmniejszenie tśj własności było zarazem zmniejszeniem 
sił obronnych krajowych — i dlatego sejm z r. 1510 postanowił, 



POTRZEBY NADZWYCZAJNE. SDBSIDiaH CHARITATIYUM. 



73 



I 



ie nie ma być wolno nadal dóbr nieruchomych testamentami ko- 
ściołowi na pobożne cele przekazywać, aby obrona krajowa się 
nie zmniejszała, w czem poparł go i synod łęczycki drugi, za- 
kazując , aby biskupi nigdy nie erygowali nowych beneficyów na 
czynszach zakupionych z prawem wykupu z dóbr obowiązanych 
do służby wojennej i aby duchowni w ogóle czynszów takich, 
albo dóbr samychże, z których służbę wojenną odprawiać nale- 
żało, nie nabywali '}. Świetnie za to wywięzywał się stan ducho- 
wny, zwłaszcza w obec słabej ofiarności stanu świeckiego, ilekroć 
nadzwyczajna potrzeba nadzwyczajnych także pomocy ku obronie 
kraju wymagała, C3 dowodzi, że i powyższe wzbranianie się 
przyczyniania się do obrony kraju z dóbr póżnićj przez kościół 
nabytych nie tyle z egoistycznych celów, ile raczćj z chęci utrzy- 
mania zasady (imtnmtihis Ecdesiae) pochodziło. A było tych nad- 
zwyczajnych potrzeb tak leiele, że się prawie stały regułą, że 
każda zwyczajna potrzeba zamieniała się w nadzwyczajną. We- 
dług bowiem układów koszyckich szlachcic mający posiadłość 
ziemską obowiązany był tylko w granicach kraju służyć wojen- 
nie o własnym koszcie; jeżeli jednak pospolite ruszenie przekra- 
czało granicę kraju, winien był król żołd {>lacić, a nadto zapła- 
cenie zaciężnego żołnierza, dostawienie jiotrzebnćj piechoty, obwa- 
rowanie miast i zamków i t. d. do króla należało. Na te wy- 
datki, gdy zwyczajne dochody króla nie wystarczały, musiano 
uchwalać na sejmach nadzwyczajne podatki, do których ducho- 
wieństwo najprzód dobrowolnie, później </< n<iula w wysokich 
nieraz summach przyczyniać się nie omieszkało. Nazywano fen 
zasiłek subsidiian cliarifatinnn , którego wysokość w miarę po- 
trzeby samo duchowieiistwo oznaczać miało. I nie minął prawie 
rok w czasie 13-letniej ciężkitfj wojny z Krzyżakami, jak jtisze 
autor Otia Comicemia str. 16", w którymby duchowieństwo hojną 
ręką nie otwierało swych skarbon na obronę ojczyzny, a i póżnićj 



') Cf. Łaski: Statutu wwa lib. 111, tit. de Mnuilms et exudion: 
p. EE4: Siatuiinun et interdicimus perpetuo^ qvod deinceps nnlltm nr- 
dinar-iiis beneficium itmum super censibus in vim recmptionis y dictiii 
vulgaUter iculerkuphi erigere , nec clerici cujuscunąue ordinis et statua 
praedicłos cenjius emere vel augere in bonis ad expeditione*n bellicam 
obhgatit taleant in Julurum, 




{ 




74 OfcÓWNA WADA PBAWUDAWSTWA POLSKIEGO. 



kiedy po bitwie pod Mohaczem Turcy zdawali się zagrażać ca- 
łej Europie, nie było otiary, na którąby się nie zdobyło ducho- 
wieństwo, nie tylko na wielkie z osób swoich i z poddanych 
swoich pobory zezwalając, ale i ludźmi, o ile mogło do pospoli- 
tego ruszenia się przyczyniając 'i. W jakiej zaś wysokości do- 
zwalało duchowieństwo na rzeczone pobory, wystarczy nadmienić, 
że na synodzie Piotrkowskim z r. lóin i I.tH uchwaliło złożyć 
na wojnę praską żądaną ogromną jjodówczas sumę 40,000 złotych 
węgierskich czyli dukatów i takową ratami złożyło -). 

Na tern określeniu stosunku duchowieństwa do stanu świec- 
kiego, a raczej ciemnych punktów tego stosunku moglibyśmy 
zakończyć rzecz naszą o wadliwości prawodawstwa polskiego, 
które w znacznej części tym sposobem przyczyniło się i do 
wejścia i do szerzenia się rcformacyi, gdyby nam się jeszcze raz 
nie cisla pod pióro wzmiankowana ju^ powyżej, a główna wada 
prawodawstwa polskiego, która jak stała się główną przyczyną 
upadku państwa, tak samo hyła główną przyczyną poprzedniego 
silnego wstrząśnienia go przez reformacyą : zbytnia , a nawet 
bezmierna, nie hamowana prawie niczdm osobista wolność szla- 
checka, a jak w naszym wypadku zbytnia także swoboda gmin 
miejskich, zostawiająca im do działania na własną rękę zbyt 
łzerokic pole. Szlachcic polski nie potrzebujący się nikogo prócz 
Boga obawiać, nie krępowany żadnem prawem, które choć ist- 
niało, to w obec niego najczęściej było bezsilnym, przyzwyczaił 
się wolę swoją uważar jako prawo, która jeżeli była dobrą, szczerą 
pobożnością i prawdziwą miłością Boga i bliźniego natchnioną, 
szczęśliwa okolica, której on jako pan ziemski przewodniczył; 
lecz jeżeli ta wola była skażoną dumą łub innemi namiętnościami, 
jeżeli umysł był skrzywiony nabytemi za granicą w szkołach 
lub podróżach wyobrażeniami, wtedy zwykle nie przestawał oa 
na wlasnćm zepsuciu, lecz jak daleko sięgał wpływ jego, zara- 
żał i burzył. Na tej swawoli szlacheckiej, na indywidualnej woli 
możnowładzców oparła przedewszystkiem byt swój reformacyą 



i 



') Vul. leg. p, 217 — 228 i .582. KoiiBtytucye sejmowe z roku 
1474 i 1544. 

^ Obacz rozprawę X. Łukowskiego w Liber beneficiorum Ła- 
skiego p. IX H sq 



KA CZĆU OPAB&A BTT SWÓJ REFOBMACTA W POLSCE. 75 

W Polsce i dlatego tak dlngo tylko trwać mogła, dopóki lepsza 
wola i poznanie, jeieli nie u tych, którzy ją przyjęli, to przy- 
najmnićj a potomków ich, nie zastąpiła dawnego chwilowego 
zapomnienia, zwłaszcza, gdy szlachta oczy otwierać i zdrowiej 
na to, co nabyła i na to co opuściła zapatrywać się poczęła. 
Jak zaś to wszystko wiązało się i snało, starać się będziemy 
przedstawić w następnym opowiadania; pierwój jednak jeszcze 
nad istotą samćjże reformacyi zastanowić się musimy. 



ROZDZIAŁ II. 



IR e f o 



r 3XL a. c "y a._ 



Błąd w nazwie. — Bóżnica między prawdziwą i fałszywą refor- 
maoyą. — Środki jakich używali reformatorowie do wprowa- 
dzenia i rozszerzenia swoich błędów. — Mieszczaństwo w Pol- 
sce i wybitniejsi jego przedstawiciele. — Reformacya w Gdań- 
sku, Toruniu i Elblągu. ^ Sekularyzacya Alberta mistrza krzy- 
żackiego i zakonu Krzyżaków. — Hołd pruski w Krakowie. — 
Ocenienie tego faktu pod względem moralnym i politycznym. - — 
Uspokojenie Gdańska , oraz stłumienie chwilowe reform.aoyi 
w Prusach królewskich. 

Nos vera imiin vocaliula amisiitim, eo irsjmMica In exf rento siła esł. 
W rozwoju dziejów ludzkości z niczćm niebezpieczniejszem nie 
spotykamy się, Jak kiedy słowa, a zwłaszcza takie, które do- 
niosłością swojej treści wielki wpływ wywierają, utracą pra- 
wdziwe swoje znaczenie; kiedy pod wyrazy prawdy ladzie zaczną 
podstawiać fałsz swych doktryn lub przewrotnośt* swych zachceń 
i takowe fałsze lub zachcenia jako dobre , szlachetne i prawdziwe 
idee podawać. Przed kaMą wielką ruiną idą sofiści, którzy znów 
torują drogę burzycielom i zagładcom. Tak było w starożytnym 
Rzymie, kiedy Kato przytoczonemi wyżćj słowy wołał i ostrze- 
gał swych ziomków, że zepsucie cywilizacyą, swawolę wobością 
nazywają ; tak było w czasach Lutra, kiedy burzenie dogmatów 
katolickich i obalenie ustanowionego przez Boga-człowieka po- 
rządku kościelnego reformacya nazwano. Reformacya w pra- 
wdziwem tego słowa znaczenia była potrzebną ; co więcej le- 
żała ona nawet w naturze rzeczy i nie była wcale obcą kościo- 
łowi, jak to zaraz okażemy ; nic fałszy wszego jednak nad to, 
jakoby nowości wniesione przez Lutra były reformacya. Kościół 



PRAWDZIWA REFORHACYA KOŚCIOŁA. 



77 



I 



katolicki, jako powiada Skarga '), podnbien był do pięknego i wiel- 
kiego posągu, który czas przyprószył i pewnemi naleeialośeiami 
okrył, z których on sam miał się oczyścić i reformacyi swojej do- 
konać; Luter jednak nie oczyścił go, ani go nie zreformował bynaj- 
mnit'j, ale postąpił tak, jakby ktoś przyszedłszy, pod pozorem oczy- 
szczenia utrącił nos, uszy, ręce, palce temu posągowi, tak on 
uczynił; nie oczyścił on go, ale go tylko okaleczył. I ażebyśmy 
tern lepićj działanie jego i jego zwolenników ocenić mogli, zasta- 
nowimy się najprzód nad istotą prawdziwej reformy, abyśmy przez 
to t<$m łatwiej fałszywą od nidj odróżnić zdołali. 

Kościół katolicki jako ustanowiony od Chrystusa Pana i ma- 
jący nadane sobie przez Niego niewzruszone podstawy istnienia, 
prowadząc daltij dzieło Jego, czyto kiedy opowiada Jego naukę, 
czyto kiedy sprawuje ofiarę Mszy św. lub rozdaje Sakramenta 
śś., czyto wreszcie kiedy rządzi wiernymi i wydaje zbawienne 
prawa i przepisy, istotą tą swoją wzniesiony jest ponad wszyst- 
kie rzeczy ziemskie i nie podlega żadnt^j reformie, (jakżeż bowiem 
człowiek mógłby poprawiać dzieło Boże ? ) : jest więc z tego 
względu uważany, niezmienny i zawsze jednaki. Inna rzecz, je- 
żeli zważymy, że kościół ten złożony jest także z ludzi, którzy 
jakkolwiek mają sobie powierzone dzieło Boże, sami przecież są 
ludźmi ; wszędzie zaś gdzie są ludzie, prędzej lub później obja- 
wia się potrzeba reformy, choćby tylko dla obudzenia uśpionej 
ich czujności, choćby tylko dla podżwignienia upadającego w nich 
ducha; a t^m większa i potrzebniejsza, im świętsze jest to zada- 
nie, jakie im jest powierzone, im liczniejszy jest ich w tśm 
udział, a nakoniec im rozmaitsze i im rozleglejsze są te stosunki, 
wśród których do działania są powołani. Z tego względu uwa- 
żana reforma jest potrzebną i jest równie ważną i drogą kościo- 
łowi, jak praca około budowania i szerzenia królestwa Bożego 
na ziemi, bo jeżeli ta ostatnia buduje i wznosi, to pierwsza napra- 
wia to, co w t(5j budowie czas lub namiętności ludzkie popsuły, 
i imię reformatora jest równie piękne, jak imię apostoła i Grze- 
gorz VII Św. stoi godnie obok Grzegorza I św. — i Bernard św. 
obok Benedykta. Reforma też nigdy nie była obcą kościołowi ; 
cóż bowiem czyniły wszystkie koncylia, jak tylko starały się 
naprawić to, co było zepsute, zreformować to, co było skażone. 



') Kazanie na 5-tą niedzielę i)0 Trzech Kr61acli 





8TAH KOŚCIOŁA W NIEMCZECH PRZED BKFORMACYA. 

Z 18-8tn koncyliów powszechnych, a z setek i tysięcy synodów 
prowincyonalnych i dyecezalnych, nie było ani jednego, któryby 
się reformą nie zajmował i zbawiennych nie wydał w tym celu 
przepisów. Najpierwszym jednak reformatorem kościoła jest sam 
Pan Bóg, który kiedy nad kościołem zacięży zgubna siła inercyi, 
a z nićj zrodzi się następnie gorzki owoc skażenia lub zepsucia, 
wtedy przeprowadza go przez pról)ę prześladowania, z której 
zwykle wychodzi kościół oczyszczony, jwprawiony, z odnowio- 
nemi i wzmocnionenii siłami do tćj walki, jaką bezustannie z błę- 
dem i grzechem staczać musi. Drugim dopiero reformatorem po 
Bogn jest sam kościół, który najlepiej pojmując całą ideę i całe za- 
danie swoje, najlepiej też poznaje zdarzające się u siebie niedo- 
statki i stara się je usunąć i poprawić, jeżelitylko nieprzezwyciężone 
przeszkody nic stają mu na drodze , zmuszając go niekiedy odłożyć 
choćby najgoręcej jiożądaną reformę na czasdogodniejszy. Takie nie- 
szczęśliwe czasy jtotrzebujące reformy, a nie mogące jej dla ró- 
żnych przeszkód tak zewnętrznych jak i wewnętrznych przepro- 
wadzić, były przed Lutrem. W łonie samego kościoła zcwnętrz- 
neiiui jego blaskowi i potędze nip odjiowiadała już dostatecznie 
owa wewnętrzna siła ducha, jaka jedynie zbawienną równowagę 
między t(5m co być powinno, a tłSra co jest, między ideą, a ze- 
wnętrznym jej objawem utrzymać potrafi ; duchowieństwo wyższe 
po większej części z młodszych synów różnych książąt złożone, 'I 
uważało godności swoje jako sinekury, które im tylko do wy- 
stawnego, a nieraz gorszącego oczy wiernych życia służyły ; niż- 
sze, często bardzo ubogie i mało oświecone, doczesnemi sprawami 
zajęte , przestało być solą ziemi , a uległo raczśj jej wpływowi. 
Ztąd upadek życia religijnego nie tylko między ludem, ale wię- 
C(Jj jeszcze w wyższych stanach; ztąd rosnąca z początku cicha, 



') Na początku XVI wieku 18 najceluiejszycli i najbogatszych 
biskupstw niemieckich było w posiadaniu młodszych synuw książę- 
cych (secundogenitnry), kt-órzy rtiwncfro ze Btarszymi swymi braćmi 
wyposażenia nie otrzymawszy, na kościelnycłi beneficyach wynagro- 
dzić, je sobie usiłowali, przyczem zarazem stanowisko odpowieiluie 
swemu rodowi zyskiwali. Biskupstwa te były: Bremen, Freisingf, 
Halberstadt, IlildesJielin, Magdeburg, Moguncya, Merseburg, Metz, 
Uindea, Monaster, KaniiiburK-, Usnabrilck, Paderborn, Passava, Re- 
gensburg, iSpira, Werden i \'6rdun. Jausuen, Geschichte des deutuchen 
Yelkes »eil dem Auigang den Mittelaltert. Freiburg 1880, I. 603. 



STAN KOŚCIOŁA W NIEMCZECH PRZED REFOKMACYĄ. MIKOŁAJ CUSA. 71> 



! 

I 



I 



potćm coraz głośniejsza oppozycya przeciw kościołowi, podsycana 
nadto przez tak zwanych młodszych humanistów, którzy z za- 
sady przeciwni fjędąc kościołowi , usiłowali w miejscu jego po- 
stawić jakiś nieokreślony ideał państwowy, a na miejsce nieu- 
błaganej ale rzetelnej moralności chrześciańskiej wprowadzić ja- 
kąś wygodną filozofię życia. Były jednak wyjątki między dncbo- 
wieństwem i to tak liczne, że współcześni pisarae niemieccy je- 
dni zachwycają się nad nauką, gorliwością i nieposzlakowa- 
nym życiem duchowieństwa tak wyższego, jak i niższego; M inni 
w barwnych obrazach malują nam jego zbytki, jego chciwość 
lub pychę -'), dowód, że istniał głęboki rys w łonie jego, spowo- 
dowany zwłaszcza złym przykładem ze strony wyższego ducho- 
wieństwa, że jednak duchowieństwo w ogóle nie było zepsułem, 
ale że tylko potrzebowało reformy, którćj ono samo najbardziej 
pragnęło i do któr(ij przeprowadzenia samo najlepszy wzór i przy- 
kład, jakoteż i środki potrzebne podawało. Tak np. w połowie 
15go wieku zjawia się w Niemczech jeden z największych re- 
formatorów i najczystszych ludzi na świecie kardynał Mikołaj 
Cusa, który wychodząc ze zasady, że nic człowiek ma przeobra- 
żać to co jest święte, ale święte musi przeobrazić i odmienić 
człowieka (honiiiies per sacra immułari fas ent, iion sacra per ho- 

') Tak np. piRze współczesny Jakób Wimphelinz, cłioć sam su- 
rowy cenzor zeświecczonych i bezczynnych (lunliownyfb w dziele swo- 
j^m: Apologia pro republica chrLsIiana Phorce an. 1406, iirzytoczony 
w ttomaczenia w wspomnioneui powj-żej dziele Janssena 1. 598: „Ich 
kenne, Oott iceiss es in den sechs Diiicesen den łiheines riela ja un- 
_§iiklige SeeLwrger unter den WdtgeiDtlirhen , mit reichen Kenntntssen 
lentłich ./7<r die Se-ehorge ausgeriistet und gitłenrein. Ich kenne no- 
wohl an Cathedralen ais an SliflskirrJien aiisgezcirhnełe Pralałen, Ca- 
noniker , ficarien , ich sagę nicht hlnss tienige , sondern viele Miinner 
des unbeschoHensten Rufea, voU FrSmmigkeit , Freigebigkeit und Detnut 
gegen die Armen*. 

*) Porównaj słowa współczesnego Jana Butzbacha przytoczone 
w powyższym dziele Janssena 1. 600. „Da siehł man aufgehlasene 
Geilalłcn einherschreiten , gekleidel in Jeinste englinche 'fuchę , auf 
dein Kopfe das Biret, die mit kostbaren Edelsteinringen geschjnfickt« 
Hand enticeder auf dem Riicken oder hochmiltig in die Seite gestemwt. 
Oder aie reiten stch zn Pferde, gefolgt viin zahlreicher buntfurbig ge- 
kłeideter Dienerschaft. Da irerden pracktroUe Woknungen erbaut mit 
hohen herrlich bemaUen llallen. Da wird geprasst bei prunkenden 
Mahliin, das Gut Jrommer Stiftungen vorgeudet in Biidern ^ Auficand 
yetrieben mit Pferden, Ilunden, Juydjalkeu''. 





VD 08IfcOWAXIA KOKCTUĆW W CKLC PBZEPR0WADZE3;iA BKFORMT. 

uiiiiejfj, i ie prawdziwa reforma nie ma burzyć, ani niszczyć, ale 
naprawiać, puczynal na wzór świętych reformę f>am od siebie, 
acząc więcej jeszcze przykładem, jak słowem swojdm i tak po- 
jęta i rozpoczętą reformę starał się na synodach prowincyonal- 
nycb w Salcbargu, w Mognncyi, Kolonii i Magdeburga, które 
z polecenia paj)ieża oilbywał, przeprowadzić; w końcu złożył pa- 
pieżowi Piusowi II projekt generalnej reformy kościoła, który 
całą pożądaną reformę począwszy od kuryi papiezkićj, aż do naj- 
mniejszego kościelnego zakątka w sobie mieścił. Był on przytóm 
humanistą w najpiękniejszćm tego słowa znaczeniu , który miłość 
do kościoła z zaniiłowaniera studiów klasycznych łączył ; podczas 
kiedy późniejsi młodsi humaniści na podkopywaniu powagi ko- 
ścioła i wprowadzeniu żywioła pogańskiego do społeczeństwa 
chrześciańskiego humanizm swój zasadzali. O jego wielkich za- 
sługach na polu umiejętności kościelnej przekonywujemy się z licz- 
nych jego pism odrodzenie tychże umiejętności mających na celu, 
a w których żywą wiarę z najgłębszą nauką łączy ; o zasługach 
zaś jego na polu nauk ścisłych dość przytoczyć, że on był pierw- 
szym , który postawił hipotetycznie zdanie , że ziemia obraca się 
około swćj osi i około słońca , co Kopernik potem bliżej rozwi- 
nął i udowodnił, a Oalileusz obserwacyami stwierdził. Poprzedni- 
kami jego na polu reformy kościeIn(?j byli Gerson , Piotr d'Ailly, 
Mikołaj dc Clemange i inni; że zaś cały kościół czuł potrzebę 
i pragnął fakowćj , najlepiej dowodzą koncylia konstancyjskie, 
bazylejskie i lateraneńskie Vte. Jnż koneylium Pizańskie w r. 1409 
za główne zadanie postawiło sobie reformę kościoła w głowie 
i członkach; kiedy jednak z powodu niezakoAczonego jeszcze 
przez ten synod rozdwojenia kościelnego, rzecz ta do następnego 
soboru odłożoną być musiała, sprawę tę podjęło znowu i za głó- 
wny cci postawiło sobie koneylium konstancyjskie (1414 — 1418), 
któr<ij jednak znów tak z powodu rozległości i trudności przedmio- 
tu, jakoteż z powodu ciężkich poprzednio podjętych trudów w celu 
usunięcia rozdwojenia i przywrócenia jedności w kościele, na ra- 
zie przc[)rowadzić nic mogło. Myśl tę więc podjęło na nowo kon- 
eylium bazylejskie (t4:n — 1440), lecz z powodu, że ją oparło na 
fałszywćj zasadzie, a mianowicie, że sobór wyższy jest nad pa- 
pieża i że na podstawie tej zasady skarało się reformę w ko- 
ściele przeprowadzić, nie tylko do pożądanego nic doprowadziło 
celu, ale nadto przyczyną nowego rozdwojenia się stało. Rzecz 



WYSTĄPIENIE LtTfiA POD POZOREM NADtJŻyĆ W KOŚCIELE. 81 



^ niezałat wioną dawała powód do ciągłych wołań, które się od- 
^ biły na koncylinm iateraneńskiom 5tćm (1512 — 1517), na którźm 
znaczna liczba i)rałatów pragnęła reformy (Kaynald ad. a. 15ia 
nr. 97), a Uzi z Yiterbo jenerał Augustyanów na początku so- 
boru, Tomasz zaś de Gaeta jenerał Dominikanów przy zaniknię- 
ciu tegoż, gorąco za potrzebą jej przemawiali. Reformacyi jednak 
ł takiej miał dokonać sam kościół i to w granicach potrzebą wska- 
zanych , nic naruszając w niczóm dogmatów wiary i moralności, 
które są niezmienne i wieczne, przez powolne przeobrażenie i na- 

• prawe wszystkicił stosunków, jak to zamierzał Adryan VI (-{-1022), 
a przei)rowadziło koncylium trydenckie Kiedy jednak reforma ta 
w swoim czasie nie nastąpiła , znaleźli się niepowołani rełorma- 
torowie, którzy w imię relbrmacyi podnieśli burzę przeciw kościo- 
łowi, aby obaliwszy najprzód nieorayliią jego jiowagę, zburzyć 
następnie po kolei wszystkie prawie dogmata katolickie, aż do 
pozostania tylko przy piśmie świętem i przy własnym rozumie, 
który miał się stać im nieomylnym tłómaczem pisma Św., tak 
jak pismo św. jedynśm źródłem wiary. Że jednak występowali 
w imię i pod hasłem reformacyi, rzecz ta o wiele ułatwiała im 
działanie , a nawet j)ózór słuszności nadawała. Ketorniacya bo- 
wiem była podówczas jakby w powietrzu i na ustach wszyst- 
H kich ; kiedy więc Luter wystąpił i rzecz swoją jako walkę prze- 
ciw nadużyciom przedstawił, wielu rozumiejąc że tu idzie tylko 
o zniesienie nadużyć, lub co najwięcej o uchylenie niektórych, 
jak mówiono podówczas, ustaw ludzkich, które nic wspólnego 
ani z wiarą ani z istotą kościoła nie mają, jedni głośno mu przy- 

I klasnęli, inni z cicha mu sprzyjali i reformy ztąd kościoła ocze- 
kiwali, nie licząc tych, którzy w każdem wystąpieniu przeciw ko- 
ściołowi pożądaną sposobność do podkopania jego powagi wi- 
łlzieli, jakimi byli po większej części ówcześni humaniści, którzy 
nadto podrażnieni przez przeciwników Lutra, jakoby oni wszyst- 
kiego złego byli przyczyną '), teraz otwarcie na stronę jego ])rze- 
szli i do dalszej oppozycyi go jiodniecali. Sam Luter nie miał 
z początku jasnego programu i jakkolwiek sy.stem jego kiełko- 



') Erasmus tind geine Auhaiiger haben das Et gi'legł , Liither 

es ausgehrutet; takie było zd.Tnie teologów katolickich w Nieui- 

Bh w chwili wystąpienia Lutra. Ahngs Kirchengvschirhte ex 18.55 

708. 

Dil^e r»furiD«cji w Police T. 1. 





82 WOLNOŚĆ EWANUEŁICZNA, DBUOIE aASŁO LUTRA. | 

wal już W głowie jego, jak się to pokazuje z dysputy lipskiej 
i z ówczesnych pism jego, to jednak stanowczego zerwania z ko- 
ściołem nie miał na myśli , ale stanąwszy raz poza kościołem 
i wyniósłszy się niejako ponad niego, znalazł się nagle jakby na 
linii pochyłćj, po którćj lecąc nie zatrzymał się, aż na punkcie 
zupełnego zerwania z kościołem i z całą przeszłością katolicką. 
Co do początkowych zwolenników jego, ci skoro spostrzegli , że 
Luter już nie tylko przeciw nadużyciom, ale przeciwko samejże 
wierze występuje i cały porządek kościelny obala , jedni wpra- 
wdzie się wycofali, jak np. Erazm Roterdamczyk ; inni nie mająo 
dość jasnych i wyraźnych katolickich przekonań , pod pozorem 
nadużyć dali sobie stopniowo wyłudzić samęż wiarę, inni siłą 
inercyi w błędach swoich pozostali; inni nakoniec dali je sobie 
narzucić, zwłaszcza gdy różne interesa doczesne i powody poli- 
tyczne z reformacyą się łączyć i takową popierać zaczęły. Jed- 
nam słowem obudzenie choć nastąpiło, było zapóżne i pod ha- 
słem reformacyi wkroczyła herezya. 

Drugie znamię pod którćm wojował Luter, było odurzające 
hasło wolności. Do wolności jak do prawdy czuje człowiek przy- 
rodzony pociąg, jednakowoż jak często myli się na prawdzie, 
tak jeszcze ezęśeićj myli się na wolności. Luter np. twierdził 
(w piśmie o niewoli babilońskiej), że świat cały i Ewangelia 
były w niewoli i w pętach kościoła , że on dopiero ogłosił pra- 
wdziwą wolność Ewangeliczną i wolność sumienia. Jeżeli jednak 
zważymy fakta, nic fałszywszego nad te twierdzenia. Wszędzie 
gdzie zatryumfowała reformacyą, znikała nie tylko wolność oby- 
watelska, wolność społeczna i polityczna, ale nawet i wolność su 
mienia. Reformacyą bowiem wytworzyła kościoły, w których że- 
lazna ręka władcy, nie tylko nie pozwalała na rozwój swobód obv - 
watelskich, ale odbierała nawet najpierwszą wolność , bo wolność 
sumienia '). Cirjm reijio iUhis et reliijio. Jeżeli poddany nie zgadzał 
się w wyznaniu swojćm z wyznaniem panującego, wtedy nie po- 
zostawało mu nie innego jak kraj opuścić (jus emigrandi), choćby 
go najsilniejsze i najserdeczniejsze związki z ziemią swoją łączy- 
ły — i to był jeszcze najłagodniejszy sposób postępowania w kra- 



4 

Ą 



'> Ohacz: Leon Xni et le Vaticcm par Louis Teate. Faris 1880. 
Rozdział ostatni. 



WOLNOŚĆ BWASOELICZNA. 



83 



I 



B 



jach protestanckich z katolikami, herezyarchowie bowiem radzili 
daleko ostrzejsze środki, a nawet karę śmierci na katolików, 
a panujący chętnie ich słuchali. Melanchton najłagodniejszy z nich 
wszystkich, żądał ])r/.ecież kar cielesnych przeciw katolikom ; Kai 
win oświadczył księciu Somerset, że mieczem musi tępić wyznaw- 
ców wiary katolickiej, lord Bnrghley, Knox a nawet Bakon ta- 
kich samych trzymali się zasad. Katowskie sceny, jakich dopu- 
szczali się Henryk VIII, Elżbieta, Kromwell, znane są wszystkim ; 
Gustaw Waza, Karol IX, Gustaw Adolf szafowali także więzie- 
niem i karą śmierci przeciw katolikom. W Anglii, Danii, Szwecyi, 
w Brandenburgu , w (tcnewie reformacya poczytywała sobie za 
misyą swoją gnębienie kościoła katolickiego, a Ungonoci na ge- 
neralnem zebraniu w Paryżu 1559 postanowili karę śmierci na 
innowierców t. j. katolików. Jeżeli niekiedy zdarzył się odwet ze 
strony katolików, nie był on nigdy czynem lub owocem religii, 
jak a protestantów, ale mimo religii i wbrew niekiedy jej naka- 
zom, spełnionym tylko aktem błędnej polityki lub namiętności, 
od której zresztą i katolicy wolnymi nie byli. Gdzież więc jest 
owa słynna głoszona przez Lutra wolność ewangeliczna i wolność 
sumienia? Ucisk innych wyznań, a mianowicie katolików: oto 
jest na nią odpowiedź '). 

Trzecim sposobem jakiego Luter używał, była apellacya do 
najniż.<;zych niekiedy żądz i namiętności ludzkich. Jeżeli bowiem 
każda religia fałszywa, choćby wcale nie zamierzała psuć swych 
wyznawców, owszem choćby ich pragnęła jak najbardzićj uszla- 
chetnić , przez to samo jednak, że jest fałszywą, w rezultacie 
swoim niesie ostatecznie skażenie i zepsucie, które jako zgnilizna 



') Co więcej, nanka Lutra w dalszym swoim rozwoju, rząd 
dusz i władzę nad sumieniami dnia niftylko królom i panąjąrym, ale 
nawet prostym macistratoiii i radom miej.skim , które dorwawszy się 
władzy, rozszerzały samowolnie jej atrybnrye a* do stanowienia 
w rzeczacli wiary — i częstokroć wbrew oporowi znacznej części ludno- 
ści, z lekceważeniem edyktów i rozkazów własnych swoich monar- 
chów, wprowadzały nową wiarę, Inh dawną, jak mówiły, poprawiały 
i zmieniały. Tsik uczynił np. Wrocław, Gdafisk , Toruń , Elbląg. Dla- 
tego dobrze mówił Hozyasz, ie Luter rozstrzyganie w nąjpierwszych 
i najważniejszych sprawach człowieka i społeczeństwa powierzył już 
nietylko królom i pannjącym, ale nawet burmistrzom i ławnikom. 

6* 





inoratna prędzej lub później pojawi się na jśj powierzchni ') i po 
tćm kriterium niewątpliwie poznać ją można {^cjc fnicłiłfus torum 
roffnosretis c<>.< Małh. VIII 16), to nanka Lutra wiodła wprost i bez 
wszelkich ogródek i zastrzeżeń , prawie cynicznie , do skażenia 
obyczajów i zepsucie było jej bezpośrednim owocem. Jeżeli np. 
Luter uczył, że dobre uczynki są niepotrzebne do zbawienia, że 
nawet mogą być szkodliwe, rodzą bowiem zaufanie w samych 
sobie, a osłabiają wiarę i ufność w zasługach Chrystusa Pana, 
która sama jedna nas usprawiedliwia i zbawia ; jeżeli odbierał 
(człowiekowi wolną wolę tak, że złe i dobre, jakie człowiek czyni, 
nie jest właściwie dziełem jego, ale dziełem Pana Boga, który 
w nim tak jedno jak i drugie sprawuje ; jeżeli znosił spowiedzie, 
po.sty, śluby, obrzędy religijne, modlitwy do świętych, jeżeli twier- 
dził, że wszyscy wierni są kapłanami i że mogą doskonale ro- 
zumieć pismo święte: wszystko to razem prowadziło do wielkiego 
moralnego zepsucia, któremu tak łatwo człowiek ulega, skoro 
nad nim prawdziwa religia i moralność panować przestaną. Lecz 
co więcćj Luter nie tylko jiośrednio przez swój system i naukę, 
ale działał wprost na namiętności ludzkie budząc je i podżega- 
jąc, aby i>rzez nie utorować drogę swćj nauce; tak np. panują- 
cych nęcił zaborem dóbr kościelnych, złych księży i zakonników 
uwolnieniem od ślubów kościelnych i swobodą nowego życia. 
lad cały wyzwoleniem od postów, spowiedzi, dziesięcin , posłu- 
szeństwa kościelnego, a nawet od najprostszych dobrych uczyn- 
ków. Trzy najsilniejsze ludzkie namiętności, nad któremi ehrze- 
ściaństwo ciągle pracowało, aby je ograniczać i zwalczać: chci- 
wość, zmysłowość i jiychę, on rozkiełznal, a nawet wprost wy- 
wołał, aby przy ich pomocy zwolenników sobie pozyskać. To 
też wszędzie gdzie dostała się retormacya, wywołała jak naj- 
większe zepsucie, poniekąd gorsze jeszcze, i wynzdańsze , jak 
u dawniejszych pogan laii dzisiejszych mahometan, tak że sam 
Luter przerażony tym widokiem powiedział, że ludzie dziś przy 
jasnóm świetle ewangelii sn daleko gorsi , jak byli pod papiez- 
twem, że jeden szatan ich opuścił,, a siedmiu gorszych ich opa- 
nowało — i z obrzydzenia chciał opuścić Wittenbergę, którą nową 
Sodomą nazywał, od czego go jedynie elektor saski powstrzymać 

') Ubacz Lacordaire: Konferencye o społeczności katolickiej, 
w tioniaczeniu Nowosif^jskiego. — Konferencja o niedolcztwie innycli 
nauk w rzeczy wydania roligrii. 



I 
I 



POZORNA PROSTOTA I ŁATWOŚĆ ST8TFMATU ŁUTBA. 

zdołał. Następni protestanci idąc za popędem pewnego moralnego 
uczucia, w interesie przytźm własnego wyznania, usiłowali wpra- 
wdzie opanować to zepsucie, jakie nauka Lutra w pierwszej 
chwili wszędzie zrodziła, a nawet odbudować pewną moralność 
chrześciaóską, do czego im pozostałe między nimi reszty prawdy 
katolickiej, tudzież przywrócone niektóre z obalonych zasad, jak 
np. o potrzebie dobrych uczynków posłużyć miały; głównie jed- 
nak była to szczęśliwa niekonsekweneya, która sprawiła, że pro- 
testanci przyjmując błędne nauki wiary, nie chcieli przecież przy- 
jąć płynących z nich błędnych zasad moralności i na tej podsta- 
wie zbliżonymi nieco do kościoła katolickiego pozostali, choć pod 
względem artykułów wiary, a hardziej jeszcze pod względem 
zgubnego pierwiastku negacyjnego, jaki jest gruntem ich wyzna- 
nia, wprost przeciwnymi nui pozostali. 

Czwarta okoliczność, która na rozszerzenie nauki Lutra wię- 
cej może jeszcze jak poprzednie wpłynęła, była pozorna jej ła- 
wość i prostota, z jaką nieograniczając swobody dumnego czło- 
wieka, otwierała mu przecież skarby mądrości i miłosierdzia bo- 
żego, złożone w Ewangelii. Człowiek bowiem pragnie religii, pra- 
gnie on dodatniego i skutecznego przestawania z Panem Bogiem, 
ale zarazem chciałby, żeby to przestawanie jak najmni(Sj go ko- 
sztowało, żeby jak najmniej ograniczało jego dumny rozum i ska- 
żoną wolę; żeby owszem cały ziemski człowiek ze wszy.stkiemi 
przywarami i z cał(;m skażeniem swojera pozostał, a nic utracił 
przecież Boga, Boga najlepszego i najczystszego, do ktrirego czło- 
wiek mimo całego skażenia swego, czuje pociąg nieprzezwycię- 
żony. Na tym szkopule rozbiły się wszystkie religie pogańskie. 
nie chcąc bowiem, albo raczćj nie mogąc oczyścić człowieka i po 
zostawiając go tak jak był w stanie upadku , chor chciały go 
wznieść do Boga, nie mogły jednak tego nigdy uczynić, ale ra- 
czej Boga sprowadzały do człowieka, czyniąc go uczestnikiem 
ludzkiego zepsucia, przypisując ma wszystkie wady i przymioty 
ludzkie, tylko we wszystkiem potężniejsze; tak że w ostatnim 
wyniku Bóg pogański był tylko człowiekiem, w którym człowiek 
czcił samego siebie, a raczej wszystkie swoje namiętności. Do- 
piero chrześciaństwo jako dzieło Boże podniosło rzeczy wi.ście czło- 
wieka do Boga i wprowadziło go w ten stosunek do Buga do- 
datny i skuteczny, jako syna do najlepszego ojca, pod warun- 
kiem jednak, że się wyrzecze wszelkiego własnego skażenia i ze- 




( 



POZOTWA PHOSTOTA STSTEStATTT LUTRA. 

psucia; że według energicznego wyrażenia pisma Św., zrzncł ze 
siebie starego, a oblecze się w nowego człowieka , który wedle 
Boga stworzony jest w sprawiedliwości i świątobliwości prawdy 
(do Elezów IV 24), do czego mu wszystkie środki i sposoby od 
Boga postanowione podawało. Żeby jednak człowiek, tak jaJi 
chciał on sam, albo raczej zepsuta jego natura, i skażenie swoje 
zatrzymał i Boga osięgnął, tego żadna religia , ani tałszywa po- 
gańska, ani prawdziwa cbrześciańska uczynić i tych dwóch tak 
przeciwnych sobie rzeczy zjednoczyć nie mogła. Owóż zdawało 
się światu, że to, czego wszystkie wieki osięgnąć nie mogły, to 
zdołał osięgnąć Luter — i że ten szczęśliwy wypadek wystąpieniem 
swojem światu obwieszczał. Komł)inacya bowiem Lutra pozwa- 
lała człowiekowi pozostać tak jak był i nie żądała od niego we- 
wnętrznej odmiany i uświęcenia, a jednak zdawało się, że go 
zbliża do Boga i pozwala mu wejść nawet w pewien dodatni 
do Niego stosunek, a to na podstawie Ewangelii- Rzeczywiście 
cóż pożądańszego dla człowieka, jak nic nie ofiarując zyskać tak 
wiele, bo Boga i prawdę Jego złożoną w Ewangelii. Ewangelia 
to najczystsze i najmilsze słowo Boże, w którćm Bóg wykłada 
wszystko, co chciał objawić człowiekowi, w któr(5m złożył wszyst- 
kie skarby mądrości i miłości swojej, aby niemi ubogacić czło- 
wieka : potrzeba tylko ](rzyłożyć rozum i serce, aby to wszystko 
wyczerpnnć i tem się nasycić. Co za kombinacya tak prosta, 
a jednak tak potężna, tak płodna w najpożądańsze następstwa! 
Prosty związek Ewangelii z rozumem '. Żadnego tu pośrednika, 
żadnej ofiary, żadnego wyrzeczenia się samego siebie ; niema tu 
ani papleztwa, ani kapłaństwa, ani spowiedzi, ani postów, ani 
nawet doljrych uczynków, a jednak osięga sic tak wiele, tak 
wiele i tak łatwo, jak nigdy jeszcze żaden ])apież nie ofiarował, 
choćby przy spełnienia tych ćwiczeń pokutnych i uczynków mi- 
łosiernych, jakich domagała się niegdyś ciemnota katolicka! Ja- 
koż rzeczywiście świat cały się poruszył słuchając tych nowości, 
a poruszenia tego nie można ])rzypisać samym tylko- wpływom 
ubocznym, ale był w tśm wszystkićm pewien pierwiastek pło- 
dny i niezwyczajny, który czyniąc zadosyć namiętności religijnej 
człowieka, schlebiał zarazem jego rozumowi, jego pysze i jego 
swobodzie. Wszędzie mówiono o czystym słowie boićm, cieszono 
się niem jakby nowem jakiem odkryciem, od którego miało się 
rozpocząć odrodzenie świata i nowa epoka : a tylko prawdziwi 



k 



BTAN POŁIT. KISUIBC. KIEZNAJOMOŚĆ W P0LSC3E DOKTHTKT LUTTU. 



I 



katoliccy mężowie z boleikiią patrzyli na te orgie rozumu z pis- 
mem Św., które traktowano dowolnie i niegodnie; a choć później 
spostrzeżono, że cale usiłowanie tiylo chybione, że z tego związ- 
ku Ewangelii z rozumem nie zrodzi się ^adna prawdziwa i czysta 
religia, ale raczćj okropna jej parodia, to jednak protestantyzm 
stal się już faktem i choć upadł i rozwiązał sie jako doktryna 
religijna, to jednak pozostał jako wyznanie i potęga polityczna, 
z którą póżnićj rachować się trzeba było i która w losach cbrze- 
ściańskiego świata ciężko nieraz zaważyć miała. 

Ostatnia nakoniec dźwignia, która nic tylko wsparła bardzo 
protestantyzm, ale i utrwaliła go w Europie, był stan polityczny 
ówczesnych Niemiec, a mianowicie rozbicie tychże na małe księ- 
stwa i elektorstwa, które dążąc odśrodkowo ku powiększeniu włas- 
nej potęgi, wywalczyć sobie chciały zupełną niezależność od wła- 
dzy cesarskićj, jak również wzmocnić swoje władzę na wewnątrz 
i zbogacić skarb swój dobrami kościelnemi , do czego najlepszy 
środek podawała retormacya. lieformacya też prędko zeszła z pola 
religijnego na pole polityczne i na tćnt dopiero polu stale utrzy- 
mać się zdołała. Książęta wszędzie wprowadzali i utrwalali ją 
siłą, mało troszcząc się o samo wyznanie jako sprawę religijną, 
ale nieubłaganie i konsekwentnie wprowadzając ją w celach 
politycznych. Tak czynili książęta protestanccy w Niemczech, 
o których powiedział sam Melanchton : ^Nasi walczą nie o Ewan- 
gelią, ale o swe panowanie;" tak czynili następnie Henryk VIII 
w Anglii, Gustaw Waza w Szwecyi, Chrystyan III w Danii, za- 
bierając dobra duchowne i czyniąc się przez przydanie sobie naj- 
wyższej władzy duchownej, panami nie tylko ciał, ale i sumień 
swoich poddanych. Reiormacya stała się teraz czystem narzędziem 
w rękach królów, — i zacząwszy od wolności ewangielicznej tj. 
od wyzwolenia siebie z pod władzy i powagi kościoła, przez 
dziwną ironię losu kończyła na najgrubszej niewoli w służbie 
władzy politycznej. 

Taką była i takiemi znamionami odznaczała się doktryna 
Lutra, kiedy stanąwszy u bram Polski, poczęła pukać, prosząc 
niby najprzód o gościnne przyjęcie, równocześnie jednak podstę- 
pnym sposobem wciskając się i przemycając. Ułatwiała ji;j to za- 
danie niewiadomość, po największej części bowiem nic wiedziano, 
ro to za gość, z cz(5m przycliodzi i co przynosi; — prawdziwym 
katolikom dość było wprawdzie wiedzieć, ze to berezya, aby ją 





88 ^^^^WTCHÓ»S)TNIBMriŚdCT W POSeCT^^^^^^^^^ 

Stanowczo odepchnąć, byli jednak tacy, którzy nie mając dość 
jasnych i stanowczych katolickich przekonań , jedni przyjmowali 
ją jako dobrą monetę ; inni czynili to z oppozycyi ku ducbowieii- 
stwu, inni z ciekawości, inni z prostój swawoli, przystając często 
do niej najlekkomyślniej , bez zbadania nawet powierzchownego 
tego, co w sobie mieści. Inne okoliczności krajowe , które ułatwiały 
jej szerzenie, przytoczyliśmy już powyżej. Historyą zatem tej obcćj, 
z zagranicy przeniesionej nowości religijnej mając szczegółowo 
rozwinąć i opowiedzieć, rzecz naszą tak podzielimy, że najprzód 
o reformacji w miastach i w stanie mieszczańskim, gdzie się naj- 
przód przyjęła, następnie o reformacyi pośród stanu szlacheckiego 
mówić będziemy. , 

Na początku panowania Zygmunta I (1507 — 1548) Polska 
wielorakiemi stosunkami związana była z zagranicą, szczególniej 
zaś z Niemcami i Włochami. Z Niemiec przybywali liczni wy- 1 
chodźcy, którzy uciskani na miejsca przez swoich feudalnych 
zwierzchników, emigrowali nieraz tłumnie do Polski, gdzie znaj- 
dowali swobodę, opiekę i pokrewny sobie w miastach żywioł 
niemiecki, gdzie też przychodzili do majątku i znaczenia, w za- 
mian za to wnosząc do Polski swą skrzętność, swą zapobiegli- 
wość, swą pracowitość, (przymioty, których właśnie brakowało 
Polakom), a nieraz i wysokie wykształcenie; zkąd poszło znów, 
że królowie chętnie otaczali ich swą opieką i używali ich do 
różnych materyalnych interesów królestwa, a nawet i do spraw 
politycznych. Najwięcej przybywało ich z zachodnich krańców 
Niemiec, z Alzacyi, a szczególnićj ze znękanego wojnami i nie- 
szczęściami na granicy Badenii w Alzacyi leżącego miasta Wis- 
semburga. Pierwszym, który otworzył tę wędrówkę, o ile wiemy, 
był Rejnfort ze starożytnej familii Wissemburgskiej , który około 
r. 1440 osTadł w Krakowie, a dorobiwszy się majątku, przybrał 
sobie za pomocnika wezwanego przez siebie do Krakowa Sewe- 
ryna Hetmana , który następnie ożenił się z pozostałą po nim 
wdową i odziedziczył jego majątek. Za przykładem Bctmana, 
który zyskał sobie powszechny szacunek i najpierwsze w^ mieście 
piastował urzędy, coraz więcej Wissemburczyków przybywało do 
Krakowa, to dla zawiązania stosunków handlowych, to dla naoki 
na uniwersytecie Krakowskini, a niektórzy nawet stale w nim 
osiadali. Do takowych należeli: yzyllingowie, Horsteinowie, Hel- 



JAN BOlfKR. 



ft 



wigowie, Yetterowie, Szmalcowie i Lemboekowie '). Później prze- 
noszą się do Polski rodziny Artztów, Rappów, Pfanów, Wolspro- 
nów i Hartliebów -), gdzie zastają dawniej już osiadłe bogate 
domy Wierzbiętów, Salomonów, Fogelwcderów, Turzów i Fng- 
gerów, z których np. Jan Turza (t 1509) zbogacił się bardzo 
przez oddzielanie srebra od ołowiu za pomocą miedzi i którego 
syn jeden był Ołoraunieckiro , a drugi Wrocławskim biskupem '■'■'), 
zaś Fuggerowie pochodzący z bogatej, współcześnie żyjącej 
w Augsburgu bankierskiej rodziny, tak znaczny handel prowa- 
dzili miedzią do Gdańska, że posyłką ich fis okrętów nałado- 
wano '). Wszystkich jednak zamożnością i wpływem swoim prze- 
szedł Jan Boner, przybyły jeszcze za panowania Kazimierza Ja- 
gielończyka z miasta Landau w Alzacyi, który wprzódy bawił 
jakiś czas w Wrocławiu, a następnie przybywszy do Krakowa 
zawiązał spółkę handlową z Zajfrydem Bctmanem i synem jego 
Sewerynem, która miała ogromne składy sukna, bławatów, to- 
warów norymhcrgskieh , korzennych, srebra i wosku, trudniła się 
dostawą dla skarbu i dworu i dzierżawiła komory celne w San- 
domierzu , Lublinie i Lwowie •'). Zrobiwszy na t(Sj spółce znaczny 
majątek i zaleciwszy się-sprawnością swoją królom polskim, a oso- 
bliwie Zygmuntowi I, został następnie tenże Boner burgrabią i żup- 
nikiem Krakowskim a prócz tego używany był przez Zygmunta 
w rozlicznych sprawach skarbowych , gospodarskich , familijnych, 
a nawet i politycznych , posiadając pełne zaufanie swojego mo 
narchy. Czy to bowiem idzie o otwarcie mennicy królewskiej, czy 
o wykupno dóbr królewskich , czy o restauracyą zamku Krako- 
wskiego przed przybyciem Bony, czy o naprawę innych miast 
i zamków, czy o drobniejsze sprawy, jak zakupno klejnotów etc, 
czy o poselstwa w rozlicznych sprawach nawet do zagranicznych 



I 



') Decynsz: De Sifjiswwdi regis temporibus, Cracoviae 1521 p. 
1011. — Adam Walther Strobfl : J'aterl(lndijiche Oeschichte des ElscLsses. 
Strassburę: 1^51. T. III str. 410. 

') Heitzog: Edeliia>i>n:s Ckrottik und aM/iihrłiche Beschreibung. 
Strassbnrg 1572. X. str. 214. 

') Bielski pod r. 150!1. 

') r)ecj'U8z tnniże. 

*) Obacz Hirszbercra : ..O życiu i pismach Justa Ludwika De- 
cynsza"' str. 7, ktrfry przytacza Lelewela Trzy rozdziały z historyi 
skarbowoSci w Polsce 1507 — 1532. str. 12. 




1 




OO JAW BONBB. '^^^^^^^^^^^^^^B 

monarchów, wszędzie jest Boner, którego Zygmunt używa i któ- 
remu nawet jak przyjacielowi się zwierza , jak świadczą liczne 
listy tegoż króla do niego w Tomicyanach zawarte. I było rze- 
czywiście za co być wdzięcznym i przychylnym królowi, jakie i 
bowiem usługi oddawał Boner, świadczy sam fakt wykupna za? 
stawionych ogromnych dóbr królewskich, dokonany przez niego 
na początku panowania Zygmunta I z funduszów części.-^ publi- ' 
cznych, częścią przez niego samego (zapewne sposobem pożyczki) 
dostarczonych, monetą zaś pod jego kierunkiem i dozorem 
w otwartej nowćj mennicy królewskiej wybijaną. Jakie zaś były 
te summy na wykupno dóbr' królewskich wydane, opowiada nam 
Hielski '), który tak o oalc'j sprawie pisze: ,.Ten tedy Boner dał 
wnetże kować monetę, zgromadziwszy srebra zkąd mógł. A gdy 
się prędko zamógł w pieniądze, wykupił królowi ziemię spiską, 
która była we dwanaście tysięcy czerwonych złotych od Jana 
Jordana z Zakliczyna; Oświęcim i żupy Kuskie, które były we 
czternaście tysięcy złotych czerwonych od Pawła czarnego mie- 
szczanina Krakowskiego ; Proszowice od Jurka Langa dziewięcią 
tysięcy czerwonych złotych; Nieszowąod Stanis-ława Kościeleckiego 
dziewięcią tysięcy; od Krakowskich Radziec, co ku wielkim rzą- 
dom przysiuszało, straż rybitwią, młyny, jatki i inne dochody, 
ilwiemanaście tysięcy z żup obudwu Krakowskich solnych wiele 
długu skupił: Olborę Olkuską, to jest dziesięcinę od kruszcu 
u Seweryna Hetmana pięcia tysięcy odkupił, Sieradz pięcia ty- 
sięcy, Gostynin dwiema tysięcy i trzema sty, Uadom trzema ty- 
sięcy, Sochaczów sicdmią tysięcy. Piotrków tysiącem i dwiema 
Sty, Drogobycz pięcia tysięcy, Rabsztyn póltorem tysięcy, Rytter 
zamek tysiącem, clo Lubelskie tysiącem i czterma sty, Słuchów 
cztermi tysięcy, Tucholą jedynaścią tysięcy, Sądecz cztermi ty- 
sięcy, Inowrocław pięcia tysięcy, mostowe i cło Toruńskie dzie- 
sięcią tysięcy złotych wykupił z rozmaitych ręku, ktemu służe- 
bnym wszystkim zapłacił, na które wyszło około dwakroć sto ty- 
sięcy złotych. Nad to zamek Krakowski , który był prawie upadł 
z wielkim kosztem zniurował, zwłaszcza stronę od zachodu słońca 
potćm inne ściany". Tyle Bielski. Za Janem Bonerem przybyli 
także do Polski trzej bracia jego, Jakób, ł'>yderyk i Jędrzej, 
ludzie bardzo dostatni, a od jednego z tych poszedł Seweryn, 

') Bielski „Kronika'^ ku. V. jiod r. 1507. 



DECTD8Z. 



»I 



» 



^ 



który pojął w małżeiistwo Zofią Betmanównę, 'bogatą jedynaczkę, 
z którą prócz kilku synów, mia^ córkę Zofią, co była potćm za 
Firleiem w Krakowie. 

Drugim znakomitym Alzatczykiem pochodzącym z Wissem- 
bnrga, a który w Polsce także wziętości i majątku się dorobił, 
był Jnstus Ludwik Decyusz, przybyły do Polski około r. 1505 
wraz z bratem Jakóbem po poprzednim dłuższym pobycie na 
Szląskn. Ten Decyusz, który się pisał także Dziecz, Dyccz, był 
najprzód domownikiem Bonera i zastępował go w rozlicznych 
jego zajęciach, mianowicie w zarządzie żup wielickich i bocheń- 
skich, a następnie dawszy się poznać krulowi, używany był jako 
towarzysz przy różnych poselstwach to do Rzymu, to do cesarza 
Maxymiliana; w r. zaś 152(t zostaje sekretarzem królewskim, na 
któreto stanowisko dobierano ludzi zdolnych i wykształconych. 
Równocześnie zajmował się Decyusz pracą literacką, od roku bo- 
wiem 1516 do 151 S wydaje brewiarze, a następnie drukuje raz 
i drugi Kronikę Miechowity, obok której wydaje także własne 
swoje pisma historyczne. Dedykując Zygmuntowi I drugie wyda- 
nie Kroniki Miechowity podpisał się i^ncri Lotrrawnsis et Iiniierialis 
palalii Oiiiic<, którąto godność otrzymał między r. 1518 a 1521 
od cesarza Karola V ') Następnie wysyłany był w poselstwie do 
Niemiec, do Neapolu, da Baru, gdzie po śmierci Izabelli matki 
Bony jako poseł królewski zarządzał jakiś czas księstwem , za 
co wszystko, a zapewne i za inne poczynione usługi zlały się nań 
niezwykłe dowody łaski i szczodrobliwości monarszej, w roku bowiem 
1521 otrzymał dożywocie w sunimie lOii złp. na żupach wieli- 
ckich, a wnet potem został karbarzem wielickim, czyli zarządcą 
warzelni soli, w roku zaś 1528 nadał mu król Zygmunt intratne 
wójtowstwo Piotrkowskie. Równocześnie otrzymał w zarząd jako 
zastępca podskarbiego dla spraw menniczych wszystkie mennice 
królewskie; na mennicę zaś w Toruniu otrzymał przywilćj, aby 
ją sam urządził i utrzymywał , oddając jedynie do skarbu kró- 
lewskiego po dwanaście groszy pruskich lub polskich od każdej 
grzywny wagi Krakowskiej (IS*/! łuta) czystego srebra-); jak 
zaś był biegłym w swym przedmiocie, do%vodzi i ta okoliczność, 
że Zygmunt I zgodnie z życzeniem Albrechta, księcia Pruskiego 




Obacz Hirszberg op. cif. str. 2!i. 
Tenże taniAo str. 39. 




w BKCTUSZ. BODZOfT W&08CIE W KBAKOWIB. ' 

polecił ma, aby dźwigną} podapadią mennicę w Królewca i ta- 
kową do czasa zawiadywał; jema tćż najwięcej zawdzięcza 
reforma monetarna za Zygmunta I. dokonana w Polsce. Wszy- 
stkie te urzędy pomnożyły niezwykle jego fortunę: był właści- 
cielem znacznych dóbr ziemskich i wielu kamienic w Krakowie, 
około r. 1536 nabył znaczne dobra na Szla.zku wraz z miastecz- 
kiem i kopalniami Kupferberg, a od r. lóai przyjęty był już do 
herbu i rodziny Tęczyńskich. Był następnie konsulem prezyden- 
tem krakowskim, jrowizorem szpitala Św. Rocha i edylem, czyli 
zawiadowcą co do spraw świeckich kościoła Panny Maryi w Kra- 
kowie, któreto obie godności (ostatnią jako dożywotnią), aż do 
końca życia sprawował. W r. 1544 stojąc na czele spółki do po- 
szukiwań górniczych, otrzymał koncessyę od Zygmunta I. na 
takowe poszukiwania w całćj ziemi krakowskiej. Równocześnie 
dokonywał jako edyl kościoła Panny Maryi wraz z kolegą swoim 
w edylstwie Jodokiem Schillingiem restauracyi wyższej wieży 
kościoła (luni.t crcubi(iruin), atoli już w r. 1.545 zakończył czynny 
swój żywot prawdopodobnie w Woli Jastowskiej, majętności, 
którą nabył pod Krakowem, a w której sobie ozdobny, po dziś 
dzień istniejący pałac w gnście włoskim zbudował. 

Oprócz rodzin niemieckich, które przeważnie w XIV. i XV. 
wieku do Polski przybywały, w XVI. wieku osiedlają się także 
w Krakowie liczne rodziny włoskie, jak Montelupich z Florencyi 
i krewnych ich Bassych, tudzież Cellarych z Medyolanu, jak ró- 
wnież Atlansych, Delpaeyeh, Pestalozzich i innych, których imiona 
ściany i mury kościoła Panny Maryi na nagrobkach nam prze- 
chowały. Częstsze jednak już na nich spotykamy z tźj epoki 
imiona polskie mieszczańskie, jak Dobryssowskich, Zatorskich, 
Wierzychowskich, Ciepielowskich, Wierzhiców, Krupskich, Mą- 
czyńskich, tadzież szlachty polskiiJj, jak Marcina Leśniowolskiego 
kasztelana podlaskiego i Krzysztofa Kochanowskiego (synowca 
Jana), chorążego sandomierskiego, a starosty małogoskiego, co 
wraz z wspomnianym wyżej fiowrotem kazań polskich do kościoła 
w r. ISyB, tudzież przekładem Haxonu w r. !535, dowodzi, że 
w tym czasie dokonywał się w Krakowie przełom na korzyść 
polskiego żywiołu, który jednak na początku XVI. wieku w zna- 
cznej był jeszcze mniejszości. Szczególniej cechy i rzemieślnicy, 
od których roit się Kraków i inne miasta, ciągle jeszcze i pra- 
wie wyłącznie niemieckiemi były i stanowiły jakby obce wśród 




KIEUIECKOŚĆ KRAKOWA. ZNIEHOZEME PBUS KRÓLEWSKICH. 03 



narodu kolonie. Jak zaś licznym był w ognie żywioł niemiecki 
w Krakowie, dowodzi nietyiko wielka liczba cechów, a między 
nimi takich, które tylko wśród ludnego i bogatego miasta utrzy- 
mywać się mogły, jak malarzy, snycerzy, haftarzy, goldszlage- 
rów, iglarzy, szklarzy, malowania na szkle wypalających itp. ') — 
nietyiko wielka ludność Krakowa, która za ostatnich Jagiellonów 
do 80,(łOO dochodziła, a która przeważnie składała się z kupców 
i rzemieślników, ale nadto i ta okoliczność, że kiedy w r. 1538 
w skutku wielkiego podrożenia rękodzieł, czego winę przypisano 
rzemieślnikom, zapadł statut , który znosił po miastach cechy 
rzemieślnicze, ponowiony statutem Zygmunta I. w r. 1543 (Vol. 
leg. I. f. 56S) — i gdy w skutku tiij uchwały cechy miast zagra- 
nicznych zakazały swej czeladzi wędrować do kraju polskiego, 
a nawet tę czeladź, jaka tu już znajdowała się, z miast polskich 
odwołały, Kraków i inne miasta tak były ogołocone z rzemie- 
ślników, że nawet sami majstrowie cudzoziemcy, poprzednio w Pol- 
sce osiedli , teraz pomocy swojej czeladzi pozbawieni , wynosić 
się zaczęli, co widząc Zygmunt August statutem z r. 1550 ce- 
chom dawny byt i swobody przywrócił i nowemi przywilejami 
je opatrzył. 

Jeżeli zaś Kraków stolica króla i kraju, w prowincyi czy- 
sto polskiej położony, jeszcze w początkach panowania Zygmun- 
ta 1. przeważnie był niemieckim, cóż dopiero powiedzieć o tych 
miastach, które położone w tej części kraju, gdzie niedawno 
jeszcze żywioł polski przez Krzyżaków systematycznie był tę- 
piony, a niemiecki całą siłą popierany, które nierównie jeszcze 
handlowniejsze od Krakowa, a tern samem więcćj stosunkami 
z zagranicą związane były; gdzie przebywały tłumy kupców 
i handlarzy niemieckich, gdzie brzmiała przeważnie mowa nie- 
miecka, a polska jakby przygłuszona od uboższego zaledwie ludu 
i w ziemiach więcij ku Mazowszu zbliżonych, jak w Golędzkiej, 
LubowskitJj, Basińskiej używaną była. Takiemi miastami były : 
Gdańsk, Toruń, Elbląg, a z pomniejszych Kwidzyn (Marienwer- 
der), Resin (Riesenburg), Dzierzgoń (Christburg), Czarstyrn (Ma- 
rienburg) i mnóstwo innych, które Krzyżacy zniemczyli . a prócz 
tego cała najbardziej ze wszystkich ziem zniemczała ziemia war- 
mijska. Z innych dzielnic Polski najwięcej zbliżoną do Prus pod 




') Mączyński. Paiiuntka z Krakowa T. I. str 78. 



i 



względem niemieckości była Wielkopolska, gdzie miasto Poznań 
jeżeli nie bardzićj, to przynajmniej na równi z Krakowem zniem- 
czone, dłago jeszcze potem pod przewagą obcego żywiołu, a mia- 
nowicie licznych Niemców i Szkotów zostawało, którzy rozległe 
stosunki handlowe z miastami niemieckiemi , a nawet z Edyn- 
burgiem utrzymywali. Toż samo, choć już nie w tej mierze, po- 
wiedzieć można o Wilnie, które także z powodów stosunków 
handlowych w znacznćj części od Niemców, Ormian i Szkotów 
zamieszkane było; o Wrocławiu zaś, który choć już nie należał 
do Polski, znacznie jednak na Polskę oddziaływa], dość nam 
jest wspomnieć, żeby wiedzieć, że to było miasto całkowicie 
wynarodowione i samymi prawie Niemcami napełnione. 

Wśród takowych stosunków, gdy we wszystkich większych 
miastach polskich , zwłaszcza bliż(5j ku zachodowi położonych, 
bujnie krzewił się żywioł niemiecki, reformacya przychodząc ■ 
z Niemiec, z piętnem niemieckiego pochodzenia, znajdowała łatwe 
przyjęcie, a im które miasto więcej od rzeczonego żywiołu prze- 
pełnione było, t6m łatwiej ją przyjmowało. Początek zrobił 
Gdańsk pełen tak stałej jak i napływającej ciągle z powodu 
interesów handlowych ludności niemieckićj , w którym już w roku 
1618, a więc zaledwie w rok po wystąpieniu Lutra, gdy ten 
nawet stanowczo jeszcze nie zerwał z kościołem, znalazł się 
niejaki Jakób Knade, mnich apostata z klasztoru Dominikanów, 
pochodzący z Gdańska, który odważył się publicznie wystąpić 
przeciw głowie Kościoła, ślubom zakonnym i innym mniemanym 
nadużyciom kościelnym, a łącząc czyny do słów, zrzucił jeszcze 
w tymże roku habit i ożenił się z niejaką Anną Rastenberg (^vide 
Friese : Bcitrutje II. str. 73). Równocześnie prawie bo w r. 1519 
pojawia się w Prusach zachodnich niejaki Jan Boschenschein 
z Esiingen w Szwabii, dawny profesor hebrajskiego języka w In- 
golstadt, który w r. 1520 predykuje w Gdańsku, a wnet po 
nim bo w r. 1522 zjawia się trzeci reformator urodzony także 
w Gdańsku Jakób Hegge, syn krawca, nazwany także Winkel- 
ploch lub Finkenplok, który predykuje na cmentarzu przy ko- 
ściele Ś. Gertrudy pod dębem, gdzie mu wystawiono kazalnicę. 
W tymże roku 1522 przybywa czwarty kaznodzieja Maciej Bine- 
wald mnich apostata z zakonu Karmelitów, któremu oddano ko- 
ściół Ś. Katarzyny, który następnie w r. 1525 ożenił się i po- 
szedł do Elbląga, aby tam szerzyć nową naukę; kiedy jednak 



I 



BarOBMACTA w OSAŃSKC. 



1R> 



I 



w roku następnym poczęła się repressya, uciekł do Pras ksią- 
żęcych, gdzie gt> książę Albrecht zrobił pastorem w Hohenstein 
(Friese I. c). Równocześnie z nim występuje piąty reformator 
Jan Bonhold, który w r. 1523 .był kaznodzieją przy kościele 
Ś. Barbary; szóstym zaś był Doctor Alexander, dawny Fran- 
ciszkanin, który oil r. 1521 do 1524 kazywał najprzód przy ko- 
ściele Ś. Trójcy, pot^m w kościele Brygidek, a w r. 1524 powo 
łany został do kościoła parafialnego miejskiego ; ponieważ jednak 
lud pobudzał do rozruchu, został w końca na rozkaz królewski 
wypędzony (Friese 1. c. ). Współczesnymi z nimi byli jeszcze 
Paweł Kerst albo Cerstein w r. 1523 przy kościele S. Jana i Am- 
broży llOttwel w r. 1524 przy kościele ŚŚ. Piotra i Pawła; 
z czego się pokazuje, że nowa nauka musiała mieć wielu zwo- 
lenników, skoro tylu kaznodziejów i przy tylu kościołach prawic 
równocześnie słuchanych, i jak się zdaje, silnie popieranych było. 
Napróżno Maciej Drzewiecki bisku|> kujawski, w którego dye- 
cezyi Gdaiisk leżał, pisał po kilkakroć w tćj sprawie do rady 
miejskiej ; rada miejska choć przeważnie z katolików złożona 
i nowościom nieprzychylna, nie mogła jednak nic skutecznego 
przedsięwziąść i najczęściej przez szpary patrzała. W r. 152o 
rozkazał biskup wspoiiinionego wyżej Knadego, którego już 
wprzódy z urzędu złożył i od godności kapłańskiej odsądził, 
pojmać i do więzienia do Czopkowa zaprowadzić, gdzie tenże 
Knade sześć miesięcy przesiedział, poczem jednak na wstawien- 
nictwo swego teścia Jakóba Roboyse, którego pasierbicę miał za 
żonę, z więzienia uwolniony został. Pot<5m udał się do Torunia, 
a potźm na dwór jakiegoś magnata Krokowa, na którego zamku 
głosił znów swoją naukę; poczćm w r. 1525 znajdujemy go znów 
w Gdańsku, gdzie na rozkaz króla powtórnie został uwięziony, 
ponieważ pojętej przez siebie niewiasty odstąpić nie chciał; wy 
puszczony jednak po niejakim czasie w roku 1527 był w Ma- 
rienburgu, w r. zaś 1534 w Nidenburgu w Prusach książęcych, 
zkąd w r. 1539 udał się na Pomorze, gdzie w r. 15G4 w Dem- 
min umarł (Friese op. cif. II. 73. 74). Co do wspomnianego wy- 
ż^j Hegge, albo Winkelplocha, gdy ten nie przestawał kazaniami 
swómi burzyć, rozkazał król miastu pod dniem 16 lutego 1523 r. 
aby temu koniec położyło. (Preusische Sammlungen T. II p. 263). 
a prócz tego pisał w tćj sprawie kilkakrotnie do rady miejskiej 
biskup kujawski; poczym Hegge, który się już ożenił, nie czując 





^m BEFOBMACTA W GDAŃSKU. 1 

się bezpiecznym w Gdańska, schronić się do Wittenberg!, zkąd 
])0 sześciu miesiącach wrócił najprzód na Pomorze , a potćm i do 
Gdańska, gdzie mu powtórnie oddano kościół Ś. Katarzyny, przy 
którym już dawnićj predykował. Z tegoż roku 15"J3 z dnia 15go' 
września jest jeszcze list biskupa kujawskiego do rady miejskiej 
w którym żali sic biskuj), że iuny reformator, wspomniany wyżśj 
Jan Bonboid sprowadza całemi pakami książki luterskie i usu- 
nięcia jego żąda. (Preussische Sammlungen T. II. p. 719). Pod 
dniem zaś 2iJ listopada tegoż roku, król wyrzuciwszy radzie, że, 
tak długo toleruje lutcrską sektę, która się nawet na wsie oko- 
liczne rozszerza, wydaje groźny rozkaz, aby temu stanowczo za- 
pobiedz (Friese oji. cif, p. 7S). Żeby więc coś uczynić, rada miej- 
ska wydaje rodzaj przepisu jak mają być kazania głoszone, 
a następnie w r. 1524 każe z ambon ogłosić, że zakonnicy nie 
mają być prześladowani , zapewniając jednak przytćm , że w mieście 
ani kazań mówić, ani słuchać spowiedzi nic będą. (Friese 1. c.^ 
Rozporządzenie to, jak wszystkie podobne połowiczne, słabość 
tylko władzy zdradzające rozkazy, nie tylko nie odniosło skut- 
ku, ale nawet do nowego rozruchu doprowadziło. Gdy bowiem 
z początkiem roku l.')24 w lutym przybyli do Gdańska pełno- 
mocnicy królewscy Jan Łaski prymas, tudzież biskupi Maciej 
Drzewiecki kujawski i Jan Konopacki chełmiński wraz z kilkoma 
panami polskimi, aby z polecenia króla zawrzei*' przymierze 
z pełnomocnikami książąt Henryka mekienburgskiego i Jana po- 
morskiego i barniniskiego przeciw zakonowi niemieckiemu , a za- 
razem aby zapobiedz szerzącemu się w mieście luteranizmowi 
i gdy Drzewiecki po zawartem już szczęśliwie 9 marca przymierzu 
kazał uwięzić jakiegoś kaznodzieję luterskiego Pawła Kiirlina, 
który pod bokiem i w obecności prawic biskupów zuchwale błędy 
luterskie głosił, także powstały rozruchy, że nietylko wspomnianego 
kaznodzieję musiano wypuścić (Krasiński op. cit. 46), ale nadto 
obaj biskupi nic chcąc się narażać na niebezpieczeństwo życia lub 
osoby, ojiuścili co prędzej miasto ; sam zaś tylko Laski jako pry- 
mas i poseł królewski doznał poszanowania, towarzyszyli mu bo- 
wiem przy wjeździe i wyjeździe z miasta obywatele w sto koni 
jako straż honorowa \Acta Tomiciana VII. 37.i. — X. Korytko- 
wski Żywot .Łaskiego str 49). Po tym chwilowym tryumfie stron- 
nictwo reformacyjne stało się jeszcze zuchwalszćm i rozpoczęło 
burzenie na wielką skalę, wyrzucając z kościołów ołtarze i obrazy, 




BCNT GDAŃSKI. 



87 



zabierając kosztowne naczynia, blużniąc przytćm przeciw świę- 
tośeiom, wypędzając z klasztorów zakonników i zakonnice i wszę- 
dzie nowe iuterskie nabożeństwo zaprowadzając, jak się to po- 
kazuje z listu króla Zygmunta do (Gdańszczan w r. 1525 pisanego, 
w którym król wykazawszy te wszystkie niegodziwości surowo naka- 
zuje, aby do wiary katolickiój, którą od przodków odebrali i w której 
będąc królowi się poddali, powrócUi i krzywdy co dopiero wyrządzone 
naprawili. Żąda nadto król aby radców i innych urzędników miejskicb 
których bezprawnie i niegodziwie zmienili, do swych urzędów przy- 
wrócili. ') Żeby to ostatnie żądanie i w ogóle cały reskrypt kró- 
lewski zrozumieć wiedzieć należy, że gdy działy się owe gwałty 
i nadużycia, rada miejska kazała kilku największych burzycieli 
uwięzić. To dało hasło do wybuchu jjrzeciwko 8am<5jżc radzie 
miejskićj. Zbrojna bowiem hałastra ''), ta sama która dotychczas 
burzyła kościoły i ołtarze, nieposkromiona z początku , a czując 
się w sile, zwróciła się teraz przeciwko radzie miejskiej i opa- 
, nowawszy miasto, przez dwunastu obywateli, którzy jak ztąd 
widać przywódcami jdj byli, zażądała od tejże rady pod dniem 
1:2 stycznia 1525 r aby zwołała zgromadzenie ludu celem prze- 
prowadzenia reformy kościelnćj. Gdy jednak uchwały, jakie po- 
■wzięło toż zgromadzenie i które dla uspokojenia umysłów akce- 
ptowała rada miejska, wydawały się burzycielom za nadto jeszcze 



') Acta Tomicianii VI [. '6^6. Cum multis rumurihus jierlatttm 
Itfsstt ad nos, neditione.H rtslrais inUstinas et illKoll:n^la^l adnertun fidem 
\et religionem sanctam catholieam eo iisqutt peroenisse, ut- plurima eon 
ifra deum et lieatinsimam rirgincm , matrem eJH.s ac omnes sanctos in- 

tiifinissima committcrenliir, in (liviinssimum nocramentnm blusphe.marclnr ^ 
\ciboria, altaria, iwai/in^s, j>idiirn.i in erclesiis esxe confracta et contu- 

t/ie/iWe ejecta , calices , patenas citices et alia cleiiodia de ecclesiis ac- 

ceyla et asporłata , monaclwa et moniales tpoliatos et de. monastuńia 
\ejcctoii, novQS aecłas et tioram reiigioHem incectum, oratorai uoittroa 
I infamatos et contumeliis affectna proconauleii , consuleg et alios nfficta- 
ilfs civitafis łicenłissime d«pnsil(is et opprobriia affectos aliosqiu in lo- 

tirtn ipsnrum indebite suffedos, . . adinonen,ins fos dua-imus inanihoites 
[*'«/» grumugima imUijnittionr. vo»tra ut priiiinm omiimm rdiffioneiii 
l«anctamcatholicam ad eain obiiervatiouein et ordinem, tjuem a mąjoribua 
I res/rw per inaniis acceiil-itis et cum qua juibia subdili facti catis in 
Vonuiibua quae mutała, destriicta, oblata et riolatasunt, re><tituatia etc. 
*) Ibidem VII. 387. Suntentia in negotio Gedanenaium Juonnia 

fiaiki. . . . „pauci tx infima plebe auae aortia honiiues aibi in- 

tjHnxerunt,'* 

Dłhje IIa:oriii<e;'i tr foltct T, I. 7 




względne i za mało radykalne, zrobili nowy zamach; cztery ty- 
siące ludzi uzbrojonych zabrawszy działa z marów miejskich opa- 
nowało ratusz i zmusifo dotychczasową radę miejską do ustąpie- 
nia, pocz6m nowa rada z pospólstwa wybraną zostafa, do któ- 
rej z dawnych członków wszedł tylko dotychczasowy burmistrz 
Bischof, który umiał sobie ująć stronnictwo radykalne, tak że na- 
wet ponownie burmistrzem wybranym został (Krasiński op. cił. p. 47). 
Teraz dopiero rozpoczęły się na dobre owe gwałty i prześlado- 
wania kościołów i katolików, o których mówi reskrypt królewski. 
Nowa rada wzięła zaraz pod swoją dyspozycyą całą własność 
kościelną, zamknęła klasztory prócz dwóch, z których w jednym 
wszystkich zakonników, w drugim wszystkie zakonnice pomiesz- 
czono, zniosła wszystkie obrzędy katolickie i ustanowiła po kościo- 
łach predykantów luterskich. Obalono przytem mury odłączające 
miasto od przedmieść, zniesiono wszystkie cła i podatki oprócz 
znndcollu, a rybołówstwo i polowanie wszystkim pozwolono, 
(Szujski Dzieje Polski II. 204). Nie chcieli jednak Gdańszczanie 
całkowicie zrywać z królem i dlatego w odpowiedzi na powyższy 
reskrypt królewski wyprawili do Krakowa poselstwo z pięcia 
członków, z obszernem tłomaczeniem się czyli apologią, w formie 
raczej religijnego traktatu niż obrony ułożoną, gęstemi cytatami 
z pisma świętego przeplataną, w której usiłują dowieść, że nic 
właściwie przeciwko władzy królewskłćj nie przedsięwzięli , ale 
że tylko niektóre nadużycia i niewłaściwości w rzeczach kościel- 
nych usunęli, i że w ogólności wiary nie zmieniają, aleją tylko 
poprawiają '). 

Zaszły tymczasem i w innych miastach pruskich nieporządki 
i gwałty przeciw katolikom, a nadto tak ważny i doniosły wielce 
fakt sekularyzacyi mistrza pruskiego i złożenia hołdu w Krako- 
wie, który nawet i na repressyą, jakiej potem w Gdańsku użyto, 
wpływ swój wywarł, że koniecznie dla uzupełnienia obraza 
wprzódy o tych wypadkach powiedzieć musimy, zanim do dal- 
szej historyi tego co się działo w Gdańsku, j)rzystąpim. Co się 
tyczy miast pruskich, pokrewnym pod względem handlu, ludno- 
ści, jakoteż i usposobienia mieszkańców, Gdańskowi Uyl Toruń, 
tylko że mieszkańcy jego z powodu większego zbliżenia do gra- 



') Acta Tomiciana VII. 358. Apologią Gedaiicrminm, Et pag. 366, 
Alttra Gedanensium purgatio stu excusatio vH potius accwiałio. 




BOZROOHT W TORUNIU. 7.ACItARYASZ FERREIU. 



99 



nic właściwej Polski, tudzież częstszego w nim przebywania na 
sejmach i innych zebraniach króla i senatorów, z usjtosobie- 
niami swenii reformatorskienii więcej ukrywać się musieli. IJdy 
w r. 1520 Zygmunt [. na sejmie w Toruniu wydał surowy zakar, 
wprowadzania pism pewnego M. Lutra pod kara. konfiskaty ma- 
jątku i wygnania z kraju, przyczem nicwiadomośó lub inne wy- 
mówki miejsca nie mają, dekret ów oczywiście najprzód do 
Torunia zastosowany został; nic mogli więc mieszkańcy publi- 
cznie odbywać nabożeństwa luterskiego i trzymać predykantów, 
ale wielu za to udawało się do Prus krzyżackich, aby tam komu- 
nikować ( Friese IkifiUije II, pag. 82). Gdy w r. 1521 po za- 
wartem z Albertem mistrzem krzyżackim w Brześciu (22 marca 
1521) czteroletnidm zawieszeniu broni, legat papieża Leona X 
Zacharyasz Ferrerł przybył do Torunia, aby królowi imieniem 
papieża za toż zawieszenie broni podziękować '), wprowadzony 
uroczyście przez duchowieństwo, naradzał się następnie z temże, 
a potem i z królem (który zwołał nawet w tym celu stany pru- 
skie), jakby szerzeniu nowej nauki zapobiedz. Między innemi z narady 
wynikłcroi środkami postanowił legat, aby spalić obraz i książki Lu- 
tra publicznie przed kościołem św. Jana. Rzecz ta jednak zamiast 
dobrego, smutny obrót wzięła; Torunianie bowiem zebrani na to 
widowisko, skoro rozpalono ogień, poczęli rzucać kamieniami na 
duchownych, a potem rzucili się ku płomieniom i wyrwali ztam- 
tąd obraz. Odebrał go wprawdzie biskup kamieniecki Wawrzy- 
niec Jlodzelewski i wrzucił znowu w ogień, atoli poliim tak mo- 
cno poczęto rzucać, że biskup i legat schronić się musieli (Friese 
1. c). Po tym wypadku legat udał się do króla i miał w obe- 
cności jego gorącą mowę przeciw błędom Lutra, kłóra następnie 
w tymże jeszcze roku 1521 u Jana Hallera w Krakowie druko- 
waną była, a obok niej cdykt królewski w tymże roku w To- 
runiu publikowany (Friese I. cl. Edykt ten poparty obecnością 
królewską, a może i inne jeszcze przeciw nowej nauce przedsię- 
wzięte środki musiały odnieść swój skutek, skoro w następnych 
latach żadnych większych zaburzeń w Toruniu nic znajdujemy-}, 

') B\a1)i(>z, Wiadomość o legatacli i nnncyuszach w dawnej Polsce 
100. — Acta Tomiciaiia V. 37(). 

^ Nai)aśii jednak na klasztory, apostazye złych zakonników, za- 
bierania własności klasztornej trwały cii|gl« i wywoływały niii^>:^zania 
się rady luiejokidj , która w iniaic tego jak w wi\;k8Zości swćj z kato- 





100 BUNT W ELBUĄOD. ^^^^^^^^H 

a nawet w r. 1525 gdy wszystkie prawie większe miasta pruskie 
za przykładem Gdańska podniosły rokosz, a niektóre zmieniwszy 
wiarę zmieniły także zwierzchność swoją, jak Gdańsk i Elbląg, 
Toruń acz próbował także rokoszu, przecież przez zwierzchność 
gminną swoją w spokoju utrzymanym został iFriese 1. c); pom- 
niejsze zać rozruchy wysłani tamże w r. 1526 komisarze kró- 
lewscy uspokoili. (Tomiciana VIII. 41.). Gorszym nierównie oka- 
zał się Elbląg, w którym już w r. 1523 zabronił magistrat Do- 
minikanom miewać kazania, i w nocy na przepisane regułą 
pacierze dzwonić. W r. 1525 gdy wybuchły w Gdańsku wyżćj 
opisane rozruchy, wiarę i zwierzchność cywilną wywracające, 
rozruchy te za powodem szczególniej przybyłego z Gdańska 
wspomnionego powyżej Macieja Binnewald, ożenionego mnicha 
apostaty z zakonu Karmelitów, słowo w słowo prawie powtó- 
rzyły się w Elblągu — i ażeby nic nic brakowało do zupełnego 
naśladownictwa, tak samo złupiono ze wszystkiego kościoły 
i klasztory, zakonników i kapłanów pozamykano po klasztorach, 
zakazując się im pokazywać; w końcu złożono wszystkich raj- 
ców i innych urzędników miejskich, a nawet bnrgrabiego kró- 
lewskiego, a w ich miejsce postanowiono innych, którzy się sami 
narzucili. Dowiedziawszy się o t(5m Zygmunt, wydał do Elblążan 
w r. 152G jak niegdyś do Gdańszczan, surowe napomnienie, aby 
do religii katolickiej powrócili, złożonych rajców i urzędników 
przywrócili, i wszystko do dawnego stanu przywiedli (Tomi- 
ciana VIII. 109); a następnie chcąc się przekonać, czyli temu 
wezwaniu zadosyć uczynili, wysłał do nich Jerzego Bajzena wo- 
jewodę malborskiego, i Achacego Czemę podkomorzego pomor- 
skiego (Tomiciana, VIII. 111); gdy to jednak co oni uczynili, 
nie wystarczało '), po uspokojeniu Gdańska zamierzał sam się 
tam udać (Tomiciana, VIII. 113), nie mogąc atoli dla spraw pań- 
stwa tego dokonać (w tym czasie obejmował spuściznę ^lazo- 
wiecką), wyznaczył mandataryuszami swoimi do Elbląga Macieja 

lików lub luterauuw zlużuns) była, dekreta za lub przeciw zakonum 
wydawała. Najwięcej pociiiKaly nowatorów mniemane bogactwa Inb 
kosztowności kośrielnti lub klasztorne, które zabrać wrzekomo na wła- 
sność miojskij usiłowali, jak to dość obszernie opisu.je Eicbliorn w mo- 
nografii 8w6j: Der ermliiadisciie Bi.schof Hosins T. 1. 

') Jak się pokaże później, sam ten Achacy Czerna (a może 
i Biijzen) był skrytym luteraninem. 




BEFORMICYA W BBATJNSBBHOr. FABIAN DE LU8IONAN. 



101 



Drzewieckiego kujawskiego, Maurycego Ferbera warmijskiego, 
Jana Konopackiego i;hctii;iiJskicgo biskupów, tudziei^. Jana Luzyań- > 
skiego chełmińskiego, Jerzego Bajzena malborgskiego, Jerzego 
Konopackiego pomorskiego wojewodów, oraz Ludwika z Mortągi 
kasztelana elblagskicgo, którzy przybywszy do Elbląga i win- 
nych ukarawszy, reiigin katolicka i dawną zwierzchność gminną 
przywróciwszy, rzecz całą szczęśliwie zakończyli. (^Tomiciana 
1. c). Co do innych miast pruskich, zwłaszcza tych, w których 
przewalał żywioł niemiecki, nie było prawie żadnego, w któ- 
remby nowa nauka i idące w ślad za nią mniejsze lub większe 
zaburzenia nie miały miejsca, że wymienimy tylko Marienburg, J 
w którym w r. 1525 musiało być wielu heretyków, skoro Zy- 
gmunt I. w tymże roku poleca Janowi Balińskiemu, kasztelanowi 
gdańskiemu i przełożonemu zamku Marienburgskiego, aby ich 
wyszukiwał i karał i wszelką pomoc w tym względzie Mikoła 
jowi Schombornowi, nnwo mianowanemu w temże mieście pro- 
boszczowi katolickiemu udzielał. (Toniiciana, VII. 341). r;dzie 
jednak największe postępy uczynił zaraz w początkach swoich 
lateranizm, to w ealćra biskupstwie warmijskidm, którego biskup 
Fabian de Lusignan był otwartym prawie stronnikiem Lutra 
i któremu Leo historyk pruski całą winę dostania się do War- 
mii luteranizmu przypisuje (Hi^ifm-lii Pnt!<:ti(ii; p. Sflfii. We- 
dług świadectwa Niesieckiego (Korona polska T. III., str. 190\ 
widziano tegoż hiskapa raz tylko w życiu odprawiającego Mszę św. 
Gdy w r. 1520 Albert mistrz krzyżacki, prawdopodobnie zdradąu'« 
bez wystrzału zajął Braunsbcrg, główne miasto biskupie, i uczy- 
nił komendantem miasta niejakiego Piotra z Dunaju, poczęto 
tam jawnie głosić zdania luterskic 1 wprowadzać luteranizm. 
Ponieważ biskup okazywał się na to obojętnym, kapituła zmu- 
szona go była upomnieć, on jednak odpowiedział, że Luter jest 
kapłanem i ma rozum i że jego zdania są w piśmie uzasa- 
dnione ; a jeżeli się kto czuje na siłach, aby go pokonać, niech 
to uczyni (Friese: Beitra(ji' II. 144). Pod takowym biskupem 
niedziw, że luteranizm czynił postępy i że w samym Brauns- 
bergu burmistrz miasta Orzegórz Rabę wraz z Leonardem Kozeii 
i kilkoma innymi odważyli się publicznie naśmiewać ze Mszy Św., 
robiąc z niej jakoby koraedyę na rynku, dwóch zaś biegało po 
kościołach przebrani jako arlekini. (Friese, op. cit. p. l4o). Osta- 
tniego Stycznia 1523 r. umarł biskup Lusignan, nim zaś jego 



102 REFOBMACYA W BBAUNSBERGU. UACBTCY FERBER. 

następca gorliwy i prawowierny Maurycy Ferber kanonik z Frau- 
enburga potwierdzony został przez Stolicę Apostolską i objął 
rządy, (czemu w Rzymie, chcąc Warmię wcielić do Prus krzy- 
żackich, przez prokuratora zakonu starat się przeszkodzić Alberta 
lecz nadaremnie), wprowadził tenże Grzegorz Rabę nabożeństwo 
luterskie, wygnał zakonników i z2upii kościoły, sprowadziwszy 
z Gdańska jakiegoś predykanta, którego Leo (op. cit. p. 410) 
nazywa balwierzem. Tymczasem skończyło się panowanie Alberta 
w Brauusbergn, z którego traktatem krakowskim z 10. Kwietnia 
1525 r. ustą])ić musiał; nowy zaś biskup chcąc wykorzenić here- 
zyą, wyrobił u króla rozkaz nakazujący wszystko przywrócić do 
pierwotnego stanu; — lecz gdy starosta królewski imieniem Prenck 
wypełniając ten rozkaz, wprowadzał jakiegoś wygnanego dawniej 
katolickiego ka]>łana nazad do kościoła, wspomniany Grzegorz 
J\abe pokazując na owego kapłana, zawołał : „Tu jest wilk" 
i podburzywszy wraz z kilkoma innymi lud, sprawił, że tegoż 
kapłana znów wygnano, a luterskiego predykanta wprowadzono 
na kazalnicę (Friesc II, 145). Gdy się o tćm dowiedział Zygmunt 
bawiący właśnie w Gdańsku, dal natychmiast zlecenie Maciejowi 
Drzewieckiemu, biskupowi kujawskiemu i Ludwikowi z Mortąg 
kasztelanowi elblągskiemu, aby udawszy się do Braunsberga, 
ukarali winnych i porządek w mieście przywróciwszy, rząd du- 
chowny i cywilny, jaki biskupom warmijskini w moc zwierz- 
chnictwa ich nie tylko duchownego, ale i świeckiego od czasu 
założenia biskupstwa nad całym krajom przysługiwał, biskupów, 
ówczesnemu Maurycemu Ferberowi oddali. Ci przybywszy na 
miejsce, i wszystko według zlecenia królewskiego wykonawszy, 
a mianowicie ukarawszy wiuiiych i jiorządek przywróciwszy, aby 
na przyszłość podobnym rozruchom zapobićdz, pod dniem 18 Sier- 
pnia 1526 r. wydali postanowienia, w których dozwalając, aby 
ci, którzy do wiary katolickićj powrócić nie chcą, do dwóch 
tygodni miasto opuścili, w dalszym ciągu stanowią, że ktoby po 
upływie tego terminu inną wiarę szerzył lub wyznawał, karą 
śmierci ukarany zostanie. Inne punkta ubezpieczają w ogólności 
rząd cywilny i duchowny biskupa i takowy mu oddają; — po- 
czćm gdy te postanowienia przez króla zatwierdzone i przez 
mieszkańców Braunsberga zajuzysiężone zostały, (Tomiciana, VIII. 
114), cała Warmija uspokojoną została. 




I 



I 



I 



i-^ 



I 



ZAKON KRZYŻACKI. STAN J£GO 'WEWNĘTRZNY. ALBEET UISTRZEM 103 

Najważniejszym jednak faktem z tego czasu, który prze- 
ważny wjiływ wywarł tak na współczesną w Polsce reforraacyą, 
jak i na całą dalszą przyszłość Polski , ł)yła bczwątplcnia sekn- 
laryzacya mistrza krzyżackiego Alberta i ugruntowanie pod bo- 
kiem i prawie w zanadrzu Polski protestanckiego państwa, kry- 
jącego w sobie nader niebezpieczne zamiary dla tej właśnie 
potęgi , która je stworzyła i powagą swoją osłaniała. Od pokoju 
Toruńskiego, t. j. od r. 1466 zakon chorował na dwie choroby; 
z jednćj strony rozprzężenie się wewnętrzne, wynikające z po- 
rzucenia nietylko dncha, ale i form zakonnych, z wywrócenia 
karności i z pogardy ślubów złożonych ; z drugićj strony niepo- 
skromiona chęć i żądza odzyskania dawnego politycznego zna- 
czenia i panowania, która t(3m bardziej występowała, im bar- 
dziej zakon tracił całą swą wartość wewnętrzną, a tylko na 
zewnętrznej potędze opierać się usiłował. Pierwsza z tych cho- 
rób prowadziła wprost do apostazyi, do sprzeniewierzenia się 
nietylko zakonowi, ale i religii katolickićj; druga skazywała 
zakon na ciągłe szamotanie się i wysiłki , aby siłą oręża odzy- 
skać to, co w skutek najbardziej własnego tyraństwa i chciwo- 
ści utracił. Czterej pierwsi mistrzowie po pokoju toruńskim skła- 
dali jeszcze, acz z ociąganiem się i niechętnie, hołd królowi pol- 
skiemu, tak jak warunki tegoż pokoju nakazywały ; atoli już 
piąty mistrz Fryderyk książę saski mając za sobą cesarza Ma- 
ksymiliana, za którym szedł papież, — i dlatego właśnie mi- 
strzem obrany, — nie tylko nic stawił się z hołdem, ale nadto 
zażądał zmiany traktatu Toruńskiego i wymógł nowy zjazd 
w Poznaniu w r. 1510, który przy przesadzonych żądaniach ^krzy- 
żackich na niczćm skończyć się musiał. Byłoby już przyszło do 
wojny, gdy wtem umarł Fryderyk, a wybór po nim padł na 
siostrzeńca Zygmuntowego AlbL^rta'/, syna Fryderyka llohenzol- 
lern-Anspach, margrabiego brandenburgskiego i Zofii siostry Zy- 
gmunta króla, którego tak Zygmunt jak i krzyżacy sobie ży- 
izyli, każda strona oczywiście z innych powodów: Zygmunt, 
albowiem spodziewał się większej powolności po siostrzeńcu; 
krzyżacy, albowiem myśleli, że mistrz ich u wuja więcej wytar- 



i 



J) W Tomicynnach i na innych dokumentach wszędzie jest ten 
Albert nazywany „Albertus", a nie „Albrechtns", zat{'m trzymaliśmy 
się pierwszego imienia. 




go(vać potrafi. I nie zawiedli się ci ostatni, Albert bowiem 7.a- 
raz wszedł w tory poprzedników swoich, Polsce najnieprzyja- 
żniejszych. Z początka nie chciał go Zygmunt przed złożeniem 
hołdn do Prus krzyżackich przepuścić i rozpoczęły się układy, 
w których podawano różne projekta zgody, atoli bez skutku. 
W końcu pozwolił Zygmunt Albertowi udać się do Prus pod wa 
runkiem, że 12 Kwietnia 1513 r. stawi się w Poznania dla zło- 
żenia hołdu; Albert atoli nie stawił się, podburzał nieprzyjaciół 
Polski , nasyłał bandy łotrowskie na Mazowsze, wreszcie sądzpc, 
że Zygmunt zajęty wojną z Moskwa i z Turkami , do wojny 
z nim nic będzie przygotowany, rozpoczął sani takową. Wojna 
ta jednak wypadła dla niego niepomyślnie, tak że znowu, jak 
jego poprzednicy, szukał pośrednictwa książąt niemieckich, a na- 
wet i papieża, prosząc o pokój. Nastąpiło czteroletnie zawiesze- 
nie broni zawarte w Brześciu kujawskim w r. 1521, w ciągu 
którego Albert popychany do dalszej wojny przez dumne i za- 
wzięte krzyżactwo, a nie mając ni wojska, ni pieniędzy, rozbi- 
jał się po różnych dworach szukając pomocy; to znowu snuł 
różne awanturnicze jtlany. Towarzyszył mu w tych podróżach 
Fryderyk Ileydek, jego doradzca i minister, który już w duclm 
był protestantem, tak samo jak obaj pozostali w kraju biskupi 
pruscy Job Dobenek pomezański i Jerzy l-*olenc sambijski, któ- 
rzy utrzymywali korcspondencyę z Lutrem i z innemi głowami 
refonnacyi w Niemczech, przycz<5m obrzędy katolickie powoli 
w swoich dyecezyach, a mianowicie w Królewcu usuwali, a nie- 
znacznie nowe reformatorskie wprowadzali. (Friese : BeilrSge II. 
151 '). Na prośby o pomoc zaniesione do papieża i cesarza, oii- 
powiedzieli obaj tak Leo X. jak i Karol V., aby Albert pozostał 
wiernym królowi polskiemu, jak to ich listy dotąd przechowane 
poświadczają-'). Po t{5j odpowiedzi Albert udał się na sejm do 
Norymberg! w r. l5!i'J, ale gdy i tu odmówiono mu pomocy, 
miał w tym czasie w Norymberdze rozmowę z Andrzejem Osian- 
drem, teologiem protestanckim, który pytany o radę, pierwszy 
miał obudzić w księciu pomysł, aby się sekularyzował i przyjął 



') Myli się jodnak tenże. Friese pisząc (op, cii. II. Ió3j, jako- 
by biskuj) I>'il)eiH'k towurzyszyl także w tej podróży, prócz Heydeka 
Albertowi, kiedy on iiinart 2.5. maja 1.521 r., zatem przed rozpoczt;- 
cieiu podróży .Mberta. 

-) I^ilusH aiututum lib V. c. 3, fol. 759 — 760. 



I 
I 



BEFOBHACTA "W PRUSACH KBZT^iACKICH. 105 

Interanizm. Wracając ze sejmu, widział się także Albert z Lutrem 
w Wittenberdze, który podobnie, tylko nieco gminnicj wyrażając 
się, radził mu, aby szaloną i przewrotną regułę zakonną porzu- 
cił, ożenił się i Prusy sekularyzował, jak o tem świadczy list 
Lutra do Brismana do Królewca w r. 15-'4 pisany '). To samo 
powtórzył mu i Meiancbton. Równocześnie prosił Lutra wspom- 
niany wyżćj -Heydek , który się z największą gorliwością wpro- 
wadzeniem luteranizmn do Prus zajmował, aby Luter wysłał do 
Królewca Jana Hrismana kaznodzieję z Wittenberfji ; on zaś sam 
wysłał tamże niejakiego Piotra Amanda, który się wielką gwał- 
townością w szerzeniu nowcSj wiary odznaczał. (Friese, op. cit. IL 
p. 155). Obaj ci wysłańcy przybywszy na miejsce w r. 15L3, 
rozpoczęli natychmiast czynność swą reformatorską, wspierani 
w t<5m wielce od biskupa sambijskiego Jerzego Polenca, który 
jakkolwiek nie oświadczył się jeszcze publicznie za nauką Lutra, 
faktycznie jednak calemi silami ją popierał; jiisma Lutra czytać 
nietylko pozwolił, ale i zalecił, następnie sam w dachu InterBkim 
kazał, a nakoniec wspoinnioncgo wyżej Brismana kaznodzieją 
swoim w katedrze w Królewcu ustanowił. Drugi biskup pruski, 
następca acz nie bezpośredni Dobeneka, (pajiież bowiem po śmierci 
tego ostatniego mianował biskupem pomezańskim kardynała de 
Grossis, a gdy ten w r. 1523 umarł, kardynała Kudolphis), na- 
rzucony przez Alberta i przez kapitułę wybrany, lecz nigdy przez 
Rzym niepotwierdzony, Erard Kweiss (Eberhard Queis), z po- 
czątku skryty, później otwarty luteranin, również zawzięcie pro- 
pagował nową naukę, a w r. 152G rozkazał nawet kanoników 
kapituły swojej za to, że byli wiernymi kościołowi, wtrącić do 
więzienia, o których uwolnienie długo potem nalegał Zygmunt L; — 
gdy zaś ta część dyecezyi pomezańskiej , która leżała w Prusach 
królewskich i pod panowaniem króla ])olskiego była, ze strony 
tegoż Erarda Kweiss na ciągłą propagandę lutcrską narażoną 
była, Zygmunt L dla przerwania tejże przedstawił w Rzymie, 
aby ta część od reszty dyecezyi odłączoną, a do dyecezyi cteł- 
mińskiej przyłączoną została, co i nastąpiło. (Tomiciana VIII, 
132. ia:j. 13.ń). W r. 1524 przybył do Królewca nowy reforma- 
tor Paweł Speratus, za którego przybyciem obrazy z kościołów 
usunięte zostały i nabożeństwo całkowicie luterskie wprowadzone, 



') ErlUiUertis Preusen T. L pag. 247. 




106 BSFORliACTA W PBCSACH KRZTŻACKICB. 

tak że w r. 1523 całe już prawie Prnsy krzyżackie do przyjęcia 
nowźj wiary przysposobione były (Friese, op. cit, p. lóWi. W io- 
nie samego zakona były dwa stronnictwa; jedno, które pragnęło 
wiemćm pozostać kościołowi i regale zakonnej, a na którego 
czele stał mistrz niemiecki, który nawet wraz z mistrzem inflan- 
ckim oskarżył przed papieżem Alberta o zamierzone odstępstwo 
od kościoła i zakonu ; drogie o wiele liczniejsze, złożone z tako- 
wych członków, którzy oddawna zasadami nowatorskiemi prze- 
jęci, a właściwie nie mając żadnych zasad, prócz rozpasania 
i zmysłowości, z zadowoleniem patrzyli na szerząca się nową 
nankę, oczekując tylko chwili, w którejby liabit zrzucić i nazwę 
nawet zakonnika porzucić mogli. Prucz tego spodziewali się, że 
skoro Albert jako książę pruski zagarnie całe Prusy, to i oni 
zamki i włości zakonne, na których jako komturowie i dygnita- 
rze zakonni siedzieli, na swą własność zagarnąć będą moglL 
Sam Albert wahał się jeszcze, albo raczej wyczekiwał, aż re- 
forma zupełnie dojrzeje w Prusiech, do czego i sam potajemnie 
pomocną rękę podawał, to posyłając traktaty i traktaciki o czy- 
stćm słowie Bożem, które i»otem najczęściej drukowane w nowo 
założonćj drukarni w Królewca, masami między lad rozrzucane 
bywały; to znowu działając przez swoje narzędzia, jakich miał 
dosyć, a najbardziej przez wspomnionego wyżej biskupa Polenca, 
który w nieobecności Alberta był regentem kraju i który w sy- 
stematycznem wprowadzaniu nowej nauki , w podburzania wraz 
z Amandem ludu, który rzucał się na klasztory i kościoły w Kró- 
lewca, największe nowemu wyznania usługi oddawał, — i którego 
tiii chwali Luter pisząc do Spalatyna, że to jest pierwszy bisknp, 
który czyni honor Chrystusowi, opowiadając publicznie Ewan- 
gelią i znosząc się we wszystkićm z kaznodzieją Brismanem, 
aby królestwu szatana w Prusach koniec położyć. A do wspom- 
nionego Brismana pisze Luter w r. 1524, żeby tak lud usposa- 
biał, żeby tenże sam prosił księcia, aby wiarę zmienił i Prusj 
świeckiem księstwem ogłosił, przez coby księcia spełnienie tego 
kroku wieit^e było ułatwionem '). Równocześnie jednak, ponieważ 
zachodziła obawa, aby papież powiadomiony o wszystkićm, nie 
złożył wielkiego mistrza z godności, (do czego było blisko, i co 
na nieszczęście się nie stało), przez coby wszystkie plany ada- 



4 



1 



') ErUiutertes Preusen I. p. 247. 



MATACTWA ALBERTA. 



107 



remnionc zostały, (nie tylko bowiem król polski nie mógłby już 
nim wchodzić w układy, ale nadto mistrzowie niemiecki i in- 
[flancki mieliby powód do stanowczego wystąpienia ]irzcciw 
łiemu), przetoż całćm usiłowaniem Alberta było, aby wszystkiemu 
iprzeozyć, a przynajmniej tak rzecz przedstawić, aby papież 
io stanowczego kroku zpowodowanym nie był. Gdy więc legat 
[papiezki Canipeggio czynił mn przedstawienia względem postę- 
powania biskupa sambijskiego i zażądał, aby wielki mistrz albo 
Igo usunął, albo do usunięcia wjłrowadzonych nowości skłonił, 
lapisał Albert pod dniem 8. List-ipada 1524 r. rodzaj odezwy 
do biskupa, w której wyrzuciwszy mu, że nowoćei jakieś bez 
jego wiedzy i woli wprowadza, rozkazuje mu takowe natych- 
liast usunąć i nie nowego przeciw kościołowi i głowie jego nie 
|>rzedsiębrać ; zarazem jednak w sekretnym piśmie powiadamia go, 
Łe ten rozkaz wydał tylko dla pozoru, aby legata ns[iokoić , że 
Jednak biskup ma się tego trzymać, co rozpoczął. W listach zaś 
;>od dniem 27. i 30. listopada 1524 r. do brata swego Jana Alberta 
i do prokuratora zakonu, obu będących w Rzymie, pisanych, zajiewnia 
tychże, że wszystkie przeciw niemu zanoszone skargi są tylko zmyśle- 
lijego nieprzyjaciół i że nieprawdą jest, jakoby myślało zmianie 
riary. Gdy zaś na początku r. 1525 wsjjomniany le^at przędło- 
tył Albertowi groźne breve papiezkie do siebie wystosowane, 
którem papież poleca mu , aby zawezwał biskupa sambijskiego 
irzed sąd swój, a przekonawszy go o lierezyą i o usiłowanie 
oprowadzenia takowf-j do Prus, aby go złożył z urzędu i takowy 
inemu godnemu mężowi powierzył — i gdy legat do wykonania 
;o zlecenia pomocy wielkiego mistrza zażądał, począł się Albert 
rymawiać nieobecnością swoją w kraju i niewiadomością tego 
zaszło, zaręczając, że skoro tylko powróci , wszystkie wybryki 
nadużycia usunie i dawny porządek kościelny i religijny przy- 
rróci. 

Tymczasem kończyło się owo czteroletnie zawieszenie broni, 
jakie w nadziei wynalezienia jakiegoś środka celem stanowczego 
zakończenia sporu i wojny zawartem zostało. Środek ten jednak 
zawiódł, Albert nigdzie nic znalazł pomocy, i ]iołożenie jego 
o wicie było gorszeni i kłopotliwszera niż przed czterema laty. 
Zakon bowiem, który przy końcu ostatniej wojny przedstawiał 
leszcze jakąś jedność i potęgę, teraz w skutku wciskającego się 
juteranizmu; rozsypywał się powoli ; kraj na pół protestancki 





POŁOŻENIE ALBFBTA. PROJEKT SEKULABTZACTI I HOŁDCT. 

i zagrożony domową wojną, a władzca jego bez wojska i pie- 
niędzy, nic zdolny ani prowadzić dalszdj wojny, ani też zdobyć 
się na uczciwy pokój, do którego mu tak własna duma, jak 
duma i zepsucie podległego mu zakonu przeszkadzały. Jedyną 
myślą polityczną wydawało się oprzeć się na nowym pierwiastku, 
który już i tak potężnie władał w Prusach, sekularyzować ta- 
kowe, ogłosić się księciem świeckim i na podstawie nowego wy- 
znania, na które zresztą Albert nic tyle z teologicznego, jak ra- 
cz(;j politycznego stanowiska się zapatrywał, utworzyć nowe 
państwo. Myśl ta oddawna czepiła się głowy Alberta, do niej 
przysposabiał on wszystko i nią postanowił wyratować się z t^j 
toni , w jaką go wypadki wtrąciły. Nie chcemy jednak przez to 
bynajmniej twierdzić, jakoby krok ten, acz wydawał się poli- 
tycznym, był zarazem nieuchronnym, tak żeby już inaczej wda- 
nym razie postąpić nic można było, była to bowiem podwójna 
apostazya od religii i zakonu, a nadto uzurpacya praw kościoła, 
jakie tenże miał do ziemi pruskiej w razie rozwiązania zakonu, 
którego prawa przechodziły na kościół; ale chcemy tylko przed- 
stawić całkowite i rzeczywiste położenie rzeczy, a zarazem stwier- 
dzić, że Albert wcale nic był mężem, któryby będąc w takićm 
położeniu, dla prawdy i sumienia osobiste swoje widoki poświę- 
cić umiał. Jedynym może błyskiem świadczącym o tćj walce 
wewnętrznej , jaką staczał z własn<5m swojćm sumieniem i prze- 
konaniem jako katolik i zakonnik, była w ostatnim już roku 
objawiona chęć zrezygnowania z wielkiego mistrzowstwa na rzecz 
Kryka księcia Brunświckiego, który był podówczas komturem 
w Memlu i wiernym kościołowi i któryby był zapewne rzecz 
całą inaczej [loprowadzil. Kiedy to jednak przeminęło, a sekala- 
ryzacya postanowioną została, wiedział o tćm dobrze Albert, że 
tego bez pomocy i powagi Polski, a mianowicie bez uznania Prus 
dziedzictwem tt^jże i bci! z.lożenia hołdu jako lennik królowi Pol- 
skiemu dokonać nie potrafi. W tym celu wysłał do Krakowa do 
traktowania z Zygmuntem I pełnomocników swoich : brata swego 
Jerzt go margrabię brandenburgskiego i szwagra swego Fryderyka 
księcia lignicko-brzeskiego ; sam zaś udał się na Sziąsk do By- 
tomia w odległości 10 mil od Krakowa, aby tak codzień o toku 
układów mógł być i>owiadomionym. Na pełnomocników zakonu 
i stanów Pruskich, które niedawno jeszcze na sejmie w Bjirten- 
stein oświadczyły, że chcą zakonowi wierne pozostać i nie życzą 



PODZIELONE ZDAKIA W SENACIE CO DO rKOPOZYCYl ALUEUTA. 10t> 



EBobie żadnego nad sobą księcia świeckiego, wybrano z największą 
Iprzezornością takich, którzy całej sprawie przychylni byli,amia- 
aowicic ze strony zakonu wspomnionego wyż(;j Erarda biskupa 
Elekta pomezańskiego i znanego nam Fryderyka Haydek głównego 
}romotora retormacyi w Prusiech ; ze strony szlachty Henryka 
'Kitlicz i Jerzego Kunheim , a ze strony miast ijurmistrza w Kró- 
lewcu Mikołaja llichau i Kryspina Szemberga radnego w Kuribhof 
.(^Tomiciana VII. 2^7). Trudniejsza nierównie jest rzeczą pojąć 
f w tej sprawie postępowanie Zygmunta i caliij je^o rady przy- 
bocznej t. j. senatn. To pewna, że Zygmunt obok wielkich cnót 
i zalet osobistych, w tym wypadku wcale się nie okazał przed- 
i_stawicielem tej wielkiej, mądrcSj, cbrześciaiiskićj polityki, jakićj 
innych razach dawał dowody, że zanadto się powodował dro- 
baemi względami — i że kiedy rzecz całą puścił na wota senatu, 

I mógł przewidzieć, że się znajdą zawsze tacy, którzy chwilowy 
ntylitaryzm przeniosą nad wielkie prawa moralne rządzące świa- 
tem, a krótkowidztwo poczytają za politykę. Rzeczywiście kiedy 
przybyli pehiomoenioy powyżsi do Krakowa i oświadczyli, że 
chcą zawrzeć stały i trwały jiokój, że jednak pokój takowy nie 
może być zawarty z zakonem, który się rozpada i policzone ma 
dni istnienia, ale że potrzeba żeby król Polski nie oglądając się 
ua takowy, nową niejako stworzył stronę kontraktującą i odda- 
wszy Prusy, jako własność korony Polskiej w lenno dziedziczne 
■Albertowi, zrobił go tym sposobem księciem pruskim i lennikiem 
Polski z obowiązkiem hołdu i na tij podstawie zawarł z nim do- 
piero pokój wieczysty; rzecz ta, jak pisze Andrzej Krzycki, 
^Lbiskup podówczas przemyski do Pnlleona, nuncyusza podówczas 
^Apostolskiego w Węgrzech, szczegółowo mu i bez ogródki, jak 
sam pisze, sprawę całą przedstawiając'), gdy przyszła pod de- 
^^liberacyą senatu, nicpomału najprzód wszystkich zdziwiła, a po- 
^^tźm podzieliły się zdania. Jedni utrzymywali, że zakon jako 
poddany Stolicy Apostolskiej , nic może być bez jćj powagi 
i zezwolenia rozwiązanym, że skoro i cesarz przyznaje sobie nad 
nim zwierzchność, zawikłanie ztąd, a nawet i wojna zamiast 
upragnionego pokoju wyniknąć może; że gdy wielki mistrz i człon- 
kowie zakonu nie bez milczącej niejako zgody naszej habit zrzucą 
i pożenią się, zgorszenie ztąd powstałe nam także w części po- 



'} Tomiciana VII. 249. 




czytanem być może, a nakoniec, że nie należy ufać temu, któryś 
śluby swe i przysięgi łamie i że jeżeli ich nie dotrzymał Bogn, 
t^m łatwiej nie dotrzyma ieh łodziom. Drudzy, którzy byli za 
propozycyą pruską, w ten mniej więcej sposób rozumowali: że, 
czy zakon istnieje lub nie, albo komu on z prawa podlega, do 
nas to nie należy ; że owszem cieszyć się nam wypada , że zakon 
który okazywał się zawsze największym nieprzyjacielem Polski 
i gnębieielcm własnych poddanych i który odstąpił zupełnie od 
swego powołania, sani ze siebie rozpada się i ginie; że teraz bę- 
dzieray mieli wolniejsze ręce przeciw Turkom i snadnićj bratan- 
kowi króla, królowi Węgier i Czech i całemu cbrześciaństwu 
z pomocą pospieszyć będziem mogli. Co się zaś tyczy luteranizmu, 
który dziś z fanatyzmem w Prusiech jest krzewiony, religia zaś 
katolicka proskrybowaną, gdyśmy niczćm do tego się nie przyło- 
żyli, cesarz zaś i papież , do których to należało, nietylko nic 
na ukaranie i poprawę zakonu nie przedsięwzięli, (wyrzut dla 
Stolicy Apostol.'!kiej, która tak długo dla Alberta pobłażliwą była 
i oszukiwać się mu dawała), ale nadto w sporach Polski z zako- 
nem zawsze po stronie ostatniego stawali , (odnosi się to jeszcze 
do r. J520 przed zawieszeniem broni, a mianowicie do listu 
Leona X. do Zygmunta I. żądającego zakończenia wojny i pokoju 
z krzyżakami — i do dawniejszych jeszcze przed r. 1520 czasów). 
teraz nie pozostaje nam nic innego, jak tylko praw swoich pilnować , 
i takowych się domagać bez względu na to co się dzieje z za- 
konem i religią w Prusach, tem bardziej, że na razie nic w celu 
powstrzymania złego przedsięwziąść nie możemy. Co się zaś ty- 
czy przysięgi, gdy to jest zwykły węzeł łączący wasala z len- 
nodawcą, gdy nawet Tatarzy i żydzi, Ormianie i Rusini tym 
węzłem z koroną są połączeni, przetoż i Albert do przysięgi przy- 
puszczonym i tym węzłem z koroną połączony być może. 

Na takich rozumowaniach i debatach firn i conlm, upłynęła, 
jak pisze Krzycki cała Ciuidrageithiia: w końcu przecież zwycię- 
żyli opportuniści i krótkowidze i [lostanowiono przyjąć propozycyę 
Alberta. Najwięcej zda się podobało się przyznanie Polsce wie- 
czystego dziedzictwa do Prns, tudzież profrozycya stałego pokoju, 
do którego Polacy po tylu poprzednich, niszczących wojnach 
z krzyżakami czuli pociąg prawic nieprzezwyciężony. Że wypadek 
ten tak bardzo zacięży nad dalszymi losami Polski, że rozwinie 
cały szereg faktów nie tylko dla Polski, ale i dla całej Europy 



0C*EN1ENIE FAKTU PEZY.lł;CIA POD WZGLĘDEM MOBALNYM. 111 



I 



następstwami swemi brzemiennych, tego nie przewidywano pod- 
ówczas i jak się zdaje, dla zwykłych śmiertelników przewidzieć 
to było trudno. Insza rzecz, jeżeli się zapytamy, czy w danych 
okolicznościach zdrowy rozum i sumienie chrześciańskie pozwa- 
lały na przyjęcie tego projektu i czy powody za nim przytaczane 
były dość prawdziwe i gruntowne, za te bowiem rzeczy odpo- 
wiedzialność spaść luusi na twórców tej decyzyi, którą też 
dla tego tak pod względem moralnym jak i politycznym zbadać 
i ocenić chcemy. 

W czasach, o których mówimy, nie było jeszcze owego 
nieszczęsnego rozbratu między polityką, a moralnością, jaki dopiero 
powoli pod wjjJywem negacyjnych pierwiastków w reformacyi 
zawartych dokonywał się w Europie. Zwłaszcza t^ż w państwie 
1 polityce Jagiellonów poszanowanie dla jiraw moralnych szło przed 
•wszystkićm innem , jak się to ze wszystkich ich dyplomatycznych 
i politycznych stosunków, czyto z Krzyżakami, czy z Uassytami, czy 
z Zygmuntem lub Maxymilianem cesarzem, czy z Czechami i Wę- 
grami okazuje; teni bardziej dziwi nas więc w obecnym wypadku, 
że choć zręcznie ukryta i pozorami słuszności i konieczności osło- 
iona, zwyciężyła przecież sofisterya polityczna. Nie prawdziwym 
bowiem było rozumowanie, że to Polskę nic nie obchodzi, czy 
zakon istnieje, czy nie; jakoby Polska w wielkim mistrzu za- 
konu widziała tylko lennika swego, a nic ją nie obchodziło, czy 
on jest także mistrzem zakonu , czyli nie, kiedy on właśnie 
z tytułu tylko wielkiego mistrzowstwa swego był lennikiem Pol- 
ski; skoro zaś porzucał zakon, godność jego wracała do zakonu, 
który mu ją nadał, a z nią razem wracały i prawa i obowiązki 
lennicze względem Polski, jakie do godności tej były przywiązane. 
Jeżeli zaś uważano, że i zakon jako rozwięzujący się sam ze siebie 
i ginący, nie może już utrzymać stosunków swoich z Polską, że 
zatem w obec tego rozwięzywania się i upadku zakonu należy 
Polsce zabezpieczyć swoje prawa i tak jak przy bezpotomnem 
zejściu lennika, albo zająć kraj we własne posiadanie, jak to 
jBCzyniono z Mazowszem, albo oddać go inszemu lennikowi, myśl 
a o zabezpieczeniu praw własnych była słuszną i sprawiedliwą, 
«toli sposób w jaki ją wykonywano, w wielu punktach mijał się 
już z sprawiedliwością. A najprziid zakon nie mógł być uważanym 
za rozwiązany, dopokiby stolica apostolska, której zakon podlegał, 
rozwiązania jego nie orzekła, zwłaszcza że w łonie zakonu byli 




1^ 



OCENIENIU JfAETD PHZTJI^CIA POD WZULĘDEK MO&ALNrM. 

jeszcze tacy, którzy wytrwać chcieli przy swoich obowiązkach 
i zakonu nie opuszczać; po wtóre, że w razie nawet faktycznego 
rozwiązania zakonu, prawa jego, jakie miał do ziemi Prnskićj, 
przechodziły na kościół, a względnie na Stolicę apostolską, z którą 
koniecznie co do tego punktu ułożyć się należało. Rzecz staje 
się jeszcze drażliwszą, jeżeli się zważy, że z tćm rozwiązaniem, 
albo raczej gwałtownćm strumieniem zakonu połączonem było 
przejście na luteranizm, a więc druga daleko gorsza jeszcze apo- 
stazya, do którćj Polska nawet w odległy sposób przyczyniać się 
nie była powinna. Jeżeliby zaś ktoś powiedział, co i podówczas 
mówiono (Tomiciana VII 252 Epistoła Cricii ad Pnlleonem „iieque 
Sereni^iiiiiim B(gctn , ntąuc itllum Połoiium occasionem deilii^e, 
tteque etiamnum dare ordini rtligionis abiiciendae, sumn dumtasat 
jim ab illo cjrigere"), że Polacy żadnego powodu zakonowi nie dali 
do takiego kroku, że to była sprawa czysto wewnętrzna, do 
którćj Polska jako nicmająca zwierzchności nad zakonem, mieszać 
się nie mogła, t^m bardziej, że papież i cesarz, którzy mieli tę 
zwierzchność, nic przeciwko wzmagającemu się złemu nie przed- 
siębrali , na to odpowiadamy, że jakkolwiek Polska żadnego po- 
wodu zakonowi do apostazyi nie dała, to jednak zachowanie się jej 
w ostatniej chwili, w chwili faktycznego stłumienia zakonu, nie 
było całkiem bierne (coojh: rafio non sołum ^j<tss/Y-« , qu(ic nonmm- 
ąuani excusat a adpa, sed cfiam actmt), stłumienie bowiem zakonu 
i złączone z niem natychmiastowe przejście na luteranizm stało 
się pod powagą Polski i jakby za milczącem jej zezwoleniem, 
bez czego Albert i inni członkowie zakonu nigdyby tak łatwo 
tego dokonać i nowego porziidku rzeczy zaprowadzić nie zdołali '). 
Że z upadku zakonu, który w ciągu istnienia swego nic dobrego 
ani dla kościoła, ani dla Polski, ani dla podległych sobie kra- 



') Tak pojmują tę rzecz nawet obcy, ])rz.vchylni Prusom i ich 
samodzielnemu rozwojowi historycy, którymby więc ze względu na 
tę icli tendencyjj jak najwięcej zalożalo, aby Polsce jak najmniejszy 
udział w sekulaiyzacyi Prus przyznać. Tak n. p. pisze Hartknoch 
Das alte imd neue Preunsen p. 471: Der Konig von Polen Jtat hiezu 
niclił aUttn ntillgeiichii-iefjen, soiidern aucfi offenbar gcnug dareiit geicil- 
ligr.t, weil er dem AUierto, welcfier schon offenbar latherisch geirorden 
iror, das Land alu ein irdtUch Filrstentum ubergf.ben und isł deinselben 
iiui'h hernaclt in dem lief ornat ions-Mf^erk im geringuten nicld hinderlich 
geireten. 



b 



OCENJENIE PRZYJĘCIA PEOPOZYCYI ALB. POD WZGLĘDEM POLITYCZ. 113 

Jów nie uczynił, Polska cieszyć Bię mogła, było rzeczą całlciem 
naturalną, ztąd jednak nie wynika, żeby mu do ostatniego nie- 
cnego czynu cboćby w jakiś odległy sposób dopomagać miała; 
podobnie jak się cieszyć można z dobrycb skutków, jakie śmierć 
■tłego człowieka przyniosła, niczćm mu jednak do zadania sobie 
Bbstatniego śmiertelnego ciosu nie dopomagając. Co jednak najbar- 
Hdzićj rażącem w całej tej sprawie było, że ten sam, który Prusy 
Hjedynie na mocy wielkiego swego mistrzowstwa posiadał, teraz 
po podwójnej apostazyi swojej od religii i zakonu, tenże sam 
kraj jakoby w nagrodę tejże apostazyi swojej jako lenno świec- 
kie otrzymał — i że ten sam, który dopiero co złamał ])rzysięgę 
swą Bogu i kościołowi uczynioną, teraz do nowćj uronzystćj przy- 

łsięgi był przypuszczony. Na ten ostatni zarzut odpowiadano wpraw- 
dzie, jakeśmy już w_\ żej przytoczyli, że to jest zwykły węzeł łą- 
czący lennika z lennodawcą i że innego środka nie ma, że kiedy 
król od żydów i Tatarów, od Ormian i Rusinów ją odbiera, to 
ją i od Alberta jirzyjąć może; co do tego jednak zestawienia 
ta wielka zacbodziła różnica, że kiedy żydzi i Tatarzy, acz inno- 
wiercy i prawie ])oganie, przysiąg swoich nie łamali, Albert świeżo 
złamał swoją przysięgę Bogu i kościołowi uczynioną, przetóż 
□a wiarę nie zasługiwał i do nowćj równoczesnej prawie przy- 
sięgi, już z powodu samdj przyzwoitości cbrześciańskiej, przy- 
puszczonym był być nic powinien. 

Jeżeli zaś same jiowody moralne były dość silne i ważne, aby 
nie przyjmować propozycji Alberta, to również przeciw niej przcnia- 

I wiała zdrowa, silna i przedsiębiorcza polityka. Zakon był rozbity 
Trewnętrznie i nie był w stanie prowadzić dalszćj wojny, do 
którćj nie było ani wojska, ani pieniędzy; a do tego przybyła 
wewnętrzna nieufność i niezgoda, tak że mistrz niemiecki odmówił 
niedawno podatku należnego .\lberto\vi, ponieważ dowiedział się, 
że Albert zamierza się sekularyzować i Prusy dziedzicznie z do- 
mem swoim połączyć. Sam Albert w razie dalszej wojny miał 
przed sobą dwie drogi: albo zniszczyć wszystkie dotychczasowe 
podejrzenia , a nawet dokonane fakta i połączywszy wszystkie siły 
krzyżackie jako mistrz wielki próbować jeszcze szczęścia wojennego 
z Polską, co jednak przy tak daleko posunionych robotach here- 
tyckich, przy upadku zakonu i rozstroju kraju, przy utracie kre- 
dytu w skutek powyższych robót u papieża i cesarza , którzyby 
^w razie wojny pewno już nie po jego stronie stanęli, było prawie 

^H Łi<(«Je Rari>rni<i<'.vl » I'oUce T I. H 



114 OCENIENIE PHZYJĘCIA PKOPOZYCTI ALB. POD WZOLĘDSM PoMTYCZ. 

niepodobnem; albo t6i oparłszy się na nowym pierwiaf<tka i pod 
sztandarem jego połączywszy wszystkie swoje siły jako ksiąie< 
protestancki wydać wojnę Polsce , co znów nawet w razie połą- 
czenia się ze zheretyczałemi miastami Prus królewskich, a miano- 
wicie z Gdańskiem, Toruniem i Elblągiem, czego, jak świadczy j 
Bielski (Kronika V. 228, Friese II. lóTl, rzeczywista obawa w Pol- 
sce była, w obec wyłożonej jednak powyżej niemożności prowa- 
dzenia wojny bez wielkiej pomocy, której mu wspomnione miasta 
dostarczyć nie mogły, a możności sprowadzenia na siebie obok 
wszystkich sił polskich także posiłków cesarskich, jeszcze mniej-'' 
sza pewność zwycięztwa rokowało i Alberta do ostatecznej zguby '^ 
doprowadzić mogło. W obti razach wszystkie szanse zwycięztwa 
były po stronie Polskiej, wszystkie możliwe przegranej po stronie ^^ 
Alberta. Był jeszcze trzeci sposób: złożyć jako mistrz wielki hołd ^^ 
królowi polskiemu, zawrzeć z nim pokój i wrócić wszystko w za. 
konie i kraju do tego stanu , w jakim było przed zawieszeniem 
broni w r. \'>2l , co jednak przy tak wielkim postępie herezyi 
w zakonie i kraju, w obec dokonanych już przygotowań do od- 
stępstwa ze strony Alberta, a nadewszystko przy dumie jego 
' zepsuciu zakonu, względnie także prawie niepodobnym było.' 
Pozostawała więc tylko czwarta kombinacya, aby sekularyzowaó 
siebie i Prusy, złożyć jako lennik świecki hołd królowi Polskiemu 
i zawrzeć z nim pokój, a równocześnie przyjąć luteranizm i oże- 
nić się i na tych nowych podstawach nowy byt rozpocząć, co 
wszystko na szczęście Alberta , a nieszczęście swoje przyjęła Pol- 
ska, zobowiązując się nadto do bronienia go jako lennika swego, 
gdyby kto w tej sprawie wystąpił przeciw niemu i z posiadanćj, 
albo raczej z przywłaszczonej sobie przez niego ziemi wygnać 
go usiłował (Timiiciana 17/. 231) '). Co mogło skłonić króla i radę 



') Taka liuwitMu u nie inna jest myśl tj?ch słów w konkordyl 
między królem Zygmuntem a .\lbenem zawartą) : Ubi autem regia 
Majestas et regnum Poloniae a ąidbtusUbet cnjusfiji dignitatu) mit con- 
ditionig HU fuerinł, occaaione hujiui transactionis aut conceitsionis hujut 
Jfudi , impugnarettir , ex tunc dux in Prussia cum siiccessoribus tn 
propria persona cum omnibut suit tubditiji pro sumtnis viribii» regiam 
Utemj ełiam intra lioc sex annoritm libertatis spatium adjiware et 
illi connulere sit obiujatus. Similiter regia Mtas et ngnum Po- 
loniae erga ducem in Prussia et ipnitia terras in hoc easu 
facere debebit. (Tomiciana 1. c). 



n 




KRZYSZTOF SZYDŁOWIECKI. 



Uf} 



do przyjęcia tych propozycyi, trudno dociec, zdaje się jednak 
fźe intryga Krzysztofia Szydlowicckiego kanclerza wielkiego ko- 
[ronnego wielka tu grała rolę. Są ślady bliskich bardzo między 
Szydłowieckim a Albertem st<>sunków, a nawet istnieje formalny 
okład wzajemii(;j miłoAci i przyjaźni, tudzież niesienia sobie po- 
mocy we wszystkich potrzebach, jakoby byli, jak się wyraża 
[uktad; rodzeni bracia i jedne mieli sprawy i jednych przyjaciół 
[i nieprzyjaciół '), wprawdzie w rok po tem bo G maja 1526 roku 
w Gdańsku zawarty, świadczący jednak o ścisłej dawniejszej już 
[przyjaźni i o ważnych usługach, jakie sobie dotąd oddali. Co 
[do charakteru, pokazuje się, że tenże Szydłowiecki był przekupny, 
a względem religii i kraju, mimo przeciwnych oświadczeń zło- 
żonych papieżowi, (Teiner II. 419), jak się z czynów pokazuje, 
f obojętny. O przekupstwie jego świadczy fakt, że kiedy Wrocła- 
wianie starali się o utraymanic składu towarowego w mieście 
Iswojem z wielką szkodą dla handlu Polski, Szydłowiecki prze- 
kupiony przez nieb, jak świadczy Klose (Voii BreMnu Tom III 
693 — Toiiiicianit VIU. 102) popierał usilnie ich sprawę, której 
załatwienia po jogo myśli mądrość tylko Zygmunta nie dopuściła. 
Gdy znów z powodu wznieconych zaburzeń przeciw relifjtii i kró- 
lowi i świeżych już za przybyciem Zygmunta do Gdańska przeciw 
jego osobie wykrytych zbrodniczych knowań , wielu z Gdańszczan 
wtrąconych do więzienia zostało, on przekupiony picniądznii i po- 
darkami ich przyjaciół, działając przytem może w myśl Alberta, 



i 

■*" 
md 

u 

■ai 



*) Tojniciana VIII ().'>. Miituo nos in fratres germaiws , perrnde 
'<!<: »ł ex eindem pareutibus orłi/uissemiis , accepimns et adoptarimun 
aecipimuiigue et adoptamng. . . et qund ad me atłinet, polłiceor, tU 
honorem , auctoritatem , stattim , exisłiviationem ac dignitatem prae/ati 
7ZK«'riMi»ni domini ducis non secus fjtiam nieam rcpntaha et ni guid 
'nJoTiunii^ (piod Deus avertat^ ńdem lUtiairissimo domino dud acci- 
derit , omni ope, praesidio ac faeultatihus meis, pro firili parte su(>- 
letabo. , . commodia omamentisgue pjusdem aeąue ac. mtis stiidebo, 
commimes cum eo et amicos et inimicos habcho et ułerque /mhituri 
mus. . , etc. Z akta tępo, acz prywatnejro, jak równic* z całego 
eregu poprzedincli układów pulilirznycli, pokazuje się cała zi^cczność 
'Alberta, jak z drugiej strony wielkie zaślepienie, czy nii'poratlność 
polska. Można si^ zapytać, czy który dzisiejszy monarclia puzwoliłby 
na podobny układ ministra swego z jakim postronnym wtadcjj, choćby 
ten był siostrzeńcem i wazałem jefjo i czy w ogóle podobny minister 
byłby dalfj możliwym? 




n 

-ki 



prośbami i przedstawieniami gwemi wymógł na króla, łe wieln 
z tych , którzy na karę śmierci lab na wieczne więzienie zaatmgi- 
wali. z więzienia tego awolnieni zonaii, w cxem ma Krzyrki 
nie tylko jaż przeknpność , ale i wielką obojętność, a nawet 
zdradę względem religii i króla, w dowcipnym i gryzącym epi- 
gramacie, który poniżej przytaczamy V, wyrzuca. Nic więc dzi- 
wnego, Łe taki człowiek , tak ścisłemi stosunkami związany z Al- 
bertem , mający nadto jako kanclerz wpływowe stanowisko, mógł 
nie tylko Haui stawać usilnie po stronie Alberta , ale i na króla 
i na radę jego w tym duchu wpływać, bez względu na to, czy 
to było z korzyścią dla religii i kraju. Co do innych pobudek , 
zdaje się najprz<)d , że niechęć do wojny, fałszywa miłość pokoju, 
wzgląd może na siostrzeńca królewskiego, interwencya obecnego 
przy układach Statiliusa posła króla węgierskiego i czeskiego 
Ludwika , któremu wiele na tern zależało, aby Polacy mieli wolne 
ręce do niesienia mu pomocy przeciw Turkom, a nadewszystko 
to mniemanie, że z przyjęciem propozycyi skończą się już owe 
bezustanne spory i zawikłania , któremi krzyżacy przez tyle lat 
dojadali Polsce: wszystko to razem przychylnie usposabiało dla 
propozycyi Alberta. Cieszyli się Polacy, że się już raz skończy 
z owym zakonem, który tyle szkód i nieszczęść Polsce przygo- 
tował, nie patrząc na to, że to nie był właściwie koniec i znik- 
nięcie, jak raczćj metamorfoza zakonu, który w osobach swoich 
składających go niegdyś , z caią swoją przewrotnością, chytrością, 
nienawiścią do Polski i chęcią jej szkodzenia pozostał, a tylko 
zmienił sposób istnienia, zrzucając z siebie publicznie to, czem 



') Toiniciana Viii 1(.I2. Epiyramma in t'/irisłuii/ivriim de tScM- 
dlowiecz Caslellanum et CapUaneum Cracoviensem , regni Polonia* 
Caucellarium. 

l'roU! duperi , quaU'x ])]iriiiut hnoc gaecula mores I 

tjiianta fainfji auri ]it'rlł<liBoi|iie liii'*! 

Patria ijUiTii (teiuiit, cni commodn cancUi roinistrat 

ilic vciiiiit jiatrLim, yeiidit et istc lares 

A (loiaiiio ediictiui siiuiiiioijuu CYCitus hoDoro 

Et domum cJoniiiii Yendit et oiiine dccug 

Et Tendit Christmn , t|item tioiuiuc porUt .... 

Et mit a Kaiicto luilite saiictn tidef. 

I nunc et diiliita veiialia cetorn iinaeqae 

Cum patria et princ( pn venditiir atcjne fidoa. 



SĄDY WSPf^fcCZESNTCH O TEJ UGODZIE. 



117 



I 



już dawno z istoty swojej być przestał, t. j. charakter swój za- 
konny i katolicki , a ])rzyjmnjąc nową fornję istnienia dogadzającą 
jego skłonnościom, a pozwalającą mu ukryć i przechować samo- 
lubne i ambitne swoje plany na przyszłość, zwłaszcza gdy po 
śmierci Alberta, którego jedyny syn także Albert popadł w sza- 
leństwo, druga linia Hohenzollernów brandenburgsko- berlińska 
objęła rządy Prus i korzystając ze słabości Polski wiele powia- 
tów polskich prawem zastawu zajęła, a nakoniue od hołdu się 
uwolniła. Co się tyczy wdlniejszych rąk i obiecywaniSj sobie ztąd 
możności niesienia pomocy jtrzeciw Turkom, wiemy, że ona nie 
bardzo dopisała, skoro Zygmunt zaledwie 1500 rycerstwa pod 
dowództwem Jana Gnojeńskiego, bratankowi swemu na pomoc 
zdolen był posłać, którzy wszyscy wyginęli pod Mohaczem iri26 r. 
Z drugiej strony nie brakło w Polsce ludzi, którzy dobrze pojmo- 
wali niewłaściwość, a nawet szkodliwość całego postąpienia, jak 
świadczy epigrama Staoisława llozyusza bawiącego podówczas 
za granicą , umieszczone na czele wspomnionego listu Krzyckiego 
do Pulleona: a które było odbiciem sądu, wielu znakomitych i ro- 
zumnych Polaków, jak np. Dantyszka posła podówczas na dwo- 
rze Karola V. w Hiszpanii '). 



(Jnis magis t'st ilcitiens invict'( rege polono ? 
Dic , sodes , (jnisąuis tam pia fucta \eges ? 
Hostileiii potuit (jiii ciiiii fndisse cniorcm , 
Ex8t,irpnssie miinii fiinditiis )'xigna, 
Abstiiiiiit tamen et viiltu siisrejiit ameno 
Yiscera (iiiem si'ivit diripiiissi' sna. 
l(t <(U0<1 in liijc tradit iiitido faciliąiie libello 
lilii decns est viittim , Rloria pontificum , 
Qneni tu , »i uieiiiori lector , studiose revolves 
Mente, scies, qao haec res Het acta modo. 



Po przyjęciu głównej rzeczy wypadało się tylko ułożyć o inne 
podrzędniejsze warunki pokoju. Pośrednicy żądali zwrotu miast 
w ostatniej wojnie przez Polskę zabranych i zatrzymania przez 
Alberta Braunsberga; gdyby zaś król na to przystać nie chciał, 
rozszerzenia prawa dziedzicznego lennictwa w razie wygaśnięcia 
linii Alberta oa całą linię brandenburgsko-anspachską, aż do zu- 



Obacz list Dantyszka do biskupa 
1525 Ada Tomir. VII. p. 291. 




Tomickiego z Toledo I-go 




118 POUIMĘCIS PBAW RELIUil KATULICEIEJ W DGOSEIE. I 

pełnego j^j po mieczu wygaśnięcia. Charakterystyczną rzeczą jest, 
jak pisze Szujski (Dzieje Polski II. 202 1, że król przystał na roz- 
szerzenie tego prawa, aby tylko uzyskać warunek , że obie strony 
wydadzn sobie to, co zajęły. O zabezpieczeniu praw religii kato- 
lickiej, o obronie tych członków zakonu, którzy by wiernymi 
chcieli pozostać zakonności i religii swojej, a których była prze- 
cież znaczna liczba, o obronie katolickich mieszkańców Pras niema 
w całym układzie ani słowa. Jedyny, — oprócz zwrócenia bisku- 
powi warmijskieniu dóbr i dochodów, w Prusach książęcych po- 
łożonych i zastrzeżenia sobie w dyeeezyi je^o ze strony księcia 
])rawa patronatu do niektórych kościołów, jak dawniej miał za- 
kon, — stosunków kościelnych tyczący się artykuł, tak jednak 
dwuznacznie ułożony, że się na wszystkie strony, nawet na ko- 
rzyść protestantów jirzeciw katolikom tłómaczyć daje, znajduje 
się w tych słowach : Książe zobowięzuje się co się tyczy dóbr 
i juryzdykcyi duchownej, każdemu na jego prośbę tak sprawiedli- 
wość wymierzyć, jak po chrześciaiisku, słusznie i spr.nwiedliwie 
jest. Gdyby zaś ł)iskupi dowiedli, że duchowni w posiadłościach 
księcia mieszkający, wykraczają przeciw ustawom kościoła po- 
wszechnego, książę dopomoże do ich ukarania ') Na podstawie 
tego artykułu można było wszystkim duchownym katolickim 



*) Tomiciana \Jl. 2"27. Concordia et Pax perpehia inłer Sigis- 
mundum , Rcgem Poloniae et Ałbertum etc. Itnn , ąund ecdesianticurum 
hona et jurisdictio-nem uttinet, dchet dux Prunsie ad reąumtionem Ec- 
clegiasticorum uniciiiiine, uli christiiintnn, eqiium et jiiKliim est, admi- 
nistrare. Ceterum l/ona, reddituH et cnn.ftis suti duce Priissie niti, epis- 
c.opatiim Damiietisfin vel eonJem er.clesi(i>liciis uttinenfes, dehent vicissim 
ex omni parte rcititui. Si vero dux et nobilen siii ciiraton vel ałios in 
eeeleisiastiea henefińa colloćare rellent , qui hotninibus christ^ine provi- 
dereni , eos episcnput juxta ontiqu(im conKitetndiuem inne.itire debet. 

Item si pimsent domini poniijices ninstanter docere, quod ecclesia- 
stici in terris domini diicii conimoraułeg »e:u« (jiiam christiane et con- 
tra ordinationein et cotislitiitiimem iinicer.iałi-ii sancte ecclesie catlwlice 
se gerere (sic), debet dominun diix ima cum doininin episcopis jurare , 
ut islitiimodi dełtita cnstigntiune emendenlur. W[ira\vdzie dodano slowo 
„catholicae" atoli jeżeli pod wyraiciiimu ..uHiver.^ali,i sanctae ecele- 
Kiae catholicae" , Zypuiiiit i Polacy rnzumieli koaciól katoliuki, Albert 
i biskupi jogo tłomaczyli te słowa o kościele protestanokini, jak to 
późiiii'j cali' ich postciuiwanii' okazało. Gdyby było powiedziane 
„nauctae romanae Ecclesiae calhuticae^ , rzecz nii' ulegatalty wątpli- 
wości. 




i 




HOŁD W KRAKOWIE. 



iie 



•wiernym swojej wierze wytoczyć proces, ie wykraczaj.*? przeciw 
nstawom powszechnego t. j. protestanckiego kościoła i wygnać 
ich z kraju. Inne jmnkta tyczące się obowiązku dostarczenia przez 
księcia w razie wojny bardzo małych posiłków królowi Polskiemu, 
bo tylko 100 jeźdźców, amnestyi ogólniej, wolnego handlu, po- 
twierdzenia traktatu przez stany pruskie, i)omijamy tutaj jako 
mnićj nas obchodzące i mni^j ważne; dodajemy tylko jako curio^mn, 
że król Polski zobowiązał się do tego wszystkiego jeszcze wy- 
płacać księciu 4000 złotych reńskich dożywotniego jurgeltu. 

We dwa dni po tym tikładzie ( 10 kwietnia l.")L'ó r.) odbyła się^ 
w Krakowie na rynku ceremonia hołdu z wielką okazałością '), 
wśród niezmiernego natłoku ludu , z jKidaniem Albertowi proporca, 
jako świeckidj chorągwi ziemi Pruskiej, przyczśm biskup Tomi- 
cki jako podkanclerzy czytał rotę jtrzysięgi i miał mowę od króla, 
którą powszechnie chwalono iTiniiiciaiui VU. list Krzyckiego do 
Pulleona str. 2ri4). Nam się zdaje, że pi zyzwoitszem byłoby, 
skoro już ugoda niepowrotnie zawartą została, milczenie w całej tej 
sprawie — i że jeżeli podobała się wymowa biskupa, to obecność 
jego i odbieranie przez niego przysięgi od Alberta było co najmnićj 
zapoznaniem obowiązk'>w biskupn, jak w ogóle cały ten akt świad- 
czy o obniżeniu się pojęć moralnych, jakie pod wpływem htimani- 
Btycznych, a następnie reformatorskich idei, nastąpiło w umysłach. 
Czuł to dobrze sam Zygmunt, kiedy w liście do papieża Kle- 
mensa \'1I (Tomliiaiiii 17/ 157) usiłuje się usprawiedliwić, przy- 
wodząc, że w obec upadku tak zakonu, jak w ogóle całego kato- 
licyzmu w Prusiech, czemu wcale winien nie był, nie pozosta- 
wało mu nie innego jak zabezpieczyć prawa swoje do Prus, a po- 
chwyciwszy sposobność zakończenia długoletniego sporu, wsunąć 
w traktat niektóre warunki kościołowi przychylne, mianowicie 
tyczące się dóbr i jurysdykcyi kościelnej; na przyszłość spodziewa- 
jąc się wpływem swoim więcej uzyskać -) (T<miiciu»ii 17/. 257). 



/i-.Tk- 



') W ]ioiiiipnioiiyiii li.ście Krzyckiego do Pullfona, gdzie w.szystko 
Rzczególiiwo jest oj)is,inp , pniiiinictt'm jest /.njielnif , tiiuże przez wstyd, 
w jakićj sukni byt Albert. Bielski pisze, te byl w ubiorze świeckim 
(kronika V 228). Myli się więc „Encyklopedya kościelna warszawska" 
T. II str. 502, że Albert w czasie lioldu ostatni raz wystąpi! w ubio- 
rze mistrza krzyżackiego. 

-) Consi llera nt aliiiqu>n jam pridem in Pnssia non de nrdine sotum 
s'd de toła prornis rrJiffione ac(um esse. Cni orrori nullam p'.nitus 



ISO WBAŻBNIB TEGO FAKTU W hZTlflB ^^^^| 

Były to próżne wymówki, interesa kościoła katolickiego wcale 
zabezpieczone nie były i Prusy pod wpływem propagandy łierety- 
ckiej zlatrzały, do czego nawet przez nowych swoich panów prze- 
mocą zmuszane były. Zasada protestancka: c/ł/i/.s re/fio, illius reli<jio, 
nie długo dała na siebie czekać. Sam Zygmunt w sprzeczności 
niejakiej z tćm co pisał do papieża, pisze nieco później do po- 
sła swego w Rzymie Jana Dantyszka: De reJigione nihil inter non 
eiił (ictuin , tum qitia inferc<!<e noi^lra non cirlelnilur , tum quia etiam 
ordiniji instilKforea non fH>'nmiis, tum lero, qnod jam in Ma diłione 
ordinis pror^UK de łotn religione catliollca slf nctum ac deplorntum 
proindeque abusi skwks ea conditioiic deprnvali tcmpnris in ran pa- 
c/V, qiium ira idiłer frnnsit/i nidlo pacto potuif (Ttiiniciann J'// 287). 
W Rzymie z początku nie chciano całej rzeczy wierzyć, nie 
mogąc pojąć, jakim sposobem król polski z prałata zakonnego 
trzema ślubami związanego, mógł zrobić własną powagą księcia 
świeckiego, zamierzając nadto, jak wieść niosła, dać mn córkę 
czy krewną swoje za ionę — i w tym celu zapytywano poufnie 
Myszkowskiego, doktora praw i kanclerza , a zarazem posła od 
Jana Łaskiego arcybiskupa gnieźnieńskiego, coby w tem wszyst- 
kićm prawdy było (Tomiciona VII 282 1. Kiedy zaś Myszkowski 
zasłaniał si<j niewiadomością, papież polecił przez niego, aby mu 
arcybiskup wyczerpującą o wszystkiem dał wiadomość (Tomi- 
ciatia 1. c); skoro się zaś nakoniec, może z powyższego listu króla 
do papieża, przekonano o rzeczywistości całego faktu, z wyjątkiem 
tylko wieści, że król polski chce dać krewne swoje Albertowi 
za żonę, papież niezmiernie tem zasmucony '), widząc jednak nie- 
pożyteczność wyrzutów, a potrzebując pomocy Zygmunta przeciw 
Turkom, jak również w celu powstrzymania szerzącej się herezyi 
w Prusach królewskich, a nawet i w samej Polsce, spodziewając 

occasiontm niupiam pracliui , ut etiam in hoc pacm conficirnda nihil 
non t<^ntav>>ritn , quo omniu aria fiiissent ju.Tta nbseri-ationem sancłae 
reli<]i<inis tatkuiicae, prouł nmneg aetus et- tractatus nostri teatari po- 
terunt. Inter qvos tamtn multa fffvci cum (•onsiltariiii meis commoda 
pro jurisdictione eccicjiiastira et restitiitione honorum ecclesiasticnrum 
in illis ^crris, quaf. acta et dejilorata i-idefiantur tt spero mihirtle Deo 
propitio et restra Stn mihi as.iiste.nte , relitpia sine mai/no streptfu ad 
niirmnin et dehitum iiuidicm ju.?r me rediici pabse. Toiniriana VII 257. 
') Ilx rnmore fiiit papa ttirhutiis tt curia tata. Toiiiiciana VI]. 
Collocntio familiari.f summi Fontifcis et aliorum cum Doełore Mi»zkou- 
»k\ de concnrdia Prussica p. 28.3. 




BEFOHMACYA W FBCSACH KSIĄŻĘCYCH. 



121 



I 
I 



SIC nadto, że i w Prusach książęcydi dołoży Zygmunt wszelkich 
starań, jak sam obiecywał, aby złe mniejsze'm uczynić, napisał 
pod dniem 20 lipca 1525 r. bardzo oględny list do krńla, w któ- 
rym niechcac winnym uznać Zygmunta, tłómaczy go raczej 
w ogólnych wyrazach w całćj tej sprawie, a o Albercie sąd swój 
jeszcze zawiesza, cały w teni będąc aby Zygmunta do niesienia 
pomocy przeciw Turkom i do skutecznych środków przeciw he- 
rezyi w własnym kraju nakłonić V). 

Tymczasem w Prusach książęcych reformacya szła prawie 
niewstrzymanym pędem i dokonywała się coraz więcej przy po- 
mory obu biskupów i współdziałaniu rządu, zapomocą dwóch ustaw 
kościelnej i krajowej (Klrrh<w»(hnin(j tim' LiiiKlesordiiiDiri), z któ- 
rych pierwsza wydana na sejmie w Królewcu 2h maja I5'J5 roku 
na wzór podobnej ułożonej przez Lutra dla elcktorstwa saskiego 
w Niemczech, mimo tego, że zaręczała, że nikomu nie czyni przy- 
musu tak jak dawniej za czasów katolickich, kiedy mniemania 
ludzkie jwdawano za słowo Boże, miała przecież na cela wraz 
z drugą {LdwIrmydiuDuj), wpro%vadzenic nawet przymusowe w ra- 
zie potrzeby luterani/.tiiu i stłumienie wszelkićj oppozjcyi katoli- 
ckiej. Wszelkie sprzeciwianie się tym dwom ustawom uważano 
za bant przeciw władzy krnjn, — przeciw duchownym nadto 
in<>żna było użyć owego znanego z układu krakowskiego artykułu, 
że gdyby inaczc^j jak chrzcścianie się zachowywali (si secus ąumn 
cliiMifiiil ^r i/nrinil) i wykraczali ]»rzeciw ustawom powszechnego 
kościoła, książę wraz z biskupami ich ukarze, to jest co najranit^j 
wypędzi, co się t^ż rzeczywiście działo. Wypędzano duchownych 



') 1'li.iner 11 ł:J2. Ilhid autem aUerum, quod cum magistro Prussiae 
ad paeem et eoncordiam devenisli, praedaria utigue nominibus ohten- 
tum fst: nam et jtari.i jnntvdnm nomen et cnndiłio rer/ni tui ejusmodi, 
id tibi Jinirv IjullHm cum illn nrdine fxptdiret tt tempora aliis bellin 
et perindis tnrhult-nta et nos tilii nemper pacis cum itto ordiw. auctn- 
ret fuimus tuijuc per huiusniodi pac im et rnncordiam ad jus et aucto- 
ritati m tuam melius penenisti. Graria ista omnia et dicta upecinga 
tunt eague a nohin lilienli»sime probarcntur, si i», cum quo tihi sopi- 
tis inimicitiiH pax snscppla ««(!, si vera de eo ad nos Mata sunt, dicjnum 
se ttta ista et munijicevtia et mansuetiuiine praebuissel. Nunc tptid de 
eo deheanms f.ri-ntininre aut .irribtre , in< erium est. Ut enim omnia 
a tua parte plena itptimi animi it sanctissimn mente facta ejistimamu-s, 
nec aliter de Innto et tum Christi amante. Jicge sentire est fa», non 
potawnus ex a/tera , quid sentiamus , decernere. 




122 



BEFOaaiAOTA w IKFIiANTACH. 






Sri 



zakonnych i świeckich, burzono nawet klasztory, obdzierano ko-' 
ńcioiy, zabierano skarby i kosztowności w nich zawarte na rzecz 
księcia, lub odbierano je od szlachty, która je sobie poprzednio 
przywJaszczyJa i której dość trudno było teraz takowe odebrać. 
Wśród tej grabieży, wnet po swćj sekularyzacyi bo jeszcze w r. 1525, 
Albert ożenił się z Dorotą, córką króla Duńskiego, aktem tym 
pieczętując swoją apostazyę, przycz(5m miał czoło bronić tego kroku 
swojego w publieznem obronnćm piśmie i zapraszać wuja swego 
na akt weselny do Królewca, czemu jednak Zygmunt odmówił. 
(1'omiiiatia ]'IJJ lH). Napróżno resztki zakonu w Niemczech pro- 
testowały i obrały nowego mistrza Waltera Kronberg, któremu 
następnie cesarz uroczystym aktem w Augsburgu nadał Prusy 
jako lenno; napróżno papież ]iodniósł swój głos przeciw całemu 
postępowaniu Alberta, a cesarz wezwał go przed sąd swój pod 
karą infamii, która w r. 1.'>.'J2 rzeczywiście wyrzeczoną została; 
gdy król polski mimu że potępiał hprezyę Alberta i gorąco wzy- 
wał go do jej porzucenia ( Tmniiiitna VII! 50), postępując jednak 
konsekwentnie jio układzie krakowskim, jako jedyny zwierzchnik 
świecki Alberta, nie mógł dozwolić, aby uznawał innego pana 
i dlatego zakazał mu stawić eię przed cesarzem; gdy nadto wspo- 
muianyiii traktatem obowiązany był nawet bronić swego lennika 
przeciw każdemu nieprzyjacielowi zewnętrzncnm; gdy i sam Al- 
bert dla obrony protestantyzmu w Prusiech, w r. 1526 wszedł 
w związek z protestanckimi książętami w Niemczech: w obec 
tylu trudności cesarz zajęty do Jego do syta w Niemczech , nie 
mógł nic na razie przeciw Albertowi przedsięwziąść i całą rzecz 
samdj sobie zostawić musiał. W ślad za Albertem i krzyżakami 
pruskimi poszli także krzyżacy inllanccy, jakkolwiek jeszcze w roku 
1521 kupiwszy sobie od wielkiego mistrza pruskiego niezależność, 
wszelką z nim łączność zerwali. Chwyciwszy się jednak lutera- 
nizmu rozpoczęli spory z areybiekuparai rygskimi o supremacyą 
i panowanie w kraju, którego przecież sami jedni przeciw Mo- 
skwie i Szwedom obronić nie mogli. Wreszcie porozumiawszy .się, 
jioddali w r. 1501 tak ostatni mistrz zlutrzały Gothard Kettler jak 
i arcybiskup Rygski Wilhelm, brat Alberta, cale Inflanty Zyg- 
muntowi Augustowi królowi polskiemu, za co pierwszy otrzymał 
Kurlandyę lennem prawem z tytułem księcia. Tak powtórzyła się 
bistorya sekularyzacyi i zlutrzcnia Alberta i zakonu krzyżackiego 
7, mistrzem inflanckim i jego zakonem; krzyżacka też inflancka 





WHZEKOME NAWRÓCENIE ALBEBTA. 



123 



k 






starszyzna podobnie jak w Prusiech , zrzuciła habity i pożeniła 
się, zatrzymawszy jednalŁ posiadłości zakonne jako dziedziczne 
dubra i narzuciwszy iuteranizni wszystkim poddanym swoim. 
Cłiarakterystyczną co do tego ostatniego punktu jest rzeczą, że 
gdy w kilkanaście lat potiim Stefan Batoiy zajął powtórnie In- 
flanty, a chcąc ulżyć doli chłopom iiiilanckim . którzy dniem i nocą 
pracowali dla wsponmionycb panów swoich tak zwanych teraz 
Jnnkrów i nielifościwie od tychże katowani l)yli, kazał im oznaj- 
mić, że odtąd w pewnych tylko dniach chodzić mają na pańskie, 
a gdy co przewinią jnnkrowi, że zamiast bicia ma ich tenże ska- 
zywać na karę pieniężną, chłopi ci wysławszy jioselstwo do 
króla polskiego, prosili, aby ich zostawił przy dawnej rohociznie 
i karaniu. Gdy zad jezuici nalegali na nieb, aby powrócili na 
łono rzymsko-katolickiego koAcioła, prości ci Indzie radzili się 
starego dziada, który przy drzwiach kościelnych żebrał, co mają 
czynić? Ten doradził im odpowiedzieć jezuitom w ten sfiosób, 
że należy najprzód nawrócić junkrów, a wtedy i oni nawrócą 
się chętnie, z jtrzyczyny, że będąc nieświadomymi ze wszech miar 
ludźmi, zapatrują się we wszyslkiem na swoich i)anów, więc co 
ci uczynią , to Uż i oni sami uczynią chętnie ' IJ W jaki zaś spo- 
sób zlutrzałe Inflanty, a bardziej jeszcze Prusy książęce wscho- 
dnie oddziaływały aa inne prowincye polskie, a mianowicie na 
Prusy zachodnie czyli królewskie, tudzież na Litwę, a nawet 
i na odleglejsze prowincye jak na Wielkopolskę, będziemy mieli 
nieraz sposobność przy opowiadaniu relormacyi w tych prowincyaeh 
nadmienić, tutaj tylko dla dojjcłnienia historyi i obrazu Alberta, 
potrzeba nam jeszcze wspomnieć o problematycznem dotąd wielce 
nawróceniu jego i powrocie na Jono katolickiego kościoła, jak 
je A. Theiner w piśmie swojem „Herzoc/s Albrecht Eilckkehr zur 
kathoVn<cbm Kiirln" Augsburg 1846 i Raess w dziele ^Dic (Wołti-- 
łiten scil (/»>/• lirformatioii tiacli Hurm Lehcn umt mis ihreii Uchfiftrn 
darffestellt von Amhoi--* Kw.ts, Bhchof vnt) Slnisiflnin^ , Freiburg 
in Breisgau lS6t> — 1n6(S, przedstawia. Że w duszy Alberta mogły 
być żywioły do nawr<'>cenia, nie przeczymy; że odstęjtstwo jego 



I 



') Obatz Maciejowski: Polska i Ruś a* do pitrwszćj połowy 17 
wieku 11 2.'J"), któiy jirzytacza ten ust^-p dosłownie z pamiętników 
Slilleruwych do panowania Stefana liatorego wydanych ze spólczcsnego 
rękopisu. Poznań 1840 str. 53, 57, 110. 



124 



WRZEKOME NAWHÓCENIE ALBERTA. 



f 






od wiary katolickiej i przejście na Interanizm nic nastąpiło z prze- 
konania, ale że grały w tern rolę dnma. rozwiązłość i w^idoki 
polityczne, jest rzeczą pewną; że widok rozpasania i zdziczenia 
obyczajów, jakie nastąpiło po reformacyi w Prusiecli, spory i gwał- 
towne kłótnie, jakie wybuchły w łonie nowego protestanckiego 
kościoła (spor osiandrowski i, mogły go napełnić odrazą i obudzić 
tęsknotę do dawnćj wiary, jest rzeczą prawdopodobną; że da- 
wniejsze listy Zygmunta I nakłaniające go, aby wrócił na łono 
kościoła katolickiego, ojcowska dobroć papieża, który listem z 20 
oierpnia 1561 r. wzywał go, aby wziął udział w pracach soboru 
powszechnego; gruntowne przedstawienie ł>łędów Intcranizmu ze 
strony łlozynsza, mogły także wpływ swój wywrzeć, nie prze- 
czymy; — że jednak nawrócenie księcia miało nastąpić w roku 
1565, w listach zaś księcia wydanych przez Yoigta historyka 
pruskiego znajdują się niektóre, które sięgają poza rok ir>(>5, 
a w nich książę okazuje się tak jak był pierwej protestantem; 
że osobę Pawła Skaiicha, który miał pośredniczyć między dwo- 
rem Rzymskim a księciem w sprawie nawrócenia, otacza dotąd 
gruby [lomrok; że mająca być przesłaną a niedoszła papieża summa 
100,000 talarów przechodziła możność księcia, który zawsze był 
w potrzebie pieniężnej ; a nadewszystko, że dokumenta odnoszące 
się do tej sprawy, a znalezione przez Theinera w archiwach 
rzymskich, spotkał ze strony Yoigta'). wprawdzie w^ale nieudo- 
wodniony i jedynie na s()rzeczności jaka ma istnieć między kilkoma 
datami dokumentów przywiedzionych przez Thcinera z datami kopii 
tychże dokuuieutów przechowanych w Królewcu, opierający się 
zarzut podrobienia, jak wnioskują niektórzy, ze strony Skaiicha: 
rzecz cała, acz dawno, bo przed 34 laty poruszona, musi pozo- 
stać nierozwiązaną, dopóki jtrzynajniniej dokutnenta przechowane 
w Królewcu, a na które powołuje się Voigt, całkowicie ogło- 
szone nie będą '■'1. My wracając do przerwanej historyi reformacyi 
w Gdańsku, której chwilowe zakończenie bezpośrednio jio złoże- 
niu hołdu przez Alberta i pod wpływem właśnie tego wypadku, 



^) Sendgchreiben au P. AiKjtisłin Theintr, Prinsttr des Oratoriums 
IW Betrtff des von ihm hehoupieten Uiheririttg des Ileriogs Albrecht 
von Freusen tur katholischen Kirche. KJinigsberg IH-łii, 

-) nbacz rozitniw^' Wlitilystawit Miikiiwskietrf) w 1'rzeglądy.ie 
Polskim z sierpni;! lMi*i r. Albert P.randeiiluiigki pierwszy ksiąia 
yruski katolikiem. 




DALSZV ClAG O BUKCIE aOAjtSKIM. APOhOGlE. 



185 



^ 
^ 

N 






w tak niepomyślny dla reformatorów nastąpiło sposób, przerwany 
dawniejszy wątek podnosimy. 

Opuściliśmy sprawy gdańskie w chwili, gdy wyprawiona 
przez nową radę miejską deputacya z pięciu członków złożona 
przybyła do Krakowa, przynosząc prócz ustnego tloinaczenia na 
zarzuty królewskie, rodzaj teologicznego traktatu apoiogia zwa- 
nego, w której usiłując na wstępie zjednać sobie Zygmunta wiel- 
kiemi pochwałami, starają sic nastc[)nte (idaiiszczanie usprawie- 
dliwić z zarzucanych im gwałtów i zbrodni, a mianowicie, że 
wiary nie zmieniają, ale ją tylko poprawiają, że nic przeciwko 
Najświętszemu Sakramentowi nie uczynili, ale że tylko pierwotną 
instytucyą Chrystusową chcą przywrócić, że podobnie nic przeciw 
Matce Boskiej , Świętym Fańskim i obrazom ich nie przedsięwzięli, 
ale że tylko niektóre nadużycia usuwają; również że obrzędów 
kościelnych nie znoszą , ale je tylko stosownie do dzisiejszych 
czasów zmieniają: nakoniec że zakonników nie wypędzają, ale 
ich tylko do pracy chcą zniewolić i t. d., jednam słowem wywo- 
dami tymi z jłisma św. w duchu nauki Lutra ułożonymi, choć 
wszystko chcą usprawiedliwić , a nawet gorliwością religijną 
żle nkrywającą ich zaciekłość heretycką, pokryć, w rzeczy jednak 
sam^j do wszystkich gwałtów się przyznają i jakoby potwierdzenia 
i sankcyi na nie się domagają. Do tćj apologii dołączona była 
draga jeszcze obszerniejsza, w której stronnie i fałszywie cały 
przebieg buntu , zrzucenie staruj i wybranie nowej rady przedsta- 
wiwszy, twierdzą <lalej również fałszywie, że się już wszyscy 
pogodzili i na nowy jiorządek rzeczy przystali, że zatem tako- 
wego aż do krwi i u ołtarzy nawet (usque ad arasj bronić są 
gotowi, w czdm poparcia od króla oczekują '). Król zdumiony 
bezczelnością tych żądań, nie wiedząc co na razie odpowiedzieć, 
czając jednak potrzebę oględnego i energicznego działania, za- 
wiesił rzecz całą, dopóki zdania rad swoich nic zasięgnie. Laski 
zapytany o zdanie, uważał rzecz całą jako bunt najniższego po- 
spólstwa przeciw niożniejszym i radził surowe kroki -). Tegoż 
samego zdania był i Zygmunt jużto ze szczerej gorliwości kato- 
lickićj i ze zdrowćj polityki, jużto że mając teraz rozwiązane 

') Tomiciana VII .S6fi Altera eorum Gedanensium jnirgatio, stu 

exctuiatio vel pidiun accusatio. 

^) Tomiciana VII 387. Dełiberatio ac sententia in negotio Gt- 

danentium Joannis Laski Archiepincopi et Piimatis. 




I 




J26 PRZYBYCIE ŚTAKEJ BADY DO KRAKOWA. 

rece po świeżej ugodzie z Albertem, pragnął surowem w 
sprawie jiostąpieniem oczyścić się przed stolicą apostolska i ja- 
koby wynagrodzić za ustępstwa swoje jtoczynione w obec Alberta. 
Co dziwniejsza , że sam Albert nkazjrwal teraz pewną chęć do stfn- 
mienia tego ruchu, do którego sam dał może największa podnietę, 
i w następnym roku przyprowadził nawet królowi pod Gdańsk 
pewną siłę zbrojną, w dwuznacznym jednak bardzo celu. — Za- 
cytowano więc najprzód niektórych oddanych laterstwu mieszczan, 
zapewne najwinniejszych na św. Mictiał do Krakowa , a gdy czte- 
rech z nich nie stanęło, skazano ich na konfiskatę majątków 
i zażądano od urzędu miejskiego przymusowego ich dostawienia 
wraz z trzema najzapaleńszymi predykantami rr<>niiciniiii VII, 391 ). 
Następnie udzielono posłom odpowiedź na obie owe apologie, 
kłóre przynieśli, w której autor jej Krzycki uczenie i przekony- 
wująco zbija błędy pseudoteologów gdańskich, wykazując, że 
pod pretextem czystego słowa Bożego najgrubszych, najbardziej 
z katolicką prawdą niezgodnych błędów nauczają. Równocześnie 
zawezwał król przed siebie Ebcrharda Ferbera, burgrablego swego 
w Gdańsku, który z powodu, że stał przy wierze i porządku 
oddawna był w nieporozumieniu z Gdańszczanami i na którego 
oni ciągle skarżyli przed królem, (rulf Touiiriaiui \'H 350 f^ alih 
ItKui) powołując zarazem do Krakowa wyzutych obecnie z władzy 
dawnych rajcdw i ławników; a nakoniec rozkazał sprawcom ca- 
łego zaburzenia, nowym rajcom, ławnikom oraz innym urzędni- 
kom intruzom, osobnymi edyktami pod karą, aby się dla zdania 
ze wszystkiego sprawy stawili. (Touiiciniid ]'II 405*. Nie ukazali 
się jednak ci ostatni, a tylko przybyli prócz burgrabiego owi 
\\'yzuci z władzy dawni rajcy i ławnicy, którzy stanąwszy przed 
królem w żałobnych szatach i opowiedziawszy dokładnie, jakich 
gwałtów przy wprowadzeniu nowych urządzeń religijnych i poli- 
tycznych się dopuszczano, jak zmuszano spokojnych i przeciwnych 
tym nowościom obywateli, aby się zgodzili na wszystko, jak 
wieśniaków nawet podburzano, aby na panów broń podnieśli (To- 
tnicidiin VII 405), prosili następnie króla, aby mocą swej naj- 
wyższej władzy i powagi przywrócił dawny porządek religijny 
i polityczny, czemu nietylko dawna rada, ale i najznakomitsi 
obywatele i większa część ludności przyklaśnie i przychylną wielce 
będzie. (Krasiński op. cit p. 48). Po wysłuchaniu wszystkiego 
król wziął najprzód dawnych onych radców i ławników oraz 




SEJil PIOTRKOWSKI. SEJM W MAlUENBURfiU. 



127 



wszystkich dobrycb obywateli w opiekę swoją, a ponieważ w mie- 
ście swojeni ojczysłeni doznawali różnego prześladowania i na na- 
paści ze strony pospólstwa narażeni byli, przctóż król zaopatrzył 
ich w równobrzmiące listy swoje, ilafowane z Krakowa w dnia 
Św. Marcina biskupa, w których oznajmujac, że osoby ich, domy, 
rodziny i posiadłości w szczególniejszą swą bierze opiekę, zakazuje, 
aby nikt im żadnej krzywdy czynić się nie ważył pod karą 10,000 
złotych węgierskich i najwyższą niełaską swoją. (Tniiiicinmi 17/ 
40S). Ponieważ zaś nowi rajcy i ławnicy nie stawili się dotąd, 
przez co rzecz cała charakter coraK wyraźniejszego nowego buntu 
przybierała, zbliżał się zaś sejm piotrkowski na św. Mikołaj 

1525 roku zapowiedziany, przetoż Zygmunt chcąc tcm skuteczniej 
przeciw nieposłusznym wystąpić, rzecz całą aż do tego sejmu 
zawiesił. {Tomickma 17/412). 

Sejm piotrkowski zebrany jirzy końcu 1.')2.t i w początkach 

1526 roku zajął się z całą gorliwością sprawą gdańską. Uchwa- 
liwszy konieczną obronę od Tatarów i prawo o wybiciu nowśj 
monety, odroczył wszystkie inne sprawy, a mianowicie tak ważną 
poprawę praw aż do następnego sejmu , a . zwracając się do 
spraw gdańskich, zawezwał najprzód obywateli ziem pruskich, 
aby dziesięciny należące do biskujia kujawskiego, które przestali 
oddawać, oddawali, a następnie zacytował całą radę i wszyst- 
kich mieszkańców miasta, aby przez zastępców swoich na drugi 
dzień po trzech królach stawili się przed sądem królewskim (Tuini- 
ciatm VIII 30), postanowiwszy nadto, jak pisze Friese (Beitnige 
II 80) wyjąć miasto z pod prawa i pozbawić je wszystkich przy- 
wilejów i wolności, czemu jedynie przybyli jeszcze na czas z Gdań- 
ska posłowie przez pokorne prośby zapobiedz zdołali. Następnie 
przyznawszy się do winy w imieniu miasta, dopraszali się ciż 
posłowie, aby król dla ważności rzeczy, sprawę ich nie tu, ale 
w Prusach rozsądzić raczył. Ponieważ i w innych miastach pru- 
skich luteranizm dał powód do zaburzeń , sejm uznawszy potrzebę 
obecności na miejscu królewskiłSj , uchwalił, aby król udał się 
do Maricnburga i tam zwoławszy sejm ziem pruskich, rzecz całą 
osądził i załatwił. Dnia 8 marca po chwilowym pobycie w Kra- 
kowie, dokąd go inne sprawy odwołały, stanął król w Marienburgu, 
gdzie zebrał się sejm prowincyonalny z senatorów ziem pruskich, 
tudzież z ławników i sędziów powiatowych złożony (Tomifiana 

tym obok obostrzenia przykazu składania 



32). 



sej[ 



128 



PRZYBYCIE Kn<'lli* DO GDAjJSKA. 



•^ 



)*" 



>• 



dziesięcin, stanęła uchwała, że potrzeba, aby król osobiście udał 
sic do Gdańska i powaga i władzą swoją przywrócił tam tak 
bardzo zakłócony porządek. Aby zaś utorować drogę królowi, 
przysposobić dobrych mieszkańców, a na wodzy trzymać burzy- 
cieli, wystani zostali naprzód Maciej Drzewiecki biskup kujaw- 
ski, Krzysztof Szydłowiecki kanclerz w. k., Łukasz Górka ka- 
sztelan poznański, Stanisław Kościelecki wojewoda poznański, 
Jędrzej Tenczyński wojewoda lubelski i Jan Chojeński arohidyakon 
krakowski i sekretarz królewski, którzy przybywszy do Gdańska 
z dwustu dobranego rycerstwa i zapowiedziawszy rychle przy- 
bycie króla, siłą tą i obecnością swoją porządek w mieście utrzy- 
mywali. 

Trwoga i niepewność panowały w Gdańsku, jak pisze Kra- 
siński, (ojK cit. i>. 48) już wtedy gdy król stanął w Marienhurgu, 
a t^m bardziój gdy do Gdańska udać się postanowił. Najzapa- 
leńsi radzili zamknąć bramy miasta, nie wpuszczać króla i z bro- 
nią w ręku próbować oporu (Krasiński I. c), Bischof jednak , ów 
znany nam burmistrz miasta, który umiał i w obce reformatorów 
władzę swoją utrzymać i rzeczy do pożądanego dla miasta dopro- 
wadzić końca, odradził to niebezpieczne przedsięwzięcie. Uchwa- 
lono, aby przyjąć króla uroczyście, ale zarazem, aby stać pod 
bronią i targować się o ustępstwa. Dla zjednania sobie monarchy 
postanowiono wysłać uroczyste poselstwo, na którego czele stał 
Jan Scholc {SfdicełMa) jeden z głównych apostołów reformy, z za- 
proszeniem króla do miasta. Dnia JT kwietnia zbliżał się kml 
do Gdańska, witany przed miastem przez radę miejską i wspom- 
njonego Saliceta, ]iro wadząc ze sobą znaczny huliec zbrojny, który 
powiększyły jeszcze oddziały przybyłych lennych książąt Barnima 
pomorskiego i Alberta pruskiego, oraz znaczne oddziały towarzy- 
szącej królowi szlachty pruskiej, tak że cała siła zbrojna 8000 
ludzi wynosiła. Po przybyciu do miasta udał się najprzód król 
do kościoła głównego, gdzie biskup kujawski wraz ze zgromadzo- 
nćm duchowieństwem i przepełniającym świątynię ludem przyjął 
go ze łzami pieśnią, którą kościół śpiewa na dzień Zmartwych- 
wstania Pańskiego: Adwniałi fhnidrrnhilh , ijucm ex!tpectal>aiiiiis in 
łenebrls etc. (Tinniciami 17/7 40); poezem gdy odprawiono modły, 
krul odprowadzony z wielką czcią do mieszkania w ratuszu, 
zażądał następnie, aby mu przyniesiono klucze od bram miasta, 
złożono wszelką broń i działa odprowadzono do arsenału. Czemu 



n 



/ 



8ĄD I KARA W ODAKBKtr. 



129 



» 



gdy odrazu zadosyć nie nczyniono, król pokrywszy gniew (Bielski 
kronika V 234), rozkazał Piotrowi Kmicie wojewodzie krakow- 
skiemu i marszałkowi w. k., J\by zwoławszy wszystkich starszych 
mieszczan i przełożonych cechów na giełdę, zapytał ich, czyli 
pamiętają na przysięgę i wiarę królowi i koronie polskiej uczy- 
nioną i czy należne królowi posłuszeństwo zachowali. Co gdy 
oni potwierdzili, że pamiętają i znają powinność swoją, rozkazał 
marszałek, aby ci którzy są wierni królowi na stronę prawą prze- 
szli, co gdy większa część uczyniła, — i drudzy, co się ociągali, 
żeby się jednak z zamiarami swemi nie wydać, także za nimi 
pitszli. Marszałek pochwaliwszy wierność wszystkich, rozkazał 
im, abj przysięgę swą na wierność i poddaństwo swe królowi 
odnowili. Co gdy się stało, król zwoławszy dawną radę rozkazał 
jój, aby mu ukazała sprawców dawnego rozruchu, których zaraz 
w liczbie dwudziestu uwięziono, trzydziestu zaś którzy pouciekali, 
zawezwano pod ciężkicmi karami przed sąd krulewski i Krasiński 
op. cit. p. 49 1. Salicetus uwięziony otrzymał pozwolenie bronić się 
przed samym królem. W obronie tej twierdził , że działał zawsze 
według woli większości mieszkańców miasta i że sam nic bez 
zezwolenia ich nie przedsiębrał. W tem wystąpił burmistrz Bischof 
i jął go pytać, jak pisze Bielski (/. c.) tcmi słowy: Czemuś ty 
Szolcie kościoły z srebra, złota i klejnotów jiołupiły czemuś sam 
w głównym kościele na kazalnicę wstąpiwszy ważył się naj- 
pierwej luterską wiarę wnosić? czemuś szubienicę, koło i miecz 
przed ratuszem postawił? Salicetus słysząc to począł się mieszać, 
a nakoniec do pospólstwa się odzywać, że to za ich rozkazaniem 
uczynił. Pospólstwo słysząc to krzyknęło, że o tśm nic nie wie 
i wiedzieć nie chce, że to co czynił, na swój karb czynił, poczym 
Salicetus zamilkł i. odprowadzony do więzienia, następnie z trzy- 
nastoma najwinniejszymi, między którymi dwóch rajców i czterech 
ławników, stracony przez ścięcie został ; inni zaś z miasta, inni 
z całych Prus wygnani, inni nawiezienie aż do końca życia ska- 
zani zostali, dobrzy zaś obywatele dobrami i inncmi darowiznami 
wynagrodzeni. ( Tomicianti VIII 41). 

W gorszćm nierównie świetle znajdujemy rzecz całą przed- 
stawioną na innćm miejscu w Tomicianach (VIII. p. 102. 103); 
a mianowicie w opisie dołączonym do uszczypliwych na Szydło- 
wieckiego kanclerza przez Krzyckiego uczynionych epigramatów, 
w którym autor (może Krzycki?) pisze, że gdy król miał i)rzy- 

Dłleje RtrarmacM w Pdico. T. i. 9 



I 



130 ZBBODNICZE ZAMIABT OD4 

być do Gdańska, burzyciele w mieście będący aradzili, ie gdy 
król będzie się zbliżał do miasta, a na jego spotkanie wyjadj^ 
znajdujący się w mieście Polacy wraz z owymi dwustu rycerstwa 
oraz z innymi dwustu, których przyprowadził w tym czasie do 
miasta Jerzy (Barnim ?i książę pomorski siostrzeniec króla, oni 
tymczasem zamkną bramy i wzbronią królowi wraz z orszakiem 
wejścia do miasta. Gdy jednak zamiar ten za ostrzeżeniem króla 
przez Biscbofa burmistrza miasta, a następnie przez przysłanie 
tajnego rozkazu królewskiego, aby Polacy nic wychodzili z miasta, 
spełzł na niczem, innej daleko większej zbrodni postanowili pró- 
bować ciż rokoszanie. Pod mieszkaniem bowiem królewskiem 
w ratuszu znajdowały się składy prochów, poza miastem zaś le- 
żały stajnie, w których mieściły się konie przybyłego do Gdańska 
rycerstwa. W nocy zatćm z Iszego na 2gi maja postanowili ro- 
koszanie zapalić owe stajnie i podczas, gdy jak się spodziewali, 
rycerstwo wybiegnie z miasta dla ratowania koni, oni tymczasem 
mieli zamknąć mury miasta, króla wysadzić w powietrze, pozo- 
stałych zaś w mieście Polaków pozabijać. Zbrodnia ta jednak 
znów za ostrzeżeniem Bischofa spełnioną nic została, Iszcgo bo- 
wiem maja, a więc dzieii przedtem król kazał powięzić wszystkich 
sprawców dawniejszych rozruchów i obecnych nie])rzyjaciół swoich, 
z których niektórzy na torturach przyznali się do winy, poczćm 
nastąpił sąd i ostateczne ukaranie, tak jak wyżej opowiedziano. 
Ukończywszy z burzycielami rozkazał król iiastępnicj aby wszystkie 
naczynia , kosztowności i utensilia kościelne do kościołów, zkąd 
były, oddane zostały, poczćm przywoławszy wygnanych kapła- 
nów i zakonników i kościoiy im i klasztory do nich należące 
oddawszy, służbę Bożą uroczyście przywrócił i starodawnym po- 
rządkiem pełnić ją polecił. Osobny dekret królewski nakazywał 
pod karą konfiskaty i wygnania, aby wszystkie pisma luterskie 
do marszałka dworu Piotra Kmity zniesione zostały (Tomiciana 
VIII. 7,5). Wybrano następnie nową radę, która 18 czerwca kró- 
lowi siedzącemu na majestacie wraz z całym ludem uroczystą 
przysięgę wierności złożyła. Do Torunia zaś, Klbląga, Brunsbergu 
i do innych miast pruskich wysłani zostali, jakeśmy już wyżćj 
powiedzieli, komisarze królewscy, którzy wszędzie, podobnie jak 
w Gdańsku , religię katolicką i porządek cywilny przywróciwszy, 
szczęśliwie dzieła swego dokonali (Tomiciana VIII. 48). Ażeby 
zaś na jtrzyszłoić zapobiedz podobnym rozruchom wydał król tak 



■ 




)aDTNAOTA DLA GDAŃSKA I PIlCS KBÓŁEWSKtCH. 



131 



» 



zwaną ordynacją dla (rdańska i drugą dla Prus królewskich, 
z których pierwsza stanowił^a : l)aby każdy kto do wiary i obrzę- 
dów katolickich zastosować się nie chce, pod karą gardła do dni 
czternastu opuścił miasto; 2) aby zakonnicy i zakonnice, którzy 
swe śluby złamali, oraz ziutrzeoi księża świeccy to samo uczy- 
nili do 24 t,'odzin; 3 1 aby proboszczowie i kaznodzieje tylko z ramie- 
nia bisku])ów mogli być stanowieni. 4) Zakazane /.ostały wszelkie 
prywatne kazania, schadzki i zebrania heretyckie ))od karą śmierci. 
.'■)) Wszelkie kosztowności kościelne oddane zostały pod odpowie- 
dzialność rady iniejskiiij. (j) Kapitanowie okrętów odpowiedzialni 
są za prawowiernośó załogi. 7) Tylko prawowierni katolicy mogą 
być przypuszczani do obywatelstwa miasta. S) Burgrabia kró- 
lewski, którym został teraz Bischof, ma pierwsze miejsce jtrzed 
rajcami i ławnikami. 9) W razach ważnych zgromadzenie powszechne 
obywateli nie może jirzenosić liczby 10(( itd. Ordynacya dla Prus 
królewskich miała głównie na celu przeważyć żywioł mieszczań- 
.ski żywiołem szlacheckim, nadając tema ostatnienm wyłączne 
prawo posiadania ziemi, polowania, rybołówstwa, wyjmując go 
z pod sądów miejskich, określając przy tern porz-^dck sejmikowania 
na korzyść szlachty, co wszystko miało przypodobnić ziemię pruską 
do Polski, a dla sprawy religijnej o tyle ważnćm było, że szla- 
chta pruska przychylniejszą odtąd w ogóle do religii katolickiej 
i mnićj skłonną do nowości religijnych była. Po czteromiesicczuym 
blisko pobycie w Gdańsku opuścił król 24 lipca miastu, pogła- 
skawszy na końcu Gdańszczan darowizną miasteczka Hela ze 
wszystkiemi dobrami doń należącemi, tudzież potwierdzeniem przy- 
wilejów. Pobyt ten królewski oraz wydane w czasie jego rozporzą- 
dzenia i poczynione energiczne, lecz jak zwykle byn ało w Polsce, 
efemeryczne tylko kroki, miał wprawdzie ten skutek, że ruch 
reformatorski w całych prawie Prusach królewskich przycichł, 
atoli ani całkiem stłumiony, ani wykorzeniony nie był ; nie tylko 
bowiem zaraz po swoim wyjeździe musiał król na nowo upomnieć 
radę miejską, aby pilniej śledziła za pismami podburzającemi 
i za apostołami nowśj wiary, którzy jak ztąd widać, znowu się 
w mieście pokazywać poczęli (Toniiciana VIII. 62), ale i później 
roboty reformatorskie w duchu odmiany religii katolickiej przed- 
siębrane, acz o wiele umiarkowańsze, nie mniej jednak niebez- 
pieczne, wcale nie ustąpiły, ale zwolna tylko i ostrożniej prowa- 
dzone były. Przyczyną tego głównie był sam nowy burgrabia 








132 POWTÓRNE POWOLNE WPROWADZENIE REFOR. DO GDAŃSKA I PRUS. 

królewski Bischof, jak również cała nowa rada miejska, która 
powaliwszy za pomocą króla politycznych swoich przeciwników, 
w rzeczach religijnych mniej skrupulatną, a nawet wprost przychylną 
reformie się okazała i takową nieznacznie i oględnie wprowadzać 
poczęła. Podstawę do takiego działania dawała jćj wsuniona zrę- 
cznie w ordynacyi miejskiej, może przez samego Bischofa klau- 
zula, że gdyby pleban nie byl zdolny do głoszenia kazań i nau- 
czania ludu, winien trzymać odpowiednego kaznodzieję za wiedzą 
i zezwoleniem rady i officyala biskupa ' <. Był to fortel wymierzony 
przeciw religii katolickiej ; gdy bowiem sąd, czy pleban dobrze 
naucza, a następnie czy potrzeba mu kaznodziei pomocnika, na- 
leżał do ofticyała biskupa i do rady, całem usiłowaniem rady 
było, aby miec^ officyała po swej stronie, aby z nim razem do- 
wolne zmiany w nauczaniu i w obsadzaniu kaznodziejów przepro- 
wadzać. Takim offieyałem był od r. 1525 Urban Ulricy, którego 
rada miejska, mimo niedowierzania jakie miał ku niemu biskup 
jego Maciej Drzewiecki, wszelkiemi sposobami, prośbami i przed- 
stawieniami starała się utrzymać, i który rzeczywiście w wolnem 
wjirowadzaniu reformy, w obsadzaniu miejsc stosownymi kazno- 
dziejami, wielkie j6j oddawał usługi. Tak up. przy kościele Panny 
Maryi kaznodzieją był znany nam już reformator Dr. Alexander, 
który powróciwszy teraz do miasta, predykowal w dawniejszym 
ducbu; póżnidj przybyli dwaj apostaci zakonnicy Piotr Bischof 
i Arendt Wegen , a nakoniec występuje już od roku 152G z po- 
czątku niby jako katolik i nieprzyjaciel .sturmpredigerów, później 
coraz jawnii'j jako heretyk działający dominikan Pankracy KlemraOj 
który może być uważany za właściwego na pokojowej drodze 
wprowadzifiela rcForuiy do Gdańska*}. W podobny sposób i w in- 

') Tomiciana VIII 77. Qni aułem (plebanus) idoneiui non fiierit 
ad concionandtim fi docendnm populum, aervare. (sneatur cum sdentia 
et eotuenini eon^ttlatun et ofjiciaU dni episcopi toncwnatorem doctri- 
nat et viiae probatae , r/iii sincerutn Dei reriium '.te. 

*) Że ten Pankracy Klemme powolnie, dtngo, ale za to t^m 
Bkntcpznipj dziafający, osicprnąl nakoniec znakomito rezultnty w zlu- 
trzenin Odafiska tak, że nawet uwiigę całego sejmu Piotrkowskiego 
z r. 1531, niechętnego podówczas jeszcze bardzo nowościom religijnym, 
na siebiiN zwrócił, dowodzi lngacya z tegoż sejmu przez radę koronną 
do króla podówczas na Litwie przebywajijcego wyprawiona, kti'>ra mię- 
dzy inneiui miała jirosii', aby kr61 wejrzawszy Jak herezya mimo za- 
kazów krulewgkich po niektórycli miastach a mianowicie w Gdańsku, 



I 




I 



POWTÓRKA REFORMACyA W GDASSKtT. 138 

uych miastach pruskich zjawiają się napowrót reformy i reforma- 
torzy, wspierani najwięc(Sj przez Alberta z Prus, taił że już w kilka 
lat potem Prusy królewskie jeżeli nie całkiem zlutrzałe, to przy- 
najmniej na wielkiej znów pochyłości ku luteranizraowi były. 
W r. 1534 predykuje w Gdańsku w dncbu luterskim dominikan 



^K cont 
^B mal\ 



n sprawą niejakiego mnicha Pankracego, kaznodziei najzgubniejszego, 
górę bierze , wydal stosowne w celu jej zapobieżenia polecenia do sta- 
rostów etc. Legacya ta w rękopisuiie pod tytułem : Codex diplomati- 
ciur Foloniat et Magni Ducatiis JAtuaniae , w bibliotece ordynacyi 
Krasińskich w Warszawie znaidujiicyui si^- , przechowana, zawiera 
w części pierwszej I. fol 866 odnośny następujący ustęp, przytoczony 
przez Zakrzewskiego (Powstanie i wzrost reform: w Polsce str 234) : 
„Q«i6h» f/ic/r» ac redditis, rerhis quam poterunt ornatioribim Mti 8, R. 
nomine oinnivm ordinum siipplicabunt (»c. legati) ut iltas S, iicut ca- 
thołicus j/rincfps literis ad Capitantos locurum datis strerc inandart 
dignetur, quo gtatuia et decreta pluribits anteactis annu et conientibus 
contra in ctnsiiriii iiistirdescenfeii ac improbos liomints, qiii haerellris dog- 
matibun Hunt injfcti, edita, summa rigilantia et rura e.reqiiantiir , n/r 
miłtant, ut publice, mit priratim temer^ de reliffione diuputautt-n p/e- 
tern erroribus et pernictosia .sermonibuji injiciant. Nom JJomtui Consi- 
Itarii audierunt, in al\quot iiisignioribu4i locis recena ej:ortos audactit 
tt matignos liłłerarum sciolos, qui pałam non lolum in religionem et 
ritun, ab unirersali eccłenia appmbalos, sed etiam in Altew Suam ac 
cłerum famosii(simi.s libellin sujit impune inrecti et fummo conati .itudio, 
ut in praedpuls cicitatibus pUbem ad sedrtioneni propensam ni maltim 
dt reltgione aententiam pellicerent, et deiiide aliqnam pro mta libidiiu; 
pemicioiissimain seditionem Reipublici.e et quiet\s cunsiliis nowutm 
ejcdtartnt ; quae niń prtidenti ac 8evero anłevertantur cotisilio, sint 
procul duiio aliąuam grandem Regno perturbationem allatura, ąuemud- 
modum jam Gedani eo rcs upectare videttir, i peron o ąuodam fancratio 
monacho Sti. Dominici . concionaiore perTticiosinsimo ; unde qunm ce- 
lerius esset huic occun tndum seceriorious mandatis ad cannulafum da- 
tm, ne nnvissimva emir Jiat pejor priort' . Na tę część lejracyi odpo- 
wiedział król następujacemi słowy, ibidem fol. 871 : ^Dabuntur li- 
ttrae ac mandata ad Capilaneon in negoiio fdei , imo et de Ais , qui 
sunt apud Luterum." Stosownie do tej odpowiedzi wydał kri51 jeszcze 
teg(jż roku 1.534 pod dniem 4. luteKo (<liita ta jednak i rzytoczona 
tak u Załuskiego Kp: U. f. 242, jak u PrieseRO BeitrU^re U. 1. p. 
53 wydaje się myln<{ ; gdy bowiem ucbwuly sejmu z r. 1534 oblalo- 
wane są w Metryce kor; ks 4Sł fol. 56 sq. juk pisze Zakrzewski 
op. cit p. 235, pod dniem 28 lutego, król zaś dopiero na życzenie sejmu 
wydawał edykt, nie mógł więc takowego wydać przed 2H lutego), 
edykl do Piotra Kmity jMarszalka wiel : kor : starosty krakowskiego, 
w którym polecając mii, aby karał według dawnych edyktów i sto- 
sownie do przestępstwa tych, którzy przeciw kościołowi wystiic 




134 POWTÓBNA BSFORMACTA W ODA]$8KU. 

Klein '); a we trzy lata potćm zrzuca habit, wyrzuca obrazy z ko- 
ścioła i wprowadza całkowite nabożeństwo luterskie, a mimo to 
przez zwierzchność miejską na posadzie predykanta utrzymany 
zostaje. (Krasiński op. cif. p. 51). W r. 1548 przez przybycie 
braci Czeskich nowy żywioł reformatorski do Prus przybywa. Gdy 
jednak wszystko to już należy do dalszćj epoki, my na opowie- 
dzianych wypadkach ukończywszy pierwszy period reformacyi 
w Prusiech, do reformacyi w innych prowincyach Polski powra- 
camy. 



zakazuje zarazem młodzieży polskiej udawać się do Wittenberg! lub 
do innych miejsc herezyą zarażonych pod karami, jakie w dalszym 
ciągu przepisuje. O edykcie tym, który także przytacza Damalewlcz 
Vitae episc. Ylodisl: p. 372, Komanowski Otia str. 234, z błędną 
atoli datą 1535 r., będziemy jeszcze nieraz mówili. 

1) Czy ten Klein dominikan, o którym mdwi Krasiński, nie 
był tym samym Pankracym Klemme dominikaninem , który takie około 
1534 reformował w Gdańsku, wiedzieć dokładnie nie można, jest 
jednak prawdopodobnym, zwłaszcza, że o Pankracym Klemme nic 
Krasiński nie wspomina. 



ROZDZIAŁ III. 



Reformacya na Szląsku i we Wrocławiu. — Reformacya w Po- 
znaniu. — Seklucyan, Endorfln, Górkowie. — Kalwinizm w Wiel- 
kopolsce. — Początki reformaoyi w Krakowie. — Wawrzyniec 
Korwin Keoforensis. — Pierwsze procesy o herezyę luterską 
w Krakowie. — Magister Jakób z Iłży. — Proces Katarzyny 
Malcłierowej. — Jan Boner. — Schadzki religijne i koło w ce- 
lach reformatorskich zawiązane w Krakowie. — Łizmanin, Jan 
Trzyoieski, Jakób Przyhiski, Frycz ModrzewskL — Kalwinizm 
między szlachtą Małopolska. — Pierwsi księża apostaci w Ma- 
łopolsce : Felix Cruciger, Stan. ŁutomirBki, Marcin z Opoczna, 
Marcin Krowicki i inni. — Drogi, po Jakich rozchodziła się 
reformacya między szlachtą. — Rozruch i emigracya studentów 
z Krakowa i jej skutki. 



Jako zaraza wciskając się do jakiego kraju, zanim .szersze 
okolice obejmie, wprzódy zakrada pewne ogniska, z których zni- 
szczenie swoje rozszerza, tak i reformacya wciskając się do Polski 
miafa pewne swe miejscowości czyli ogniska, z których u -iłowała 
szerzyć się dalćj, dążąc do opanowania całego kraju. Takiemi 
ogniskami były Gdańsk, Toruń, Elbląg, Braunsberg, a niedługo 
Poznań, Kraków, Wilno, pomijając już, że całe Prusy wschodnie 
z jednej strony, a Szląsk z drugiej strony paliły się o ścianę od 
Polski tym płomieniem. Najpierwszy ze wszystkich przyjął re- 
formacyę Gdańsk i inne miasta pruskie i dlatego od nich my opo- 
wiadanie nasze rozpoczęli, obecnie następuje kolej na Poznań i na 
Kraków. Że jednak Szląsk, a w szczególności Wrocław, pierwej je- 
szcze niż inne miasta polskie przejął nowości religijne; że choć nie 
należał do Polski, znacznie jednak na nią oddziaływał, że węzeł 
metropolitalny łączył go jeszcze z kościołem całej Polski ; że był 
jakby przedmieściem Krakowa, zkąd wszystkie nowości religijne 





136 EFFORMACYA NA SZLĄSKU. ^^^^H 

do tego ostatniego płynęły, przetóż zanim do Poznania i Krakowa 
przystąpim, streszczony obraz reformacyi na Szląsku i we Wrocla-, 
win podać musimy. Ą 

Żaden kraj, do którego dostała się reformacya, nie przed- 
stawiał dla niej równie łatwego łupu , jak ziemia Szląska. Kraj 
podzielony między tylu książąt , z których niejeden sprzyjał nauce 
Lutra, lub pragnął się zbogacić własnością kościelną: najwyższa 
władza zwierzchnicza królów Czeskich bardzo słaba, król bowiem 
węgierski i czeski Ludwik Jagielończyk w chwili wstąpienia 
na tron (r. 1516) był prawie dzieckiem, później zaś zatrudniony 
ciągle z Turkami w Węgrzech, poległ wreszcie w r. \->2(J jako 
10-ietni w nieszczęśliwej bitwie pod Mocbaczem; — miasta rzą- 
dzące się autonomicznie, stanowiące jakby państwa w paftstwie 
i mogące przez magistraty swoje dopuszczać się różnych nadużyć: 
wszystko to sprzyjało szerzeniu się reformacyi, a niekiedy czyn- 
nie jej do tego dopomagało. Przybywało ku temu powszechne 
zniemczenie całego kraju, bliskość właściwych Niemiec i ciągłe 
z niemi stosunki, tudzież ta ważna okoliczność, że rozszerzony 
przed kilkudziesięciu laty husytyzm czeski, zwolnił węzły łączące 
z kciśeiołem i przygotował umysły do przyjęcia nowej nauki. Jeżeli 
dodamy do tego obojętność i zepsucie całego prawie duchowień- 
stwa, którego ujemny wielce obraz, choć z widoczną dla siebie 
boleścią, kreśli prawy i pobożny Jan VII książę na Opolu, Wiel- 
kim Głogowie i Raciborzu w liście do Klemensa VII papieża 
z lU listopada ir>24 r. '); jeżeli zważymy, że temuż duchowieństwu 



') Thfiner: Monnmenfa II A.2\i. Ad hoc eecle.siae Oppolitanae, 
quae sita esf m ecclesia Vratislaviana , primores praelati a sede Col- 
łegii ah-i^nt longissime , nuUi prorsits nlitTius tisiii, quam ut pecuniam 
annuat pensioni« aiiferentes infandum , ijuam aut absumant obscoene 
aiU suh terram dejodiant miilto ohucoeniiui ac sceleracius , antichrisło 
fortan venturo thesaurisantfs d quod non f>;rendiim est, aliąui eorum 
ąuater civitatem praetergraisi , aedem sacram suam ałumnam, non 
quod tacrum in «a non faciant , ned ne saltitandi ąuidem gratia in 
6ani iiel descendunł. Nonnidłi ut eas nacli sunt praebendas ne semel 
quidem fuerunt in ea aede sacra, ex qua tamen aua marsnpia optime 
replent ventrexqiie, siios uplendidinsime farciunt ac saffinant: interim 
univerawi chorns reliquontin inferioris notae sacrificulorum deaeritur 
illitdendu.s ac lacerandim , ita ut nos vir,em ejus saepe doleanius et ni, 
ut a mnjoribus ncstris sanctae memoriae pyssimis (sic) principibu* acce- 
pinntSj piftattm ac pacem twremur et ne impium aliguid in comuni- 




BEFORMACTA NA SZLĄ8KU. 



137 



^ 
N 

^ 



przodował od r. 1.>0G do 1520 Jan V. Turza, biskup wrocławski, 
syn owego bogatego kupca z Krakowa Jana Turzy, człowiek 
najgorszych obyczajów i otwarty stronnik Lutra, którego też ten 
ostatni w liście do Spalatyna w r. 1520 nazywa najlepszym bisku- 
pem tego wieka (}h; ]'etti' Liithers Briefr. Berlin 1S25 p. 524), 
a Melanchton w liście do niego w r. 1520 pisanym taką mu daje 
pochwałę, że ngdyby rzeczpospolita Chrześcijańska miała więcej 
podobnych tobie radców , nie wątpiłbym nigdy , że Chrystus znów 
ożyje- ( KpistoUirum Hb II N. 84 idif: Hntsclnuidir Cftrjni." I\'efu)- 
oiaf: I. 210) ; nic będziemy się dziwić, dlaczego reformacya tak 
prędko i z takim skutkiem przyjęła się na Szląsku. Po śmierci 
Jana Turzy został wprawdzie biskupem prawowierny i jjorliwy 
Jakób Salca, szlązak (1520 — 1539); ten atoli mimo najlepszych 
chęci nie mógł już sobie poradzić, Luter bowiem i Melanchton 
zalali kraj predykantami, a magistraty i książęta niektórzy, jak 
Fryderyk II Ltgnicki, jak nieco późnićj Wacław Pogrobowiec 
Cieszyński sprzyjali najiisilniej nowej nauce. Już w r. 1518 opo- 
wiadał Ewangelią w duchu Lutra na dobrach barona Zedlitza 
w księstwie Jauer a)iostata mnich od Atigustyamiw Melchior Hof- 
man , który miał towarzysza w Janie Kejchcnbergu przyjacielu 
Meianchtona, predykującym w Freistadt. W r. 152;^ sprowadził 
książę Fryderyk II do Ligiiicy do kościoła św. Jana loterskiego 
predykanta Walentego Krautwald i ustanowił w szkole w Goid- 
bergu nauczycieli luterskich, między którymi wkrótce wyszcze- 
gólnił się późniejszy przełożony tejże szkoły Walenty Friedland, 
zwany także od miejsca swego urodzenia pod Gorlicami na Szląsku 
Trotzendorf (t 155H), słynny jako nauczyciel i pedagog, ale za- 
razem jako najgorliwszy przez ^0 lat rozkrzewiacz nowej wiary, 
któremu najznakomitsze familie ze Hziąska. Czech, Polski, Litwy, 
z Węgier i Siedmiogrodu synów swoich powierzały , a których on 
w zamian za okazane mu zaufanie w uprzedzeniu i nienawiści do 



^ 



(atem inertis i-uł/ji iv/ei-atur, graviter d<^fend«remu» minis ac pornui 
deterrendo , jam hoc quod in finitimis oriK evenit, eis quoquat. erenisset. 
Proh deum otque hnminnm fidem , gtiae circum circa dominia nnsłra 
o/fendirula, quae blasj/heniiae (ab niertiditis et sihi sapientihus dico) m 
Detttn , in sanctOK , in jejrinia, in festa , in sacerdntia , denique et in 
ipsum snmmvm Fnntificem cunvicia indignisnima ! sad guis horum ca- 
ihalo(]uin cenupre pnitgit, quum vihil non tinuutn, nihil non inversum , 
nihil non ftagitiosiim audeant hoininea nimirum sine cerebro etc. 





138 befuumacia we wroceawiu. ^^^^^H 

kościoła katolickiego, w duchu Lutra i innych sekciarzy wycho- 
wując, na gorliwych stronników wyznawanej przez siebie nauki 
wykształcał. Wychodzili też ztamtąd najwięksi propagatorowie 
we własnej ojczyźnie, nowych zdań i wyobrażeń jakich w Gold- 
bergu nabyli , a jak wielka ich była liczba, możemy ztąd wnosić, 
że Trotzendorf przechwalał się, że mógłby ze swoich uczniów 
armię przeciw Turkom postawić. W samym Szląsku największy 
wpływ na roszerzenie nowej nauki wywarło główne Szląskie mia- 
sto i jakoby stolica kraju Wrocław, którego magistrat jawnie się 
oświadczył za nauka. Lutra, a następnie wszelkich gwałtów uży- 
wał, aby kapfanciw katolickich albo zmusić do przyjęcia nowej 
nauki, albo ich całkowicie usunąć. Gwałty tegoż magistratu spo- 
wodowały nawet pa])ieża Adryana VI i króla polskiego Zyg- 
munta I, że pisali do Wrocławian w celu utrzymania wiary ka- 
tolickiej i powstrzymania tych nadużyć (ej)isfolo Undiinni die 2'i 
Julii 1523), Zygmunt nadto, aby zły przykład Wrocławian nie 
zarażał jego poddanych {Ttmiirlnwi Y). W r. 1.521 wygnał naprzód 
magistrat wikarych ])rzy kościele św. Maryi Magdaleny, a sprowadził 
luterskich predykantów, przyczem pozwalano publicznie wyszydzać 
tajemnice święte, parodiować kapłanów, zakonników i zakonnice; 
wkrótceteż wypędził znów tenże magistrat, ku upodobaniu Lutra, 
a na złość Bogu, jak mówiono, Bernardynów z ich klasztoru i zabrał 
niektóre dobra duchowne M. Gdy w r. 1523 biskup Jakób Salza 
ustanowił jirzy kościele św. Maryi Magdaleny kaznodzieję katoli- 
ckiego Joachima Zicris, magistrat wypędził go, a na jego miejsce 
powołał zlutrzałego dawnego kaznodzieję katedralnego Dra Hessa, 
który odtąd stal się duszą i jakoby główną osią całego przeciw 
kościołowi katolickiemu wymierzonego działania. Nietylko bowiem 
za jego przybyciem zniesiona została Msza św. -'), ale nadto magi- 
strat zawezwawszy na ratusz wszystkich będących jeszcze przy ko- 
ściele Św. Maryi Magdaleny i przy kościele św. Elżbiety kapłanów 
katolickich, oświadczył im, że odtąd tylko Dra Hessa za przeło 
żonego uznawać i do niego odnosić się mają, w rok zaś potem 
(l'ł'_*4i polecił im, żeby w kazaniach swoich wzięli sobie za wzór 
tegoż Dra llessa i porzuciwszy dodatki ludzkie, samo czyste t. j. 
luterskie, słowo Boże opowiadali. Zresztą niemożna mieć wielkiego 



!) W 



ALeog'it Kircfiengeacliidile. Der J rotestantixiiivs in ScfUeiiien 
cgfierski: f!lavon>a reformcda p. 346. 



łEFORMACYA WB WHOCŁAWIP. 



139 



wyobrażenia o tem duchowieństwie, skoro w caićm jego gronie 
znalazł się tylko jeden Dr Sporn, przeor u św. Albrechta, który 
na powyższe żądanie odpowiedział, że „rozporządzać, jak ma być 
słowo Boże głoszone, nie należy do magistratu, ale tylko do 
biskupa", za co z miasta wygnany został. Protestował wprawdzie 
przeciw całemu temu postępowaniu, a notanowicic przeciw wpro- 
wadzeniu Dra Ilessa biskup Jakól) Salza, tak że nawet ztad pi- 
śmienna polemika między luteranami a katolikami za i przeciw 
Ilessowi- się wywiązała "i atoli bez skutku, magistrat bowiem 
stawał się coraz zuchwalszym, a nawet w r. Ió2!» kazał zburzyć 
do szczęta piękny pod Wrocławiem klasztor Premonstratenzów, 
pod błahym pozorem, żeby się tam kiedy Turcy ukrywać mogli; 
przyczem srebra i kosztowności zrabowano. O innych gwałtach 
i nicgodziwościacb, jakich się dopuszczał tenże magistrat, a za 
jego przykładem i inne urzędy miejskie po różnych miastach 
Szląskich opowiada świailck naoczny, znany podówczas przeciwnik 
I Latra i gorliwy obrońca prawdy Jan Coeblaeus, kanonik wrocław- 
ski w listach do kardynała Kaspra Contarinicgo, które jednak, 
o ile wiemy, dotąd wydane nie zostały, i obacz KirrheiilexiI,oii vo/i 
Wełzer und Welte u.-t. Srhlmen p. 482); jak wielkie zaś było 
w ogóle spustoszenie wiary i obyczajów, okazuje się z listu 
wspomnianego powyżej Jak<;ba Salza biskupa wrocławskiego do 
papieża Klemensa VII z dnia liS czerwca 1525 r., =') z którego 
dowiadujemy się, jak co chwila kanon Mszy Św. i inne obrzędy 
ri-ligijne zmieniano, Sakramenta znoszono, tak że tyle już było 
■wiar ile głów; jak dobra duchowne pustoszono lub zabierano, 



» 



') Luteranie np. stawili swego llessa: IJesse Dei verhum puris 
e fontibus n/ferg, — katolicy zaś odpowiadali: tichismaticMs i-otc>isqtte 
ptte'isqwi rastra fioeresis HessuH. Vide Ahog 1. e. 

*) Nffaucla Ula secta Littheranorum ex vicinio Mittiae , ubi hoc 
monstrum I itetiberyie primum onijiiietn coepił , hanc dioctsim meam 
Ua tnoanił, ut ąuod iuthic lilteris proditum est , /nc moribun vituiiue 
rtferatur: nam iyistitinintur et desliltiuntur pangim pro i-uju$ettiiquii 
lihitu coerfmoniae , n7?/.< et ordiiialionfs Eccliniae, difiti'! wii.s*a« o/fi- 
ein ałio atąut alio Canone tiutic tenetitur, tiunc contra omnino abro- 
yanłur, Sacranienta diniąue ipsa eaque omnia iw eitremum abeuiit 
rontemptum. Quot , opita, tot fides et reliyotieD. Cui pr(ixvuuin e»t , 
ut mihi cleroqui! nii-o, qviJtpiid antta deciniarum censuwn et Juriuin 
eccletiaiiłicomw tx pia futtdutione unnuatini cesłiY, nunc >,uperbe rt 
piane denegitur planique petidiatuy rtiliil. 





140 TŁEFORMACYA WE WKOCŁAWIPT 

pożary umyślne w nieb wzniecano, dziesięcin i innych dochodów 
nie oddawano i t. d. Dopomagali w tern najwięcej mnisi apo- 
staci i inni żli duchowni, jak naprzyklad Paweł II opat Au- 
gustyanów w Sagan (152'J — 1525), który z pomocą magistratu 
wprowadził publicznie do swego klasztoru luteranizm , sprowa- 
dził predykantów, a na koniec kazał się zaślubić Lutrowi 
w Witenberdze z jakąś zbiegłą zakonnicą i wróciwszy do kraju 
w Griinbergu jako apostoł nowej nauki osiadł. [Chrnuicw Abli^tł. 
Baganens: ni. Stenzel. — Sfnplore>' rennn SileKlcariim Tom I. 
p. 450). I 'siłował wprawdzie król Ferdynand I (1520 — 1564) gor- 
liwy katolik i szczerze oddany sprawie kościoła monarcha, przez 
mądre i energiczne rozporządzenia zapobiedz szerzącemu się złemu, 
atoli ponieważ zatrudniony był ciągle z Turkami i niedawno ob- 
jął rządy, żartowano sobie z tych rozporządzeń, jak się dowia- 
dujemy z wspomnionego wyżej listu biskupa Jakuba Salza do 
Klemensa VII 'i, tein bardziej, że następcy tegoż Jakuba, biskupi 
wroeławscy, . którzy mieli także z ramienia króla zwierzchność 
cywilną nad krajem, wcale gorliwymi nie byli i pozwalali się 
rozszerzać protestantyzmowi; a z obioru bezpośredniego następcy 
tegoż Jakóbn, Baltazara Pomnitza ( 15Sił — 15(>2| radowali się nawet 
protestanci (i-iilr. apud Menzul T III p. 9:j). O wielkim upadku 
całego duchowieństwa katolickiego na Szląsku świadczy fakt, 
że ze wszystkich duchownych w powiatach Brieg, Olan, Strehlen 
i Nimptsch znaleźli się tylko trzej kajjłani Scnitz, Dr Kolo i Knpfer- 
schmidt, którzy na insynuacyę księcia lignickiego Fryderyka II, 
aby po lutersku uczyli, przenieśli wygnanie nad odstępstwo. 
Wkrótce wystąpił nowy reformator na Szląsku Kasper Schwenk- 
feld, radca na dworze księcia Fryderyka II, jeden z wyższych 
mężów swojego wieku, który widząc błędy wielkie nauki luterskiej 
pragnął ją zreformować, podając mianowicie inną więcej zbliżoną 
do kościoła katolickiego naukę o usprawiedliwieniu, o potrzebie 
dobrych uczynków i o Przenajświętszym Sakramencie Ołtarza, co 
go jednak tylko na spory i prześladowania ze 8tronv spółwier- 
ców naraziło. Na nim kończymy przegląd nasz reformacyi na 



') Et tumetsi eijo ali initio statim non censaui hisce erroribus 
apud Majestatem Reijiam rtmedia quati'ere, tantum lumen »iiae Maje- 
stałis rfirt»tianiiKima rnandata momenti pensiąut liabuertint, ut piane 
projuennl nihil: ailto obedientia et veTi recłique ratio nulla. Ibidew. 



HEFORMACYA W POZNANIU. 



141 



Szląska, a do dalszych objawów jej w Polsce, a najprzód w Po 
znanin. powracamy. 

Z jtomięd/.y wszystkich części Polski najwięcej wysunioną 
ku zachodowi i najbardziej na wpływ niemiccczyzny i idących 
z Niemiec nowości, narażoną była Wielkopolska. Znaczniejsze 
miasta wielkopolskie, pisze Łukaszewicz, 'i jakoto: Poznań, 
Wschowa, Międzyrzecz itd. osiadtc w znacznej części Niemcami, 
miały rozliczne związki z miastami nii^mieckiemi, jak z Lipskiem, 
Wittenbergą, Norymbergą i z innemi miastami jiruskicmi i szlą- 
skiemi, które już od r. 1520 napełnione były stronnikami Lutra. 
Ztąd przybywali do Wielkopolski kupcy, rzcniieśliiity itp nauką 
Lutra napojeni, którą następnie pomiędzy mieszkańcami Wielko- 
polski rozsiewali. Majętniejsi nadto mieszkańcy wysyłali synów 
swoich do Niemiec na nauki , którzy wróciwszy do domu po kilka 
latach, przynosili ze sobą nowe wyobrażenia w rzeczach wiary, 
które potem po kraju rozszerzali. Dla takowych z dawna wiarą 
rozwiedzionych, pożądanymi wielce gośćmi byli różni nowatorowie 
przybywający z Niemiec, których oni z otwartemi rękami przyj- 
mując, dalszą czynność reformatorską im ułatvTiali: bogata szla- 
chta wielkopolska sprowadzała ich nadto, często nawet umyślnie, na 
nauczycieli do synów swoicli ''). Z dawniejszych jeszcze czasów 
przygotował pod reformacyę między szlachtą wielkopolską, naj- 
bardziej grunt hu.sytyzm, który więcej jak w każdej innćj części 
Polski zakorzenił się w Wielkopolsce ■') i do którego się najznako- 
mitsze familie, jak Ostrorogowie, Zbąscy, Leszczyńscy i inne przy- 
znawały. Pierwszym, który się publicznie ważył rozgłaszać naukę 
Lutra był Samuel, dominikan Poznański, który, jak pisze Łuka- 
szewicz *) , dla niepospolitego daru wymowy wzięty na kazno- 
dzieję do katedry [loznańskiej, około r. 1520 lub 1522 •'') zaczął 
z ambony przeciw nauce kościoła katolickiego występować i ta- 
kową w duchu Lutra zbijać. Nie przestając zaś na ustnem głosze- 

') O ko^ciołacli Itrnci ozeskirli w dawnej Wiolkopolsce. Poznań 
18.32 8tr. 18 

'-') Łukaszewicz. Wiadomość historyczna o dyssydentacli w Po- 
znaniu str. 18. 

') Patrz wyżój. 

*) op. cit. p. 17. 

*) Rok. I.'i2() podaje Łukaszewicz w książce: O końciołacL 
braci czeskich w dawnej Wlflkopolsce ; zaś rok 1.522 w kronice Po- 
znania zawartej w Obrazie sŁatystyczno-historycznym Pozmuiia T. U. 




■ 



142 EEFORMACYA W POZNANIU. SAMUEL DOMINIKAN. 

niu błędów, ro/począł on propagandę tychże na większą skalę. 
pi,>jząc i ilrukująt' książki w jtoiskim języku herezyą luterską za- 
wierające i takowe w rńżne strony Polski rozsyłając, co było 
powodem Zygmuntowi I do wydania ostrego edyktn do wszyst- 
kich starostów pod dniem jn lipca ir)44 r., w którym rozkazując 
im czuwać, aby nikt tycli książek nie sprowadzał, nic kupował, 
nie sprzedawał, nie czytaf. ani nie miał u sie^iie, karę śmierci 
nawet na przekrnczających postanawia (Metryka Koronna ks. OS); 
gdy, jak się zdaje, poprzednie przeciwko tym książkom wydane 
rozporządzenie ze strony synodu Piotrkowskiego z roku 1542 do 
powstrzymania ich krążenia nie było dostateczne. Co jednak pisze 
Friese 'i, żeby tenże sam Samuel nad przekładem całej Biblii, 
która znaną [(otern była pod imieniem Biblii Leopolity, wraz 
z Marcinem ("ilossą i Janem z Koźmina, których książę pruski 
około r. 1541 do KniJewca sjjrowadził, oraz z niektórymi braćmi 
Czeskimi pod kierunkiem Seklucyana jiracował, na to nie ma ża- 
dnych dowodów -). Drugim po nim, tylko jeszcze głośniejszym 



') Beiiriiffe etc. 2 Teil p. lfi<>. 

'^\ Ktoby liył najpierws/.yni tłómaczeni BiWii znanej pod imie- 
niem X. Jana LfopoHty, albo Szarilenbergfrowskie.i, dotiid wiado- 
mem nie jest i zdaje się, *e nigdy zupełnie wiadonn^m nifi będzie. 
Już wgpulczuśni imienia pierwszego tłumacza nie wiedziili, Szarffen- 
bergt-T buwiem, który ją [lierwszy raz w r. l.^jWl wydal, imienia j^j 
pierwszego tłumacza albo nie wiedział, altto uie powiedział, a tylko 
w dedykacyi do i^róla Zygmunta Augusta oznajmia, że dlatego imie- 
nia tłomacza nie podaj*-, albowiem on sam unikając sławy Indzkićj 
.,imienia nwfgo przy tejże biblii nie zostawił, przetoż już tak zatłu- 
mionem być musi." J^odajf wszakże, że ją dał poprawić (a właściwie 
przerobić. Jak si^- tak z przedmowy, Jak i z całego dzieła pokazuje) 
X. Janowi Tieopolifie, mistrzowi nauki Krakowskiej, ki<»ry „wziąwszy 
tę pracę ita si^^, tak i(''J zdołał, że mara za to, że clinć i pilno.^ć jego 
pochwalonij od W. K. M. bt^-dzie." Że słów Leopolity w przedmowie 
umieszczonych wiedzieć nie można, czy on był sam całego dzieła 
tlomaczem, czyli też i o ile obca praca za podstawę mu służyła, mówi 
bowiem wszędzie iiieosobiście, jak np. „Co się tyczy przetiomaczenia 
na nasz ten Polski Język, pisma tego świętego o tliym tbo pewnie 
wiedzieć i rozumieć możesz, że z wielką pracą y niemał;j pilnością 
y przez niemały czas przekładane jest." Dodaje wszakże , że się ra- 
dził lakże nowych wykładaczów, aby porównawszy ich ze starymi, 
tem snadniej starego toru się trzymał. Między współczesnymi jednak 
nawet między Kwangielikami , a z pośr6d Socynian u Budnego, któ- 
rego przytacza Wiszniewski T. VI. str. 559, uchodziło to tłomacze- 



SEKLUl 



i wminiejszym od niego, był Jan Seklucyan , rodeni z Bydgoszczy, Ji 
któcy otrzymał stopień bakalarza teologii na tiniwergyteeie lipskim 



IBW xa dzicio samego Leopolity. Hingeltaube (Nachrift von poln. lii- 
ttiu J740 p. 177i obszernie dowodzi. *e tloinaizenie to jest lalko- 
Bicif dziełem saiue^o Leopolity. Iiopicro 'rsdiepius w rozprnwie 
I bibliach (w fr^ujowc/ir Zfhnidvn 'W III) we dwa blisko wieki stara 
jlc okazać, ie przekład ten z początku był dziełem Jakiegoś ewan- 
Rlika. moite nawet Seklurynna (windonio bowiem, ie ten prócz no- 
Erpgo testameutn zajmował się tak^.e przekładem starego), od którego 
lopiero jakimś przypudkicni dostał się do .'^zarflenbergerów. tyłyby 
bowi«'m katolik byl tym tioiiiaczeiii , dlaczegó^.by Szartłenberger imię 
' ^zataił: prawdopodobnie więc dla zakryciu tej okoliczności, wezwał 

katolickiego, aby ten prztklad przejrzał i według nanki koś- 

' katolickiego poprawił, lubo ślady jeszcze tlomaczenia ewange- 

ckiego pozostały, które Tsciiepius wytyka (l»b : o K^j rzeczy Wisznie- 

d 1. c). Lecz cały ten wywód T.scliepiusa opiera się na mylnej 

iwie, Szarffenberger bowiem nigdzie nie wspomina, jakoby on 

nnjślnie zataił imię tlomacza, ale we wspomnianej dedykacyi wyraźnie 

owiada, że sam autor t. j. ów pierwszy ttomacz unikając sławy nie 

bciał, aby imię jego było wiadomem, co wykrywa cały powód zamil- 

lenia jego imienia ze strony Szarflenbergera i obala zupełnie cate 

ozamowanie Tschepiusa. Kiedy więc w samdm dziele nie można 

irykryć pierwszego jego autora, szukajmy, czyli (>oza dziełem nie 

najdziemy jakich wskazówek, pozwalających nam wnioskować na ta- 

iego. Takich wskazówek mamy kilka. A n.njiirzód z powyższym 

rierdzeniem Szaffenbergera, że autor ze skromności ukrył swoje 

ię, dziwnie zgadza się to co pisze Bzowski {Propatjo divi Ilyacinłhi 

^608 p. 7tj) : Pr. Leonardus baccnlaiireus is, ąiti primun Biblia in 

toma polonum transtulit, su" er humiiifate. siipprfssn nomine. Za nim 

Bze Rnszel (Trynmf Sgo .lacka 1H4-1 p. li)2j: Leonardtis ex nrdine 

edieatoriim, Siguimiindi Aityunti a Conjfs.tinnibus primus bibliatn 

latinam in polonieam idioma traimtulit. Toż samo utrzymuje Swiej- 

kowski w Swiątnicy 1743 str 310; Chodykiewitz zaś w dziele: 

De rebus gestia preńnciae Rtmsiae 1780 p. 307 powiada: Quum 

hatreticomm praedicante.i sacntm hibliorum cadirem in jmiUix viłias/ient, 

ipke {Frater Leonardng) enriim fidam lectionem ui polonicum idioma 

vertit, ut ignaram plebem ab haereficoritm impia trmislatinne avertereł. 

Toż samo potwierdza i bezimienny autor w Ilommagium literariiun 

'dari dominicanae sacrae familłae planfatori D. fli/acinflio Llice- 

łriae 1787 f. C. i D. (ap. Muczkowski Fiozmait. hist. p. 170). Wspótcze- 

any zaś Bzowskiemu Waleryan z Krakowa, także dominikanin vr dziele 

Bwoj^m : Nela'ngraiihia frafram ordinis praedicatortim convent!is Cra- 

coviensiH pisanym w r. \G\f>, lecz dotąd w- ręko]d8mio będ^cem (Ob: 

Encyklopedya kość: X. Nowodworskiego, art ; Leonard dominikanin 

przez X. W. K.) pisze takie , że tenże Leonard pierwszy przetłoma- 




^ 



144 JAN SEKLUCYAN. 

i poznawszy się z Lutrem i z jego nauką , począł takową w r. 
1Ó25 wróciwszy do krają rozsiewać, będąc kaznodzieją niemiec- 



czyt biblię na język polski z czeskiego, lecz dodaje, te wedłag po- 
dania. (Hic itiam dicitur Biblia sacra ex bohemico idiomat'-. in wintratn 
linquam i>ijhinicain primun ncn ntitiun eruditf r]uavi utiliter traun/iilisse). 
Żeby więc przytoczone świadectwa, a ■/. nich rzecz całą tyczącj} się 
pierwszego ukrytego ttomacza Biblii Leu|>olity, o ile można, wytłóma- 
czyć, przypomnieć nam sobie najprzód należy, że w XVI wieka *yl 
w konwencie 00. Dominikanów krakowskicli wielkiAj świątobliwości 
zakonnik Leonard, który byl przytt^m znakomitym kaznoilziejii i obo- 
wiązek ten ])elnił także na dworze Zygmunta Augusta, a prócz 
tego był spowiednikiem królew.skini i inkwizytorfm haemłicati pravi- 
łatis w Krakowie. Tego Leonarda dominikanina należy dobrze odró- 
żnić od wcześniejszego od niego, takie Leonarda, miechowity, który 
się pisał z Wyszogrodu ('i^ /<i/>o/i'/ aj, a nazywał się Slonczewski, który 
był także sławnym kaznodzieja i proboszczem u św. Jadwigi na Stra- 
domin, ale który skłaniał się do herezji i którego dlatego Otwinow- 
ski w swoim katalogu między ministrami protestanckimi zaraz na po- 
czątku umieścił. W r. lhĄ6 został on nawet biskupem kamienieckim. 
Z pomieszania jednak tych dwóch Leonardów wynikło, że niekiedy 
herezyi} jjierwszego, t. j. Altipolity, drugiemu , t. j. Leonardowi do- 
minikanów! przypisywano: gdy zaś słyszano lub czytano, że ten ostatni 
Leonard przetłoamczył także biblii}, przetoż i tęż biblię za dzieło 
heretyckie uważano. Że zaś był jeden tylko prawdziwy heretyk z do- 
minikanów polskich, dominikan Samuel, przetoż przez dziwne pomie- 
szanie osób, jemu także robotę około tłonmczenia biblii przypisano — 
i za tóm zdaniem poszedł jak się zdaje Friese (1. c), który przypi- 
sując pierwszy jirzekład biblii, któi-y służył za podsUiwę Leopolicie, 
podobnie jak Tschepius, ewangelikom, a mianowicie Seklncyanowi, 
Marcinowi Olossie, Janowi z Koźmina, a nawet braciom czeskim, do 
tych ttomaczy także .Samuela cxdouiiaikatiina dołi^cza. Że ci wszyscy, 
a mianowicie Seklncyan ttomaczeniem całej biblii zajmować się mogli, 
nie przeczymy; żeby jednak toż tlomaczenie kiedy dokonauem zostało, 
a tem bardziej, żeby ono miało być tfm, które potom poprawiał 
i przerabiał IjCopolita, jak chce Friese, na to, jak już powiedzieli- 
śmy, nie ma żadnych dowodów. Przeciwnie , jeżeli zestawimy wszyst- 
kie owe wyżej przywiedzione świadectwa z ti^m co mówi .Szarfłen- 
berger w wydanej przez siebie biblii z r. l.iBl, słusznie możemy 
mniemać, że tłomaczenie Leonarda służyło za podstawę. Leopolicie 
i że on je tylko po])rawiaI i przerabiał. Mniemaniu temu (jak pisze 
X. W. K. w przytoczonej powyżej Encykl. kość.), służyć może za 
poparcie ta okoliczność, że biblia Leopolity obtitiije w wyrażenia 
i zwroty czeskie, a właśnie Waleryan z Krakowa mówi, że Leonard 
przekładał z czeskiego. Wprawdzie przekład jirawie całego .Starego 
Testamentu, dokonany w XV wieku przez X. Jędrzeja z Jaszowic, 



JAN SEKLDOTAN. 



146 



I 



kim przy kościele Św. Maryi Magdaleny w Poznaniu '\ I nie 
mnsiaJ' być bez zwolenników, szczególniej między mieszczaństwem 



i 

I 
I 



kapelana królowej Zofii, zawiera równie* wiele czeszczyzny i jest 
bardzo podobny do Biblii SzarlenbercHrowski/^j , coby naprowadzało 
na mj-śl, żp Szarfenberger nie przekład Leonarda, ale przekład Ję- 
drzeja z Jaszowic poprawiony przez Leopoliłę, wydał; lecz przeciw 
tema mówi, że Jędrzej z Jaszowic imię swoje położył na końcu 
swego tłomaczenia , a Leonard nie ; gdyby więc Szarfenberger wydał 
był przekład Jędrzeja, nic napisałby że tłómacz chcąc pozostać 
okrytym, nie zastawił swego imienia. Najprawdopodobniej więc, jak 
10 gruntownie wywodzi wspomniany X. W. K., Leonard miał przed 
sobą ttomaczenie X. Jędrzeja z Jaszowic i nie tyle przez skromność, 
ile raczej jirzez sprawiedliwość nie położył imienia swego na prze- 
kładzie, znalazłszy bowiem jnż gotowe ttómaczenie, w którym nie 
wiele co poprawił , nie mógł sobie chwały tłómacza przywłaszczać. 
Z dmgi^j strony i pisarze dominikańscy w częici mogą mieć słuszność 
ntrzymu.J8C, że Leonard pierwszym był tłómaczem biblii na język 
polski ; w biblii bowiem królowej Zofii niema wcale ksiąg nankowycb 
Star : Test : niema też wcale i Nowego : być więc może , że Leonard 
przełożył sam brakujące części, jakoto: Przypowieści, Ekkleziastes , 
Pieśń nad pieśniami, Mądrość, Proroków (pr6cz Daniela), a prócz 
tego cały Nowy Testament, co wszystko dobrą, a nawet większą 
część cal^j biblii stanowi. Mogłoby być jednak, że i w tłomaczenia 
Leonarda brakowało niektórych części, które dopiero Leopolita uzu- 
pełniał, a ztijd i on nietylko korrektorera poprzednich tlómaczeń 
ale i tłómaczem biblii może bj'ć nazwany, która też dość słusznie 
jego nazwisko, jako tego, który ostatnią do niej rękę przyłożył, nosi. 
Jak widzimy ztąd, pierwsze ttómaczenie biblii, a mianowicie Starego 
Testamentu na język polski, było niewątpliwie katolickie, a prawdo- 
podobnem jest, że takowfm było także i tlóniaczenie nowego, kiedy 
bowiem pojawiło się ttómaczenie Seklncyana Nowego Tcstami^ntu (dru- 
kowane najprzód część pierwsza tj. 4 Ewangelie w r. 1.551 w Kró- 
lewcu; część wtóra Dzieje i pisma .Ajiostolskie w r. 15.^2 tamże, na- 
koniec cały Nowy Testament iiowtórnie w r. 15.54 i znów w r. 1.55.5 
w Królewcu), ttómaczenie Leonarda Nowego Testamentu zapewne już 
istniało. Żeby więc przekłady heretyckie pobudziły Leonarda do prze- 
tiomaczenia biblii, jak pisze Chodykiewicz (1. c.) i autor Hommagii 
littei-arii, mylm^m zdaje się być zupełnie. Biblii Leopolity wyszło je- 
szcze drugie wydanie w roku 1575 u Szarfienbergera, poprawiane 
jeszcze przez samego Leopolitę. 

') Czy był także wprzódy zakonnikiem i z jakiego zakonu, nie 
wspominają piszący o nim autorowie. Reszka jednak pisze o nim : 
E librorum compactore monachiis. e nwnacho apostata et ti/pographus 
Regiomontanus , tantjis subiło, cucullo dejecto rttptisque pudoris repa- 
gulis, Theologłis factus, ut auderet vulgarem Polonieam, Postillam vo- 

D>l<]a rtfonołc;! w Poltoo. T. I. 10 





146 JAK SEKŁUCTAK. 

niemieckićm , skoro dopiero za drugim rozkazem Zygmunta I do 
magistratu poznańskiego wydanym, na przedstawienie biskupa 
(może Jana Lataiskiego, który 17 sierpnia 1525 r. odbył swój 
ingres); od kościoła pomienionego w r. 1525 usuniony został '), 
Herezyarcha ten tźni niebezpieczniejszy, że teologicznie wykształ- 
cony i równie piórem jak słowem władający, pierwszy -) Nowy 
Testament z greckiego na polski język przełożył i dodawszy swe 
objaśnienia, oraz przypisawszy go Zygmuntowi Augustowi , w Kró- 
lewcu w r. 1551 wydał '). Równocześnie pisał on lab tłómaczył 
wiele książek nabożnych, któremi, jak pisze w r. 1563 do rajców 
w Królewcn, cała Polska, Ruś, Mazowsze i Litwa się budowała 
i z których sprzedaży wraz z rodziną się utrzymał; później pisał 
także Postyllę, a w r. 1559 wydał w Królewcu najdawniejszy kan- 
cyonał Polski, w którym pieśni przez siebie z niemieckiego lub 
łacińskiego tłómaczone umieścił; a nadto dodał inne przez różnych 
innych napisane lub tłómaczone, jakoto dwanaście przez Andrzeja 
Trzycicskiego, dwie tłómaczone z czeskiego przez Jana Zarembę, 
dwie ułożone przez Reja z Nagłowic; jedne pod tytułem: Modli- 
twa za rzecząpospolitą i króla, napisaną po łacinie przez Andrzeja 
Trzycicskiego, a tłómaczoną przez Jakóba Lubelczyka; inną I{e()i 
reguiii iniiiiorloli, tłómaczoną przez Jakóba Silwiusza; ostatnia zaś 
o dniu sądnym, tłómaczoną z niemieckiego, a napisana przez 
Erazma Albera, przyjaciela Lutra, zawiera jak pisze Wiszniewski 
t. VI str. 503, grube obelgi na kościół Rzymski. Prócz tych umieścił 
on jeszcze przed innemi dwie pieśni, jak sam powiada, stare, 
a więc już przed Seklucyauem śpiewane i po dziś dzień używane 



catam, in lutem hominum edere. Reszka. De Ałlmsmis et Phalarismia 
Evantjelicorum p. 72. 

') Zygmunt L surowo nakazuje pod r. 1525 mag^istratowi miasta 
Poznania , ut dictum Joannem praedkałorem concionari et \n civtMe 
morari non patiamini, pod kai'q decem miUiuvi fiorenorum fninf/ari- 
całium, przypominając zarazem dawoiejsay swój rozkaz. Wiszniewski 
T. VI. 550. 

*^ Obacz jednak powyżej o przekładach biblijnych uwagę. 

') Najprzód wydat Ewangelię gw. Mateusza w r. 1551. Następ- 
nie w r. 1551 w październiku Testamentu nowego część pierwsza, 
Czterej Ewangelisto wie; przyczem dodana nauka czytania i pisania 
polskiego ku tym księgom i innym pożyteczna. Prz3'pi8 Zygmutowi 
Augustowi. Nakouiec w r. 1552 Testamentu nowego część wtóra 
i ostateczna. Dzieje i pisma Apostolskie. 




JXS 8£CLUCTAK. 



147 



„Wesoły nam dziś dzień nastał" i -Przez twoje święte zmartwych- 
stanie". Dodane są wszędzie nuty, a prócz tego jest jeszcze 8 psal- 
mów, lichym wierszem przez niego tłómaczonych , a jeden przez 
Bernarda Wapowskiego. Z czego się pokazuje, jak czynnym był 
ów człowiek i jakie usługi słowem i piórem oddawał sprawie 
Interskiej; wprzódy bowiem zapewne, nim wydał owe pieśni, nad 
rozpowszechnieniem ich z towarzyszami swymi pracował, z czśm 
, zgadza się także twierdzenie współczesnych i późniejszych, że 
Intrzy szczególniej przez pieśni błędy swoje rozszerzali ' i. Usuniotiy 
od kaznodziejstwa w r. 1525 schronił się na dwór Andrzeja Górki, 
syna ł^ukasza wojewody jioznauskiego, który go nietyjko opieka 
swoją osłonił, ale nadto wyrobił ma urząd pisarza królewskiego 
przy cle w Poznaniu, na którym kilka lat przebył. Na tym dwo- 
rze znalazł on towarzysza i zwolennika tychże samych zasad, Jana 
z Koźmina, którego i^ukaszewicz księdzem nazywa i który był nau- 
czycielem trzech synów Andrzeja Górki: Łukasza, Andrzeja i Sta- 
nisława. Czyli towarzyszył im także do Wittenbergi, gdzie byli 
około r. 1534 na naukach, czy może w Poznaniu w tym czasie 
błędy swoje szerzył, niewiadomo; to pewna że około r. 1541 
powołał go książę Albert do Królewca, w r. zaś 1542 widzimy 
go profesorem retoryki w akademii krakowskiej , a niedługo 
kaznodzieją nadwornym Zygmunta Augusta, wszędzie szerzącego 
nową wiarę i występującego namiętnie przeciw władzy papiezkidj ="). 



1) Tuk up. Grzegorz z Samborza, rekter szkoły P. Jfaryi w K la- 
kowie, później Collepa major i kanonik .''go. Floryana (f 1573) pisze 
w swej Polyli>uinii : 

Tiirjjia mi^torum corrumpunt cantiea mentes 
Quae. sotet haereticus concinnuisae inalus. 
Jezuita Konzenins powiada: llymni hilberi animos plures, quam scripta 
et (ici-lumattonts occidenmt. Toż samo utrzymuje iJlof, że nii- bracia 
Czescy pierwsi pioźni polskie do Polski wprowadzili, al*' czynili to 
już przed nimi Intrzy. Olmcz AViszniew8ki T. VI. 422. 

-) Węgierski (Slat-otiia reformata j). .382) przytacza, że lusał : 
Oralio ad Julium III. Pont. Iiovi. pro indicendo libero et catholico 
Cotłcilio ae reformatione canonica in Eedenia facienda (Kraków w dru- 
kami wdowy Floryana Unglera 1550 in 8vo). Ji-st także jego pismo : 
Epistoła ad minintros verbi Dni oimieque adeo genus sacerdotum, ut sese 
171 mimsfeno praedicationis sinceros ei in vitae ofJxcii.i pnihus ac imi 
tntione diqnoa pratbeant, (tamże 1549 in Mvo). Podtug Juszyńskiego 
(Dykc; poetów T. I.) żył on w iirzyjażiii z Jakubem Przyłaskim , 
Krzysztofem Mielintikim i Janem Tnroljinim. 



148 ^^^V JAS SEKŁUCTAN. 

* I 

Równocześnie z nim i z Seklucyanem znajdnjemy w Wielkopolsce 
Bernarda z Lublina , którj jeszcze w r. 1515 pisa) do Szymona 
księgarza krakowskiego, że Ewangelii tylko, nie zaś ustaw ludz- 
kich słuchać należy '), tudzież Marcina Glossę, którego Węgierski 
8tr. 381 nazywa mtifji.tter ^tuiJii ('Tacoiiensin; a nareszcie Eusta- 
chego Trepkę, który poprawiał wykład Seklucyana przy czterech 
Ewangelistach znajdujący się i gotował nowe tłómaczenie Nowego 
Testamentu, jak się to pokazuje z listu jego do Alberta księcia 
pruskiego -); sam jednak także był heretykiem. Wszyscy ci sze- 
rzyli błędy heretyckie w Wielkopolsce, a najwięcej w samym 
Poznaniu, potem przenieśli się, z wyjątkiem może samego Ber- 
narda z Lublina, w r. 1541 do Królewca, dokąd ich książę 
Albert wzywał. Przed nimi jeszcze przybył tam Seklucyan ; kiedy 
bowiem po wydania około r. 1540 książki „Wyznanie wiary chrze- 
ścijańskiej" ani błędów swoich odwołać, ani podanego sobie pisma 
z wyznaniem wiary katolickiej podpisać nie chciał, został odda- 
lony od urzędu, obwołany jako heretyk i n;i dożywotnie więzie- 
nie skazany. Tymczasem książę Albert przejeżdżając przez Poznań, 
a potrzebując uczonych Ewangelików, zabrał go prawie gwałtem 
do Królewca, jak to sam powiada w swojej Postylli, dokąd przy- 
był okoió r. 1540 i ztamtąd przesłał królowi, jak to wszyscy he- 
retycy czynili, rodzaj usprawiedliwienia, szukając jego przeciw 
władzy duchownćj opieki. W r. l.')41 został kaznodzieją polskim 
przy katedrze królewieckiej , a równocześnie byl kaznodzieją przy 
kościele farnym na starćm mieście w Królewcu. W r. 1 544 zapisa- 
ny jest jako bakałarz w album akademii królewieckiej ; w roku 
zaś 1545 i 1548 senat akademicki pozwala mu miejsca w Colle- 
gium na przedawanie książek '). Że dość mizernie od Niemców był 
wynagradzany i że nie przestał z Prus książkami swemi Polski, 
Litwy, Rusi i Mazowsza zarażać, dowiadujemy się z dwóch próśb 
jego w r. 155S i 1503 do rajców królewieckich pisanych , z których 
w pierwszej prosi o powiększenie płacy; w drugiej zaś przyto- 
czywszy, jak ciężkie i żmudne prace od lat 20 podejmuje, nie tylko 
każąc , lecz po wszystkich trzech miastach , przedmieściach i wio- 
skach książęcych biegając, dodaje, że wszystkie pieniądze, które 

') Obacz Węgierski op. cit. p. 381 tudzież Wiszniewski we wstę- 
pie do Tomu VI str. 54. 

=") Ob. Wiszniewski VI 557. 
') Ob. Wiszniewski VI 551. 




KKZySZTOF ENDORFIN. 



14U 



był z Polski przywiózł, w części na życie, w części na druk ksią- 
żek nabożnych, któremi całą Polskę, Ruś, Mazowsze i Litwę na- 
syłał, jakoteż na druk przetiómaczoncgo przez siebie nowego 
Testamenta obrócił. „Z tych polskich książek", pisze dalej, 
„jakiekolwiek miałem utrzymanie, ale teraz nictylko moje książki, 
ale i cała nauka saxoriskich kościołów (t. j. luterska) wyrzucona 
jest przez sakramentarzy w Polsce, na Litwie, na Rusi, w Mazo- 
wszu i Podolu, a wszystkie kąty zapełnione są ich książkami, 
a ja niewiem z czego żyć będę w mojej starości z drobnemi dziat- 
kami"'). Doczekał się bowiem Seklucyan wszystkich tych zmian 
religijnych, jakie Stankar, anabaptyści i socynianie do Polski 
wprowadzili. Umarł w r. 1578 mając lat około osiemdziesiąt. 

Więcej jeszcze od Seklucyana do rozszerzenia rełormacyi 
w Wielkopolsce i w samom mieście Poznaniu przyczynił się T'^ 
Krzysztof Endorfin pochodzący z Lipska. Wypędzony jako otwarty, ' 
burzący spokojnych mieszkańców stronnik Lutra z Lipska przez 
Jerzego księcia saskiego, jak świadczy Grzegorz z Szamotuł *), 
zdołał on ukryć swój sposób myślenia tak, że około r. 1530 po- 
wołany został przez Jana Latalskiego biskupa poznańskiego na 
nauczyciela języków starożytnych do szkoły Lubrańskiego w Po- 
znaniu, która podówczas najbardziej pod rektorstwcra wsf)omnia- 
nego Grzegorza z Szamotuł zakwitła. Cisnęła się do niej, jak 
pisze Łukaszewicz, młodzież z najodleglejszych stron Wielkopol- 



') Prośba ta cala po łacinie napisana znajduje się w Kingeltaube 
Nachricht von polnisc/ien Bibeln pa<j. 47 Ob: Wiszniewski VL 551. 

-) j,hte enim est Endorfinus ([ui denie genuino in rahiem cerso 
(uf fama est) primipilum ite Bchismnlis inter ingemios Lipsiae rirea , 
dum pro/erre esi nusiis, totam fermę Lipsiain lumiilhi intesfitio tiirbans. 
Et nisi siimma IlliisIrisHimi prudeiitla huic rei in tempore prnecavisset, 
actum essel de orthodoxontm statu illius iirhis praeclarne, sed sce/erig 
dttx , tridui latitaiis, via tandem fuya evasit,ner haclenus Lipsiae nyrre 
passus. . . Posnaniam tandem veniens. sui non oł/lilus, tam srriptis quam 
praelectionibus publicis, eandeni s^iaaniain ire seminatum tentabat, tjunm 
ingefiuae polonae juventuti pene Jam imposuisset, nisi tagax ampUsninti 
Episcopi et sui Capituli vigi/-aiUia praeridisset, scripta illius tion nihil 
Lutheranismi occulere.... Cunndo ttenim fnit Posnnniae tempiis ae- 
diliosiiis et confusius? quam quo Endorfinus errorihus contamitinre , 
titmultibus nc factionibus Jiagrare tentabat, prout omnes /nr. rere Chri- 
stiani occitiunt". Grzegorz z Szamotuł w dziełku: Ytncula Hipocmfia 
ad alligandum caput Chrisfnphori Endorfini gi/rgatum spirantis. Cra- 
ecwiae lóSO. 



^ 





150 KRZYSZTOF BNSOBFIN. ^^^^^^ 

ski , a nawet z Małopolski i ze Szląska. Niepodejrzywany co do 
wiary, a nawet pozyskawszy sobie względy biskupa i wyższego 
dae.howieństwa sprytem i biegłością w naukach swoją, zaszcze- 
piał Endortin pokryjomn truciznę nowźj nauki w młodych umy- 
słach tak na lekcyach, jak nawet i w podręcznikach do nauk 
swoich ') (które w Wittenberdze, z którą w ciągłych związkach 
zostawał, drukował), a czynił to z tym większym skutkiem, im 
niedoświadczeńsze były umysły, które go słuchały i im większy 
wywierał urok jako nauczyciel. Najznakomitsze rodziny wielko- 
polskie powierzały mu synów swoich. Do nieb należeli Stanisław 
Latalski synowiec biskupa poznańskiego, Jan Krotowski później 
wojewoda innowrocławski, liałał Leszczyński , później starosta ra- 
dziejowski ^) i inni. Szkoła Lubrańskiego stawała się tym sposo- 
bem na chwilę za nauczycielstwa Endorlina rozsadniczką błędu , 
jak przez dłuższy nierównie czas i na większą skalę była takową, 
szkoła wyłącznie protestancka Walentego Trotzendorfa w Gold- 
bergu na Szląskii. Dopiero około r. 15a5 wspomniany wyżej 
Grzegorz ze Szamotuł, drugi rektor szkoły Lubrańskiego po Be- 
dcrmanie, zdołał wypłoszyć Endorfina z zajmowanej przezeń po- 
sady i skłonił kapitułę, że go usunęła; nasienie jednak przez 
niego rzucone pozostało i ono najwięcej przyczyniło się, że szlachta 
wielkopolska za Zygmunta Augusta tak powszechnie do relormacyi 
się rzuciła. Pod rokiem 15b5, a pod dniem 19 lipca znajdujemy 
w aktach kapituły poznańskiej, że tenże Krzysztof Endorfin, na- 
uczyciel języków starożytnych przy szkole Lubrańskiego, odda- 
lony przez kapitułę jako podejrzany o luteranizm, dostawszy od 
szlachty wielkopolskiej, mianowicie od Górków, kilkudziesiąt ludzi 



') Jak np. yr fiaemk.a : 'Stichologia seu ratio 8eribendort4m persitum 
Bitidiogis tli Neoacadeniia Posiianiensi dictata. Yittemhergae nnno L534, 
(ledykowant-in .łanowi Li-szczyiiskienm kasztelanowi brzeskiemu , kt<^- 
repo syna Kntala wychowyuat , i którc'p:o ilohrodziejstwa względem 
siebie podnosi. I)zielko to hylo |iot^iu kilka razy w drukarniach kra- 
kowskich dla innych szkół polskich odbijane. 

^) O rym Kaiale Leszczyńskim, który był potem wojewodą 
brzesko-kujawskim , a później kasztelanem s/remskim, i który na sej- 
mie w r. 1.551 głównie burzy! przeciw religii i diichowieiistwn, pisze 
Węgierski {Slavoiiia rejoniiu/a 1. 7i>), że był także w Goldhergu 
w szkole Trotzendoifa. Później syn, wnuk i dwaj prawnucy jego 
byli Jeszcze heretykami. 





BODZIKA OÓRKÓW. 



131 



I 



zbrojnych , wprowadził się sam na utraooną katedrę. Po niejakim 
jednakże czasie zniewolony został oddalić się z Poznania ■). 

Nie zdołaliby jednak powyżsi sekciarze tak wiele złego 
sprawić, gdyby ich nie była wspierała całą siłą można szlachta 
wielkopolska, jak tego mamy dowody na Seklucyanie, Janie 
z Koźmina, Endorfinie. Najczynniejszymi pod tym względem oka- 
zali się Górkowie. Odstępując zatem cokolwiek od naszego planu 
żeby o szerzeniu się reformacyi najprzód tylko między mieszczań- 
stwem opowiadać; gdy reformacya w Wielkopolsce głównie za- 
raz w początkach oparła się na szlachcic, a mianowicie na fa- 
milii Górków, o t^j rodzinie krótką wiadomość podać musimy. 

Pierwszym, który imię swoje już nietylko w familijnem lub 
prowincyonalnćm kole, ale na szerokiej politycznej i wojskowej 
arenie dał poznać , jest Łukasz Górka herbu Lodzia już około 
r. 1444 wojewoda poznański, który był w bitwie pod Warną, 
a po śmierci Władysława był pomiędzy owymi ośmioma senato- 
rami, którzy z powoda ociągania się Kazimierza w przyjęciu ko- 
rony, wysłani zostali do niego na Litwę z zapytaniem stanowczem, 
czy przyjmuje wybór swój na króla, czy nie. Następnie brał 
udział w walce z krzyżakami i był wzięty do niewoli pod Choj- 
nicami. W r. 1466 znajdujemy imię jego na traktacie Toruńskim, 
do którego zawarcia należał. Przewodniczył jeszcze wraz z Ostro- 
rogiem wielkopolskiemu ruszeniu zebranemu przeciw najezdnikom 
węgierskim , których wysłał król Matyjasz węgierski, aby niedo- 
puścić Władysława syna Kazimierzowego na tron czeski, lecz że 
bezczynnie stał żadnej bitwy słabszemu nieprzyjacielowi nie wy- 
dawszy, posądzony był o sprzyjanie przeciwnej stronie. Pozosta- 
wił dwóch synów Mikołaja, później kasztelana gniezneń^kiego, 
który młodo umatł — i Uriela , który był pot^m biskupem po- 
znańskim. Ten ostatni był to mąż pobożny, łagodny, miły, ale 
jednocześnie dla rodziny bardzo pobłażliwy, którą dochodem 
kościelnym ubogacał. Całą swoją miłość [irzclał na bratanka swego 
Łukasza, syna Mikołaja, któremu ogromny swój majątek prze- 
kazał. Był to kamień węgielny do coraz większych bogactw 
i znaczenia Górków. Umierając w r. I4!t8 zaklął całą rodzinę, 
aby nigdy wiary ojców, wiary katolickiój, nie opuszczała, prze- 




') Obaiiz Łukaszewicza obraz historyczno-statystyezzy miasta 
Poznania; kronika miasta T. II. str. 270. 



t&i im— m* m^aSm. 



fmmaidagfm, te 'm»a^ immcmefk iem. ołf. 
■Mf^cioitacfmjf ńśnSt* aą ■ia>ii^ifcMJ- ^^pnaai^ Łi^sBy vaqęrmi. 
1u0Ut«iamieiźlUf9Mm^ paiiiiiiiii ijamai wnł ■yiiii i, w fciiitm 
ii«Ś«nr<Mls» fMnaida, yaMaie jad^ Ańi >s* <i ii ■■■■■!> aę ■• 

kkśf fnfwiMt % W^kr Barfanię Zi^attą, t» 
(^ Kfaai^ ja** jewnl widUpsfaki, aferp tuMr ■ 
efcwhńłf zaeią^ dla kizfiakóir. Kietj- aę pafanalf 
refifi^^M:, Mnegi ezfitoAci wóbj w Poowuń, e» ■■ krai 
ImUm (MkeaJ rT«Nnmaa Vm U7>. Wapoauefiiiir >i, ie n- 
icial d« koMsarz^w, jakieh król wyilal w r. Ia26 poei pn^if- 
eieni swojća do Gdańska. Ćaóla iedaak j^o zaslieś vidb PTcka, 
a nadew»7atko lakoantwo, kt^rćm ńę tak •■, jaki( 
06rk<Vir odznaczają, gromadząc przez caie ifcie 
gaetwa. W r. 1537 po imiem Jana Karnkomkicig* V7ptwi{ 
•obie o króla bńkopstwo kajawtkie, z wJelkMa mąyiUkk Ł. zar 
dziwieniem. Kroi jednak chętnie przfstal na to, b^^ ^ >ńn 
widoki polityczne, a mianowicie ponieważ nie ehdal, adlnr dww 
najwyższe władze województwo poznańskie i generahtwA «w9k»- 
polskie były w rękn ojca i syna, jedynemu bowicB synAwi 
swemn Andrzejowi spuścił ojciec w r. 1535 generalstwo wielko- 
polskie. Do tego ten syn przyznawał się do błędów Interskiek 
i rozkrzewiał je w Wielkopolsce, myślał więc może Zygmunt, 
że charakter duchowny ojca dobrze wpłynie na zmianę usposo- 
bienia w synie. Przytćm dyecezya kujawska mająca znaczną część 
territorinm swego w Prusach, najbardzićj zarażoną była reformą 
religijną; dochowieństwo było w poniżenia i w niebezpieczeństwie, 
chciał więc Zygmunt do grona biskupów wprowadzić osobę, któ- 
raby i rodeni i majątkiem i dawną dostojnością swoją przeważny 
wpływ wywierała. Że zaś Górka będąc świeckim mocno obsta- 
wał przy czystości wiary i prawach kościoła, było to rękojaaią 
dla Htolicy Apostolskićj, że i nadal takim będzie. Nie wiele jednak 
dobrego sprawił Górka będąc biskupem. Ludzie pyszni rzadko 
kiedy kogo prawdziwie kochają prócz siebie. Był wprawdzie 
miłosiernym, wspierał ubóstwo, rozdawał posagi, kształcił rze- 
mieślników, zrobił kilka kościelnych iundacyi, jak pisze Dama- 
lewicK, który go za wzór biskupów stawia, atoli inne ma znów 
o nim zdanie bliżdj niego żyjący Stanisław Górski zbieracz To- 
mioyanów. Środek biorąc nie można mu odmówić prawowierności 



BODZINA OÓHKÓW. 



153 



i miłosierdzia, atoli wszystko kaziła w nim dawna pycha, która 
ma i resztę dni zatruta i krajowi nieużytecznym uczyniła. Po 
ómierci Chojeńskiego w r. 1538 łudził się nadzieją, że król z własnej 
woli odda mu świetne biskupstwo krakowskie; kiedy jednak 
biskupstwo wziął Gamrat, człowiek o wiele od niego pośledniej- 
szy. Górka w żalu i gniewie nie przestał odtąd bruździć królowi 
wraz z synem Andrzejem, który n. p. jako generał wielkopolski 
nie exekwowal wcale poborów od szlachty, jakich ona pod wpły- 
wem wojny kokosz^j składać nie chciała. Po śmierci Lataiskiego 
nową śmiertelną powziął ku królowi urazę, arcybiskupstwo bowiem 
gnieźnieńskie, o które on się zgłosił, wziął znów Gamrat i jesz- 
cze krakowskie zatrzymał. W takiem usposobieniu nie mógł być 
ani gorliwym biskupem, ani pożytecznym senatorem i strawił 
się nienawiścią i żalem, jak pisze Bartoszewicz 'i. Umarł w roku 
1542. Nie nawrócił syna, czyli tiż nie mógł go nawrócić i Wiel- 
kopolska dziwne przedstawiała widowisko, że podczas kiedy oj- 
ciec był biskupem katolickim, syn i wnukowie jego byli najzapa- 
leńszymi kacerzami. 

Przechodzimy teraz tak do onego syna, jak i do wnu- 
ków, na których kończy się familia Górków, a którzy nie prze- 
czuwając zapewne tak nagłego i niespodziewanego rodu swego 
zamknienia, jako opiekunowie i podpory główne różnowierstwa 
w Wielkopolsce, na smutną sobie zarobili sławę. Pierwszy 
z nich Andrzej od kogo zaczerpnął nowatorstwa, kiedy ojciec 
Łukasz był prawowiernym, nie wiadomo; to pewna, że w szkole 
Trotzendorla, do którego najznakomitsze familie wielkopolskie 
synów swoich posyłały, nie był, znajdujemy go bowiem już 
koło r. 152(5 opiekującego się Seklucyanem, kiedy Trotzendorf 
rozpoczynał dopiero zawód swój nauczycielski. Starosta najprzód 
wieluński, od roku 1535 był kasztelanem poznańskim i gene- 
rałem wielkopolskim. Odznaczył się na Litwie w r. 1535, gdzie 
po rycersku stawał, a w r. 1537 czytał odpowiedź królewską 
zgromadzonej pode Lwowem szlachcie podczas tak zwanój wojny 
kokoszć), która jednak rokoszan nie zadowolniła. Na sejmie 
w r. 1548 w Piotrkowie był głównym przeciwnikiem małżeństwa 
Zygmunta Augusta z Barbarą i miał w tym przedmiocie w imię 
niu stanów mowę do króla. W r. 1550 gdy sprawa Orzechow- 



') W artykule o nim w Encyklopedyi powszechnej Orgelbranda. 




164 ^^^^" BODZINA GÓRKÓW. 

skiego o zamiar zawarcia związków malżeiiskich na sejm wpro- 
wadzoną została, Górka uważany jako przywódzca innowierców 
w Polsce, okazał się głównym jego obrońcą i wpływem swoim 
wraz z innymi tyle dokazał, te Orzechowski nie przed sądem 
duchownym, ale w pełnym sejmie przed królem miał się bronić. 
Gdy znów biskupi zawiadomili Orzechowskiego, aby w sześć 
osób do rozmowy u arcybiskupa się stawił, Górka poszedł z nim 
wraz z dwoma synami, skłoniwszy do tego kroku czterech jesz- 
cze najznakomitszych i najzaciętszych heretyków, którym towa- 
rzyszyło mnóstwo szlachty. Gdy biskupi pod takim naciskiem 
sprawy Orzechowskiego roztrząsać nie chcieli, powstał nie mały 
hałas ze strony szlachty, a Górka dość nieprzystojnie przemówił 
się z arcybiskupem, że kiedy duchowni bywają na sądach świec- 
kich, świeckim ludziom na duchowne przyjść nie pozwalają. Pot6m 
wymógł na Orzechowskim , że mimo obietnicy dan^j biskupom, że 
tego nie uczyni, zawarł związki małżeńskie z Magdaleną Chełmską. 
Z zapalczywości t6j, z jaką bronił Orzechowskiego i występował 
przeciw duchowieństwu, możemy wnosić, czem był u siebie ów 
heretyk i jak namiętnie potężnym wpływem swoim szerzył lute- 
ranizm — i gdy do niego jako do najwyższćj władzy starościń- 
skiej należało tłumić herezyę i karać heretyków, on opiekował 
się nimi, a nawet w r. 15^0 on pierwszy otworzył zbór publiczny 
w pałacu swoim w Poznaniu przy ulicy Wodnej obok kościoła 
parafialnego w głównem miejscu i kazał tam publicznie odprawiać 
nabożeństwo luterskie, tak że śpiewy jakie się z tamtąd rozlegały, 
zagłuszały prawie odbywające się obok w kościele nabożeństwo 
katolickie 'I. Gdy w r. 1548 bracia czescy wygnani z Czech przez 
Ferdynanda, nlni w opiekę Górki, uroczyście w liczbie kilkuset 
weszli do Poznania, Górka nietylko dał im gościnny przytułek 
w Szamotułach, Wronkach, Kurniku, Koźminie i po innych do 
brach swoich, ale nadto pozwolił im odbywać nabożeństwa 
swoje nawet w Poznaniu pod bokiem biskufia po domach pry- 
watnych. Do synów swoich, których miał trzech z żony swojej 
Barbary z Kurozwęk, podskarbianki koronnej i dziedziczki licznych 



*) Allocuia Oaiecietiaia lib. II. p. 11)7. „permissa primo tnmiatria 
domi euae ad fonnn ['osnanitnse celeberrimo loco sitae femploque Pa- 
ro chiali vicinae, concioiiaiidi et cantitenas suas decantandi facuUate 
ilu iił rere eorum reboatibus obtunderetur illhts Ecclesiae cantus*. 




KODZINA OÓRKÓW. 



155 



włości: Łukasza, Andrzeja i Stanisława wziął za głównego kie- 
rownika naak berezyarchę Jana z Koźmina '), którego w roku 
1534 wysiał wraz z nimi na nauki do Wittenbergi, zkąd oczy- 
wiście jeszcze większymi heretykami powrócili. Umarł w r. 1551. 
O synach jego choć życiem i działalnością swoją należą do pó- 
źniejszej epoki leformacyjnej, tyle jednak dla dokończenia ca- 
łości powiedzieć musimy, że Łukasz najprzód brzesko-kujawski; 
potem łęczycki a od r. 1564 poznański wojewoda, którato go- 
dność zdawała się być w rodzie Górków dziedziczną, prócz 
tego i jenerał wielkopolski, sławnym był nietyle z własnych 
czynów, ile raczej ze smutnych przygód żony swojćj Halszki 
z Ostroga, o którą tylu z powodu jej bogactw się dobijało. 
W r. 1569 w Szamotułach dziedzicznym swźm mieście koilegiatę 
katolicką oddał lutrom i osadził przy niej predykantów, po- 
przednio zaś założył tu w r. 1551 drukarnią, z której wyszło 
kilka dzieł dyssydenckich. Umarł bezpotomnie w r. 1572 pocho- 
wany w Kórniku w ewangielickiej kaplicy, którą tamże wybu- 
dował; wielkie zaś dobra jego odziedziczyli bracia. Bracia ci 
stali na czele dyssydentów polskich. Starszy z nich Andrzej sta- 
rosta gniezneński i kasztelan międzyrzecki należał du walnego 
zjazdu różno wierców polskich w r. 157(» w Sandomierzu i choć 
próżnem było usiłowanie, aby na nim jedno wspólne wyznanie 
ułożyć, dążył on jednak do politycznego zjednoczenia, co mu 
się po większej części aktem tak nazwanej zgody sandomierskiej, 
albo raczej aktem wspólnej obrony przeciw katolikom na wzór 
konfederacyi zawiązanej , udało. Był przeciwnym wyborowi Hen- 
ryka Walezyusza jako popieranemu przez stronnictwo katolickie 
i nie wahał się wraz z Firlejem stanąć zbrojno przeciw niemu, 
a następnie wsunąć między padu conccnia Henrykowe warunek 



') Węgierski 'Slaronia refor. p. 381. Że Eustachy Tropka teolog 
luterski i ttómacz biblii byt także nauczyciektii mtodycli Górków, pisze 
Erazm Gliczner, senior zborów luterskieli w Wielkopolsce w dziełku: 
Ksynszki o wychowanyu dzyeci barzo dobre, po^.ytecicne y potrzebne 
o których rodzii^y ko wycliowanyu dzyeci swych, naukę dolożnij wy- 
czerpnąć mogij, Kraków l.'j5y, gd/.ie w dedykatyi Jerzemu i Szymonowi 
książ^'toiii Słnekim mówi : Wielmoiiiy pan Łukasz z (TÓrki stawnej pa- 
mięci pan poznański synom swym Jego MiJości panu ł^ukaszowi i An- 
fdrzejowi i panu Stanisławowi niepodlejszego nauezyciela też byi dostał 
Enstachinsza Trepkę, który jako Fenis Achillesowi, nietylko w mowie 
nauce, ale też i w sprawach i obyczajach wodzem byl. 



I 



156 aoDziNA oóasów. ^^^^^^^^^1 

gwarantujący wolność dysRydentom, według uchwalonej przez 
nich samych tak zwanej konfedcracyi warszawskiej. Posiada! on 
prawem dziedzictwa po Gorajskicb i Kmitach miasto i powiat 
Szczebrzeszyn na Rusi, w którym dużo było drobnźj na prawie 
lennom osadzono) i gruntami od królów za trudy wojskowe wy- 
nagradzanej drobnej szlachty, nad którą on jako zwierzchnik 
leudalny królewską prawie wykonywał władzę. Że nie trudno 
mu było było między tą szlachtą szerzyć nowości religijnych, 
szkoły heretyckie zakładać, ministrów wprowadzać, korzystał 
więc z tej łatwości, o ile tylko mógł, on najprzód, a po nim brat 
jego i sukcessor Stanisław '). Że jednak nie miał stałych zasad, 
ale jak to największa część panów polskich czyniła, przeskakiwał 
z jednego wyznania do drugiego, pokazuje się ztąd że w roku 
1574 w Turobinie, mieście swojtSm na Kusi, kościół piękny farny 
na zbór ariański zamienił. Umarł w r. l.'j^4. Brat jego Stanisław, 
od r. 1572 po śmierci Łukasza brata, wojewoda poznański, naj- 
zagorzalszy dyssydent i najdumniejszy pan w Polsce, choć przy- 
czynił się wraz ze Zborowskimi do elekcyi Batorego, spodziewa- 
jąc się w nim znaleźć dyssydcnta; gdy jednak ten wraz z Za- 
mojskim począł ukrócać niesforność panów i Samuela Zborow- 
skiego ściąć, a Krzysztofowi proces o zdradę stanu wytoczyć 
kazał, Giirka stał się największym króla i Zamojskiego nieprzy- 
jacielem. Po śmierci Batorego z nienawiści ku Zamojskiemu stał 
1)0 stronie Maxymiliana i całym wpływem swoim oraz ogromnemi 
bogactwami swojemi forsował, aby tenże utrzymał się na tronie; 
kiedy zaś wzięty został pod Byczyną wraz z Maxymilianem 
w niewolę, lubo wypuszczony, nie przestawał' wichrzyć i on to 
był głównym sprawcą pokątnego, zwołanego przez Karnkowskiego, 
wielkopolskiego zjazdu do Koła. Na nim kończy się ród Górków 
i cała ta tak potężna rodzina jakoby tchnieniem gniewu Bożego 
zmieciona, znika według zapowiedzi Uriela biskupa, a wszystkie 
jej tak ogromne dobra przechodzą w ręce katolickich po kądzieli 
dziedziców tej rodziny, a mianowicie w Wielkopolsce w dom 
Czarnkowskich, na Rusi zaś po większćj części w dom wielkiego 
Zamojskiego. 

^) Vide Alloąnia Osifciensia Uh. 11. (>. 167 „Turobinum cum 
Szczebrzeszino gcholis haerrticoriitn et fiiitiistrofum aedibus in/ame'^. 




INNE BODZINY WIELK0P0L8K1K. 



157 



Obok familij Górków, trzymali się luteranizma Tomiccy, 
Bninscy, Ossowscy i kilka mniejszych domów, ale i te rodziny, 
jak pisze Łukaszewicz M, wyjąwszy Górków i Ossowskich, prze- 
szły później do wyznania braci Czeskich; Ostrorogowie zaś i Le- 
szczyńscy, których przodkowie wyznawali niegdyś naukę PInssa, 
jakkolwiek i teraz skłonnymi do nowości się pokazali, nie przy- 
jęli jednak luteranizmu, ale pierwsi poszli za nauką braci czes- 
kich, drudzy przeważnie byli kalwinami. Luteranizm bowiem ni- 
gdy w Polsce popularnym nie byl , gdyż pochodził od narodu 
niemieckiego, od którego Polacy doznawszy wiele krzywd, niechę- 
tnymi mn w ogóle byli i choć wiele umysłów zasadami Trotzen- 
dorfa, Endortina i innych napojonych było, choć wielu Polaków, 
a mianowicie Wielkopolanie udawali się do Wittembergi , aby tam 
słuchać Lutra i Melanchtona ^), luteranizma jednak jako wyznania 
niemieckiego przyjąć, albo przyznać się do niego nie chcieli; zato 
tern chętniej rzucili się do kalwinizmn lub do wyznania braci cze- 
skich, skoro ci się pokazali. Być może także, że ponieważ lutera- 
nizm wyznawali przeważnie mieszczanie niemieccy po miastach, 
dumna szlachta do religii micszczańskićj przyznawać się nie chciała. 
Inna przyczyna jaką podaje Łukaszewicz (op. cłf. p. 36), że 
przybywający z Niemiec apostołowie luteranizmu, nie stosowali się 
bynajmniej do obyczajów krajowych , a nawet pracy nauczenia 
się języka krajowego nie zadawali sobie, może mieć także swoje 
znaczenie, zwłaszcza że późniejsi kalwiniści i bracia czescy daleko 
zręczniej sobie w tej mierze postępowali. Luteranizm więc między 
szlachtą Wielkopolską nigdy ani tak ogólnym, ani zakorzenionym 
nie był, gdyż i te rodziny, które go z początku wyznawały, póź- 
niej go dla innych wyznań opuszczały. Stale jednak utrzymywał 
się między mieszczanami. Podobnie rzecz się miała z luteranizmem 
w Małopolsce i w Krakowie, do którego dziejów reformacyjnych 
obecnie przystępujemy. ~" 

Siady reformacyi w Krakowie, znajdujemy jui od r. 1520 
i pierwsze odgłosy przybywającej z Niemiec herezyi znalazły za- 

koiciołach braci Czefikich w dawnej Wielkopolsce str. 27. 
Około r. 1543 znajdowali się w Wittenberdze , jak pisze 
Łukaszewicz (op. cit. p. 23) oprócz trzech młodych Gdrków, Wojciech 
Marszewski, Jan Krotowski pńsSniej wojewoda innowroclawski, dwócb 
Ostrorogów, Jan Lipczyński, później ławnik poznański, Jan Tomicki, 
później kasztelan rogoziński, Piotr Grudziński i widu iunycb. 





168 BSFOBIŁ&CTA V EKAKOWIK. ^ll^^^^l 

raz prawie echo swoje w Krakowie. Z pomiędzy bowieai wszyst- 
kich miast polskich żadne tuoże nie odznaczało się Uk wssecb- 
stronną rnchliwoAcia , w iadnćm nie odbijały się w równym stop- 
nia znamiona epoki z2e Inb dobre, jak w Krakowie, w którym 
był dwór, uniwerBytet, gdzie gromadziło się tyle szlachty i naj- 
wyższych dostojników państwa, gdzie przebywało na nankaeb 
tyle młodzieży swojskiej i zagranicznej, gdzie była ladność 
wielka, złożona w znacznej części z kapców i rzemieślników nie- 
mieckich, rozmaitymi stosnnkami handlowymi i przemysłowymi 
z zagranica związanych i zawsze ciążących kn swej ojczyźnie: 
gdzie 6cia.gało się tyla cudzoziemców : gdzie więc w ogólności 
począwszy od najwyższych do najniższych sfer panował rncfa 
wielki i była wszelka łatwość do przejmowania się a następnie 
i rozkrzewiania nowości religijnych, jakiemi przepełniona była pod- 
ówczas atmosfera. To też żaden heretyk przybywający z zagranicy 
i szukający zwolenników w Polsce nie ominął Krakowa, żeby ta 
nie rozsiewał swoich błędów. Ta rozkrzewiał doktryny Hossa 
Hieronim z Pragi, tu przebywał Konrad Celtes i wielu młodszych 
humanistów; ta p<')źniej mieszkali najzjadJiwsi heretycy, jak Stan- 
kar, Ochin, Blandrata, Lelias Socynas, Piotr Statoriusz i inni. 
To też pojedyncze objawy herezyi spotykamy w Krakowie już 
przed reformacyą, od reformacyi zaś począwszy mnożą się one 
coraz bardziej w zastraszający sposób. Oprócz bowiem pojawia- 
jących się jeszcze gdzieniegdzie husytów, tudzież sekty fossariu- 
szów (jamników), o której wyżdj i która w r. 150j wykrytą 
i stłumioną została, pod r. 1.513 w aktach biskupich dyecezyi kra- 
kowskiej znajdujemy, że Jan Buryan czyli Raciechowski obwi- 
niony o herezyę przez archidyakona sandeckiego ma stanąć przed 
sądem biskupim w połowie nadchodzącego 40-dniowego postu. Iż 
tego nie omieszka uczynić poręczają Jan Iwan z AIexandrowic ') 
i X. Jan Kajski, kapelan biskupa Krakowskiego*). Pierwszym zaś, 
który acz nie osobiście, ale przez pisma i korespondencye swoje, 
błędy Interskie w stolicy kraju śmiał rozszerzać, był o ile się zdaje 

') Syn tegói StAnisław Iwau Kaiminski, późniśj jawny wy- 
znawca i protektor innowierców. Patrz Węgierski: Kronika Zboru 
ewangi^ickieffo w Krakowie sir. h i 13. 

*) Actu Epifcupulia dioeeetis Cracwieiisis ab aniio 1510 ad 
amum 1582 fol. O. l'ol. 11. 



^ 




WAWRZYNIEC KOBWIN Z NOWEOC TABOIT. 



15» 



1 }ak się domniemywa Łukaszewicz '), Wawrzyniec Korwin Neo- 
forensis tak nazwany od miejsca swojego urodzenia w Nowym 
Targu na Szląsku, dawniejszy nauczycie! literatury starożytnej 
i wymowy, a póżnićj tilozofii w Akademii krakowskićj, humani- 
sta i przyjaciel Ceitesa eraz członek Sodaiitatis Vistiilanaf, od 
czasu zaś wystąpienia Lutra, gorący jego zwolennik. W początkach 
panowania Zygmunta I przeniósł się on do Wrocławia, gdzie za- 
warł związki małżeńskie i zajmował się nauczaniem młodzieży 
po szkołach; wkrótce atoli opuścił to miasto przenosząc się do 
Torunia, gdzie przyjął urząd sekretarza senatu. W r. 1518 po- 
wrócił do Wrocławia przyjąwszy obowiązki sekretarza miasta; 
przyczem sprawował poselstwa od Wrocławian to do Władysława 
króla czeskiego i węgierskiego, to do Zygmunta I. Dopóki mie- 
szkał w Krakowie, humanista z nieprzyjaznym kościołowi kierun- 
kiem, oddany był głównie poezyi i wymowie starożytnćj, przy- 
czćm i sam udatne wiersze składał i dzieła o poezyi starożytnej 
i inne filologiczne pisał; od czasu zaś pobytu swego w Toruniu 
i we Wrocławiu poznawszy się z nauką Lutra , nietylko sani stał 
się j^j zwolennikiem, ale zostawszy następnie pisarzem magistratu 
wrocławskiego, do wprowadzenia j6j do tego miasta na tym urzę- 
dzie swoim nie mało się przyczynił. Że zaś zostawił w Krako- 
wie wielu uczniów i przyjacit)ł, przetóż pisując do nich i przesy- 
łając im dzieła protestanckie, starał się w nich błędy swoje za- 
szczepić. Korespondeneya ta prowadzona mianowicie z Stanisławem 
Bylińskini archidyakouem przemyślskim, niegdyś wspóJuczniem 
Korwina, mężem wielkiego dowcipu i nauki, dała powód temu 
ostatniemu do ogłoszenia dziełka: Defensorium Ecdesiae rnhersua 
Laureiifiiiiii Corvinuiii liiłhcnme hncresens nectntoran tdituni Cracovie 
1531, w którćmto dziele -) umieszczona jest rzeczona koresponden- 



') Dzieje wyznania helwcckiego w Małopolsce str. 2. 

^) Cały tytuł dziełka jest : De/etuorium Ecelesiae adcersui Lnu- 
rentium Cowinum Lutherunae haeraseos scetatonim edifum : małe de 
primalu summi Pontificis \'lcarii Chrisli et de saeroaancfa Eomana 
ecclesia ejusque auclorilate : tum de coticiliis sacris : de consttetudintbm 
ab universałi Ecclesia receptis atqttc orthodororttm patrum srnłetitiif 
et faetis sentientetn. Cracoviat: Mathias Scharffenbergius excudebat anno 
1531. Pierwszy zaś list Korwina brzmi jak następuje: Laurentim 
Conimu Neoforeiisis, artium maffister, SetiatUb Vratialavien9is nołariua, 
ezimio clarisaimogue viro domino Stani»lao Byliński Decretorum do- 
ctori Canonico Preiiiislietisi, fautori plurimum observando salutem ve- 




1(W ŻTWIOŁY BEFORUACTJKE W KBAKOWIE. ^^ 

cya między rokiem 1525 a 1527 prowadzona. Czynność jednak 
Korwina jako nie będącego na miejsca i przez pisma tylko dzia 
łającego, nie miałaby zapewne tego wpływu, gdyby w stolicy 
kraju nie znalazły się żywioły sprzyjające szerzeniu się i same 
szerzące reformacyę. Do takowych należała przedewszystkiem mło- 
dzież krajowa, która odbywszy nauki za granicą, jak w Pradze, 
Wittenberdze, Lipsku , Strassburgu i zaczerpnąwszy opinii przeci- 
wnych nauce katolickiego kościoła, wieszała się potdm a dworu 
królewskiego, lab u dworów możnowładców w Krakowie, a nawet 
niekiedy do stanu duchownego wstępowała dla karyery '). Przy- 
bywali do tego artyści, kupcy, rzemicńlnicy, a nawet nauczyciele, 
których mimowolnie dwór, biskupi krakowscy i inni panowie, 
lub stosunki handlowe i przemysłowe sprowadzały, a którzy 
wszyscy nowenii wyobrażeniami w rzeczach wiary napojeni byli. 
Z osób jednak wybitniejsze zajmujących stanowisko najwięcej 
do rozszerzenia w Krakowie now(Sj wiary przyczynił się wspom- 



ram in Christa Jesn senatore nostro. Cum «ximia digniłas tua cla- 
riasime vir certior fieri optet: quid de Luthero senliam , aignifico tue 
dignitati eximie, me de Lutheri persona nullam uncuam fiabuisse ra- 
tionem, sed de doctrina, non equidem sua, veru>n in guanlum Christi 
est : quam dum per codicillos et libellos hnmanis mentibus insinuat y 
aeceplandum esae duco, non ul Lutheri, sed tanquam Christi doctri- 
nam, et verbum non ab homine metidaei, ted a deo veraci profeełum; 
quo solo seu cibo immortali saginatur et reficiłur animus noster im- 
mortalis. Quis igitur nosirum prae gaudii magnitudine non gestiat ? 
cum videał nunc solem illum verum illuzisse, Dei scilicet verbum, per 
auod non solum creati sumus sed etiam renati in vitain sempiternani . 
Mille ergo grafie habende sunl Deo optima maximo, qui misertus no- 
stri interitus et erroris ecangelicajn nobis patefecit reritatem. Proinde 
tuam eximiam D. sutnmopere rogo, ut sinceras pro nobis in deum 
fundat preces , quo evangelii siii lux in cordibus nostris in dies magis 
atgue magis augealur, pro nominis sui gloria, quod ewimiam tuam D. 
pro integro amare erga mi sito facturam non di/fido, ega mułuum 
rependam. DaCum Yratislacie. Daminica Laetare A. D. 1525. Ob. 
Łukaszewicz op. eit. p. 3. 

') Jak np. Orzechowski, Krowicki i inni. — Jak zaś wielka 
liczba młodzieficuw z najznakomitszych częstokroć domów polskich 
udawała się na obce uniwersytety, świadczy znfina nam obecnie ilość 
w XV i w XVI. wieku na uniwersytecie Lipskim zapisanych Pola- 
ków, a która w XVI wieku ogótem przez cale 100 lat 580 wynosiła. 
Frekwencya ta wznosi się najbardziej około r. 1.563, (40 w tym roku 
zapisanych). Wnosić ztąd moina o frekwencyi Polaków na innych 




JUSTDS DBOrUSZ. 



161 



I 



lony powyżej Jastus Decynsz, tak jak późni(5j Bonerowie. Już 
w r. 1521 nie bez słuszności zarzucił mu Wawrzyniec Miedzilew- 
Bki biskup elekt kamieniecki, że jest lichwiarzem i opiekunem 
heretyków i że wprowadza herezyę do Polski, o co tenże Decyusa 
tak się czuł obrażonym, że oskarżył elekta o obrazę honoru przed 
Zygmuntem I. Król, który z jednćj strony przyznawał może słu- 
szność zarzutom, z drugiej jednak strony ceniąc dotychcz.isowe 
zasługi sekretarza swego i potrzebiyąc ich nadal, nie chciał ści- 
słym sądem rozstrzygać rzeczy, aie raczój łagodząc spór wydał 
wyrok, że jak z jednój strony słowa biskupa czyto ustnie, czy 
piśmiennie wyrażone, nie mają w niczćm uwłaczać czci i sławie 
Decyusza, któremu przytem zasłużone zkądinąd oddaje pocliwały; 
tak z drugiej strony te same słowa, które biskup raczśj w unie- 
sieniu jak z zastanowieniem powiedział, żadnej jemu samemu 
szkody przynieść nie mają; pisma tylko, które biskup przeciw 
nauce Lutra pisał, ponieważ zawierają w sobie obrazę niektórych 
z Polską w dobrych stosunkach będących książąt, mają być kró- 
lowi wydane '). Że jednak zarzuty były słuszne, (o Hchwiarstwie 

I 

uniwersytetach, lubo ci sami nieraz nie na jednym uniwersytecie by- 
wali. Obacz Metrica iiec non liber tialiotiis rolunicae Unwersilatis 

, Lipsiensis — wydał Dr. St. Tomko wicz. 

') Metryka koronna ks. .35 lit. z fol. 314. Deeretwn hitcr no- 
bilem Jodocwn. Decium, Secretarium U. Mtia et Rrnduni Laurentium 
MiedziUski, eleclum Camenecetisetii, raiione ttrborum injurio»orvni la- 
tum, Sigiamundus etc. Mani/esfuin ferimus per pruesentes. Quia cum 
Nobilis Jodocus Decius, Secrefarius uoster, gratem querelatii adrcraus 
Itndiim Laurentium Miedzileski eleclum Cumenee; cornm iiobia et Von- 
siliarha uosiris proposuisse/ ob id^ rjuod se foetiera/orem et Jiaeresuin 
inpeetoretn f autor einque ac aliis inhonestis nominibus nu)icupa8Bet su- 
gillatsetgue tum per epiatolas suas apud alios, tum etiam per seripta 
sua nonnulla, quae adrersus dogmata Lutheri compilacit earumgue 
episiolarum et acriptorum ipsius exempla et schedas riobii produa-is.iet 
petens humililer^ ea per nos audiri et sibi ob injuriam et ignomiiiinm 
tam indigne Ulatam jusłiliam fitri ; e diverso vero electus praedirtus 
tion guidem inficiatuii quae seripsissef, verum a/firmasset, non ea St 
mdgasse hacfenus, nisi guod paucia aecreło communicaterit, provocatum 
se eontumeliia Jodoci, qui in se et propriam (?) seribere debuiaset et 
alia in eum aenaum, quae ipse Jodocus justis rałionibus et donunentis 
rrfellebał : Nos cum ConsiUanis ttosfris, audilis his, quae scripin .lunt 
et ezpensis utriusgue propositis et respousis talem sentenliam tulimus 
et fecimus praesentibua. Impi'iniia autem, guia comperimus etiam, in 

[iptis litteria praefati electi nonulla contintri, quae vergunt in offen- 

Dll^a B«rannacyl w Polica T. I. 11 



I 





162 ^^^H JUSTDS DEOYCSZ. ^^^H 

Decjusza przez branie w zastaw za wypożyczone sumy dóbr ziem- 
skich, z którydh ogromne ciągnął zyski— usura paliiata — patrz 
Hirscbberg o życiu i pismach Justa Ludwika Decyusza str. 51, 52), 
dowodzi najlepiej fakt, że już w następnym roku 1522 byl Decy- 
usz (zapewne wracając z Norymbergi, dokąd wraz z Kmitą na 
zjazd książąt niemieckich byf posłany), w Wittenberdze u Lutra 
i prosił go o przysłanie apostołów nowćj wiary do Polski, jak to 
wyraźnie z własnych słów Lutra^ które pisał do Spalatyna sah- 
bato post fesłum Jacohi amio 1522 wypływa, gdzie powiada: 
„Ludoviai!f Ducia Poloniw n secreth jucundiii.iinnis fuit hos:pes, ex- 
ceptuii pro nostra faculłate. Gaudeo cero Christum regnare ndhuc łam 
muUis locis; iibiąue sititur Eoangdium, iindigite petuntiir a nMs 
Eraiuielinfe (Tomus II Epistolarum LutJwri fol 3S. Obacz Friese: 
Beitrrtye II 37). Ze zaś w tę podróż udał się Decyusz z końcem 
marca 1522, a wrócił do Krakowa 4 sierpnia (patrz Hirscbberg 
str. 30), wizyta u Lutra w tym czasie wypaść musiała, co się 
też zgadza z datą listu Lutra, który pisze ^(il>l,iit,i jmi^t Jacohi, 
a więc ku końcu lipca. Mimo jednak tdj bytności u Lutra, mimo 
nawet prośby o apostołów reformy, zdaje się , że Decyusz nigdy 
jako otwarty stronnik Lutra nie wystąpił; nie pozwalały mu na 
to może względy roztropności, a mianowicie stanowisko jego jako 
sekretarza przy królu. Wskazówką dalszą pod tym względem jest, 
że aż do końca życia był edylem kościoła NJIPanny, coby się 

diculum nliguarum nationum et principum illnruw, praesertim cum 
quibu3 nobis piciniłna, benevolaitia et tiecefsiludu intercedit, eolurr-us et 
deremimus, ut ipae eleetim eadem acripla ma nuUo exetnplari sibi 
relieło, nobis tradat , nec Ula aut. alia quaevis similia edere ufiąuam 
avdeat absgue eonsensit et aciettlia noalra. Deitide guia Jodocum prae- 
diełum ejusqite fidem probitatem et industriam probalam, perspectam 
et yratam habemus i:Jus<jue opera et obseguiis in pluribiis et non vid- 
garibua netjotiis nostria licenter nec incommode utimur, decemitmis pa- 
riter, ut quae per eleetum ipsutn dicta et scripla sutit adeeraua illum 
nulia in parte honori et exiatimationi ejtis et posterorutn ejus nocere 
debent nunc et in perpetumn . Sed et ipai electo ejusque honori et digni- 
tali ea qune fassua eat, se tnngis calore aninii, ut Jit in conjiictatio- 
nibus hujusmodi, quam reeto et firmo inatituto ejfitdiaae, nec in publi- 
cum tamen edidisae, minime offieere debebunt fiatiun testimonio littera- 
rutn, quibua sigillnm noatrum esł appensuni. Datum Cracoviae sabbato 
prorimo antę f, Assumptionia S. Mariae Dnae noetrae A. D. 1521. 
Ubacz Zakrzewski. Powstanie i wzrost reformacji str. 24. 



JU8TU8 DECTCSZ. 



163 



Z otwartą herezyą pogodzić nie dało '}, a nadto i ta okoliczność, 
że utrzymywał korespondencyą z Janem Eckiera, słynnym profe- 
sorem z Ingolstadlu, gorliwym katolikiem i przeciwnikiem Lutra, 
który w r. 1526 na jego ręce przesłał napisane przez siebie, 
a dedykowane Zygmuntowi I dzieło: dc Sacri/icio Mhme contra 
Liifherutios libri II Coioniae 152(! (Jnnocinna I oS); przyczóm 
być może, że odpowiedź królewska tchnąca pewną obojętnością 
religijną, w której wypowiada: ^niur nu- esne imatorem hirconim 
et i)viuiii" pod wpływem Decyusza wypadła. Najwięcćj zbliżonym 
pod względem pewnej wolnomyślności, oraz w przechylaniu się 
ku kierunkowi Lutra, był Decyusz, jak się zdaje, do Erazma 
Roterdamczyka, z którym w ścisłej i serdeczn<5j korespondeneyi 
zostawał (Ilirschberg str. 66), tylko, że kiedy Erazm jako teolog 
i lepiej znający się na nauce Lutra, póżnićj stanowczo go się wy- 
rzekł, Decyusz aż do końca życia stronnikiem reformy i opieku- 
nem heretyków pozostał. Łukaszewicz pisze, (op. dt. p 'J.i, że 
w schadzkach religijnych jakie od r. 1541 w Krakowie, tudzież 
w okolicach Proszowic i Książa różnowiercy miewali, brali także 
udział Justowie Dyczowie (Deciuszowie), coby naprowadzało na 
myśl, że i sam Decyusz do nich należał, albowiem on tylko i naj- 
starszy syn jego Justus nosił to imię. Że w nabytej przez Decyusza 
pod Krakowem Woli, w którćj umarł on w r. 1545, od roku l.")52 
odbywały się schadzki i nabożeństwa różnowierców, jest rzeczą 
pewną *); że jednak i wcześniej choć nietak jawnie, takowe mo- 
gły się odbywać, jest rzeczą prawdopodobną. Decyusz położył ta- 



•) W wizycie Radziwilowsliii^.i znajdujemy, że tenie Ludwik Just 
Decyusz karbownik żup wiilickith prosi! biskupa Touiickiefio o po- 
twierdzenie Altaryi św. Eustachego i Jerzego w kościele parafialnym 
w Wieliczce, którfj nadawstwo należało do cecliu warzijcycii sól, — 
coby również wskazywało, że katolikiem w tym czasie {biskup Tomi- 
cki nraarł 1535) przynajmniej ad 6xtra być nie przestał. 

■') Tak pisze Węgierski w Kronice zboru ewangieliekiego w Kra- 
kowie 8tr 8, że w r. 155 2 Grzegorz Pauli z Brzezin na ministra 
do Woli powołany został. W księdze zaś „Slavomn reformata" p. 
128, pod rokiem 1555 inny Węgierski pisze: Suh idem łempus Eccle- 
»ia <\r agrii NobifUatis migravit in urbem Cracotiam. Nam hactenm 
«e«j» Cracomensm iitriusque Benis primum ad Lapicidinns (może na Krze- 
mionkach pod Krakowem), paulo post Wołam Justi Decii, quae ab urhe 
uno milliari abest, interdum etinm ultra Wołam, diebus festis CMmum 
ad Mareianum Chełmscium Signi/erum Cracoviensetn, eullus diviiii 
causa , turmatim mane vefiiebant et sub meridiem domum redibattt. 



164 PIERWSZE KSIĄŻKI PBZECIW liER: LUTEB8EIEJ W KBAKOWIB. 

kże fundament pod innowierstwo we własnej rodzinie, wszyscy 
bowiem synowie jego Justus, Jan i Ijudwik byli kalwinami i jak 
wszystkie giowy różnowierstwa^ jak Górkowie. Ostrorogowie, Bo- 
nerowie, Firlejowie, Zborowscy itd., tak i oni bezpotomnie umarli. 
Do fenomenu tego wskazującego na wyraźny palec Boży, nieraz 
jeszcze pownjcif* musimy; tymczasem odkładając na póżnićj rzecz 
o synach Decyusza, którzy do późniejsz<^j epoki należą, do dal- 
szych początkowych objawów reformaeyi w Krakowie powra- 
camy. 

Jeszcze przed Lutiem, jak pisze Wiszniewski (Hkł. i ił: VI 
str. 54. wstęp) wyszły były w Krakowie książki: De tw> ndtii 
Dei tudzież De mdtrimonio :'ntrnlntum, zawierające potępione zdania 
przez kościół; od roku zaś 152(1 obok licznych książek luterskich 
wprowadzanych do Polski, przeciw którym wydany edykt Toruń- 
ski w r. 1520, znajdujemy w znacznej liczbie dziełka katolickie, 
jużto przez tutejszych, jużto przez obcych autorów przeciw nauce 
Lutra pisane, z których niektóre poniżej przytaczamy '), a które 




*) 1-mo Libellus de qiuhusdam fułuria ex aancte BrigUte retela- 
tionutii libriSy nddUis etinui nonnullorum aliorum dicłia colleciis, S-vo 
ImpresBum Cracoviae per Florianum anno l!'i22. — 2-do Encumia 
Lutheri. Dziełko satyryczne, z wielkim talentem, choć uszczypliwie, 
jak zasługiwał Luter, przez Andrzeja Krzyckiego napisane. Cracopiae 
in aedibus Hieronymi Vittoris 1524. — 3-łio Floseulorum Luthtra- 
norum de ftde et operibtts Anłilogicoti Tidemanni Gisonia S-vo Im- 
pre.iiuiii Cracoviae per Hieroni/miim T'ielorem 1525. — 4-to Eiichi- 
ridion locorum communiiim adversui Lutlieranos Joannę Eckio autore , 
Cracoviae per Hieronffinum Yielorem 1525. — 5-to Prophetiae Da- 
nielia tres horribiles de cam videlicet et de ruina vitae spiritualis, De 
lapsu ecclesiasticae dignilatii et de ntina catholicae fidei ac advenlu 
Antirhristi H inutidi comummatione. A beato ViHC«ntio ordinis prae- 
dicalorum pridem annołationibua erplanatae. 8-vo Cracoviae per Flo- 
rianum Ujiglerium A. D. 1527, — fi-to Epistoła D, Erastni Roter- 
dami contra quosdam qui se falao jactant Evangelicos 1530. Mathias 
adiarffenbergius excii debat. 

Friese (Beilrtige II. 62) pisze , że Tomicki biskup krakowski 
chcąc reformacji szerzącpj się w Krakowie zapohiedz , polecił Marci- 
nowi riolirogostowi profesorowi i kaznodziei przy kościele Panny Maryi, 
aby kazania zbijające błędy Lutra .szczególniej do studentów luiewai. 
Z tych kazań pigć drnkow:inycU zostało na początku 152.5 r. w Kra- 
kowie u Macieja Szarfonbergera. — Także Anglik jeden Leonardus 
Coxus wydał w Krakowie u Hieronyma Yietora w r. 1527 list Lutra 
do llemyka VIII. króla Angielskiego, w którym prosi Luter tego 



PIEBWSZE PROCBSY O HEBEZIA W KRAKOWIE. 



165 



same dostatecznie dowodzą, że nanka Lntra jaż podówczas umy- 
sły ogarniać zaczęła, bez potrzeby bowiem krajowej nigdyby pi- 
sane, ani przedrukowane nie były. Lecz oprócz tych śladów są 
jeszcze wyraźne procesy o Lerezyą przez sądy biskupie po więk- 
szej części rzemieślnikom krakowskim, księgarzom, lub nawet oso- 
bom duchownym obwinionym o herezyą wytaczane, a które się 
w aktach biskupich w archiwum konsystorza krakowskiego prze- 
chowanych, a mianowicie In Ydumine II. actorum Kpiscopalium ab 
anno 1510 ad 1.582 przechowały '). I tak pod r. 1522 w poniedzia- 
łek d. 1 9 maja , fol 42 verso znajdujemy : ks. Marcin Bayer pleban 
w Bienarowie (dziś Bienarowa pod Biczem) i altarysta w Biczu, 
oskarżony o lekkomyślne i gorszące sprzyjanie i wychwalanie Mar- 
cina Lutra, odstępcy od wiary, jego pism i zasad, zanim się z tych 
zarzutów przez godnych ludzi asprawiedliwi, skazanym został do 
więzienia na pokutę ■). Więcej nierównie podobnych procesów 
znajduje się pod r. 1525. I tak: 



R. 1525 w piątek tl. 11 lutego Jan zwany Hanus Prnss 
i BaltAzar organista kościoła kollegialnego WW. iŚSfi. w Krakowie oskar- 
żeni o wyznawanie błcd<hv luterskich i łamanie postów, wszystkiego za- 
przeczyli poddając się karze statntem przepisanej. Ibidem fol. 49 c. 

Pod tą* datą. Jakób Laudamus, krawiec z Krakowa, Hie- 
ronym rymarz z ulicy św. .Anny i Andrzej krawiec zwany zwykle 
Andrysz z ulicy Szerokiej oskarżeni o sprzyjanie sekcie Interskiej 
i u łamanie postów, zaprzeczyli temu , poddając się karze statutem 
przepisanej, gdyby im to było udowodnione. Ibidem fol. 50 recto. 



ostatniego o przebaczenie i ofiaruje si^^ odwołać to wszystko, co prze- 
ciw niemu pisah a zarazem odpowiedź Henryka A'!!!, gromiącą i wy- 
szydzającą Lntra ; przyczera wydawca swoje uwagi także przeciw 
Lutrowi domieśrił. Pismo to przypisane Krzysztofowi Sz3'dlowieckiemu 
wojewodzie i staroście krakowskiemu. 

') Cały tytnl Woluminu później bo przy końcu 18go wieku 
dopisany : Yolumen wiscdaneum Decreta, submissiones et alia vitam 
et mores personarum tam spiritualium quam saectilarium dioecesii Cra- 
eoviensis tungentia ab anno Dni 1510 ad 15S2 videlicet suh Eplsco- 
patu lindsiiiorum Joannis Cotiarscii, Pelri Tomicki, Pelri de Gamralis, 
Samuelia Mnciejotcaki, Philippi Padnieufski eontinetu. 

-) Byl to człowiek bardzo rozwiązłych obyczajów, jak świadczą 
też same akta pod r. 1532 tol 100 r. et v. 



4 




nn PIEBWS2E PBOCtSY O HEBEZZĄ W EBIKOWIE. 

B. 1525 W sobotę d. 12 lutego. Maciej introligator mie- 
sAający w doma pana Kraszowskie^o ob\tiniony <■ odszczepieństwo 
laterskie tema zaprzeczył , poddając się pod karę prawa. Ibidem /ul. 50 r. 

B. 1525 w poniedziałek d. 13 (sic) In tego. Szymon czer- 
wony garbarz oskarżony, iż twierdził jakoby modlitwy za nmartycłi były 
bezażyieczne, a nadto, iż w duma swoim ma niejakiego Walentego 
latra , zaprzeczył tema, lecz winien to adowodnić. Ibidem fol. 50 r. 

Naoczyciel domowy czyli bakałarz (pedagogut $tu baeealariua) 
pana Stano, obywatela krakowskiego, oskarżony o odstępstwo od wiary 
i chwycenie się sekty luterskiej jak również o różne blnźnierstwa 
a między innemi , iż próżne są modlitwy za zmarłycli , zaprzeczył 
wszystkiemu, lecz od sędziów został przekonany. Ibidetn fol. 50 r. 

Pod tąż datą Gregier Wojtowicz z Garbarzów (de Cerdonia) 
oskarżony o błędy laterskie, iż zaprzeczał bytności ceyśca i nie wie- 
rzył w skuteczność spowiedzi. Podobnież Walenty syn Offnara i Łu- 
kasz garbarz podejrzani o lateranizm , jak również Stanisław paśnik 
obwiniony o wypędzenie z domn swej żony i życia niemoralne z in- 
nemi niewiastami i o Interanizm ; gdy wszyscy zarzutów zaprzeczyli, 
majij dowieść swej niewinności. Ibidem fol. 50 ver. 

Pod tąż datą. Hieronim czerwony garbarz, obwiniony o la- 
teranizm , jak również o dopuszczenie się wielu czynów bezeciiych 
(multa Hcandnla), gdyż zwykł włóczyć się ta i ówdzie. Został po ludzku 
(charitatnej napomniany. Ibidem fol. reeto. 

Kok 1525 w poniedziałek d. 15 maja. Bemaid Czech, 
psałterysta na zamka krakowskim, oskarżony o wiole czynów prze- 
ciwnych moralności, co większa o wyznawanie błędów luterskich, 
ma się za tydzień samo-czwór przez trzech kapłanów z zarzutów 
usprawiedliwić. Lecz już w następtyąc^ środę t. j. dnia 17 maja staje 
przed sndem biskupim przyprowadziijąc ze sobij Piotra Brzeszek ka- 
nonika sandomierskiego, Pawła plebana, Jana z Olkusza i Stanisława 
z Tarnowa, psalterystów na zamku krak: i składa przysięgę na 
księdze świętych ewangelii , że jest niewinny co do zarzucanego mu 
Inleranizmn ; współobrońcj- (conezpurgatoret) przysięgli podobnież 
i oświadczyli, iż przysiągł sprawiedliwie. Ibidem fol. 52 redo et sij. 

Bok 1525 we czwartek d. 8 czerwca. Andreas de Poz- 
nania subsignalor in arce traeovteim napomniany, aby porzucił lu- 
tersk^ sektę , o co jest mocno podejrzanym. Ibidem fol. 55 r. 

Kok 1525 d. 30 grudnia. Bartłomiej (nie wj-mieniono jed- 
nak zkąd), rektor szkoły Bożego Ciała na Kaźmierzu staje przed są- 



4 



PIERWSZB PB0CE8T O HEREZTĄ W KRAKOWIE. 167 

dem biskapim obwiniony przez magistra Szymona z Kalisza, instyga- 
tora bisknpiego o różne bluźnierstwa przeciw Rogu i (świętym, o prze- 
stawanie z nif jakim Hessem , nczniem Marcina Lutra , który obecnie 
znajduje się w Wrocławiu, o przechowywanie ksiąg tegoż ł o inne 
czyny niegodziwe. Zaprzeczy! zadawaiiycb mu zarzutów i przyobiecał 
kanonicznie się z nich usprawiedliwić, złożył nawet przysięgę na 
Ewangelii Św., iż dyecezyi, ani miasta Krakowa lub Kazimierza nie 
opuści i na każde wezwanie przed pomienionym sądem stanie. Ibidem 
fol. 62 V. ') 

R. 1520 w poniedziałek d. 29. stycznia. Tenże Bartło- 
miej stanąwszy przed sądem biskupim upraszał o pozwolenie wyjazdu 
na krótki czas z Kazimierza i opuszczenia dyecezjn Krakowskiej, (był 
więc księdzem, czego zdaje się dowodził' także dawany mu tytn! //o- 
tiorabilis), dla wyszukania sobie zatrudnienia na rok przyszły. Pozwo- 
lono mu to z obowiązkiem, aby we wtorek po najhliższij niedzieli 
Suchej (liemitmctre) stanął przed sądem liisknpiiii pod karij zai'ziico- 
nej mu zbrodni, do czego się zobowiązał. Ibidem fol. 66 r. 

R, 152fi d. 23 marca. Przed sądem biskupim staje Michał 
księgarz mający sklep in domo Regulinn , 5) oskarżony, iż sprowa- 
dził z Niemiec dzieła św. Hieronyma przez heretykńw na wielu 
miejscach poCałszowane i powiększone w duchu przeciwnym nnnce 
koźciołp katolickiego. Sąd wezwawszy jeszcze księgarza Marka Ba- 
warczyka , surowo polecił, aby pod karą złp. trzysta i wydalenia 
z dyecezyi , podobnych dzieł pofałszowanycli nie sprowadzali , a nadto 
rozkazał, aby ich między swoich komisantów (mis vrtnli(oribm) nie 
rozsyłali , a to pod przepadkiem ioli wartości : sprowadzanie bowiem 
ksiąg przeciwnych wierze jest zakazane wyrokiem królewskim i bi- 
skupim. Ibidem fol 69 r. 

R. 152B d. 30 czerwca. Maciej Czech z powodu, li w Skale 
przed godnymi ludźmi twierdził, iż nie wierzy, jakoby było prawdziwe 



') Z pod tak zacnego naaczycicla wyszedł godny także uczeń 
Maciej z Kopczyc, kleryk mniejszych świeceń, który po kilkakroć 
blużnił przeciw świętym, a szczególniej przeciw N. M. Pannie i raz 
nawet nie wahał się tych swuicli zbrodniczycli zdafi objawić publicznie 
przy wielu ludziacl) w szynkowni znajdnjijcej się pod ratuszem Ka- 
zimierskim. Dnia 12. stycznia 1.52<i r. skazany do więzienia na Li- 
powiec in pane doloris et ai/iia uic/in/manim, pocztem ma być wj'pc- 
pędzony z miasta i dyecezyi krakowskiej. Ibidem foL 74 per. et aq. 

*) .lana Reguli , doktora medycyny, dziś z położenia nieznany. 



ri 




168 flBł W MJI rBOCBBT O HSBBETĄ tr KBAKOWnC. 

eialo ChryctoM w hoctyi od kaptaaa konsekrowućj i dis wiela ia- 
nych blnźnientw, skizanyiB zoatał do więdeau. Ibidtmfol 76 ver. et 9q. 
Tegoż rokn dnia 11 lipca. Jan Krotak i Andrzej Dybała 
ze Skały stanąwszy przed sądem bukapim spraszali o wypmszacenie 
z więzienia pomienionego Macieja Czecha kowala (£tbmm), przyrze- 
kając dostawić go na kaide żądanie do sądn pod karą 40 grzywien. 
Ibidem fol 77 r. 

Rok 1530 w poniedziałek d. 6 Intego. Przed sądem 
bisknpim staje Piotr ksi^arz mieszkający w piwnicy kamienicy (nth 
lapidea) Hektora krakowskiego ') oskarżony, iż sprowadzfl do Kra- 
kowa książki heretyckie sekty Interskiej i te pnblicznie sprzedaje, 
a osobliwie pomiędzy niemi katechizm dla dzied, napisany przez nie- 
jakiego Otho heretyka, pełny przeróżnych błędów. Usprawiedliwiając 
się wyznał, iż tej książeczki sprowadził tylko sześć exemplarzy, nie 
wiedział jednak o jćj błędach. Nakazano mu stanąć przed niniejszym 
sądem w poniedziałek po niedzieli pierwszćj postn (Invoeavił), za co 
ręczył Michał księgarz krakowski. Ibidem fol. 93 r. 

R. 1532 we wtorek d. 10 grndnia. Piotr Daniel (Dani- 
giel) rajca, Andrzej Salomon, Jan Echler (Ajchler) i Andrzej Fogel- 
weder, obywatele krakowscy, pozwanymi zostali przed sąd biskupi, 
oskarżeni o tajemne wyznawanie Interanizmn, o czytanie i przecho- 
wywanie ksiąg tćj sekty, o jedzenie mięsa we ^rodę, piątek i sobotę 
jak również w post wielki i w wigilie świąt przez kościół postano- 
wione. Zarzutów tych sobie zadawanych zaprzeczyli. Napomnleni po 
ojcowsku , aby się od czegoś podobnego powstrzymali na przyszłość 
a nadto, aby każdy z nich wybrał sobie własnego spowiednika, przed 
którymby przynajmniej raz do rokn uczynił spowiedź i komunią św. 
% rąk swego plebana przyjął, a nakoniec aby się w przyszły piątek 
przez złożenia przysięgi z zarzutów zadawanych oczyścili. Ibidem fol. 
101 r. et V. 

R. 1532 we czwartek d. 12 grudnia. Maciej goldszlagier 
(Guthslar), obywatel krakowski z ulicy Grodzkiej oskarżony o jedze- 
nie mięsa w dni zakazane , jak również , iź do domu jego schodzą się 
luteranie dla jedzenia tegoż. Nakazano mn przysięgę za dni ośm. 
Ibidem fol. 101 v. 



') Hector de Wath. Kamienica ta stała przy ulicy Mikołajskiej. 
Księga pod 1. 2108 przechowana w archiwum miasta Krakowa. 



PIBBWBZE PROCESY O HEBEZTĄ W KRAKOWIE. 



169 



R. 1532 we czwartek d. 19 grndnia. Sebastyan Enncz 
z Krakowa oskarżony, iż mimo cenzur kościelnych przez lat dwa nie 
zapłaci) zipol. pięć, nadto o jedzenie mięsa w dni zakazane, i f.e o 
wierze katolickiej i jej artykułach źle trzyma. Ibidem fol. 101 v. 

Pod t%ż datą. ."Stanisław Szadek (Schadek) z ulicy Mikołaj- 
ekiej, oskarżony o jedzenie mięsa w dni zakazane , i że w jego domu 
odbywają się schadzki duchownych oddających się pijaństwu. Nakazano 
mn, aby zaprzeczenie swoje poparł świadectwem dwóch osób, jednej 
duchownej, a drugiej świeckiej. ') Ibidem fol. 101 v, et sq. 

Pod tąż datą. Bartłomiej Regel z ulicy św. Anny oskarżony 
o jedzenie mięsa w dni zakazane, i że do domu jego schodzą się lu- 
teranie dla odbywania dysput. Oświadczył, i* jada wprawdzie mięso 
we środę, lecz w piątki i wigilie pości, jak również przez cały post 
wielki. Zabroniono ma nadal jedzenia mięsa we środy, lecz w dni te 
podług dawnego zwyczaju może używać potraw mlecznych. Co zaś do 
tej okoliczności , iż zachowuje post w sobotę i w ciągu wielkiego 
postu , nakazano mu udowodnić przysięgą , a nadto obrać sobie spo- 
wiednika. Ibidem fol. 102 r. 

Pod tąż datą. Benedykt Niemiec (Ałmanust, budowniczy (mu- 
rator) Królewskiej Mości, oskarżony o wyznawanie błędów sekty lu- 
ter.skiej i że utrzymuje u siebie niewiastę zamężną, która niedawno 
w wigilią święta Niepokalanepro Poczęcia Najśw. Maryi P. blużniła 
przeciw Tćj Bożćjrodzicielce mówiąc, iż w dzień ten pościć nie po- 
trzebuje , gdyż Najśw. Marya Panna jest zwykłą niewiastą. Oskarżony 
oświadczył, iż kobieta imieniem Barbara, z którą mieszka, jest jego 
prawowita żona, połączony bowiem z nią został ślubem małżeńskim 
podług obrządku kościoła katolickiego przed jedynastn laty w Sando- 
mierzu , czego dopełnił ks. Stanisław Clilewicki kanonik Sandomierski, 
co obiecał udowodnić, blożnierstwa zaś swojej żony zaprzeczył. Naka- 
zano obojgu za miesiąc stawić się przed sądem i z zarzutów uspra- 
wiedliwić. Ibidem fol. 102 r. 

Podtążdatą, Stanisław Zelner z ulicy Sławkowskiej oskarżony 
o jedzenie mięsa w dni zakazane, i że o odpustach (de indulgentiis), 
ile trzyma. Zaprzeczył zadawanych mu zarzutbw, nakazano mu przy- 



n 



') Dnia 7. lutego 1533 r. stanął przed sądem przj-prowadzając 
86 sobą ks. Jana z Olkusza i Stanisława Barszcza obyw. krak. Wszyscy 
złożyli przysięgę. Ibid. fol. lOó r. 



170 FOOnrBZB fbocbst o hkbbzta "W kbakowis. 

Bięgę tej treści, że nie jadał mięsa w post wielki, — tę złotył na 
luneyfiiiie. Ibidem fol. 102 r. et c. 

Pod tąt datą. Jan czyli Hannns Lambok z kamienicy Hal- 
lera, oskarżony o wyznawanie zasad sekty Interskićj, o jedzenie mięsa 
w dni zakazane, i że w dom jego schodzą się inni dla jedzenia teg6ł. 
Zaprzeczył zarzutom — napomniany po ojcowsko. Ibidem fol. 102 r. et v. 

Eok 1533 w piątek d, 17 s t y c z n i a. Wolff czyli Wolf gang 
z Krakowa, oskarżony o jedzenie mięsa w dni zakazane, i że w dom 
jego schodzą się luteranie Niemcy na wieczerze w dni postne wypra- 
wiane. Napomniany po ojcowsku. Ibidem fol. 103 r. 

R. 1545 dnia 6 marca. Ks. Felix ze Stobnicy, mansionarz 
kościoła Św. Barbary w Krakowie z powodu znalezienia u niego ksią- 
żek napojonych błędami luterskiemi, zgodnie do kanonów kościelnych 
i ustaw królewskich, wtrącony został do więzienia. Na W8ta\viennictwa 
jednak godnych osób, które dawały świadectwo, iż nigdy o herezyę 
nie był podejrzanym, z więzienia wypuszczony zaprzysiągł, iż nie 
będzie u siebie przechowywał książek heretyckich lub o herezyę po- 
dejrzanych , ani ich będzie czytał : iż gdyby %viedział o osobach , któ- 
reby podobne księgi u siebie miały i używały, takowe doniesie do 
urzędu biskupiego, gdyby zaś posiadał sam podobne książki, te odda 
do wspomnionego urzędu pod karą krzywoprzysięstwa i dozgonnego 
więzienia. Ibidem fol. 154 verso. 

Roku 1550 dnia 30 sierpnia. Felix Pomianowski, niegdyś 
wikariusz i komeńdatariusz kościoła parafialnego w Chrzanowie z po- 
wodu, iż pewną niewiastę nazwiskiem Mmczkową w pomienionćm 
mieście Chrzanowie komunikował pod obiema postaciami , chociaż wyznał 
iż tego nie uczynił z lekceważenia ustaw kościoła, lecz z niewiado- 
mości i na prośby pomienionśj niewiasty, wtrącony został do więzienia. 
Z tego uwolniony dobrowolnie wyznał i zobowiązał się pod karą ex- 
komnniki i więzienia na Lipowcu , iż sekty luterskiej nie będzie po- 
pierał , ani trwał przy niej (non promotehit rtec ei adhaerebit), iż 
wierzy we wszystkie artykuły wiary świętćj i że z kościołem rzym- 
skim wszystkie ustawy trzj'ma i trzymać będzie i od tego kościoła 
rzymskiego nie odejdzie. Ibidem folio 160 verso et są. 

Z przytoczonych tu 27 procesów okazuje się, że reformacya 
w Krakowie szerzyła się głównie z początku między rzemieślnikami 
Niemcami , że do nićj skłaniali się także lub należeli niektórzy oby- 
watele czyli mieszczanie Krakowscy, a nakoniec niezadowoleni ze 



I 



^^^^ OHABAKT£RTSTYKA TYCHŻE PB0CE8ÓW. 171 

swego stanu duchowni, po większćj części tacy, którzy gorszące 
swe życie Wędami Lutra usprawiedliwić chcieli. Nie trzeba jednak 
rozumieć, jakoby tu przytoczone procesy były wszystkie, wiele 
bowiem może jeszcze procesów znajduje się w samychże aktach 
episkopalnych , które nie udało się nam wyśledzić; wielu znów 
było ukrytych heretyków, którzy ponieważ doniesieni nie byli, 
spokojnie siedzieli, a nakoniec uderza nas i ta okoliczność, że 
w latach wcześniejszych, w których zdawałoby się, że mniej bę- 
dzie procesów, jest ich więcćj; w późniejszych zaś latach, gdy 
reformacya się wzmagała, jest ich daleko mnidj, co naprowadza 
na myśl, że sprężystość władzy ducbownćj z czasem słabła i że 
tak często o herezyę nie pozywano. W samychże zaś tu przyto- 
czonych procesach znajdujemy, że kilka ich jednego prawie dnia 
wytoczono, jak np. w r. 1525 11. 12. i Ib lutego 7 procesów, 
lub w r. 1532 19 grudnia G procesów i znowu potem długa pa- 
uza, co znów naprowadza na myśl, że ciągłości w wytaczaniu 
ich nie było, ale chwilowe okoliczności wpływ tu miały. Dopiero 
wizyta Padniewskiego, która od r. 1565 stan religijny i moralny 
Krakowa i dyecezyi krakowskiej przedstawia, lepiej nam po- 
zwala wglądnąć w stosunki religijne Krakowa i znacznćj części 
Małopolski. Lecz gdy wizyta ta należy już do późniejszej epoki, 
a mianowicie na czas największego rozwielniożenia się reformacyi 
przypada, przetóż o niej póżnićj mówić i z niej korzystać będziemy; 
teraz ograniczeni tylko na te wypadki procesów, któreśmy co do- 
piero przytoczyli, tyle jeszcze co do ich charakterystyki nadmie- 
nić możemy, że w ogólności tchną raczej pobłażliwością , niż su- 
rowością, że wyrok zwykle poprzedza upomnienie pop^a^vy, które 
jeżeli nie skutkowało, dopiero wyrok i kara następowała: że 
z zarzutów poczynionych można się było przez przysięgę oczyścić; 
że nawet proste przyrzeczenie poprawy wystarczyło, któro jednak 
po większej części zawodnera było, tak że heretycy do tychże sa- 
mych błędów wracali, jak się to z procesu magistra Jakóba z Iłży 
pokazuje, który że był ważniejszym nad inne, przetoż go osobno 
wedle zapisków w powyżej wymienionej księdze intonnii A/(»sco- 
pnliuiii itl aniKi 1510 — 15S2 zawartych, w dosłownem tlomacze- 
niu uniieseczamy. 

Roku 152H dnia 11 maja. .'akub z Iłży artium magister, 
eoUegiatui winoris ColUyii i kazaoilzieja kościoła św. 8zcze])ana w Kra- 




I 



172 KAGBZIS lAKÓB Z Ott, 

iMwie, Mkarioay, U Biedawno w iwojem kazaaii pewse artjMy 
bentjekie i Intenńskie wyzaamt, wccjstkiego apRtczjI. Po <{j- 
c«vtkB BapoBUuaoj, aby os finjalośi ue mijl się u6miŁ afe 
błfdaef:o i od podobnych wstnyaiyirat ńę rzeczy. IHd./oł. 84 ptr. tt 9f. 
B. 1534 we czwartek dnia 10 wrzetfaia. Lobonaclatar 
Jakiib z nty dwa razy już z powoda ntnymywaaia zdafi tak w ka- 
zaniach pnblicznie jak i w rozaowaeh prywatnych, od naoki ŁaUm 
nie wiele się różniących, by) wzywanym i napoBinanjm, zamt4w 
•obie zadawanych zawsze nę jednak wypierał, biskupowi po ojcowskim 
napomaienio przez podanie rękiprzyrzekt, ii nie podobnego nie nczyni , 
mimo jednak tego znów doniesioo^m zostało biskupowi, te w karaniadi 
tet zdania dalćj rozpowszechnia publicznie w kofeiele iw. Szczepana 
i w zebraniach prywatnych. Biskup (byt nim podówczas Piotr To- 
micki) wezwawszy wprz6d dwunastu świadków, którzy zeznali praw- 
dziwotfć zarzutów przeciw oskarżonemu, mianował do przeprowadao- 
nie dalszćj sprawy : Jerzego Myszkowskiego z Przeciszowa O. P. D. 
archidyakona , Mikołaja Bedleńskiego scholastyka i wikariusza gene- 
ralnego i Tomasza Rożnowskiego officy^a generalnego i kanonika 
krakowskiego. Ci przybrali sobie jako assessorów : Stanisława Byel 
z Nowego miasta kanonika krakowskiego, Marcina z Olkusza probo- 
szcza kościoła Św. Mikołaja i inkwizytora haeretieae pramtatia, Jana 
ze Lwowa kanonika kościoła św. Floryana na Kleparzu i św. Teol. 
doktorów: Marcina z Leżajska dra teol., Erazma dra prawa kano- 
nicznego i w kościele św. Barbary kaznodzieję, Jak6ba z Klepansa 
Św. teol. profesora, Samuela Maciejowskiego kanonika krakowskiego, 
Andrzeja z Krakowa kanonika kościoła św. Floryana i kolegi mniej- 
szego i Zygmunta ze Stężycy prawa kościelnego doktora i altarys^ 
kościoła Św. Jakóba na Kazimierzu. Pomienieni mężowie w dniu po- 
wyżćj wspomnianym popołudniu do kamienicy Mikołaja Bedleńskiego 
na ulicy kanoniczej położonój zeszedłszy się i wezwawszy wprzód 
magistra Jak6ba z Iłży oskarżonego, w pokoiku (stubełla) na piętrze 
położonym będącego, odczytali mu zdania przeciwne zasadom kościoła 
katolickiego przez niego utrzymywane, a przez świadków zaprzysię- 
żone. Lecz się tego wyparł, twierdząc, iż zawsze podobnemi zda- 
niami się brzydził i je odrzucał, na co złożył przysięgę, zobowięzu- 
jąc się udowodnić świadkami swćj niewinności. Delegowani postano- 
wili, aby magister Jakób z Iłży tak w mieście Krakowie, jak i po 
wszystkich miejscach dyecezyi krakowskićj odtąd nie miewał kazań. 



I 



I 



» 



^^^^^^^^^ UAOISTEB JAKÓB Z IŁŻY. 1T8 

dopóki nie ndowodni swćj niewinności przez wiarog'odn3'cb świadków, 
czego wa dopełnić w przyszły piątek. Ibidem fol. 113 ver. et sq. 

Rok 1534 w poniedziałek d. 12 października. Ma- 
gister Jakób z Iłży zamiast udowodnienia swćj niewinności kanoni- 
cznie , jak to było postanowionem wyrokiem sędziów delegowanych , 
w tym terminie czasu ma przeznaczonego podał do biskupa apologię 
swych głoszonych zasad, własną ręką pisaną. Biskup apologię rze- 
czoną oddał najprzód do ocenienia profesorom Św. teologii, następnie 
prałatom swojego kościoła w prawie biegłym, aby oddzielnie zdanie 
swoje o niej wyrzekli. Lecz pokazało się po roztrząśnieniu tej apo- 
logii, it Jakób z Uży wyznał i potwierdził zadawane mu zasady 
luterskie, a tak rzeczona apologia wicct?j go oskarża jak broni. Za- 
pytany magister Jakób z Ił/y, czy uznaje apologię podaną za swoje 
i to co zawiera przyznaje, odpowiedział, iź co ona w sobie zawiera, 
nznaje i za prawdziwe uważa. Usłyszawszy to wspomnieni sędziowie 
od biskupa delegowani, oświadczyli, ii nie przysługuje już żadne 
aniewinnienie się Jakóbowi z Iłży, lecz sam wyznaniem swojćm uznat 
się być heretykiem. Zajjytany i)Owtórnie czy chce dalej pozostać 
w owych błędach lub je porzucić, oświadczył, iż poddaje się pod 
zdanie lepsze swych przełożonych i od zdania kościoła rzymskiego 
się nie uchyla. Pomienieni sędziowie wezwawszy assessorów (w po- 
przedzającym wyroku z nazwiska wjMnienionych) postanowili, iż ma- 
gister Jakób z Iłży w dniu i miejscu oznaczyć się mających przez 
biskupa, winien będzie uczynić publicznie odwołanie i wyrzeczenie 
się błędów herezyi Interskićj tak w swojćj ajjolugii zawartych, jak 
i w kazaniach w kościele św. Ii^zczepana mianych i prywatnie w po- 
siedzeniach objawianych. Odwołanie to ma dopełnić w formie prze:: 
papieża przepisanej giod karami prawem zastrzeżouemi ; nadto naza- 
wsze zabrania się mu opowiadania słowa Bożego tak w Krakowie 
jak i w całćj dyecezyi krakowskićj; nakoniec gdyby po nczynionćm 
odwołaniu i wyrzeczeniu się heretyckich błędów, pojiadi w nie pow- 
tórnie, ma być z nim postąpiono jiodtug przepisów na heretyków po- 
stanowionych. Zobowiązał się Jakób z Iłży do uczynienia wspomnio- 
nego odwołania i wyrzeczenia się błędów. Ibiilem folio 115 r. et s</. 

R. 1 534 we w t o r e k d n i a 2(> p a ż d z i e r n i k a. Dnia wspom- 
nianego o godzinie 19. (dzisiejszej rachuby godzina 12 w poindnie) 
w knryi biskupiej przy ulicy kanoniczej miał Jakób z Iłży dopełnić 
publicznie odwołania zerzucanych mu' błędów, o czćm w popi-zedza- 
jącą już niedzielę (d. 18 października) ogłoszono z ambon ludowi pu 




i 



S»Xf.9 Z 

tvi^i»ivJL X n^ŁnEi \bAx}». I^buŁ jnaukmiaik ri>ćiau ht knji 

safn^Kt ćruc.v«%ci. 170: mn^jad. fv. T. ćr- -rsTrurr óibir^ }Cł«* 

rK. sM^tafi 3 '•%^i: M7~»«:«a siksa £nJt.F««. jr'^ 7u.St i Diy 

«kAi»tt »c jófr xk»t»L JjąiUi -kW. ia ^^'.- -myrA ^«eet i ina*- 

<*> «r r, 

»k«jł lWW'j>Ź*«jiu i/j^fjkń '■•ta»i»>»-»- <'£tsliii «rSnrł» i»ft^4*- tl temiw 
dmrto* ptm p emm i •ftuattk-* U>a«r mutt^nm •# mmtswm Sttfil§mmm 
jikfr ji«n^xj^k (Mg/mturrett za saeiRrtiii Jak«4i<» z IHt. it a% 
z/zfe^/wiaiZMii ¥'/ d<«uvi^ ^o zł'Kn z Wr'>eia«ia t fTztwiuii jei- 
msti'! witMufik. IM/rm fol. 11€ r. tt tg. 

kokm \h%i v« ezvart«k dnia 17 rridnia. Mapeter 
Mik/ztaj HazaoicKZ z Krakowa «p9«-a±ai{>DT o4 Jak'<ti« z lir i^ia 
afcjr w t«ir4t ąirvńt «jzBacz«no jakk^ obr&ócę. S^ pizrcliTla a( 
4« UrfT'' f «'jztia«Ea mtąisa* Andrzej* z Urzędowa. Ibidem fol. 117 r. 

h, 1535 w p<>ai«4ział«fk dnia 24 aaja nazajatrz po 
iwicei<: Frzfcaaj* wf <jt«z^j Trójcj. Piotr Tonucki biskap 
krafc«w»ki postępując z« zbiegiem po ojeowskn. przesiał ma list bea- 
piMZAństwa do Wrocławia, oznaczył termin czasa. w którymby mćgt 
do Knkom* przyjeciia^ i aczynić odwołanie swych blędtJw. Głachym 
był Jednak na t/t wezwanie. Pod datą powytsza wydał więc biskap 
oatatACzny wyrok . ogłaszając , iż magister Jak<5b z Iliy. niegdyś 
kaznf/dzieja koiicioła llw. Szczepana, był i jest heretykiem, odejmi^ony 
wi$c ŁMoni godnoM kapłańsIiLą i wszelkich prerogatyw temat stanowi 
przynależnych p<^bawiaBy, a nadto skaznjemy go na wszystłde kary 
imit^Utmi kanonami i statntanti prowincyonalnemi na jema podobnych 
p</*tanowion«mi. 

W wyroko tym znajda femy twierdzenia Jakóba z Iłży przeciwne 
nauce ktrUcMn Icatolickiego razem zebrane, jalde głosił w swoich ka- 
zaniach, rozmowach i posiedzeniach prywatnych i jakiem! napełnił 
SW0J4 apologję. Oto Ich dosłowny wypis : 

Artieuli de guibus su pra tunt isti: 

Cultui et veneratio Beatae Yirginis et Sanełorum Dei siint de 
ponibłU tt tum de neeeuario. 



^^^H BŁĘDY JASÓBA Z iŁŻY. KAT: MALCHEBOWA. 175 

Jfjunia, tigiliae, diet ftati Sanclorum, coerimoniae et orattones 
Ecclesiae etiam simi de possibili et noii de iiecessario neque jtronmt 
ad salutem, 

OraCio domitiicalii nuUo rnodo ad eanctos dirigi potttt , aohtm ad 
ipgitm Deum. 

In missa auctoritate propria omittehat intoealionem Sanetonim 
tam in con/essione , quam in canoiie majori et minori. 

Inveetiva8 non necessarias contra clerum in eoncionibut faciebał 
abaente dero, ut eos faceret laicia odiosos. 

Saeramentotum eccleaiasiicorum viin enercabat et imagines fioe- 
ei/aeiebat. 

Libros Martini Lutkeri et seąuacium ejus contra Bullom Leonis 
deeimi habtbat , legebat et dogmata ejus prava publice et privaUm pro- 
fesiua est. 

Pueros chriatianorum artibus mechanicia potiua quavt atudiia libe- 
ralibua inatituendos et imbuendoa praedicabat et mat/is ad salutem 
con/erre ipaoa ad mecfianicum quam ad aacerdotium promoveri. 

De mdulgentiia , suffragiia, annivcraariia mortuomm et purgato- 
rio idem senłit cum Luthero. Ibidem fol. 11 S et sq. 

Jakie były dalsze losy magistra Jakóba z Iłży nie wiemy; — 
obok jego jednak procesu sławnym był także proces Katarzyny 
Malcherowej, żony Melchiora Wejgiel obywatela i rajcy krakow- 
skiego, także Zalaszowską zwanej, którą ponieważ protestanci 
gwałtem chcą zrobić swoją męczenniezką (obacz Węgierski: Siar 
vonia reformata p. 207, kronika Zboru krakowskiego str. 3.), 
dzisiejsi zaś, choćby katolicy, gotowi są ówczesną władzę ducho- 
wną z powodu j(5j spaienia o iianatyzm i okrucieństwo posądzać, 
przetoż cały jćj proces według zapisków w powyższej księdze «<,7o- 
rum Episcopalium zawartych z dopełnieniem według Górnickiego 
przytaczamy, z którego pokazuje się, że tylko fanatyczny, wielo- 
krotnie się powtarzający i po trzykroć mimo przysiąg i obietnic 
wracający uporny błąd t^j niewiasty był przyczyną, że władza 
duchowna całą surowość praw ówczesnych w końcu do nićj zasto- 
sować musiała. Rzecz miała się jak następnie: 

R. 1 529 we środę dnia 9 czerwca. Piotr (Tomicki) biskup 
krakowski i Królestwa Polskiego podkanclerzy mając sobie doaiesio- 
nćm od wielu tak duchownych jak i świeckich osób, ie Katarzyna 



».J 



176 ntOCBS KAT: JtAJUCHSBOWW. 

Melehnrowa (uk) żona Kelehiora Yejgyel objrwatela i rajcy krakow- 
aki«go, wiarę clirześciańską , w kbirej ze swoich rodziców przyszła 
na tfwiat, została ochrzczoną i w niej wychowaną, a następnie sla- 
bami matieńskiemi połączoną, doczekawszy się później licznego po- 
tomstwa, jat od kilkndziesięcin lat wiarę tę porzuciła, chwyciwszy 
się przeaądnćj sekty żydowskiej, o co joi kilkakroć była pozywaną 
przez Kikotaja Bedlefiskiego scholastyka i wikariusza generalnego 
w sprawach duchownych i napominaną, aby tet Uędy porzuciła, — 
rozkazał, aby taż Katarzyna przed sąd jego pozwaną została w obe- 
cności pewnych prałatów i doktorów tak sw. teologii jak i prawa 
kanonicznego. Zapytana przez niego o to, odpowiedziała w bardzo 
pomieszany sposób (nimium eonfuge), iż nie może pojąć rozumem 
swoim wiary w jedność bóstwa trzech osób, wyznając, ie wierzy 
tylko w jedynego Boga, nie może zaś zrozumieć trzech osób Ojca 
Syna i Ducha świętego, a o innych artykułach nic nie mołe powie- 
dzieć i nic nie wie, gdyt jest niewiastą zwykłą i rozumem swoim 
nic zbadać nie zdolną. Biskup po ojcowskiem napomnieniu, pragnąc 
więcćj zbawienia jćj duszy niż zadosyć uczynienia za jej winę, zale- 
cił jćj, aby się do wszystkich ustaw kościoła rzymskiego katolickiego 
stosowała, nakazując, aby po wyspowiadaniu się ze swoich grzechów 
przed jakim katolickim kapłanem i po przyjęciu Najświętszego Sakra- 
mentu Encharystyi, stanęła przed jego sądem w piątek najbliższy po 
święcie Św. Jana Chrzciciela dla uczynienia i^jznania odnośnie do 
każdego artykułu wiary, polecając zarazem, aby sobie w}'brala któ- 
rychkolwiek z obecnych tu teologów, aby j6j mogli wyjaśnić wątpli- 
wości w wierze. Obecnymi w tćj sprawie byli: Dominik biskup lao- 
dicejski sufragan krakowski, Mikołaj Bedleński scholastyk i wika- 
riusz generalny, Stanisław Byel d. teol., Jerzy Myszkowski O. P. D., 
Samuel Maciejowski kanonicy krakowscy, Marcin z Olkusza, Felix 
z Kazimierza, Jan Leopolita świętćj teologii doktór, Mikołaj z Kra- 
kowa Archipresbyter, Grzegorz ze Szamotuł i Zygmunt ze Stężycy 
prawa kanonicznego doktorzy, Mikołaj Budnicki, proboszcz Chełmski 
(Chelmensis), Szymon z Kalisza i Stanisław Dambrowski Ibidem fol. 
ter. et sq. 

Roku 1530 we wtorek dnia 5 1 i p c a. Katarzyna Malchio- 
rowa , Malchiora Weigyel obywatela i rajcy krakowskiego żona , po- 
dejrzana o błędy i zasady religii żydowskićj, mając nakazany sobie 
termin do złożenia wyznania na artykuły kościoła katolickiego, gdy 
tegoż omieszkała , nastąpił zaoczny wyrok uznający ją być podejrzaną 



PROCES KATAKZrUT MALCHEEOWEJ. 



177 



I 



W wierze i poddający ją karom na takowych przepisaną. Mimo tego 
jednak wezwaną został^a przed siid obecny, złożony z delegowanych 
osób przez biskupa do t^j sprawy, a mianowicie z Dominika biskupa 
laodicejskiego snfracana , Mikołaja Bedleóskiego scholastyka i wika- 
riusza w sprawach ducliownyrh, Jakóba Ercicszewskiepro oticyala ge- 
neralnego, Jerzego Jlyszkowskiego O. P. Doktorów. Zapytana o jirzy- 
czynf swego niestawienia się do sądu w terminie oznaczonym, oświad- 
czyła, iż to nie pochodziło z jakiego lekceważenia, lecz b^^dąc na- 
gtemi sprawami zajętą, nie znajdowała się tu na miejscu. Co się z&i 
dotyczy artykułów wiary, zapytana odrzekła, iż we wszystkie arty- 
kuły zawarte w Składzie apostolskim wierzy i wyznaje wspólnie 
z kościołem katolickim, wszystkie obrzędy i zwyczaje święte kościoła 
od Dncha świętego postanowione , odpuszczenie grzerhów i zbawienie 
dusz za pewne mniema, dodając, że miała niejakie wątpliwości w wie- 
rze, wypływające z ciekawości niewieściej, albo raczej z obłędu umy- 
słowego i osłabienia mózgu (ex mania et cerebri debili/ale), lecz już 
teraz nie ma żadnych wątpliwości , upraszając o przebaczenie tych 
błędów, ndając się do łaski świętej matki kościoła , który nie zamyka 
drzwi do niego nawracającym się i przyjmuje mitosiernio na łono 
swoje. Komisarze delegowani rozkazali, aby wspomniana Malcherawa 
w którym kościele położonym w mieście Krakowie lub w dworcn (in 
aula) biskupa, według jego postanowienia, uczyniła odwołanie i wy- 
rzeczenie się błędów wiary żydowskiej, o co była podejrzaną i dla 
wielu z tego powodu była zgorszeniem. Ibidem fol. 96 r. et sq. 

R. 15.30 we czwartek dnia 11 sierpnia. Na mocy po- 
przedzającego wyroku wspomniona Malclierowa w dniu i miejscu przez 
bisknpa postanowioni^m obowiązaną była nczynif publiczne odwołanie 
swych błędów, o które ją oskarżano. Gdy jednak tego nie uczyniła, 
wziętą została do więzienia. Na dniu dopiero powyższym we dworze 
biskupim nastąpiło t«ż odwołanie w obecności Jana (Karnkowskiego), 
bisknpa przemyślskiego, Dominika biskupa laodicejskipgo, prałatów 
i kanoników krakowskich , jak również doktorów św. Teologii i prawa 
kanonicznego, bnrmistrza i rajców krakowskich na ten akt zaproszo- 
nych. Sam Piotr Tomicki zapytywał się oskarżonej , czy wierzy we 
wszystkie artykuły w Składzie apostolskim zawarte i o tychże w ten 
sam sposób jak św. kościół rzymski, trzyma, wierzy, głosi i wyznaje? 
Na to odrzekła , iż je za prawdziwe uważa i jest o nich przekonaną, 
a wyrzeka się wszelkiego odszczepieństwa, a szczególniej przesądnfej 
sekty, obrzędów i błędów żydowskich, w które popadła i o które 

Dii«]a BafonnuTi * PoUos T. I. 





178 ŚJDEBĆ MALiCHEBOWKJ. ^^^ł^H 

dotąd oskarżaną była ; co stwierdziła przysięgn klęcząc i położywszy 
n^kc na księdze św. ewangelii, w razie niedotrzymania słowa rzu- 
cając na siebie klątwę i poddając się pod snrowość kanonów. Poczćm 
wspomniony biskup przyjął oskarżoną na łono matki kościoła i udzielił 
j^j błogosławieństwa, napominając, aby nie dopuściła się ju* nigdy 
podobny cli błędów, a zarazem wolną ją uczynił od wszystkich kar, 
kanonami na podobnycli ustanowionych. Ibidem vol. 97 r. tt r. 

Na tśm kończą sią zapiski in actihi» Episcopalihu.t w wspom- 
nianym Woluminie tyczące się Malcherowtfj. Dopiero w 9 lat po- 
tem gdy ponownie wpadła w te same Ijłędy i upornie jo broniła, 
po wyczerpania wszelkich sposnliów aby ją odwieść od tego, ogło- 
szoną została za niepoprawną blnźnierczynię przeciw Bogu — i urzę- 
dowi miejskiemu do ukarania oddaną. Ilistoryą tego smutnego 
zamknienia dla dopełnienia rzeczy o Malcherowej podajemy we- 
dług Górnickiego (Dzieje w koronie str. 7): 

„Tegoż czasn (r. ló'6't)) łlakherową, mieszczkę krakowską, bia- 
łogłowę w lat osiemdziesiąt, o żydowską wiarę spalono na rynku 
w Krakowie , na co patrzyłem. Zebrał byt do dworu swego X. Gam- 
rat biskup krakowski kanoniki wszystkie i kollegiatj* ku wysłucha- 
niu jej wyznania wiary. Tu gdy pytana według kreda naszego, jeźli 
wierzy w Boga Wszechmogącego, stworzyciela nieba i ziemi, odpo- 
wiedziała: wierzę w tego Boga, który wszystko stworzj'ł, co wi- 
dzimy i czego nie widzimy, który joznraem cziowieczj^m ogarniouy 
być nie może, a dobrodziejstw jego i my Indzie jesteśmy pełni 
i wszystkie rzeczy na świecie. Kozszerzyla to potem dosyć długo 
wyliczając moc Bożą i jego dobrodziejstwa niewymówione. Postąpiono 
zaś dal^j w pytaniu: a wierzyszże w Syna Jego jedynego Jezusa 
Chrystusa Pana naszego, który sio począł z Ducha świętego etc. Ona 
na to: a nie miałci Pan Bóg ani żony, ani syna, ani mu tego po- 
trzeba; boć jedno tym synów potrzeba, którzy umierają, ale Pan 
Bóg wieczny jest, a jako się nie urodził, tak i umierać nie może. 
Nas ma za syny swoje i są wszyscy synowie jego, którzy drogami 
od niego naznaczonemi chodzą. Tu krzyknęli kollegiaci: Źle mówisz 
niebogo, obacz się, są proroctwa o t^m, iż miał Pan Bóg na świat 
posiać Syna Swego i miał być ukrzyżowan za grzechy nasze, aby 
nas nieposłusznych, jeszcze z ojca naszego Adama, swćm posinszefi- 
Btwem zjednał z Bogiem Ojcem. Mówili nadto siła z nią doktorowie; 



I 



4 



i 



SYNOWIE DBCrUSZA. 



179 



a im więcej mówili, t^m ona w swem przedsięwzięcia upornićj stalą, 
iż Bóg człowiekiem byd i rodzić się nie mógł. Owa gdy się od t6j 
żydowskiej religii odwieść nie dała, naleziono ją być bhiźnierku 
przeciw Bogn i do arzędn miejskiego ją odesłano, a w kilka dni po- 
t^m, jakom wyż^j wspominał, spalono, na którą śmierć szła najmniej 
nie strwożona-'. 



Na tych objawach reformacyi w Krakowie, z wyjątkiem 
tylko ostatniego procesu Malcherowi), która miała swoje własne, 
indiwidualne, może z omamienia żydowskiego, może ze skażenia 
głowy, jak pisze Bielski (kronika V. 5S), wynikające błędy i uprze- 
dzenia, moglibyśmy przerwać nasze opowiadanie i do początków 
reformacyi po innych miastach i miejscowościach Polski powrócić, 
gdyby nas ciągłość opowiadania poza epokę zamierzoną nie wpro- 
wadzała. Po Decyuszu, który umarł 26 grudnia 1545 r., spuści- 
znę propagandy reformacyi w Krakowie objęli synowie jego, 
a. więcćj jeszcze Bonerowie. Co do synów Decyusza , ci prędko zni- 
kają z widowni, najstarszy bowiem Justus Ludwik umiera bez- 
potomnie w r. 1570, średni Jan nie ożenił się i umiera w r. 1554, 
najmłodszy zaś Ludwik umiera nagle w r. 1576 ') pozostawiając 
trzy córki, wszystkie później katoliczki, z których najmłodi^za 
Elżbieta wstępuje nawet do zakonu św. Ducha w Toruniu. Do- 
póki żyła żona Decyusza Anna, miała ona dożywocie na cał(5j 
fortunie swego męża, skoro zaś umarła w r. 15.73, podzielili się 
obaj jćj synowie, najstarszy i najmłodszy, (średni bowiem już 
nie żył), układem dopiero w r. 1562 zawartym, oddziedziczonym 
po ni^j i po ojcu majątkiem, tak że najstarszy Just Ludwik, 
(który liył najprzód dworzaninem, pot^m sekretarzem królewskim, 
następnie karbarzeni wielickim, żupnikiem olkuskim i chęcińskim 
i wielkorządcą krakowskim), otrzymał Przeporzały i wójtowstwo 
w Piotrkowie, najmłodszy zaś Ludwik, który oddziedziczyl j»o 
śmierci brata piastowane przezeń urzędy, otrzymał Wolę. Miejsce 
to było głównym punktem, w którym od r. 1552 a może i wcze- 
śniej gromadzili się różnowiercy. Niedługo otworzyli w samym 




') (Justus) Ludovicus Deciiis maffnus Procuraior castri Craco- 
riensis Toriinii inler comilia er perturhatione subito deftinctm. Glicki 
w Ephew. Leoviciusa pod r. 1576 dnia 24 listopada. 

12' 



180 JAK BONEB STABSZT. 

Krakowie, jak świadczy Węgierski'), pierwsi w domach swoich 
zbory dla kalwinów: Just Ludwik Uecyusz i Jan Boner kasztelan 
biecki. W ogólności, gdy mowa jest o różnowiercacb w Polsce, 
wszędzie ciż Decyusze, jako koryfeusze tychże przez historyków 
naszych są wspominani. Co do Bonerów, nie ma wątpliwości, że 
pierwszy przodek tej rodziny w Polsce Jan Boner, herbu Bona- 
rowa, o którym my powyżej mówili, a który wraz z trzema bra- 
ćmi swoimi Jakóbem, Fryderykiem i Andrzejem przybył do Pol- 
ski za Kaźmierza Jagielończyka, a za Zygmunta I był żupnikiem 
i wielkorządcą krakowskim, był dobrym katolikiem. Nie był on 
wprawdzie wielkim przyjacielem Polaków, jak się pokazuje z hi- 
storyi składu wrocławskiego, gdzie stał po stronie Wrocławian, 
ale aż do śmierci okazywał się wiernym synem katolickiego ko- 
ścioła, jak tego dowodzi iakt następujący. Gdy w kościele N. Ma- 
ryi Panny w Krakowie, którego od r. 1509 był prowizorem (Ar- 
chiwum m. Krakowa księga pod N. 2150), kaplica Św. Ducha, do 
kollacyi rodziny Bełzów, naówczas majątkowo podupadłej, nale- 
żąca, tak była zdezelowaną, że groziła upadkiem, postanowił 
zająć się j6j odnowieniem, aby dla siebie i dla swoich potomków 
grób tu założyć. Dokonywa więc jój odbudowania prawie z ftin- 
damentu, lecz z tego powodu mimo ugody zawartej d. 18 maja 
1508 r. z ostatnią rodziną kollatoruw, wytacza się długi proces, 
który przechodzi przez wszystkie instancye w kraju, a nakonleo 
o Rzym się opiera i ostatecznie na stronę Bonera w ten sposób 
rozstrzygniony zostaje, że Leon X. papież dekretem z d. 19. lipca 
15 1;^ r. przyznaje mu prawo nadawnictwa i chowania ciał w spo- 
mnionćj kaplicy. Tenże papież dla zasług położonych przez Jana 
Bonera, a na prośby Zygmunta I króla Polskiego, nadaje pewne 
odpusty do tój kaplicy przywiązane d. 30 marca 1515 r., które 
jeszcze rozszerza przez hreve swoje z d. 23 stycznia 1518 r. (Ar- 
chiwum kościoła N. M. Panny. Theiner: Mimummia tomns Q. N. 
384 i 410). W r. 1523 został Boner po swdj śmierci w rzeczonej 
kaplicy pochowany, która od tego czasu po dziś dzień nosi tytuł 



') Slavonia reformata p. 128. Primo auUm Jusfus Deciua Lit- 
dooiei qui annales Folonorum^ Matliit Mieehooii Chronicis adjuncfos 
tcripnit , filhta, Aulicua Begius, ileinde Joh. Bonar Castellanus Biceu- 
ats Cracotie hospitium eztorri Ecclesiae in auis aedibua pratbuerunt. 




JAN BONEB VfSVK PIERWSZEGO. 



161 



I 



Św. Jana Chrzciciela i jest pierwsza od drzwi wielkich po stronie 
północno). 

Niewiadomo dokładnie kogo miał za żonę. Okólski twierdzi, 
że Seweryn kasztelan biecki był jego synem, jednak Niesiecki 
(tom I. str. 140) powiada, że na liście Zygmunta I In Ms. 1'ftri- 
iY>r. nazwany jest ten Seweryn jego bratankiem (nepos), a zatćm 
byłby synem Jakóba lub Andrzeja, jednego z braci Jana. Ten 
Seweryn otrzymał od cesarza Ferdynanda I tytuJ barona na Ogro- 
dzieńcu i Kamieńcu '). Byłto prawy także katolik ; kaplice Św. Jana 
Chrzciciela z żoną swoją pierwszą Zofią Uetmanowną wielu ko- 
sztownemi i prawie królewskiemi apparatami ubogacił, gdzie także 
dla siebie i dia ni^j za życia wzniósł wspaniałe spiżowe grobowce, 
które należą do najcelniejszych arcydzieł sztuki w Krakowie. 

Nie był jednak dość oględnym w wychowaniu dzieci, a naj- 
bardziej syna swego Jana, kt<irego wysłał do Niemiec i do Wioch 
na nauki, gdzie przesiąkł nowinkami religijnemi. Był to potem 
jeden z najgorliwszych mecenasów kalwinizmu w naszym mie- 
ście O pierwszej jego młodości, oprócz tego że miał za przewo- 
dnika Franciszka Mymera, pedagoga wierszopisa, oraz profesora 
języków starożytnych na uniwersytecie Krakowskim, który do- 
znawał względów jego ojca, a który jak wielu jiodówozas Szląza- 
ków na uniwersytecie Krakowskim, skłaniał się zapewne, raniej 
lub więćj wyraźnie, do nowości religijnych, więcej nie wiemy-); 
zato pewną jest rzeczą, że skoro powrócił około r. 1545 z nauk 
z zagranicy, okazał się zaraz gorliwym stronnikiem i opiekunem 
reformacyi, do czego mu oddziedziczone po ojcu, (t w r. 1549) 
bogactwa i godności nie mało dopomagały. Wspomnieliśmy już, 
że on był pierwszym, który wraz z Justeni Ludwikiem Decyuszem 
synem otworzył zbór dla kalwinów w domu swoim w Krakowie. 
Czy to był ten sam zbór, o którym mówi Węgierski w Kronice 
zboru Ewangelickiego w Krakowie str. S, , któremu Pan Jan Boner, 



I 



'J Dziś Odrzykoń pod KroBuem. 



Jest dziełko tegoż Mj-mera: Diclionarinm trinm litujiiiirum 
lałiuae, łeutonicne f-t polonicae^ w kturem dedj'kując je temuż Janowi 
Bonerowi, podówczas zaledwie 12 letniemu pisze: Summe eijHctatw- 
uia adoleBcenti Dno Joanni Boiier filio cinrissind Dni Seeermi Boner 
de Balycze, Burgrabii Craeot': et Uapi/anei Bijeaetisit etc. feliritatem 
optat Fratieisciis Mymerus. Cracovie ex officnin literaria 1!>, aprilis 



152S o., przyczein inne pochwal3' dołącza. 





182 ^^^^ JAN BONEB. ^^^^ 

wielkorządca zamka Krakowskiego i Kasztelan biecki w ogrodzie 
gwoim przed bramą Mikołajewską dał miejsce, w którym potem 
w r. 1557 dnia 17 sierpnia za naznaczeniem synodowćm X Grze- 
gorz Pauli z Brzezin przeniósłszy się z Chełmna \^właóciwie z Chełma 
pod Krakowem za Wolą), kazania miewał, kędy wielka frekwen- 
cya ludzi albo auditorów tak ze szlachty, jako i pospolitego czło- 
wieka bywała", trudno dociec, zdaje się jednak, że nim formalny 
zbór przed bramą Mikołajską w ogrodzie Bonera na dzisiejszej 
Wesołej z kaznodzieją otworzony został, pierwej już zgromadze- 
nia różnowierców w jednym z domów Bonera •) w Krakowie by- 
wały. Z jaką zaś gwałtownością reformował, dowodzi fakt nastę- 
pujący, który lubo późniejszy, świadczyć jednak może o całćm jego 
dawniejszym zapamiętale heretyckiem usposobieniu, a mianowicie, 
że gdy umarła jego teściowa wojewodzina Sandomierska Tęczyń- 
ska, która była dobrą katoliczką i umierając prosiła najgoręcej, 
żeby była po katolicku pochowaną, przybył do Książa tenże Jan 
Boner zięć zmarłćj wraz z Janem Łaskim jćj bratem i kazawszy 
ciało po heretycka pochować, zwołał następnie mieszczan księz- 
skich do dworu i w dlugićj i wyszukanej mowie przedstawiał im, aby 
porzuciwszy błędy papiezkie z Babylona t. j. kościoła katolickiego 
wyszli, a czyste słowo Boże z ust Łaskiego, Lutomirskiego i Kro- 
wickiego przyjęli. Potem zwróciwszy się do księży katolickich 
oznajmił im, że im pozwala zostać w Książa, jeżeli Mszą porzucą, 
papieża odstąpią itd., na co przytomni kapłani z boleścią, ale 
stanowczo odpowiedzieli, że tego nie uczynią, poczem biadając 
i narzekając opuścili miasto; na miejsce zaś ich zaprowadził Bo- 
ner ministrów kalwińskich przy kościele, z których pierwszy był 
Jan z Chęcin, z księdza katolickiego apostata ^). 

') O ile wiemy bj'ły dwa domy Bonera oprócz może innych, 
w (nieście Krakowie; jeden gdzie umarł jirzy ulicy Floryańskiej dziś 
hotel jiod różą; drngi w rynku przy ulicy św. Jana, dziś Dr. Pa- 
reńskiegro. 

'-) Cały ten wypadek wzięty jest z dziełka: De violało alque 
eierso in Eeclesia Ksyąznensi antiquo rdigionis cidfu degue Craeocien- 
s-B episcopi in eo rrperaiido tura et studio, Alberti Niiiineii ad Ra- 
jihnelem Cnelestinum epistoła 155>^, które przytacza Łukaszewicz 
w Iiziejach wyznania helweckiego w Małopolsce str. 17, który bardzo 
słusznie przyt^m mówi, że wypadek ten jest tylko jednym z wielu, 
który nam okazuje, jak się zbory i gminy różnowierców w Polsce two- 
rzyły. Tak bowiem jak w Książu, tworzyły się zbory w Pińczowie, Pa- 



SŁS BONER. 



I 



Tenie sam Boner listem z 16 września 1556 r. wstawiał się 
do króla za Lismanineni, który w tym czasie po publicznej swo- 
jej apostazyi i ożenieniu się osobnym edyktem króla z krają 
wywołanym został; przycz^m pisze tenże Boner, że oddawna łą- 
czy go z Lismaninem najwi<;kB2a przyjaźń i zażyłość (vide Luhie^ 
niecki Hisf. reform. Polon. p. 69); dla zjednania zaś sobie króla, 
powołuje się na początku listu na szczególniejszą względem niego 
(t. j. króla) uległość i posłuszeństwo. Jaką zaś była ta uległość 
i posłuszeństwo '), okazuje się z faktu, że gdy tenże Boner jako 
wielkorządca Krakowski, obrał na rajców Kazimierskich dwóch 
różnowierców Matysa Sulikowskiego i Oleksę Rabkę (także żyd- 
kiem, balwierzem, albo żydem chrzczonym nazwanego), przeciw zaś 
temu obiorowi pisali katoliccy rajcy Kaźmierscy do króla Zygmunt, 
August reskryptem swym (z Krasnegostawu ipso die S. Bartko- 
maei J.i;58|, polecił Bonerowi , aby obranego Sulikowskiego jako no- 
watora w religii zsadzilz radziectwa, a na jego miejsce innego z po- 
między ławników (gculiini) obrał. Gdy jednak ten rozkaz królew- 
ski, jednego zresztą tylko różnowiercy tyczący się, u Bonera nie 
odniósł skatku, zanieśli rajcy Kazimierscy we Czwartek w dzień 



biecku, Niedźwiedziu, Łańcucie i indzitj. t>zlachcic robił wszystko, 
wypędzał katolickiego księdza, wprowadzał ministra i nowe obrządki; 
lud był biernym świadkiem tych zmian, przyjmował je nie z przekona- 
nia, ale z obawy pana lub jego podstarościego; z równą też potem 
za czasów Wazów obojętnością opuszczał znown wiarę, która do serca 
jego nie przylgnęła, a zmysłów jego, słuchu i zwiokii zbyt prostemi 
i suchemi obrządkami uderzać i zajmować nie mogła. My dodamy, że 
wołała go takżf, zewnętrznie tylko ze Btracltu i z bierno>ci niekiedy 
opuszczona, lecz nigdy wewnętrznie nie porzucona katolicka prawda, 
której lud ma nieraz głębsze poczucie, niż tak zwani czasem oświe- 
ceni i powierzchownie uczeni — i do ktdrśj natychmiast z radościii, 
skoio się tylko sposobność zdarzyła, powracał. Co do wsponinionego 
wypadku, Łukaszewicz dodaje (1. c), że Zebrzydowski biskup Ivra- 
kowski doniósł o ti"iu wszystkiem Janowi Tarnowskiemu kasztelanowi 
Krakowskiemu, upominajiic go, aliy tt\ zniewagi i krzywdy religii 
kiitolickiej wyrzijdzonif.i nie ścierpiał — i sam różnemi sposoby Bo- 
nera na lepsze myśli naprowadzić usiłował, ale nadaremnie! Podobnie* 
oddał Boner kacerstwu kościół katolicki w Osieku inaczr^j ZnjCredacb 
(niedaleko Oświęcima w Galicyi), za zgodii dziedziczki czy wspóldzie- 
dziczki Katarzyny Za.ifredowej wdowy, (Wizyta Radziwitowska), 
a może i na innych miejscacli. 

') Lubieniecki Ilist. reform. Polon. p. C9. 




( 



184 ^^^^^ JAN BONEa. ^M 

Św. Piotra i 'Pawła r. 1559 protestacyę do grodu Krakowfskiego 
przeciw obiorowi obu tych rajców różnowierców ; w skutek czego 
król delegował oddzielnyeb komisarzy do rozpoznania całej rzeczy. 
Tymczasem sami rajcy w sądzie ławniczym kazimierskim rozpo- 
częli sprawę przeciw różnowiercom i ffrin (i-ta in-idie fesfi ss. Fełri 
et Pauli Aimat: IMlii przesłucbali ośmiu świadków, z którycb ze- 
znań przytaczamy tu następne dosłowne odpisy: „Pierwszy świa- 
dek, opatrzny Stanisław Złotnik mieszczanin stradomski pod przy- 
sięgą zeznał, iż wie pewnie i widział, kiedy tak w Chełmie jako 
i Woli Matys Sulikowski i Oleksy Rabka Sakrament Ciała i krwie 
Pańskiej od księdza w rękę swoje tak jako P. Cbrystns postano- 
wił, brali i pożywali i dziatki tam w tymże zijorze chrzcili, 
i ten świadek zeznał, iż też tam sam Sakramenta tymże sposo- 
bem przyjmuje." (Dwaj następni świadkowie opuszczeni). „Czwarty 
świadek Piotr Moczypiwo ślusarz, mieszczanin Kazimierski, też 
pod przysięgą zeznał, iż tak dwie lecie w Woli widział, kiedy 
ludzie około stołu nabożnie klęczeli i Sakrament brali i z kielicha 
pili." — ^Piąty świadek Michał Chudy widział tu w bramie, 
kiedy dziecię Matysa Suiikowskiego niesiono chrzcić do Chełmu, 
przyczem był Oleksy i Jakób Miska" — „Szósty świadek Wojciech 
Kobilka pod przysięgą zeznał, iż w dworze p. Jordanowym był 
przytdm kiedy Matys Sulikowski ludziom czytał na księgach kazanie, 
a potem oświadczał się, iż on nie jest kaznodzieją, tylko czytał 
im co jest na księgach, a pot^ra nabożne pieśni śpiewali." — 
„Potem Oleksy przyszedłszy przed sąd, przypytywał się, iż jest 
tu do sądu pozwan. Tam gdy mu z nniędu powiedziano, iż już 
was nie potrzeba, tedy on jawnie przed sądem dobrowolnie jio- 
wiedział: Miii Panowie! nie trzeba było tych ludzi dobrych tru- 
dzić, bo sam bych był to dobrowolnie zeznał i teraz zezna wam, 
iż tak jest, jako ci dobrzy ludzie świadczą i tego się przeć nie 
będę i nie boję się w tej mierze ani Wójta, ani Przysiężników, 
ani żadnego.- 

R. 1561 d. 21 lutego z Wilna wydał król Zygmunt August 
reskrypt do Jana Boncra wielkorządcy, aby zanim się skończy 
sprawa między nim , a niieszczany Kazimierskimi o wybór rajców 
innego wyznania, nie popierał dalój wyboru tychże rajców różno- 
wierców i aby obrał prezydentów ze starszych rajców kazimier- 
skich, ponieważ tylko z rajców administratuje się burniistrzow- 
8two. — Itajcy zaś kazimierscy nie zaprzestali sprawy i w roku 



JAN BOMBR. 



185 



1561 sahkito post festuui A.^ceitsionsk Domini, nastąpiło w gadzie 
wójtowskim nowe przesłuchanie świadków: 



I 



^Jakób Mięska mieszczanin stradomski zeznał, ii b.ywa w CheN 
mie i Woli , a to i* tam obaczyl byl kościół krześciański prawdziwy, 
a to ze trzech przyczyn. Napraód, iż łam jest rząd od apostoluw 
podany, który mają od I'. Chrystusa, gdy im mówił: idąc po wszyst- 
kim świecie: Powiedajcie ewangelia wszelakiemn stworzeniu, kto 
uwierzy a okrzci się, będzie zbawion etc- bo tam nie uczą inszych 
zmyślnych rzeczy, jedno tych, które P. Chrystus apostołom nczyć 
rozkazał. Wtóra przyczyna, ii tam szczerze powiedają słowa Boie 
od Chrystusa i od apostołów do nas podane, wedle dwanaście człon- 
ków wiary św. krześciańskiej. Trzecia przyczyna i znak prawdziwego 
kościoła nictylko w Chełmie abo w Woli powiedział być, ale po 
wszystkiem świecie, gdzie prawdziwie administrują sakramenta wedle 
ustawy Pana Chrystusowej. A w tym kościele chcę bawić za pomoc-ą 
B0Ż4 do śmierci i oświadczam się, iŁ wszystkie urzędy tak zwiei-z- 
chnie jako i miesczkie od J. Król. Mci postanowione, czczę i czcić 
chcę i ich w rzeczach czesnych słuchać i być posłnszen zawżdy''. — 
,Pf>tćm Krzysztof Szternberk będąc z urzędu pytany: czemuby sta- 
rożytny kościół opuścił a do inszego się zboru udał , tam przez Ale- 
ksego Kabkę powiedział : iż się tu przed W. M. jako pi-zed sądem 
świeckim nie chce w takową i-zecz wdawać , ponieważ są inszy sę- 
dzię na to wysadzeni, którzy obaczywszy, iżby źle trzymał, albo 
wierzył, tedy go słowem bożem zasie do siebie wśróbować mogli. 
Ale iż temu urzędowi to nie należy, przeto się w tej sprawie tu nie 
chcę wdawać. A wazakoż gdy Stanisław Malchierowicz chciał , aby 
zeznał , jeżeli przy tern kościele stai'ożyinem stoi , albo nie , bo teraz 
jacy o to idzie; powiedział, iż stoi przy kościele św. chrześciańskim, 
przy nauce apostolskiej i przy dwanaście artykulech wiary świętej 
clirześciański^j , które zową: Credo" ^). 



Niewiadomo naui dotąd czy rzeczeni przez Bonera miano- 
wani rajcy inuowiercy utrzymali się, czy nie; zdaje się jednak, 



*) Całą tę historyc o mianowaniu dwóch rajców różnowierców 
przez Bonera, mam sobie udzieloną z notat zasłużonego naszego ba- 
dacza p. Żegoty Pauli, który jednuk źródła, zkijd jn ma nie przy- 
tacza. (Zapewne z aktów miejskich kazimierskich ). 




186 BBACIA BONEBA. 

Że następnjąes niedtngo śmieró Bonera przerwała całą sprawę, 
a aowo mianowany wielkorządca krakowski, do którego z tytnłn 
jego nnęda naleialo mianowanie rajców miejskich na Kazimierza, 
zgodnie z wolą króla i życzeniem rady, mianował zapewne no- 
wych rajców katolików. Unuurl Jan Boner, lab jak wszystkie 
tytoły jego opiewają: Jan na Kamieńcu Boner, kasztelan o6wię- 
cimski, biecki, wielkorządca krakowski, starosta spiski >), rab- 
sztyński, Czechowski, dziedzic Balic dnia 17 września 1561 r. *) 
nagle na apoplexią bezpotomnie w kamienicy swćj przy olioy Flo- 
ryańskiej, obecnie będącćj hotelem pod różą. Siostra jego rodzona 
Zofia wydaną została za Jana Firleja, wojewodę lubelskiego 
i marszałka wielkiego koronnego, zagorzałego takie kalwina. 
Z tego małżeństwa było czterech synów: Mikdtaj wojewoda Kra- 
kowski, Andrzćj kasztelan radomski, Jan podskarbi wielki koronny 
i Piotr wojewoda lubelski, a nadto cztery córki. Wszystkie te 
dzieci, prócz Andrzeja, za życia jeszcze ojca powróciły na łono 
kościoła katolickiego. Byli to spadkobiercy wielkićj fortuny po 
Bonerach, którzy wszyscy prawie bezpotomnie zeszli. Z sześoiu 
bowiem braci, z których czterćj pierwsi byli synami Seweryna 
Bonera i Zofii Betmanownćj (f 1532), dwaj zaś ostatni (Seweryn 
i Fryderyk) synami tegoż Seweryna Bonera i drugićj jego żony 
Kościeleckićj , jeden tylko najstarszy Franciszek sekretarz Zy- 
gmunta Augusta doczekał się potomstwa, lecz i to było krótko- 
trwałe; Jakób wyniósł się na Szląsk; inni zaś jak wepomniony 
już Jan, tudzież idący po nim bracia Stanisław, Seweryn i Fry- 
deryk bezpotomnie poumierali. O dwóch ostatnich, ponieważ byU 
także kalwinami i długo jeszcze po śmierci Jana przodowali róino- 
wierstwu, powiemy pużnićj; dla lepszego zaś uprzytomnienia so- 
bie wszystkich członków tćj rodziny, rodowód ich na końcu poda- 
jemy. 

') Że Boner Jako starostA spiski wiele się także przyłożył do 
wprowadzenia, a raczej do utwierdzenia reforinacyi na Spiżu, powiemy 
na swojem miejscn. 

-) Datę tę podaje Węgierski (kronika zboru Krakows: str. 10). 
Inną datę Inbo mniej pewną , podaje Szadek w Efemerydacli Leoyicinsa, 
a mianowicie: 15 St^remhris l.'>t!:i, który przyt^m pisze: Johannes 
Boner magnus prociirator arcis et rasfellanus biecensis, duXy tutor, 
author et nsylum liaereticorum slulforuni vitam finitit eorporalem et 
ineenit morfem aetentam vix 4.'i annontm. Cujtis iixor ałtero die ma- 
ritum alium aceepif prne nimio morrore praeteriti. 



IKNl PIERWSI KRZEWICIELE BEFOBMACTI W KHAKOWIE. 



187 



I 
I 



Przechodząc teraz do innych krzewicieli relormacyi w Krako- 
wie, niepodobna nam wszystkich, szczególniej w pierwszych cza- 
sach, dokładnie wyliczyć, zwłaszcza że z początku nie śmiejąc ja- 
wnie występować, działali raczćj skrycie, w prywatnych rozmo- 
wach i zebraniach wiarę katolicką podkopując i nowości swoje 
wprowadzając. Uo takowych prócz wymienionego już Iłży, tudzież 
wspomnianych już dawnićj Marcina 61os8y i Jana z Koźmina, oba 
jakiś czas profesorów na uniwersytecie Krakowskim, z których 
dmgi był potćm kaznodzieją Zygmunta Augusta; obok Wawrzyńca 
z Prasznyża, zwanego Discordią '), który także póżnićj był ka- 
znodzieją na dworze królewicza, tudzież Marcina z Opoczna nior 
(jmfra arfiiim, nauczyciela młodzieży w domu Piotra Kmity, któ- 
rego Erazm Otwinowski (obacz Hei-oes Chi-iMutni altem pars^ na 
początku) nazywa swoim nauczycielem, i o którym póżnićj mówić 
będziemy, należeli mieszczanie Krakowscy jak Gutteterowie (z któ- 
rych o jednym Zygmuncie rajcy Krakowskim jako zasłużonym 
Ewangeliku wspomina Węgierski Slawnia reformata p. 129), 
Fogelwederowie, Pernusowie, doktor Różanka, Wierzbiętowie 
(z których jeden Maciej, późniejszy ławnik krakowski i urzędnik 
kościoła reformowanego w Krakowie, od roku 1556 do 1559 
miał drukarnię w Krakowie, w której wiele dzieł różnowier- 
czych potajemnie tłoczył, zakazywanych potem i niszczonych 
przez władzę duchowną: drugi Jędrzej, który zprofanował i złu- 
pii kościół w Sprysowy w dekanacie Sandeckim, jak świadczy 

') Że ten Discordią był rzeczywiście discordią (niezgodą) et re 
et iiomine, oraz że się dopuszczał wielu zgorszeń, przez co nawet 
królowi wstrętnym si^' zrobił, świadczy Lubieniecki (Historia re/ormu- 
tioiiis Pol: p. 21) który pisze: Lnurentius Prasnicitts, alias Discordią 
nomine et re, Cosmini almulus tjui non pauca patrabat scandula, 
ideoqt(e ariribtiS et onilis Reijiis ingrattis, ita ut illo (Cosminio) inorluo, 
hic in corde regis mdlum ver tatis profectwn facere potuerit , quia 
nte volebat, nee tam sancto tninisterio dignus erat. Że w r. 1566 
mieszkał w Żarnowcu, wspomina wizyta Padniewskiego (w wizycie 
dekanatu Lelowskiego w osobayni mniejszego formatu rejestrze), 
przyczem wizytator bardzo o nim niepochlebnie się wyraża, pisząc; 
^ubi (in Żarnowiec) praeter Disrorilinm npostatam sceleratissimuin do- 
tnieilium sibi isthin Jigetllem, ijuamcis C/ięcinum migriitiirum acrepi, 
nil reprthendendum , ut sunt tcupora, offendi." Napisał ten Wawrzy- 
niec z Prasnyża z Interskiego swojego stanowiska: Nauka o pra- 
wdziwej i fałszywej pokucie 1559 r. — i przypisał to Mikołajowi 
Czarnemu Radziwitowi wojewodzie wileńskieiiui. 





1^ SAKW W9Avmn.itów w wouscm. 



wńfta hadatwUf/wAM , a aakańe crrwr 
Bcnord W«jc:wjdka, ok^waid i dnkan Knkftwski. « ktńjdkte 
warfsdudi fńze Łakanewiez * , ie Inrli picnra,. ktonr i 
uAJp^ w Knkowie, tadzież w okafieacfc P iw mwie i 
■ńewaJł i « kU/rjeh jak i o widta jeaat iaajcli, jak AjeUen^, 
LeariMehack, UMUnęatk, jak o Łazana diakam, Goarnunie 
fMana ■icśdkia, Tradma pedap^a, tadzież o wida i ii mm Miii- 
kaek, a tiezeęiiaiij zlotoikaeh i gaitorzaeh Knkowskkk, któtyrh 
miABa podaje wufta Padaiewskiego, >a któnj aa wiek łat jmi 
nią hlęij swe wrzaawai^ i roisiewać atogli . raz jeszrze mówić be- 
dziea^r, fkoro miammiat aa podsuwie tejże wimr dokIadaią|- 
azy thnh ffńaiejsij jaż obiaz reHgijoTeh i moralajch stósoaków 
Krakowa yodamj. — Kiebezpieezaiejs^ini jednak od treh waay- 
fftkieh i o wiele jeszeze od nich eznmiejazTiBi byli maisi apostaci 
z zakonn Franeiszkanów, którzy z początku pod osłona sokioiki sa- 
konnćj, pf/tal6j jawnie błędy religijne szerzrli i którreh ałoszniedo 
pierwszych propagatorów reformy w Krakowie jak i po innych mia- 
staeh Polski i Litwy, policzyć możem. Z zakonem tym od niejakiego 
ezasa działo się źle w Polsce: zdaje się ie jako będący wolniej- 
szej regnif, w ezasach oddychających nieporządkiem i swawolą, 
nie miał doAć siły, aby członków swoich ntrzymać w kamośei 
i widocznie rozkładowi podpadał. Jeszcze w r. 1516 zaszedł w nim 
szkaradny wypadek, o którym pisze Bielski (luon: V 18l.\ tadzież 
Tomicyana (T. IV. XXI. XXIL XXIII, i, ie mnisi niektórzy z kla- 
s^ni krakowskiego zabili w nim przydanego sobie przełożon^o 
Wojciecha Fonty na, za to ie ich złe obyczaje karcił i do zacho- 
wania regnły i porządku klasztornego prowadził, za co pojmani 
i skoro pozwolenie od papieia nadeszło, na rynka ścięci, inni 
do Lipowca osądzeni zostali. Zygmunt I. tak był tym wypadkiem 
oburzony, ie odgraiał się, ie wypędzi wszystkich Franciszkanów 
z królestwa, gdyby sprawcy tćj zbrodni jak naleiy, ukarani nie 
zostali; a zarazem prosił papieia, aby przydał do Krakowa mę- 
tów prawych i uczonych, którzyby zaniedbaną w tym klasztorze 
dyscyplinę odnowili deinde mitti hic per generałem eorttm viros ali- 
qufm jiroltoK ft eruditOK mandet vra Saiictitas, qui ordinem eonim 
redujant in ditwAjHiwtnt et dehitum modtnn eiiendi: idqw cum nnis 
dtm nrchiej)incoj>iii reijni niei, qui fratrum i^łortim nmidicantimn ra- 

') Dzieje kościołów wyznania helweckiego w Małopolsce str. 9. 



F&ANCJSZEK ŁISHANIN. 



189 



ibunde coynitos habent et Ulm ob eorum 
exeniptioms coerceff non muli uf. Tmiiicinua T. IV. XXII.). Czyto 
w skutek tego wołania, czyli też prócz tego w skutek braku 
członków (w r. 1617 po śmierci ostatniego prowincjała Walentego 
z Krosna, odłączyła się prowincya czeska od polskiój), przyby- 
wali teraz do klasztoru w większej liczbie cudzoziemcy Włosi, 
a między innymi Franciszek Lismanin, rodem z Korhi, który 
ukończywszy nauki we Włoszech wstąpił do zakonu Franciszka- 
nów, został doktorem teologii, a przez swoich przyjaciół Włochów, 
którzy byli na dworze Bony, jak pisze Friese (Beiłrage II. 247), 
namówiony, przeniósł się do Polski, gdzie zyskawszy wziętość na 
dworze przez układność i wymowę swoje , został kaznodzieją 
włoskim na dworze królowej, kustoszem konwentu krakowskiego, 
a niedługo i spowiednikiem Bony. Kiedy by jednak to przybycie 
jego do Polski nastąpiło, dokładnie wiadomćm nie jest , jedyne 
bowiem, jak się zdaje, źródło, z któregoby dokładniejszą o tem 
powziąśó można wiadomość, archiwum Franciszkańskie w Krako- 
wie, w czasie pożaru Krakowa w r. 1850 spalon($m zostało '). 
Zdaje się jednak, że Lismanin w pierwszych chwilach swego pobytu 
w Polsce wcale jeszcze heretykiem nie był, choć zarody herezyi 
przez czytanie dzieł reformatorskich nabyte, mogły już w umyśle 
jego kiełkować. W r. 153tS za wpływem Bony zostaje on pro- 
wincyałem zakonu swego w Polsce, oraz komisarzem klasztorów 
reguły św. Klary,- w roku zaś 1544 na urzędzie prowincyała po- 
twierdzony. Około tego czasu dopiero wyraźniejszemi się stają 



I 



') WedJug A. F. A. (Adamowicza) Kościół Augsburski w Wilnie. 
Kronika 1855. str. B. przybycie to Lisnianina mnsiałoby nastąpić 
dobrze przed r. 1.521, albowiem już w r. 1521 znajdujemy go, jak 
pisze tenże, mieszkajiicego w Wilnie w klasztorze Franciszkańskim 
Panny Maryi na Piaskach. Gdy jednak zaraz nieco niżt^j tenże A, F. 
A. podaje niczym nieuzasadnioną wiadomość, powołując się jedynie 
na Kantza Reliijions-geschichfe (>, .*>. , (któreto dzieło, o ile wiemy, 
pod tym tytułem wcale nie ejystnje, ale tylko pod tytułem: Beli- 
gionis evangelieae fata in Potofwa), jakoby Zygmunt, I w r. 1522 wy- 
słał Llsmanina do Lutra, aby ten da! dla Polski Dauczj'cieli, co zre- 
sztą wobec znanego usposobienia Zygmunta, prostym tylko mogłoby 
być Kantza wymysłem: więc i twierdzenie A. F. A. o pobycie już 
w r, 1521 Lismanina w Wilnie mylnym bardzo być może, zwłaszcza, 
że nigdzie gdzieindziej wiadomości o tak wczesnem przybyciu Lisma- 
nina do Polski nie znajdujemy. 




( 



190 FRANCISZEK LISMAKIN. ^^^^^H 

jego dążności religijne, jakie mianowicie na schadzkach religijnych 
w domu Jana Trzycieskiego starego, którego nazywano także 
Andrzejem starszym, bibliopolą albo księgarzem, człowieka w he- 
brajskim, greckim i łacińskim języku biegłego, ucznia Erazma 
Roterdaniczyka, rozwijał, a naktóreto schadzki przychodzili oprócz 
Lisuianina wspomniany wyżej Wojewódka, tudzież Jakób Przy- 
łuski, pisarz grodzki krakowski; póżnićj zaś około r. 1545 An- 
drzej Frycz Modrzewski niedługo sekretarz Zygmunta Augusta, 
tudzież Adam Drzewiecki i Jakób Uchański kanonicy krakowscy 
i inni, o którychto wszystkich nieraz jeszcze mówić będziemy. 
W samym domu Lismanina (w klasztorze?), gdzie on CoHeijhiin 
llieoloijiae pritałiiti,J3Lko pisze Fi'iei« (Beitraijt II 48) utrzymywał, 
miały być także takie schadzki. Ze względu jednak na Bonę i na 
króla, tudzież na stanowisko swoje, musiał on ukrywać swoje mnie- 
mania; nie mogło jednak być, żeby te opinie, acz tajemnie roz- 
szerzane, nie miaiy wywrzeć swego wpływu na dworze, a nawet 
na samego młodego Zygmunta Augusta, którego był potdm nau- 
czycielem i powiernikiem. Sama Bona dała mu do czytania dzieła 
apostaty Ochina, a jioprzednio sprowadzał on potajemnie z zagra- 
nicy w wielkiej ilości protestanckie książki. Gorzej jeszcze odbił 
się wpływ I^ismanina własnym zakonie, a mianowicie na kon- 
wencie krakowskim, w którym znalazł on już za przybyciem swojem 
rozwolnienie reguły (jakkolwiek z początku swojego prowincyalstwa 
gorliwie nad podźwignieniem zakonu pracował, — obacz P^ncyklo- 
pedya Nowodworskiego T. V. l^anciszkanie w Polsce) — i co zwykle 
w takich razach bywa, skłonność do nowości religijnych. To też 
z żadnego zakonu w tym czasie nie znajdujemy tylu apostatów 
i krzewicieli nowych mniemań, co z zakonu Franciszkanów. Pod- 
czas kiedy Dominikanie stojąc silnie przy wierze, kościele i swćm 
powołaniu zakonnćm, nowych coraz wydawali z siebie obrońców 
wiary, którzy nic cofali się przed żadnym trudem ni ofiarą, aby 
tylko zbłąkanych nawrócić, prawdzie tryuml zapewnić i herezyą 
wykorzenić, czego dowodzą liczni inkwizytorowie i kaznodzieje 
z ich zakonu w tym okresie, jak Dominik Małachowski, kazno- 
dzieja królewski, inkwizytor jeneralny na Polskę, który z całą 
potęgą wiary uderzał na możnych odstępców, tak że tylko cu- 
dem od ich zasadzek wyratowany został (Fontatia Mouuniruta 
Domiiiiciiwi p. 476), jak póżnit5j około r. 1531 Adryan, suflragan 
poznański, jak Waleryan de Warso, najsławniejszy czasu swego 




OBEOŃCY WUEY U DOMINIKANÓW: APOSTACI D FRANCISZKANÓW. 191 



I 



I 



kaznodzieja, Marcin Szporn prowincyał; jak około 1540 Jakob 
Russius, Piotr z Sohaczewa, Jakób przeor krakowski, gorliwi 
inkwizytorzy; jak Hieronim inkwizytor krakowski, który w Toru- 
niu wielu heretyków nawrócił, jak Paweł Sarbiniusz z Poznania, 
którego zberetyczali Górkowie i Ostrorogowie w Warcie utopić 
chcieli (Foiitumi Moniiuitnta p. 476); jak już za Zygmunta Augu- 
sta Leonard dominikan, wspomniany już przez nas tłomacz Biblii, 
oraz Zygmunt, od Piotra Zborowskiego wojewody krakowskiego tak 
prześladowani, że się na ulicy pokazać nie mogli, jak Hieronim 
Cyranus od heretyków w r. 1567 w Gdańsku otruty (Bzowski Pro- 
jiayo divi Hijacinthi p. 73), jak uakoniee wielki kaznodzieja Mel- 
chior z Mościsk , który dysputy z heretykami staczał, królowi śmiało 
słowa prawdy mówił i wielu nawrócił, ostatni inkwizytor w Pol- 
sce, po którego śmierci dla braku exekucyi ustał urząd inkwizy- 
torski; jak współczesny z nim Łukasz Lwowczyk, który w War- 
szawie na wielu sejmach przemawiał, jak Cypryan, który w Wilnie 
wraz z pasterzem dyecezalnym, Pawłem Olszaiiskiiu drogę królowi 
zabiegł i od zboru do kościoła katolickiego pojirowadził; — podczas 
więc gdy zakon Dominikanów tylu pracownikami w tym czasie, 
jak w ogóle całym duchem swoim pochlubić się może, z zakonu 
Franciszkanów, nie ujmując mu bynajmniej dawniejszych lub pó- 
źniejszych zasług, mamy tylko w tym czasie kilku głośniejszych 
ai)0Statów i krzewicieli nowych o|)inii. Takimi byli prócz Lizma- 
nina: Stanisław z Opoczna brat wsponmianego Marcina, znamie- 
nity kaznodzieja, jak pisze Węgierski (kronika zboru krakowskiego 
str. 5), lecz przytem mocno podejrzany o wiarę, a na koniec jawny 
heretyk, jakiś Franciszek Litwin, Wojciech Kossakowski także 
Litwin, który czasowo bawił w Krakowie, Hieronim Włoch, Jan 
SSzołdra '), (ob. Łukaszewicz Dzieje wyzn. helw. w Małopolsce 
str. 9.), Alexy Rodeeki, co był potem pierwszym drukarzem 
w Rakowie (ob. Dzieduszyeki Skarga i jego wiek L 41.), Stanisław 
Rapegalan w Wilnie, o którym pó/niej, a nadto inni mniej znani, 
cały bowiem klasztor Franciszkanów w Wilnie mocno był podej- 
rzany o herezyą , (ob. A. F. A. kościół Augsburski w Wilnie str. 



') Z tych jednak Stanisław Opoczno i Jan Szoldra nawrócili się, 
jak widać ze sWw Lubienieckiego (op, cit. p. 21), r.aliis, ut verbi« 
Budzinii ular, ud vomitum rtdeuntibtis, uti Stanitlao Opoczno et Joann* 
Seoldra^. 




192 SCHADZKI BBŁIOUHE W KBAKOWIS. JAK TBZTCIBSKI. 

9. 15.), a i w innych klasztorach Franciszkańskich, jak np. w Le- 
lowie, (o czćm wizyta Padniewskiego m regestra minori) wielkie 
panowało rozprzęienie. Co do Lizmanina, gdy o nim, jako wygtę- 
pojącym takie w późniejszej epoce , nieraz mówić jeszcze będziemy, 
na teraz rzecz o nim przerywając, o innych aczestnikach wspo- 
mnianych powyżćj pierwszych schadzek religijnych w Krakowie 
powiedzieć chcemy. 

Do takowych przedewszystkiem należał, a może i głównym, 
a przynajmniej pierwszym ich organizatorem był Jan Trzycieski, 
lub jak niektórzy nazywają go ze względn na syna Andrzeja, 
Andrzćj starszy, nczeń £razma Boterdamczyka i biegły lingwista, 
szlachcie z ziemi krakowskiej, ojciec głośnego potćm Andrzeja, 
którema dał dobre początki w językach: greckim, łacińskim, 
a nawet w hebrajskim, lecz zarazem wpoił w niego zasady swoje 
reformatorskie, których był głównym w Polsce krzewicielem. M^ 
on własną bibliotekę, czy też księgarnię w domu Fołtyna w tyle 
szkoły Św. Anny, do którćj dzieła protestanckie sprowadzał, 
z których może czerpał Lismanin, a który takie sam znaczny 
zbiór książek protestanckich posiadał. (Krasiński Gesckkhte der 
lif/ormation in l'den -w tłomaoz. Lindan str. 57). — Drugim wa- 
żnym uczestnikiem tychże schadzek w Krakowie, był czynny także 
bardzo reformator Jakób Przy łuski, który był najprzód sekreta- 
rzem u znanego w historyi możnowładcy Piotra Kmity marszałka I 
wielkiego koronnego i wojewody krakowskiego, który go dla bie- 
głości równie w łacińskim jak i greckim języku wziął do domo 
Hwogo i do listów pisania używał. Dla karyery przyjął on potćm 
stan duchowny ■) i otrzymał od króla Zygmunta I. bogate probo- 
stwo w Mościskach w dyecezyi Przemyskiej. Nie długo jednak 
zostawał na nićm, bo odstąpiwszy nietylko od stanu duchownego, 
ale i od religii, publicznie się ożenił, a wsparty protekcyą Kmity, 

') Czyli był kapłanem, czy tylko klerykiem mniejszych święceń, 
niewiadomo. Zda^je się jednak że kapłanem, ani nawet klerykiem 
wyższy cli święceń nie był, nie słychać bowiem, aby ożenienie jego 
natrafiło na opór, tak jak u innych kapłanów, ze strony władzy dn- 
cliownfj. MojrH byli podówczas nawet klerycy mniejszych święcefi 
posiadać bonefirya dncliowne, a nawet osoby całkiem świeckie posia- 
dały takowe, jak tefro przykład w wizycie Padniewskiego, gdzie na 
33;i plebanii obsadzonych przez osoby dnchowne, 73 obsadzonych 
osobami świeckiemi znajdujemy. 



JAKÓB FBZTŁI78KI. 



193 



L jako i innych możnych różnowierców, otrzymał urząd pisarza gro- 
' dzkiego przemyskiego, a potćm ziemakiego krakowskiego, na któ- 
I rymto urzędzie mógł wielkie oddawać i oddawał zapewne nsłogi 
Teformacyi , mając całą exekucyą wyroków duchownych w ręku 
swoim. Jako pisarz grodzki przebywając często w Krakowie (miał 
bowiem wioskę Szczucin nad Wisłą, w którćj głównie przemie- 
8zkiw£^), bywał on na owych schadzkach i był jednym z nąj- 
czynniejszych członków owego koła, które się w Krakowie w ce- 
lach reformatorskich zawiązało. Idee te reformatorskie były dwoja- 
1 kie: jedne więcćj polityczne, a mianowicie tyczące się stosunku 
kościoła do państwa, inne odnoszące się do zmiany w samejże 
religii. Nie było jednak nigdy zgody co do tych ostatnich. Jedni 
bowiem, jak pisze Łukaszewicz (op. cit. str. 9), chcieli zaprowa- 
dzić luteranizm, dmdzy naukę Kalwma lub Zwinglego, inni nawet 
ntiwet naukę Aryusza, do których, być może, już podówczas 
skłaniał się Lizmanin. Modrzewski, który stał więcej na gruncie 
retormatorsko-politycznym , radził katolicyzm oczyścić i zaprowa- 
1 dzić nowy na szerokiej podstawie demokratycznej oparty kościół. 
Zgoła, jak mówi Łukaszewicz, (1. c.) na naradach owych pełnych 
zgiełka i swarów, nie można się było porozumieć, agodzić na 
jedno, chyba w samćm łajaniu i krzykach na papieztwo, na nie- 
przykładne życie mnichów i mniszek^ na zbytki wyższego ducho- 
I wieństwa; większość atoli przechylała się ciągle do nauk Kalwina. 
[ Co do Przyłuskiego, ten myśli swoje, jakie już podówczas zape- 
r wne tak w owem kole, jak i w innych prywatnych zebraniach 
rozszerzał, złożył w napisanem później przez siebie dziele: Leges, 
I seti słatuta ac jirmlegia Regni Pdoniae, omnia hacłeiuts magna ex 
[ j)nrt( vaga, confusa et sibi jtugnanfia in tisum lifipuUicae collecta 
(Kraków 1 553 in fdio), do któregoto dzieła napisał jeszcze na 5 
lat przedtem jakoby prospekt pod tytułem: Słatuta regni Pdoniae 
iiiethodica disposlfioiie , propłer faciliorem oniniuni caiisanim ex jurę 
I (iittigtto et vovo defiiiitionem conscripta (Kraków 1548 /// folio), 
któreto ostatnie dzieło w porównaniu z poprzednio przytoczonym 
jest jeszcze oględne, niewyraźne, jakby wszystkiego wypowie- 
dzieć się bojące, co dopiero w następnym Przyłnski uzupełnia, wy- 
' jawią, rozwija, zwracając się całkowicie przeciwko duchowieństwu 
i żądając wyraźnie narodowego kościoła, co dowodzi tylko, jak 
mówi Szujski (Odrodzenie i Reformacya Przegląd Polski z r. 1880 
str. 262.), jaki przewrót odbył się od r. 1548 do 1553, jak z nie- 

UiUJt Bsformłojrl w Police. T. I. 13 




i 




IM 

tuialjeh ttorji pottąińno do aym. PonMtawiąjąe w gnnde 
ntetj taią wtadi^ pnf Mjmach, krókrwi o tyle tylko wł^uią 
jak dotjehoas ftzjntzjt, idij j^ ib^ w zakresie pnyshigiąją- 
ejm dotąd tylko kośeiotowi nływać; iąda od ni^o, łeby miał snar 
joatott neezy boakidi i Indikieh, ieby niet^o jako 6wiecU, ale 
jako duchowny paaten rządził swoją trzodą, czyli eo na jedno 
wychodzi, ieby bjł kr6Iem-papiełan, a koidól narodowym. (Ob> 
Odrodimie i reform: Przeg. Pola. str. 263). Że księga ta będąca 
raezćj traktatem politycznym, nii zbiorem praw, które są w ni6j 
tendencyjnie kn obalenia powagi dnehowieństwa zestawione, nie 
^skała potwierdzenia naroda, ani króla, ie owszem zakazywaną 
i tępioną byta, dowodzi tylko, ie zdrowsze zapatrywania brały 
przecież górę w narodzie i nic dozwalały rzeczom pnyj^ ^^ ^^s**" 
tecznotei; daje ona njun jednak wiemy obraz tego, co chcieli re- 
formatorowie i co jnż zamierzali podówczas, gdy się na owe ro- 
zmowy reformatorskie schodzili. Umarł Przyłoski w r. 1554. — 
Gładszym od niego, nierównie więcćj wszechstronnie wykształco- 
nym, w kwestyach społecznych i politycznych jasno i głęboko 
myślącym; w rzeczach odnoszących się do dogmatu i religii często 
płytkim, za mało z istotą kościoła obeznanym ^), jedną miarą i we- 
dług jednćj modły racyonalistycznych idei rzeczy boskie i Indzkie 
obejmającym, jest pisarz, statysta, polityk i reformator ModrzewskL 
Dach to pod względem usposobienia, zdolności, wykształcenia, oraa 
owćj miary w postępowania najwięcć) zbliżony do Melanchtona, 
z którym też długie i przyjazne łączyły go stosunki ^). Urodzony 
w r. 1503 w Wolborzu, gdzie ojciec jego był wójtem, czyli najwyż- 
szym zwierzchnikiem sądowym i znaczne dochody posiadał, w r. 1517 



<) Sam Modrzewski przyznaje, Łe w zapatrywaniach swoich na 
kości6ł, a nawet na dogmata wiary powodował się opiniami róinowier- 
ców, których dzieła pochłaniał, nie wczytawszy się wprzódy w teolo- 
gów katolickich, ani nawet potom; — „eontineri non poteramus, quin 
legerernui, quod nobis offerebatur: aed Ua tamen, ut a primo sustine- 
remu$ amenium. Di/ficile esł enim teteres deponere religiones, qua» 
fere cum lacte ntUrieit imbibissemus. Yerumtamen ut qui in soU mul- 
tum ambulant, colorantur, etiamsi causa Mis alia ait ambulandi, 
guam ut colorentur: ita cum libr os, quos dixi, eognoscendi causa atten- 
Hus legissem, fieri non połerat, quin opiniones veteres minuerentur, 
notae eonciperentur.* Apostrophe ad Paulum Glogovium (Opp. p. 662). 

*) Dokładny życiorys Modrzewskiego : Andrzój Frycz Modrzewslti 
przez Małeckiego w tomie Y. Biblioteki Ossolińskich. 



FRTCZ HUDRZEW8KI. 



195 



jako cWopiec 14-letni przybył na akademię krakowską, na którój 
po dwóch latach otrzymawszy stopień bakałarza nrtium, w ciągu 
dalszego na ni^j pobytu miał sposobność zapoznania się z dziełami 
z łona reformacyi wyszłemi, które wkradły się już podówcza-; do 
Krakowa i które głównie rozszerzał wspomniany już przez nas 
Wawrzyniec Neoforensis z Wrocławia. Następnie przebywał na 
dworze możnej rodziny Łaskich, zkąd w r. 15i)4 odwiedziwszy 
Niemcy, poznał się zbliska z Melancbtonem , z którym żył przez 
3 lata w przyjacielskich stosunkach, których obrazem jest list 
Melanchtona do Wita Dietericha polecający Modrzewskiego, kiedy 
się ten ostatni w r. 1537 udawał do Norymberg!, a w którym 
tak o nim się Melanchton wyraża: ^Jakkolwiek sądzę, że Jędrzej 
Frycz Polak byłby ci i bez mego zalecenia miłym bardzo gościem 
(znam bowiem twoją gotowość w udzielaniu rad i pomocy), dałem 
jednakże jadącemu do ciebie list ten, ażebyś mn pomocy, którą 
i tak z własnej woli wyświadczysz, przez wzgląd na mnie tem 
chętnićj mu udzielił. Trzechletni przeszło z nim pobyt miłym 
i pożądanym był mi nie tyle z tego powodu, że zamiłowany jest 
w naukach, które i niy kochamy, ile że mnie często w trudnych 
razach radą wspomagał i w przykrycli okolicznościach wymową 
krzepił i uspokajał. Udaje się on do Norymbergi dla wydoskona- 
lenia się w języku niemieckim; miejsce to wybrał dlatego, że znaj- 
dzie tam wiele zabytków sztuki i że może korzystać z towarzy- 
stwa twojego i innych wielu uczonych tamecznych. Miasto wasze 
uważa za ognisko światła w Niemczech i dlatego zamierza jakiś 
czas tam zabawić. Uczynisz mi łaskę, jeżeli tego uczonego i pra- 
wego męża względami swemi zaszczycisz". Nie podlega wątpliwości, 
że to przestawanie z Melanchtonem i z innymi reformatorami X\ I 
wieku bujne nasiona reformacyi w umysł Modrzewskiego rzuciło. 
Wróciwszy do kraju około r. 154a zajął się najprzód instytucya- 
mi sjtółecznemi Polski i widząc w nich słusznie wielkie wady, 
starał się je poprawić. Pierwszą pracą jego na tern poiu było: 
Lascim .siec dc potiia honiicidii oratioiics qmih(or. Crinwie [ter Hic- 
rutiijmum Yktorem A. D. 1543. 8ą to rozprawy polityczne, żąda- 
jące, aby tak za zabójstwo kmiecia, jak i zabójstwo szlachcica 
jednaka była kara śmierci; dzieło głęboko sięgające w stosunki 
społeczne Polski, na nieszczęście kraju, skutkiem, to jest publi- 
czną uchwałą sejmową, w myśl tych rozpraw nie uwieńczone. Dru- 
gie podobnież polityczne, tylko o wszystkich już prawie instytu- 

13* 



J 



^W^ rSTCi HODBZJEWaftJ. 

cyack i zwyengaek aaroda ■Miwgi traktijąee dzido jest: De 
rtpMica ememdamia lAń ymmp». Onemie Ltumm Amin: esewdr- 
W ióSi V; aigeelaMŚm pnea Madnmnki^o. W dade tćm wi- 
•bć, jak zdrowe mTŚti i trafne nwagi, jakieoi aafeeehowana praca 
aatora, dopóki mówi o poprawie spóleeaeńatwa eywilo^o, opa- 
•zczają go jednak, kiedy wstcp«je aa aiewtaśeiwe sobie pole, gdy 
zaczyna mówić o reformie kościota i j^;o instytocyi ^księga IV 
o kofeide). Cznje etę, łe jest na obcym sobie gmocie, łe go po- 
rywa Mędne koto racyonalistyeznych idei, że zdrowy roznm po- 
party Wysokiem wykształceniem i miłością kraju, który mn byl 
dobrym przewodnikiem w badanin i ocenianin instytoeyi świeckich, 
nie wystarcza ma przecież, gdy go chce zrobić wyłącznym sędzią 
w rzeczach wiary, gdy kościół chce orządzać na swoje modłę, 
jakby jakie społeczeństwo świeckie. Jak człowiek nigdy nie może 
być twórcą religii la mówimy o religii prawdziwej i, tak samo nie 
może być nigdy twórca kościoła, który ma na celu religię tę jako 
dziedzictwo wieków przechować i otrzymać. Jak prawdy obja- 
wione przez Boga stanowiące treść i rdzeń religii, sa nieodmienne, 
tak samo i podstawy zasadnicze kościoła nie mogą alegać zmia- 
nie; jeżeli się zaś okaże potrzeba jakićj reformy z koniecznych 
ziemskich stosunkach kościoła wynikającej, wtedy kościół, jako 
mający swój od Boga ustanowiony samorząd, jako znający naj- 
lepiej i istotę i potrzeby swoje, sam jeden ma do tego prawo 
i sam jeden najlepićj potrzebną zmianę poznać, stósowność jćj 
ocenić, a nakoniec i przeprowadzić ją potrafi. Na tym szkopule 
rozbili się wszyscy relonuatorowie, którzy kościół na swoje mo- 
dłę reformować chcieli, na tym szkopule rozbił się i Modrzewski. 
Nie jest on wprawdzie bezwzględnym zwolennikieui kościoła na- 
rodowego jak Przyłnski; wie, że kościół prawdziwy nie może być 
innyin jak powszechnym, ale chciałby go osadzić na podstawie 
wyłącznie deiiiokratyczndj , chciałby, aby księża wychodzili z wy- 
borów ludu, biskupi z wyboru księży, papież z wyborów kardy- 
nałów i biskupów wszelkićj narodowości; a nad całym tak urzą- 
dzonym kościołem, aby czuwało koncylitmi złożone nietylko z du- 



') Pierwsze to jednak wydanie zawiera tylko trzy pierwsze 
ksic^: O obyczajach, o prawach i o wojnie. Doi»iero w dwóch dm- 
(flcli wydaniach w Bazylei 15.54 i 1659 znajdują się księga czwai"ta: 
O kościele — i piąta: o szkole. 



FBTCZ MODRZEWSKI. 



197 



chownych , ale i ze świeckich delegatów ze wszystkich krajów, nie- 
tylko od łacińskich, ale i od greckich odłączonych Chrześcian, któ- 
reby rozstrzygało w neczach wiary i najwyższą nawet nad papie- 
żem w myśl doktryny bazylejskićj zwierzchność miało: i oto go- 
towa utopia na wzór jakiejś idealnćj rzeczypospolitźj , która nic 
licząc się z naturą ludzką i z rzeczywistymi stosunkami, pragnąc 
nawet dobre, lecz ignorując boskie i niewzruszone urządzenie, jakie 
Chrystus Pan nadał kościołowi, a które jest raczćj republikańsko- 
monarchicznćm, jak czysto demokratycznym, największy zamęt 
i nieszczęście wprowadza. Myśl tę wyraził już Modrzewski w po- 
przednićm, bo jeszcze w r. 1546 napisanćm dziełka: Ad Regem, 
jmntificeH, prcsbi/feros et pojniUjs Pdoniac ornłio A. Fricii Modrenii dt 
Wyatin ad concilium christianuiti miiłcndis, Kraków u Scharfenbergera 
1546, w którćm przedstawia potrzebę, aby i świeccy do synodu po- 
wszechnego, jaki zwołał był już Paweł III, mogli byó przypuszczeni 
i żeby Polska w tym duchu wyborów dokonała. Dziełko to może 
być uważane jako wstęp i prooemiam do wspomnianego traktata 
o kościele w dziele De rmcndanda repuhlicn, w którymto traktacie 
prócz wspomnianych już reform, z namiętnością sekciarza żąda 
jeszcze dwóch rzeczy: zniesienia bezżeństwa księży i udzielania 
komunii św. pod obiema postaciami '). O dalszych kolejach i pi- 
smach Modrzewskiego, o wpływie jego na naród (mianowicie 
w czasie sejmn 1552 r.) i na młodego Zygmunta Augusta, którego 
od r. 1546 był sekretarzem, o zajściach jego z Orzechowskim, 
będziemy jeszcze nieraz mówić; tutaj wystarcza nam przytoczyć 
wspomnione myśli z najcelniejszych dzieł Modrzewskiego wyjęte, 
aby z nich poznać, jakito duch ożywiał go na owych schadzkach 
religijnych, do których około r. 1545 po powrocie swym z Nie- 
miec przystąpił (Węgierski: Kronika zboru krakowskiego, str. 4) 
i jakie na nich poglądy rozwijał, które nie były ani kalwińskie, 

') Traktat ten , który nosi tytuł liber (qtiartin) de Ecelesia 
i który Modrzewski w cztery lata dopiero po napisaniu drukował, 
umieszczony w dwóch drugich wydaniach oryginatu facińskiego, opu- 
szczony został w przekładzie poleldm Cypryana Bazylika (Losko 1577. 
Wilno 1770) jako heretycki. Od tego traktatu zawartego w dziele: 
de emendanda republica należy odróżnić osobne dzieło Modrzewskiego : 
De Ecelesia liher secundtis, które się składa z 13 luźnych traktatów 
kontrowersyjnych, różneini czasy od 1549 do 1556 napisanych, w któ- 
rych Modrzewski więcej jeszcze przechyla się do herezyi w różnych 
poj^tach , Jak w poprzednim traktacie de Eecleaia. 



U 



198 JAKÓB CCHAI^SEI. BERNARD WOJEWÓDKA. ^^M 

ani Interskie, ani żadnćj innćj sektj, ale właaae jego ntopisty- 
czno-reformatorskie, które właśnie dlatego podobały się w teoryi, 
ale gdy przychodziło do praktycznego ich zastosowania, jak mgła 
się rozwiewać masiały. 

Dwóch jeszcze duchownych przychodzi na te schadzki, kano- 
ników krakowskich : Jakób Uchański i Adam Drzewiecki, z których 
pierwszy znakomitą kiedyś odegra rolę w historyi reformacyi w Pol- 
sce. Urodzony z rodziny szlacheckiej na początku XVIgo w. odbył 
nauki kosztem Andrzeja Tęczyńskiego kasztelana krakowskiego, 
a następnie polecony przez tegoż, był przy boku Sebastyana Bra- 
nickiego referendarza koronnego, biskupa poznańskiego, gdzie na- 
był wielkiej znajomości w prawie krajowym. Gdj Tęczyński wy- 
bierał się do Ziemi Świętój , zlecił mu w zarząd obszerne dobra 
swoje, a niedługo poznała go Bona i widząc w nim wrodzone 
zdolności i naokę, używała go w rozlicznych sprawach sądowych, 
jakie miała w ogromnych posiadłościach swoich w Polsce i Li- 
twie. Za czćm poszło, że został sekretarzem królewskimf, a za 
służbą dworską przyszły nań i mniejsze godności duchowne. 
W r. 15li6 kanonik chełmski, prokurator prawny Zygmunta Au- 
gusta do sprawy z Kadziwiłami o rozgraniczenie dóbr Rajgrodzkich, 
w r. 1538 został kanonikiem krakowskim i w tymże roku refe- 
rendarzem koronnym duchownym, na którymto urzędzie dwanaście 
lat pracował. Na tćm stanowisku zastała go reforma religijna 
w Krakowie. Gdzie powziął pierwsze o ni6j myśli , czy na nau- 
kach w akademii krakowskiej , czy przez atycznośó z różnowier- 
cami, niewiadomo, zdaje się jednak, że ludzie ambitni, a do ta- 
kich należał Uchański, korzystają z każdej spo.sobności, aby 
się odznaczyć : gdy więc ruch religijny, jaki się podówczas odby- 
wał, nie był mu obcym, wmieszał się weń, aby w nim wybitną 
rolę odegrać. Zdaje się także, że poglądy Modrzewskiego silny 
nań wpływ wywarły, z którym żyt odtąd w nieustannej przy- 
jaźni. O Drzewieckim, oprócz tego, że się skłaniał do nowości 
religijnych i bywał na owych schadzkach, więcej nie wiemy; zato 
ważną dla nas osobistością jest Bernard Wojewódka obywatel 
i drukarz krakowski, nczeń Erazma Koterdamczyka, jeden z pier- 
wszych uczestników tych schadzek, który nietylko w Krakowie 
wiele dzieł ewangelickich drukował, ale nadto jak mówi emfa- 
tycznie przełożony zboru krakowskiego Węgierski (Kronika zboru 
krakows: str. 4), „gdy się światłość Ewangelii P. Jezusowej po 



KOŁO REFOBMATOBSEIS W KRAKOWIE. 



199 



I 



ca^ćj Polsce i Litwie znacznie hyia, rozeszła i rozjaśniła, ksiąie 
Radziwił Mikołaj wojewoda wileński w Brześcia Litewskim sta- 
rostwie swojćm dmkamię założywszy, z Krakowa był Wojewódkę 
do siebie do Brześcia litewskiego zaciągnął, za którego pracą 
wiele ksiąg ewangelickich z wielki^m pomnożeniem chwały Bo- 
żćj wydrukowanych wyszło". Drugi Węgierski pisze (Slatonia re- 
fonnata p. 124), że i Andrzej Zebrzydowski późniejszy biskup 
krakowski , miał w tych schadzkach udział , czemu o tyle trudno 
wlerzyd, że w r. 1542, kiedy te schadzki się rozpoczynały, on 
był już biskupem kamienieckim, a od r. 1544 chełmskim, chyba 
żeby się to odnosiło do schadzek tych jeszcze przed r. 1542. 
W każdym razie do koła tego musiało więcój osób należeć , choćby 
nie byli stałymi jego uczestnikami, koło to bowiem miało pewną 
siłę attrakcyjną dla tych, którzy wyraźnie lub niewyraźnie skła- 
niali się do nowości religijnych ; samo zaś także pracowało w tym 
celu, aby wciągnąć w siebie wszystkie żywioły w jakikolwiek 
sposób z wiarą ojców poróżnione. Zebrania jednak jego odbywały 
fiie po cichu, były całkiem natury prywatntSj; uczestnicy ich z oba- 
wy przed królem, przed prawem , przed panującą jeszcze prawo- 
wiernością; w własnych przytćm widokach, aby nie utracić stano- 
wiska lub godności , okrywali się ze swemi zdaniami i nie wystę- 
powali głośno: były to potoczki, które nieśmiało jeszcze płynęły, 
zanim z przybyciem adeptów, ze wzrostem nauk i prądów refor- 
macyjnych , z rozwolnieniem węzłów karności i posłuszeństwa, 
w wielką rzekę różnowierstwa wezbrały. Od tego koła, które 
«tanowi jakoby jądro reformacyi w Małopolsce, najłatwićjby nam 
było przejść do szerszych kół szlacheckich, które albo z niego 
początek wzięły, albo na wzór jego po różuych stronach Mało- 
polski się potworzyły; gdy jednak w tych kołach występąje 
przeważnie wyznanie wiary kalwińskie; przetóż wprzódy o po- 
czątku tćj sekty w Polsce i o wzroście jśj między szlachtą opo- 
wiedzieć musimy. 

Jak luteranizm szerzył się głównie w miastach i między 
ludnością niemiecką, tak kalwinizm znalazł dobre przyjęcie mię- 
dzy szlachtą polską, skłonną do nowości religijnych. Pochodziło 
to ztąd, jak już raz wspomnieliśmy, że luteranizm przychodził 
z Niemiec, od narodu, od którego Polacy nieraz ciężkich krzywd 
doświadczywszy i dopieroco krwawe wojny z nim ukończywszy, 
różniąc się przytćm od niego obyczajem, zwyczajem i całćm nspo- 




200 KAIiWUnZH "W WIELKOPOLSCE. ^^^^H 

sobieniem swoj^m, nigdy z nim sympatyzować nie mogli ; prze- ] 
ciwnie kalwinizm , ponieważ pochodził z Francyi , od naroda , do 
którego Polacy mieli wiele podobieństwa , i z którym mianowicie 
od obioru Henryka Walezyusza w coraz ściślejsze wchodzili stó- 
snnki, skoro się pojawił w Polsce, odraza prawie między szla- 
chtą znalazł zwolenników. Lnteranizm pierwszy był, który posta- 
wił nogę na ziemi polskiej, z wyjątkiem jednak miast, tudzież 
ziem pruskich, gdzie nawet szlachta w znacznej części zniemczała 
była, zakorzenić się na n\6j nie mógł, tak, że nawet te rodziny 
szlacheckie , które go przyjęły, z wyjątkiem może tylko Górków, 
Ossowskich i kilku innych, opuszczały go dla kalwinizmu. Oprócz 
pomienionćj sprzyjającej okoliczności a mianowicie, że przychodził 
z Francyi, w samćj naturze kalwinizmu dałyby się odszukać nie- 
które punkta, które go ponętniejazym czyniły. Sama surowośó 
zewnętrzna, jaką zaprowadzał Kalwin, tudzież ściślejsza organi- 
zacya gmin podobała się więcej, niż rozwalniająca wszystkie wę- 
zły moralne wolność Lutra; — prócz tego odrzucenie wszelkich 
form zewnętrznych i nagie bez wszelkich obrzędów nabożeństwo 
miały pewien nrok dla tych, którym śpiewy i niektóre obrzędy' 
luterskie zanadto jeszcze papiezkiemi były. Nawet fatalizm, który 
tak mocno cechnje naukę Kalwina i który wprost wynika z doktryny 
jego o bezwanmkowćj predestynacyi , mocą której Bóg pewną 
liczbę ludzi miał przeznaczyć na potępienie, pewną zaś liczbę na 
zbawienie bez względu na ich zasługi lub winy osobiste, aby na 
pierwszych okazać swoje sprawiedliwość, a na drugich miłosier- 
dzie: miasto wstrętu i oburzenia, badził ku sobie pociąg w nie- 
których umysłach; zwłaszcza, że nie da się zaprzeczyć , że takowa 
skłonność do wiary w fatalizm znajduje się w naturze ludzkićj. 
Kto był pierwszym , kto w Małopolsce szerzył zasady kalwińskie, 
trudno dociec, zdaje się jednak, że młódź Polska wracająca z Pa- 
ryża, z Strasburga, Bazylei, Genewy, przywiozła pierwsze o nim 
wiadomości. W Wielkopolsce pierwszym, który wystąpił z kalwi- 
nizmem był Andrzej Prażmowski, proboszcz czyli tćż wikary przy 
kościele św. Jana w Poznaniu, który około r. 1548 pod opieką 
Węgorzewskiego kawalera maltańskiego naukę tę rozsiewać po- 
czął. Skoro to spostrzegł Benedykt Izbieński biskup poznański, 
oddalił go natychmiast od kościoła ^), on zaś schronił się pod 

') Między Seklucjanem (usnnionym od kościoła w rokn 1525), 
a Prażmowskim, mamy jeszcze wiadomość o dwóch kapłanach herety- 



J 



PIEBWai KSIĘŻA APOSTACI W WIELKOPOLSCE. 



201 



opiekę Rafała Leszczyńskiego znanego nam wychowańcy Endorfina 
i osiadł w Radziejowie mieście krńlewskićm , którego starostą był 
Leszczyński, w ziemi kujawskiej, gdzie biskupem był Jan Droho- 
jewski , który żadnćj tamy nie kładł szerzącej się berezyi i owszem 
raz tym , drugi raz innym heretykom sprzyjał. Pod takowym bi- 
skupem i pod opieką Leszczyńskiego wziął się Prażmowski raźnie 
do dzieła i w krótkim stósankowo czasie zaprowadził, czyli 
właściwie wydarł katolikom z pomocą dziedziców kilkanaście 
kościołów na rzecz wyznania heiwecklego w trzech powiatach 
brzesko-kujawskim, kcyńskim i innowrocławskim , których głó- 
wnym kościołem był kościół w Radziejowie. Tu było siedlisko 
seniora całego wyznania , tu były szkoły i seminarium jego. Była 
to więc pierwsza organizacya kościelna akatolicka , jaka w Polsce 
zaprowadzoną została. Do pierwszych duchownych tego wyznania 
w Wielkiśjpolsce należeli jak pisze Łukaszewicz (O kościołach 
braci Czeskich str. 28) prócz Prażmowskiego : Marcin Czechowicz, 
który był najprzód katolickim proboszczem w Kurniku, póżniśj 
przeszedł do wyznania luterskiego, następnie do kalwińskiego. 



kach przy kościele św. Jfaryi Magdaleny w Poznaniu , którą przyta- 
cza Łukaszewicz (Obraz statystyczno-historyczny Poznania T. II. Btr. 
277 kronika miasta) z akt kapitulnych: „Tegoż roku (1546) w mie- 
siącach letnich były rozruchy w Poznaniu; do których powód daf 
Albert kaznodzieja przy kościele św. Maryi Magdaleny. Powstawał 
on z ambony przeciw nauce kościoła katolickiego, a znalazłszy stron- 
ników i przeciwników, rozsiał nieporozumienia i niezgodę pomiędzy 
mieszkańcami, która w otwarte nieprzyjaźni i rozruchy zamieniła 
się." Pod rokiem zaź 1548: „Dnia 17go lutego Stanisław Przybysła- 
wek, kaznodzieja przy kościele św. Maryi Magdaleny usuniony od 
urzędu, jako podejrzany o Interanizm, przywrócony został do niego 
od biskupa Izbieńskiego pod następąjącymi warunkami ; 1 o Aby przed 
kazaniem pozdrawiał N. M. Pannę według dawnego zwyczaju, 2o aby 
Indowi kazy wał o wzywaniu i czczeniu świętych Pańskich ; 3o aby 
powstawał przeciw gwałcicielom świąt; 4o aby dusze zmarłych pole- 
cał modlitwom wiernych ; aby kazywał przeciw komunikowaniu pod 
oboją postacią." Akta kapitulne. — Inni niewymienieni dotąd apostaci 
z księży katolickich w Wielkopolsce byli: Jan Łącki proboszcz w Mię- 
dzyrzeczu , który w r. 1.548 chwyciwszy się luteranizmu, kiedy Sta- 
nisław Myszkowski starosta międzyrzecki wsparł go swoją opieką 
i kościół katolicki w Międzyrzeczu luteranom oddał, pozostał pasto- 
rem w Międzyrzeczu. Tn należy także jakiś Jerzy pleban z Grodziska, 
tudzież Wojciech Serpentyn kanonik, który był pot^m pastorem 
n braci Czeskich w Koźminku i Łobżenicy (Węgierski SI. ref. p. 116). 



^ 



202 nSBiTSI KSIĘŻA AF06IACI V WTKŁSOPOtAS. 



do to^rańkiefo ^\ tudiiei Sunisiaw Lcumunki, naj- 
pn6d pcobona w Koniiiie i Tnszynie w WidkopolaM, następnie 
w r. 1551 kanonik przemyski i sekretarz Zjgmonta Augruta, 
a makonier kiedy praecied2 do wysnaoia ewaagełiekieigo i gdy. 
w doitka tego Dziadaski biskup przenyski odjął di wszystkie] 
prerogatywy i posady dnchowne i książki jego spalić kazał '), 



<) O tjm Cz«chowlczTi pine wipółenmy ■■ Aadrztj Warfocki, 
i kaznodzieja przy koMele iw. Jaaa w Wamawie , przj- 
t^m domacz i zaginiony obrońca wiary katolickiej przeciw nowatorom, 
w dziele: Apologia przedw lateranom, zwingUjanom , kalwinistom 
i nowochrzczeńcom (Kraków 1605): .Marcin Czechowicz urodzi) się 
katolikiem we wsi w kmiecym domn. Do lat dalszych przyszedłszy, 
dopiął sif jakoi powrozu dzwonniczego, ie w Zbąszynin dzwonnikiem 
zosta}. A widząc, ie Lntrowa wiarlu poptac^a. nda) się do ni^j, 
kt^Srs z czasem, gdy zai poczęta tanieć, do zwinglianów i kalwini- 
8t4}w poszedł. Naostatek wracając się z Genewy, dok^d byt posłany 
od jednego senatora w. księstwa litewskiego, wstąpił do nowochrzczefi- 
(kiego ministra, od którego wszystkiej sekty się wyuczywszy, zwin- 
gliaństwo porzucił i najprzód w Knjawach Niemojewskiego do siebie 
przewierzgnął i inszych, a pot6m zbór w Lublinie nowocbrzceński 
około rokn pańskiego 1363 pod marami załoir). Jałci stary, ale b^ 
dzieli iiniij tyl, bez wątpienia z Tnrltami zawoła: Ała, ała, ata, 
bo mn tego tylko nie dostaje do ostatniej perfekcyi ewangelickiej." 
Na marginesie położył Wargocki następujące słowa : -Żyw je«t, przeć 
się tego nie może i nie będzie, dla czego testimonium nie kładę ża- 
dnego." Łukaszewicz O kościołach braci Czeskich str. 29. Pisma jego 
wylicza Bock Ilisl. Soeianismi T. I. część I. str. 219. 

*) Równocześnie t. j. w r. 1555 zawezwał go przed sąd swój. 
Jak pińe Węgierski fSlar. reform, p. 412), a za nim Sandius, Bock 
i Lauterbach, Arcybiskup Gniezneński Mikołaj Dzierzgowski do Ło- 
wicza; kiedy jednak Lutomirski otoczony wielką liczbą krewnycli 
oraz przychylnćj sobie szlachty, a jak pisze Damalewicz (Seritt Arehi- 
epitc. Gnesn. p, 304) mając kilkuset zbrojnych ze sobą, przybył, nie 
wpuszczono go do zamkn z obawy zapewne jakiego gwałtu i ponie- 
waż trybunał arcybiskupi pod taką pressyą sądzić i wyrokować nie 
mógł. Był bowiem ten Lutomirsld synem Piotra podkomorzego sie- 
radzkiego i miał w Wielkopolsce licznych krewnych, których przy- 
kład Krupki i Orzechowskiego, tudzież powszechne podówczas zu- 
chwalstwo szlachty w obec biskupów ośmielało. Gdy zaś zaraz potćm, 
jak się pokazuje, odsądzono go zaocznie od beneficyów, jakie miał 
jeszcze w Wielkopolsce i kacerzem ogłoszono, napisał on , Wyznanie 
wiary Chrześciańsldćj Jego Król Mońci , Panom a Radom koronn3rm , 
X. Arcybiskupowi Gniezneńskiemu i wszem biskupom polslcim przez 
X. Stanisława Lutomierskiego podane, przez które wyznanie jako 



1 



KALWINIZM NA KUJAWACH. 



203 



po nieadalćj appellacyi do papieia, z luteranina kalwin, zanim 
postępując dalćj na tśj drodze potoczył się do socynianów. Zo- 
baczymy go wkrótce jako seniora zboru kalwińskiego w Pińczowie 
a niedługo już jako antytrynitarza na synodzie w Mordach w r. 
1563. Co do szlachty kujawskiej, ta nie czując nad sobą opieki 
pasterskiej biskupa, a może i innych duchownych, za przykła- 
dem Leszczyńskiego, Niemojewskiego, Krzysztofa Lasockiego 
(w łęczyckiem) i innych, cała prawie, jak pisze Łukaszewicz 
(o kościołach braci Czeskich str. 29), chwyciła się wyznania kal- 
wińskiego, dopóki przybyli w r. 1547 do Wielkopolski bracia 

[ Czescy now^j zmiany we wierze nie zaprowadzili, z początku 
tącząc się z kalwinami i od nich tolerowani, a następnie całko- 
wicie ich do wyznania i do obrządków swoich przeciągnąwszy, 

j co się stało mianowicie na synodzie w Ostrorogu w r. 1627, skoro 
senior wyznania kalwińskiego w Wielkopolsce Daniel Mikołajew- 
ski przyjął publicznie wraz ze wszystkimi podległymi sobie pa- 

[ storami wyznanie braci czeskich i w poczet seniorów tegoż wyznania 

I policzony został. 

Kiedy tak na Kujawach kalwinizm obchodził swoje tryumfy. 
Małopolsce już wczśniźj, bo prawie od r, 1544 szerzył się on 
i zyskiwał zwolenników między szlachtą '). Wspomnieliśmy już , 



niesłusznie kacerzem osijdzon jest, każdy obaczy". Drukowane w Kr6- 
', lewcn Pruskim przez Jana Daubmana 1551 r. Wnet potem prze- 
I Bzedłszy od luteranów do obozu kalwińskiego ożenił się z córk^ przy- 
byłego tymczasem do Polski głośnego herezyarchy Jana Łaskiego 
' 1 był seniorem w Pińczowie , a jak pisze Węgierski (1. c), że był 
I razem z Felixem Krudgerem i Janem Łaskim na synodzie w Wodzi- 
Isławin 1558 mianowany superintendentem zborów Małopolskich. O dal- 
jszćj jego działalnońci powiemy pfiżnićj. 

') Wypadałoby ztąd , że i pierwsze zbory, jakie się zaczęły 
[tworzyć na posiadłościach szlachty, należały do wyznania hel weckiego. 
[Wprawdzie mówi Węgierski (Slav. ref. p. 120), że „ów podział na 
'wyznanie luterskie, kalwińskie i braci czeskich, jaki się utrzymywał 
W Wielkopolsce , niema obecnie (tj. około 1650, kiedy pisał Węgier- 
ski) miejsca w Małopolsce, że tylko kupcy w Krakowie, którzy są 
, wyznania Angsborgskiego (luterskiego), ze Szląska w pewnych cza- 
|sach ministra teg6ż wyznania na posiadłość jakiego opiekuna wyzna- 
Inia swego poza Kraków przyzywają i tamże wieczerzę Pańska we- 
j dług swego obrządku obchodzą. Ci zaś którzy są w Lublinie kupcy, 
granicę Litwy do Sławatycz, (Sławatycze miasteczko w dzisiejszej 
idyecezyi Podlaskićj, gdzie Andrzej Leszczyński wojewoda brzesko- 



JAA. 



'. r.Jt4u » 




<i w i iwj « i ' .mi it 





■e0f iaimaaat. *%aĘaBs:. ^'KOsmrrsL '«rni!>i«n«n' 
««aSM CiMT jozMnc skus?'— hIim 

) 1«Aivw» isłsrwt Mj^.SsA.. trJ.Ti -wtzrKJói Sfr* wjjjiŁUł lońu : 
ttitff&łaA *«; yMfup^ftS. Sun. iWr t Sn^i-*^ łh huk ii«r»y 

^w>r«lr>4^v *A.C iu^*'ńAia>!:ęi. XF^* *rwtaią&ixTi ':f\ rafa 

■', 7, ''ł'<vjuv», W.TTj fTzytyH z Bfsą . !xb j^śżłk; za aii ■»■ 

«:f« titirisAzW, >k aJcdz/ ziai EzuŁ^t Btlj^r. ,^akaż Leju Si 
t/nff/yytrjr w r, ;^5] yi^rwczj raz d* KitŁo^a. wsMdl w 
x*ii^M\ tiUAyJk/, z LizmuaoKm . ak i z vi^h i&syaa iak pisgce Lb- 
M**l*<;k! 'Hht. r*X'/rm^ p. ł^^j, do kvć-ryeh pTZ*4*-»yzTstki«B t«r»płl- 
%\tmALttti /tf'/ Wf«<ii4rv poUezjt aal^źr. Brli jednak j-omi^dzT Hiai 
) •Ufi kat/zlfej, tek Bp. PrMp«r Prowana tnpnik wielicki (kttfrean 
tiimlnimttk l.nM*n\t*:U f. 13% zdaje ric wmawiaj arranizBit. bjl k»- 
i^ftikUM, p<H:k4«aBy a 00. Dominikanów w Krakowie _w trxed«j tar 
ptUy na prawo; : tylko brat j«t^o Trojan . dworzanin Bony i sya jeg*' 
AhnbMm byli akatolikami, a jak dę zdaje , kalwinamL 



PIEBW8I KSIĘŻA APOSTACI W MAŁOPOŁBOE. 



SOS 



•wiarę zmienili. Pierwszym z plebanów wiejskich w Małopolsce, 
który wiarę zmienił, był jak się zdaje, Felix Cruciger ze Szcze- , 
brzeszyna, proboszcz w Niedźwiedziu, który około r. 154(j wras 
z dziedzicem Niedźwiedzia Stanisławem Stadnickim przyjął refor- I 
macyą najprzód w duchu Lutra, potćm Kalwina, przyczćin piękny 
i bogato uposażony kościół w Niedźwiedzia na zbór kacerski za- 
mieniony został. O nim pisze Węgierski (Slav. reform, p. 408), ie i 
się wiele do zreformowania Małopolski przyczynił. Między listami 
Kalwina jest jeden list jego do Kalwina pod N. 311 i Kalwina do 
niego pod N. 320 (Węgierski tamże). Ścigany jako apostata przez 
władzę duchowną udał się około r. 1551 na dwór Jakóba Ostro- 
roga , późniejszego generała Wielkopolskiego, gdzie zaprzyjaźni- 
wszy się z braćmi Czeskimi i poznawszy ich organizacyę i obrządki, 
za powrotem do Małopolski osiadłszy w Secyminie miasteczka 
Stanisława Szafrańca, starał się takowe obrządki i organizacyę 
w Małopolsce jako superintendent zborów malopoiakich zajjrowa- 
dzić, a nawet całkowicie z braćmi czeskimi połączyć na synodzie 
w Koźminku 1555 r., o którym później. Umarł nagle w Secymi- 
nie w r. 1563. Drugim apostatą z plebana katolickiego, był Ja- 
kób Sylvius ze Śmilowa pleban w Chrzęcicach własności Hiero- 
nima Filipowskiego, który bądżto z namowy kollatora, bądź 
z własnego popędu w r. 1547 wiary odstąpił, a następnie był 
pierwszym, który w Pińczowie jako pastor zboru Pinczowskiego ' 
nsanąwszy Mszę Św., wieczerzę Pańską według rytu Kalwina 
odprawił dnia 25 listopada 1550 r. ') Potźm wrócił do Chrzęcic 
jako kaznodzieja, a następnie był seniorem dystryktu Chęciń- 
skiego, pot<Sni Piotrkowskiego, potem Krakowskiego. (Węgierski 
I. c.). Żył długo, bo przynajmni<5j do r. 1583, inilcs eiiierilus, jak 
go nazywa Węgierski (1. c.) Niedalekimi od nich byli: Walenty 
pleban z Chrzczonowa dyecezyi krakowski($j, który chwyciwszy 
się nowości pojął żonę w r. 1549, zaco zapozwany przez Samuela 
Maciejowskiego biskupa krakowskiego, gdy Mikołaj Oleśnicki 
dziedzic Pińczowa, Mikołaj Rej z Nagłowic i Remigian Chełmski 
wzięli go w opiekę, bez sądu i bez kary tymczasowo zostawiony 
został; tudzież Mikołaj pleban z Kurowa apostata, który wtrą- 
cony do więzienia przez następcę Maciejowskiego Andrzeja Zebrzy- 



') Węgierski Siar. reform, p. 413. 
*) Węgierski Ibidem p. 209. 




m 



tfSK 



vedlag siroaa^ bardzo i pnecada^, od a&ogo xie> 
ze wgpófciełB j t ł , o ik vieay, v tea tpoaDli aie j 
•^ r6»teri Fełikn Kndgcn '^•, którj rówBooeiaie 
Zełr^dowskkfo v widki^ tego ołtitakgo wal 
Bajpnód gi«dem a wi ri o a im , a w koara x roikazn tepóż Zefaraf- 
dowduefTO zabirnn miał zostać. — Dalej ida apoctad z djet«yi 
Pncayihkićj : Marcin z Opoczna, Jazy Tobolko, Hiertmiai Pi»- 
kanki, Marcin Krowieki, a nakooiec filjiurr v histaji aaai^ 
Staniilav Orzechowi^, ktMj choć nigdj nie brl ca&owityai 
apostatą, gdy jednak sprawa jego stała się glośoiejszą jak 
wszystkich i jakby osią, około której obracała się główna akeiym 
róinowiereów: gdy nadto odrębne, wyróżniające go od wnijilkiiił 
innych, a {szytćm wielce wpływowe jego stanowisko, jakie zigąt 
w bistoryi reformacyi w naszym knjn. szczególniejszą na niciga 
zwrócić każe nwagę , przetóż o nim osobno mówić i sprawę j^go 
na osobnćm miejscu traktować będziemy. Co do wsponuuonogo 
powyżćj Marcina z Opoczna, któiy jeszcze w Krakowie będąe 
okazywał się stronnikiem reformacyi , co jednak nie przeszkodiilB 
ma , żeby nie zosta) następnie przełożonym szpitala w Przemyifai, 
a zarazem proboszczem w Babicach dyecczyi Przemyskiej, któreto 
probostwo do kollacyi Piotra Kmity, a którego był nanczyeidem, 
jak jaż wyłćj wspomnieliśmy należało, — ten wezwany w r. 1547 
z powoda nank heretyckich, jakie rozsiewał, przed sąd biskopa 
Dziadoskiego, gdy prawowiemość swoje pn^sięgą stwierdzŚ, 
uwolniony został <A<fn Cod.--. c^J. XIII .*iii J I>fi;mhr: 1547). 
Nie musiało jednak to zaprzysiężenie prawowierności być prawdii- 
wćm , czy stałem , gdy bowiem w r. 1550 jak pisze X. Pawłów* 
ski tpi-f.iitii-lia mt-ra .«<-« .>»-/•/<■<< Epi<coporum Pmn: p. 26S uwaga^ 

'i Kf-Iacyc t^ Krncigera w obec braci Czeskich na s3rnodzie 
w Koźuiinkn w r. 1555 nczynioną, przytacza w całej osnowie Łu- 
kuzf.y-U-.z. iDzieje kość. wyzn. helw. w Małopolsce str. 12). Bzecz tę 
takie wprawdzie opowiada Lnbienlecki (Hisl. reform, p. 54), z tą atoli 
róinii^a , że według niego Knrowski nie przez nasłanego człowieka ma- 
czagą zabitym, ale głodem z rozkazn bisknpa zamoi-zonym został. 
Sama rótnoH tycli opowiadań w największe podejrzenie podaje ich 
prawdziwość, a niekt<}re tak przez Krncigera, jak i przez Lnbienie- 
ckiego przytoczone okoliczności, jak np. o zjedzeniu z glodn przez 
Korowskiego całi^j biblii z masłem, (zkąd miał masło, kiedy chleba 
nie miał), wskazują raczej, te całe to opowiadanie najwięcej na elFekt 
obrachowanem było. 



PI£BVSI KSIĘŻA AFOS^OI W ICAŁ0P0Ł8CB. 



807 



Stanisław Stadnicki dziedzic Dnbiecka dal ma do czytania książki 
heretyckie, on rozczytawszy się w takowych, coraz śmielej prze- 
ciw wierze występować począł; gdy zaś biskup pod dniem 18 
sierpnia powtórnie go przed sąd swój zacytował, zarzuconych 
sobie błędów nie zaprzeczył. Biskup pragnąc go na drodze prze- 
konania pozyskać, napomniał go najprzód po ojcowsku i dał ma 
czas do namysłu.^Gdy jednak powtórnie przed sąd biskupa miał 
być przyprowadzony, taki tłum szlachty (zapewne tźj, którą on 
jeszcze na dworze Piotra Kmity w duchu herezyi nauczał), oto- 
czył pałac biskupa, że tenże obawiając się jakiego gwałtu, sądy 
swoje z pałacu przeniósł do katedry; gdy zaś Opoczno, w któ- 
rym poparcie szlachty zatwardziałość powiększało, w żaden spo- 
sób do odwołania błędów swoich nakłonić się nie dał, kazał go 
zamknąć do więzienia, a dla bezpieczeństwa z Przemyśla do Ra- 
dymna przewieźć. Lecz tu właśnie gdy pod strażą był wieziony, 
straż ta przez szlachtę napadniętą i rozproszoną, on zaś oswobo- 
dzony i do Przemyśla na zamek odprowadzony został, zkąd po- 
tćm przy pomocy tejże szlachty uszedł ; poczćm gdy na termin , 
który mu biskup w Brzozowie pod dniem 5 września 15Ó0 r. 
jeszcze raz naznaczył, nie stanął, zaocznie exkomanikowanym, 
heretykiem ogłoszonym i od beneficyum odsądzonym został (Acfa 
Epiite: cni XIII. a. 1550). Dalsze losy Opoczny są nam niewia- 
dome, zdaje się jednak, że pozostał w swych błędach aż do 
śmjerci, jak wypływa ze słów Lnbienieckiego (op. dł. p. 29) >), 
tutaj zaś tę jedne jeszcze z przykładu jego uwagę dodać możemy, 
że jeżeli byli zheretyczali duchowni , którzy błędy heretyckie 
w umysłach szlachty zaszczepiali, to nawzajem szlachta ta przez swe 
moralne i fizyczne poparcie, jakie im udzielała, wiele się do ich zu- 
chwalstwa i zatwardziałości, która już sama z siebie jest cechą he- 
rezyi, przyczyniała, jak się to nie tylko na Marcinie z Opoczna,^ 
ale i na Lutoniirskim , Krowickim , Walentym z Cbrzczonowa i na 
innych pokazało. Obok Marcina z Opoczny znaleźli się jeszcze iuni 
blażniercy i odstępcy, jak Jerzy Tobołka i Hieronim Piekarski. 
Pierwszy z nich administrator parafii w Mościskach pod dniem 7 
sierpnia 1549 r. zawezwany przed sąd biskupi i przekonany, że 
czytał książki heretyckie, blażnił przeciw Najśw. Maryi Pannie, 



y Et qt(od nia.Timum ea( eonstanti ad eztremum initialis veri- 
iatia agnitae zelo elaritaimum. 




208 PIBBWBI KSIĘŻA AS08TACI W KAłiOPOIiSCB. KBOWIOKI. 

deklamowiit przeciw hierarchii kościelnćj i inne błędy Lutra ras- 
siewaZ, skoro się apokorzyl obiecigąc poprawę, za ii^tawienuni 
się Piotra Kniity wojewody krakowskiego otrzymał przebaczenie 
z pozwoleniem przeniesienia się do innćj dyeco^, aby tam pna 
czytanie książek teologicznych i przykład dobrych kajmanów 
w wierze katoliekićj się atwierdzió. Pokazało się jednak, ie oala 
ta jego skrnoha była udaną, albowiem skoro tylko otrzymał irai 
noś6, adał się zaraz do Stanisława Stadnickiego, który joi podów- 
czas do Dubiecka herezyą wprowadzać począł — i pod jego opidką 
z większą jeszcze jak dawnlćj zaciekłością błędy swoje rozsie- 
wać i lad do apostazyi podburzać począł. Przetoż potrtómie pod 
dniem 2 października 1549 r. przed sąd wezwany, gdy nie sta- 
nął, zaocznie eskomunikowanym i z dyecezyi wywołanym sostal 
(Acta Com: vd. XIII an. et die cit). Drugi Hieronim PiekanU 
pisban w Chyrowie, gdy jeszcze był wikarym w Radymnie, po- 
dejrzany o herezyę, przysięgą się od tego zarzutu oczyścił; w roka 
zaś 1650 przy instytucyi swźj na probostwo w Chyrowie pr^- 
rzekł uroczyście, że niczego uczyć nie będzie, coby było nie- 
zgodnćm z nauką katolicką (vol. Cons: XII tdt. Januar 1550). 
Atoli w r. 1554 udawszy się na Litwę, skoro tam pojął żonę 
i do heretyków tamtejszej prowincyi się przyłączył, również 
zaocznie exkomunikowanym i z dyecezyi Przemyskiej wywołanym 
został (Acta Episc- vd. XV. 1 Jtdii 1555). 

Następuje Marcin Krowicki, jeden z tych fatalnych hero- 
zyarchów, który nietylko całą swoją wiedzę i nie małe zdolności 
na usługi herezyi poświęcił, ale i w szkalowaniu i kłamliwAa 
przedstawianiu spraw i osób kościelnych wszystkich swoich to- 
warzyszy prześcignął. Był on synem ubogiego szlachcica i dlft- 
tego wysłany za granicę kosztem Piotra Kmity, aby się w uni- 
kach wyćwiczył, pocznwszy w sobie żyłkę nowatorską, gdy 
w tym czasie herezya w Niemczech się rozszerzała, udał się do 
Wittenbergi, gdzie, jak sam przyznaje w rozmowie z Dymitrem 
Solikowskun, arcybiskupem lwowskim, o którćj wspomina Reszka 
(De Atheismis et Phalarismis p. 203), jakiś czas Melanchtona g<»- 
liwym był słuchaczem. Napojony zdaniami Interskiemi, mimo 
tego, kiedy powrócił do kraju, przyjął święcenia kapłańskie dla 
karyery, a następnie był proboszczem w Sądowej Wiśni dyece- 
zyi Przemyskićj, a zarazem pisarzem dochodów w rozległych do- 
brach Piotra Kmity, jak mówi Górski (Vita Petri Kmithae); albo 



UAROnr KROWICKI. 

iTaczćj, jak mówi Orzechowski, zarządcą dóbr jego*). W tym 
■czasie zaprzyjaźnił się ze Stanisławem Orzechowskim, a będąc 
["wraz z nim w r. 1550 na sejmiku w Sądowej Wiśni, rozpuścił 
j-wodze językowi przeciw celibatowi duchownych, nie miarkując 
l«ię nawet obecnością biskupa Dziaduskiego, który tam także był 
[przytomny-). Gdy następnie począł nauczać, że komunia św. po- 
["winna być udzielana pod obiema postaciami i sam w ten sposób 
lliomunii św. udzielał, napomniany surowo od biskupa '') udał po- 
Iprawę, atoli już przy końcu tego roku 1550 wybrał się do wsi 
[Zurowic na Rusi niedaleko l'rzeworska do przyjaciela swego 
$tani.sława Orzechowskiego i tam w domu jego ożenił się z Ma- 
l^daleną Pobiedzińską, przez który to eksperyment, jak pisze X. 
[Pawłowski (I'iri)ii»liu sm-ra p. 270), chciał zapewne doświadczyć 
)rzechowski, jak mu się własne jogo ożenienie uda. Wiadomość 
[o tem małżeństwie, pełną przy tein obelg i potwarzy na kler ka- 
tolicki, przesłał jakiś Józef, domownik Stanisława Orzechowskiego, 
Isapewue z natchnienia swego pana, do rąk kapituły Przemyskiej, 
|która pismo to wręczyła biskupowi z zapytaniem, jak ma w t6j 
sprawie ku obronie czci swojej i całego duchownego stanu po- 
stąpić (Arta Ciii'. pro festo Ciiriimcis. lithl. Viih' rmnislia i<acru 
p. 270). W skutek tego i na wniosek instygatora biskupiego Kro- 
ricki przed sąd biskupi pod dniem 16 stycznia 1551 wezwany 



*) Sam on zresztą baiwisto i rubasznie dosyć wspomina o tj-ch 
pierwszych tak niezgodnych z powołaniem swojem zajęciach, gdy 
dziełku: .Obraz Antychrystów", tak swój własny obraz maluje: 
,1 któżby był rzekł przed dwieniadziesty lat, aby Krowicki, czło- 
►■wiek nikczemny, napiwszy się juchy dworskiój, zatkawszy sobie gębę 
chlebem i obroki Baalowymi , raajnc kilka set złotych intraty z du- 
chownych dochodów, będijc liałwocJiwalcą, żyjijc swawolnie, bawiąc 
Bię rejestry i inwentarzami, ni o czem nie myśląc, jedno o mamc- 
ie, a jakoby było przyczynić czynszów i dochodów Panu swemu, 
tftremu na on czas służył, zkąd też i sobie usfciwicznie ręce smaro- 
rał, z niemałjTu, a wszakoż doczesnym pożytkiem swoim, żeby ten 
lial kiedy zostać woźnjm bożem ?" itd. (Łukaszewicz Dzieje kość. 
ryzn. helw. na Litwie. T. II. p. MT). 
2) Premislia sacra p. 270. 

') O trzymaniu w więzieniu Krowickiego i snrowem obchodze- 
lin się z nim Dziaduskiego biskupa przemyskiego, co przywodzi i na 
to powstaje Łukaszewicz (1. c), nigdzie żadnej wzmianki nie znala- 
^słem. 

Dłicji! Brrcrmaejl * Polsce T. I. 




akr 



t) Że aeayt, łe 

w^. i it Vm Uąi 
w PneBjfis 




«./ Że tiitżHl pfzcdwk* Hric^« i praenr 
ImścmI*, X którjA wUe ńe ue nbfl. 

^/ A MlcMwe, it Aoi od bskapa wsfice Jan 
ifcicfo i S<aaHiava T»ii*»A iego kaaaa&ów hji 

łe takmre jest kapłMoa wołae. oa jediak 
«je«w9kieh ■pomiiea malfrfenro mwail. 
Zanatj te aa Bajwidoezaie^zjdi faktad t^nite. jak % jofai^ 
utnmj wóaij aa eda erpiarję danego przez Knnrkkiefo 
Bia, tak z itn^yttmaj ak odejmowały ma jeszeze nadziei 
baezeaia, bjle t jłko eheiat nznać Uąd swój i szezerze z I 
ńą pcrjednaifi. Ale Knnrieki, w któiym oddawna wrzalr jtek wm- 
naifimtiia hentjAie. nie stawS ńę, jak brio do przewidaeai^ 
przed bukapa. poezćm ezkomanikowanj, bcfetrkiem ogtoooaj, 
beoefiey<iw pozbawiony i z dyeeezyi wywołanr został. 'Acł. Comt. 
ml/ Pi. Janwtr l-'ii>lj. Gdj i Kmita odjął mu równocześnie po- 
Midę, jaką miał w dobrach j^o, bez chleba i bez dacha ixae2 
ńą teraz otwarcie w ramiona herezji i w Pińczowie pod skn^* 
dłami Oleśnickiego, jako zwolennik nowo powstającej beic^ 
Zwtn^iaóskićj, a raczej Stankarowskiej osiadł. Odbiegając eom 
bardzićj od nanki katolickićj, przeszedł on wkrótce do sekty no- 
wocbrzezeńców ■; i nie zatrzymał się aż w obozie Aryan , któiyck 
był jednym z pierwszych w Polsce krzewicieli i zwolenników. 
Zanim to jednak nastąpiło, wydał on zuchwałe pismo, rodzą) 
odezwy do narodu i króla *), w którćj pragnąc się nsprawiedli- 

'; Jak pisz*; Wargocki w wyż^j wspomnianej Apologii swoj^ 
•tr, 1H'J, miał Marcin Krowicki w wspomnianej także już powyź^ 
rozmówi*; na Podlasia w Mordach z Dymitrem Solikowskim, potśm 
arcybiiikafiem lwowskim „gdy go jnż teschno było, na ostatek bezecnik 
wymówić: A c6t jest chrzest dziecięcy, jedno łaźnią świńską!" 

") Cały ty tał tego pisma: Clirześczianskye , a iałobliwe napo- 
Binanye do Nayańniejssey iego kroliewskiey miloszczy Majestatn y do 



I 



MARCIN KROWICKI. '211 

wić, a na kościół katolicki, jak to zawsze czynili heretycy, całą 
przyczynę swego odstępstwa zwalić, miota najprzód najobrzy- 
dliwgze potwarze na kościół, a następnie wzywając króla i na- 
ród, aby opuścił za przykładem jego kościół katolicki, a prze- 
szedł do wyznawców czystej ewangelii, w końcu sam przecież 
dość otwarcie przyznaje, że obrażona miłość własna, gdy go 
Dziaduski karcił i upominał, a nakoniec z dyecezyi wygnał 
i chleba duchownego pozbawił, najgłówniejszym powodem do 
odstępstwa rau była. Po tej odezwie nic dziwnego, że Zebrzy- 
dowski, biskup krakowski, w którego dyecezyi Pińczów leżał, 
gdzie przebywał Krowicki, pragnął go dostać w swoje ręce; 
tóni bardziej, gdy prawa krajowe nie wystarczały, aby go nie- 
szkodliwym uczynić, odezwa zaś jego chciwie przez szlachtę ma 
Zopolską i ruską czytaną była. W tym celu użył on pewnego 
Paulina, który w Pińczowie, jako stronnik reformacyi w kla- 
sztorze pozostał, aby mu dopomógł do ujęcia Krowickiego, 
a który też zaprosiwszy tego ostatniego wraz z towarzyszem jego 
Witrelinem na wieczerzę do siebie w nieobecności Oleśnickiego, 
w czasie gdy biesiadowali, Maszkowskiemn dworzaninowi bisku- 
pa, który ukryty wraz z zbrojnymi ludźmi chwili sposobnej cze- 
kał, podstępnie go wydał. Ten związawszy Krowickiego i wrzu- 
ciwszy go na wóz ze słomą począł z nim spiesznie uchodzić, 
atoli dogonił go w lesie Baltazar Łukowski sędzia sandomierski 
raz z niektórymi ludźmi, którzy wydawszy okrzyk, jakoby 
ich wielu było, tak przestraszyli Slaszkowskiego, że zostawiwszy 
w ich ręku wóz wraz z Krowickim, sam ze strażą uciekł. Po 
tym wypadku Krowicki stał się jeszcze jadowitszym i prócz oso- 
bnego pisma, w którem opisuje całe to cudowne, jak je nazywa, 
wybawienie swoje, wydał on inne dziełko pod tytnfeiur ..Obraz 
Antychrystów", w którćm całą swoją żółć przeciwko ducliowień- 
stwu katolickiemu wylewa. Gdy zaś Zebrzydowski chcąc przy- 
najmniej lud wierny i szlachtę nie przejętą jeszcze błędnemi wyo- 

WBzysthkych Paoow wielkych, maljcli, bogathych y ubogich, na 
.Seyniyech bywajaczych, they slawney Korony Polskiey. Aby Pana 
Jesu Christusa przyjęli y Enangclya swyetlia. OdrznczywEsy Biedy 
y balwofalstwa Antichristowe y sliig yego. Marczjna Crowiczkego, 
pana Jezu Christusa glugi ubogyego. Drukowano w Magdeburku przez 
Michała Lctthera, Lyatha Narodzonego jiana naszego Jesu Christa 
1.5.54. — Gdy bowiem żadna z drukarni krakowskich tłoczyć tego 
pisma nie chciała, wydrukował je Micliał Lotter w llagdeburgu. 

14* 



( 



212 IlfNI APOSTACI Z DTECEZri PKZEMT8KIEJ. ^^H 

brażeniami ratować, wydał dziełko: „Krótka odpowiedź przez 
Andrzeja biskupa krakowskiego na artykuły obłedliwe Marcina 
Krowickiego; — zamykająca w sobie prawdziwą i potrzebną naukę 
o tćui zwłaszcza, o czćm dziś różnica jest najwiętsza w zakonie 
krześciaiiskim" 1556; gdy przytćm starał się go jeszcze raz poj- 
mać w domu Stanisława Lasockiego, Krowicki z większą jeszcze 
jak dotąd zajadłością odpowiedział w dziełku: .Obrona staro- 
żytnej nauki chrześciańskiej", Pińczów 1560; w następnym za^ 
roku 1501 wydał: ,. Obraz a kontrefet własny antykrystów z pi- 
sma świętego dostatecznie wymalowany i wystrychniony przez 
sługę słowa Pana Krystusowego, Marcina Krowickiego, dla prze- 
strogi ludziom krześciańskim na jaśnie podany", w której puszcza- 
jąc cugle całej swojej aż nadto dotąd wyuzdanej mowie, naj- 
większe obelgi na głowę kościoła i na członków bierarcliii miota. 
Jeżeli do tych pism Krowickiego dodamy jeszcze Apologię wię- 
kszą i Testament jego, tudzież wspomnimy o udziale jego w tło- 
maczeniu l>tblii RadziwiłłowskitSj, (posiadał bowiem język łaciński 
i grecki i znal nieco hebrajski), będziemy mieli obraz całej lite- 
rackiej działalności Krowickiego; ca do innych zaś równie zgu- 
bnych jak pisma jego czynności i kolei życia (Krowicki f 1574), 
gdy o nich nieraz jeszcze, mianowicie przy dziejach wewnętrznych 
herezyi mówić będziemy, przetoż na tdm cośmy powiedzieli, rzecz 
naszą o nim , a zarazem cały szereg znaczniejszych apostatów 
z grona kapłanów zamykając '), do liczniejszego nierównie sze- 



') Prócz Krowickiego i innych przed nim w dyecHzyi Przpmy- 
skif^j wymienionych apostatów, do liczb3' takowych w tejże dyecezyi 
należeli .jeszcze: Józef Jlenicki, proboszcz w Dubiecku, który z po- 
czątku ojiar! się silnie Stanisławowi Stadnicklejiiu, gdy tenie here- 
zyę do ruiliiecka wprowadzał, za co wygnany, gdy w Krzywczy 
niedaleko Przemyśla z ramienia biskujia rządcij kościoła ustanowiony 
został, nad spodziewanie począł sam tamże nową naukg opowiadać, ko- 
munią Św. udzielać pod obiema po.«taciami i inne nowości w duchu Lutra 
wprowadzał', za co exkoninnikowany i beneficjum pozbawiony (Voł. 
net. XV siili 7 Junii J.j5.'>), gdy się upokorzył i blijd odwołał, pod 
dniem 17 lipca 15IJ2 r., przebaczenie otrzymał. Podobnież postąpił An- 
drzej z Dynowa pleban w Dylągowy (wsi niedaleko Ituliiecka własności 
St. Stadniekiego, do której także ów Stadnicki lierezyę wprowadził), 
który gdy dla głoszenia nauk heretyckich ]iod d. 7 lipca 155y r. 
exkomnnikowanym i beneficynm pozbawiony został (vol. Epp. XV. ai*. 
ei <l. rj^ skoro pod dniem 7 maja następnego roku odprzysiągł się 
herezyi, od Walentego Herburta, podówczas już biskupa przemy- 




INNI APOSTACI Z DTEO: KRAK: ŁEONAUD ALTIFOLITA. 



213 



regn pierwszych odstępców od wiary ojców i opiekunów herezyi 
grona szlachty w Małopolsce przechodzimy; wprzódy jednak 



■kiego, przebaczenie otrzymał. Był i Albert z Rzeszowa, wikaryasz 
Iw Tyrawie wołoskiej, który gdy przeszedł do sekty luterskiej, pod 
1'dniem 11 czerwca 1559 exkomnnikowanyin i z dyecezyi wywołanym 
jsogtat (Act. Vol. XV). — Prdcz tych domowych odstępców przyby- 
[wali do dyecezyi pod nazw^ ministrów inni jaszcze apostaci, z któ- 
^ch niektórzy nalejteli dawniej do stanu duchownego, jak Albert 
ks Iłży, którego sprowadził Stadnicki do Dubiecka, Jakób z Strzyżowa 
tminister w Nowotańcu, potem w Oczwi; jakiś Kasper, nowy minister 
Iw Dubiecku, Stanisław z Opatowca minister w Jaćmierzu, Ambroży 
[Alman, Szlazak, minister w Krośnie i Kymanowie; Tyhurcy Borys- 
Isowski, który by! niegdyś przełożonym szpitala w Sanoku, potem 
Ipredykantem przy kościele św. Andrzeja w Rymanowie. Ci dwaj 
kostatni, również jak i inni, zostali exkomunikowani, a mianowicie 
lAlman pod dniem 6 marca 1555 r. (Acta Episc. vol XV.) ; Borysow- 
Iski zaś pod d. 2ti maja 1583 r. (Vifie Premislia sacra auetore Pa- 

piowski p. U7l). — Co do apostatów z dyecezju krakowskiej , do 
I takowych prócz wymienionych już powyżt^j, należy jeszcze jakiś Flo- 
Iłyan Głuchowski, zakonnik profes cysterski z Mogiły pod Krakowem, 
[który uciekł na Szląsk i tam apostatowawszy ożenił się; sprowadzony 

Jednak ztamtąd, czy t^ż kiedy sam wrócił, njfty, skazany został 
Iw r. 1545 za biskupa Gamrata na wieczne czasy do Lipowca, aby 
Itam in pane duloris et aqua lachrymaritm za swój grzech pokutował 
[(Acta Episc. Crac. eol. XXI p. 444). — Ważniejszym nierównie od 
iniego był Leonard z Wyszogrodu (Altipolita), jak się sam nazywał, 
"ibo rzeczywiście tam się urodził z rodziców szlacheckich na Mazowszu. 
[Nazywał się on Słonczewski i był najprzód Miechowitą t. j. z zakonn 
kStróżów grobu Chr. w Miechowie , a następnie proboszczem przy ko- 
iiciele sw. Jadwigi na Stradomin w Krakowie (kościół ten należał do 
iłliechowitów), przyczśm zasłynął z wymowy (eoneionafor disertissimus, 
yNakielaki in Miechów, cl. II , p. 67), będąc najprzód kaznodzieja, 
iprzy kościele Panny Maryi, pot^m przez Gamrata powołany po Ja- 

Icóbie z Kleparza na kaznodzieję zamkowego. W r. 154K został on 
fnawet biskupem kamienieckim. Że jednak poprzednio skłaniał się on 
fdo herezyi, mamy na to różne, nietylko ze strony samychże herety- 
] tyków, dowody. I tak Węgierski (Slav. reform, p. HO) pisze: Leon- 
\jMrdus etiam Episcoptts Caiiietiecensis j>robare s« Lutheri seripta osten- 
\ debat; Lnbieniecki zaś (Historia reform. Pol. p. 23) przygania mu, 
i-te ujęty widokami światowemi dar Boży w ziemi zakopał , a prawo 
I Starszeństwa jak Ezaw sprzedał za misę soczewicy. Waż ni ej szśm jed- 
ynak jest, że Akta kapituły kat. krak. pod dniem 23 maja 1544 r. 
Iw3'raźnie wspominają o nim, jako o takim , który w kazaniach swo- 
ilch występował przeciw głowie kościoła, zaprzeczał jej pierwszeń- 
' 8twa i powagi z wielki^m zgorszeniem , a nawet zepsuciem wiernych, 



a 



214 ŁBONABS AŁTtPOUTA. 

O sposobie rozchodzenia się różnowierstwa między szlachta, cboć 
króti^i i ogólny rys podać musimy. 



o co nawet osobny sąd na niego miał być złożonym. „Belatum fuit 
ad Dnos, quod Eximius Dnu* Doctor Leonardtii , praedieator in Ee- 
ele$ia S. Mariae m circulo Cracoviensi , ut gaepius in coneiotiibtu tuia, 
ita potisaimnm die kesteruo h. t. festo Aseetisionis Domini (22 maji) 
in conciont sita contra ordinem et slatum . SftiritiiaUm aererrime et 
pliu quam nńiiio invehfret et inclamaret in tnultia arliculia, praeciput 
łamen quod negaret etse vel debere fitri aliątiod cisibiU caput in Ee- 
eUsia Dei, detrahtns in hoe Summo Ponlifici Romano et Sedi iyu$, 
contra quem etiam in todem sermone multa acerba dixisae et incla- 
masse /eriur, cum mazimo plebia chrislianae seandalo et non mediorri 
cleri et totiua ordinis eccUsiastici indignitate et offensione. Itaque Dni 
praemisais tractatibut et deliberationibiis mulrtis ex pluralifate rotorttm 
concludentes cenatterunt, accipiendam esse stimmariam informationrm 
propter cotivireendum etindem Dnum Doctorem Leonardum in et'entu tie- 
gationin ijtsiua, ąuihui atteatałionibtts habitis et eotivocato eonsilio cum 
Eximiis Dnia S. Theologiae Doełoribua , Domino inguiaitori praviłatii 
haereticae rem eommitlendam fore alque tune id ^ quod aaliiMiia el 
conducibiliiit constiluendum videbitur, constiluere deerereruni (Ada 
aetontm Capituli Eaae Cath. Crae. Seaaio die Veiieris 23 Maji 1544.) — 
Miał Oli nadto ciiigłą i ścisłą zażyłość z Modrzewskim, którj' g'dy on 
został biskupem kamienieckim radował się wielce z tego i winszował 
nie tyle jemn tego zaszczytn, ile dyecezyi, że takiego biskupa po- 
zyskała. ^Cum te in episcoporum Collegium cooplatum eaae intelUxit- 
aein, Leonardę Altipolila, teneri non potui, quiii et iibi hune hono- 
ram a Deo immortali felicem et prosperum preearer, et populia illia, 
qui te aibi Epiacopom expetivenint publice gratularer. Etenint in 
hac bonorum tirorum laetitia, cum tu occasionem nactus es majorem 
tirtutis łuae exerc«ndae , nullam grati animi aignificationem dart, 
eaaet hominia et ingrati et Dei munera parum cognoaceiUia. MuUm 
annoa audivi te eoelealem aapientiam profilentem, vianiqiie ad srde* 
illas et domos beatorum certam et indubitatam praemonstrantem. Ad 
aimile te munua Eccleaia Camenecenaia voeavii tegue auum epiacojnim 
eaae voluit Ula inquatn eccleaia , quae ex Ha poptilia maximam partem 
eonatat , qui in caałria praeaidiiague Reipublicae veraantur. Magnum 
mihi hoe et aingulare militum de te judtcium , tuiague virtutibus ette 
tiaum eal Leonardę, qui quidem militea non ullam generia in te eX' 
eellenliam, non operaa illaa aulae praeałitaa , non nominia ex vilae 
eplendore comparatam eelebritatem : aed pitae integritatem , tempcran- 
tiam et moderationern naturac iuae , morum gravitatem , pietatem in 
Datm , in prarimum amorem, deinde hanc in Eccleaia Cracocienai 
dooenda aingularem et perpeluam aedulitatem animadrerterwif^. Mo- 
drzewski w dziełku : Orałio de legałia ad concilium Chriatianum mit- 
tendia. Cracorie 1546. Człowiek, którego, jak słusznie mówi Laka- 



r 




BZEOZ O RIAŁOBBZESKICH. 215 

Rozamowanle w rzeczach wiary było zawsze plagą, która 
trapiła i trapi jeszcze rodzaj ludzki. Ma ono za sobą pozór słu- 



szewicz (Dzieje kośd. wyzn. hel w. w MaJopolsce, sir. 8 nwagpa), ta- 
kiemi pochwatami obsypuje Modrzewski, musia} być niemałym w roz- 
krzewianiii zasad reformacyi pomocnikiem. Nawet na biskupstwie 
będąc ciągle jeszcze podejrzy wany był, że sprzyja herezyi i tylko 
się z tem tai, jak świadczy zdanie o nim kapituły krakowskiej, ja- 
kie w publicznym akcie, bo w jawnej i tak cennfj dla nas, danćj 
delegatom swoim na synod Piotrkowski w r. 1551 instrukcyi wyra- 
ziła: y^Dnus efiam Cameneeensit et is ferfur ease Lutheranus, sed 
interea tamen, dum ciipil, dum ambit , dum sperat optUenłiorem Epi- 
scopatum, metuens aliąua impedimerita , eomprimit quidem hanc im- 
pietaiem Littheratiam , quam tamen interdum expromit. Cnnversationem 
etiam }u%bcre ferlur cum haeretieis et cum ejus seabiei hominibus , qui 
etiam sua praedicatione exi8tens praedicator ad S. Ma>'iam Cracoviae, 
haeresi populum infecitj purgatorium sustulit , Sanclorum honorem, 
memoriam et invocationem abstulW^ . (Ob. Listy Zebrzydowskiego, 
wyd. Wislockiego, p. 483). Na tym jednak synodzie złożył on tak 
jak inni biskupi, szczegółowe wyznanie wiary katolicki^, co powin- 
noby wystarczyć do rozumienia, że jeżeli kiedyś błądził, to Jako 
biskup stanowczo się tycli błędów wyrzekł, (f 1563). Jeżeli jednak 
Słonczewski nigdy całkowicie od zarzntu herezyi uwolnionym być nie 
może, to twierdzenie Węgierskiego fSlavonia reform, p. 220), a za 
nim Lubienieckiego (Hist. reform, pol. p. 34), jakoby dwaj bracia 
' Białobrzescy, jpden opat Mogilski, drugi Jędrzejowski, pojęli żony, 
I ' bez żadnego źródła ni dowodu podane , w liczbę czystych bajek , 
a może i potwarzy, jeżli twierdzenie to umyślnie, a nie z niewiado- 
mości powstało, policzone być winno. W cał^m bowiem życiu obu 
Białobrzeskich ani śladu czegoś podobnego nie masz; owszem wiemy, 
że Białobrzeski Marcin, zakonu Cystersów, opat Mogilski, biskup 
Laodycejski i suffragan krakowski, w końcu biskuji Kamieniecki, 
słynął z roztropności, pobożności i nauki. Pisał on: Mały katechizm 
albo wizerunek wiary chrześclańskićj etc. Kraków 1567; powtóre: 
Orlhodoxa con/essio de uno Deo ex sacris litttrie descripta: Cracoviae 
1579, przeciw Aryanom; a nakoniec : Posłilla orthodoxa, t. j. wykład 
świętych ewangelij niedzielnj'ch i świąt uroczystych przez cały rok, 
w Krakowie 1581; na końcu Kazanie na pogrzebie Zygmunta Augu- 
sta. Tę Postillę synod Kujawski dyecezalny z r. 1586 fol. 32 zaleca 
wszystkim plebanom. Prócz tego wydal kilka książeczek i rytmy po 
polsku o Jobie i Tobiaszu. Ponieważ zbijał błędy heretyckie, jak 
pisze Niesiecki (Korona Polska I. 80), przetoź nienawidzili go dys- 
sydenci i w pismach i w mowacli swoich przeciw niemu występowali. 
Do Proszowic na sejmik od kapituły krako\v«kićj wysłany, wykazy- 
wał zwięźle, jak szkodliwą jest nowa konfederacya z r. 1573 de 
pace inłer ditsidentes habenda , tak wierze katolickiój jak i Rzeczy- 



iJ 








\0ic* neadacf* wiiwiii. ńki iwhiiii BOBiiT 
a B«giaL Ale «Cm i aksfoit. • bny iwii>j ą acf»i 

Uóe, la? aie ^irńć 

kufciftl airtylcft wt^j ■< 

t7«fe, ktiCczf (BO jak aaldy ńpni mmoA i aa wj 

frtrfilanne inii— fridacagwęo z wina |iriMiil in 

maum. tkm m ń t nm it} wzueifij, ak. idiy go ac-waj 

ie V tciB« rodzaja rozaaowaaia^ nadko kiedy jcA ezyity, 
p«zedai«(9WT i heUtnamr mmm. którego ażywa czlowidk, ab 
nof^ noan iadjwidaalaj, wlaAdwr zoeoboa każdeaiB edowia- 
k«wi, rv>ła7 w riiayth ładziack, a aa ktńy prócz pnTTodaoMiB» 
od Boga włanego i mtysćum ladzioB maićj lab w^eej irapdl- 
mtęo światła, jakby mepnmem gośóe składają się jeszcze: wjm- 
Imietiia aa kt^eh ksztaŁai i rozwijał się ów roznm, a 
ktt^eb pryzaiat patrrf on się na przedmiot; swego 
Bia ; naoMęttioiei, które jakby ujennym jakimi i w ewngUiay 
tarjgłen pneknpnja. na swoją stronę roznm człowieka i kizy w i ą 
sąd jego, a nakoniee miłoM własna, która wmawia w niego to 



ympiAMti, — J^rz<j zatf bnt jego rodzony, opat Jędrzejowski, liyt 
Jak plum Xf««fe<:ki {1. e.), lodzki, szczodrr. według powołania za- 
kranik, Zk^d więc mogła nróść bajka o o^enienin się tjch dwóch 
braci, kbira f o benrtyków, jak przjpnścić cbcemy. jakąś om^kf 
tjfikft za podsUwę mleć mogła? Nie zkądinąd, jak sa.dzimy, tylko 
t»i byli jenzeze później dwaj bracia Białobrzescy Mikołaj i Hieronim 
lodzi*! świeccy, wtpomnieni na seymie w r. 1620, którzy pojęli za 
*«ny dwift Hunkarowny, jak płaze Niesiecki (1. e.) być więc moie, 
*«! tycb dwóch braci wzięto za onycb dwóch braci opatów którzy 
ł>yll Indzie aławni I głośni — i tak się bajka ona do AVcgierskiego 
i Lobienieckiego do«tała. Dziwnieysza iednak rzecz, jak mógł antor 
Hi«t«ryi koifcioła polakiego (w Krakowie 1873) X Melchior Baliński 
nio opatrzyć się i bajkę ową o ożenieniu 8ię obn opatów za Łubie- 
nieckim Jako prawdę powtórzyć (T. II str. 94), tudzież wprzódy 
Jeszcze iJzieduszycki w dziele swojćm „Piotr Skarga i jego wiek* 
T. I str. 48 to samo napisać. 



HEBEZTB XTI. WIBKU MIS WYNOSZĄ SIĘ PONAD WIABĘ. 



wszystko, cokolwiek na jego korzyść przemawiać może; pomi- 
nąwszy więe już to wszystko, w samćm użyciu rozumu i wyzna- 
czeniu mu właściwego obok wiary stanowiska mylili się i mylą 
często ludzie, bądżto przeceniając rozum i stawiając go ponad 
wiarę, bądźto uważając go jako zbyteczny w przedmiotach wiary 
i wykluczając w takowych jego użycie, kiedy, jak mówi koncy- 
linm watykańskie, .wiara i rozum wzajemnie sobie dopomagać 
powinny, ponieważ rozum prawdziwy wykazuje podstawy wiary 
i oświecony j6j Awiatłem do lepszego poznania rzeczy boskich 
się przyczynia; wiara zaś uwalnia i strzeże rozum od błędów 
i wielorakiem poznaniem go obdarza, (quum recta ratio fid^i fun- 
damiuła demonstirf fjusgui' luminr illusfrała rentm dirinanau ncien- 
' tiam excdat, fides vero rationem ab erroribus liberet et tueatur 
eatnque multiplici cognifionc inułniał. — Consłifufin dofiniatira ds 
fuh et ratione. (.'ajnit IV}. Co do stawiania jednak rozumu po- 
nad wiarę, a raczćj ignorowania przez rozum tćj ostatniej, tako- 
wego w XVI wieku jeszcze nie było — i owszem nowatorowie 
przyznając w zasadzie cały wpływ i znaczenie wierze i na ni^j 
nawet jakby na łundaniencie całe swoje systemy opierając, zda- 
wali się być wrogami właściwego racyonalizmu, jaki dopiero pó- 
źniej z ich systemów się wykłuł; z drugiej strony jednak ude- 
rzając w kościół (który nam poręcza prawdziwość naszćj wiary 
i strzeże jćj czystości) i zaprzeczając nieomyln<5j jego powagi, 
a w miejscu jćj stawiając indywidualny z całą jego dumą i nieu- 
dolnością rozum ludzki, takie zamieszanie wprowadzili w samejże 
wierze, że nie długo czekać było na tea ostatni działania ich re- 
zultat i na ten fatalny w dziejach różnowierstwa wynik, że tyle 
było prawie wiar, ile głów, — quot cajiiln, tot sensus. Z całego 
bowiem tak bogatego w najważniejsze dla człowieka prawdy 
i tak silnie spojonego gmachu nauki katolickićj, że pierwsza 
prawda jest w ostatnićj, a ostatnia w pierwszćj, nowatorowie 
burząc wszystko, nie pozostawili nic, jak tylko pismo święte 
jako jedyne źródło wiary, (a które konsekwentnie, po obaleniu 
powagi kościoła, także jeszcze zakwestyonować mogli byli, ') gdy- 
by się nie byli obawiali ostatniego pomostu łączącego ich z chrze- 
ściaństwem utracić); gdy zaś pismo Św. potrzebowało koniecznie 



>) Ego Evangelio non crederem , niai me Ecclesiae catholicae 
moveret auctoritas. S(. Gregorius M. 



tv 



escfflś fiHM«egft, x* takuwj w kann Boodi iisiMK n^m k»- 
il^l^ cstowicica, ttsaacaie oc tern, wbcew iiiiiiiiiiBii wie- 
iulOT ł whnm wtamtma. foAmmam. ie pifii śv. jest iiji 
jjMM i ie je kai^ ofawick mammiti i tiommatm jegę hfi 
mtAt'-,. fMtad uui^wiMf «kruexjIo jikbj dr^p 
ezfMńk «iMfc wiaiy: wankże aie t» raaaowaue, gadaweii 
Mcac, jakie dAfMncaa i jakie aswet poekwaia kaściol, 
w gnaieaeb aaaki koieieiaćj, w gnaieadk wskazaajck 
aatarą naamm ladzkiego podKCe, ak roaBomBie »t*»»i* do- 
w«lae i bez ładnego kanaka, podsawająee acoo pian iwięle- 
■n aa)dzik«ze yimjtlj i fiutazye anabaptjad w kk octataićj 
t. j. koonauitjezaćj formk, indepeadend, kireflery eCe.> ioih- 
dzająee powoli kaide wyznanie i ezjnia.ee niepodobną na koAn 
każdą rtiifi^ Zmaam jednak to nastąpiło i zanim dla 
dal«ena rozkładowi posoni^ aię ai do dngiej 
Ł. j. aż do ażycia gwalta i zastówwaaia owćj wprost ptieti w a ^ 
pkrwffjDi zapowiedziom reformaryi zasady: eujtu rtęio, Slim re- 
ligio OtUfti}, fnyta*jtmj, głównym tw<kt:ą był abaolatyim kaią- 
iąt, ak ko którćj parła takie wedłag owćj znanćj zasady, ie 
ostateeuiośet si< stykają, owa szalona, wyzwolona z pod want 
kiego roziunnego wpływa i kionnka wolność rozumowania), ro- 

') Tak oiwiadezył Lat«r: „ Wenn eueh aber Jemand wm Jmun 
antMttt und tprieht , man nm$$ der Vster AiuUgung kabem, dU 
Hehri/t »ei tunkd, $oUt ikr anłteorten, a sei nieht mhr. Et itt amf 
Erdtn kńn klerer Buch genekrieben, denn die heilige Sekri/f. Pned 
tmUsrcią Uytnęio ma przecież lepsze poznanie i napisał: YirgiPs 
HeMftrgediehte kann keiner rentehen, der nieht 5 Jahre ein StihSftr 
ceu>t$0n, VirgiV* Landbau keiner^ der nicht 5 Jahre ein Landmann 
cmum, (Heero'$ Briefe keiner, der nieht 20 Jahre einen Staat 
regirt hat, Die k, Sekrift $oU keiner hinreichend gesehmeekt eu haben 
$eheinen, wer nieht 100 Jahre mit den Propheten Eliaa und Eiiaa, 
mit Johannet dem THu/er, mit Chritto und mit den Aposteln die 
Kirehe regirt hat. 

Hanc tu ne ditinam Aenetda tenta, 

Hed petłigia pronua adora. 

Wir tind Betiler, dies i$t Wahrheit. 

jilsog^t KirehniijeieMchte 1855 p. 752. 



DISPCTY SELIOIJNE I WYDANB PRZECIW NUC UCHWAZiY BTNODÓW. 219 



I 



I 



zamowanio to, czyli raczźj ściślej się wyrażając, owo dowolne 
według własnego widzimisię tłomaczenie pisma Św., powitano 
jako cenny wielce i sprawiedliwy dar przyznany ogółowi wier- 
nych przez reformatorów, jako wolność ewangeliczną, jako do- 
zwoloną teraz dopiero możność czerpania z samejże krynicy czy- 
stego słowa Bożego, jako samo słowo Boże, a nadewszystko jako 
oppozycyą przeciw kościołowi, który jakoby zazdrośnie i egoi- 
stycznie trzymał dotąd toż słowo Boże w ukryciu, albo błędnie 
i jednostronnie je tlomaczył. Szczególniej w Polsce, gdzie prze- 
sadzone idee wolności i wyzwolenia z pod wszelkiego prawa i po- 
wagi górę brać zaczynały i gdzie oppozycyą przeciw kościołowi, 
jeżeli nie tak zawziętą jak w Niemczech, to przynajmniej nie 
najmniejszą była, dysknsya w przedmiotach wiary znalazła grunt 
przychylny, a podsycana i utrzymywana przez nowatorów i roz- 
licznych ich agentów, przez młodzież wracającą ze szkół zagra- 
nicznych, przez książki heretyckie i podburzające, które w wiel- 
kićj ilości rozrzucano po kraju, stawała się coraz śmielszą, 
a przytćm coraz rozpasańszą , tak iż roztrząsano tajemnice wiary 
nawet wśród biesiad i kielichów, bez żadnego dla tychże taje- 
mnic uszanowania, czemu synod Piotrkowski z r. 1542 stara się 
zapobiedz, zakazując tak świeckim jak i duchownym takowego 
przy ucztach i pijatykach roztrząsania pod karami na to przepi- 
sanenii ; między zaś dekretami synodu prowincyonalnego Łęczyc- 
kiego z r. 1547 znajduje się podobny zakaz, który biorąc na 
owagę, że w Pols«-'e takie spory i zatargi o wiarę często bywają 
i że nieraz wśród biesiad i kielichów tajemnice wiary rozbierane 
i ustawy kościelne, które wieki stworzyły i które oddawna już 
na synodach rozstrzygnione i uświęcone zostały, teraz w wątpli- 
wość podawane zostają, najsurowićj zabrania podobnych rozpraw 
pod karami świeckiemi i duchownemi , jakie biskupi na przestępu- 
jących rozciągnąć mają '). Gdy atoli mimo tych zakazów takowe 



') Perpendeni etiam s. Sytwdui, teneranda mittlmria et arcana 
fidei prophatiari , ac per hoe religioni eatholicae, jam dudum per uni- 
versalta Coneilia optime ordinatae, iniuriam fieri tnulto8que scaiida- 
lizari, quod pleriąue clerici vel secularea cuiu8cunque statui vel eon- 
ditionis de Jide Christiana atąue religionis negotiis, cuaestiones et coti- 
eerłaliones, etiam inter epulas et poeitla movere consuepertmt , ac ea 
quae łnudahiter tancito , exposila et ordinata sunt , in dubium revo- 
care: inniza ergo Canonum et legum sanctionibus decretit, ne ywis- 



« 



( 



220 POBUDKI, JAKIEMI Sil KIBBOWAŁI CI, 00 ZWEMAŁI WUBĘ. " 

spory i namiętne dygkasye między szlachti. nie asUwafy; niepo-. 
dobną zaś było rze<^-za, żeby z tych wszystkich rozstrzelonych,! 
bez żadnego przysposobienia teologicznego podejmowanych i Iek-| 
komyślnie prowadzonych rozpraw prócz negatywnego reznltataj 
t. j. apostazyi od kościoła, złożyło się jakieś wspólne wyznanie;] 
z dnigićj zaś strony były jni gotowe wyznania, które się sama I 
nastręczały i których propaganda na wielką skalę się odbywała,] 
przetoż chwytano się tych ostatnich jako już istniejących i goto-j 
wych i niejaką powagą przyodzianych, przyczźm zręczność pro-] 
pagatora, lab przykład jakiego możnowladcy nie małą odgry-i 
wały rolę. Tym sposobem wdarł się między szlachtę lateranizm,] 
kalwinizm, tudzież inne wyznania, kt(>re znów otwierały drogęi 
inn3rm; tćm samćm bowiem prawem wolnego badania, którćm 
weszły, mogły one każdej chwili przez inne radykalniejsze JabJ 
ponętniejsze być wywrócone; jakoż rzeczywiście tak było, że In-I 
terską nankę wypierał kalwinizm, a ten ostatni rugowany byl 
od stankarianow i nowochrzczeńców, za którymi szli jaż aryanie,j 
jak to z dalszej poznamy historyi. Co do przyczyn i pobndek 
wewnętrznych, które bezpośrednio i najbliżej wpływały na od- 
stępstwo od wiary ojców i zmianę religii, te jakkolwiek w jw- 
jedynczych wypadkach tradno jest przejrzeć i osądzić, to jednak 
w ogólności tyle powiedzieć możemy, że przekonanie było w tych 
razach najrzadszą rzeczą, kturaby o zmianie religii rozstrzygała, 
(niepodobna bowiem nawet przypuścić, żeby wyznania, w któ- 
rych wszystko na burzeniu, na nienawiści i na potwarzy się 
opierało, zdolne były na prawdę pozyskać przekonanie człowieka^ 
za to lekkość, swawola, naśladownictwo i co najwyżej to owo 
obałamncenie i jakby obłęd si)owodowany natarczywością tych 
wyznań, z jaką się podawały za czyste słowo Boże, dostarczyły I 
obfitego powodu do ajiostazyi , która zresztą często właśnie z po- 
wodu lekkości tych pobndek, więcćj powierzchowną niż istotną 
była, a na dnie której, jeżeli się jeszcze lepićj zastanowimy, 
leżała przedewszystkiem owa tak głęboko zakorzeniona w natu- 
rze ladzkićj pycha, która jak niegdyś uwierzyć kazała człowie- 



piam clericorum rei saeefilarium honiinum diapiitałiones facere audeat, 
alioquin contra tnla Ordinarii poenas Catioiium et legum desitp«r 
conditarum extendant. De-reta Synodi Laneiciensis ex 1547. Ytds 
Zebrzydowski epistolarum libri — appendix p. 448. 




ZEWNĘTBZNB DO TEGO PODNIETy. AGITATOROWIE. 221 

kowi, Że będzie jako Bóg (Eritis sicut Dii) '), t*k • teraz wma- 
wiała weń, że będzie czemś więcej jak posiiolitym wiernym, że 
się może stać twórcą nowźj religii, reformatorem swego wyzna- 
nia, byle tylko zjadł owoc zakazany, to jest byle tylko od- 
stąpił wiary swojej, a przyjął jedno z tych wyznań, które 
mu tak wiele obiecywały. Zwłaszcza też szlachcic polski, któ- 
remu się zdawało, że jak jest powołanym do stanowienia praw 
i rządzenia w Rzeczypospolitej, tak samo może także imprawać 
lub zmieniać wiarę swoją i nowy porządek kościelny wpro- 
wadzać, łatwo znajdował upodobanie w tej myśli, a im mo- 
iniejszy był i potężniejszy, tóm więcej dawał się jej owładać , 
a następnie z tem większą siłą i zarozumiałością reformował — 
i to nam tlomaczy, dlaczego tak wielu możnowladcuw heretyków 
i opiekunów herezyi było. Zewnętrznie pchali do niej rozliczni 
agitatorowie, bądżto nasyłani od Lutra i Kalwina, bądźto w kraju 
powstający; następnie przeróżne pisma i odezwy tysiącami po 
kraju rozrzucane, a nakoniec wracająca z obcych krajów młiidż 
polska, która rozmaitemi ideami reformacyjnemi napojoną była. 
Co do agitatorów, że takowych nic mała liczba jeszcze za Zyg- 
munta 1, (za którego przecież musieli się jeszcze ukrywać), po 
Polsce się uwijała, dowodzą nietylko rozliczne ogólne wzmianki, 
jakie mamy w tym czasie o jtrzybywających do Polski kupcach, 
rzemieślnikach , artystach , pedagogach , a którzy wszyscy mniej 
więcćj herezyą zarażeni byli, ale i szczegółowe przeciw nim wy- 
mierzone postanowienia synodowe, z których jedne nakazują wy- 
dalać takowych za granicą (synody Drzewieckiego z r. 1532 i 1534 
u Starowolskiego p. 376), inne zabraniają duchownym kaeerzów 
w służbie i na dobrach swoich utrzymywać (synod Piotrkowski 
z r. 15;iO), inne nakazują jak największą uwagę zwracać na 
nauczycieli po szkołach , a szczególniej na pedagogów prywatnych 
po domach szlacheckich i mieszczańskich (jakim był np. wspom- 
niony wyżej Marcin z Opoczna na dworze Piotra Kmity), czy 
nie bałamucą młodzieży naukami i książkami podejrzanemi (Sy- 
nod Piotrkowski z r. 1542) *), pominąwszy już, że cała insty- 

') Dlatego też niektórzy ojcowie kościoła (s. Ignatim epist. ad 
Trallanos cap, 11) herezyą nazywają jakby drugim upadkiem pier- 
worodnym. 

-) Decrr,vit haec aacrotaucła synodus, iit oiniifs sciwiac particu- 
larea in tota provincia in eiritatibus et oppidis visitfiitiir diligeiiter 



I 



t 



222 UNO(K>SĆ KSIĄŻEK HERETYOKIOU. ^^^H 

tncya inkwizytorów wznowiona przez synod Łęczycki z r. 152T 
głównie przeciwko takim nowatorom, czy swoim, czy zagranicznym, 
wymierzoną była. Jeszcze większą okazuje się troskliwość syno- 
dów w sprawie książek iieretyckich , pod któremi, jak się wy- 
raża Lętowski w życiorysie Hozynsza (Katalog II. 71), jęczały 
podówczas nowo odkryte prasy drukarskie, a któremi świat 
i Polskę zarzucano ^). Pominąwszy jnż odnośne edykta Zygmunta 
I, z r. 1520 i 1523, o których osobno mówić będziemy, a któro 
synody następne ciągle przypominają, synody Łaskiego z r. 1527 
i 1530 nakazują jak największą bacznoś(^ zwracać na książki he- 
retyckie, takowe tępić i dobrami je zastępować; toż samo mają 
polecać nieznane nam bliżój synody Drzewieckiego z r. 1532 i 1634 
według Fabisza str. 66. Również synod Piotrkowski Gamrata 
z r. 1542 nakaząje surowo wystąpić przeciw heretyckim pismom, 
które niedawno obok ogłoszonych już w tym duchu po polsku 
kazań Jakóba z Iłży, wydał i do Polski nasyła Samuel domini- 
kan apostata ^ ). (Ob : Dzieduszycki O synodach kat : w dawnej 
Polsce. Przegląd Iwows: ex 1880 str. 2110). Lecz już w r. 1547 
Prymas Dzierzgowski ogłaszając artykuły, które na synodzie 
Piotrkowskim miały być traktowane, żali się, że wielu Polaków 
zarażonych czytaniem ksiąg heretyckich, gardzą sakramentami etc. 



I 



I 



^er 8U0S plebanos bis ad minus siiigulis annis. Et ubi plebani in tjtu- 
tiiodi visitationfi fuerint nefftigeiiies , archidiaconi seu alii ad quoi vi- 
sifatio pertinet in suis visitationibus de hoc iuquirant et si quid erro- 
Hs negligentia plebauoruin in scholis ndinissi deprehensum fiierit, id 
totum in plebanos redumlabit per ordinarios ])ro qualitate et quanti- 
tate erroris poena cnndigna puniendos. 

Inquirii/ur etiam liiligeiiler per archidiaeouos et inquisilores de 
paedagogis in domihus nobilinm et civium, ne aliquos libros suspectoa 
legant jmeris eorumdem — et eos in sacra fdf eorrumpant. Synod 
Gamrata z r. 1542. 

') O niektórych z tych pisemek wspomnieliśmy jnż powyżej. 
Mała jednak ich nadzwyczaj liczba przechowała się, a i te należą 
do największych rzadkości, z powodu, że ji; władza duchowna z po- 
winności 8W0JŚJ tępić kazała. 

*) Istnieje także i)rzeciwko tym książkom surowy edykt Zyg- 
munta I zakazujący pod karij ńmierni takowe książki wprowadzać, J 
sprzedawać, kupować, przechowywać i czytać (ob. metryka koronna 
ks. G8 De non inferendis Sawuelia aposlatae libris niandaluin). O tym 
edykcie jako też i o innych dekretach Zygmunta I tycza.cych się he- 
rezyi , będziemy jeszcze mówili. 



« 




MROGC 

(mulH saecuiares UHi«ne opuscolontm ab haereticls conscripforum in- 
fecłi publice aacrawrnfa ccrloniasfica eturm cuiit hldupfiruna cniitcm- 
nuiit etr. Ob : listy Zebrzydowskiego p. 445) ; w instrukcyach zaś 
danych delegatom Kapitul'y Krakowskiej na synod Piotrkowski 
z r. 1551 czytamy jakby wyrzut, że biskupi nie dość gorliwie 
zajmowali się dotąd wykorzenianiem tych pism , które zdołały 
nawet porwać część ludności i wmówić w nic herezyę ; poczźm 
nakazuje synod samymże biskupom, żeby książki heretyckie, ja- 
kie sami wyznali, że mają u siebie, aby je wszystkie oddali do 
rąk arcybiskupa na spalenie (Ob: listy Zebrzydowskiego p. 520). 
To wszystko przekonywa nas, że liczba książek siejących here- 
zyę nietylko nie zmniejszała się, ale owszem wzmagała i jedną 
z najsilniejszych przyczyn zheretyczenia ludności się stawała '). 



') Tak np. na samymże uniwersytecie Krakowskim znajdowali 
się tacy a może i w znacznej liczbie, którzy czytali dzieła heretyckie, 
jak to z pojedynczej wzmianki w życin Hozyusza (Vifa Hosii auctore 
St. Rescio lib. I cap. V) o Fabianie Gemie, — tudzież z gorliwości jego 
w tępieniu takowych książek wnosić można. ,^c si gtio peslilenłea 
ejus generis libros, qui per Lufheratiae faetionig admiuistros ad per- 
niciem hominum romparaiidam spargebnnfur , conquirtre et habere 
poterat Hosius, omnes Ulico Yulcano corrigetidos offerebat. Quo tern- 
porę illud quoqur memoria dignum accidi' , quod cum in eadem AcO' 
demia bonis litteris operarn daref Fabiattiu Cema , juvenis nobilia loco 
et familia in Prussia tialiis et Hosio nostro doniesttca familiaritałe 
conjuneti^simus , nisi guod non aeque ut Ule a rebus iiovis nbhorrebat 
et blasphemoa Lutherattar factionia libellos , germanica praesertim lin- 
gua acriptos, non gravaliin lectitabat , in acufam nliquando febrim 
ineidit. Cuiug picem mm llosius dolernt, offieia consolancium et li- 
benter et studiose praestabat ar snope ad lectulum derumbeiilis aasi- 
debat. Cuodam ergo die sub eapite jaeenfis ąuendam libellum asjiicit, 
quem cum in manna aecepissel et haereticum esse cognotisset : „Haee 
est , inguit , ista febris , quae adeo graoiłer excruciat. Tu malum hoc 
ipse tibi sciens et colens accersis, dum isfas pestea non colum in ani- 
mum , sed et in leetulum luum recipis. Cunmobrem si febrim a eor- 
port łuo cupis propuLtalam , prius ab animo tuo blasphemiarum stu- 
dium et omnem haerelicorum librorum colluviem a tua coiisueludine 
qvam citissime remove, nec dubitea , quin te atatim febris aeerb'tas 
deterat et corporis sanitas remola peste consegtmlur" ; ae Ha libellum 
dammis ullricibus objecif. Postridie vero, quum ad usitandum amicum 
reveraus essef , a fehri relic/um illo ipso tempore invenił, quo libeUum 
ignibus erurendum tradiderał : et magnom est ulergue ex ea re con- 
solałionem assecutus, alterum illum Macharium Aegypfium adolescen- 
tern piane ::ai5ap'.ofspov:a diceres. 



Ś 



^S4 lUiÓDŹ WBACAJĄCA Z OBCTCH CKIWEBSITETÓW. ^^H 

Obok ksiąiek niebezpieczną także była mlódż wracaja.ca 
z obcych krajów, a szczegńlnićj z uniwereytetów w Wittenberdae, 
w Lip«kn, w Królewca, w Bazylei, Strassborg^, ze szkoły 
w Goldberga na Szląskn, a także po części z uniwersytetów 
w Pradze i Wiedniu (czytaj żywot św. Stanisława Kostki o po- 
bycie jego w r. 1565 w Wiednia), z których choć nie wszyscy 
zarażeni herezya. powracali, (tak np. znajdujemy na nniwersytecie 
lipskim w r. 1534 Stanisława Kościeleckiego wojewodę kaliskiego, 
gorliwego póżnićj katolika; w r. 1545 oba braci Stanisława 
i Alberta Czarnkowskich z familii wojewodów poznańskich także 
dobrych katolików; w r. 1556 Krzysztofa Warszewickiego później- 
szego kanonika krakowskiego posła na różne dwory i pisarza; 
w r. 15ri5 nawet Mikołaja Sępa Szarzyńskiego, znanego ze swćj 
gorącości katolickićj poetę, — ob: Meirica et lilter nationi* Po- 
loniate in l'iiirerf: Liji^icinti, f (7 /(/;7 St. Tomko wicz ISSl); to jednak 
największa część niewątpliwie takową była i wyobrażenia i książki 
heretyckie za powrotem do kraju szerzyła, a zająwszy w ojczyźnie 
pewne wpływowe stanowiska, t(;m więcej do rozszerzania herczyi 
się przyczyniała. Że niebezpieczeństwo z tej strony było groźne, 
wskazują listy gorącego przeciwnika Lutra Jana Kochleusza 
(Cochlaens) kanonika wrocławskiego '), jakie pisał do biskupów 



') Cochlaens Jan, właściwie Dobeneck, zwyczajem X\T wieka 
jirzybral sobie powyższe nazwisko, ur. 1503 we wsi Wendelstein pod 
Norymbergrą , by I najprzód ]irobo8zczem przy kościele P. Maryi w Frank- 
furcie nad Menem , późnif-j zmuszony w skutek powstania chłopów 
schronić się do Moguncyi, otrzymał tam beneficium przy kośoiele 
6w. Wiktora. W r. 152f* książę saski Jerzy powołał go do Misnii 
(Meissen), zkqd po śmierci księcia Jerzego gdy protestanci gi5rc 
wzięli w Misnii ustąpiwszy, został nakoniec kanonikiem w Wrocła- 
wiu, gdzie umarł 1552. Uczony i prawy, wykazywał on błędy i prze- 
wrotno^ Lutra, zki^d Lnter nienawidził, ale zarazem i bał się go, 
tak że gdy Codilaeus w r. 1521 udał się do Jloguncyi celem stocze- 
nia z nim dysputy, Later nie przybył jiod pozorem, że Cocblaens na 
życie jego nastawal, — a następnie napisał przeciw niemu paszkwil: 
Wider den ytwapjmeten Mann Cochlaeum , na co Cocfilaeus odpowie- 
dział; Adversn$ cucuUałum monitorem. W r. 152G na sejmie w Angs- 
burgn bronił on d6br kościelnj'ch ; w r. 1530 należał do redaktorów 
refoUicyi t. z. augsburgskiego wj-znania. Pisał on maiSstwo polemi- 
cznych rozjiraw przeciw Lutrowi, Melanclitoiiowi, Zwingliuszowi, Kal- 
winowi, Konmdowi Cordatus, Osiandrowi, Bnliiigerowi etc. AYażniąj- 
Bze jego dzieła s§: Historia liussitarum lóiO. De actis eł scriptit 



J 



EDTKTA ZTOH: 1. O PKZKBTWANIU NA OBCYCH ITNIWERS: 225 

i senatorów w Polsce , zwracając icb awagę na niebezpieczeństwo 
groiące krajowi od tźj młodzi przebywającej w wielkiej liczbie 
na uniwersytetach w Wittenberdze i Lipsku i po innych uczelniach 
niemieckich , a pochłaniającej pel'ną piersią zasady nowatorskie ; — 
w skutek czego na przedstawienie prymasa, biskupów i senatorów, 
Zygmunt I wydał edykt pod dniem 4 lutego 1534 r. do Piotra 
Kmity marszałka w. koronnego, nakazujący natychmiastowy powrót 
tym wszystkim , którzyby byli u Lutra lub na innych miejscach 
herezyą zarażonych pod groźbą niedostąpienia na przyszłość ża- 
dnych dostojeństw, ni urzędów; a zabraniający na potćm udawa- 
nia się tamże na naukę pod karą wygnania i inną sroższą nie- 
tylko na tych , którzyby tam wyjeżdżali , ale i na tych któ?zyby 
do wyjeżdżania tam nakłaniali ^). Że jednak zakaz ten nie był 



Lutheri 1549. Concilium cardinalium 1538. De emendanda Eeclesia 
1530. Luthenis sepłiceps, ubique sibi conłrariu$ 1549; a także nie- 
wydane dotąd podobno jego listy do kardynała Contariniego o stanie 
Szl^ska podczas reformacyi. Listy do biskupów i senatorów Polskich 
pisał jak się zdaje, kiedy mieszkał w Misnii w księstwie saski^m. 

') Dekret ten brzmi: Magnijico Petro Kmita de Wiszniet 
Casłełlano Sendomirienai , Regni nostri Mareschalco ac Cracooienn, 
Szezepitsienti, Premisliensi ac Colensi Capitaneo, sineere Nobis ilileeto, 
graCiam Nostram liegiam, Magnifiee sineere Nobis dilecte. Audititmis 
per multoa , esse in Regno Noałro factiosos et novandanim rerum 
ctipidos homines, qtti aectas ab orthodoxis patribus in unitersalibus 
Conciliis reprobatas non in ocenlto solum aeelan/ur^ aed et publiea 
profitentur et diaatminant, non ginę contemptu pianim aancłionum, 
a aaneła Eccleaia catholiea instiłułarum et receptanim atgue edictorum 
Noairorum ; esae Hem non paucoa, qui liberoa, propinąuoa et affinea 
suoa Yitlenbergam mittunt ^ ut Ulic niox ab ineunte aetate, priuaguam 
iwperint maium a bono discernere, poatifera dogmała ab ipao Luthero, 
qui hortim malorum caput eat , imbibant et poafea in Regno Xoatro 
diffundant et propagent. Quae rea, ąuam bene ricinia Germanicae 
regionibua cecideritj nemini obacunwi eat; vidimus enim luce meridi- 
ana clariut, quantae aedifionea, ąuaniae caedsa^ bonorum direptionea 
et guantu rerum omnium perturbalio, ąuanla denif/ue honestatis eter- 
sio ex hia initiia excitata ait, quam non poterit peatis haec semel in 
animia hominum radicata ex(irpari , ąuamtńa multis in id incninben- 
tibus. Quod ne Nobis quoque et aubdttia Nostris unquam usu cenireł, 
catimua aliquolie$ edictia Noalris, gravibita propoaitia in tranagreaaorea 
conatitutionibua. 

Itaque et nunc mandaniaa Sineeritałi Tuae, ut proapiciat etiam 
atque etiam, ne quia in Capitaneaiu ipaiua aliguid adversua Eceletiaa 
conatiłutionea, pałam vel facere vel hqui auait. Quod ai cuem ejua- 

Diitj* Ktfonntoyi v Poltoe T. I. " 






jak taUkj fnatau^mjm, (aa ai r. 1535 ^ 1542 

ńą neajwitae flek w aty Pahków aa lai w at y le eie 

Ob: Metriea et Uber matiomia eU), okaaje aietylko 

tego sakasa *t tttoaj kiókwAi^ pod daioB 22 Barea 1540 i. 

■atjwuwaae ^Urwme tim, ie wieła iiifailathiwiiji fkrwwaagt- 

lodćani pomatato w Wittcabodae i w innydk BMgaeafA iMteąyą 

tandoajA O* nie^^ko nowy wBoat tfafkaeiy Potakjek poeaąwagr 



modi potł Im/tu Edieti Nottri pmUieałiomem ńtmitigmrtt, cattifit mm- 
dem pro dsUeti magmtmdine ad prmeseripłum priorum Edietormm Jf*-, 
$ łr » ntm , jam oUm antt amum aliąuat ea de re edUomm: pemUm 
enim 9olmmti$ Dominia Nottn ab ki^ueatodi noma i o rib m e eate tatmmmim, 
Qtu>d 'atUmet ad em, qm apmd Lutkenam, vel qmoeetmqme alim fuM t . " 
fNMi ietarum primcipea, młam degtmt, ttt omnino a d itum ad ęmmmit- 
dignitatet et mayittratu* praeeludemtu ńi p otteru m . Qui aittem pmt 
piMieatum hoe edietum Noetrum vel aua pobmtate vel jutea nmnm 
amśeorum ad istoe ipeoe aeetarum noearMm auetora, ni eonam śof' 
mata imbibant, profideeeretUur ; eoe vel trtorree ow jubemMt, vtl m- 
verMU e Cotuiliariorum Noełronim Bententia eaatigabimta, ne tOtt fid^. 
dem pareendo, qui ipeis auetoree efue rei fiterunt. Quo circa »nhfiiin, 
ui Sineeritai Tua mandata haee If ostra publieeł et advertu» eot, fmi 
in Eeele$ia$tieit eetuurie obeordeacunt , iła procedat, guem ad moihm, 
etatuta Begni ditponunt aliter tum faehuri per gratiam Noetram. Ftt 
naj 4 Febr. Anno Domini 1534 Regni vero Notłri XXIX. — Frieaa 
Seitrage ete. II. 53. 

1) Edykt ten jeszcze dobitniejszy i groźniejszy jak pierwsąy, 
bo pod karą śmierci, proskrypcyi i ntraty wszelkich dóbr zakazi^ji^r 
ndawa^ aię do Wittenbergi, Lipska, Goldberga i innych miejsc hę- 
rezy^ zarażonych, Inb dzieci siroje tam posyia^; nakazujący zai pod 
tfź sam^ karą rodzicom tym, którzyby jnż tam dzieci swoje wyalaU, 
odwołanie tychże w ciągu sześcin miesięcy; po sejmie krakowsUa. 
w r. 1540, a więc po dojrzałej naradzie ze wszystkiemi senatoraai 
i na ich żądanie, jak się okazuje z równoczesnego okólnika króla- 
do bisknpów, wydany, brzmi jak następuje: Litterae de haeresi ad 
Capitaneos. Śiglsmnndus etc. — Generose, Melis, dilecte. Complorea 
annl Jam intercessemnt , cum gliscente peste Luterana, dederamia 
ad Fidelitatem tnam mandatnm, nt passim omnibus ediceret, ne pro- 
fldaei Yittembergam aut ad ea loca, in qulbns esset aliąna haereseoa- 
■aipicio, liberosąae suos eo mittere auderent. Id per F. tnam pro eo, 
nt offidum illins postulat, diligenter esse cnratum non dnbitamna. 
Vemm perfertur ad nos, esse nonnnllos, qni spreto et contemptfr 
edicto Nostro Begio, quibus locis eis per nos interdictum est , in his- 
eoinmorantnr et praTis opinionibns mentem suam imbunnt ac redeon- 
tM inde , rims , qnod hanserunt , afflare aliis conantur. Quae res mi- 
aime nobis ferenda esse rldetar. Qnare mandamns F. tnae, nt snb 



OOFNIĘOIS ODNOŚNYCH ZAKAZÓW. 



227 



od r. 1542 na uniwersytecie lipskim, ale nadewszystko ta okoliczność, 
że sam Zygmunt I po nowej naradzie na sejmie krakowskim z se- 
natorami i posłami ziemskimi cofnął już w r. 1543, albo raczćj 



poena capiŁis, proBcriptionie et privationi8 omninm bonorum edici 
omnibus denuo per praeconem faciat, ne vel liberoB suob ant Wittem- 
bergam , aut Lipgiam , aut Goldbergam aut quaecunquc tandem ad 
loca de haeresi suspecta , quae hic pro eipressis haberi volnnins , 
mittere , ant si qiu jaris sni sunt , ipsi eo proficisci audeant Si qni 
vero liberos snos jam miserunt, ut eoB intra semestre spatium demum 
revocent ; alioqnin non solum de Liberis , sed dc ipsis etiam parenti- 
bUB pocnas sumus samptari, si constiterit, de consensu eortim iii ve- 
titis locis eoB commorari. In eos quoqne, qni proprio ausu pro]iria- 
que temeritate proteeti eo tuerinl , ant ibi post edicti hnjus nostri 
promulgationem futTint cummorati , s:raviti'r Bumus aniiuadversuri. 
Pari dili^entia provideri a ¥. yestra volnmu8, ne ąni libttlli in Re- 
gnum Nostrnm iiiiportentur Lnterana labę infecti , quo8 multos ex 
illis partibns mitli in Kegnnm NoBtrum accepiuius. Quigqnis ąfus ge> 
neris libelloB importare vi'l eis privatim ve] pnblice nti ansus fnerit, 
is eisdem capitiB, proEcriptiunis et privationi8 bonorum omninm poe- 
nis tenebitnr atque contra eum sŁatntum patrni noetri Serrai olim 
Vladislai Keg^is extendi volnran8 decernimusquei ut Arc.liiepistopu iuit 
Episcopo Buo 8ive ei, qni tuerit ab ilHs inqut8itor couRtitutus, prae- 
Bentetur, ntque iis liceat justis ejusmodi stippiiciis afficere. Factura 
F. tua pro debito et officio suo proque gratia nostra. Datum Craco- 
viae feria V, post Dominicam Palmarum A. D. 1540 Kegni vero 
noBtri 34. Ad mandntnm S. K. Mtis propriuro. 

Okólnik zaś wspomniany, czyli raczej pismo królewskie jedno- 
brzmiące do biskupów wydane, jest następujące: Litterae ad Episco- 
pos de haeresi. Sigismundiis etc. Kvnde in Clito pater, siiicere nobis 
dilecte. Iia ut fnit de consensu omnium Kegni Nostri senaiorum eon- 
stitutum in proxiniis camitii!< , misimus mandata nostra ad omnes ar- 
cinm et bonornni nostrorum iiraefectos , atque eis edisimns, ut pro- 
yiderent, ne ijnis ad loca de haeresi suspecta prolicisceretnr, aut si 
qui8 profectns esset , ut intra semestre spatium reverteretnr sub poena 
capitis , iiroscriptionis et priyationis bonorniu. Nnnc Paternitas vestra 
pro officio suo pastorali inqniret diligenter, qni sunt ad ea loca pro- 
lecti, ut nos parentibus eorum aut iis, in quorum potesitate sunt, 
mandemus , qno intra semestre terapus eos revocandos curent : ei se- 
CUB fecerint , non ipsi minus qQam liberi eoram poena capitis , pro- 
BcriptioniB et privatiouis omnium bonornm alflciendi. De. libris iiuoque 
Luteranis scrijisimns ad illos et mandavimus, ut proliiberent eos im- 
portari aut legi a (juopiam lodąnt-, ordinario eornm nomina delerrcnt, 
qni contra edictum hoc nostrum Cecissi-nt, ut is meritas de eis poenas 
sumendas curaret. Froinde liac quoque in re advigilabit P. veBtra 
pro Me sna proiiue gratia nostra. Datnm Cracoviae feria YI antę 

16* 




228 COFNIĘCIE ODNOŚNYCH ZAKAZÓW. ^^^^^^H 

złagodził Bw^j zakaz ndawania się do cudzych krajów na nanfc^^ 
dozwalając udawać się tam dla ćwiczenia się w dobrych i od 
kościoła dozwolonych naukach ; gdyby jednak kto za powrotem 
książki lub nauki heretyckie wprowadzał, ten wedle starych praw 
i przywilejów koronnych , a więc według edyktu Wielnńskiego i in- 
nych ma być karan '). Niewątpliwie, że złagodzenie to podykto- 
wała troskliwość, aby Polaków nie odcinać zbytecznie od cywili- 
zacyi i oświaty zachodnićj, w praktyce jednak ten miało skutek, 
że młódź polska nie czując zapory tłumniej jeszcze jak dotąd rzu- 
ciła się na uniwersytety zagraniczne, zwłaszcza niemieckie (po- 
byt bowiem na włoskich nigdy nie był zabroniony), jakoż rze- 
czywiście od r. 1543 podwaja się i potraja j^j liczba na uniwer- 
sytecie lipskim i rośnie tak aż po rok 1563, w którymto czasie 
dosięga swego ma\imnm, tj. przekracza liczbę 40. (Ob. Mefriai 
et liher iiatioitiif Pol. >ic). O uniwersytecie w Wittenberdze i o innych 
nie mamy wprawdzie takiego wykazu, wnosić jednak można, że 
i tu podobny, jeżeli nie znaczniejszy był stosunek. — Za to sy- 
nody nie przestają z wielką siłą występować przeciw udawanii^_ 

Dominicam CondiictoB Paschae A. D. 1540. Regni vcro nostri A. 31. 
Ex commiasioTie Mtis R. propria. — Obydwa te pisua znajdąją się 
w Metryce koronnej w ks. 57 lit. SS. i ks. HI. lit. XX. 

1) Itokument ten albo raczćj kon8tytncj'a sejmowa z r. 1643 
umieszczona w Vol. %. /. ./'. 5G6 fiq. w streszczeniu i po łacinie ; w Me- 
tryce zaś koronnej ks. fi-i Ibl. 236 v. i ks. fi5 lol. 5G v. obszemićj 
i po polsku, brzmi według- tego ostatniego źródła jak następuje: „O wy- 
jeżdżaniu z Polski ]ioddait3'ch naszych. Na tyineśmy z Radami nnszenii 
i z posly ziemskieml zostali , aby wolno każdemu poddanemu nasze 
z Korony Polskiej wyjachać do ktćrejby chciał ziemie, widzieć, 
żyć i ćwiczyć się w dobre obyczaje; a wszakże tak, iżby żądny w 
braniu, jedno z słnżebniki swemi własnymi, a nie z rotami, albo 
walecznym obyczajem przystrojonym nie śmiał b*z wolej naszej i od- 
puszczenia naszego i rad naszych z ziemie wyjeżdŻHĆ i wyjachawszy 
z di-ugiemi , którzy przed tym albo po tym wyjadą z Korony, ze- 
brania albo roty i wojska czynić, któreby nam i Koronie naszej szkd 
przynieść mogły; (odnosi się to do wojny rtligijnćj wybiichłćj w 
śnie podówczas w Niemczech, żeby w ni^j Polacy nie brali żadm 
udziatn), jedno tylko osobami swemi i służebników swoich dla potcsi* 
wego ćwiczenia i nauk od kościoła dopuszczonych. Bo ktoby przyja 
chawszy z cudzej ziemi jakie nowe nauki albo księgi wnosić, foldro- 
wa(!, a używać ich chciał, ten wedle starych praw a przywilejów 
koronnj'ch ma być karan". Poczćm parę jeszcze ucliwal, a na koficn: 
Dattim Cracomae in Comitm praefatis 12 Aprilin A. D. 1548 Jitcni 37, 



dbo 

od- 
•szy 

ze- , 
:od^^ 

cd* I 



UCHWAŁY SYNOD : PHZECIW DDAJĄCYM BIĘ NA NI£H: USrWERS : 229 

«ię młodzieży do szkół zagranicznych. I tak synod Gamrata 
z r. 1542 postanawia: A że wieln szlacheckich i nieszlacheckich 
synów zostaje na naukach w Wittenberdze i po innych niemiec- 
kich herezyą zarażonych wszechnicach, wyznaczą im biskupi pe- 
wien teripin do opuszczenia onych pod karą atraty stypendyów 
jeżli takowe posiadają, lub inną arbitralną. Będą zarazem na- 
pomniani rodzice i opiekunowie, aby ich tam nie utrzymywali 
pod karą osobnym edyktem królewskim w tym razie wymierzoną, 
w^ prosić się będzie JK. Mość osobnćm poselstwem o ócisłe wyko- 
Inanie uchwał o tćm ostatniego sejmu (zapewne z r. 1540) w cela 
odwołania z zagranicy owej młodzieży (Ob. Dzieduszycki o sy- 
nodach katol : w Polsce Przegląd lwowski ex 1880 str. 290). Gdy 
iś uchwała ta synodowa w obec wydanego w r. 1543 wyżźj 
przytoczonego pozwolenia królewskiego nie wielki skutek odnieńó 
łogła, stanowi synod z r. 1544 także pod przewodnictwem Gam- 
rata odbyty, odnośnie przynajmniej do sposobiących się do stanu 
{.duchownego, a przebywających za granicą: Każdy odbywający 
loki w Wittemberdze , Królewcu, lub innych herezyą zarażonych 
[niemieckich uczelniach, jeżeli w przeciągu szeóciu miesięcy ztam- 
^d nie wróci, traci kościelne beneficia i do dostąpienia onych, 
tern bardziej święceń niezdolnym się stanie. (Ibidem p. 394). Co 
[|ię tyczy jednak osób świeckich, złe musiało już przekroczyć 
wszelkie zapory, skoro najważniejszy w liziejach reformacyi 
Łw Polsce synod Piotrkowski Dzierzgowskiego z r. 1551, który 
l^ięc($j jak inne zajął się poprawą kleru i środkami przeciw he- 
rezyi, w sprawie jednak powrotu młodzieży z zagranicy żadnego 
iBzczegółowego nie wydał postanowienia, pomimo że delegaci ka- 
}ituły krakowskiej według instrukcyi jaką mieli od kapituły 
lajwyraźniśj żądać mieli, aby dekret Zygmunta I tyczący się 
[odwołania będącej na nauce młodzieży w Wittenberdze oraz po 
inych miejscach w Niemczech lub we Francyi, był odnowiony; 
iczniowie zaś ci , żeby albo w Krakowie, gdzie teraz dobrzy są 
lauczycicle, albo we włoskich uniwersytetach się kształcili ^). 

') Ad prohibendam autem a Hegtio haęre^im moneatitur et ro- 

ttur Dni Episcopi, ut tdiclum liegi.i nuper dtjuncti de revoeandis 

\teolaribtts Polonia ex Yittemberga, ex Germania, Gallia et ex aliis 

irereticonim scoiis, renocetur et per otnfins Capilane^tus publieełur, tit 

^od illas scholas miłlatur per Nuncium Regium impe.nsa Dnorum Epin- 

coporum ^ mandeturgim e.igdem scolaribus, Ht seoltis istas haeretieas 




230 STUDENCI KRAKOWSCY. '^^^f 

Do przerwania tych zapor i do milczenia w obec nie dającego się 
już naprawić złego ze strony synodu, przyczynił się zapewne nie 
mało ów nieszczęśliwy, na parę lat przedtem bo w r. 1549 zda- 
rzony i przez wszystkich kronikarzy naszych z taką boleścią 
wspominany wypadek, który zpowodował emigracyą około 6000 
stndentów tak z uniwersytetu jako i z innych szkół krakowskich 
a który acz z reformacyi wprost nie wypłynął, gdy jednak był 
wodą na koło reformacyi i na wzrost j^j w Polsce nie mały 
wpływ wywarł, przetoż osobno o nim i szczegółowo opowiedzieć 
masimy. 

Obok stndentów uniwersytetu krakowskiego (gh)diosi), było 
jeszcze w Krakowie wiele doroślejszćj młodzieży nczącćj się 
w szkołach farnycb (schoicwttici, xchołare.-> , żacy), których było siedem 
w Krakowie tj. u Panny Maryi, Św. Anny i u WW. Świętych 
(inłra nwros); Śgo Floryana, Śgo Szczepana i a Bożego Ciała 
(exfi'a niurm), tudzież w szkole na zamku krakowskim. Wszystka 
ta młodzież, którćj liczba ogółem wynosiła ddH), jak się poka- 
zuje z obliczenia, jakie zrobili niektórzy nauczyciele w czasie ma- 
jącćj się właśnie opowiedzieć sedycyi tejże młodzieży, (Ob : listy 
Zebrzydowskiego p. 458 in appendice), mieszkała po największej 
części albo w bursach, (było ich podówczas przynajmniej cztery: 
Iznera, Oleśnickiego, Długosza i philosophomm, później (od 1560) 
zwana Noskowskiego, pominąwszy już wzmianki jakie spotykamy 
jeszcze w tym czasie o bursach niemieckiej i węgierskiej), albo 
w zabudowaniach przy tychże szkołach istniejących, pod dozo- 
rem swoich przełożonych *). Ponieważ szkoły te i zakłady utrzy- 

denerant H vel in Cracoviensi , ubi nunc sunt boni łecfonts , vel in Ita- 
lida cymnasiis liłleris incumbant. Qni autem easdem haerr-łicorum sco- 
las non drsenurint et inte.r haeretieoa prrsarentur, inhabiles aint ad 
omnia offieia tam eecłesiastica, quum serularia, nec illis Dni Epise 
eacerdotia conferant , nec eos ad alionim praesetitationea invesliant. 
Sed patres falium scolarium magis culpandi sunt majoreque poma 
digni, qui eosdem flion suos ad scolas haerelicorum mittunł et sum- 
p/UK his auppeditant. Proinde consulant Dni Episcopi et apud Rtgiam 
Mtafem e/Jiciant, ul edicium hoc eztendalur ad patrns seolariiim et 
afficiat eos potna infiabilifatis et confiscalionis bonorum. Obacz Listy 
Zebrzydowskiego in appendice Inutructio nuntiis Capituli data ad s^- 
nodum 1551 a. p. 491. 

') Stefan Batory ordynacją sv,ą pod d. 27 października 15 
wydann i ogłoszonij zakazał wszystkim obywatelom krokowskim stu- 
denti'»w n siebie bez wiedzy i bez pozwolenia rektorskiego chować 



m 




STUDENCI KKAKOWSCT. 231 

mywane były z fondnszów dachownych, przetoż już z tego ty- 
tułu, przytćm dla utrzymania pobożności, a może i z wyraźnej 
woli fundatorów, uczniowie po owych bursacb i szkołach mieszka- 
jący obowiązani byli w kościele katedralnym, tudzież innych pa- 
rafialnych śpiewać psalmy i inne oi^cia dirina jak również podczas 
Mszy Św., jak się to wyraźnie pokazuje z zakłopotania kapituły 
oraz całego duchowieństwa w Krakowie , gdy nagle po wyjściu 
studentów śpiewy po kościołach umilkły i z ujmą chwały Boiój , 
gorszące i krzjrwdzące (scandalomtn et iyuominiosiim) po tych ko- 
ściołach zapanowało milczenie , jak się wyraża kapituła katedralna 
"W liście swym do biskupa Samuela Maciejowskiego, szukając 
środka, jakby temu ubytkowi zaradzić (Ob. listy Zebrzydowskiego 
in appendice p. 456). Rzecz zaś, która dała powód do owego 
smutnego wypadku była następująca '). Wieczorem dnia 14 m&jsk 



lub mieszkanie im dawać pod karą 50 czer\\-. zt., ale po bursach 
tylko i szkołach farnjch wszystkim w Akademii uczącym się bez r6- 
-żnicy stanu i majittkn mieszkać przykazał. (Sołtykowicz o stanie 
Akademii krak. str. 548). Wnosić należy, że i w połowie 16-go w. 
t. j. w r. 1549 młodzież uniwersytecka tudzież młodzież do szkół 
famych uczęszczająca, z wyjątkiem tylko może tćj młodzieży, której 
rodzice w Krakowie mieszkali , mieszkała także po owych bursach 
i szkołach farnych, przynąjmnićj o ile się pomieścić mogła. 

') O tćj sprawie najkrócćj sposobem kronikarskim opowiada 
Bielski (Kronika ks. V. 83. 84); inaczej cokolwiek i obsza*niśj Orze- 
chowski (Kronika w tlom. pols. Włyńskiego pag. 43 — '0); inaczśj 
znów kontynuator Kroniki Jana z Komorowa Bernardyn krakowski 
(obacz Listy Zebrzydowskiego, wyd. WisJocki »m appendice p. 457); 
a inaczćj przedstawiają rzecz Akta kapituły krakowskićj (Ibidem), 
Z tych Bernardyn krakowski nie wie, albo raczój nie chce nic wie- 
dzieć o al''bi Czarnkowskiego, na którego całą winę napada składa , 
Jakoby za jego rozkazem, a nawet pod jego przewodnictwem (co już 
wręcz niepodobna), wszystko się stało. Może powodem do tego była 
pewna nienawiść, jakiej przedmiotem odtąd stał sig powszechnie 
Czarnkowski, o którćj wspomina Orzechowski (1. c), a za którą 
ślepo poszedł Bernardyn, nie pytając reszty. Bielski i Orzechowski 
nie winnją Czarnkowskiego, a Akta kapituły wystawiają go jako nie- 
sprawiedliwie oczernionego i ąimują się o czedć jego. Ani też biskup 
Samuel nie znalazł go winnym i Czarnkowski używał potćm przy- 
jaźni dostojnych osób i został nawet biskupem poznańskim. Co do 
Innych okolicznoifci , Bielski i Orzechowski m6wią o wielu zabitych , 
tymczasem pewną jest rzeczą, jak z miejscowych krakowskich źródeł 
widać, że jeden tylko był zabity, a inni poranieni. O napaści na 



232 SEDTOTA traoBoćiw w kbakowib. 



1549 r. tzla jakai s2ego łyda niewiasU s dragą : 
ka domoiri aaletąeemn do Andneja CSEankowskiego nieiMgtjfak 
katodialaego, oraz proboazeia iw. Floiyaaa, tadiiei WwsytOaak 
Świętyeh, którą sobie rindiy tegót acholas^ka v nteobecauM 
fwego pana, któiy podówczas byt na wieczer^r a Czepida Ankj- 
dyakona Sandomierduego, aprowadzić kazali Widząe ją tali 
idącą, stadenei mieszkąjąt^ w zabudowania pny szkole W W. 6A. 
■tojąe na cmentann (dziś plac przed Magistratem), poezęli aofeia 
jakieś uwagi robić, a nawet mieli napastnąć ową niewiaalt, 
która gdy przyszła i poskarżyła się na to, co ją spotkało, tald0 
rozjątrzenie opanowało rozpostną i próiniaczą, a do tego mającą 
się za coś lepszego od nbogich studentów hałastrę, jaka się swy* 
kle n dwom większych panów wieszała, że nzbroiwszy się i wy- 
padłszy na ulicę, wtargnęła do owego domn, gdzie mięgAalł 
studenci, wyłamała drzwi do 4 izb i tam zraniła 10 studentów, 
kilku takie mniejszych chłopców pobiła, jednego zaś dorośm- 
jizego i jak wspominają współczesne pisma , zupełnie niewinnego, 
który się schronił do pieca, lancami poraniła i zabiła. I bylfelor 
jeszcze dłutój trwała owa napaść, gdyby jeden z mieszczan po> 
slyszawszy, ie chcą podpalić dom, aby wykurzyć resztę studen- 
tów, bojąc się o swój własny nie wszedł na dzwonnicę i ii|» 
uderzył w dzwon, poczóm gdy się zbiegło wielu ludzi na obroof 
studentów, hałastra uciekła. Nazajutrz skoro się o tćm inni stOr 
denci dowiedzieli, zebrawszy się ze wszystkich szkół tadziok 
z uniwersytetu i związawszy się solidarnie, że albo zadosyćoeąf- 
nienie otrzymają, albo miasto opuszczą, udali się gromadnie do 
króla na zamek, oskarżając już nietylko sługi, ale i samegjo 
Czamkowskiego jakoby to z wiedzą i z wolą jego się stało. Po- 
nieważ jedmJc rzecz swoją dość nieprzystojnie z krzykiem i z ymamą 
jak bywa w ciżbie, odprawiali, przetoż nie przypuszczeni pnad 
króla, wracają do owego zabitego i włożywszy go na maiy, 
obnoszą go po czterech rogach miasta, wszędzie Czamkowskiego 
zabójcą ogłaszając i pomsty Bożćj na niego wraz z ludem obecnym 
wzywając, poczóui owego zabitego przy kościele Śgo Dn<^ po- 
ehowalL Po pogrzebie udają się do rektora akademii podówoaaa 



Czamkowskiego ze strony studentów, o czćm opowiada Bernardyn* 
nie wspomina Orzechowski , który znów dość obszernie o są^^ 
a króla i biskupa opowiada, o czćm nie ma u Beraaxdyna. 



SEDYCYA STUDENTÓW W KRAKOWIE. 233 

Mikołaja Sladka prosząc, a nawet grożąc, aby rektor z kolle- 
gami swymi tak działał, aby ta rzecz bezkarnie nie uszła. Tym- 
czasem sam król zawezwał studentów przed siebie, gdzie gdy 
oni przyszli skarżąc się, że ich tak trzy dni do króla nie pu- 
szczono, odpowiedziano im najprzód ze strony króla, że przy- 
czyną tego było ich niewłaściwe zachowanie; poczćm król wy- 
słuchawszy ich skargi orzekł, że chce aby winni jak należy uka- 
rani zostali; — gdy jednak oni głównym winnym i bezpośrednim 
sprawcą mienili być Czarnkowskiego, król całą sprawę jako taką, 
w której obwiniony był duchowny, wedle prawa przed sąd bi- 
skupa Samuela Maciejowskiego odesłał. Niepodobało się to stu- 
dentom rozumiejącym, że Maciejowski będzie stronnym względem 
Czarnkowskicgo ; gdy więc biskup zawezwał ich na sądy swoje, 
choć. rektor i profesorowie, zapewne aby popierać ich sprawę, 
przyszli, oni się przecież nie stawili i tylko listownie jakąś przy- 
czynę nie stawienia się podali. Zaczćm rozpoczęto bez nich bada- 
nie sprawy; prezydent także z miejskim urzędem ze sw6j strony 
wszystko czynił, co by do wykrycia zabójców należało, słuchano 
świadków, zaprzysiężone ich , poczźm po najściślejszym , jak mówi 
Orzechowski, dochodzeuin, znaleziono, że Czarukowski jest bez 
winy '), a tylko słudzy jego winni są zabójstwa i zranienia, któ- 
,rych też zaraz uwięziono, aby karę należytą odnieśli. Po staremu 
jednak studenci ponieważ już raz Czarnkowskiego winnym za- 
bójstwa ogłosili, nie chcieli od swego odstąpić, a że im się po- 
dług ich woli nie działo, poczęli się zmawiać do opuszczenia 
miasta. Tymczasem zdarzył się nowy wypadek, który rzecz całą 
jeszcze bardziej zajątrzył. Trafiło się bowiem, że gdy Gzarnkow- 
ski w niedzielę krzyżową dnia 20 maja z Prądnika pod Krako- 
wem, gdzie był w pałacu u biskupa Maciejowskiego, do domu po- 
wracał, studenci ze szkoły Panny Maryi i od św. Anny, którzy 
się na rynku w cela próbowania sił we wzajemnej walce zgro- 
madzili, skoro spostrzegli nadjeżdżającego Czarnkowskiego zanie- 
chawszy walki, rzucili się na niego z kamieniami i skorupami, 

1) Rozstrzygającym w procesie Czarnkowskiego było, że pomimo 
wezwania publicznego ze strony bisknpa Maciejowskiego, aby każdy 
ktoby co wiedział w tćj sprawie na Czarnkowskiego, doniósł to za- 
raz do sądu biskupiego, żaden się przecież oskarżyciel jego nie sta- 
wił. (Acta r.piscopalia Vol. XXVJ p. 296. Sentfntia absolutoria Jjni 
Czamkowski). 




234 oprszoannB kmłkowa rtaaz manmłir 



tak ie shtłlM tię roEprrilm, oa xsś san zaledwie cały, W8zaki« 
■ie bez obrazy, do domn swe^ dotzedl. I gtij straż miejska 
widbieigla, takie do ańeeiki Bmnooą aoatata, W tamakie tjn 
jednak ajctym został jedea student U letni z Warsawy. jak aą 
pokazało potćm, niewiiioy, którego jednak nimo wstawiania się 
za DIB ftodentów przez 4 dni tr^mano w ratusza, a nawet gro- 
ioDo BKJraiał, gdyby nie powiedzłał, z czjjćj podaowy owa na- 
paść na Czamkowgkiego powAala. Przestraszony mia2 zeznać , ie 
eala ta napaćć z namowy studentów (zapewne starszych) nastą- 
piła, co oczywiście sprawę ich pogarszało. Zaraz lei zgromadzili 
się stadenci i sprzysięgli się, że we wtorek po niedzieli po Wnie- 
bowstąpieoio Pańskiem tj. 4 czerwca Kraków opuszczą , zażalenia 
zai i krzywdy swoje przyszłemu sejmowi przedłożą. Niektórzy 
już w sobotę przed ową niedzielą wyszli, tak że w niedzielę tę 
po kościołach niezwykłe ze zgorszeniem całego luda zapanowało 
milczenie, gdy we wszystkich kościołach zwyczajnych psalmów 
i pieśni śpiewanych przez młodzież nie było. Dowiedziawszy się 
król o wszystkiem, dał rozkaz Janowi Tarnowskiemu kasztela- 
nowi krakowskiemu, będącemu podówczas na wsi, aby studen- 
tów starał się uspokoić i od zamiarów ich odwieść. Zwołują za- 
tćm za rozkazem studentów, jak opowiada Orzechowski (1. c). 
do kościoła św. Franciszka; przybywają wszyscy, tudzież senior 
z kollegami (rektor z profesorami); zaczyna Tarnowski mowę, 
w którćj wystawiając, że nic bezkarnie puszczonćm nie będzie, 
że zabójcy siedzą, że nie należy wspaniałości królewskiej drażnić, 
który nie może inaczćj jak wedle prawa postępować, żeby wre- 
szcie pamiętali na to, po co tu od rodziców do Krakowa przy- 
słani, zdawał się już nakłaniać umysły młodzieży, że roztropnie, 
jak mówi Orzechowski, pochwałę z naganą połączył. Lecz skoro 
zaczął po nim mówić Samnel biskup i rozwiódł się szeroko o onćm 
zabójstwie, takiego im żalu, jak mówi Orzechowski, dodał, ie 
jakby oparzeni z kościoła pierzchnęli i do domu! po szkolnemu 
pokraykując, wyjazd sobie nazajutrz ułożyli, I rzeczywiście na- 
zajutrz na rynku zebrawszy się i zaśpiewawszy ową pieśń: lU 
in munduiii unirermm , wyszli z Krakowa wśród płaczu i narze- 
kania całego miasta. A było ich wszystkich , jak niektórzy baka- 
łarze porachowali i jakeśmy już na początku wspomnieli, około 
fiR7(ł, z których choć niektórzy z drogi, inni z domu się wrócili, 
niema jednak wątpliwości, że około kilku tysięcy Kraków opa- 




OPUSZOZBNIE KRAKOWA PBZBZ STUSSNTÓW. 235 

bało. Dawniejsi ladzie w mieście mówili, że nic łalośniejszego 
za Indzkićj pamięci w Polsce się nie zdarzyło. Wyszedłszy z Kra- 
kowa, przyszli najprzód do kościoła św. Floryana na Kleparza, 
gdzie wysłuchawszy Mszy Św. z wielką gorącością i ów rytm 
zaśpiewawszy: Duch święty napełnił okrąg ziemi, wymszylL 
W początkach podróży padłszy krzyżem na ziemię, jednostajnemi 
także wykrzyknęli głosy : Skrosz Panie potęgę nieprzyjaciół ko- 
ścioła Twojego; poczym z płaczem rozstając się, każdy w swą 
poszedł stronę, aby odwiedzió ojczyste progi; zkąd następnie, 
c wyjątkiem tych, którzy w doma pozostali, jedni do Niemiee, 
■inni do Czech, inni do Prus się ndaU, gdzie nasłuchawszy się no- 
winek religijnych i w znacznej części przeszedłszy na wiarę In- 
terską, skoro do kraju powrócili, błędy jćj pot^m wraz z ową 
«>łodzieżą, która już przedtćm na uczelniach niemieokioh była 
i następnie się tam udawała, rozsiewali, lab już posiane, jeszcze 
■bardziej utwierdzali 



ROZDZIAŁ IV. 



MotaowUóey w Polaoe Jako opiekunowie hemyi i apooób w jtM. 
ją rosaienalL — Źródła do poanama ich diriałalno^oł i 
oane ioh ocenienie. — Pierwei a moinowJadoów gwałtowni k 
wioiale hezeayi: Btaniaław Iwan Karminaki, liikotav i Jan 
inioey, Stanisław Stadnioki, KrzTaatof Pilecki, Stanialaw t^ 
•ooki, Hieronim Filipowaki, Marcin Zborowaki i jego synowią 
Btaniaław Saalbaiiiec, Bonerowie, Tirlege, MyaBkowaoy, Hien* 
nim Oasolinaki, Marcyan Chełmidri, Mikołaj Bąi a HagiowiBt 
Andrzej Tnyoieski itd. — Przybycie braci Caeakich do Włalp 
kopolaki i ich działalność. — Jakób Ostroróg. 

Najgłówniejszym jednak >) czynnikiem, który na rosszeneniA 
się herezyi w Polsce przeważny wpływ wywart, byli mołno- 
wlkdcy, którzy jak w ogóle podówczas coraz bardzićj do rządów 
kraj amięszać się — i (z przyczyny nawet w znacznćj czę6ci samo- 
goż Zygmunta I, który przez senat chciał ukrócać szlachtę) lo- 
sami jego kierować zaczęli, tak i w tćj tak głęboko w stósonki 
krajowe sięgającćj sprawie róinowierstwa nie mały udział i od- 
powiedzialność przyjęli na siebie. Bez nich nigdyby herezym nio 
doszła do tego znaczenia, nigdyby ai do potęgi politycznego 
stronnictwa wznieść się nie mogła i prędzej lub później środkami 
przeciw niej nżytemi i własną niemocą stłumionąby została, gdybj 
właśnie niektórzy możnowładcy nie wzięli jćj w obronę i wa^- 
stkich tych środków i usiłowaii, jakie przeciw niej użyte zostaj^f 
w zastówanin najprzód do siebie, a potćm i do innych, wolno- 
ścią swą, a raczćj bezkarnością, jakićj doznawali, — i pot^;ą 
jaką mieli, nie udaremnili. To co mówi Niesiecki (Korona pola: 
II. 153) o Janie Firleju wojewodzie krakowskim i marszałku w. 
koronnym, ie więcej powagą i potęgą swoją do sekty swojej 
pociągnął, aniżeli wszyscy ministrowie heretyccy namowami i ztr 



') Patrz rozdział ostatni. 



](OŻNOWt.AD0Y 0PIBET7NAHI HEREZTI. S3T 

biegami swemi , to da się mniej więcój powiedzieć o wszystkich 
w Polsce możnowładcach, którzy popadli w herezyę, a następnie 
z taką dnmą i zaciętońcią ićj bronili. Z herezyą spoili się oni 
i zbratali, bo ona pochlebiała ich dumie, głosiła ich bohaterami, 
wyzwalała ich ze wszystkich więzów posłuszeństwa i uległości 
względem kościoła , a w następstwie naturalnym i względem wła- 
dzy świeckiej, która brała swe namaszczenie od kościoła a z upa- 
dkiem powagi kościoła i sama swą powagę tracić musiała. Za 
możnowładcami szła dopiero szlachta^ bądźto jako związana ró- 
żnoraką klientelą z nimi, bądżto z prostego naśladownictwa, 
bądżto że chciała im wyrównać, jeżeli nie w bogactwie i potędze, 
to przynajmniej w zuchwalstwie i samowoli. Stosunkowo jednak 
do ilośoi możnowładców liczba szlachty zheretyczał^j nie była 
tak wielką, jak się to najlepiej w dalszym opisie tak z liczby 
zborów, jakoteż i z przypuszczalnej liczby zheretyczałćj szlachty, 
jaka się ze wszystkich źródeł zebrać dała , pokaże '1. Bamo zaś 
zaprowadzanie herezyi odbywało się w najprostszy sposób. Po- 
nieważ szlachcic polski ulegał temn błędnemu mniemaniu, że on 
jest nieograniczonym panem na swojem dziedzictwie, a więc że 
kościół, uposażenie plebańskie, same nawet sprzęty i utensilia 
kościelne , tudzież poddani jego do niego należą -), któreto mnie- 



') I tak sam Dzieduszycki (Piotr Skarga i jego wiek I. 118 
do 123), którego niektórzy posądzali o przesadę w podaniu liczby 
zheretyczali*.) szlachty, na 222 zheretyczalych w XVI wieka kaszte- 
lanów, woiewodów i innych dygnitarzy świeckich w Polsce i Litwie, 
nie znalazł więcej jak 742 rodzin szlacheckich, w których się już 
i owe zheretyczale rodziny senatorskie mieszczą. Prawda, że imiona 
senatorów były głośne i znane, podczas gdy imiona zheretyczał^j 
zwyczajnćj szlachtj' zaginęły w niepamięci, zwłaszcza, że potomko- 
wie ich nie bardzo się do tego przyznawać chcieli, to jednakże gdy- 
byśmy tę ostatnią liczbę potroili i w czwórnasób wzięli, cóżto za 
nieznaczna liczba w obec przynajmniej 250,000 rodzin szlacheckich , 
jakie się w cał^j Polsce i Litwie mieściły. 

*) Tak np. pisze wizyta Padniewskicgo (w regestrze mniejszym, 
który zawiera pneglnd kościołów dekanatu Lelowskiego z roku 1566 
bez paginacyi) : Pziedzicem w miasteczku Żarkach jest Jerzy Mysz- 
kowski, beretyk, który ma żonę siostrę stryjeczną księdza nieboszczyka 
Przerf rabskiego . Do niego ndal się wizytator przedstawiajiic , żeby 
pozwolił odbyć wizytę kościoła. Na to od]iowiedział , że Jak on niema 
nic do dóbr X. biskupa, tak i X. biskup nie ma nic do dóbr jego, 
i że nie ścierpi u siebie jego panowania. Wizyta zaś Radziwiłowska 




238 8F08ÓB ROZCHODZENIA SIĘ BÓŻNOWIBBSTWA. 

manie heretycy i ministrowie ich wszelkiemi silami podtrzymy- 
wali '), przetoż sądził, że jeżeli '^on zmienił wiarę, to mocen jest 
także i kościół oddać ministrowi, uposażenie plebańskie zagrabić, 
poddanych zmusić do przyjęcia nowój religii, a przynajmniej do 
uczęszczania na kazania i na nabożeństwa heretyckie. Co do sa- 
mego uposażenia jednak , jeżeli szlachcic był wspaniałomyślniej- 
szy i bogatszy (jak zwykle bywało u możnowładców), to naj- 
częściej całe uposażenie oddawał ministrowi, który podówczas 
rad był bardzo i rozpierał się jako intruz, a często sprowadzał 
i innych ; jeżeli jednak szlachcic był uboższy i sam chciał przy- 
tćm coś skorzystać, to zabrawszy uposażenie i kazawszy sobie 
od poddanych składać dziesięcinę kościelną, którćj sam już nie 
oddawał, wydzielał z tego coś skąpo ministrowi, na oo były 
narzekania ze strony ministrów, o jakich wzmianki znajdujemy 



1595 — 1598 (ob. wyciąg z tejże wizyty umieszczony na końcu) pi- 
sze, że w Siennie Sebastyan Sienieński zamknąwszy kościół na klacz 
wyjechał , kazawszy oświadczyć mieszczanom , że nikt do miasta i do 
końcioła prawa niema. W Gnojniku zaś w dekanacie Lipnickim arya- 
nin Mikołaj Przypkowski nie pozwolił na otwarcie kościoła, zrobiwszy 
z niego zsypkę na zboże. W Jodłowniku dekanacie Iiobczyckim 
gamo nie dopuści) na otwarcie kościoła Jan Niewiarowski ; w Żyw 
zaś dziedzic Krzysztof Komorowski wizyty odbyć nie dozwoli! i klucz 
od zakrystyi i papierów groźnie zakazał komukolwiek dawać. — 
Z tych kilku przykładów widzimy, że szlachta heretycka uzurpowała 
sobie prawo uważać kościoły jakby swoja własność, (rzecz która 8i« 
zawsze wszystkim doktrynerom rewolucyjnym nadzwyczaj podoltała; pO' 
rów: dekret zgromadzenia narodowego francuzkiego z 2 listopada 1789 
r.), z którii mogn czynić co im się podoba i do której nikt nie ma pra- 
wa , nawet X. bisknp i wizytator jego : wnioski , które tylko zapo- 
znanie wszelkiego prawa i porządku wyprowadzać mogło. 

') Ze heretycy w własnym interesie podtrzymywali to mniema- 
nie, a mianowicie, że szlachcic jest panem kościół*, który może odjąć 
katolikom, zamienić na zbór itd.. niema wątpliwości, na tćm bowiem 
cała ich egz.V8tencya polegała. Lecz oto i wyraźne świadectwo jednego 
z nich Erazma t)twinow6liiego, który w swoich : ^leroes Christ iani"' 
z pewną goryczą wspominając, jak na początku 17go wieku musieli 
zwracać katolikom zabrane kościoły, pisze, że z p«czątku kiedy he- 
rezya się szerzyła, wszystkie te kościoły i plebaiie szlachta jura 
haereditario posiadała : potfm zaś je kapłanom ustąpić musiała. , Tune 
temporis etiim (w połowie 16go wieku) posteri , deceientibus parenłi- 
bua, Curionatut vulgo Plebanias lemplaque libera, /ure haereditario 
potaidebaiit : nunc autem Nobilea jurę suo (I) in bona Ecclesiastica ^ 
Sacerdoiihus ctdere debenf^. 



8^J 

'■z 
a 

a I 



SPOSÓB ROZOHODZENTA SIĘ BÓŻNOWIERSTWA.. 



239 



W wizycie Radziwiłoweki^j '). Co do postępowania z plebanami, 
jeżli sam pleban apostatował, lub dał się do tego nakłonić dzie- 
dzicowi (co jednak było rzadką rzeczą), wtedy rzecz szła dość 
gładko i równo, wówczas bowiem oba pracowali nad wprowa- 
dzeniem herezyi i namawianiem lub zniewalaniem do niej podda- 
nych i innych parafian, według swej możności i sposobności, tak 
ze szlachty, jak i z ludu, z różnych nawet dalszych okolic. Tak 
np. stało się w Niedźwiedziu i Chrzęcicach, gdzie obsy plebani 
Felis Kruciger z Szczebrzeszyna, i Jakób Sylvius ze Śmilowa 
apostatowali i zkąd potćm roje ministrów, a zwłaszcza z Niedź- 
wiedzia, jak pisze Cichocki (AUoq. Osiec. p. 12fl) na zabór dusz 
ludzkich wychodziły. Trudniejszą było rzeczą jeżeli pleban stał 
przy swoim obowiązku, ale wtedy prędzej lab później szlachcic 
bez ceremonii wypędzał plebana, lub tak mu wraz z ministrem 
dokuczył, że ten sam ustąpić musiał, jak tego nieraz wzrusza- 
jące, a raczej oburzające opisy na właściwych miejscach podamy. 
Lud najczęściej był niemym świadkiem tego wszystkiego; nie 
przystawał on wcale do nowśj wiary, ale tylko ze strachu, 
z bierności, dawał się niekiedy nakłonić, ie przychodził na 
Dauki i nabożeństwa heretyckie, często biciem do tego nagnany, 
potajemnie jednak szukał swego plebana i przyjmował od niego lub 
w pobliskich kościołach sakramenta śś., jak tego niedługo przy- 
kłady z wizyty Padniewskiego, lub później z Eadziwiłowskiźj 
przytoczymy. W niektórych miasteczkach nawet, jak w Lelowie, 
Oleśnicy, Iwoniczu, mieszczanie okazali wielkiego ducha w wy- 
znawania swojćj wiary, choć największa część cichego boha- 
terstwa i poświęcenia tak między ludem, jak i między mieszcza- 



•) Charakterystyczną byłoby rzeczą porównać los predykantów, 
[ jakiego doznawali w Polsce i w Niemczech na zajętych po katolikach 
(dobrach i beneflcyach kościelnych. Otóż kiedy w Polsce rzadkie eą 
[ dość skargi ministrów na nędzę i opuszczenie , w Niemczech dość 

powszechną byta skarga na chciwość książąt, którzy zabrawszy do- 
Iłra kościelne, ministrom nawet tyle nie zostawiali, żeby najpierwsze 
[potrzeby wraz z żoną i dziećmi opędzić mogli, co nawet interwencyc 
li pniew Lntra wywoływało. ,Der Genuss dieaer Gilfer , pisze Ahog 
\Kirchei\geBchichte (1855) p. 808, ersehien den neuen Inhahern a/lzu 
^ angenehm ; tergebetis war Luth«r's Zurtien, er muate die Geistlicfien 

aammł ihren Frauen und Kindern uerhungern oder wegen Mangel an 

GrundeigentHin ton dem rohen Ilaufen und den Biłtern ak Betlłer 

rerhohnt und verspoUel seheti'*. 




240 ŹBÓDłiA SO POZNANIA BÓŹNOWLEBSTWA FOŁSKIBOO. ^^B 

nami Bogu tylko znajomą pozostała. Po królewszczyznach i sta- 
rostwach, ponieważ panem i dziedzicem' był król, starosta cho- 
ciaż zheretyczał; nie śmiał przecież namszać kościoła lub wyga- 
niać plebana , albo też zmuszać podwładnych do odstąpienia wiary 
ojców i dlatego też kościoły po miastach i wsiach królewskich 
po większój części nienaniszone pozostały, choć i pod tym wzglę- 
dem zwłaszcza po odleglejszych starostwach i królewszczyznach 
zdarzały się nadużycia. Dopóki jednak było jakie takie prawo, 
dopóki żył stary król, a władza biskupów była większą, dopóki 
wreszcie reformacya nie nabrała siły, gwałty takie jak wypę- 
dzanie kapłanów i odbieranie siłą kościołów nawet po dobrach 
prywatnych nie miały jeszcze miejsca, co dopiero nastąpiło za 
rozwolnieniem wszystkich węzłów religijnych i prawno -kościel- 
nych za Zygmunta Augusta, a mianowicie między r. 1550 a 1560 
i dalej. Zdania jednak różnowiercze szerzyły się już ku końcu 
panowania Zygmunta I, prawie bez przeszkody; nowinki z Wit- 
tenbergi lub Genewy, jak je nazywano, podawano sobie to skry- 
cie, to ^vyrażnie; a im mniej je rozumiano, im mniej wiedziano, 
co one właściwie w sobie kryją, tem bardziej się niemi zacieka- 
wiano. Taki był w ogólnym zarysie sposób rozchodzenia się rói- 
nowierstwa między szlachtą, a teraz przechodząc do szczegółów, 
a mianowicie do tych pierwszych możnowładców i innych po- 
mniejszych głów herezyi w Małopolsce, pod których opieką i za 
których czynnym udziałem wzmagać się zaczęła herezya, przede- 
wszystkiem chcemy dać poznać źródła, z których rzecz nas: 
o nich czerpiemy. 

Do takowych przedewszystkiem należałyby akta urzędowe 
biskupie lub konsystorskie (Acta Ephcopalia et Consisforialia), tu- 
dzież akta kapitulne, z których my już niektóre szczegóły podali, 
w których jednak sprawy takie, jak o herezya, bądź to, że je 
rzadko aż przed sąd biskupi doprowadzano, bądź to, że szlachta 
wymykała się z pod sądów biskupich, stosunkowo dość rzadko 
się znajdują i zaledwie gdzieniegdzie wśród mnóstwa innych spraw 
duchownych i kościelnych się znachodzą. Najpospolitszemi są je- 
szcze tak zwane raplus decimarum , zabory dziesięcin, o które 
w latach 1538 i 1539 przed sądem biskupim krakowskim wy- 
toczono proces 9 razy; w latach 1539 i 1540 14 razy; w latach 
1541 i 1542 tylko 5 razy; w r. 1543 kilka razy; w r. 1544 11 
razy i tak dalćj aż do roku 1552, w którym szlachta protestancka 



nrA I 




WIZYTY PADNIEW8KIEUO I KADZIWIŁOWSKA. 241 

zupeluie dziesięcin płacić przestała '). Ważniejsze od nich , bo 
więc(J.) i wszechstronniej rzecz obejainjące i na miejscu wszystko 
badające są wizyty biskupie, jakich w XVI wieku w dyecezyi 
krakowskiej mamy aż dwie, różne co do wartości swćj i dokład- 
ności, obie jednak zbyt ważne, żebyśmy z nich całego możliwego 
użytku przy opisie szerzenia się reformacyi w Polsce, zrobió nie 
mieli. Pierwsza z nich Padniewskiego od r. 1565 do r. 1567 
i dalej , przez różnych wizytatorów z ramienia biskupa Padniew- 
skiego prowailzona, wizytuje jednak zaledwie część dyecezyi, (na 
lUOO bowiem blisko kościołów w 50 dekanatach zwiedza ona 
prócz Krakowa tylko H92 kościołdW w 11 dekanatach); jest przy- 
t^m dość dorywczo i niesystematycznie przedsiębraną, ze względu 
jednak na bliskość owych czasów lepiej nam sprawy religijne 
i moralność ówczesną, szczególniej w samymże Krakowie przed- 
stawia, jak o 40 lat późniejsza wizyta Radziwilowska. Ta ostat- 
nia w latach 1596 — 1598 z polecenia kardynała Jerzego Kadzi- 
wiia biskupa krakowskiego przez Krzysztofa Kazimirskiego pó- 
źniejszego biskupa Kijowskiego dokonana, wizytuje najprzód 
w trzech archidyakonatach Krakowskim, Lubelskim i Sandeckim 
i w 39 dekanatach 810 kościołów, następnie w dwóch archidya- 
konatach Sandomierskim i Zawichosikim bez podziału na deka- 
naty 106 kościołów, razem zatćm 910 kościołów i daleko syste- 
matyczniej i dokładniej w ogólności, jak wizyta Padniewskiego, 
przedstawia nam stan materyalny i moralny zwiedzanych przez 
siebie kościołów i złączonych z nimi paratii, wykazując miano- 

') Są i inne sprawy charakterystyczne, kt(5re cho6 wprost 
o herezyi nie traktuje, do poznania jednak stosunku między szlachtą 
a duchowieństwem przyczynić się mogą, jak np.: Pod d. 27 Novemb: 
1540 gtawit się Piotr Mychowski (Myjcliowski) przed biskupem Gam- 
ratem w Kadlowio wraz z Stanisławem ze Sprewy wojewodą ruskim, 
oraz z Ignacym Morskim, Jerzym Nierasztą, Janom Choliżskim bur- 
grabią krakowskim, Mikołajem Frikacz, Jakóhera i Stanisławem My- 

Ichowskimi braćmi swoimi w sprawie pobicia i wypędzenia z plebanii 
w Zielenicach plebana tamtejszego Jana Cliodorowskiego, z którym 
^ę już przez kompromis pogodził , prosząc aby biskup w tej sprawie 
.łaskawie postąpił. Biskup wydał wyrok, aby albo 1000 dukatów kary 
zapłacił, albo rok w więzieniu przesiedział, na co się rzeczony My- 
chowski podpisał. Acł. Episc. vol. XXI. — Kościół jednak w Ziele- 
'nicach (dekanacie ksiąiskim^ został znów w r. 1556 zprofanowany 
•przez Krzysztoforskiego (Cliristhoporiln), jak czytamy w wizycie Pa- 
dniewskiego p. 114. 

Oticj* R«rorm*cTl w PoUoefT, I, 16 



242 INKE ŻEÓDŁA DO POZNASIA BÓŻNOWIKBSTWA. ^ 

wicie najprzód w jakim stanie kościół; szkoła i dom plebański, 
jakie jest uposażenie plebana i wynagrodzenie nauczyciela , wsie 
należące^ nazwisko plebana i dziedzica czyli nadawcy, inwentarz 
sprzętów i ntensiliów kościelnych, w końcn jakie koleje przecho- 
dził kościół z powodu grasującej herezyi, o cz^m zresztą często 
już na początku wspomniano, choć te ostatnie wiadomości w ogóle 
skąpe są bardzo i jakby tylko przypadkowo i od niechcenia 
podane, czasem nawet zupełnie pominione. Tłomaczy się to tem, 
że gdy wizyta ta przypadła na czas restauracyi i powrotu zna- 
cznej części zaślepionych na łono kościoła katolickiego, nie chce 
ona zat^m, jak się zdaje, świeżych ran jątrzyć i unika tego 
wszystkiego, coby dziedzica ze względu na jego przodków obra- 
zić mogło. Tak n. p. wszędzie pominięci są Jan , Mikołaj i Ję- 
drzej Firlejowie, synowie Piotra wojewody Ruskiego, którzy wiele 
kościołów w Lubelskiem a nawet i w Krakowskiem zprofanowali, 
ze względu zapewne na Mikołaja i Henryka Firlejów, którzy 
podówczas (t. j. w czasie wizyty) dziedzicami tych dóbr byli, 
kościoły te i uposażenia katolikom pooddawali, wiele z nieb zre- 
staurowali i sami gorliwymi wyznawcami wiary św. byli. Pod 
tym względem bogatszą w szczegóły i wierniejszą jest wizyta 
Padniewskiego, która świeżo po dokonanych spustoszeniach i ró- 
żnych nadużyciach, w epoce, w której wrzały jeszcze namiętno- 
ści heretyckie, zwiedzając kościoły, wszystko, cokolwiek do wia- 
domości wizytatora o stanie religijnym i moralnym parafii po wy- 
słuchaniu wiarogodnych świadków dojść mogło, dość wyczerpu- 
jąco podaje. Inne źródła są już heretyckie. Do takowych prze- 
dewszystkiem należy utwór poety wspomnianego powyżćj An- 
drzeja Trzycieskiego pod tytułem: Dc Swronancti Evangilii in 
ditione regis Pitloiiiae pmt reoelałiiin Aiitichn'»tiiin nrigine, jtroyressu 
et incremenfo YirUn Mtisaei Hiporeadis (pseodonym) Elegia (w Kra- 
kowie u Wierzbięty; wyszło jednak tylko 3 egzemplarze, reszta 
bowiem za staraniem Jana Wlodawity, cenzora ksiąg w dyecfr 
zyi Krakowskiej zniszczoną została; — drugie wydanie w Kró- 
lewcu w r. 1556); elegia, jak napisano, a właściwie panegiryk, 
w którym autor zamieściwszy na początku grube obelgi na ko- 
ściół katolicki , jakiemi podówczas szafowali heretycy, pisze na- 
stępnie brzmiące pochwały pierwszym i najcelniejszym patronom 
różnowierstwa w Polsce, jak Oleśnickiemu, Lasockiemu, Stadnic- 
kiemu, Filipowskiema, Gnoiiiskim i Krupce, Ostrorogowi, Le- 



INNE ŹRÓDŁA DO POZNANIA BÓiiNOWIEBSTWA. 



243 



szczyńskiema. Rejowi, Radziwiłowi , Górkom etc, do których 
wmieszał całkiem niesprawiedliwie, jak się potem pokaże. Tar- 
nowskiego, Tęczyńskiego, Jordana i samego Augusta króla. Wiersz 
ndatny i gładki, jak we wszystkich pismach Trzycieskiego, choć 
pod względem treści pełen jadu i nienawiści heretycki(ij , przytem 
pochlebstwy przepełniony. Ważnym jednak jest do poznania, któ- 
reto familie w Polsce pierwsze chwyciły się różnowierstwa i dla- 
tego go na końcu drakujemy. Drugi ])odobny, acz z suchych tylko 
po największej części nazwisk złożony, pod brzmiącym tytułem : 
Hero«s chrisłiaiii etc. h. tii. d. i r, wydany utwór, w którym autor 
mniej więcej w porządku chronologicznym wylicza tych od nie- 
bohaterstwa bohaterów, którzy odstąpili wiary ojców, tudzież 
ważniejszych ministrów i pisarzy heretyckich, jest pióra Krazma 
Otfinowskiego, socynianina i rektora szkoły aryańskićj w Rako- 
wie, pisarza przytźm drugorzędnego, który tak jak i jego boha- 
terowie apostatował, a nawet w r. ir>H4 napadłszy na księdza 
idącego w procesy i z Najświętszym Sakramentem w czasie okta- 
wy Bożego Ciała w Lublinie, wydarł mu monstrancyę i w dwóch 
miejscach przełamał, o co potem nie mały był hałas na sejmie. 
Pisemko to, o tyle tylko ważne, że wylicza te miejscowości, 
w których były zbory w Małopolsce, tudzież, że większą liczbę 
zheretyczałćj szlachty, jak u Trzycieskiego podaje; ten ostatni 
bowiem różnowierców mniejszego znaczenia pominął. Następnie 
idą dwa dziełka, napisane przez Węgierskich , z których pierw- 
sze: Shnwiia i-efmntafa napisane przez Andrzeja Węgierskiego, 
syna Wacława, jednego z tych pięciu braci, którzy wszyscy po- 
dobnie jak ojciec i dziad, byli ministrami w różnych stronach 
u ewangelików. On sam wysługując się dośf*. długo na dworze 
Leszczyńskich był pot^m pastorem braci czeskich i rektorem 
szkoły w Lesznie, później konseniorem, a następnie seniorem 
dystryktu lubelskiego w Małopolsce, a nakoniec nmarł w Sko- 
kach w Wielkopolsce w r. 1649, zrabowany wprzódy od koza- 
ków w Włodawie w czasie buntu Chmielnickiego. Z dacha, który 
ożywiał całą tę rodzinę, można wnosić o tendencyi tego dzieła, 
które jednak wiele szczegółów do poznania tak główniejszych 
patronów różnowierstwa, jak i ca,Uj organizacyi kościelnej dys- 
sydenckiej w Polsce, w sobie zawiera')- Inne dziełko przez brata 

V Cały ty tu! dzieła : Andraeae Wetigerscii libri quatuor Slavo)iiae 
re/ormatae continentts historiam eecUsiasłicam Eccletiarum Słarotiica- 

16* 




244 pizawn pjjtbosowib BóżsomsBsnrA v kuofołsck. 

teę«ż Węgiendciego, Wojciecha, seniora drstryktu knkowaldogo 
i przy zbwze krakowskim kaznodzieję, acz także stromueao po 
polska napisane, zawiera kronikę zbom krakow^iego, a wnićj 
cenne niektóre wiadomości trczace się owego zbom aż do robi 
1*57. Dalćj idzie Hatorin r«/ijruiati>fni.-< F-Jmimi przez Lnbie- 
nieckiego Stanisława, socynianina, napisana, w której antor 
wszystko do wsławienia swego wyznania naciągaja.c, właściwie 
nie historyą reformacyi w Poi%e, ale historya. socynianiinw, 
czyli nowego aryanizma w Polsce pLsze. Z innych źródeł, które 
jak w eałćj historyi reformacyi w Polsce, tak i tntaj znajda 
Hwoje zastosowanie, oprócz tak cennych wielce korespondeoejj 
Hozyasza i Zebrzydowskiego, wydanych nakładem Akadoaii 
umiejętnotci w Krakowie, wymieniamy Paprockiego (Herl^), 
Niesieckiego < Korona Polska ', Łukaszewicza Dzieje kościołów wy- 
znania helweckiego w Małopolsce, Pawłowskiego Premidia saen, 
Kazimierza Stadnickiego Rodowody Stadniekich oprócz widu 
innych, na które się we właściwych miejscach powołujemy. 

Zaczynając więc od owych pierwszych koryfeuszów i pa- 
tronów różnowierstwa w Małopolsce, z wyjątkiem tylko owyeh 
najwcześniejszych doktrynerów i polityków, którycheśmy joi 
z okoliczności owego koła reformatorskiego w Krakowie pooiali, 
szereg ich w porządku mnićj więcej chronologicznym w ten gpo- 
sób możemy zestawić: Stanisław Iwan Karminski, lub jak go 
zwykle nazywano Iwan z Aleksandrowie; Mikołaj Oleśnicki dne- 
dzic Pińczowa; Stanisław Stadnicki, dziedzic na Niedżwiedihi 
i Dubiecka, Krzysztof Pilecki dziedzic -Łańcuta, Hieronim Fili- 
powski z Chrzęcic, Stanisław Lasocki z Pełsznicy, Marcin Zbo- 
rowski woiewoda kaliski, późnićj kasztelan krakowski tnai 
z niektórymi synami, z których najzaciętszy heretyk Piotr woje- 
woda krakowski, Stanisław Szafraniec starosta Chęciński; Bone- 
rowie, Firleje, Myszkowscy, z których najznaczoiejszy Stanisław 
kasztelan krakowski, Hieronim Ossoliński kasztelan sandomienki, 
a z pomniejszych, choć nie ostatnich, których szereg z możnyeh 



rum imprimis Połonicarum, Bohemicarum, Liłhuanicarum, Buaaiearum, 
Pruuicarum, Moravicarum ab Apostołorum łempore usque ad nottra 
tempora. Anuterodami 1679. To samo dzieło wyszło pod tytutea; 
Syattma hisłorieo-ehronologicum Eecletiarum Slaconicarum opera Adr^ 
atU Regmwlacii (psendonym) Trąjeeti (w Utrechcie) 1652. 



PIERWSI PATSOKOWIE RÓŻN0WIBR8TWA. KABMINSKI. 



245 



I 



nawet imion ztoioaj, późnićj nzupeinimj, Marcyan ('hcłniski 
chorąży krakowski, Mikołaj Dłuski z Iwanowic, Mikołaj Rej 
z Nagłowic, Andrzej Trzycleski i inni. Wszyscy ci sprzyjali 
wciskającym się nowościom religijnym już za Zygmunta I, lub 
je sami wnosili — i jeżeli nie występowali jeszcze jako zdekla- 
rowani innowiercy, stronnikami reformy niezawodnie już byli. 
Najpierwszy z nich Kamiiiski należał już do owych pierwszych 
schadzek religijnych w Krakowie, na których roztrząsano różne 
projekty co do zmiany religii i kościoła. Chwali go za to bardzo 
Węgierski w kronice zboni krakowskiego str. ."), pisząc: „Miał 
on wielkie zaprzyjaźnienie i konwersacyą z Franciszkiem Lisma- 
ninem , zakonnikiem reguły św. Franciszka, także ze Stanisławem 
Opoczno kaznodzieją; często u nich w klasztorze bywał, z nimi 
o religii konferował, a potem się jawnie z małżonką swą do 
wiernych wyznawców ewangelii przyłączył". Dodaje „że tenże 
P. Iwan Karminski żyjąc pod sto lat wieku swego, aż do śmierci 
gorliwym był promotorem ewangelii i przez lat kilkadziesiąt zboru 
krakowskiego Af/łffs/c/s <»/■(///(/>■ soiiorein" (Heniof iinlilirMA, jakich 
zawsze innowiercy dla obrony i bezpieczeństwa swego przy 
każdym zborze mianowali), „głly zaś zbór zburzony został, po 
przeniesieniu go do Aleksandn»wic, tegoż ostatniego przez kilka lat 
patronem". Lubieniecki zaś zaliczając tego Karminskiego także do 
pierwszych różnowierców między - szlachtą (Hist. reform, pd. p. 23) 
opowiada o n'ni (p. 25) długą historyą, jak bywając w Krako- 
wie często, (mieszkał bowiem o dwie mile w Aleksandrowicach^ 
przekonał pewnego kaznodzieję katedralnego (słabego jak widać 
człowieka i nie tęgiego teologa), że jest w błędzie co do wiary; 
jak następnie tenże kaznodzieja za namową Karminskiego od- 
wołał to wszystko z ambony, czego dotychczas uczył, a obawia- 
jąc się odpowiedzialności, uciekł do Aleksandrowie. Gdy jednak 
tamże w nieobecności Karminskiego, z rozkazu Biskupa (Samuela 
Maciejowskiego) pojmanym i do więzienia wtrąconym został, 
przybył Karminski do Krakowa i ufając w swe wzięcie i sta- 
nowisko, począł się upominar o wypuszczenie owego kapłana 
n biskupa. Na to biskup odpowiedział, że chętnie to uczyni, 
a nawet pozwoli mu odejść razem z Karminskim, jeżeli hcrezyą 
nad prawdę katolicką przekładając, sam się na to zgodzi. Kze- 
czywiście skoro przyprowadzono więźnia i dano mu do wyboru, 
albo pozostać przy Karminskim, albo wyznać swój błąd i wrócić 




246 lUKOŁAJ OLEŚNTCiEI. ^^^^^^^^^H 

do wiary katolickićj, on upadając do nóg biskapa i wyznając 
swą winę, oświadczenie wierności wierze katolickiej uczynił. 
Rozjuszony tćm Karminski odjechał, atoli w drodze przypoomiaw- 
gzy sobie że zostawił rękawiczki o biskapa, wysyła po nie na 
konin słażącego^ który odebrawszy rękawiczki, skoro wyszedł, 
konia już nie zastał, na którym skorzystawszy ze sposobności , 
nciekł ów kapłan i przybywszy do Karminskiego, nowe odwoła- 
nie wyznanej przez siebie w obec biskapa wiary uczynił, a tak 
Karminski, jak dodaje naiwnie Labieniecki, i rękawiczki i owie- 
czkę swą zgubioną odzyskał. Cała ta powieść, którą dlatego 
przytacza Labieniecki, aby okazać niby zwycięztwo prawdy 
w umyśle tego kapłana nad obietnicami biskupa, któremi uwie- 
dziony berezyi odstąpił, dowodzi tylko, jeżeli tak było, dziwnej 
zmienności umysłu i zapełnego braka charakteru u tego kapłana — 
i że heretycy nie mieli się czego chlubić takim nabytkiem, który 
tak łatwo wiary swojój i znowu ich herezyi odstępował, pod 
wpływem okoliczności, lub gdyby nawet pod wpływem ka- 
żdego nowego silniejszego aczncia. 

Drugim z pośród szlachty Małopolskiej , tylko nierównie 
potężniejszym od Karminskiego, jednym z tych , którzy jeszcze 
za Zygmunta I przyjęli reforiuacyą i opiekowali się takową, był 
młody Mikołaj Oleśnicki, dziedzic Pińczowa, praprawnuk owego 
pobożnego i mądrego wielce Jana Głowacza Oleśnickiego, woje- 
wody sandomierskiego, fundatora 00. Bernardynów na Stradomia 
pod Krakowem, który był rodzonym bratem Zbigniewa biskapa 
krakowskiego, zkąd i naszego Mikołaja nie zbyt długi szereg 
krewnych oddzielał od sławnego kardynała. Głośnym jednak 
w dziejach różnowierstwa stał się on dopiero za Zymunta Au- 
gusta w r. 1550 z powodu sprawy następującej, którą tu za Biel- 
skim, Orzechowskim, Węgierskim w ten sposób streszczoną przy- 
taczamy. Miał on w dziedzictwie swojem w Pińczowie trzeci 
z kolei po częstochowskim w Polsce (drugi był w Krakowie), 
klasztor Paulinów, założony jeszcze przez wielkiego swego przodka 
kardynała Zbigniewa w r. 1436. Oczywiście, że klasztor ten 
zheretyczałemu magnatowi był solą w oku, jakkolwiek mając 
własne swoje uposażenie , po większej części z dochodów ko- 
ścielnych powstałe, (patrz erekcyą tegoż klasztoru w dziele Zbi- 
gniew Oleśnicki II str. <i7), prócz pewndj daniny, jaką na znak 
uznania i wdzięczności, z woli założyciela dziedzicom Pińczowa 




FRANCISZEK 8TAMKAB. 247 

składać był powinien — i prócz nabożeństw, jakie za dasze fun- 
datorów i rodziny ich odprawiać miał obowiązek , w żadnćj inn6j 
zależności od dziedzica Pińczowa nie stał. Nigdzie to jednak nie 
bywało żeby heretycy prawo własności szanować mieli. Z obawy 
jednak przed surowością prawa, zwłaszcza, że to była rzecz 
dotąd w Polsce nie praktykowana, aby gwałtem wypędzać ka- 
płanów lub zakonników, zostawiał on ich jakiś czas w spokoju. 
Dopiero za namową zbiegłego na dwór jego herezyarchy, Franci- 
szka Stankara, rozpoczęły się przeciw klasztorowi gwałty. Tego 
Włocha rodem z Mantai (ur. w r. 1501), podejrzanego o herezyę 
i dlatego z własnćj ojczyzny wygnanego, sprowadził dość nie- 
oględnie nie wiedząc o niczćm w r. 1547 lub 1548 Samuel Ma- »' /"i- -/<-/. 
ciejowski biskup krakowski na profesora języka hebrajskiego '*' /'J'^ 
do akademii krakowskiej. Przekonano się jednak prędko, że 
tenże Stankar zamiast tłomaczyć pismo Św. w duchu kościoła , 
począł zaszczepiać błędne zdania po części swoje własne, po czę- 
ści z nauki Zwinglego zaczerpnięte '). Powiadomiony o tćm biskup 
przez Mikołaja Szadka rektora Akademii, który nawet w gorliwo- 
ści swojćj nie wąchał się kijem wypędzić z katedry nie powoła- 
nego reformatora, kazał uwięzić iStankara i osadzić go w wię- 
eieniu w Lipowcu. Przyjaciele jednak jego Stanisław Lasocki, 



*) Jakie błędy jnż wtedy rozsiewa! .Stankar, okazuje się z Orze- 
chowskiego yiChimera seu de Stancari f wiata regno Poloniae secta , 
Cracoviae 1562'^, gdzie się tak odzywa do Stankara: ^Redi enim in 
memoriam ałque illam diem recordare, qua tu psalmum illum. Cum 
intocarem, exaudwit me Deus etc. enarrasti : quid tum egeria ac dizerit? 
quae łua tam ignorantia tui ? quae inscitia ? aut quae impietas fuit ? 
cum quidem quasi Gygantum dux bellum ipsi coelo atque coelitibus 
omnibus inferres, atque omnes de coelo exturbare conarere, łania qui- 
dem ewpressione , ul et tam tirginem matrem necdum in coelo esse , 
Chri8tumque coram inlueri uegares : el nisi Nicolaus Szadek Oymna- 
siarchus, Samuelem Cracotitnsem Episcopum per litteras admonuistet, 
te non id agere, ul pialmos tnlerprelarere ex pacto, sed ut paalmos 
ipMS funditus everteres, in quibus honorem suum Christus cum sanctis 
tuis aperte parlilur : non erat nobla diutiua Cracociae abs te ezspee- 
tanda, puniea Ula vox : Chriatus non est Deus. Ilaąue tu ejua impiae 
fraudis ergo eaplus ac Lipovicium in custodiam ab Episcopo illo datua 
fuiati: unde poalea custodibus prelio corruptis , furtim elapsus, Pin- 
czowam Cracotienais municipii oppidum, te conluliati". Łnkaszewicz 
op. eit. pag. 12. 



248 WT7ĘDZBKIB PAUIJlldW. 84D HA OŁSŚHICKnOO. 

Andrzej Trzycieski, Rnysstof Glinaki szwagia FOipowskiego, do* 
pomogli ma, że przekapiwszy stryków, na poeiętćm w dlngi* ntikł 
praeńderadle spościl się z wieiy zamka Lipowieekiego i x pooMeą 
ich agzedł najprzód do Dabiecka, miasteczka Stanialkwa Stadnio- 
kiego, a następnie w Pińczowie pod opieką Mikołaja Oleiniddeg* 
jako jawny głosiciel herezyi i burzyciel wystąpił. Gdy jednak 
Oleinickiema jak pisze Orzechowski (Antiaie:i Ub. IIT) niebe^ńe- 
czną zdawało się być rzeczą, ieby natychmiast wedłng rady Staa- 
kara postąpić t. j. obrazy z kościoła i wszystko eoby przypo- 
minało nabożeństwo katolickie powyrzucać, wieczearzę Pańdią 
na sposób Zwingliański wprowadzić, wreszcie zakonników tak 
ociemiężyć, żeby sami ustąpić musieli, stanęło tymczasem na tńn 
żeby wieczerzę pańską prywatnie na zamku według przepisu Stan- 
karowego odbywać. Z tego czasu jednak skorzystał tak Stankar, 
że nietylko Oleśnickiego i wszystkich przyjaciół jego, po więksi^ 
części młodych ludzi, którzy u niego na zamku gościli, na bt^y 
swoje, t. j. błędy Zwingliańskie i swoje własne namówił, ala 
i do spełnienia owych gwałtów, przed którymi z początku wzdiy- 
gał się Oleśnicki, pobudził. Wyrzucono obrazy z kościoła, wpro- 
wadzono nowe nabożeństwo; wreszcie Oleśnicki tak potrafił do- 
kuczyć Paulinom, że ci sami ustąpić musieli. Dały się jednak 
słyszeć w okolicy sarkania poczciwych ludzi, a w końca do ja- 
wnćj przyszło skargi. Ponieważ w tym czasie Samuel Maciejowski 
biskup krakowski (w drngićj połowie 1550 r.) umarł, administra- 
tor biskupstwa Jan Przyrębski za zleceniem arcybiskupa gniezneń- 
skiego, pozwał Oleśnickiego przed sąd swój i dzień stawienia się 
naznaczył. Przybył Oleśnicki, ale z taką zgrają przyjaciół i dwo- 
rzan swoich, przytćm z takićm zuchwalstwem i impozycyą, że 
administrator rzecz całą zawiesiwszy, do sądu królewskiego ode- 
słał. Najtym sądzie, który król w gronie senatorów odbywał 
biskupi wystąpili gorąco tak w obronie wiary, jakotći sądów 
/f^/K^;y i powagi swojćj. Szczególnićj Andrzej Zebrzydowski, biskup ku- 
jawski wzywał króla, aby tćj rzeczy bezkarnie nie puszczał, 
wyliczając wszystkie niecnoty Oleśnickiego, jako wiarę ojczystą 
porzucił, naczynia święte z kościoła pobrał, dobra klasztorne za- 
brał, zakonników do opuszczenia klasztora przymusił, a na ich 
miejsce zbiegów i nabożeństwo heretyckie wprowadził, wskazigąe 
przytćm na niebezpieczeństwo, jakie z rozdwojenia religijnego wy- 






SAD I WTBOK NA OLEŚNIOKIBOO. 



249 



nika i na przykład Niemiec które wojną domową giną '). Ze strony 
Oleśnickiego przemówił Mikołaj łiej z Nagłowic, składając całą 
winę na zakonników, jakoby oni złem życiem swojem powód do 
wszystkiego dali. Kazano Oleśnickiemu ustąpić, poczem zabrał 
głos Jan Tarnowski kasztelan krakowski , domagając się surowej 
kary na wichrzyciela, który wiarą, prawem i obyczajem ojczy- 
stym pogardził, t^m bardzitij, że potrzeba koniecznie, aby zły 
przykład w samym zarodzie stłumiony zosta-f. Tego zdania był 
takie Piotr Kmita wojewoda krakowski i inni senatorowie. Prze- 
mogła jednak łaskawość Zygmunta Augusta, który poszedł za 
łagodniejszem zdaniem Walentego Dembińskiego, podówczas ka- 
sztelana bieckiego ^), aby surowych praw przeciw kacerzom po- 
stanowionych do Oleśnickiego nie zastósowywać, ale zważając 
na jego młody wiek i chęć poprawy, nakazać mu tylko, aby 
Stankara oddalił, wrócił do wiary ojców, zakonnikom zabraną 
własność oddał i nabożefistwn ich nie przeszkadzał. Pod wpły- 
wem strachu Oleśnicki przyrzekł wszystko i to pod zastrzeżeniem 
kary 1000 czerwonych złolycli, nie wicie jednak z tego, jak zo- 
baczymy, wykonał, Pińczów bowiem, jak był tak i pozostał gnia- 
zdem różnowierstwa. Ntaukar wprawdzie musiał opuścić dwór 
Oleśnickiego i udał sic do Królewca, gdzie się stał najzaciętszym 
przeciwnikiem Osiandra, teologa protestanckiego, zwolennika nauki 
o usprawiedliwieniu wbrew Lutrowi; następnie zaś rozpoczął 
spory i kłótnio z głowami protestantów w Niemczech, które kon- 



') Obacz mowę tę i mowę Jana Tarnowskiego in exteti8o w ko- 
respondencji Zel)rzy(low8kieKo wyd: Wistockiego »« appendice Ora- 
łiones Consiliariorum Regni p. 4<i:i. 

-) Ża ten Walenty PębińBki, późniejszy kasztelan krakowski 
i kanclerz w. koronny, ctioi' nio*e jeszcze nie wyjawiał się z herezyq, 
hy( jednak jn^ porló wczas jej skrytym, tak jak późnićj jawnym zwo- 
lennikiem, dowodzi nietylko ta okoliczność, że bronił Oleśnickiego, 
ale nadto wizyta Kadziwitowska dyecezyi krakowskićj z r. 159<i czyni 
wzmiankę, że „w I-'oboro\vicflch w dekanacie Proszowskim kościół pa- 
rafialny przez Walentefio Dęl»i<iskiog-o kasztelana krakowskieg-o złu- 
piony, a z materyałii drzewnego kościelnego folwark postawiony. Pa- 
rafianie nczęszcząją do Wawr^eńczyc liili Zemborina, grnnta zaś dwór 
zagrabił". Ten sani Dębiński jako kaiuierz pieczętuwał i podpisywał 
wszystkie edykta Inb przywileje przez Zygmunta Angusta na korzyść 
heretyków wydane, np. dla Tornnian w r. 15t>7, dla Kwidzynia 
fMarientcerderJ w r. l")6Sł, dla (iradzii^dza w r. I.5f)(), dla zborn kra- 
kowskiego w r. 1572. 



I 



2S0 P0«TĘFOVAXIK ULSŚKICKIBGO PO WUM>KU. 

tjaaoml w Polsee, skoro do niej powrócił, o czćm na swoj^m 
miejsca mówić będziemj; do Pińczowa jednak sprowadzi! Oleśni- 
cki w miejsca jego, wspomnianego Jana Jakóba Srlwiosa z Chrzą- 
de, wkrótce laA Marcina Krowickiego i Aleiandra Witrelina mini- 
strów i osadzi! ich w dawnem siedlisku Paulinów, kościc>} na zbór, 
kJa^ztór zaś na szkołę heretycką zamieniwszy: choć bowiem wy- 
pełniając niby wolę królewską >), przyjął na chwilę Paulinów, 



') Jak się wypełniały pod tym względem rozkazy królewskie, 
dowodem jeat talent eonductut królewski dany Panlinom ze strony 
króla do powrotu do klasztoru i wnet potem dokonane gwałtowne 
pozbycie się ich przez Oleiuickiegu. Ten «ałrw* eonductut znajdujący 
ric w metryce koronnej ks. 79 lit. Z X fol. 373 tak opiewa: Sigit- 
mundut Augutlut ełe. Signifieamut etc. Cum superiori tempore Gene- 
ronu Nicolaua OUettniczky religiotot fratret ordinit S. Pauli primi 
keremitae er eonv»ntu Eedetiaąue Pinezorienti ejeeittt dieeretur no- 
vo»qu« riłut rrligionit ab Eeelesia Catholiea reprobatot, autoniate 
propria, quae Uli nulla competebat , inducere molirełur convfntir.ulaqut 
quaedam per spędem rtligionit apud eum ńerent : acetrsire mm ad 
not juttimut actionemgue earum rerum caitsa ex unicersi senatut tto- 
ttri eofitentu , qui ad not tune freąuent conreneral , inttiłuendam illi 
ette ab inttigatore o/ficii notlri deererimut. Priutguam autem eitatio 
tderelur, cenił ad not attjue ad cUmentiam nottram confugit auppli- 
earitgue nobit, ne jurę cum eo ageremiis, fulurum te in potesiałe no- 
ttra promittent. Not trro memoret majorum illiut, qui de Regno hoc 
ac mojoribut nottrit praeclare meriłi /uenmt, reeepimut eum in gra- 
liam nottram ea legę et eonditione, ut Monachot in Eceletiam Mona- 
tleriumgue Pinczoriente rettitueret, bonague omnia eorum mobilia et 
immobilia redderel, negue ullam vim illis publice vel pricatim in/erret, 
ret ad utum et minitterium Ecclesiae perłinentet illis tradereC nullo' 
qut conventicula praeteztu religionis apud se fieri paterelur^ novot ri- 
tut in Eceletiam ne inducereł, permiltereł autem Monachot omnia pro 
veteri et recepto morę Ecclesiae adminitirare. Quae cum Ule eoram 
nobit pretint tutcepitteł exeqtmturumque te omnia superius seripla 
promittitteł, mitti tunł monachi : Cirillut Prior, Simon Concionator, 
Simon Ctaviger, Joannet Sacritta et aller Joannet pretbyteri, qui ut 
tutiut commorari istic postinl minitleriaąue debila erercere ae bono 
tua tillam Podlesie admiiustrare, iptos tn prolectionem nottram tutca- 
pimut, quemadmodum hitee litlerit noatrit tuscipimus salvumque con- 
dur.lum notirum illit largimiir a vi et injuriit quarumcunque pertona- 
rum, danlet illit plenam polettatem tam iu oppido Pińczów^ gnam in 
atiit loeis Regni nostri commorandi negoliaqiie omnia sua peragendi 
mb hae noitra Regia protecłione et taho conductu, quam eo utąue 
durare volumut, quoa(l per not revoeata non fuerił. Quod Generoto 
Andraeae Gnojeńtla Burgrabio Castri notłri Cracov: et Capitaneo 




POSTĘPOWANIE OLEŚNICiOEOO PO WYROKU. 



261 



to wkrótce znowu tak im doknczyi', że poWtórnie klasztor opu- 
ócić musieli. C(f do samego Pińczowa, ten w skutku napływu 



Nova» Cwitatis Corczin denuntiamus atąue mandamus, ut liunc $al- 
cum conduclum nogirum proclamari vice praeconis iii publicis locis «t 
oppido Pińczów jubeat monacho8quc praediełos ac eorum colonos villae 
Podlesz ab omni vi et itijuria tam Generosi Nikolai Olcśniczky, quam 
aliarum quaruMcunque personarum tnealur ae de/endal pro officio 
capilanaeli. Quod faciet pro officio sito et gratia nostra. Datum 
Cracomae feria Via antę Dcam Incocarił (13 lutego) A. D. l.jól 
liegni vero nostri 2. Joannes Oeziesky R. Pol. vicecaneellarius stt. 

Węgierski (Slatmtiia reformata p. 229) opowiada, że Oleśnicki 
wzbraniał bIc przyjijć wygnanych mnichciw, utrzymując , że przodko- 
wie jegu nie dla próżniactwa i zbytków, lecz dla prawdziwych sa- 
mego Boga chwalców ten klasztor postawili, aż nakoniec przekonany 
przez Jana Ocieskiego kanclerza w. koronnego przyjął ich, pewnym 
będąc, że oni znów okazyą jaką podadzą, aby ich wypędzić. Co się 
też i stało, gd}'ż oni wnet do]iuściwszy się. jakiejś zbrodni (sic!), 
mianowicie krwawiej w nocy (między sobą ?) walki , sami tem przera- 
żeni nazajutrz uciekli. „/», uti erat imperatum, Stancarwn dimitlit : 
at Monachos , salva conseiftitia, se repncare posse, nrgat, ut gui sciret, 
MajoreB suos clausirum iUorum non ad libidines deaidiosorum homi- 
num, sed ad pios solitis Dei verorum eulforum uaus ererisse annuisgue 
vectigalibu8 donassr. Tandem persuasiis a Joh. Ociescio Regni Cancel- 
lario, ut illos, dum temperauter viverent, tołeraret, accepit conditionem 
cerłus non diu Monachos inira łerminos modestiae mansiiros. Negue 
cum persiiasio fefellit. Moz enim patrati denuo sceleris, eruentae 
tcilieet in grassatione nocturna pugnae, eonseientia , perterriti, postri- 
die ae fugae mandant. Olesnicuis igitur poathac Moiiasterium redegit 
in Gymnaaium acholatticum* . 

Cała ta powieść Węgierskiego, która do tego zmierza, aby 
gwałt Oleśnickiego wytłomaczyć, a zakonników potępić, nosi na so- 
bie cechę widocznej tendencyi. Jakążto bowiem walkę nocną mieliby 
wszcząć, kiedy włainie interes ich im nakazywał, aby się jak naj- 
spokojniej zachowali? — etiyba odpierając jakiś napad nocny przez 
Oleśnickiego lub jego przyjaciół (co bardzo prawdopodobnym) na nich 
wymierzony ; poczym obawiając się powtórnych takowych naparci , 
z niebezpieczeństwem może życia dla nich połączonych (cnienta pugna i) 
opuścili klasztor. Tak szanowano rozkazy królewskie i tak pomagała 
protekcya królewska, nroczyście konwentowi w przytoczonym doku- 
mencie udzielona ! — Co do różnicy tego doknmentn od opowiadania 
Orzechowskiego (Annalea p. .58 — 1)4), a mianowicie, że do sądu nie 
przyszło : gdy o sądzie tym tak Orzechowski (/. c.^, jak i Bielski 
(Kronika ks. V. 90 — 92) opowiadają i zdania senatorów przytaczają, 
jak również i Węgierski (1. c.) o nim wspomina, rzecz w ten spo- 
sób da się pogodzić, że OlesEicki wprzódy przyszedł do króla, pro- 



I 




■£łt. vs9a/tw csuzaa siBKrrstiw. 



i*ń*j*^ ewasjńd&ów tak z knja jak i z acraakr. sal aę ^9. 
ĆBTB V dziejsefa hemjiz tu przebywali pr<z ja TjTJfiaiiTtfc 
Seaakara. Kp/wigkltąft. Witrdiaa: Latonirsći. TrzTe«$ki. Łada, 
Labde^k. aaraieki. SełKusaa. Orsaeisaz, S<at»ris3: ta odbrlf 
«iic tjwAj w r. I5->6 i 15->^: ta psałaj i picśai pitri^kie dla łada 
■ktadaao: tu aąpricKj krzątali się htretrrj około pnettoannfr- 
aia pi*tuŁ 4'w.. kt^^r: t^ rz<«zTwiieie zbiorowa. p>raca, d<4LoaaM^ 
ir Brzfewria potińa w r. l>>>ii wrdacrm zo>ulo i zpaaeai jest pod 
nazwa. Biblii Kadziwilowikiej . — eo w>zTstko zpowodowmio, ie 
fa«r«tjeT Pioczńw Atenami poUkiemi zwae poczęli. BWa ta i dn- 
karnk od r. l'*'A do 1-Vil pod zanadem Daniela z Łęcznej, 
z ktńrćj wiele piMn beretjekicfa przeeiwnrcb wierze łw. wysila, 
dziś do wielkicb rzadkości należaejcb. Co do szkoły, o tej oaobao 
Kkoro mowa będzie o szkołaeh różoowierczych , powiemy. Dopiera 
po imieKt Mikołaja Oleśaiekiego w r. ló^^. Piotr Mynkowdd 
bi»kap krakowski nabywszy tę majętno«>!- za ^'*.OffO złotrefa •), 
wymgował ztad różnowierców , kościół katolikom przywródt 
i oddał go znów w zarząd 00. Paulinom: poczem Pińczów pne- 
Ktal być ogniskiem różnowierstwa -). 



hzac, aby nada nie brio. obiecając wszystko wedins: wuli króla Op 
latwK: kąd jednak, (może na naleganie bis^kaiMiwi odbyi się: proOa 
xui jtąo poprzednia może na złagodzenie wyrokn wpłynęła. 

'j Płaza w liicie do Kromera z r. 15h7. Łakaszewicz. Ds^je 
koić, wyzn. helw. gtr. 260. 

*) Pr<5cz Pińczowa posiadała jeszcze rodzina Oleśnickich czteiy 
TAJaiiteczka i jedne wieś odrębną, w których byty kr>ścioły, tj. Oleiniet, 
Sienno, Lipsko, Chmielnik i wiec Strzelce : tylko, ie gdy wlaścieł«łe 
Sienna od tego gniazda swego pisali się z Sienna czyli Sieninskini , 
właiieiciele jK^zostałych miejscowości nazywali się, czyli raczej poio- 
Ktali Oleśnickimi. Cała bowiem familia Oleśnickich dzieliła się aa 
dwie gałęzie od dwdch protoplastów swoich z XV. wiekn : Dobiesława^ 
ktryja kardynała i bisknpa krakowskiego Zbigniewa Oleśnickiego — 
i Jana 'jłowacza, który był rodzonym bratem kardynała. (Obaez wy- 
świecenie cał'^j ti^j genealogii według Długosza w dziele Zbigniew 
Oleśnicki przez Dziedaszyckiego t. I. str. 166. 167., mimo plątaniny 
jaka się co do rodowodn Oleśnickich znajduje n naszych heraldyków, 
Uk *e np. Paprocki — Herby, wydanie Turowskiego 1858 str. 186 
i H87. - nazywa Jana Głowacza synem Dobiesława, a Zbigniewa 
Obsśnickiego, pó;inieJ8zego arcybiskupa gniezneńskiego, syna Jana Gło* 
wacza miesza z słynnym biskupem krakowskim i kardynałem Zbignie- 
wem Oleśnickim). Dobiesław, sławny siłacz i mężny wojownik za 



BODZIMA OŁSŚNICKICH. JAN BRAT MIKOŁAJA. 



25a 



Wystąpienie Oleśnickiego było jakby hasłem do śmielszego 
działania ze strony różnowierców, zwłaszcza skoro zmiarkowali. 



I 
I 

I 



Władysława Jag-ielly, któiy wymurował po dziś dzień istniejący pię- 
kny kościół w Siennie (^Obacz Sobieszczańskiego Wiadomości liistory- 
czne o sztukach pir^'knycb w Polsce T. I. str. 220) i który amarł 
wojewodą sandomierskim w r. 1440, zostawił dwunastu s.ynów i trzy 
córki, (i wszysiy pisali si^- z .Sienna, albo .Sienińskiwmi, a między 
nimi sławny .lakóh zf Sienna, kandydat na biskupstwo krakowskie 
w r. 14<)1, póżnii^j biskup kujawski, a nakoniec w r. 1 47H arcybiskup 
gnieznoński. Co zaś do Jima Głowacza, który umarł w r. 1457 również 
wojewodą sandomierskim, ten obok Zbigniewa późniejszego arcybi- 
skupa gniezneńskiepo miał jeszcze dw6ch synów • Andrzeja i Jana. 
.lan nmarł bezpotomnie; Andrzej zaś, którego Długosz m libro bunr- 
ficiofum dziedzicem Koporyni, Parszówki i Brześcia pod Pińczowem 
nazywa i który miał być takie wojewoda sandomierskim, miał, jak 
pisze Paprocki (1. c), a za nim Niesiecki { Korona III. 430) syna 
Jana Oleśnickiego, i)odscdka sandomierskiego, który miał 4 synów: 
Szczęsnego, który szczesł, jak mówi Pajirocki , z potomstwem, Pio- 
tra, który nmarł młodzieńcem, Jana i Stanisława, z których ostatni 
był biskupem poznańskim. Jan zaś miał dwóch synów: Mikołaja, 
któremu się działem dostiit Pińczów — i Jana, któremu się dostał 
Chmielnik miasteczko z przyległościami w województwie sandomier- 
skiem. Takim sposotiem przychodzimy do naszej epoki, w której Mi- 
kołaja dziedzicem Pińczowa, Jana zaś dziedzicem Chmielnika, a jak 
się pokazuje z wizyty Padniewskiego — i Strzelec wsi niedaleko 
Oleśnicy w województwie sandomierskiem, znajdujemy. — Sienno było 
w ręku SienieńskicJi , z którycli Jan od r. 1.588 wojewoda podolski, 
przyjąwszy jeszcze za Zygmunta Augusta wyznanie reformowane, za- 
kłada ku końcu ItJgo wieku liaków siedzibę aryan. W czasie wizyty 
Kadzi wiło wskiej 1.590 — 15!ł8 Sienno było w rękaeli Sebastyana Sie- 
nieńskiego, o którym pisze tai wizyta, ie wizytę kanoniczną zu- 
chwale odrzucił, kościół zamknął na klncz , a sam wyjechał, naka- 
zując oświadczyć mieszczanom , że nikt do kościoła i do miasteczka 
prawa niema. Niedaleko od Sienna w dekanacie Soleckim archidyako- 
nacie lubelskim , było miasteczko Lipsko, o którem tyle tylko pisze 
AVizyta Radzi wiło wska, że się w nićni buduje nowy drewniany (sic) 
kościół przez dziedzica, dziedzicem zaś jest Oleśnicki. Zapewne tym Ole- 
śnickim jest Mikołaj Oleśnicki, kasztelan radomski, na początku XVII w. 
o którym pisze Łukaszewicz (op. eił. p. .360), że zostawszy katolikiem 
zniósł zbór tntejszy drewniany z dawnego katolickiego kościoła przero- 
biony a w miejscu jego nowy piękny kościół dla katolików wymurował. 
Dokładniejsze szczegóły mamy o Janie Oleśnickim, rodzonym bracie 
Mikołaja, jak wypływa z genealogii Paprockiego i Niesieckiego, dzie- 
dzica Chmielnika, który acz nie tak głośny, jak Mikołaj z powodu 
wypędzenia Paulinów i sądu na niego pod przewodnictwem samego 



»« 





icairk f- 42 yia« Cimótia^ aśMUEzżi <'] 

aarto. wir^a ićaś* iiił'Miivii|T"i riji^i. fca»«.i 
« bu Yćryi ■ w ii wi yw i«K«fexK2. irUrTń. 
i0ia4aal - ««>«» tTBU^Ij r»49^ «T7niit^ fB*(;:^fcec«. 
V>^ tfrtiMAc. 1« TTij I— i li irix»STC7 Ttj stt >k 
z fMflOUi «7«MĆ ń: 'Jaś/ . JMiMOą j» p—^"^-* : V 

FiKsw 4itf«en> f«tek«wj z kiwcM^a kiuki.. 

yf^iśmm, rmjfn ttn/erm niMm Jtmmmn O Utmi e LMJ a 

Cim fiTKffJi m mm rit tt huntiem imi^aót; fUiammm 

yr*p* ' ^tfm a n mm. /ni — i tt 4*etmm rirmm, 

frtfem tmmm H im 4«m» pUkm»mU imUr httntiem, 

rt» mirm»termt, fmitmtiir mmmi$ mamnttm erfmLt. Em fw 

ksertUet 4e i m imtt rim tfium 4»mm pit i m nau 

4tt» tt ds m i m tt mUmtmmtim tmnis pUimmi. ptemmim . mnim, ^tn wt Mfe 

mpptiiKr camjUjfrmrmMt. Ipte m mm tmmitm rf*fit. . . IMQ iri»- 

czfbtlM: . 1U» pmlM. eaUctm mrftmttmm tt 

r€xiU* it m apmn tmmta H Crwei^Ln rtifo imipotilo 
bmtum im Si)dł6te im ItMpUmli emlamit Mt *H«m mfiłj. Jcteli 
<!«■* fMtmhiikuęo i spalenie aactępie mzynkiek sfoiftów 
mjtkf Bswet kncjfn. iwudczy, Łt bererrcr przed aiańi dc wtt 
tatatt: Uf z imcU} ttnmj widok te^ 8<>-leóiefo stutm wttti «|> 
kiw inyktmyeh w włamja doMi ńę broufce^, nie ckeąeego ad^K 
44 pAndli, k]« przez 4 UU wytrwale aę opierająeego 
gwMtUfm i przeiladowsiiiom, przeJBąje nu podziwcB i 
A o Strzeleaeli pisze tai wizyta p. 61 : Strzelce wieś Jana OlaM* 
fj^tąn, który wypędziwszy rzeczywistej plebana niejakiego W^|ei»- 
thrm»Utęo, kośdól zprofanowal i zabrawszy naczynia i spis^-ks- 
tfeieloe, poobalawszy ołtarze, sprowadzi! heretyka Jakóba z JgdiM> 
Jowa, który dotąd pozoctąje. Dziedzic wybiera dziesięciny i adzMa 
z Usfo, Vi ebee, ministrowi; obrazy popalił. Poddani z pobliaki^ mi 
1'ieezybiegi zmoszani są biciem, aby słuchali kazań here^ddch; f«> 
tajemnie jednak przyjmują Sakramenta w Pacanowie. (Stretiezm ff 
phOHOta. Hatrta d. J. OUe$niezki, cui Eeelesiam ezpuUo pithmmo h' 
ffitłmo Woijeieehowtki prabytero pnphanamt. Argentea Mias, rnłif 
taerai d4ttraxit et pro $e uaurpamt, altana etertU. Et haerttietaM m»> 
nitirum taieum quemdatn Jaeobum de Andrzejów indurit, qui {HUm 
e$t haetenu$. Deeima$ haeret pereipit et dispensat suo mimisiro pnmt 
puit, Imacine$ exu$tae tunt per haeredem. In viUa proptmgpui Pt»- 




MARCIN ZBOROWSKI PBOFANATOB KOŚCIOŁA W OLEŚNICY. 255 

rowego po sejmie w r. 1550 wydanego przeciw różnowiercom 
edyktn, o którym póżnićj, bardzo łagodnie iu prcuci w ich spra- 



czyihitgij ejutdem haeredis suhdili duo Stanislaua Bluij (sie) et Jaco- 
bus Blachowicz eiamitiali cum dolore rełultrunt^ te incitos eogi ad 
coneiones haereliras audiendas . . . et verberibtis, Nihilomhius clande- 
stitie in Pacanów accipiunt Saeramenta. Confirmati sunt , ul peraistant 
in antiqua pat rum suorum religione. . . Argenii per haeredem accepti 
de gualitale reseiri non potest. Przykład napędzania poddanych kijem 
i groźbą na stachanie kazań heretyckich nie by) ta pierwszym ani 
ostatnim, świadczy zaś jak z jednaj strony o dzikości dziedzica, tak 
z dragi^j strony, ie Ind brzydził się herezyą i potajemnie w Sakra- 
mentach ii. sznkal gdzie mtSg-ł pomocy i pociechy. Ze słów „Cruei- 
firo rogo imposito^ raoinaby wnosić, że Jan Oleśnicki i otaczający 
go heretycy byli antytrynitarzami, co tera bardziej można przypuścić 
że i brat jego Mikołaj po roku 1.5t>0 przechylił się do antytrynitarzy, 
skoro ich tyla w swoim Pińczowie tolerował. 

Lecz najtrudniej nam pojijć, jakim sposobem kościół w Oleśnicy, 
gnieździe rodu (Ueśnickich, stał się pastwą już nie Oleśnickich, ale 
Zborowskich, którzy go zprofanowali i kacei-stwu oddali. A przecież 
tak pisze wizyta Padniewskiego p. 01 : Oleśnica. Kości6ł murowany 
(ten sam, który kardynał Zbigniew Oleśnicki w pięknym stylu z ciosu 
wybudował), przez kasztelana krakowskiego Zborowskiego i syna jego 
kasztelana bieckiego (Piotra) zprofanowany od lat trzech (a więc 
w r. 1563). Pleban wypędzony, w sąsiednim mieście Pacanowie ży- 
cie skończył. Dop6ki żył, parafianie potajemnie od niego Sakramenta 
przyjmowaL. Wszyscy mieszczanie i parafianie, prócz tych, którzy 
są w zamku, trzymają się starej wiary, choć ich zmuszają do słucha- 
nia kazań jakiegoś heretyka Macieja laika, który obalił ołtarze i obrazy 
popalił. Utwierdzeni są w wierze, aby w starej religii ojców pozo- 
stali. Pragnieniem wielki^ni pragną, aby byli od tych naparci uwol- 
nieni i mają nadzieję w biskupach. (Oliesnicza. Eeclesia pąrochialis 
murata et fabri/acta, per olim Castellaimm Cracovtemem D. Zborow- 
aki et D. Bieczki ejus filium prophanata o tribua annis. Plebanus pul- 
aua et in ezilio in oppido ińcino Pacanów vita e.rceaait. Oppidani et 
parochiani ab eo clandestine saeramenta percipiebant. Omnea oppidani 
et parochiani^ praeter eos, qui in aula tferaantur, retinentur in reli- 
gione antigua ; eoguntur ad concionea audiendas haeretiei cujuadam 
Mathiae laici, qvi altaria everłif et itnagines eztuait. Confrmati tunt 
in fide oppidani, gui renerunf ad me. Desiderio desideranł hberari... 
et spem habent in episcopia). Czyto więc tytnłem kupna, czyteż tytu- 
łem innej jakiej zamiany doszli Zborowscy do posiadania Oleśnicy ; 
czy też może nie w swoji^m dziedzictwie gospodarowali, dość, że nie 
Mikołaj Oleśnicki zprofanowat kościół w Oleśidcy, jak pisze Łakasze- 
wicz (pp. cii, p. 388), ale Marcin Zborowski wraz z godnym siebie 
synem Piotrem, który tam także leży pochowany (Niesiecki IV. " 




33« 




»d !ii>T<«C7<tiiKfc VT?<> ckió^ »■■> Jkć -* .^tnrl^aó. i f« 
*>t»i>a. i^-ńAiaeUL.* mtkb. wj^attki »i n-fk:- ęrł^fcą tent. t» mą 
ikmu, tuófrl ^.^l • łw i ŁU *. ciJzK te-Htzśr z^r^i^iEiat i k-Mcatt k»- 
*xrMm vś(i»r/: frzjT*^ b«!i9ii{ :t*x z :ez-:- C4>v>3x i wju ■■!■■£ 
« trzjsiaKia oc '>»zt ^^ieć-^ pTavK vizc<iiie *^i3a. €« « «■■>§• 
kiywwta. '»m <iAf i^r'' ea forzątfci !7-ęv wieka ka:9lik«M •iiamj a»- 
KM. «k«r> Zl'iiitriiJA'v J.aiKk«r>teki f« fc«zp«toBB4M i^paz rodsaBCg* 
iurMk. zaeii{t««> kalwiaa. ktirr fr»wĄs k^fsa czt $faiik« km k«Aai 
'.'•'t/t «>^ki yAuiil Olftńiee. o^-izioizjczrt tak'>vą i aACYkańit 
y y/rwimutm z t^^w* |« bran*- B«*tą. eórką Stuiistiwa TaiB«v- 
«ki^jr<». kuzl^Iana )aail'/si^T«ki««9. kat«!i<zką i >^j ojcea gwliwja 
takte k^uAHuum. k«4<łót v OWnier wraz z cat^ia aposałeueai ka- 
tAlikMB ^<'aT)<<rłi < AlU^. Otite. f. 14r^ Iiue wri^j wspoaniaBe ka^ 
eMjr «mi«3łj uki« aa początka 1 7-fo wieka do nk katolików prfcs 
kakMa. w Ckaidaika. który p«Bi«wai aiiastcczko to od Okśaiddtk 
yn»*^b 4» r%k kalwii«kji(j laiailii Gotnchowskich. sajdłaż^ ba | 
ealy ynwkt «i«k ł7-at7 ai do r. 17'»9 w rekach kalwinów 
wat. Na zak«rftez<tni«: powiedzar, te faailia ta. którą rzec _hb^, 
•prcnai^niał wsponmienu^m swojcni tak wielki przodek, jakiat fefi 
7Jńi(nif.w (tMukki bukap krakowski i kardjn^. która w ló-a^pa 
wkko wydała dwóch areybiakapów, dwóch biskapów i wiela saałato- 
nydi mętów, którym imi^ tfwietne i po części dostatki swe atwdai^ 
czala, w XVI wieka odńępstwem od wiary splamiła tot iai^ uw i j a 
i powoli ifakaii: w hiatoryi ; choć bowiem Mikołaj Oleanicki kaastolm 
radonwki cyn wspoauiione^o powyt^j Jana, (ar. w r. 1558 -f- w & 
Wa^ wojewoda labelskiai, pochowany w koćciele ś-go Knyła aa 
^^y^^i Kirzti w kaplicy, którą w r. 1604 ponad odwiecznie znąjdąj^- 
Ciiai ttg tam ip-otHi«i awoidi przodków wystawił i ffdzie ma detfl 
piękny marmurowy natprobek), wrócił do wiary ojców fAUoq. Otim. 
p. lll>t potomkowie zaś Jana i Jakdba Sienieńskich, tMwdętj^ 
jak pAźniój zobaczymy aryan, wielkiemi nawet cnotami rhrrftrlrt 
skiemi i kapłańskiemi zajaśnieli (Sienieński Jan brat Jakóba maad. 
w r. 1542 arcybiskupem lwowskim; Sienieński Kazimierz syn Jur 
kóba, Jezuita f 1660; Sieniefiski Stanisław, kanonik gniezneńaki -f^- 
1754), to Jednak rodzina ta nigdy się już do dawnej świetnośd ■!• 
wzBloćła i przy końcu IT-go i na początku 18-go wieku zupefarii 
znika. A to wszystko stało ńf za przykładem i przewodem pIoch«f», 
damnego 1 lekkomyślnego jój członka, Mikołaja Oleśnickiego, 



STANISŁAW MATEUSZ STASMCKI. 



2J7 




I 



wództwie krakowskiem i na Dubiecku na Kasi w roku 1546") 
apostatował, przyjąwszy za przykładem plebana swego wspom- 
nionego powyż(?j Felixa ze Szczebrzeszyna Krucigera, najprzód 

dzica Pińczowa, smatnego narzędzia w rękn lierezyarchów, którzy 
się nim do celów sivoii'li posługiwali — i któremu leż nie żaden 
z poważnych historyków, jak niegdyś jego przodkom , ale jeden z tych 
zwolenników herezyi, którzy na dworze jego przebywali, poeta, pa- 
negirysta, słowem Andrzej Trzycieski w wspomnianym i)0 wyżej wler- 
szn swoim, taką smutną pisze pochwałę : 

Pinczoyia eel primo eei numeranda loco 
Primus ulii nutu coelosti Oleńnicius heros 
Aggreditur aanctae religionis opus 
Ejecitque suid monachog idolaiiue templi 
Et sacra Misnarum prodigiosa Papae. 
Restituit reterus cuUus forniamijue Bacrorum 
Qualie Apostolico tenipore prima fuit. 
Et quamvis ideo sit plurima passun uC omnes 
Crux Beiiuitur gubito corpaa ut umbra pies, 
Haec praedura tamen crux non deterruit uUum 
Quem Deus ad sanctumcunąae Yocarnt opus. 

Ad vocetn tych ostatnich słów Trzycieskiego, że krzyż miał 
do zniesienia Oleśnicki (Et quamvis ideo. . . etr), dodajemy jeszcze 
jako curiosum, że Lubieniecki za Otwinowskim (Hist: ref. p. 32) 
chciałby go nawet z tego t3'tułn uczynić męczennikiem, że gdy był 
na pokojach królewskich w znani^j swej sprawie, pies królewski rzu- 
cił się na nii'go i pokijsal go aż do krwi, co on zniósł stale... etc. 
\£isum teneatisl 

') Węgierski Siar. reform, p. 126. Rok ten zgadza się także 
z datą podaną przez wizytę Radziwilowską, która pisze, że Stani- 
sław Stadnicki kościół w Niedźwiedziu oddał kacerzoin przed 50 laty. 
Gdy zai ta wizyta odbywała się w r. 1596, wypada zatem, że to 
oddanie kościoła heretykom nastąpiło w r. 1.54H. Byłby to więc pier- 
wszy kościół w całej Polsce (z wyjątkiem Prus), który oddany został 
kacersŁwu, po nitu zaraz idzie kościół w Chrzęcicacli, po nim w Łań- 
cucie, jak zaraz zobaczymy, a następnie w Pinczowie, w Dubiecku etc. 

Co do samego Stanisława Mateusza Stadnickiego, — był oa synem 
także Stanisława, trzeciego syna Slikołaja wojewody bełzkiego, jed- 
nego z protoplastów domu Stadnickich — i posiadał rozległe dobra 
tak po ojcu, jak i po matce (Natalii z Kmitów), tak w województwie 
krakowskiem jak i na Eusi ; a inianowicie w województwie krakow- 
skiem: Niedźwiedź, Krzelów, Tnr::yn, Swarzyszów, Wojciechów, 
Tarnawę, Podlesie, Bruss, Zaborze, Białowieże, Zegartowice, Piotrko- 
wice, Damianice. Po matce zaś posiadał ; połowę dóbr Wiśnicz, Lexan- 
drowf, Borownię, Łomnic, Rogozie. Na Rnsi zaś także po matce: 
Dubiecko , Iskań , Sliwnicę , Drohobyczkę , Ruską wieś , Połcho' 

Dłiejł EefoniUTi w Pulice T. I, 17 




tiAiasŁAw MXTgcai STAimcKi. 



jlk ric zdaje hnenkie, a podća kałwinAie wrnaoie i 
tij Niedtwiedł (wieś o 4 aiłe od Krakowa na p6laoe 



Stammt, JsYonuek) wolę. Bjino. Przrtad^, Javonik (miasto). Haik, 
tMUwkf, Eoato«t, BodMRCc, PoviokoBę. Bwtkówfce. I>ąte«vfcf 
WoImb, DyHeowg, Sielaiec, NicaB4«v(. Szklarr, Taraawfcf , Pi|S- 
(Ok: K«d*«odj 8ta4akkkfc pncs Kateiena kr. Stadaidrftgo). 
jego t*dz«aa Bartwn bjU za JakMcai Octraragiea, ta aa 
ktin m^ swego « r. 1551, jak fAtaHj opcwieaj, wct^sagła ^ 
w^zBaaia bnd Cieakich ; łooa zai jeę9 Uktę Bartarm , doi( p«wi^ 
izifi, te była córką Mardsa Zborowskiej, abj zład o herrtjrkite 
jij — yoatWfafB aiać wyobnieaie, o* aresEtą i fhku pMwjcrdaily. — 
Dodać ta jeBKM muiaj, U aiała aa poate oajlka W^joakke*, 
ktbrj yiirąe f£Z«». reform, p. 126) o Fełine Kradgcrze ze Szor- 
bireazjraa ^fiu o. ló-f (> ima ncat potromo g»o yiroUto St^dmtno Pomtt- 

fifii* trroribui dtponiU ' mianoje Uępt Staaisława Stadniekieg* 

Mikotajeai : tadziei niejasno^ i plątaidaa w t^n aiifjara NieciecUig*. 
który T. lY. nr. 129 pisze: .Harek (7) ze Zaugroda Stadaieki, 
4r**^"^- na DolńeAo w Sanockiej i aa Niedźwiedzia etc w kTak««- 
aktt| zieaii. nual dwjeh synónr Marcina kasztelaaa saaockie^, dzi^ 
dzica na Niedźwiedzia, którego wspominają konstrtocye s^jatac 
z r. 1609 i 1611: tadzieź Stanisława starostf tjgvnil»kiego. ktkj 
w Dubiecko ko^ół katolikom odjął, tadzież z Laócnta Dmaiaikaai* 
ragowal", — bjiy zapewne powodem niektórym pisarzom, jak Maa- 
rycemo hr. Dziedoszyckiema (Piotr Skarga i jego wiek I. 46\ X 
Boliśskiema (Hist. ko^ć. pol. L 94). że sądzili, źe byio w tym cn- 
>ie dwóch .Stadnickich, jeden na Niedźwiedzia, dragi w Dabiecks. 
którzy ko4doły w tych miejscach zprofanowali. Gdy jednak Wojcied 
Węgienki w kronice zborn krakowskiego tego samego Stadiuckie|« 
z Niedźwiedzia aż na dwóch miejscach str. 7 i 8. mianąje wyraźnif 
!rtani»tawem : gdy i Otwinowski w swoich Heroes Christiani eie. pi- 
sze: ,Stani$lau$ Matfiaeu$ Stadnicki in Siedżwiidś et DuAieeto*: 
gdy i Cichocki (AUog. Otiee. p. 129) o jednym tylko odszezepie&a 
Staaistawie Stadnickim wspomina; gdy i wizyta Kadziwiiowska z r. 
1596 wyraźnie pisze, ie .Stanisław Stadnicki kościół w Niedźwiedsił 
kaeerzom 'jddał; gdy współczesny Stadnickiema Andrzej TrzydsAi 
w przytoczonym powyżej panegiryka tego samego Stadnickiego a- 
równo dziedzicem Dnbiecka jak i Niedźwiedzia czyni ,Sit rt Sttimi- 
ritu etc. Dubeciae nam ttmpln tuae pagiąue quod Ursi nomen hdbtl, 
pura religione notat" . . . ; a nadewszystko, co rzecz stanowczo tw- 
■''^ys*; S^y przytoczony powyżej rodowód Stadnickich przez Kazi- 
mierza hr. Stadnickiego, o jednym tylko Stanisławie Mateuszu St»- 
dnickim dziedzica na Niedźwiedzia etc. w krakowskiej, a na Dubiecki 
etc. w Roski^j ziemi mówi i Niesieckiego błędne podania prostuje - 
niema wątpliwości i nie potrzeba nawet na to tyle dowodów, te je- 
den tylko był dziedzic w tym czasie na Niedźwiedzia i Dubiecka, 




NIELDŹWIBDŹ GŁÓWNE SIEDUSKO HUflSTBÓW H£B£TXCK10H. 259 



gniazdem herezyi i g/ównźm schronieniem dla kacerzy (pestiłen- 
t.is.-iimu)ii iiiiuiMrorum nce^ilaculuni , jak mówi Cichocki AU. Osiec. 
p. 129), zkąd falangi n^inistrów, jak mówi dal^j tenże autor, wy- 
chodzi/y, którzy rałą krakowską ziemię i samo miasto Kraków 
zarażali, tak jak znowa emissaryusze z Pińczowa do znaczniej- 
szych rodzin się wciskali, aby w nich prozelitów robili '). Co do 
Dubiecka, które było na Kusi w ziemi sanockiej, do niego najprzód, 
jak mówiliśmy, schronił się Stankar, zanim jeszcze przybył do 
Pińczowa, uciekając z Lipowca, tatn bowiem jak się zdaje, prze- 
bywał podówczas (W r. 1550) Stadnicki. Czy to więc z jego namo- 
wy, jak później w Pińczowie, czy też, co prędzi^ w skutek da- 
wniejszego już zamiaru tstadnickiego, któremu teraz Stankar do- 
tuszył, a wystąpienie Oleśnickiego bodźca dodało ; dość że nie- 
długo po odjeździe Stankara i po owdm wystąpieniu Oleśnickiego 
rozpoczęły się gwałty i prześladowania w Dubiecku. Równocze- 
śnie i na innych miejscach pokazały się podobne gwałty i bez- 
prawia, rozpoczynające ową epokę powszechnej wojny przeciw 



Stanisław Mateusz Stadnicki, który kościoły w obu tych miejscach 
zprofanowal. 

') Niediwiedzium cuasi tu (hxeris ursum , unde phalatiges mi- 
fiislronini ad depraedandas animas ercurrebanl , mulacLise naturom 
auam pidetur (n. 1015), ut jam a auis finibus mniislelloa, lupinis pel- 
libus lectos , arceat, nee ibidem consistere amplius paliatur. Et pro- 
cułdubio Niedsu-iediium illud , qtiatuor milliaribus Cracocia distans , 
ernt pestilenti!>siiiium tnini«trorutn receptandum , qiii magna ex parte 
Cracovien3e illud tottim territorium una cum urbe inftcerant , quam- 
cuam ex altera parte Pinczovia emissarios illius tempes/atis complo- 
ralissimae , perduelies ad familiaa inaigniores in Catholicoa exstimu- 
łandas, aubmittebat. (Allog. Osiec. lib. II r. VIII. p. 129). I słusznie 
nazywa Cichocki, czyli właściwie jezuita Sawicki, NieJiwied* ^pe- 
stilenlisaimum minisłrorum recept acułum' , tu bowiem było siedlisko 
superindentów kalwińskich Małopolskich, jak Felixa Krucigera, a po 
nim Stanisława Sarnickiego, około których gromadziły się całe kliki 
ministrów, które zt-ijd rzeczywiście, tak jak i z Pińczowa, na rozbój 
dusz ludzkich (ad depraedandas animas), a nawet na rozbój mate- 
ryalny, bo na zabieranie i łupienie kościołów etc. wychodziły. Że 
jednak cala ta propaganda nie tyle osiegujjć zdołała, ile nieraz bru- 
tałstwo i absolutyzm jednego dziedzica, z całego jej przebiegu poka- 
zuje się — i dlategoto już poprzednio mówiliśmy, ic reformacya nie 
na żadnym na drodze przekonania budującym sig przeobrażeniu, ale 
głównie i prawie jedynie na dumie i samowoli raożnowładców byt 
swój zasadziła. 

17* 



2CiO ^^^K Kansnor nŁacsŁ. 

koiciofewi w Polsce, która heretj«f woju świętą >), mj 
daldu» slamiićj i sprawiedliwiej , cko^tjtmj oa nia tylko z ponkt 
prawa wlanoAri i wiekowego ponadaitia patrzjii, rabacją r«li- 
gijaą nazwać możemj. Pierwszym jednak , który na Rosi rozpo- 
esąl ową wojnę, byt nie Stanisław Stadnicki, jak podają Loka^J 
■newiea (Dzieje kość wyzn. heiw. w Małopolsce str. 377), DzieJ 
duzyeki (Piotr Skarga i jego wiek L 46), Baliński (Hist. 
pob. L Mj, idąe w tem miejsea zapewne za blędnćm twierdze*! 
iea Niedeekicgo, który pomieszawszy Stanisława Stadnickiego. 
ftaraatę żygwnlskiego zwanego djabeł, z ojoem jego Stanisłat 
Mateotem Sudniekim, — pisze daiej (T. l\' str. 129), łe tea 
oftatni <nie dodając mn jednak imienia Mateusz) .kodciót kato- 
likom w Dabiecka odjął, tadzież z L^cata dominikanów rago- 
wał,'' — ale Krzysztof z Pilezy Pilecki, dziedzie w tym ezasie 
ŁańcoSa, który, jak piszą Acta EpUcoj^Ua dioectsis Piretmdiemm 
ftimmm XIII, przytoczone przez Pawłowskiego w .Prtmitlia m- 
era", jni w r. 1548 zakazał, aby w kościele parafialnym w Ł«A- 
encie nie śpiewano officimu o Najśw. Maryi Pannie ; w dnie 
postne jadł z mięsem i poddanym swoim czynić tak kazał, a aa- 
koniec dacbownym przy tymże kościele przepisał nową na sposób 
loteraki liturgią, którćj się trzymać i według której nabożeństwo 
odprawiać mieli. Gdy zaś ciż duchowni przyjąć tej liturgii nie 
chcieli, wtedy odjął im dochody, a nawet biciem ai do krwi do 
przyjęcia takowćj zmuszał. Gdy się o tem Jan Dziaduski, bi- 
skup przemyśiski dowiedział, posłał do niego upomnienie, ab; 
zaprzestał tych nadułyć, a zarazem aby się przed sąd jego do 
Brzozowa w piątek przed niedzielą palmową 1548 r. stawił celem 
nsprawiedliwieoia się z przerzeczonycb postępków. Lecz Pilecki 
gardząc wezwaniem biskupa, ani na ten, ani na drugi naznaczony 
sobie termin nie stawił się, ani też dręczyć katolików nie prze- 
stał. Przetoż biskup dekretem swym pod dniem 19 kwietnia 1549 
roku rzucił na niego exkomunikę większą, miasteczko zaś Łań- 
ent poddał interdyktowi, rozkazując, aby nabożeństwa w nićm 
i wszelkich czynności kościelnych zaprzestano, zgromadzonym zaś 
odgłosem dzwonów mieszkańcom w niedzielę lab święto o przyczy- 
nie interdyktn wytłomaczono; równocześnie zaś aby po Łrzecbkro- 
tnćm dzwonienia oraz zapaleniu i rzuceniu świec o ziemię, Krzy- 



») Trzycieski, Ostafi Trepka etc. 





OtANOWAOTB PBZEZ HBREZTA ŁAŃCITTA. 261 

sztof Pilecki uroczyście jako exkoinunikowany ogłoszony zoBtał. 
Teraz nastąpiło całkowite wypędzenie kleru ze strony Pileckiego, 
a wprowadzenie na jego miejsce do miasta i do kościoła mini- 
strów laterskich, między którymi odznaczał się Bartłomiej z Mo- 
ścisk, dawny kapłan, który apostatował i którego exkomunikę 
czytamy pod dniem 10 kwietnia 1562 w aktach biskupich Wa- 
lentego Herborta biskupa praemyślskiego vol. XVI. Po przybycia 
tych nowych apostołów i rozpoczęciu przez nich propagandy he- 
retyckimi, niemieccy mieszkańcy miasteczka wkrótce dali się na- 
mówić do herezyi; ci zaś w niewielkiej liczbie, którzy jiozostali 
polacy katolicy, do pobliskiej wsi Soniny, gdzie była kaplica 
drewniana Św. Jana Chrzciciela , udawaiJ się musieli, aby tam na- 
bożeństwa słnchai' i modlitwy swoje odprawia*^ mogli 'I. 

Równocześnie, jak się zdaje, wypędził także Pilecki Domi- 
nikanów z Łańcuta, których tam niegdyś Stadniccy fundowali, 



') Przywodidmy tu cały nstęp tyczący się Pileckiego z dzieła 
„Premistin sarra' . 7. któregośmy rzecz o nim wyczcriili : CJiristophonis 
Pilecki, hononim La>icuf. hiierea, prhniis in dioeeesi Premidirnsi sacra 
catholica eliminnre ae Lnlheranigmuin introdur.ere rnepit. ProhibuH 
eantum offirii de B. M. V. in erclesia parofhiali , diebui et tfmpori' 
biis Jejiinii non tantum ipscmet caniihim ufscebntur, sed et suhdUia 
luis ad idem Jiiciendiiin auctor /nit. Mot et dero pnrochtae Lannit 
nonnm Lnt/teranae hai-reni ronformem liturgine. formnm prnescripnit , 
renitentes vero non soliiin prurentibus prioarif , sed et rerberibus usipie 
ad snnguinis ejfu^ionem lrn'-tavił. His compertia Joannes Dziadmki 
tiionitorium ad ipsum direxit, uf a coeptis d/tisteret et eoram judi- 
eio Episcopali Drzozoviae fer. f!. anie Dominiram Palmarum 1548 
eompareret segue de praemissis justifiraref. Snrdo cecinit ; nam Pile- 
ciiię negue in hoc negtie in altero teriiiitio coiiiparuit , negue a catbo- 
licis vexandis de titit. Ideo Eppus derreio sno dd. 19 Aprilis 1'}4H 
ipium ezfomunieationi , oppidum vero Laneul inierdirto subjecit, man- 
duns, ut a dipinis peniiiis cessaretur popitlogue diebus Dom: ac f^ati- 
vis cnmpanarum sono ad Esani c<mvocato, causa interdicti ezponere- 
tur , tum vfro campanis ter pttlsiifis ac candelia accensii ar demum 
in trrram projectis, Clirlslop/ioriis Pilecki ercomunicatus declarnrelur 
(Vide Arta Epp : col : XIII). At Pilecius projiigato rlero catbolieo, 
ftiinistros Lutheranoa in oppidum inirodurit , ex guorum numero fnit 
Barl/wlotnaeua de Mościska, sacerdos apostata, cujus cxcomunicałio in 
aclis Ytikntini Ihrborih col. XVI sub 10 Aprilis 1562 legitur. Ho- 
rami opera Gennnni luci incolae brevi tempore ad haeresim traduełi 
Bunl^ pauci vero qui supere.ra>il Calholici devotionis causa ad Capeł- 
lam in oicino payo .'•ionina excurrere debebanł. 




i 



262 ■WTGSASIE OOMIKEKAKÓW Z ŁASCOTA. ^^^^^^^H 

jak pisze Kiesiecki HV 180) za Bzowskim (Propago dni iSj^H 
aidki fni. 9), o czćm także wzmianka w Okólsklm Russia jłor^^M 
p. 37. Rzecz ta jednak, t. j. wypędzenie Dominikanów tak odbji^' 
się po cicha i tak przeszła niepostrzeżenie, że prócs sam^o fakto 
żadnych innych okoliczności towarzyszących Łeron wrgoaoin 
n kronikarzy nawet zakonnych nie znajdujemy. Nawet czasza do- 
kładnie podanego kiedy się to staio, a tem mnićj, kto tego do- 
kona}, nie spotykamy, Bzowski bowiem, Okólski, a za nimi 
i Barącz iRys dziejów zak. kazn. I. 314} pisze tylko, że klaszt^^ 
i kościół pud wezwaniem apostołów św. Piotra i Pawła, któ^V 
założyli Stadniccy, wkrótce do szczętu zburzyli heretycy. Niesiecki 
pisze wprawdzie (I. cl że „z Łańcuta rugował Dominikanó^H 
Stanisław Stadnicki, starosta żygwulski" ; gdy jednak Niesiecff^ 
widocznie myli się co do tego starosty żygwulskiego mieszając 
go z ojcem jego Stanisławem Mateuszem Stadnickim; gdy za cza- 
sów Stanisława Stadnickiego starosty żygwulskiego zwanego dja- 
błem, który drogą zamiany nabył w r. 1586 od wdowy po Krzy- 
sztofie, Anny z Sienieńskich Pileckiej Łańcut wraz z przyległo- 
ńciami (Rodowód Stadnickich p. 9), — nie było już Dominikanów 
w Łańcucie, a więc i wypędzeni przez niego być nie mogli; naj- 
prawdopodobniejszą jest rzeczą, że ich wygnał Krzysztof PiJe- i 
cki ') z współudziałem może Stanisława Mateusza Stadnickiego, 
jako potomka fundatorów klasztoru, który może z tego tytułu 
prawo sobie jakieś do kJasztorn i kościoła rościł. Wypędzeni Do- 
minikanie odzyskali dopiero swoje posiadłości w r. 1021 za de- 
kretem trybunału, a nowy dziedzic Łańcuta około r. 1630 Stani- 
sław na Wiśniczu Lubomirski wojewoda ruski, katolik, powiększył 
ich ujwsażenie darowizną wsi Krzemienicą'); równocześnie zaJ 
ministrów heretyckich, którzy tu nawet szkoły mieli, tak z koś- 
cioła parafialnego jako i ze szkół usunąwszy, kościół katolikom 
oddal i pasterzem opatrzył, a nawet kollegium Mansionarzy przy 
tymże kościele fundował '). — Wracając do Dubiecka, które było 
drugidm główne m po Łańcucie miejscem, zkąd berezya rozcho- 
dziła się po Rusi, Stadnicki rozpoczął dzieło swoje od tego, te 

') Tak też pisze Szematyzm kleru dyecezyi przemyskiej z rokn 
1873 p. 116 w opisie kościoła i parafii Łańcut, a mianowicie, te 
to Krzysztof Pilecki był, który tego Loliaterstwa dokona!. 

') Ibidftn. 

*) Ibidr.m. 



LlTtTRGIA LUTEB9KA W DUBIECKU. 263 

sprowadził do Dubiecka z Niedźwiedzia ministra interskiego Al- 
berta z Iłży, któremu, skoro tylko przybył, kazał zaraz ochrzcić 
nowo narodzonego syna swego riłii luferaiw. Nastęjjnie miał tenże 
Iłża kazanie w kościele bez pozwolenia biskupa i rządcy kościoła, 
w którem przeciw Mszy Św., wzywaniu świętych, przytem na 
papieża, biskupów i kardynałów piorunował; o czem skoro się 
biskup dowiedział zacytował go przed sąd swój, lecz za niego 
stanął Stadnicki i przyznał zuchwale, że tak wszystko było; 
wskutek czego biskup nie stawającego Iłżę in roiihimaciam exko- 
munikował i z dyecezyi proskrybował. Mimo tego Stadnicki 
w kościele szpitalnym w Dubiecku kazał mu odprawić liturgią 
po polsku, sprowadziwszy gwałtem potrzebne do tego apparaty 
z kościoła parafialnego. Liturgia ta tak się odprawiała według 
naocznych świadków '): Po introicie, kollekcie i epistole, chłopcy 
ze szkoły prozę o Duchu Św. na cztery głosy odśpiewali. Po 
Ewangelii było kazanie. Potem śpiewali: My wierzymy w je 
dnego Boga etc.; pot^m litanią, opuściwszy ^Sancte Pefre" i „om 
pro iinbif:'' . Po (iirtiiiis odmówiwszy scnrtu i prefacyą po Intersku 
niezwykłym sposobem odśpiewawszy, powiedział !<(iiirłi(.-< i opuś- 
ciwszy kanon Mszy Św. dodał zaraz: Cid jirldie ąuani paterefnr, 
a potem wziąwszy patenę z chlebem i obróciwszy się do ludu 
powiedział: Paweł tak mówi: „Wiara ze słuchania i wy słucha- 
jąc słowa bożego dobrze to poznajecie, że pod postaciami chleba 
staje się prawdziwe ciało, a pod postaciami wina prawdziwa 
krew Chrystusowa". I stojąc zwrócony do ludu wymówił słowa 
konsekracyi nad chlebem i nad winem. Potem postawiwszy kie- 
lich na ołtarzu zaczął: Oreitiits, pracceptix saliitariints moiuti etc. 
Potem: Pokój Pana niech będzie zawsze z wami. Następnie opu- 
ściwszy wszystko rzekł: Błogosławieństwo Ojca Syna i Ducha 
Św. niech zstąpi na was i zostaje z wami. Potem rzekł; kto żąda 
aby komunikował i krew Pańską pił, niech powie: Panie nie je- 
stem godzien etc. I rozdzielał jtod obiema postaciami mówiąc: 
Wierz, że to jest prawdziwe ciało Chrystusa, które za ciebie 
wydane zostało. I podając kielich mówi! także: Wierz, że krew 
Chrystusowa za cię wylaną została, aby krew twoja z nią złą- 
czona była. To jedz i pij. Potem złożywszy konsekrowane pozo- 
stałe części na ołtarzu i uklęknąwszy powiedział; Wierzę że to 



') Prf.miglia sacra p. 273. 



264 DALSZE PROFANACYB STADNICKIEGO. ^WJ 

jest prawdziwe ciaio i krew Chrystusa, aby ciało i krew moja 
z nią złączona była. I pożył. Zakończono wszystko polskiein Cie- 
bie Boże chwalimy. Ablueyi nie było. Po tym akcie biskup Dzia- 
duski zawezwał Stadnickiego w r. 1552 przed sąd swój; skoro 
się on jednak nie stawił, zaocznie jako heretyk osądzony i exko- 
munikowaoy został, liozjuszony Stadnicki poleciał na sejmik do 
Proszowic (przed sejmem w r. 1552), aby tam burzyć przeciw 
bi.skupom i szlachtę do protcstacyi przeciwko ich juryadykcyi nad 
sobą nakłaniać. Skoro jednak nie udało się. na sejmie w Piotrko- 
wie w r. 1552 pozbawić biskupów prawa sądzenia heretyków, 
obawiając się dalszych następstw cskomuniki, a mianowicie sku- 
tków jej cywilnych według edyktu wieluńskiego, ustąpił na 
chwilę i oświadczył pry.ez usta Baltazara .r.-ukow8kiego zastępcy 
starosty Sanockiego, że się poprawi i że wiącej powodu do exko- 
muniki nie da. Atoli nic myślał on na serio o tem, nietylko bo- 
wiem kościoła szpitalnego do czci Bożej katolickiej nie zwrócił, 
lecz i z kościoła parafialnego w Dubiecku plebana i innych księży 
gwałtem wypędził ' i i przy odgłosie dzwonów tegoż Alberta z Iłży do 
kościoła wprowaiiził, który zaraz wyłamał drzwiczki od Cyborium, 
Przenajświętszy Sakrament zprofanował, krucytix połamał, chorą- 
gwie wyrzucił, obrazy Matki Boskiej i świętych, (które się za- 
pewne nagle odjąt^. nie dały), wśród blużnierstw zbezcześcił -^. 
Gdy to samo i po innych kościołach w dobrach Stadnickiego 
powtórzyło się, a mianowicie w Jaworniku miasteczku, w Ba- 



') Że to odjęcie kościoła katolikum w Dubifcku i wypędzenie 
kapłanów nie odbyło się bez dzikiego jakiegoś ze Btrony Stadnickiego 
okracieństwa, ńwiadczy pismo pod tytutenfi: Marlurulagium Dubieckie 
gwoli P. Stunisława Stadnickii^go w Przemyślu w r. 1.5ti3, które 
przytacza Wiszniewski (.T. VII. str. 1K2), a którego opisy w wjjtpli- 
wość podać usiłuje, jiiszac: „Jestto paszkwil na ministrów Stadni- 
ckiego, któremu zadaje okrutne postępki , o jakicb w Algierze nie 
było słychać; przypadki zaś w Dubiecku także niegodne wiary". 
Lecz zarazem sam się zbija, pisze bowiem dale^ ,.lubo coś iiodobneg'0 
czytać można" w „Judaszn z potomstwem swojem" albo „kronice ro- 
dzaju i roboty ministrów heretyckich" P. Hier. z Urzan Przewodow- 
skiego, gdzie na str, .'jH jest li.st Orzechowskiego do St, Stadnickiego 
też same przygody w Dubiecku opisujjłcy". Jliuio usilnych starań 
żadnego z tych dziełek w bildiotekacłi nam dostępnych znaleić nie 
mogliśmy. 

*) Premislia tncra p. "274. 



UIMSTROWIE W DUBIECKU. 

chorzcu, w Dylągowy, w Nienadowy, tadzież w Nozdrzcu '), bi- 
skup pod d. 12 maja na nowo go exkonianikowaf i prawo pa- 
tronatu odebrał'. Nie na wiele s\ą to jednak przydało, Stadnicki 
bowiem jak był, tak i pozostał w posiadaniu kościołów i od gwał- 
tów swoich nie odstąpił. Po Iłży przyliyf do Dubiecka na pastora 
uczeń jak się zdaje i zwolennik Stankara Krzysztof Przcclia- 
dzka *), rodem ze Lwowa (Peripałetiam, jak go z grecka nazywa 
Staukar), który z namowy Stadnickiego, aby współziomków ob- 
znajomić z nauką Stankara, napisał dziełko p. t. : Okazanie tego, 
iż pan Krystus pośrednikiem jest Boga i ludzi ze strony człowie- 
czeństwa tylko; bez m. dr. i r. , dedykowane Stadnickiemu 13 
czerwca L^fiO r. W przedmowie zaklina autor tego ostatniego, aby 
wymówkami przyjaciół i krewnych nic dał się zachwiać w przy- 
jaźni dla Stankara (Rodowody Stadnickich p. 4). Rzeczywiście 
też Stadnicki stałym był opiekunem Stankara aż do końca; ztąd 
i Dubiecko dlatego ostatniego było jakby portem, do którego chronił 
się w czasie różnych burz swego żywota aż do śmierci Stadni- 
ckiego. W r. 1555 był pastorem w Dubiecku jakiś Marcin, ka- 
płan apostata i ożeniony, który cxkomunikowany został pod 
d. 22. lutego 1555 r. ■'). Dopiero w r. 1558 ') przybył z Siedmio- 



') Szemłityzm dyecezyi Przemyskiej ex 1873 p. 68. 70. 72. 73. 

') Myli sif pr/.cto l.ukaszewicz piszijc (rp. cit. p. 32ft), ie ten 
Krzysztof Przechadzka był pierwszym ministrem w Dubiecku , gdy 
takowym bez wątpienia był Iłża. — AYisirniewski znów przytaczając 
(T. IX. p. 26J pismo nieznajomego autora p. t. De Irihm iliis Sia- 
nislai Samicii , rarmcii authure didanmlu Pinczopine trcomunicalo 8 
Auguiti 1.559 bez m. ilr. i r., wspomina, że według' tegńż autora 
zgodę z f^tankarein, do której pnnkta firzeiiugodnc przygotowali r6- 
żnowiercj' na zjeździe w domu Stankara w .'^tobnicy, zerwał jiotem 
Krzysztof Przechadzka jiastor I>nbiecki. Gdy jednak sam Stankar 
w Apologii swojt^j p. B. 3. zerwanie tćj zgody, ktdra rzeczywiście 
przygotowaną została jirzy zjeździe różnowierców na pogrzebie Mar- 
cina Zborowskiego w Stobnicy w r. 15t)5, przypisuje samemu tylko 
Stanisławowi Sarnickieum , trudno pojiu' , jakim sjiosobem autor, zwo- 
lennik Stankara, mtjglby zerwanie to przyjiisywać Przeeliadzce, a więc 
przynajmniej pfwrednio i Stankarowi, gdy^. Pizeciiadzka stał jio stro- 
nie Stankara i łiył jego w tej sprawie jakby pełnomocnikiem. 

') P rem i al i a sacra 1. c. 

*) Że Stnnkar dojiiero w r. 1558 mógł powrócić do Dubiecka, 
okazuje się z przebiegu jego czj'nności od r. 1551 i miejsc jego po- 
bytu. Opu.4ciwszy bowiem Pińczów w skutek rozkazu królewskiego 
do Uleśnickiego wydanego, miał się ndać jeszcze w tymże roku 1551 



266 ROZBIJANIE SIĘ 8TANKAEA PO EÓŹNTCH KRAJACH. 

grofla do Dubiecka Stankar, który jak pisze antor Fremidia sa- 
cra, sam już dalćj (a może wraz z Przechadzką) wedłag swego 



Stankar do Królewca (Bielski ks. V. str. 93\ wprzódy atoli wstąpit 
do Jakóba '^etroroga w Wiclkopolscf , u którego jakiś czas przeby-, 
wać ninsiał, skoro tutaj napisał swoją reformacj-ij ((jueni t,a ąiioąut.^ 
dr- cattsa i>i aula foveliat Oslrorogus, tit rtformationcin promissan eon 
nigtiaret "Węgierski p. 107). Następnie dopiero uda! się do Królewca, 
mianowany od Alberta iirofesorem teologii przy tamtejszym uniwersy- 
tecie, zknd gdy w skutek zajadłych sporfiw, jakie miał z Osiandrem 
i innyuii teologami protestanckimi w nauce o a.sprawiedliwieniu , 
w nastęimym roku 1552 ustijiiić uiusial, udał się do Frankfurtu nad 
Odrii, gdzie rozpoczął nowe spory z Melanclitonem i Bugenhagenem 
i gdzie wydrukował swoje reformacyc. Ztad iidat się do Polski (10 
maja 1553 r. jeszcze był w Frankfurcie, jak świadczy własny list 
jego pisany ztamtad do Plakotoma) do domu Filipowskiego, na któ- 
rego zadanie przebył w Małopolsce przeszło miesiąc (obacz niżej w uwa- 
dze , co mówi Filipowski) ; lecz gdy z powodu kwestyi o pośredniku 
obruszy! na siebie wielu, udał się nie w następnym roku, jak chce 
Lubieniecki (hist. reform, p. 117), lecz jeszcze w tymże roku 15.53, 
jak świadczy Lampe {/nsf. errl. re/ot-m. tu ITiinf/. ji. 106 „Slnucaru-t 
ptirem eccUsiae l.'>oH iri llutigi.ria , ned itbi delfrliis rrnty niOT in 
Trunnylrania lurbaoW^), do Węgier, gdzie jirzy czepiwszy się jako le- 
karz do Piotra Piotrowicza, namiestnika królowej Izabelli, szerzył 
swojo błędy, aż odkryty, zbiegł do Siedmiogrodu. Tutaj burzył on 
dość długo, wywolawsz)' przeciw błędom swoim to uchwały synodów 
protestJinckicli , to odprawę w osobnóm piśmie Franciszka Iiawidowi- 
cza (Frnnciscu.i Diieidis), naczelnika unitariuszów w Siedmiogrodzie. 
Cidy nakoniic po synodzie Khuidiopolitańskim w r. 1557 z kraju 
jako burzyciel spokojności wewnętrznej wywołany został, rozbijał się 
on jeszcze jakiś czas to w Cibinium , to powtórnie w Klanseiiburgu, 
to w Bystrzycy, aż nakoniec. gdy w r. 1557 umarł protektor jego 
Piotr Piotrowicz, a inni jego obrońcy Franciszek i Antoni Kendo- 
wie w następnj^m roku życie stracili , zniknął i on jak cień jaki 
z Transylwanii (ttuihra citiux e Trnusifhntiin dispnriiit , tuliora loca 
alibi yciitium f/it/iesituru.i. W'szprenii Mtdicoriim Hung. Biogrnph. pag. 
192) — i jedną rażą w Dubieckn n Stanisława Stadnickiego wraz 
z rodziną i trzema uczniami swoimi się zjawił. Do tego drugiego 
przyl)ycia do Stadnickiego odnoszą się one słowa , przytoczone przez 
Wiszniewskiego (11. 2t)), które pisze Stankar w Apologii swojej 
(Frtmrisei Slanniri Manluuui libri dno, </iiorum primus es/ Apolngia 
advrr8us ens. t/ui eum ei mornsilatis «/ irrtnindiae areusanf, guod ron- 
cordiam in rtUgione cum haereticis rrcusnf lóUf^ 4. to): „Qui (Siad- 
nicitu) me u/i Atigrlum Di-i hnspitio suscepi/ et per bienniiim omnibus 
inimicis rumpun/ilntK f/ disrumprutibun se odin e' inridia, me eiitii fa- 
milia wen et lUits /rea diseipulos houoriftce alnif^ . W Polsce bowiem 



^ 



BZKOSiA HBBBTTOffA W DtTBIBOKtJ. 



26T 



I 



rytn nabożeństwa swoje odprawiał; przyt^m otworzył szkołę, 
która przetrwała aż do śmierci Stadnickiego w r. 156y. Żeby 
bowiem trwały wzrost nadać protegowanemu przez się różnowier- 
stwu, założył Stadnicki przy współudziale naukow(Jm Stankara 
szkołę w Dubiecka, w której, jak powiada Węgierski '), trzysta 
sziacbeckicb młodzieńców się uczyło pod pięcioma nauczycielami 
aż do koóca życia Stadnickiego. Ponieważ szkołę tę otworzył 
i jakiś czas }6j przewodniczył Stankar, pierwszą zaś rażą po 
ucieczce z Lipowca krótko tylko w Dubiecku bawił, musiało to 
otwarcie nastąpić za drugim pobytem Stankara w r. I."ł58; gdy zaś 
Stadnicki już w r. 1503 nie żył, przetoż i ta szkoła najwięcćj 
przez sześć lat istniała. Że jednak miała dość znaczną lic.bę 
uczniów i że nawet robiła konkurencyą szkole katedralnej w Prze- 
myślu, świadczą nietylko powyższe słowa Węgierskiego, które 
mogą być połączone z pewną przesadą; ale nadto znajdujemy w r. 
1562 uchwałę kapituły Przemyśiskiej (Acfn Cnj>. l'i('>2 iiridit fcsti 
Circiiincluionis), aby szczególniejszego starania dołożyć około szkoły 
katedralncSj w Przemyślu, aby szkoła heretycka w Dubiecku tćra 
prędzej upadła; uhl .<chohe callmtnOi nirliit^ prorklftuhim ilereniiliir, 
qttn /(H-ilim .<rhfiln hnenikorum in Dubiecko dis^ipar! qucnf. — Prze- 
chodząc teraz do dalszych robót heretyckich Stadnickiego, nieza- 
wodną jest rzeczą, że on zprofanował kościół w Tarnawie w de- 
kanacie Jędrzejowskim w województwie krakowskiem. Pisze bo- 
wiem wizyta Padniewskicgo p. 73, że kościół ten od Stadnickiego 
garbatego, teraz nieboszczyka przed 1 1 mniej więcej laty, a więc 
około r. 1555 (wizyta bowiem odbywała się w r. 1566) złupiony 
został. (Ecdenia haec a Duo ulini SfhulniczHj tllo giboso spdiata 



miał on jn* od kilku lat nawet między różnowiercami ivie!n prze- 
ciwników — i cdy acipral sig w Siedmiogrodzie, nauka jego potę- 
piona została na synodzie w Słomnikach w rokn 15.'>4; jak również 
i na synodzie w Pińczowie w roku 15.50 przynajmniej od większej 
części odrziiconii liyia ; do prztciwników zaś Jego liczył się samie 
Felix Crnciger , niegdyń Jego towarzysz na dworze Ostroroga, tak jak 
pó;iniej Stanislftvv Sarnicki, tndzie* Orzechowski; z aryan zaś Bland- 
rata, Lismanin , Statoriusz , Grzegorz Pauli itd., co wszystko bliżej 
rozjaśnimy i opowiemy, gdy o sporach wewnętrznych między różno- 
wiercanii przy historyi wewnętrznej róinowierstwa mówić będziemy. 
') Slav, reform, p. 12<i , I hi icholnm bonaruiii artium ap^ruit. 
(Stancnrus) in tpin frecenti adoltscentes , omnes pene eąuestris ordinis 
fuertint et quinque mngisiri usque ad fintm vita« Stadnieii^. 



268 PROFANACYA KOŚCIOŁA W TAUNAWIE. ^^ 

omnihun bonif ab iinnis loidecim citra vel ultra). Ze ów Stadnicki 
garbaty jest tym samym Stanisławem Mateuszem Stadnickiui , 
który zprofanował kościół w Niedźwiedziu i Dubiecku , dowodem 
jest najprzód, że on a nie kto inny w tym czasie posiadaj Tar- 
nawę; powtóre że nie było innego Stadnickiego, któryby w tym 
czasie w województwie krakowskiem profanował kościoły, a na- 
koniec, że on właśnie na 3 lata przed wizyta, (w r. 1563) umarł, 
a więc był, tak jak wspomina taż wizyta, w czasie tejże wizyty 
nieboszczykiem. Gdy nadto w wizycie Radziwiłowskiej z r. 1596 
czytamy, że kościół w Tarnawie od 40 lat zprofanowany, od a 7 
lat katolikom powrócony, obecnie jest nadawstwa Andrzeja Sta- 
dnickiego; ten zaś Andrzej był tym synem Stanisława Mateusza, 
który jak się dowiadujemy z rodowodów Stadniekicb, po zmar- 
łym bezpotomnie bracie Samuelu otrzymał Tarnawę, ze wszyst- 
kich tych wskazówek wynika, że gdy Tarnawa tylko drogą sak- 
ceasyi przechodziła z ojca na syna i z brata na brata, niewąt- 
pliwie na 40 lat przed wizytą Radziwilowską posiadał ją ojciec 
Samuela i Andrzeja, Stanisław Mateusz Stadnicki i że on to był 
owym Stadnickim garbatym, który kościół w niej zprofanował. 
Że był w ni^j także minister heretycki, świadczy podpis jego 
według Łukaszewicza (op. cif. p. 41 S) na synodzie w Pińczowie 
w r. 1562: M(itliiii!< X!i:(/osłuicxki tiiiniMer iii Taninwa : raz ją 
bowiem Tarnowa, drugi raz Tarnawą, jak okazuje się z samejże 
wizyfy Padniewskiego, nazywano. W czasie jednak tejże wizyty 
w r latitj, kościół w Tarnawie był w jiosiadaniu jakiegoś Gra- 
bińskiego, człowieka świeckiego, sługi małżonki nieboszczyka 
Stadnickiego, wspomnianej powyżej Barbary ze Zborowskich Sta- 
dnicki(5j, o której pisze taż wizyta, że za jej zgodą i Hieronima 
Ossoliriskie^'o, opiekuna wdowy i dzieci po Stadnickim, tenże 
(irabiiiski mieszka w domu plebańskim , dochody pobiera i oważa 
sie za pasterza; przycz<?m kościół ])usfkami stoi, drzwi do niego 
otwarte jakby do stajni jakiej z wielką boleścią katolików (forilm^ 
apertis in modniti Mahidi rfl ranlne ciiiii .•iiimnio (hiloir oinnlum <•«- 
fltolicorutn '). 



') Do posiadłości należących do Stadnickich należało takżp inia 
steczko Lesko alł« Lisko z przyleglośr.ianii jiołożone nad Sanem na 
wzgórzu w obwodzie .Sanockim, a w ktureni także koi^dńi katolicki, 
jak wynika z Cichockiego Alloq. Gnieć. \). 129 zprolanowiiny zosta). 
Ktoby jednak dokonał tegoż zprofanowania , dojść nie można, 



4 




B2KCZ TYCZĄCA SIĘ LISKA X ŻMIGRODU. 269 

Po Śmierci Stadnickiego (f 1563 r.) synowie jego Marcin 
i Jędrzćj (Jan i Samuel młodo pomarK, Miiiołaj zabity został 



steczko to bowiem aż do końca pierwszej połowy 16-go wieku nale- 
żało do Piotra Kiuity wojewody krakowskiego. Później przeszło oiio 
z córką tegoż Kmity Katarzynij wyszlą za Jędrzeja .Stadnickiego 
najstarszego syna protoplasty Stadnickirh Mikołaja wojewody bełzkiego, 
w dom Stadnickich (wszakże nigdy niii było własnością Stanisława 
Mateusza Stadnickiego, między bowiem posiadłościami jego wyliczo- 
nemi w Rodowodacli Stadnickich Lesko się nie znajdnjc); gdy jednak 
miało ono następnie kilku właścicieli z tego domo, a nawet aż do 
roka 1.582 część miasta i zamku Leska posiadał Jan Drohojewski 
kasztelan sanocki, w którymto czasie nabył ją od niego Stanisław 
Stadnicki kasztelan przemyski (z linii wspomnionego Jędrzeja kaszte- 
lana sanockiego) — i pisał się odcnd baeres in Le^iko ; gdy i akta 
miejscowe, jak się pokazuje z opisu kościoła w Szematyzmie z roku 
1873, nic o tern nie wsjjominają , przetoż nie można wiedzieć, kto 
właściwie zprofanowat ten kościół, który, jak wynika z powyższego 
miejsca Cichockiego, musiał być zprofanowanym, skoro katolikom 
oddany został. Może tego oddania dokonał ten właśnie Stanisław 
Stadnicki, gorliwy katolik, jak widać z podanego w Rodowodach 
opisu życia jego. 

Druga rzecz tyczy się Żmigrodu , miasteczka nad Wisłoka 
w dawnym Arcludyakonacie Sandeckim, kt6re było gniazdem Stadni- 
ckich, wszyscy bowiem pisali się ze Żmigrodu. W t^m miasteczku 
Stadnicc}' jeszcze na początku 14-go wieku zbudowali klasztor i ko- 
ściół 00. Dominikanów i to, jak pisze Bzowski (Iropago dioi Ifiju- 
cinfhi p. 5) ^suasu et Jiissu Joannis XXII pont. max.'' (_a więc 
nie około 1412 jak pisze Barącz, albowiem Jan XXII. 1316—1334) 
„eujus •>» eam rem diploma extał in archwis promnciae. Is conpetUus 
notiter per M. D. Andream Stadnichim restaura/m pogtessionibtiscue 
nonnułlis et censibiis aiiclus est"^. Tym Andrzejem jest nie kto inny, 
tylko Andrzej Stadnicki dworzanin królewski , syn najstarszy Miko- 
łaja burgrabiego krakowskiego (z linii także Andrzeja kasztelana 
sanockiego najstarszego syna Mikołaja Stadnickiego wojewody bełz- 
kiego), który w r. 1603 odnowił i powiększył Jundacyę klasztoru 
dominikant>w w Żmigrodzie, (czego dokument ingrosaowany przy do- 
brach Żmigród w tabnli lwowskiej przytacza Kazimierz hri Stadnicki 
w Rodowodach swoich) i który tam także leży pochowany. Coby 
jednak było powodem, że donunikanie w XVI wieku opuścili ten 
klasztor, trudno dociec; Wizyta bowiem Padniewskiego przy parafii 
Żmigród p. 152 v. pisze tylko: Ent etiam ibi Eeelesia aeu oraadum, 
quod administrahant frałrea ordinis S. Dominici de Cracovia, qui 
eiinde discesserunt acceptia ex eccleaia libris. Wizyta zaś Radziwi- 
łowska także tylko lakonicznie wspomina: Jest tu kościół po Domi- 
nikanach z upŁsażeeiem 1'/, łana. Za las i zarośla na gruncie łano- 



J 



270 POTOMKOWIE STADNIOKIEOC ANDBZEJ 1 MABCIN KATOLIKAMI. 

W Rzymie, — o Krzysztofie zaś, o którym pisze Cichocki (Alloq. 
Osiec. p. 1211), nie wspominają nic wzmiankowane Rodowody), 
acz wychowani w różnowierstwie, wrócili do kościoła katolickiego; 
jeden tylko najstarszy Stanisław, który się pisał Stanisław ze 
Żmigrodu na Łańcucie pan, starosta żyg\vulski (od Żygwnlta 
zamku w Inflantach), pozostał zaciętym heretykiem, przeszedłszy 
do potomności z przydomkiem djabeł, którym go darzyli współ- 
cześni nietylko dla różnowierstwa, ale i dla różnych gwałtów 
i awantur, jakich pcłiióm było życie jego. Był on jednym z na- 
czelników rokoszu Zebrzydowskiego, poległ zaś pod Leżajskiem 
w r. IfilO w wojnie domowćj z Łukaszem Opalińskim. Za to 
młodsi jego bracia wróciwszy do wiary katolickiej, byli jćj gor- 
liwymi wyznawcami i kościoły przez ojca zabrane pooddawali. 
Najprzód zwrócony został około r. 15Sr> kościół w Dubiecku, przez 
Andrzeja Stadnickiego, który działem po ojcu Dubiecko otrzymał. 
Cichocki pisze wprawdzie AU: Osiec: p. 129, że kościół ten ab 
ejtrrnin (t. j. od innych jak Stadnickich) powrócony został (Nnw 
et Duhleceitse temp^um, in ąiiod prituutii Stadiiichis haere.<es iuvexe- 
rat, cujus łatnen filii Aiulrcas, Chrisiophoru.i et Marfinus, pratter 
Stauidaum, CathoUcam fiiletn amplexi siinf, Cathdicis, ab externis 
guidem resłtłutiim eM); co tak tłomaczy Łukaszewicz (op. clt. 



wym administruje miasto. Z dochodów wypłacają 22 złote kanonikowi 
węgierskiemu na Spiitu, który do dyecezj'! krak. nale*y. Zdaje się, 
t.u obawa przed napadem lub prześladowaniami była powodem , ie 
dominikanie sami ustąpili; tembardziej, gdy, jak pisze wizyta Pad- 
niewskiego 1. c, przy samymAe kościele parafialnym, który był 
w mieście, z pięcia kapłanów świeckich, którzy tam byli , tylko jeden 
mansyonarz pozostał i drugi jakiś kapłan z Litwy, a nawet był czas 
w r. 1564 od postu ai do Narodzenia Pańskiego, że nie było żadnego 
kapłana przy kościele, tj'lko proboszcz, człowiek świecki, jakiś Nie- 
Bzkowski. Kapłani bowiem ustijpili z powodu dokuczań, jakie im czy- 
niono (propler motesłias, guibus moieslabanhir); kto jednak? nie wy- 
rażono; — być może, że dla t^j przyczyny n8t[vpili także i domini- 
kanie. 

Encomium Stanisława Itateusza 'Stadnickiego u Trzycieskiego 
brzmi : 

Sio et Stadnicius, quein claruin Btemma vetuBtae 
Oentis et e]oquii tollit in aatra decus. 
Dubeciae nam tcmpla auae pagique quod Urai 
Komen babet, pura religione no^at. 



HABCIN 8TADKI0KI. 271 

p. 330), Że córka Stanisława starosty żygwulskiego poszedłszy za 
mąż za katolika , kościół ten wraz z mężem katolikom powróciła — 
i ztąd wyrażenie Cichockiego: ab ejctemis rcstitnttnn; gdy jednak 
tiomaczenie to na niczćm oparte nie jest, za dowolne je raczej 
uznać i Andrzejowi Stadnickiemu , który był aż do r. 1588 dzie- 
dzicem Dabiecka, poczóm odstąpił te dobra bratu Marcinowi, 
oddanie kościoła katolikom przypisać musimy '). Tenże sam An- 
drzej, lub może jeszcze brat jego Samuel, który mniej więc<5j 
w tym czasie umarł, oddał w r. 1589 t. j. na 7 lat przed wizytą 
Radziwiłowską, jak pisze taż wizyta, kościół katolikom w Tar- 
nawie, jak już powyżej wzmiankowaliśmy. Więcej jeszcze w cela 
naprawy błędów ojcowskich uczynił Marcin Stadnicki, mąż wiel- 
kiej pobożności i cnoty, od r. ItilO kasztelan sanocki, wszędzie 
nietylko po dziedzicznych dobrach swoich kościoły katolikom od- 
dając i na nowo je uposażając, ale i w nowo nabytych a przez 
innych zprofanowanych, służbę Bożą przywracając i przez inne 
pobożne czyny i fundacye ducha swego katolickiego okazując. 
Najprzód zwrócił on kościół w Rymanowie, który zprofanowany 
około r. 1568 przez dawniejszego dziedzica Zbigniewa Sienid- 
skiegOj podczaszego ziemi Sanockiej i-'), skoro dobra te około 1587 



•) Tak też pisze Szematyzni dyecezyi Przemyskiej z w 1873 
w opiaie historycznym kościoła w Duliiec.ku, że kościół ten oddał 
katolikom Andrzej .Stadnicki. Chybabyśmy przypuścili, że kościół ten 
ani od Andrzeja, ani od brata jego Marcina, który od pierwszego nabj^t 
Dubiecko, dla jakidiś nieznanych nam trudności (może dla wojny to- 
czącej się w latach 1587 i 1588 migdzy stronnictwami Maxymilian& 
s Zygmunta, w któriSj Stadniccy stali po stronie pierwszego), katoli- 
kom oddany nie został; co dopiero nastąpiło w r. 159it, skoro Mar- 
cin .Stadnicki sprzedał te dobra wraz z przylegiościami dobremu ka- 
tolikowi Stanisławowi ze Siecina Krasickiemu, oboźnerau koronnemu, — 
przez co i wyrażenie Cichockiego „ab externis" dałoby si^> wytłomaczyć. 

*) Że ten Sienieński chciał także zprofanować kościół w dobrach 
swoich Iwonicz (tak jak tego dokonał, jak się zdaje, w pobliskiej 
wsi Klimkówce) , świadczy opia liistoryczny kościoła zamieszczony 
w szematyzmie dyecezyi Przemyskiej z roku 1873, w którym powie- 
dziano, ie tenże Zbigniew Sienieński wszelkie usiłowania czynił, aby 
przy kościele w Iwoniczu osadzić ministra, w którymto celn nietylko 
plebanowi miejscowemu wszelkich dziesięcin i innych dochodów za- 
przeczył , ale i parafian wszelkiemi sposobami podburzał , aby to samo 
nczynilL Lecz parafianie po największej części niemieckiego pochodze- 
nia (w tćm miejscu stanowią oni chlubny wyj!|tek) nietylko plebana 



272 UIEUONIM KlLIPOWSKi. ^^^^^^H 

przez Marcina Stadnickiego od córki tegoż Sienińskiego ZofiL 
żony brata jego Andrzeja kupione zostaiy, katolikom oddany zo- 
stał. Tenże sam Marcin w r. 1619 posiadłości kościoła Rymanów 
skiego nowemi przywilejami opatrzywszy, fundował przy ni 
koUegium Mansionarzy, tudzież 1 1 ,000 złot. spadłych nań po bri 
cie Andrzeju kościołowi temu zapisał. W tymże roku ł5S7 powr 
cił on katolickiej czci Bożćj kościół w Jaworniku, w roku 
lfi25 kościół w Dylagowy już dawniej katolikom oddany nowemF 
zabezpieczeniami opatrzył. W r. 15!I5 nastąpiła nowa erekcya 
kościoła w Niedźwiedziu pod wezwaniem św. Wojciecha; gdy 
wiem w skutku 50 letniego posiadania tego kościoła przez kace: 
stwo, ślady dawniejszych posiadłości jego zaginęły, tudzież 
ściól zrujnowany został, potrzeba było nietylko naprawy, ale i 
wej crekcyi kościoła i parafii. W t^j erekcyi zastrzega sobi 
Marcin Stadnicki, jak czytamy w wizycie Radziwiłowskiej, że 
gdyby którykolwiek ze spadkobierców jego był kacerzem, prawo 
nadawstwa przechodzi do kapituły krakowskiej. Pierwszym pro- 
boszczem był Stanisław Pokiatecki, ten sam, który był zarazem 
plebanem w Tarnawie. W r. 1598 zapisuje Marcin Stadnicki do- 
mui professae 00. Jezuitów w Krakowie u św. Barbary dom 
i grunt, jak czytamy w Rodowodach Stadnickich. 

Przechodząc teraz dal^j do innych współczesnych wymienił 
nym, jeżeli nie wcześniejszych jeszcze nieco, patronów i propaga* 
torów różnowierstwa w Małopolsce, do takicii przedewszystki^ra 
winniśmy zaliczyć Hieronima Filipowskiego dziedzica Chrzęcic 
w ziemi krakowskiej, który już w r. 1547 łącznie z plebanem 
swym wspomnianym powyżej Janem Jakóbem Syiwiuszem, publi- 
cznie apostatował, kościół w Chrzęcicach razem z nim złupiwszy 
i na zbiór zamieniwszy '); następnie zaś należał do najczynniej- 




m 

■I 

m I 



swego jak największą opieką i pomocą otoczyli i ministra heretyckiego 
nlo dopuścili, ale i dziedzicowi znaczna summc wypłacili), aby prze- 
śladowań swoich zaprzestał. 

') Nie dopiero więc w r. 1551, jak pisze Łukaszewicz (op. eit. 
p. 325), kościół w Chrzęcicach (Krzcięcice) do kościołów złnpionych 
i zprofanowanych zaliczając, kościół ten zprofanowany został, wi- 
zyta bowiem Padniewskiego wyraźnie powiada p. 114, że się to 
stało przed raniej wiccćj 20 laty przez Filipowskiego, który pojął 
za żonę wdowę po dawnym właścicielu Niemeszcie. Że zaś wizyta ta 
odbywała się w roku 1566, wypada więc na zprofanowanie kościoła 
w Chrzęcicach (Krzcięcicach) rok najdalćj 1547. Że i ten Niemeeta 





HiBBOtnrH FiLrpowBKi. 273 

szych krzewicieli reformy, jaźto zbierając szlachtę i układając 
z nią różne wyznania '); jni zaprowadzając pewną organizacyę 



naleiat takie do zhipienia i zprofanowania koiciola i te on to za- 
pewne rozpoczął , czego Filipowski dokończył , świadczy wizyta Ra- 
dziwiłowaka , (patrz na końca), która pisze : Krzcięcice, kościół mu- 
rowany, od kacerza Niemesty dziada żyjących obecnie zbezczeszczony, 
heretykom oddany i złupiony ze wszystkiego. Zarzqd trzyma here- 
zyarcha. — Kiedy kościół ten do katolików powrócił, niewiadomo, 
zdaje się jednak, że tak jak wiele innych w 17-8tym wieku. 

') Jak się tworzyły nowe wiary wśród szlachty i jak organi- 
zowały zbory w Małopolsce, opowiada sam fMltpow.ski na synodzie 
w Koźminka w r. 1555, którego słowa według Łukaszewicza (op. 
cii. 8tr. li^) przytaczamy: „Raczcież wiedzieć najmilsi bracia, it 
około tego u nas od dawnego czasu było nie małe staranie, jako- 
byśmy między sobą niejaką reformacyą uczynili, a porządek posta- 
nowili, gdyżeśmy baczyli, iż w papieztwie wszystko zepsowano, 
8 grzechy wielkiemi i rozmaitemi błędy zaplugawiono — i szukaliśmy 
gdziebyśmy mogli najbliższy prawdziwi^j nauki kościół albo Ind zna- 
leść, chcąc się do niego przyłączyć, a gdyżechmy się nie mogli do- 
pytać, musieliśmy się sami w to wdać, a rozumiawszy, iż nie będzie 
to mogło inaczej być , jedno tak , abyśmy jednego przedniego między 
sobą mieli ; wszakźeśmy tfj rzeczy nie wiedzieli , jako przed siebie 
wziąść (t. j. kogo obrać) ; ależ Pan Bóg duchem swym św. raczył 
sposobić , iż doktor Stancarus , mąż iście dobry a bogobojny, który 
też nie mało cierpiał dla ewanielii świętej, aż i więzienie ciężkie, 
który to był też i przy ow^m zamierzaniu w Królewcu, a chciał je 
rad uspokoić i mocno bronił prawdy (będąc o to od drugich żądań), 
a* i w perinilum żywota wpadł, tak że musiał ustąpić. Ten widząc 
wielkie rozerwanie wszędy i różności na wszystkie strony, rozmowę 
miewał z nami, przekładając to, iżeby było |>otrzeba niejakiej refor- 
macyi a rzudu, a będąc żitdan ud Pana Ostroroga, aby napisał refor- 
macyą, napisał ją, a potem się z nią do mnie dostał, a ja ujrzawszy 
ją , z pilnością w nićj czytał , która mi się bardzo podobała. Potćm 
na moje żądność w Małopolsce zmieszkał o miesiąc, albo wlęcćj. 
A tamże się wszyscy kapłani i my gospodarzowie , którzyśmy byli 
żądoBciwi reformy, zeszli i zgromadzili i tameśmy tę reformacyą 
Stankarową od początku aż do końca czytali, wziąwszj' też przedsi^ 
i inne dwie anglicką i kolońską (t. j. anglikańską ułożoną przez 
Tomasza Kranraera za panowania Edwarda VI — i kolońską, jaką 
chciał w r. 1542 nai'zncić arc}'bi8knp8twu swemu przyjaciel Lutra 
i Melanchtona Herman arcybiskup i elektor koloński), z nicheśmy, 
co się nam widziało uajlt^pszego z pismy św. się zgadzającego wy- 
brali a wzięli, a nie uciekając się do żadnych innych jednot dla nie- 
doskonałości i wielu splotków, zaniechawszy i waszej jednoty (braci 
Czeskich), którejcbmy tak jako potćm: a zwłaszcza teraz, dla wiela 

Diiłja Bcformadyl « PoUw T. I. 18 



VI 



274 



HrEBONlH I JAN FIŁIPOWSCT. 



W ionie sekty; jużto prezydając jako jeden z patronów świeckich 
na synodach w Koźminku i Pińczowie, Inb na zjazdach i zgro- 
madzeniach u siebie w Chrzęcicacb '}. Poznaliśmy go już jako 



złych powieści nie znali , nie wiedziawszy co innego czynić , uciekliśmy 
się wedle rady apostolskiej du Pana Boga z ^więteiui modlitwami 
i z postem w t^j cai^j dafno^ci, iż Bóg Ojciec na obietnicę syna swego 
mówiącego : gdzie dwaj albo trzej itd., też będzie z nami błogosła- 
wieństwem swojśm świętom, potwierdzając to wszystko w niebie co 
będziem sprawować na ziemi i wybraliśmy najprzód z siebie wszyso; 
męża jednego K. Szczęsnego (Felisa Krucigera) k'temu, żeby międ; 
nami wszystkimi przedno^ć dzierżał, a nae żeby sprawował: boś 
temu wyrozumieli , żebyśmy nie mogli inaczej dobrze stać. A to 
działo między nami samymi , a potćm w kościele przed wszystkimi 
jawnie i dosyć słusznemi, a nam na on czas dobrze służącemi cere- 
moniami, takim sposobem, iż najpierw ^j między nami samymi, a po- 
tem %v kościele przed wszystkimi jawnie raianowan". — Tak wi 
kiedy Luter, Zwingli , Kalwin, Melanchton, Tomasz Kranmer twi 
rzyli swoje wyznania wiary, Pan Filipowski ze swoimi przy pomocy 
Stankara, (bo teologiem nie był) tworzył także swoje, z rOżnych 
złomków poprzednich wyznań i z roboty Stankarowej (reformacyi jego^ 
złożone ; poczeui wybrali sobie przełożonego duchownego, którego? 
znów wedłng swoich obrzędów poświęcili. Nie mógł się jednak ten 
niedowarzony ntwór utrzymać w obec silniejszego wyznania kalwiń- 
skiego, kt6re zni'>w wobec silniejszej organizacyi (jednoty) braci 
Czeskich ustępuje. Działo się to około r. 1554, w tym bowiem czasie 
Felix Cruciger superattendentem zborów małopolskich wybranym zo- 
stał. Vide Węgierski Slav. reform, p. 409. 

') Prócz niego gorliwie się także zajmował sprawą różnowier- 
stwa brat jego może czy krewny Jan Filipowski dworzanin królewski, 
którego Otwinowski między pierwszymi swymi bohaterami kładzie ; 
Lnbieniecki zaś (HIst. reform, p. 22) bardzo wychwala, przytaczając 
przytem, w czfm występował przeciw kościołowi. ^Qui pnriorem v«- 
ritatem agnilam multis commendabał cum frueiu et contra indulgen- 
tiarttm et Miasarum mercalus, contra alienae ui fidei , in pedobaplistno, 
ita et communicationis Corporis Christi in Eucharistia applicationem 
inguam et Chrtsit cum ignominia conjunetam ac animarum in igne 
purgałorio per tut saecttla carnificinam et alios errores et abusus. . . 
graviter deteslabatur'^, Z czego widzimy, że heretycy w Polsce z po- 
czątku głównie przeciw Mszy św. i odpustom , przeciw chrztowi 
dzieci, przeciw obecności Pana Jezusa w Najśw. Sakramencie Ołtarza, 
tudzież przeciw karom czyscowym występowali, co wszystko po wię- 
k8z('j części wspólne było, zwłaszcza z początku, Interanom, kalwi- 
nom , zwinglianom , anabaptystom itd., zanim powoli do jednaj z tych 
sekt ze wszystkiemi jej odmianami i różnicami nie przystali , aby ją 
potem na innu znów zamienić. 



co 

•mi 

•e- 

10- 

'4 




STAinSŁAW LASOCKI. 275 

przyjaciela i opiekuna Stankara, bliżćj poznamy go jeszcze na 
różnych owych zjazdach i synodach, o jakich w historyi wew- 
nętrznej różnowierstwa mówit' będziemy. W jaki zaś sposób przy- 
szedł do tego, że się liczy także między męczenników różnowier- 
stwa, opowiada Węgierski w kronice zboru krakowskiego str. 7, 
a mianoAvicie, że gdy mu żona z domu Glińska w połogu w Kra- 
kowie amarła, on obyczajem heretyckim chowając ją publicznie 
w Krakowie, doznał t^j nieprzyjemności, że mu jeden ze studen- 
tów, których księża mieli podburzyć, niejaki Urowiecki, wyrwaw- 
szy się z pośród innych, na rynku krakowskim dał policzek, 
z czego zaniosło się na wielki tumult. ,Lecz Pan Filipowski, 
dodaje Węgierski, hamował przyjacioły swoje i sługi, zabiegając 
onemn tumultowi" '^. 

Obok Filipowskiego staje godny druh jego i przyjaciel {con- 
juncfissimum aocioruw ptir, jak mówi Lnbienieckł Hist. p. 53), tylko 
jak się zdaje, możniejszy od niego i pfttężniejszy (autorowie bo- 
wiem protestanccy kładą go zawsze na pierwszym miejscu), Sta- 
nisław Lasocki, podkomorzy łęczycki, dziedzic Pcłsznicy w wo 
jewództwie krakowskiem, który wkrótce po Filipowskim lub 
nawet przed nim, jak pisze Trzycieski (obacz niżej), otworzył zbór 
w Pełsznicy i równie jak on należał do najpierwszych i najgorliw- 
szych zwolenników i patronów reformacyi w Małopolsce. Trzycieski 
w wierszu swoim na cześć pierwszych różnowiereów wielkie mu 
oddaje pochwały *) ; Lubieniecki wynosi go prawie pod obłoki, 
może dlatego, że się stał późnić j autytrinitarzem. Że już w roku 
1550 exkomunikowanym był od władzy duchownej, co podów- 

') To Banio opowiada Lubieniecki (Hist. p. 5.3) z niektóremi do- 
datkami. Wiemy przeto o tym wypadku tylko ze źródeł różnowier- 
czych. 

*) Panegiryk ten brzmi: 

ŁaBOoiuB Biquidein iłagrans pietatis smore, 
PelsDiciae inRtituit mox es sacra suae, 
Creticio itisigni pietate BJmillimug illi 
Rnre, PhilipporiuB mox qaoqaa fecit idem. 

Ktoby był ten Creticius dojść nie mogliśmy. Może to Canninius, 
o którym nie ma wzmianki n Trzycieskiego. A przecież był to jeden 
z najpierwszych i najgorliwszych propagatorów różnowierstwa między 
szlachtą. Mieszkał też na wsi w Alexandrowicach , z cz^m zgadza 
się: „r«r«". 

18* 



'J 



276 8TA.NI8ŁAW LASOCKI. ^^^^^^^H 

czas nie byJo jeszcze czczym wyrokiem (quod tum nondum br»- 
tutn fuhien fmrat, jak mówi Lubieniecki), okazuje się z tegói 
Lubienieckiego (HiM. reform, pol. p. 35), który pisze, że gdy 
byfa koronacya Barbary w Grudniu 1550 r., a tenże Lasocki 
przypatrywał się ze szyderstwem, jak i inni jemu podobni, obrzę- 
dom Mszy Św., rozkazał mu marszałek w. koronny, jako przeło- 
żony dwora królewskiego, aby jako exkomunikowany, któremu 
nie wolno było znajdować się na Mszy Św., opuścił kościół. Ten 
nie chciał tego uczynić przytaczając, że jest niewinny i że nic 
przystoi, aby mąż poważny i nieposzlakowany, komu innemu 
był posłusznym prócz królowi swemu. Udy jednak marszałek po- 
wtórzył mu, że to czyni imieniem królewskiem i gdy groźba, jak 
widać, mogła być skutecznie poparta, ustąpił wreszcie, podczas 
gdy jui kapłani Mszy Św. zaprzestali; wystawiając potćm w kółku 
swojem niesprawiedliwość władzy, która go do tego zmusiła. 
Około tego cza.su odebrał on w Pełsznicy kościół katolikom, 
a oddał go współwiercom swoim kalwinom, sprowadziwszy doń 
na ministra głośnego potćm ze swych błędów aryańskich Grzego- 
rza Pauli z miasteczka Brzezin w Lęczyckićm. Lecz już w r. 1552 
powołany został tenże Grzegorz na kaznodzieję do Woli Jastow- 
ski^j pod Kraków, gdzie różnowiercy z Krakowa na nabożeństwo 
się zchodzili; równocześnie zaś miewał kazania i usługiwał jako 
minister w sąsiednim Chełmie, majętności Marcyana Chełmskiego 
chorążego krakowskiego, dokąd także różnowiercy, jak pisze Wę- 
gierski (kronika zboru krakows: str. 8) „czy w złą czy w dobrą 
drogę kupami z Krakowa przybywali, nie dbając na strachy ni 
despekty, które im często w drodze za poduszczeniem duchowień- 
stwa", jak pisze, „wyrządzano". Gdy zaś Jan Boner, jak pisze 
dal^j tenże Węgierski, dał nakoniec zborowi miejsce w ogrodzie 
swym w Krakowie przed bramą Mikołajską, przeniósł się tam 
od r. 1557 Grzegorz Pauli i kilka lat w nim kazania miewał, 
dopóki nie przeszedł do obozu antytrinitarzy ; gdy zaś i drugi 
minister po Paulim zboru Pełsznickiego Jan Siekierzyński t4j sa- 
mśj nauki się chwycił, przetóż i zbór w Pełsznicy dostał się 
w ręce antytrinitarzy. O dalszych kolejach Panlego i o stanowi- 
sku jego wśród różnowierców polskich przyjdzie nam nieraz je- 
szcze mówić, gdy będzie mowa o wewnętrznym rozkładzie różno- 
wierstwa w Polsce; co się zaś tyczy Lasockiego, ten gdy za przy- 
kładem ministrów swoich tak jak znaczna część kalwińskiej szła- 



J 



BONEBOWIE. FIBŁKJE. 



277 



chty małopolskiej, około r. 1565 przeszedł do antytrinitarzy (Łu- 
kaszewicz op. i-it. p. 392), przy historyi aryańskićj jeszcze o nim 
mówić będziemy. 

Do pierwszycii także nieraz bardzo czynnych i potężnych 
propagatorów różnowierstwa między szlachtą policzyliśmy Bone- 
rów, Firlejów, Szafrauców, Myszkowskich, Zborowskich, Hiero- 
nima Ossolińskiego kasztelana sandomierskiego, Marcyana Chełm- 
skiego chorążego krakowskiego, Mikołaja Dłuskiego dziedzica 
Iwanowic, a nakoniec słynnego naszego poetę, domorosłego filo- 
zofa, prawdziwy typ szlachcica z owych czasów Mikołaja Reja 
z Nagłowic, tudzież wspomnianego już tyle razy Andrzeja Trzy- 
cieskiego poetę. O Bonerach, a mianowicie o Janie, który jako 
wielkorządca zamku krakowskiego i najznaczniejszy mieszczanin 
krakowski, przytćm szlachcic i kasztelan, szczególny wpływ wy- 
wierał w mieście, mówiliśmy już wyżźj pisząc o postępach re- 
formacyi w Krakowie; o Sewerynie, który po śmierci brata od- 
dziedziczył Balice i pisał się z Balic, był zaś przytem kasztela- 
nem krakowskim, tudzież starostą rabsztyiiskim i dobozyckim 
(t około 1563), wspomina wizyta Radziwiłuwska lobacz na 
końca), że łącznie z bratem Fryderykiem (który był najmłodszym 
z braci i bezżennym), odebrał kościoły katolikom w dobrach 
swych w Włodowicach i w Kromołowie miasteczkacb w woje- 
wództwie krakowskiem i oddał kacerzom, a prócz tego zprofano- 
wał kościół w niedalekim Ogrodzieńcn. Wspomniany Fryderyk 
oddał także kacerstwu kościół w Porębie górnej w dekanacie 
Wolbromskim, Arcłiidyak: krakowskim, jak pisze taż sama wizyta. 
Wszystkie te kościoły powrócił katolikom Mikołaj Firlej woje- 
woda krakowski isyn Jana), oraz brat jego Piotr, którzy łącznie 
wraz z średnim bratem Janem wrócili do kościoła katolickiego 
wyrzekłszy się herezyi w Rzymie; gdy zaś w Kromołowie, gdzie 
były groby rodzinne Bonerów, byli także, jak się zdaje, pocho- 
wani heretycy Jan, Seweryn i Fryderyk Bonerowie, oddzielono 
ich grobowce przez ścianę od reszty kościoła (AUog. Oslec. p. 128), 
aby kości ich w obrębie tegoż kościoła będąc, profanacyi temuż 
kościołowi dłużćj nie przynosiły. — O Firlejach, a mianowicie 
o Janie, który po Stanisławie Myszkowskim był wojewodą i sta- 
rostą krakowskim, a po Kmicie marszałkiem w. koronnym, szwa- 
grze wyż^j wymienionych Bonerów, w którego dom po bezpoto- 
mnej śmierci tjch ostatnich cała ogromna fortuna Bonerów prze- 

1 




278 FJBIAO. STAnauLY surtLŁsac. 

niM, — i którj ztąd był filarem różnowientwa i wns i biatei 
swymi Miki^jem i Jędnejem Firiejamj, pierwseym wojewodą, 
a dragim kasztelanem lubelskim, bardzo wiele koiootów katoli- 
kom poodbioał \*, powiemy obszmiić) póżnićj, skoro przyjdzieny 
do tój chwili, g&y róinowieretwo jnź jako potęga polityczna gro- 
zić i występować zaczęto; ta wystarcza nadmienić, łe iiw jaej 
d bracia byU synami Piotra wojewody niskiego, katolika (f roln 
1553, pochowanego wraz z ojcem swym Mikołajem kasrte iMW 
krakowskim, który tam kaplicę Aindowal (f 1526), w kośeldb 
00. Dominikanów w Lablinie) — i ie jeżeli z nimi herezya imo- 
sła, z nimi też takłe, jak mówi Kiesiecki (II 153), zginęła. — Co 
do Szafrańców, ci pochodzili od sfaiwnego Piotra Szafrańea % Pie- 
skowćj skaty, któremu w r. 1401 Wlady^w Jagietto miaate- 
czko Secemin (w dzisiejszym powiecie Ideleckim) darował. Współ- 
czesny reformaeyi potomek jego, dziedzic Secymina Stanisłliw Sn- 
franiec przyjąwszy wyznanie wiaiy kalwińskie, kościół katoBAi 
w Seceminie w r. 1551 na zbór swojego wyznania zamienił, spn- 
wadziwszy doń jeszcze w tym rokn Felixa Kmcigera z Wielko- 
polski, który przy nim następnie jako pierwszy snperintendent, 
czyli senior zborów małopolskich przemieszkiwał. Bóinowicn^ 
otworzyli tu takłe szkołę, która bojnoteią dziedziców gpogałona, 
na równi z Krakowską, Pinczowską i Dobiecką stała. Byty te 



>) Do tych kościołów naleiały według wizyty Padniewakiego^ 
w województwie labelskićm : w Baranowie, w Czemiernikach, w Kock* 
i w I^ewartowie, które zpro£tnowat Mikołaj Firlej wojewoda InbelakŁ 
Oprócz tych zprofanowali , jak pisze Łukaszewicz (Dzieje kośe. wysila- 
nia helweckiego w Uałopolsce str. 236. 331. 383. 315. 341. 331), 
Firlejowie (a więc Jan, Mikołaj lub Jędrzej, bo d tylko byli heretyk) 
kościoły w Dąbrowicy pod Lublinem (gdzie było gniazdo Firl^w, 
którzy się pisali z Dąbrowicy), w Firlejowie i w Markuszowto, 
wszystkie w województwie lubelskiem: w województwie zaś sando- 
mienkićm w Besicach i Janowcu, a oprócz tego założyli zbór wCh>- 
rąjn w lubelskićm. W województwie zaś krakowskićm zprofianowany 
był przez nich kościół w Bedllnie dekanacie Wolbromskim, jak wy- 
nika z wizyty Badziwiłowskiej, która w ogóle bardzo Firlejów oszoa^- 
dza, a moie 1 inne nam nieznane. Wszystkie te kościoły popowracali 
katolikom wspomniani synowie Jana: Mikołaj wojewoda krakowski, 
tndziei bracia jego Jan i Piotr, jak również najmłodszy brat Haa- 
ryk z trzeciej iony Jana marszałka w. koronnego, późniejszy any- 
biskup gnlezneński. Dla lepszego zoryentowania się podajemy na ko&ca 
rodowody Bonerów i Firlejów. 



RODZINA MT6ZK0WEKICH. 879 

takie zjazdy różnowierców, o którycb później. Że ten Rzafraniec 
do największych bohaterów różnowierstwa w wojnie z kościołami 
policzony byó moie, dowodzą liczne przez niego prócz kościoła 
w Seceminie, zprofanowane i spustoszone kościoły, jak w Prze- 
gini pod Krakowem, tudzież w Sułoszowy w dekanacie Skalskim 
niedaleko Krakowa, tudzież jeszcze w Sąspowie w archidyako- 
nacie lubelskim według wizyty Radziwiłowski^j, a jak pisze 
Łukaszewicz (op. cit. p. 318) także w Chęcinach, miasteczku na 
drodze niedaleko Kielc , gdzie były i są kopalnie marmuru i gdzie 
tenże Stanisław Szafraniec był starostą. Prócz tych odebrali ka- 
tolikom, on albo krewni jego, kościoły w Kazimierzy małćj 
i w Rogowie w Krakowskiem, tudzież we Włoszczowy w Sando- 
mierskiem, jak podaje Łukaszewicz (op. cif. p. 344, 403, 429), 
a może i na innych miejscach. 

Że niektórzy Myszkowscy wcześnie już, bo jeszcze za Zy- 
gmunta I przyjęli protestantyzm, okazuje się z postępku Stani- 
sława Myszkowskiego, kasztelana Międzyrzeckiego, który w roku 
J548 kościół katolicki w Międzyrzeczu (w Wielkopolsce) oddał lu- 
teranom, ustanowiwszy przy nim ministrem Jana Łąckiego probo- 
szcza miejscowego, który już wprzódy apostatował zostawszy lu- 
teraninem. Rodzina ta rozgałęziła się z dwóch braci: Piotra woje- 
wody łęczyckiego marszałka w. koronnego (f 1507) i Mikołaja 
dziedzica na Mirowie i Przeciszowie. Piotr miał czterech synów: 
Piotra, Stanisława, Wawrzyńca i Marcina. Drugi z nich Stani- 
sław kasztelan międzyrzecki (tak podpisany w r. 1538 na liście 
Zygmunta I danym miastu lubelskiemu i krakowskiemu — Niesiecki 
III. 325) był zapewne tym, który w r. 1548 wprowadził do Mię- 
dzyrzecza loteranizm. Trzeci Wawrzyniec kasztelan sandecki, ten 
sam, który zabił w r. 1540 Janusza księcia Zatorskiego w kłó- 
tni o wodę do sadzawki w Spytkowicach '), miał znowu czte- 
rech synów: Mikołaja, Stanisława, ICrzysztofa i Jędrzeja wszyst- 
kich heretyków, z których pierwszy Mikołaj, kasztelan wojnic- 
ki, starosta oświęcimski, zacięty heretyk, który zniszczył ka- 
plicę na zamku w Zatorze, gdzie był starostą, jak wspomina 
wizyta Radziwiłowska , umarł w r. 1557 okropną śmiercią w po- 



') Że jednak ten Wawrzyniec nie był heretykiem, dowodzi 
wzmianka o nim w wizycie Radziwiłowski^j , że w Spytkowicach 
fundował altaryą, na którą dochód od 300 ztp. przeznaczył. 



280 RODZIMA MTSZKOWBKICH. ^^^^^^H 

dróij do Italii (w Ticino?), jak opisuje Stanisław Górski w I^" 
6cie do Hozyasza d. 25 kwietnia 1557 r. *) Istnieje takie list jego 
z 15 września 1556 r. do króla Zygmunta Ao£:a8ta, który ptxy- 
tacza Lnbieniecki (Hist. p. 09), a w którym w dość natarczywy, 
a nawet zachwaiy sposób wstawia się za Lismaninem do króla, 
aby byt od proskrypcyi wydanej na niego uwolnionym. Omgi 
brat jego Stanisław, starosta malborgski, sterilis (Niesiecki 1. c), 
byl takie heretykiem, jak wspomina tenże Górski (1. c). Że 
i Krzysztof takim być musiał, okazuje się ztąd, że zpro&nował 
kościół w Polance wielkiej w dekanacie Zatorskim, jak pisą^H 
wizyta Radziwiłowska , a nadto stawał on w r. 1541 po btroni^' 
Krupki wraz z braćmi Stanisławem i Jędrzejem przeciw biskupowi 
Zebrzydowskiemu^); — czwarty zaś Jędrzćj kasztelan lubelski 
należał do najgłówniejszych różnowierców, prezydował bowiem 
na synodzie w Książu w roku 1560 (obacz Łukaszewicz op. cit, 
str. 206). odebrawszy poprzednio w Biechawie (Bychawie) mia- 
steczku swćm w Lubelskićm kościół farny katolikom, a oddawszy 
go kalwinom. Ma on także miejsce między bohaterami Otwino 
wskiego w wspomnianem powyżćj przez nas tego ostatniego pi- 
śmie. — Ostatni syn Piotra, a stryj poprzedzających Marcin ka- 
sztelan wieluński (t 1570) miał znów dwóch synów obu herety- 
ków: Jakóba i Stanisława. Co do Jakóba, który był burgrabią 
krakowskim , ten oprócz Piotra, który był proboszczem pułtuskim, 
miał jeszcze syna Jana rotmistrza królewskiego, a ten ost&tni 
miał syna Zygmunta, dziedzica na Bieganowie i na Brześciu, 
który młodo zginął w Niemczech (Niesiecki 1. c). Otóż Jakób 
i wnuk jego Zygmunt starosta oświęcimski znajdują się na liście 
kollektantów z r. 1568 na zbór krakowski (kronika zboru str. 13), 



') jfMyttkoiBBki ille caMellanua, oatciecimetuU capilaneuSj fiiiu$ 
homicidae patrit, qiii dueem dominutn suum occidit, aeerrimus haere- 
ticwi vadens in Ilaliam in Iczin (?) est morluus in vigilia paseatig , 
eui daemones cewicem frtgerunt pisibiliter et os ae vultum retro ad 
dorsum arerteruni, vociferans ae tamąuam canu latrans tnortuus at, 
qui anU canitw dente blasphgmus erat. Sic pereant hi aeelerati ha«r»- 
Het saeramenlarii. Ejus frater eapitaneuB Marienburgensia hic Graco- 
viae vagałur cum mało franczono; idem qtwque est haeretieua, 
ajunt quod aegre caleat"'. Z Ustn St. Górskiego do Hozyasza d. 25 
kwietnia 1557 roku w archiwum Franenbargskiem. 

') Korespondencya A. Zebrzydowskiego wjd. Wigłockiego NM. 
852. 853. 




aODZINA MTSZK0W8KI0B. 281 

polioz«ni wyraźnie między innowierców. Groźniejszym nierównie 
od nich, bo potężniejszym innowiercą był drugi syn Marcina, 
a brat Jakóba StanisJ'aw wojewoda sandomierski, póżnićj woje- 
woda i starosta krakowski, ożeniony w r. 1569 z córką Jędrzeja 
Tęczyuskiego kasztelana krakowskiego Jadwigą, o którym pisze 
Hozyusz (Episldarum T. II fol. 317, jak podaje Niesiecki 1. o.)» 
że za jego promocyą herezya w Krakowie górę wzięła. Ten to 
jest Stanisław Myszkowski , o którym pisze Węgierski (Słav. re- 
form, p. 128), że ile razy przyjeżdżał do Krakowa, przychodził 
do domn Jana Bouera, który zbór w tymże domn swym około 
r. 1555 otworzył, na nabożeństwo heretyckie, jak to czynili ta- 
kże Filipowski, Lasocki, Stadnicki, Zborowski i wiela innych. 
Na szkołę i na zbór krakowski płacił on rocznie w latach 1568 
i 1570 po 500 złp. jak to widać z wspomnionśj listy kollektan- 
tów zamieszczonćj w kronice zboru krakowskiego stron. Ic5. — 
Z zestawienia tego, zwłaszcza jeżeli porównamy, co pisze Górski 
o dwóch Myszkowskich w przytoczonym powyżej do Hozyasza 
liście, możemy się przekonać, że nie tylko wszyscy prawie My- 
szkowscy z linii Piotra z małemi wyjątkami dotknięci byli here- 
zya (naliczyliśmy ich aż 8 zaciętych beretyków, a było ich za- 
pewne więcćj) '), ale nadto, że pomiędzy nimi byli awanturnicy 
(Wawrzyniec!), lub jak wynika z listu Górskiego, niedobrego ży- 
cia ladzie (Mikołaj i Stanisław synowie Wawrzyńca). — Za to 
z młodszćj linii Mikołaja dziedzica na Mirowie i Przeciszowie, 
nie było prawdopodobnie ani jednego różnowicrcy, a z dwóch 
wnuków tegoż Mikołaja, synńw także Mikołaja drugiego jego 
syna, jeden Jerzy był kanonikiem krakowskim, sekretarzem kró- 
lewskim i kanclirzem u Jana Łaskiego, arcybiskupa Gniezneń- 
skiego, o którym powyżej była mowa, że posłował od Łaskiego 
w Rzymie w czasie sekularyzacyi Albertaj drogim był Jan, który 
był ojcem Piotra późniejszego biskupa krakowskiego, który był 
mecenasem dla uczonych i gorliwym biskupem, a skupując do- 



') "Wizyta Padniewskiego z roku 1565 wspomina jeszcze o he- 
retyku Jerzym Myszkowskim, który byt dziedzicem miasteczka Żarek 
i nie pozwalał na odprawianie w kościele katolickiego nabożeństwa, 
a tylko dla przypodobania się żonie katoliczce , tolerował dwóch księży, 
traktując ich jednak jako niewolników. Czyimby by) atoli sync-m i do 
których Myszkowskich policzyćby go należało, dojść nie mogliśmy. 



282 ^^^^ HLEBONnf 0S80UMSIU. ^^^^^^H 

bra po heretykach jak np. Pincr-ów i Ksiąi , naprawiał te WKody, 
jakie w nich heretycy poczynili. 

Do głównych takie podpór różnowierstwa w Małopolsce po- 
liczyć nam wypada Hieronima Ossolińskiego kasztelana saado- 
miergkiego, dziedzica Klimontowa ' l, który był mąż roztropny 
i mężny, jak pisze Paprocki (Herby str. 46), ale który za gra- 
nicą na naukach będąc przejął się nowinami wittembergskiemi 
i takowe wróciwszy do krają popierał i bronił. Miał on znaczną 
powagę i wziętość, którą sobie pozyskał tak dzielnością wojenną 
(odznaczył się pod Obertynem 1531 r.), jakoteż wymową i rozu- 
mem swoim, zwłaszcza w materyach politycznych, jak pisze Ci- 
chocki (AUoij. fhiec. 1. II r. I p. 102), który te same przymioty 
przyznaje bratu jego Mikołajowi, również innowiercy^); atoli 
dumą swą i gwałtownością więcej psuł aniżeli pomagał, jak się 
to stało na synodzie w Książu w r. 1560, gdzie ministrowie mo- 
gli się przekonać, jak wzgardziwszy powagą i władzą prawej 
swojej zwierzchności t. j. kościoła, dostali się pod jarzmo i de- 
spotyzm panów. Lecz o t^m później; tu możemy tylko jeszcze 
przytoczyć postępek tegoż Ossolińskiego dowodzący, jak wielką 
była jego zarozumiałość i jak wielka nastąpiła zmiana od roku 
1551 co do exekucyi wyroków duchownych i w ogóle co do po- 
stępowania z heretykami; kiedy bowiem jeszcze ku końcu 1550 
roku Lasockiego jako e^komunikowanego zmuszono do opuszcze- 
nia kościoła, Ossolińskiemu za podobny w r. 1552, a nawet nieco 
zuchwalszy, bo bardzićj umyślny i bardzićj wyzywający, jak La- 
J*: 

') że ten Ossolineki zaJożj'1 zbór w Klimontowie, dobrach swych 
w Sandomierskiem, świadczy Otwinowski wy]iczaji|c zbory ró^nowier- 
ców; że prócz tego oddał kościół w Gorlicach w .SandumierBkiem kal- 
winom, świadczy Wizyta fiadziwiłowska, tudzież Łukaszewicz op. cit. 
pog. 335. 

') Na nich jednak skończyła się herezya, Zbigniew bowiem 
Ossollfiski, syn Hieronima, zaraz po śmierci ojca (■}- 1576) wrócił na 
łono kościoła katolickiego — i tak samo uczynił brat Jego Mikołaj, 
którego śmierć zawczesną opłaku^je Cichocki; — tak że wnuk Hie- 
ronima, a najmłodszy syn Zbigniewa, sławny kanclerz w. koronny, 
Jerzy Ossoliński w przedmowie do życia swego wydrukowanej przez 
Bohomolca, słusznie pisze, że błędy heretyckie tylko w jednym sto- 
pniu (t. j. wjednty generacyi) domu Ossolińskich nadwerężyły. Obacz 
Wiadomości historyczno-krytyczne Józefa Max. OsBolińskiego — Ży- 
ciorys Hieronima Ossolińskiego. 



ZBOBOWSCr. 



283 



sockiego postępek, nic się nie stało. Był zaś ten Ossoliński, je- 
szcze podówczas nie zdeklarowany innowierca, za zabór dziesięcin, 
jakie się różnym osobom od niego należały po trzechkrotn^m we 
dług prawa upomnieniu, wkońcn obłożony cxkomaniką większą; 
która gdy miała ten skntek, że ani on na nabożeństwie się znaj- 
dować, ani nabożeństwo w obecności jego odprawiać się nie mo- 
gło, on w dzień Wniebowstąpienia Pańskiego dnia 2fi maja 1552 
roku wszedłszy do kościoła katedralnego w Krakowie, właśnie 
kiedy suma zaczynać się miała i zasiadłszy w chórze, gdy su- 
fragan krakowski i zastępca starosty jako przedstawiciel władzy 
świeckiej, wezwali go, aby opuścił kościół, odpowiedział, że 
nietylko nie wyjdzie z kościoła, ale tak długo siedzieć będzie, 
dopóki wszyscy ludzie, a przedewszysfkiem ka{)łani pierwsi ko- 
ścioła nie opuszczą. Powstał wielki ruch w kościele; gdy atoli 
nie było innśj rady, nastąpiło zawieszenie nabożeństwa {cffsuHo 
a dwinis), a lud wychodził z kościoła ze zgorszeniem i z narze- 
kaniem na człowieka który to spowodował. Kapituła podała 
wprawdzie cały ten fakt do wiadomości biskupa prosząc, aby 
tenże doniósł o wszystki^m królowi i senatorom i wyjednał sto- 
sowny rozkaz królewski dla zapobieżenia na przyszłość podob- 
nym wypadkom M; gdy jednak czasy nie były po temu (było to 
co dopiero po burzliwym sejmie w r. 1552), zdaje się, że rzecz 
cała bez skutku pozostała. 

Przechodzimy teraz do jednego z najpotężniejszych i najzu- 
chwalszych rodów w Małopolsce, jakimi byli Zborowscy, u któ- 
rych pycha jak była matką wieki niecnych czynów, tak była 
i herezyi, a która wkrótce ród ten o zgubę przywiodła. Proto- 
plastą tćj rodziny był Marcisz (Marcin) Jastrzębiec wojewoda łę- 
czycki, bratanek Wojciecha Jastrzębca biskupa krakowskiego, 
póżnićj arcybiskupa gniezneńskiego (łliętowski katalog I 361. Dzie- 
duszycki Zbig. Olesn. II 12. — Niesiecki IV 714 robi go rodzo- 
nym bratem biskupa), dla którego synów (a było ich wszystkich 
aż 20, z których ośmiu poległo na wojnie pruskiej, dwunastu 
zaś było po różnych stronach kasztelanami — Niesieoki I. c), arcy- 
biskup zebrał był skarb ogromny, chcąc tym sposobem familię 
swoją wynieść i ubogacić. Nadwerężył był wprawdzie dobrze 



') Obacz Koreepondencya Zebrzydowskiego, wyd. Wisłockiego 
Nr. 855. 



284 MABCIM ZB0B0W8KI. ^^^^^^^| 

tego skarbu najstarszy z owych wojewodziców DersJaw z Ryt- 
wian, wspomniany przez nas wyi6j jako jeden z naczelników 
hasyckicb w Polsce, późniejszy kasztelan krakowski, dobrawszy 
się do niego w Orzelcu, a następnie zasób ten na szalone mar- 
notrawstwo dla przypodobania się Ofce córce księcia Bolesława 
mazowieckiego, tudzież na werbowanie sobie stronnictwa do wojny 
przeciw kościołowi i ojczyźnie obróciwszy (Damalewicz: Serits 
ArchiepiAc: Gnem: p. 234. Dzieduszycki: Zbig. Oleś. II 15); z tćm 
wszystkiem możemy przypuścić, że nie cała fortuna arcybiskupa 
zmarniała w rękach Dersława, ale że znaczna część przeszła póź- 
niej w ręce dalszej rodziny arcybiskupa, — a która jćj powtór- 
nie, (jak tego mieliśmy już przykład na rodzinie Górków) do 
walki z kościołem i na szkodę ojczyzny użyła. Inny bowiem syn 
wspomnionego wojewody Mikołaja, a więc bratanek od bratanka 
arcybiskupa (pronepos, jak mówi Długosz pisząc o Dersławie, XJ 
661) Piotr, który się począł pisać od imienia, które na Rusi po- 
siadał, ze Zborowa, był ojcem Jędrzeja kasztelana wieluńskiego, 
który znów miał trzech synów: Jana, Piotra i Marcina. O Janie 
nie wiele wiemy; Piotr kasztelan malogoski był tym sam>m, 
który w r. 1537 najbardziej występował wraz z bratem Marcinem 
pode Lwowem w czasie tak nazwanćj wojny kokoszćj (obacz 
Szujski Dzieje Polski II 230); Marcin nareszcie zasłynął najbar- 
dziej jako heretyk i wichrzyciel polityczny. Ze względu na roz- 
ległe stosunki i na ogromne dobra, jakie w całych obszarach 
Rzeczypospolitej, a mianowicie w krakowskiem, na L^rainie 
i na Rusi posiadał, był to jeden z najpotężniejszych, a ze względu 
na charakter jeden z najniebezpieczniejszych panów małopolskich. 
Był on najprzód wojewodą kaliskim, potćm poznańskim, a od 
r. 1561 kasztelanem krakowskim, miał 8 córek i 7 żyjących sy- 
nów (^Marcin, Piotr, Jan, Jędrzćj, Mikołaj, Samuel, Krzysztof), 
którzy wszyscy przyszli do znacznej potęgi, a w bnrzliwości i du- 
mie, jakotćż i w heretyckićm zaślepieniu po większej części na- 
śladowali, a nawet przewyższyli ojca'). On sam wielki przyja- 
ciel reformacyi (słuchał bowiem nauk w Wittenberdze i ztamtąd 
jako gorliwy stronnik reformacyi powrócił), jeszcze za Zygmaata 



'■) Encomium Zborowskich n Trzycieskiego jest następujące: 

Sic et ZboroTiuB sumptis MarB altor in armis 
Et tota illiuB Martia progenies. 



I 



UARCIN ZBOBOWBKI. 285 

Starego porzucił wiarę ojców, a gdy w r. 1548 bracia Czescy 
przyszli do Wielkopolski, on jako wojewoda kaliski opiekował 
się nimi i ułatwiał im osiedlenie się w Wielkopolsce. W r. 1551 
kiedy jakby na dane hasło, tyle kościołów zprofanowano i oddano 
róinowierstwu , on był jednym z pierwszych, który w dziedzi- 
cznych, albo chwilowo przez się posiadanych dobrach: w Zboro- 
wie '), Solcn *), Oleśnicy '), kościoły parafialne katolikom wy- 
darłszy, na zbory kalwińskie pozamieniał, a jak się zdaje, to 
samo usiłował zrobić w królewskićm mieście Stobnicy, gdzie był 
starostą, co mu się jednak wobec tego, że to było miasto kró- 
lewskie, bliżej stolicy położone i lepiej przez katolików strzeżone, 
nie udało*); zato zbór, który jakiś czas w Stobnicy istniał, 
o którym Lubieniecki (HiM. reform. ]>ol. p. 35) jako o prywat- 
nym wspomina, tndzież Otwinowski (Hemes Cliristiani przy Wę- 
gierskiego .Sf<M'. lefor. p. 530) między innemi wylicza (prawdopo- 
dobnie w domu starościńskim w rynka pomieszczony), niewątpli- 
wie był jego dziełem. Około rokn 1552 odebrał on kościół 
katolikom w Iwaniskach *), miastcczkn swojłSm w województwie 

') Łakaszewicz: Dzieje kościoła wyzn. helw. w Małopolsce str. 
434. — Zborów na Rusi w Galicyi, w dzisiejszym obwodzie zło- 
czowskim. 

^) Tamże, str. 411; — tudzież w Wizycie radziwilowskićj (patrz 
na końcu), gdzie wyraźnie powiedziano, że kościół w Solcu zprofa- 
nował Marcin Zborowski. 

*) Patrz wyż^j uwagę o Oleśnicy. 

*) Myli się więc Łakaszewicz (op. cii. p. 411), jakoby Marcin 
Zborowski, kościół famy w Stobnicy na zbór kalwiński zamieni), 
Wizyta bowiem Padniewskiego w rok po jego śmierci, bo w r. 1566 
odbyta, nic o tćm nie wspomina, czegoby była pewno nie pominęła, 
gdyby to miało miejsce, zwłaszcza, że nie pomija np., że kaplica 
w pobliskiej wsi Sklianowie przez Piotra Zborowskiego zprofanowaną 
sostała. Ubolewa tyiko, że przy kościele w Stobnicy zamiast sześciu 
według fundacyi inansyonarzy, dla braku księży jest tylko dwóch, 
którzy się do tego niezbyt dobrze prowadzą; proboszczem Łaś jest 
człowiek świecki, który we Włoszech na naukach bawi. Najwyżój 
więc przypuścić można, że Marcin Zborowski chciał zprofanować ko- 
ściół w Stobnicy, ale mn się to jako w mieście królewskiem nie udało; 
za to zbór kalwiński, dopóki żył, w Stobnicy w mieszkaniu swojem 
utrzymywał. 

*) Łukaszewicz fop. cif. p. 389), gdzie wprawdzie ogólnie po- 
wiedziano, że kościół w Iwaniskach zprofanowali Zborowscy; najpra- 
wdopodobuićj jednak uczynił to Marcin Zborowski. 



^ 



ii 



286 MABCm ZBOROWBKT. ^^^^^^^H 

sandomierskiem, w którym póżniój w r. 155.S odbył się synod 
kalwiński, na którym znajdował się po pierwszy raz sławny 
herezyarcha Jan Łaski, świeżo z zagranicy przybyły; poczćm 
Iwaniska ciągle były w posiadaniu herezyi ; gdy jednak kn końcu 
)6 wieku przeszły w ręce Sebastyana Ligęzy, podstolego sando- 
mierskiego, zbór ten zniesiony, a kościół na początku 17. wi 
katolikom oddany został'). Że i w Kaliszu, gdzie aż do r. 1 
Zborowski był wojewodą , miał on założyć zbór dla braci Czeski- 
wspomina Łukaszewicz (o kościołach braci Czeskich w dawnćj 
Wielkopolsce str. 261); gdy zaś został wojewodą poznańskim, 
bracia ci w Poznaniu, w niebezpiecznych dla siebie czasach, gdy 
generałem Wielkopolskim po Andrzeju Górce był Janusz Roście- 
lecki, biskupem zaś poznańskim Andrzej Czarnkowski, którzy 
wspólnie nad wykorzenieniem herezyi pracowali, szczególnej od 
niego doznawali opieki i pomocy, dopóki w r. Ińfil nie przyszedł 
następca jego JędrztSj Kościelecki, brat Janusza, gorliwy katolik 
i nieprzyjaciel herezyi, który wraz z bratem i biskupem wspólnie 
odtąd w tym samym celu pracował. Zato w Krakowie i w innych 
stronach Małopolski, Zborowski postąpiwszy w r. 1561 na kaszte- 
lanią krakowską, całym wpływem swoim wraz z synem swoim 
Piotrem 1 z innymi możnymi róinowiercami popierał herezyę, jak 
o t^m świadczą liczne wzmianki tak w obu wizytach, jak u Wę- 
gierskiego i Lubien ieckiego, którzy o nim jako o koryfeuszu ró- 
żnowierstwa wspominają, zawarte, dopóki śmierć w r. 1565 nie 
przerwała jego destrakcyjnćj czynności. Przed śmiercią zapisał 
on na szkołę ewangelicką w Krakowie, wyznającą Trójcę świętą 
z wykluczeniem wszelkich aryariskich blużnierstw, jak o tźm wy- 
raźnie dokument odnośny ^), który synowie jego przed aktami 



') Ałlo//iiia Oaiee. p. Ul. Że ten Sebantyan Ligęza nie zaraz 
jednak oddat kościół katolikom, świadczy Wizyta radzi wiiowska, 
która choć o nim jako o dziedzicu już Iwanisk mówi, o oddaniu jed- 
nak kościoła nic nie wspomina, owszem trochę z goryczą się wyraia, 
te w pobliskim Gryzikamienin wszelkie dochody zagrabił. 

") Dokument ten w całości przytaczamy, może bowiem posłniyć 
do bliższego poznania Zborowskich i wyznawanej przez nich herezyi: 

Aclttm Cracoviae in terminis terrestrilms ftria 2-da posl jfm i] 
5.S. Trinitałis prozima 15G5 , 

Comparens personaliter Petrus Zborowski casłeilanus biecen$i$ , 
r*eognovit : i 

Quia prout prae/atus M/cM Petrus Zborowski (t generosi Joan- 




MAROLN ZB0B0W8KI. EREKCYA SZKOŁT. 287 

ziemskiemi zeznali, wspomina, złotych tysiąc^ obok bowiem htą- 
dów swoich był ofiarnym, czego drugi przykład w wizycie Ra- 



nes , Andreas, Nicoiaus, Samuel et Christophorus Zboroictcy si/o et 
generosorum Martini et Pełri Zborowskich filiastroruni suonim noininibus, 
memores paternae in rtstauranda vera , pura et nrihodora ecclesia 
Chritii rirtutia et coii.tfnntiae ob iritjue percupienles etiam ex paterna 
haerediłate , renascenti letiui in Minori Polonia Eeclesiae Christi pro- 
videri ea ratione, qua meliorem et his initiis aptiorem aliam ullam 
esse vident ; guippe iU pia schola teluti ąuoddam Eeclesiae Semina- 
rium in urbe Cracovieim insUiuraretur . . , non enim potest doctrinat 
caelestis possessio diu abscue scholastici coeius adjunctione retineri ; 
eapropter uf aliguod Zborovianae familiae exstaret cotispicwim cotiser- 
vandae religiofiis rerae monumentum et eTcmplum: ipsi iidetn mfciis et 
generosi Petrus castellaniLi biecensit, Joannes et Nicolaui Zborowscy 
suo et fratrum suorum , filiastrorumque suorum prae/atorum nomini- 
bus coram praesenti Judieio terrestri Crac. *C aełis fałentur : ae ijra- 
tuita et irrepocabili donałione ex voluntafe paterna donare eeclesiae 
orthodoxae eoetua cracociensis in civitafe Craeoriensi ad normam et 
puritatem ivangelicam , amotis omnibus mtperstilionibus papistieis et ma- 
eulis tradilionibusijue humanis cttm verbo Dei pugnanlibus re/ormatae 
ac doetrinam d-t SSnia Trinitate i. e. de uno Deo, qui in patre, fi- 
lio spirituque sancto agnoseitur , jujefa perpeluum , Peterem, catholicum 
omnium sanctorum omniumque homiiium orthodoxorutn Chrisfianonim 
eonsensum, er propheticis et apostolicis liiteris pro/ectiim, constantissime 
projiłenti atque nulla prorsus nomrum arianonim ealumnia in/ectae: 
Summam fiorenorum Mille pecuniae eommunie polon : pro schola ejua- 
dem dictae welesiae, ut iiempe ex eadem tota pecunia perpeiuus pro- 
pentrn eensusgue confici et haberi nonnisi pro usibus ejusdetn scholae 
necesaariis deputatua et aetemis tetnporibus addietus poaait et valeat. 
Quam ąuidem Sm 1000 fp nec non et centum ałque redditum 
ab eadem summa pro uno anno reliquo infraacripto, provenientem, m- 
delieet fp. 70, praedictua Petrus Zborowski caatel: bieeetisis ad ae ae- 
cepit et eandem Sm 1070 tip. in et super bonis suis omnibus aaaeeu- 
rał senioribus praenominatae eeclesiae h. e. nobili et famatis Joanni 
Yandzan haeredi in Koamerów acabino, Stanislao EicJdiet advocato 
Juria supremi Caatri Crae. Stanislao Rosario phyaico, Christophoro 
Dreznar, Michaeli Lauer aurifabro, Małhiae Wiersbienłha łypographo 
regio, — eandemcue S. m capitalem cum cenau praefatus mfcua Petrus 
Zborowski nominatia aenioribus pro fesło Penteeoates A. Dni 1567 ad 
sohendum succumbendo. — Z akt ziemskich krak. N. 27 str. 655. 
Zadziwia nas tylko położone na początku imię Andrzeja Zborow- 
skiego, który iak wiemy byt katolikiem ; — gdy jednak osobiście nie 
stanął, a tylko stanęli Piotr, Jan i Mikołaj Zborowscy (Samuel gdzieś 
wtedy bujał, a Krzysztof miał dopi«?ro lat 10), mogli bracia mimo 



\ 



288 UABCUf ZBOROWSKI JAKO WICHRZTCIBL POŁlTTCZNT. 

dziwiłowskićj , gdzie czytamy, że w Szydłowie na ubogich złożył 
100 rfotych. 

Kie byłaby jednak ta wzmianka jaką możemy podaó o he- 
retyckiej działalności Zborowskiego, dostateczną do ocenienia jego 
charaktern, gdybyśmy do niej nie dodali całego szeregu niecnych 
jego politycznych czynów, a nawet prostych zbrodni, które jak 
z jednćj strony dopełnią nam obraza człowieka, tak z drogićj 
strony są najlepszą illusiracyą do heretyckiej jego działalności, 
wykazując najdobitniej, jak heretycy ten sam jad, jaki ich na- 
pełniał w rzeczach religii i kościoła, umieli także wylewać w spra- 
wach politycznycb lub osobistych, skoro im szło o zadosyćuczy- 
nienie swój dumie lab prywacie; choćby się to zresztą działo 
pod pokrywką miłości ojczyzny, tak jak w sprawach kościelnych 
działo się to pod pokrywką czystćj nauki Chrystusowćj i naprawy 
kościoła. Pierwszym takowym czynem , który był jakby wstępem 
do innych nierównie gorszych, był wspomniany już przez nas 
udział Marcina Zborowskiego w rokoszu szlachty pode Lwowem 
w r. 1537, gdzie wraz z bratem Piotrem należał do najzuchwal- 
szych i najbardzićj podburzających mówców politycznych '). I nie 
mało musiał on tutaj dogryść królowi i senatorom, skoro nawet 
ze strony tak pobłażającego dla szlachty rządu polskiego, ode- 
brano mu urząd podczaszego królewskiego, jaki piastował, odda- 
lono go od dworu i związano słowem pod czcią, jako i innych 
przywódzców rokoszu, (zapewne z powodu mającego się dal^j 
prowadzić procesu), że się na każde wezwanie przed królem sta- 
wią *). Tymczasem znajdujemy nowe jego jeszcze straszniejsze 
sprzysiężenie , które wykrytćm zostało w czasie sejmu w r. 1 540. 
W tym czasie bowiem niejaki Bernard Pretwicz, szlązak z uro- 
dzenia ale polak z duazy, starosta Barski, człowiek wojskowy 
na kresach służący, doniósł królowej, jako wie z pewnością, że 
istnieje sprzysiężenie na przypadek śmierci starego króla pod przy- 



woli jego, użyć jego imienia. Zresztti fuadacyi jako z woli i z za- 
pisu ś. p. ojca pochodząc6,i, sprzeciwić się on nie luógl. Co do wspom- 
nianych w dokumencie Marcina i Piotra synowców byli to synowie 
Marcina , najstarszego syna Marcina Zborowskiego, — kasztelana krzy- 
wickiego, rycerskiego człowieka, który jeszcze za życia ojca umarł. 

Obacz Szujski Dzieje Polski II. str. 231. 

Obacz Zakrzewski Powstanie i wzrost reforniacyi w Polsce 
Btr. 43. 



'■i 



BPBZTSIĘŻENIE ZBOBOWBKIEOO. 289 

■wództwem Marcina Zborowskiego, do którego należy 700 szlachty 
Wielkopolskiej, którzy, skoroby tylko stary król oczy zamknął, 
mieli zaraz zebrawszy co najwięcej wojska, wyciągnąć w pole, 
podawszy do młodego króla, aby do nich jako do poddanych 
swoich przyjechał. Jeźliby nie przyjechał, tedy nie mieli go znać 
za pana; a jeźliby to uczynił, wtedy mieli najprzód zażądać od 
niego, aby im prawa i przywileje przysięgą potwierdził, a nastę- 
pnie aby ducbowieństwu trzecią część całego uposażenia odebrał 
i na obronę obrócił, zostawiwszy ma dwie części. A jeźliby tego 
uczynić nie chciał, tedy podobnie mieli mu wypowiedzieć posłu- 
szeństwo '). Gdy rzecz ta publicznie wniesioną i w oczy Zborow- 
skiemu wypowiedzianą została, on zaparł się wszystkiego, żąda- 
jąc, żeby mu postawiono delatora, na co mu odpowiedział król, 
że jutro takowy stanie. Zanim atoli to jutro zabłysło, już Pret- 
wicz nad ranem od nieznanych mu ludzi napadniętym i ciężko po- 
ranionym został ; broniąc się jednak dzielnie życie zachował *). 
Wysłany do niego Mikołaj Wolski, kasztelan sandomierski, och- 
mistrz królowćj wraz z kilkoma dworzanami królewskimi, spraw- 
dził powtórnie z ust jego wszystko, o czćm on przedtem doniósł 
królewstwtt ; co zaś dalój w t^j sprawie uczyniono, o tćm głębokie 
panuje milczenie, prócz chyba tćj jednśj wskazówki, że gdy król 
innych przywódzców rokoszu uwolnił od wspomnionego powyżćj 
zobowiązania, względem Zborowskiego tego nie uczynił, o co się 
jeszcze sejm w Krakowie w marcu w r. 1542 zgromadzony wsta- 
wiał za nim do króla, lecz z jakim skutkiem niewiadomo^). Dla 
nas największe z całćj tćj sprawy ma znaczenie projektowane 
częściowe ograbienie duchowieństwa, okazuje bowiem, jaki to 
duch władał już podówczas szlachtą, a zapewne jeszcze od wojny 
kokoszej w stosunku do duchowieństwa — i jak wielką w tych 
wszystkich ruchach, które znamy pod niewinnem mianem refor- 
macyi, odgrywała rolę cbeiwość, choćby nawet okraszona pozo- 
rem dobra publicznego; szlachta bowiem cały ciężar tak nazwa- 



') Cale to zeznanie Pretwicza powtórzone przez niego po cięż- 
Icićm zranienia przed komlayu umyślnie do tego zesłaną, znajduje 
się w Metryce koronnej ks. fil lit. XX fol. 222 przytoczono przez 
Zakrzewskiego op. cif. p. 237. 

*) Hosii Epistoła 6.5. Korespondencya Hozyusza tom I wydanie 
Akademii umiejętności w Krakowie. 

') Zakrzewski op. cit. p. 43. 

DłiąJ* Befonnacri w Polisa. T. I. 19 



'J 



290 ZABÓJSTWO SANGUSZKI FBZEZ ZBOROWSKIEGO. ^ 

nźj obrony potocznej , który według wszelkich praw i zobowiązafr 
a nawet według tak korzystnego dla niej pakta koszyckiego, na 
nią przypadał, chciała tym sposobem przenieść na zagrabiony ma- 
jątek duchowieństwa, sama zaś wolną już prawie zupełnie od 
wszelkich danin i podatków na rzecz skarbu publicznego pozostać. 
Trzecim czynem Zborowskiego mającym już całkowicie oso- 
bisty charakter, w którym jednak przewrotność jego może więcej 
jeszcze jak w poprzedzających się ujawniła, był udział jego w spra- 
wie znanćj z swych bogactw i przygód Halszki z Ostroga, którą 
on dla syna swego Piotra przeznaczał. Gdy pomimo tego i mimo 
opom matki i córki zaślubił ją miody Dymitr książę Sanguszko, 
a następnie w skutek rzuconej na siebie bannicyi uciekł wraz 
z żoną do Czech , Zborowski , któremu na rozerwaniu tego związ- 
ku wiele zależało, wziął na siebie rolę oprawcy i dognawszy 
go w Nimburgu (Jaromirzu czeskim), na obcćj ziemi, a więc prze- 
ciw prawu, które bannicie w granicach tylko Rzeczypospolitej 
pod karą śmierci przebywać nie dozwalało, bezbronnego nikcze- 
mnie zabił'). Uwięziony przez władze miejscowe, zaledwie za 
wstawieniem się króla wypuszczony został. Potćm gdy starał się 
o Halszkę dla syna swego, król Zygmunt August przeszkodził 
temu, nie chcąc „puścić węża na Litwę, któryby po całym Wo- 
łyniu i Rusi potencyę swoją chciał rozciągać" ^). Cała ta sprawa 
zresztą, którą my tutaj jako nienależącą do naszego przedmiotu, 
w bliższych szczegółach pominąć musimy, mimo swojćj drama- 
tyczności, kryje w sobie tyle brudnych widoków i ambicyi, że 
wszyscy prawie, którzy w nią wmieszani zostali, prócz może sa- 
mśjże Halszki i króla, który z tytułu zwierzchności działać mu- 
siał, bez szwanku z niej dla swego charakteru nie wychodzą; 
najsmutniejszą jednak zda się być rola Zborowskiego, który dla 
samćj chciwości i ambicyi wmieszawszy się w nią, tak krwawo 
się w niej zapisał. Mimo tego i mimo jego dawniejszych niecnych 
czynów, niewynagrodzonych zresztą, jak u niektórych innych, 
żadnćm ważniejszćm poświęceniem ni usługą dla Rzeczypospoli- 



') Nemezis historyczna nie długo dała na siebie czekać, w kil- 
kanaście lat bowiem potćm zgrini{ł tak samo jako bannita , sprawie- 
dliwie jednak za pomiatanie wszelkiego prawa, syn jego Samuel 
z ręki kata na zamku krakowskim. 

-) Szujski Dzieje Polski T. II str. 272, który w tćm miejsca 
wlaene słowa królewskie przytacza. 




PIOTR ZB0B0W8KI. 291 

tój, został on w r. 1561 po Janie Tarnowskim kasztelanem kra- 
kowskim, aby nieraz jeszcze na sejmach zabrużdzić, a popieranej 
przez siebie reformacji tem większą przewagę zapewnić. Syn 
jego najstarszy po zmarłym Marcinie, ulubieniec ojca Piotr, ka- 
sztelan biecki, pi^żni^j wojewoda sandomierski, a następnie wo- 
jewoda i starosta krakowski, był może jeszcze zagorzalszym he- 
retykiem, który w burzeniu i profanowaniu kościołów prześcignął 
ojca, a nawet rodzinnego zamku Jastrzębiec nie uszanował. I tak 
pisze wizyta Padniewskiego p. 54, że prócz kościoła w Oleśnicy, 
który on wraz z ojcem w r. 1562 zprofanował, zburzył on 
i z ziemią zrównał w r. 1564 kaplicę św. Anny we wsi Macie- 
jowicach do parafii Gnojno należącej, dokąd się lud pobożny tłu- 
mnie gromadził ; zaś w Sklianowic wsi do starostwa stobnickiego 
należącej zprofanował on kościółek parafialny św. Józefa przed 
pięciu tygodniami, jak mówi wizyta, a więc już po śmierci ojca 
ku końcu r. 1565, wizyta bowiem odbywała się na początku 
1566 r. Niepojętym zaś szałem wiedziony, zdemolował on własny 
zamek Jastrzębiec, gniazdo dawne Jastrzębców i Zborowskich, 
I'/" mili od Szydłowa w województwie sandomierskiem położony, 
założywszy w t6m miejscu staw, jak pisze Niesiecki IV. 716, 
tudzież Paprocki (Herby etc), któryto czyn był jakby zapowie- 
dzią zatraty niedługiej rodu Zborowskich. Był on przytem zna- 
cznym patronem zboru krakowskiego jak wspomina na wielu 
miejscach Węgierski w kronice tegoż zboru ; w r. 1 570 należał 
do dygnitarzy zasiadających na synodzie Sandomierskim, a na- 
stępnie namiętnie występował na czele różnowierstwa w czasie 
elekcyi Henryka i Stefana. Co do innych jego braci : Jana, An- 
drzeja, Mikołaja, Samuela i Krzysztofa, z tych Andrzej tylko 
był prawdziwym , a Krzysztof przynajmniej dc Hoinini- katolikiem. 
O Andrzeja znajdujemy n Eiclihorna (Dci- crmlamlhche. liiscliof 
Hosius I. Band p. 386 et 387), że gdy był na naukach w Wie- 
dniu, Hozyusz który tamże przybył w interesach państwa (było 
to prawdopodobnie na początku roku 1550), nawrócił go od błę- 
dów kacerskich , o czśm skoro się ojciec Marcin dowiedział , mimo 
tego, że w liście do Hozyusza pisał, że synowi zo.stawia wolność 
trzymania się tśj lub owej religii , kazał mu natychmiast Wiedeń 
opuścić i na inny protestancki uniwersytet się przenieść, co Ho- 
zyusza mocno zmartwiło, lubo i tam nie przestał listami i pismami 
w wierze katolickiej pupila swego utwierdzać. Wiemy też zkądinąd, 

19* 



J 



292 AKouu iBOMnnKi. 

łe Andrzej tUiym by} odtJid i niezMhwunjm w wiene swojćj 
iuUołikiem. Kiesiecki (rV- ~1^^ pi^^e o nim -prawdziwy zelant 
o katolicka wiarę' — i dodaje że kościu} w Zborowie przywrócił 
kńęłom katolickim i wszystkie dochody im oddaL Że toż samo 
uczyni} w Solca, świadczy wizyta Kadziwilowska. Jedyny na 
charakter je^o rzucający cień i o gwa/townofei jego świadciący 
wypadek (wszyscy Zborowscy byli niezmiernie gwałtowni), było 
smntne owe zaj6cie z Stanisławem Tarnowskim, kasztelanem san- 
domierskim o znane nam jaż starostwo stobnickie. Kiedy bowiem 
król Stefan mimo zgłoszenia się Zborowskich, starostwo to, do 
którego oni z tytnła zapewne, że ojciec ich tam był niegdyi 
starostą , rościli pretensye , oddał Tamowskiemn, Zborowscy wielką 
odtąd nietylko ku Stefanowi, którą joż dawno mieli, ale i ko 
Tarnowskiema powzięli nienawiść. Wyrazem tej nienawiści było 
smutne owo zdarzenie, jakie zaszło w czasie bezkrólewia po 
ucieczce Henryka, a które opowiada Heidenstein w swćj historyl 
W tym samym bowiem dnia, jak on pisze, kiedy wywołany 
z kraju Krzysztof opanował Wiślic^ę, Andrzej brat jego przybył 
niespodzianie do Stobnicy. Tarnowski wybierał się właśnie wraz 
z żoną i dziećmi i całym dworem swoim na spotkanie przyby- 
wającego Zygmunta III do Gdańska, gdy Andrzej ze zbrojnym 
lodem wpada do Stobnicy, jednego sługę Tarnowskiego zabija, 
kilku kaleczy, samego zaś Tarnowskiego wraz z żoną i dziećmi 
zabrawszy przytćm sprzęty i pieniądze, do niewoli do Wiślicy 
uprowadza. Czyn ten, który z powodu bezkrólewia tern więoój 
jeszcze według obostrzonych praw karanym byćby powinien, dla 
hrakti jednak kompetentnej władzy, przed którą skarga wniesioną 
byćby mogła, iSzalraniec bowiem wojewoda sandomierski na 
krótki czas przedtem złożył swą godność , a nikt w tych niebez- 
piecznych czasach obowiązków jego podjąć się nic chciał*, pozo- 
stał uicukaranym i dopiero na prośby Szafrańca i innych. Tar- 
nowski wypuszczony został pod warunkiem, że starostwo ustąpi 
Zborowskiemu, krzywdy zaś swojej ani poszukiwać, ani o za- 
brane raeczy upominać się nie będzie. — Co do Krzysztofa Zbo- 
rowskiego, że ten dopiero w dwudziestu kilku latach życia w wie- 
rze katolickiej ochrzczony został, świadczy zapisek Piotra Du- 
nina Wolskiego biskupa płockiego w Efemerydach (kalendarzu) 
Jana Stadiusa przechowanych w bibliotece Jagielouskićj . Zapisek 
ten brzmi dosłownie : Anno 1575 die 1 iiwmis Aitgusti Chrlstophi/- 




JAN ZBOBOWSKI. ^ 293 

nis Zhormcski jvmnk vi(jinti aliąuot annonim fidem caihdicam pro- 
fesstis a Vimenłio Lauren episcopo Montis-Iiealis baptisalits est Var- 
snpiae. Zdaje się, że ojciec postępując w myśl sakramcntarzy 
i nowochrzceńców, którzy już za życia jego nurtowali w Polsce 
i w samym Krakowie (Piotr z Goniądza powrócił już w r. 1555 
do Polski), i którzy przeczyli ważno6ci chrztu niemowląt, przy- 
jęcie chrztu zostawił własnemu późniejszemu uznaniu Krzysztofa, 
który też dopiero w dwudziestu kilku latach przyjął chrzest Św., 
choć przyjęcie to na wzrosły już w niedowiarstwie i w innych błę- 
dach, jak się zdaje, charakter jego, bez wielkiego wpływu zostało. 
Inni trzej bracia Jan, Mikołaj i Samuel byli i pozostali heretyka- 
mi. Najważniejszym dla nas jest Jan kasztelan gniezneński, mąż, 
który mniej jak inni podzielał dumę i gwałtowność Zborowskich, 
w heretyctwie jednak swojźm trwał aż do końca. To co pisze 
Niesiecki (IV. 716) jakoby ^się wrócił do kościoła katolickiego 
i kościoły księżom odebrane poprzywracał", po bliższćm zbada- 
niu pokazuje się bezpodstawnym. Owszem przeciwny dowód znaj- 
dujemy u Lengnicha (Geifchichte der pretmsisciien Lamie T. IV. p. 
280. 281), który pod r. 1598 pisze, że gdy sprawa oddania ka- 
tolikom kościoła farnego w Grudziążu ((tmiidnit:), gdzie Jan 
Zborowski był starostą, z przed sądu asscssorskiego pod dn. 15 
czerwca 1598 r. drogą appellacyi przed sąd relacyjny się dostała, 
tenże Jan Zborowski kasztelan gniezneński, jako jeden z assesso- 
rów przy tyioże sądzie, bronił ewangelików w Grudziążu, aby 
im na mocy układu religijnego warszawskiego, kościół zostawiony 
został, ale nadaremnie. W końcu prosił aby ewangelikom uży- 
wanie kościoła aż do końca jego życia pozostawiono, ale i to na- 
próżno; odpowiedziano mu bowiem, że sprawa o kościoły, które 
niegdyś katolicy posiadali, a które teraz zwrócone im być po- 
winny, do układu warszawskiego nie należy. Dla utrzymania 
Ewangelików Gnidziążskich przy kościele, nie pojechał on nawet 
do Inflant, dokąd był na sejmie w r. 1598 wraz z arcybiskupem 
lwowskim Dymitrem Solikowskim oraz kilkoma innymi senato- 
rami wyznaczony dla uporządkowania spraw tamtejszych, tak że 
komisya bez niego się odbyła M. Miał trzy córki, które wszystkie 
wydał za dyssydentów, jedne za Krzysztofa Eadziwiła, drugą 



') Obacz o życiu i pismach Jana Dymitra Solikowskiego przet 
Nehringa str. 72. 



za Pnńikiego. Unarł r. 1004. Dopiera Baatępea jego Pnjjeaaki 
kttttcłaa gmaaśUki, ketetotjr prtez niego poiibhfiiw , katołi- 
kom pof uj r wia caŁ Dragi brat Jasa, Mikołaj, starosta saydlowaki 
maari młodo w 28 roka iyeia w eane acjno w Warsiawie i jak 
aic zdaje był takie róiaomiatą, przy erekcyi bowieai szkoły 
ewan^ickićj w Krakowie w r. 1565 stawał oa wraz z braćiai 
Piotrem i Jaoem jako wykonawca i chwalca wołi ojca. Co ds 
Samnela, który takie był berety kłem, losy jego t postępki za- 
nadto znane sa z hi^^oryi, łebyśoiy je tn jeszcze przytaczać 
mieli ; wspomnieć tylko jako i-vnf>fum wypada , że W^ierski kro- 
niiia zbom krak. 8tr. 39) stawia go takie w liczbie jakoby mę- 
czeoników reformaeyi — i śmierć jego raczej jako a£arę, aniżeli 
jako sprawiedliwą karę przedstawić asiłaje. Po wywotanin z krajo 
najmłodszego Krzysztofa, w którym bata i przewrotność Zbo- 
rowskich najwyłgzego dobiegły szczytu, Zborowscy jeszcze raz 
staja, groźnie w czasie elekcyi MaiymiJiana, poczćm gaśnie ich 
pochodnia ')> a imię ich tak głośne w dziejach Polski 16-go wiekn 
podobnie jak imiona Decyuszów, Boneruw, Górków, powoli znika 
z historyL 



') Znsjdnjemy przecież zaszczytną jeszcze Trzmiankę o Zborow- 
skich a Cichockiego AUocuia Otieciensia: kt^Sry p. 109. i 110 pisze 
O Marcinie , syna Andrzeja , kasztelana radomsldeg:o, jako o gorliwja 
katoliku, zawczetfnie jednak zmartjm dla kościoła. Byłoby to dowo- 
dem, te Andrzej, jak sam byt gzczerym katoUldein, tak i synowi 
dat w tym kieranko odpowiedne wychowanie. Mówi nadto Cichocki 
o drngim Zborowskim Piotrze, kt45ry choć w trodn^m był majątko- 
wem położenia , (Zborowscy bowiem w skutek swego niespokojnego 
i awaatnmiczego docha, na różne ogromne wydatki narażeni byli i po- 
trzebnjąc zawsze stronników, t&k na zjednywanie sobie takowych. Jak 
i na zaciągi dla Hazymiliana, w znacznej części ogromny niegdj-ś ma* 
jftek ojcowski nadwerężyli), dal przecież na badowę kolleginm Jezui- 
ckiego w Sandomierza 1000 złotych: a choć z obojga rodziców he- 
retyckich urodzony (był prawdopodobnie synem Piotra), wróciwszy 
się przecież raz do wiary katolickiej na dworze księcia Bawarskiego, 
na żadne zaklinania matki, wiary swojej odstąpić i do herezyi powró- 
ni^ nie chciał. Bolało go tylko wielce, że w kościele w Iwaniskach, 
które matka jego dożywociem posiadała, ciągle jeszcze ministrowie 
heretyccy przebywali , przetoż postarał się okładem familijnym , aby 
dobra te katolikowi (zapewne owemn wyż(?j wspomnionemu Seba- 
Rtyanowi Ligięzie) sprzedane zostały, poczem ministi'owie usnnięci. 
a kościół katolikom oddany został. Synom też swoim dał najlepsze 
katolickie wychowanie. Tyle z Cichocluego. 




INNE GŁOWT BÓŻNO-WTEHSTWA W POŁSOB. 295 

Oprócz Zborowskich, Myszkowskich, Bonerów, Oledniokich, 
Stadnickich, Szafrańców etc, którzy należeli do najcelniejszych 
patronów i opiekunów różnowierstwa w Małopolsce, było jeszcze 
wiele pomniejszych głów berezyi, jak Mikołaj Siennicki z Boó- 
czy, Demostenesem Polskim nazywany, późniejszy Socynianin , 
wspominany w wizycie Padniewskiego jako jeden z propagatorów 
różnowierstwa w Krakowie; jak Hieronim Bużyński, podskarbi 
koronny, kasztelan sieradzki, tudzież żupnik czyli przełożony sa- 
lin w Wieliczce, który oddał kacerstwu kościół w Żabnie mia- 
steczku swśm w województwie sandomierskiem (Wiz. Radź:); 
a prócz tego prawdopodobnie założył zbór w Wieliczce, o któ- 
rym pisze Łukaszewicz op. cił. p. 425 — i u którego w domu, 
Jak wspomina Otwinowski, podczas sejmów zgromadzali się anty- 
trinitarze; — jak Jan Lanckoroński , który w r. 1551 kościół 
w Wodzisławiu ze wszystkiego złupił i oddał kalwinom (Wiz: 
Hadz:), jak Abraham Zbąski, kasztelan lubelski, który tak samo 
w r. 1554 postąpił w Kurowie (Wiz: Radź:); }ak dalśj Mikołaj 
Lutomirski, kasztelan Zawichostski, który zprofanował kościół 
w Kazimierzy wielkiśj i małćj '), jak Krzysztof Włodzisławski, 
który zprofanował kościół w Kotuszowic i w Kurozwękach 
w Lnbelskićm , o czśm póżnićj ; jak Stanisław Taszycki (prawdo- 
podobnie brat lub krewny Mikołaja, sławnego prawoznawcy za 
Zygmunta i i retora podczas wojny kokoszśj), opiekun Socynia- 
nów, który ze wszystkiego odarł kościół w Jastrzębi w Sandec- 
kiśm (wiz : Padn. i Radź :), jak (inojeńscy i Konrad Krupka 
Przecławski, o których pisze Trzycieski, że w domach swoich 



') Wprawdzie wyż^j podaliśmy, idąc za Łukaszewiczem (Dzieje 
"koić. wyz. helw. w Malop ; str. 344), że koćciól w Kazimierzy malćj 
zprofanował jeden z Szafrańców ; gdy jednak Wizyta Radziwilowska 
wyraźnie pisze, że koMót ten zprofanował Mikołaj Lutomirski ; 
o kościele zaś w Kazimierzy wielkii^j tylko w ogólności wspomina , 
że kościół ten był zprcfanowany, lecz przez kogo nie przytacza, 
przypu8cićbV można, jeżeli twierdzenie Łukaszewicza ma się utrzy- 
mać, że to był raczćj kościół w Kazimierzy wielkiśj, który przez 
Szafrańców zprcfanowany został. Lecz znów Otwinowski w swoich 
bohaterach podaje Lutomirskiego jako z Kazimierzy wielkińj, tak że 
ostatecznie co do Kazimierzy wielkiej, kto kościół w nl^j zprofano- 
wał, czy Lutomirski, czy Szafraniec, czy może jeszcze kto inny, 
stanowczo powiedzieć nie można. 



296 



ItrSS OEiOWT BÓŻMOW]EB8TWA. SIENIAWSKI. 



abory otworzyli'), jak Mikołaj Sieniawski wojewoda rnski, dzie- 
dzic Brzeżan na Rusi =), Jan Sieniński wojewoda Podolski, An- 
drzej Bzicki , kasztelan Chełmski, który oddał kalwinom kościół 
w Bełżycach w Labelskićm (wiz : Padn :), jak Mikołaj Jordan ^), 




') Cur e^o Onoienios tacesm ? Cmpoamque potenti 
Qui mało permulta a praeaule passus erat, 
Scilicet ht Cbristum magno ferrore secati 
Hoapitium CBse domoH huic Yoluere suas. 

Panegiryk Trzycieskiego. 

") O tym Mikołaju Sieniawakim wojewodzie ruskim, hetmanie 
w. koronnym, na którego dworze przebywał Eej poeta, pisze Nie- 
sieeki rv. 86, że umarł w roku. 1569 podczas sejmu mając lat 80 
„po2al się. Eoźe, że oddaliwszy się od Matki kościoła prawowiernego^ 
z ni^ sig nia pojednał". Córka jego najstarsza Anna b}'la za Wawj^H 
rzytcem Spytkiem Jordanem, kasztelanem krakowskim. Synowie jedna^^l 
tegoż Mikołaja: Hieronim, Mikołaj, Jan i Rafał byli prawdopodobnie 
lub przynajmniej poumierali katolikami. U najstarszym Hieronimie 
wojewodzie ruskim, pisze Niesiecki 1. c, „A że sig były w przodkach 
jego dyssydenckie błędy zaplątały, on znowu dom swój na tor praw- 
dziwej wiary katolickiej wykicrował, od X. Benedykta Herbesta Soe. 
Jesii do tego nakłoniony". O drugim synu Mikołaju, kasztelanie ka- 
mienieckim, hetmanie pol. koronnym nie mamy wprawdzie tćj pew- 
ności, atoli syn jego także Mikołaj ma nagrobek w Brzeżanach, 
z którego Starowolski w swoich Monumenta Sarmałarum, między 
innemi wypisał : amore in Palr'am et Eccletiam clariKsimut. Czy Jan 
i Rafał byli katolikami , nic herald3'cy nasi nie wspominają ; na po- 
grzebie jednak Rafała było kazanie katolickie, jak sądzić można 
z Niesieckiego IV, 87, który wspomina, że Załuski kaznodzieja daje 
mu tytuł kasztelana lwowskiego, którym nie był. 

') Był to, jak się zdaje, jedyny z Jordanów, który był here- | 
tykiem. Przy t^j sposobności winniśmy sprostować tak nieproszony 
honor, jaki wyrządza w swoim panegiryku Trzycieski Wawrzyńcowi 
Spytkowi Jordanowi, kasztelanowi krakowskiemu, kładąc go między 
swoimi rdżnowiercami, choć co do samćj rzeczy zupełnie prawdziwie 
o nim jako o mecenasie i dobroczyńcy uczącej się młodzieży pisząc: 

Tn <{uoque qui consiliis qui Nestora Tinois et ipaum , 
Jordane, insigni progonerate domo, 
Quem Haeceaatem pubes sttidiosa benignum , 
Ingeniis merito tolHt in astra suis..., 

jak również błędne podanie Łukaszewicza, który w przytoczonym^ 
tyle razie dziele swoj^^m : Dzieje kościołów wyzn. helw. w Małopolsce 
Btr. 383 i 431 pisze , że tenże Wawrzyniec f^ pytek Jordan zmarły 
w r. 1568 kasztelanem krakowskim, chwyciwszy się reformacyi, od- 





BZECZ O WAWBZ. SPTTKIT JOKBANO: KASZTEDANIE KBAK. 297 

który sprofanował kościoły w Siedliskach i w Bobowy w San- 
deckićm (wiz: Radź:); jak Stanisław Pieniążek, który to samo 



dat w r. 1551 kośció) famy katolicki w miasteczka swoj^m Zakli- 
czynie nad Dunajcem kalwinom, jak również że w Melsztynie (którą- 
to mJąjscowość błędnie miastem nazywa, kiedy to był zamek na skale 
nad Danajcem — dzi^ ruiny — naprzeciwko Zakluczyna, wystawiony » 
mający a stóp swoich kościół parafialny), kościcił famy około r, 1555 
na zbór kalwiński zamienił. Cała podstawa, na ktiirśj się opiera Łu" 
kaszewicz; jest list Kalwina do naszego Spytka we wrześniu w roku 
1555 pisany, który ma służyć za dowód, że Spytek był jego zwo- 
lennikiem. Gdy jednak jedyne słowa w tym liście, któreby mogły 
na coś podobnego wskazywać, a które Łukaszewicz odmiennym dru- 
kiem przytacza: „quem ex denais ignoranłiae tenebris liberatum, eoe- 
lesti Evantjelii doctrina illusłraret* , raczśj życzenie niżeli sam fakt 
wyrażają , (któreto słowa, gdybyśmy je nawet w znaczeniu faktu do- 
konanego wzięli, dowodziłoby tylko, że berezyarchowie częstokroć to 
co się jeszcze nie stało, jnż jako fakt podawali, żeby tśm prędzej 
do spełnienia tegoż faktu nakłonić; albo że Kalwin źle był o wierze 
Spytka poinformowanym); gdy cały list głównie w tym celu jeat pi- 
sany, aby zachęcić Spytka do silniejszego występowania w obronie 
ewangelii i wykorzenienia papieztwa, co właśnie dowodzi, że Spytek 
jakoś niebardzo brał Się do tego, na co nawet ostatnie słowa listu 
Kalwina wyraźnie zdaji} się wskazywać; — gdy herezyarchowie mieli 
zwyczaj takowe listy do możnych i wpływowych panów polskich po- 
syłać (a takim był Spytek), aby ich na swoją stronę przeciągniłć , 
cały ten Ust Kalwina, na który się Łukaszewicz jako na dowód. 
zmiany wiary ze strony Spytka powołuje, bynajmniej tego nie do- 
wodzi. O zprofanowania t^ż kościołów w Zakliczynie i w Melsztynie, 
wizyta Padniewskiego, która się w tych miejscach w r. 1566 odbyła, 
ani słowa nie wspomina, czegoby była pewnie nie pominęła, gdyby 
to miało miejsce; owszem wizyta Radziwiłowska z r. 1595 pisze, że 
tenże Spytek Jordan, lub jak go nazywa, Spicimir Jordan kasztelan 
krakowski na kaznodzieję w kościele parafialnym w Zakliczynie za- 
pisał corocznie 6 marek z mostowega; żona zaś jego Anna z Sie- 
niawskicb zapisała pole dla organisty. Podobnież zapisał on w My- 
ślenicach, które należały do uposażenia każdorazowego kasztelana 
krakowskiego, 200 marek dla szpitala na wójtostwie Myślenickim za- 
bezpieczonych, od których procent pół korca żyta ubodzy co tydzień 
z młyna dostawać mieli, jak pisze taż sama wizyta. — Nadto gdy 
tenże Spytek posiadał prócz Zakliczyna i Melsztyna w Sandeckiśm 
i Krakowskiem rozległe dobra, jak Duklę, Pałecznicę, Rapę, Ołpiny, 
Jazowsko, Kabę, Jordanów, Łętownię, Rabkę, Trzemeszno, Złotą 
i inne, w których były kościoły parafialne, o żadnym przecież nie 
czytamy, żeby przez niego, lub nawet przez jego spadkobierców, 
(miał bowiem pięć córek, które wszystkie prócz jednej, 



kt óra była 



298 



RZECZ O •WAWaZYŃCU 8PTTSU JOBSAIOE. 



nczynił w Gorlicach i Grybowie (wiz: Padn. i Kadź.); Baltazar 
Zjokowski sędzia sandomieraki w Łukowy (wiz. Padu.) Mikołaj 



za Samaelem Zborowskim, wyszły za mąż za katolików), zprofano- 
wany, Inb w cz^ni poszkodowany został. Sprawiedliwie więc o nim 
twierdzi Niesiecki, że statecznie przy starodaWni^j wierze katolickiej 
sA do śmierci dotrwał. Dodajemy, że pocliowany w kościele św. Ka- 
tarzyny w Krakowie, ma w tym kościele ttardzo piękny i wspaniały, 
15 łokci wysoki, 11 szeroki, z trzech kondygnacyj składający się, 
figurami i znakami symbolicznemi przyozdobiony z piaskowca grobo- 
wiec, na którym napis: 

„Łaurentius Spytek Jordnn de Zakliczyn ot in MeUtin CasL 
Crsc. CapitaiieuB Praeiiiieiłen. Cumioncenais et Ciciiovien. sibi 
uzori 8uavi88. pareatibus majoribus et liberia Buie dulciss. 

poaait 

Tixit annoR 

Ł fere obiit 

in Mogieluny 

XI die Martii 

MDLXVU[ 

Vir pius bonignua et optiomrum partium senator prudens dinert. 

et amsns patriae doctorum virorum et bonarum litterarum faator. 

priscae et cathoticae religionia cuttor et propugnator eiimiag'^, 

który również dowodzi, że Spytek nietylko w wierze katolickiff 
umarł, ale i za życia był jćj wyznawwj i obroiicą. — AV końcu 
przytoczyć możemy jeszcze zdanie o nim Kommendoniego, znanego 
dyplomaty i legata za Zygmunta Augusta papiezkiego w PoIbco^^^ 
wielkiego przytćm znawcy ładzi, który w listach swych do św. Ka^H 
rola Boromeusza wydanych po polsku przez M. Jlalinowskiego, T. I^" 
str. 122 tak o Spytka pisze: „Ze wszystkich panów, których znam 
w Polsce, ten mi się zawsze zdawał najroznmniejszym i dla mnie 
się tóż zawsze przychylnym okazywał. Ciiociaż dostatecznie upewnić 
się o jego wierze nie mogę, jednakże dla dobra kraju wielce sprzy- 
jał na teraźniejszym sejmie duchowie&stwu. On mi sam przed od^ja- 
zdem radził wrażać królowi trzy przedmioty, pierwsze, aby chciał 
złagodzić odzyskiwanie dóbr koronnych, drugie, aby przywrócił po- 
wagę senatowi i posłom nie dozwolił takiej swawoli; trzecie, aby 
wspierał znaczenie i wpływ biskupów, chociażby niektórzy z nich 
zdawali się być ateistami". — W tymże tomie str. 210 zamieszczona 
jest koreapondencya Spytka, w której obiecuje Komendoniemu poje- 
dnać biskupa krakowskiego (FOipa Padniewskiego) z hrabią Tarnow- 
skim (mógł to być chyba Jan Krzysztof, syn Jana hetmana w. kor., 
w roku bowiem 1564, w którym pisany był ten list, Jan hetman 
już nie iył), dla dobra Rzeczypospolitej. 




MABCTAN CHEŁMSKI, MIKOŁAJ DŁDSKI BÓŻNOWIERCT. 299 

Ożarowski w Ożarowie, Jan Płaza w Wysocicaoh, Stanisław 
Bogusz w Kościelcu , Maciej Szczepanowski w Szczekocinach itd. 
{wszystko według wiz; Radź:); jak Gniewoszowie, Czyżowscy, 
Konarscy, Żeleńscy, Sienniccy, Ostrowscy, wszyscy w wojewódz- 
twie krakowskiem; Spinkowie w Lubelskiem, Słupeccy w San- 
domierskiem, gdzie za przykładem Firleja wielu z drobnej szla- 
chty chwyciło się różnowierstwa, Gorajscy w Lubelskiem i San- 
domierskiem, Balowie w Sandeckidm i wielu innych, których 
imiona to w panegiryku Trzycieskiego, to w poczcie Otwinow- 
skiego, to w wizytach Padniewskiego i Radziwiła, to nakoniec 
u Węgierskiego, Lubicnieckiego, Sandiusza, łiUkaszewicza , lub 
u innych spotykamy, a którzy pośród tój szlachty, która przy- 
jęła różnowierstwo, albo większą domową potęgą, albo szczegól- 
niejszym zapałem w wydzieraniu i profanowaniu kościołów, w prze- 
śladowaniu duchownych lub propagowaniu różnowierstwa się od- 
znaczali. Niepodobna nam jednak wszystkich, zwłaszcza pomniej- 
szych lub późniejszych wyliczać (szczególowszy ich wykaz znaj- 
dzie czytelnik w zamieszczonym na końcu panegiryku Trzycie- 
skiego, lub w poczcie Otwinowskiego, tudzież w dołączonych na 
końcu wyciągach z wizyt Padniewskiego i Radziwiła), a tćm 
mniej o wszystkich szczegółowo opowiadać, gdyż i wzmianki, 
jakie o nich posiadamy, krótkie tylko wiadomości, czasem samo 
imię tylko i nazwisko podają : nie możemy atoli przy końcu je- 
szcze nie wspomnieć o dwóch, którzy acz z pomniejszej szlachty, 
do najdawniejszych jednak, a jak się zdaje i do najzapalcńszych 
patronów różnowierstwa należeli, a mianowicie o Marcyanie Chełm- 
skim, chorążym krakowskim, dziedzicu Chełmu pod Krakowem 
i Mikołaju Dłuskim dziedzicu Iwanowic o kilka mil od Krakowa. 
O pierwszym (^którego stanowczo należy odróżnić od brata jego 
lab krewnego Remigiusza Chełmskiego na Rusi, z którego córką 
ożenił się Orzechowski, a którego Otwinowski i Węgierski za 
jedno z Marcyancm podają), wspomnieliśmy już powyżćj jako 
o gorliwym propagatorze różnowierstwa, który do dworu swego 
w Chełmie zgromadzał różnowierców z Krakowa, kiedy jeszcze 
zboru w Krakowie nie było, o czem wspomnienia między ludem 
po dziś dzień jeszcze w Chełmie i na Woli pozostały. Poczśm 
przeszedł tenże Marcyan Chełmski , zapewne za przykładem swego 
dawnego kaznodziei Grzegorza Pauli do obozu Socynianów. O nie- 
nawiści jego do duchowieństwa szczególniej zakonnego, świadczy 




300 łOKOZiAJ BEJ Z NAGŁOWIC. '^^^^^^^^| 

list jego, albo raczej paszkwil; który przytacza Łukaszewicz (cip. 
cii. p. 7 uwaga) jako pismo niezmiernej rzadkoćci pod tytn?em: 
List Pana Chełmskiego chorążego krakowskiego do ksyędza 
Brzechwy, mnicha na Tyriou 1560 r. 8vo. Listu prócz karty ty- 
tniowśj jest kartek (>. Podpisał go : Dan z Chełma 10 dnia sty- 
cznia roku 1560 Marcyan Chełmski chorąży krakowski. Pot^m 
następuje : Pieśń o łotrowskim stanie obłudnych mnichów i mni- 
szek, z notami, (pieśni bowiem używali różnowiercy dla spotwa- 
rzania duchowieństwa, jak to już widzieliśmy w kancyonale Se- 
klucyana). Na końcu znak używany w oficynie Wierzbięty. — 
Co dn Mikołaja Dłnskiego snrrogata krakowskiego ftj. zastępcy 
starosty, lab może tylko pisarza grodzkiego krakowskiego), dzie- 
dzica Iwanowic, ten wcześnie przyjąwszy wyznanie kalwińskie, 
około r. 1551 kościół katolicki w Iwanowicach na zbór kalwiń- 
ski zamienił, złnpiwszy go poprzednio, jak pisze wizyta Badzi- 
wiłowska. Synod Pinczowski w r. 15fi2 w sierpnia odprawiony 
między wielu innymi podpisał takie Ałhitius minister in Iwano- 
wice. Synowie jednak Mikołaja Dłuskiego wróciwszy na łono 
kościoła katolickiego na początku 17go wieku, kościół katoliko^^ 
oddali I). ^1 

Między tymi mniejszymi i większymi koryfeuszami różno- 
wierstwa, nie wspomnieliśmy jednak dotąd o jednym z najwcześ- 
niejszych, a przyt^m i najczynniej szych reformatorów szlacheckich 
w Małopolsce , Mikołaju Reju z Nagłowic, o którym rzecz naszą 
dlatego na koniec odłożyliśmy, ponieważ tenże Rej odbijając 
w sobie najlepiej wszystkie przywary i zalety domorosłego ów- 
czesnego szlachectwa naszego; przytćm w pismach swoich poda- 
jąc charakterystyczne opisy i jakby okna przez które wglądnąć 
można w ówczesny stan społeczeństwa, a mianowicie w we- 
wnętrzne okoliczności tyczące się stanu duchownego i stosunku 
jego do szlachty, ważniejszy niżli każdy inny dla przedmiotu na- 
szego przedstawia interes; gdy zaś poglądy jego i zapatrywania 
jego religijne i moralne, jakie zawarł w pismach swoich, były 
zapewne wyrazem nie tylko jego samego, ale i znacznej liczby 
ówczesnej szlachty, wśród którśj żył i której opinie podzielał, 
przetoż tenże Rej tdm ciekawsze i tćm ważniejsze jeszcze dla nas 
przedstawia studyum. Pierwsze pytanie zaraz, jakie się nam o nim 



') Łukaszewicz op. cit, p. 340. 




MIKOŁAJ KBJ Z NAGŁOWIC. 



301 



nasawa , jest , zkąd nabył takiej zaciekłości sekciarskićj , a na- 
wet nienawiści do duchowieiistwa katolickiego, jaką w życia 
i pismach okazywał, kiedy nieprzesiąkniony nowinkami relig^j- 
nemi za granicą, bo jak sam mówi: „Z granic Polski na milem 
nigdzie nic wyjechał", nie rozczytując się wiele w dziełach Lu- 
tra, Melanchtona, Kalwina, Ochina, lab innych, bo do tego ani 
przygotowania teologicznego, ani języka nie posiadał; nie wy- 
chowany także po heretycka, bo choć niedbale, prawowiernie 
przecież wychował go ojciec; zkąd pytamy się, przyszło w nim 
do takiego zajątrzenia, kiedy ani przykład z domu, ani pobyt 
za granicą, ani czytanie dzieł heretyckich, ani nawet charakter 
osobisty, który był raczej burzliwy, hulaszczy i zmysłowy, niż 
zawzięty i szkodny, takim go nie uczyniły. Na to odpowiadamy, 
że co do wychowania, wychowanie Reja zaczęło się dopiero od 
20go roku, kiedy go ojciec oddał na dwór Andrzeja Tęczyń- 
skiego, wojewody sandomierskiego ; — dotąd był on raczej dzicz- 
kiem na grzędzie ojczystej, któremu natura była wszystkiźm. 
Gdy zaś na umysły żywe i natury bujne, a takim był umysł 
i natura Keja, wiele oddziaływają pierwsze wrażenia, przypa- 
trzmy się, jakim mógł być pod względem wyobrażeń religijnych 
dwór Teczyńskicgo, na który dostał się Rej i na którym pierwsze 
wrażenia wielkiego świata odebrał, czybyśmy już ztąd dalszego 
jego namiętnego antikościelnego usposobienia wytlomaczyć sobie 
nie mogli. Otóż dwór ten roił się od młodzieży szlacheckitSj , 
przybyłej najczęściej z zagranicy, którą dla dokończenia wycho- 
wania, dla nabycia poloru i wykształcenia w prawie i obyczaju 
ojczystym, rodzice oddawali na dwory wielkich panów, które 
były w swoim rodzaju jakoby akademiami dla praktycznego do 
usług publicznych przysposobienia młodzieży. Pomnażali ją cudzo- 
ziemcy, po największćj części literaci lub artyści, których pano- 
wie nasi w znacznej liczbie częścią jako opiekunowie muz i nauk, 
częścią z potrzeby, dla budowania kościołów i zamków, dla przy- 
ozdabiania ich dziełami sztuki, lub na nauczycieli do synów swo- 
ich sprowadzali. Że Tęczyńscy brali wychowanie we Włoszech, 
że bawili na dworze cesarskim, że cenili uczonych i nauki — 
i obyczaj ojczysty umieli łączyć z uksztalceniem i oświatą earo- 
ropejską, jak mówi Wiszniewski (historia literatury T. VIL str. 
20), wnosić należy, że na dworze ich więcćj jeszcze aniżeli na 
dworach innych panów, młodzież szlachecka i cudzoziemcy znaj- 



« 



302 RODZINA TĘCZTŃSKICH. 

dowali przyjęcie i schronienie. W owycli czasach atoli rzadko 
który przybywający z zagranicy, czy sw6j, czy cudzoziemiec, nic 
był przejęty ideami reformatorskiemi, nie był porwany mnićj 
lub więcej od tego prądu antikośeielnego i reformacyjnego, jaki 
podówczas w Earopie przeważał. Sami Tęczyóscy nie byli nigdy 
heretykami, jak im to najwyra;>.ni^j przyznaje Cichocki ') ; owszem 
budowali i upoeażali kościoły, klasztory, szpitale, a nawet wiel- 
kim duchem religii katolickii?) przeciw heretykom zwłaszcza w tych 
ostatnich czasach (na początku 17go wieku), jak mówi tenże Ci- 
chocki, bronili. Że jednak owe idee reformatorskie czepiały się 
podówczas nawet głów takich, które wiernymi wierze i obycza- 
jowi ojców pozostać chciały i że na najprawowierniejszych nawet 
dworach, jak np. królewskim lub biskupich spotykamy się podów- 
czas z mnifjj lub więcej otwartymi lub skrytymi heretykami, mógł 
i na dworze Andrzeja Tęczyńskiego '), na który dostał się 




*) Alloquia Osieciensia lib. II. Cap. XIII. p. 158. Inter i 
stres autem famiłias, in quas nullae unquam haereses irrepseru 
praecipue numerantur : Teticinia , Tamovia et Miełecia, ijuorum si 
riem continuam numeraperis, ad no»tra usque if.wpora , adeo pieft 
et religionr. reperires ineignea heroas , ut quid prius in eis admire, 
non facile reperias: religione illos exctlluissr., testantur toł templa, fot 
monasteria , łoi Ktnodochia ab illis erecia , dotała, loeupletata et A«- 
cu8(jue ab omtii haereticorum manu molenta, de/ensa et conserpala . . . 
p. 159. Deus eontervet nobis hanc famiłiam (Teneiniatn), illustrem et 
catholicam , qvae a sezcentis fere annis Catholicae fidei ailtoribus prae- 
luxit eaingue his ultimis lemporibiis , contra fiaereticos , niagno animo 
tułata eaf^ Niewytlomaczonfi jest więc rzeczjj, jak mógł Andrzej 
Trzycieski w raaJo d/.i.ś znanym , lecz podówczas między różnowier- 
cami rozpo\vBzi*chn{onj')n , dwa razy, jeżeli nic wiccfj drukowanym 
wierszu rochwalnym na czei5ć tych familii, klóre przyjęły ró^.nowicr- 
Btwo, a który na końcn dla Jego długości w całości podajemy, za- 
mieścić także rodziny Tęczyfiskich , Tarnowskich, Mieleckich, chyba, 
że najlżejszy objaw reformatorski, choćby wcale nie tyczący się wiary 
i moralności katolickiej , heretycy, zwłaszcza u tych rodzin , na któ- 
rych wiele im zależało, już jako przejście do swojego obozu nważali, 
albo jeżeliby jeden jednego członka naganny postępek, jak np. niżćj 
przytoczony Jana Tęczyńskiego w Danii, miał już o całej rodzinie 
wyrokować. 

*) Ten Andrzej z Tęczyna, na którego dworze przebywał Ee; 
najprzód Inbelski, potem sandomierski, nakoniec krakowski wojewoda 
był synem Jana kasztelana krakowskiego, który jeszcze żył w XV 
wieku i który prosił wraz z innymi panami polskimi Piusa II o ka- 







DWÓB ANDBZBJA TĘCZXN8KI£00. 303 

znaleść się nie jeden innowierca; cała zaś atmosfera duchowa 
była tego rodzaju, że raczej antikościeinie ; jak kościelnie uspo- 
sabiała. Nie tylko więc przegryzować się na tym dworze, jak 
się wyraża biograf Reja Trzycieski, wprawiać się w pisanie li- 
Btów polskich i poduczać łaciny począł, ale i chwytanie nowinek 
religijnych, przejęcie się duchem sekciarskim i uprzedzenie do 
hierarchii kościelnej ta zapewne miały początek, zwłaszcza, że 
chciwy wiedzy, nieoświecony, a wrażliwy umysł Reja wszystko 
chętnie przyjmował, co choćby pozorem prawdy do niego prze- 
mawiało. Jestto zresztą cechą wszystkich niedouczonych i na pół 
wykształconych umysłów, że pozory prawdy chętnie za prawdę 
biorą i fanatycznie się ich trzymają, choć w końcu zdrowy roz- 



nonizacyą Ś-go Jana Kapistrana. Jako wojewoda lubelski był tenże 
Jędrzej na zjeździe Wiedeńskim w r. 1515. Zygmunt 1 nadając mn 
województwo krakowskie, wielkie uiu pochwały oddaje, kt<5re przy- 
tacza Niesiecki T. IV. p. 341 e.r Manuscripło Pttricoi:iensi : In nu- 
pero Conveniu Craeovietigi generali, hi Marienburgensi ac Gedantnsi 
aliisąue contetitibus , in omnibus ejtis cotisiliis et neerssariu aetionibus 
et legationibus , quas in Hungariae et Bohetniae regnis et arduis ne- 
gotiis obivił, singularis ejus priidenlia dexteritasfjue elu.rit, . .etc. 

Bratankiem jego, synem Gabryela, rodzonego brata Jędrzeja, 
jest także Jędrzej, kasztelan krakowski, którego list Karola V. zo- 
wie Andreas junior^ któiy jeździł z Karolem V. do Hiszpanii w roku 
1532, 300 mężów zbrojnych na swoim koszcie utrzymując i któremu 
cesarz nadał tytuł hrabi zmieniwszy mn herb. Orzechowski Dialogo 
fj-ła de, execiitione chwali go z pobożności i statku w wierze. 

Synem dopiero tego jest Jędrzej, wojewoda bełzki, potem kra- 
kowski, któremu po ucieczce Henryka Walezyusza (nie jak pisze Nie- 
siecki pod interregnum po Zygmuncie Auguście) ofiarowano koronę. 
Córka jego Agnieszka Firlejowa wojewodzina krakowska fundowała 
erem 00. Karmelitów bosych na Czerny pod Krakowem. 

Jeden tylko Stanisław: wojewoda krakowski, trzeci syn wsponi- 
nionego wyżej Gabryela, a brat Jędrzeja kasztelana ki-akowskiego, 
skłaniał się widać do herezyl, Niesiecki bowiem (T. IV. 346) pisze, 
że go żona jego Anna (f 1592) odwiódłszy od błędnowierstwa , ko- 
ściołowi katolickiemu pozyskała i dzieci swoje w tejże wierze wy- 
chowała. Synem za.^ jego jest ów znany ze smutnych przygód swoich 
Jan Clirzciciel Tęczyiiski , o którym pisze aryanin Erazm Otwinow- 
ski w poczcie swoich bohaterów ; „cui ego jiare^ntiąue ejus famulalria 
sutn'^, a który zaręczywszy się z Cecylią królewnij szwedzką, wzięty 
w podróży do Szwecyi w niewolę od Duńczyków, miał mieć czynny 
udział w ich luterskićm nabożeństwie ; z wyrzutów jednak sumienia 
i ze smutku z powodu niewoli niedługo umarł. 




304 MIKOŁAJ BSJ Z SAGŁOWIC ^^^^^| 

sądck 7)rzyehodzi i potępić im każe to, czego z początku z taka. 
zadętoftcią bronili, jak eią to staio z Rejem, który aie porzoei- 
W8zy jeszcze wszystkich swoich uprzedzeń, w dalszem życia ina- 
ezćj się przecież na różnowierstwo i na własne swoje postępki 
zapatrywał. 

Opuściwszy dwór Tenezyńskiego, wrócił Rej na rodzinną 
Boś i tu wszedł odraza w owo bujne, hulaszcze, towarzyskie 
życie szlachty polskićj, którego sta/ się odtąd najwierniejszym 
przedstawicielem. Jeździł po zjazdach , sejmach i sejmikach, gdzie 
go jako wesołego, miłego towarzysza, dzielnego do półmiska 
i kielicha, nie lubiącego zwady i bijatyki, chętnie widziano 
i przyjmowano. Najwięcej przebywał u boku Mikołaja Sienią w- 
skiegO; hetmana wielkiego koronnego, wojewody ruskiego, dla 
przypatrzenia się ludziom rycerskim, choć sam pociąga do za- 
wodu rycerskiego nie miał i kordą nigdy, chyba dla pogodzenia 
zwapnionych przyjaciół nie dobył. Ponieważ jednak Sieniawski 
był kalwinem, niema wątpliwości, że przy jego boku Kej bar- 
dziej się jeszcze w błędach heretyckich utwierdził. Ożeniwszy 
się z Rosówną z Sędziszowa, siostrzenicą arcybiskupa Kożego, 
(Boryszewskiego) który wiele dóbr krewnym naknpił, mieszkał 
w wiosce posagowćj w Siennicy w ziemi Chełmskiej i tam mia- 
steczko Rejowiec założył. Lubił wszakże zaglądać w ziemię kra 
kowską, gdzie był większy ruch i życie między szlachtą i gdzie 
był dwór królewski, na którym często przebywał, bo go Zygmunt 
stary, królowa Bona i biskup (Jamrat, a wnet i młody Zygmunt 
August bardzo polubili i wioskami go obdarzali. Z tegoto czasa, 
zwłaszcza od r. 1549 datują się głównie owe gwałty i najazdy 
Keja na kościoły katolickie, których kilka wspomina nam wi- 
zyta Kadzi wiło wska, przez Krzysztofa Kazimierskiego, później- 
szego biskupa kijowskiego, podówczas ol^cyala krakowskiego 
odbyta; a prócz lego z tegoto czasu pochodzą także różne inne 
zdrożności, których pełno było życie Reja. Mianowicie wspomina 
powyższa wizyta, że w Nagłowicach, dekanacie Jędrzejowskim, 
arcbidyakonacie krakowskim , dziedzicznej wiosce Reja „kościół 
parafialny drewniany przez tegoż Mikołaja Keja z Nagłowic przed 
50 laty zprofanowany, na użytek heretycki zabrany, ze wszelkich 
przyborów odarty i z uposażenia". W niedalekiej zaś wsi Ślęczy- 
nio „kościół parafialny drewniany od tegoż Mikołaja Reja ze 
wszystkiego złupiouy". „Ten założywszy miasteczko Oxę", jak 



MUCOZlAJ bej z NAGŁOWIC. 305 

pisze dal^j taż wizyta, „a w nim zbór kacerski, do niego fun- 
dusze Ślęczy na przyłączył". Taż wizyta pisze, że w Popkowi- 
cach, własności swt^j gdzieś na Rusi tenże Mikołaj Rej wszystkie 
kosztowności i przybory kościelne zagrabił. Łukaszewicz (op. cit. 
p. 31fi) przypisuje mu nadto odebranie kościoła katolickiego 
w Bobinie (w dekanacie Witowskim, archidyakonacie krakow- 
skim), a jakkolwiek wizyta Radziwiłowska pisze, że kościół ten 
przed 30 laty, a więc 15G6 r. rozwalony został przez Kaspra 
Smolika, to jednak być bardzo mogło, że kościół ten najprzód 
zprofanowany przez Reja i oddany na użytek kalwinom, następnie 
przez Smolika rozwalonym został. W owych czasach, gdy wia- 
domości o tćm co się działo w oddaleniu, nie tak prędko do sto- 
licy przychodziły, przy wielce nadto tolerowanej przez prawo 
i obyczaj swawoli szlachty, można było na dworze królewskim, 
a nawet i biskupim używać pewnego wzięcia i pomimo tego do- 
puszczać się podobnych nadużyć. Był to zresztą prawie powsze- 
dni chleb zheretyczał(Jj szlachty, zabierać i łupić kościoły kato- 
lickie i oddawać je heretykom — i Rej pod tym względem gorszym 
od innych nie był. Co do innych jego zdrożności, te wytykali 
mu nietylko katolicy, ale i niektórzy heretycy gorszyli się z nich 
i za takowe wstydzili. I tak Jan z Wożnik akatolik ') pisze o nim: 
,,Nie mogę chwalić Reja, bo nie pomagał, ale przeszkadzał roz- 
krzewienin świętćj prawdy : patrzący na jego sprawy nieprzyja- 
ciele nasi, palcem go wytykali, mówiąc: z owoców ich poznacie 
ich. Gwałtowny w swoich przedsięwzięciach, a w dokonywaniu 
zawsze nierozmyślny, pisał żywot człowieka chrześciańskiego, 
a postępował nieludzko. Postępek z Franciszkanami krakowskimi 
wcale niechrześciański, Zarzucają nam: oto apostoł wasz; my 
mówimy : ani nawet nasz uczeń. Sprawa jego z panem Duninem 
z Karwie, nie była sprawą religijną, cóż to nas ma obchodzić". 
Katolicy, którzy nie mieli powodu go oszczędzać, daleko ostrzej się 
wyrażali. Nazywali go szatanem rozwiązanym , smokiem z Okszy, 
Sardanapalem Nagłowskim, marchołtem, przecherą, człowiekiem 
bez czci i wiary. O wyganianie kapłanów z kościołów parafial- 
nych , o najeżdżanie dóbr klasztornych musiał go biskup Zebrzy- 
dowski piśmiennie upominać. Madaliński, przeor Cystersów Ję- 



*) W ksiąjtce : De apostolica Jesu Chrisłi doctrina in regno Po^ 
'loniae praedicala libellus 156S. Wiszniewski VII. 23. 

Diiąje BefonsacjTl w Poltco. T. I. 




306 lOKOŁAJ KEJ Z KAOIOWia ^^^^H 

drzejowskicb , kt/>rego w dobrach i granicach wlo^i klasztornego 
Kej pokrzywdzić, tak o nim rozżalonj mówi: „Wiele jego spra- 
wek, na które każdy bogobojny wzdrygać się mosi, żołdaki jego 
chwalić będą, a nanka jaka? Oto /oży2 koszta na dmki, joźci 
nczony. Pisał to Speratus i ów odstępca Malogoski, a oni go mia- 
nują nowym Salomonem z wlaną mądrością'' '). Wyklinano go 
o jawną rozpustę ') ; powiadano, że jeździł po domach obywatel- 
skich ze zgrają próżniaków, którzy wodzili z sobą wszetecznice 
i w czasie wielkiego postu wyprawiali maskary ; że dlatego domy 
obywatelskie przed nim zamykać musiano, i że jeszcze okoto roka 
1555 nazywano go Sardanaftaletn Nagłowskim. 

Miał więc Rej wiele ciemnych stron w życiu swojćm , a ży- 
cie jego i przykłady jego do praktycznego wprowadzenia refor- 
macyi nie mało się przyczyniły. Szlachta chętnie go naśladowała, 
a od roku mianowicie 1550 powiaty Proszowski i Książski tak 
się napełniły zheretyczałemi szlacheckiemi domami , że płynącą 
tam rzeczkę Szreniawę Laterką nazwano. Do lepszych stron jego 
charakteru należała jego otwartość, jego szczera wesołość, jego 
przymioty towarzyskie, a nawet jego ciekawość , która go pro- 
wadziła do szczegółowego poznania kraju i społeczeństwa i przy- 
służenia się mu przez cenne tak pod względem języka, jak i treści 
dzieła; tajemnicą jednak, dla której najwięcćj pociągał i pociąga 
było, że odzwierciedlał w sobie najlepićj owo bujne, różnobarwne 
życie szlacheckie, którego sam najwybitniejszym był przedstawi- 
cielem. Ztąd i zapatrywania jego religijne prowadzą nas wprost 
w koło tych zapatrywań, jakie podówczas krążyły między szla- 
chtą i nie jeden jśj postępek wytłomaczyć nara mogą. Że Rąj 
nigdy nie był pozbawiony grunta religijnego, okazują częste jego 
i gorące westchnienia do Boga, rozsiane w pismach jego; że je- 
dnak szedł za tóm dość utartem i przyjętym podówczas zdaniem, 
że można być religijnym wyłączając się z kościoła, a nawet 
walcząc przeciw kościołowi katolickiemu, okazują częste jego wy- 
cieczki przeciw kościołowi i instytacyom jego. Podstawą, z któ- 
rźj wychodził, były mniemane lub prawdziwe nadużycia dncho- 



') Wiszniewski 1. e. 

*) Ten*e VII. str. 22 pisze, że X. Jnszyiiski w powierzonych 
sobie papierach familijnych przez Eafrozynę Kotkowską, ostatni% 
z familii Rejów, znalazł na to dowody. 



t 




MIKOŁAJ BEJ Z NAGŁOWIC. 307 

wieństwa'), dla których nie wąchał się potępiać całego kościoła^ 
nie rozróżniając dokładnie, jak to i po dziś dzień czynią, między 
instytucyą, a jedną lub drugą osobą. Z zajątrzenia też przeciw 
kościołowi, a nie z przekonania religijnego przeszedł do obozu 
heretyków, którym dzielnie w burzeniu i niszczeniu pomagał, nie 
patrząc na to, że jeżeli komu mniej występować przeciw naduży- 
ciom wypadło, to jemu, którego całe prawie życie w nadużyciach 
upłynęło. Sprawdziło się to zresztą na Reju, co się sprawłlza na 
wszystkich prawie przeciwnikach kościoła, że tacy najbardziej 
przeciw nadużyciom kościoła występują i takowe często nawet 
zmyślają lub przesadzają , którzy sami najgorszy przykład dają, 
pragnąc się tym sposobem usprawiedliwić, a za hamulec, jaki 
kościół na nich wkłada, tym sposolicm niejako pomścić. Z tako- 
wych tćż, przez własne życie powaśnionych z kościołem, rodzili 
się najwięcej różnowiercy. Że żadna reguła bez wyjątku, mogli 
i między różnowjercąnii znaleźć się tacy, którzy lepsi w tcni od 
swego wyznania, pozostali jeszcze przy dawnym obyczaju i cno- 
cie; sądząc atoli po n.ijwiększ^j liczbie i to nietylko w Polsce, 
ale wszędzie gdzie doszła i rozmogła się reformacya: w Niem- 
czech, we Francyi, w Anglii, w Szwecyi, jak w obozie katoli- 
ckim znajdujemy wszystkie najpiękniejsze charaktery i prawdziwe 
cnoty, tak w obozie heretyków zbierały się wszy.jtkie zdrożuości, 
a nawet zbrodnie i występki. Z późniejszego przebiegu reforma- 
cyi będziemy mieli nieraz sposobność to okazać; tu dodamy tylko, 
że ci, którzy nie tyle z przewrotności, jak raczej z chwilowego 
zaślepienia do niej przystali, prędko się pot^m z jej objęć wyry- 
wali, zwłaszcza, gdy lepićj owoce jej poznali. Do takich przede- 
wszystkićm należał nasz Rej, którego grunt poczciwy i religijny, 
choć przywalony od win i występków, oburza się na tych naj- 
gorszych w swoim rodzaju reformatorów: 

Co ErjBta Paua swego, Bóstwa odsądzili, 

Co go nam pożyczanym Bogiem uczynili, 

Co im to dusza z ciałem umiera pospołu. 

Albo nam być w Talmudzie, albo w Alkoranie, 

Kiedy eię tak nasz Krystus piiicii na świat tanie. 



') Mianowicie w poemacie dydaktj-cznym : Wizerunek żywota 
człowieka poczciwego ; tudzież w rozprawie między Panem , Wójtem 
i Księdzem, o czem później szczegółowiej powiemy. 

20. I 




3C* 

I aii*;': 



Zb>a'lzi!i<^ Papirteicj. al« ai» uk srodzr 
Jaku 4ńi ArraiiK faarcaj; •> B»izr. 



OpamietawszT się zaś ze swjeh zdrożnośd i alomaoia, 
wda, że już ka atarości, w wiemn, któremn dal tytuł 
vit mą zt iwiatem, tak się do B<^a zwnua: 

Ty tri Bk-jj mitj Panie z Bi^ba ^sokoścL 
PrzTjm vi^ dacha mojćco. ziemia nieek ma koścL 
Ki^dj przyjdzie joi oo czas zaw<>łaiua Tweeo. 
Raczysz mię sobie przyjąć za w{a«nrgo sweeo. 
Bo jeilim żle szafował to żywotem swoim. 
2^kryjźe to mój Panie miłosierdziem Twoim >). 

Mówiąc o Reja niepodobna nam pominąć towarr^wa jeg* 
i przyjaciela Andrzeja Trzycieskiego, który jak x Bejem podideU 
jegtf akatolickie zapatrywania, tak po części także jego holasBK 
ijcie, a nawet słnżbe a Moz, był bowiem pisarzem i poetą, t^ 
ko że nierównie więcej od Beja klasycznie i omiejętnie wyksital- 
eoDrr/i. Był on ifynem Jana. owego pierwszego krzewiciela zaaid 
reformatorskich między szlachta i twórcy koła krakowskkgoy 
któiy też obok wykształcenia, jakie posiadał, a mianowicie saa- 
jomoiki języka łaciń-skiego, greckiego i hebrajskiego, wlał w niego 
i »we uprzedzenia przeciw kościołowi i wprowadził go w kolo 
owych pierwszych reformatorów, którycheśmy niedawno poznaB. 

'; O^ttatnie te słowa, jakkol^^iek co do dacha swego pehie po- 
koro' i kkrachy chrze^iafiskićj , literą swoją zdają sią jednak wska- 
zywać, if. Kej nie wyrzekł się przecież błędów Interskich co do nifta- 
wi<;dliwienia przez samą wiarę. Jakoż nigdzie nie znajdajemy, teby 
iU;j całkowicie się nawrócił i powrócił na łono kościoła katolickiego. 
Co więcej zaszczepiona przez niego herezja zdaje się że w rodziaie 
jego pozostała , przywiedziona bowiem powyżej wizyta kościoła w Pop- 
kowicach wspomniawszy o zaborze przez Ikiikołaja Reja sreber i kosztow- 
Botici kościelnych, pisze dalćj „Teraźniejszy dziedzic Krzysztof Bąj 
zagarnął łąki, pola i ogrody". Ten zaś Krzysztof to wnuk Mikołaja 
poety, czytamy bowiem w Ńiesieckim III. 85ft : „Syn jego Mikołaj 
(iredni; ożeniony z Chlebowiczowną , z której syn Krzysztof"*, Nie 
można nawet wiedzieć, czy pierwszy Mikołaj, który zabrał srebra 
koikielne był Mikołajem poetą, czy też synem jego wtórym Mikoła- 
jem. Wspomnianego Krzysztofa znajdajemy jeszcze na synodzie dys- 
aydenckim w Tornnin w r. 1595. 



ANSBZBJ TRZTCnsSEI. 

Niebawem znajdujemy go na akademii krakowskiej, gdzie się 
miał pozuać z Iliieinasem i Stankarem, jak pisze Wiszniewski 
(VI. 455); przez Przyłuskiego zaś i Orzechowskiego miał być po- 
leconym profesorom Langusowi i llojzyuszowi (którzy jednak nie 
byli heretykami, owszem Kojzyusz z pochwałą wylicza te osoby, 
które sie przy religii katolickiej zostały, w dziełka swojćm pod 
tytułem Chilitistirlmn — Crac. Lazar. Andr. 1557. 4.), którym 
czytywał swoje wiersze , a z których wiersz na śmierd Zygmunta I 
dał go poznać dworowi. Następnie wysłany był kosztem Decyu- 
sza ') za granicę, gdzie zwiedziwszy Włochy, Francyę, Hiszpa- 
nię i Anglię bardziej jeszcze napojony zdaniami różnowierczcmi 
powrócił. W r. 1555 na synodzie w Koźminku był jednym z de- 
putowanych od Małopolan dla zawiązania jedności z braćmi cze- 
skimi, lecz już w krotce poróżnił się ze swoimi współwyznaw- 
cami i wziąwszy od nich do przełożenia na język polski różne 
prace i listy mianowicie od Kalwina, z temi gdzieś nagło wyje- 
chał. Na ten jego postępek, z żałością i z płaczem wielkim, jako 
pisze Łukaszewicz (Dzieje kość: wyzn. helw. str. 74), uskarżał 
się w Secyminie w domu Stanisława Szafrańca#przed przybyłymi 
braćmi czeskimi ksiądz Feliks z Szczebrzeszyna, senior zborów 
małopolskich „na pana Andrzeja Trzycieskiego poetę", jak się 
w żalu wyrażał, „pijanicę, na jego wielki nierząd, jaki uczynił 
w jednocie ich. Jedno to, że ma się zwierzyli niektórych rzeczy 
braci naszych, które były bardzo pilne, aby je przekładał na 
polskie i miejscem spokojnćm k'temu opatrzyli go, także niektórych 
listów, albo pisania od doktorów nauczonych zwierzyli mu się. 
A on przyjąwszy to k'sobie odjachał precz bez odpowiedzi i bez 
wiadomości naszej, a te wsze rzeczy tak potrzebne i pUne i po- 
niekąd tajne z sobą zabrał. Gdzieby jachał niewiedzieliśmy, ai 
dopiero w niedawnym czasie dowiedzieliśmy się, że w Królewcu 
jest, wszystko podług swźj woli czyni, przykład z siebie zły 
dawa, co chce to pisze bez sądu i rady." Na to brat Jerzy od- 
powiedział, „że to jest znak zły, gdyż on jest nieposłuszny, rzą- 



') Jeieli to wysłanie nast^pito w tym czasie t. j. po śmierci 
Zygmunta I (f 1548), jak zdaje eię utrzymywać Wiszniewski (7. c): 
i jak najprawdopodobniej z przebiegu życia Trzycieskiego wypada^ 
nie mógł to być Decyusz starszy, ktdry umarł w roku 1545, ale syn 
jego, także Juat Ludwik Decyusz, tylko młodszy. 



W 



ego 



310 AHDBZBJ TRZTCIESEI. 

dowi niepoddany, wsze czyniąc wedhig swćj wo 
mimo te^ bratem zostawa; zaiste w jednocie naszej dla takowego 
uczynku choć jest urodzony (szlachcic), nie byłoby mu cieq)iane 
Że Trzycieski nie zaraz po synodzie w Koźminka do Króleweaj 
się udał, mamy na to dowód, albowiem w r. 1556 znajduje: 
go immatrykulowanym na uniwersytecie w Lipsku, który 
r. 1539 stanowczo się do reformacyi przechylił i największe j6j 
siiy i powagi gromadzii '). Następnie jako znajncy języki biblijne 
pomagał jakiś czas w Pińczowie na wezwanie Mikołaja RadziwiJa 
w tłomaczeniu biblii, która w Brześciu w r. 15f>3 pod nazwą 
Radzi wiło wskićj wydaną została. W r. 1557 znajdujemy go na 
sejmie Warszawskim, gdzie napisał uszczypliwy, jadem kacerskim 
zaprawiony paszkwil na nuncyusza papiezkiego Lipomana, który 
starał się tamę położyć różnowierstwu w Polsce. W tym samym 
roku był już w służbie króla Zygmunta Augusta i wyjechał z nim 
na Litwę, jak czytamy w aktach synodu wlodzisławskiego ^^Łn- 
kaszewicz op. eit. str. 182). — Trzycieski prócz z Rejem, żył 
w przyjaźni z celniejszymi z różnowierców, jak z Janem Łaskim 
i z bratankiem ^go słynnym ze swych wypraw na Wołoszczy- 
znę Olbrachtem Łaskim, z Janem Firlejem wojewodą lubelskim, 
Janem Mączyńskim, księdzem apostatą, sekretarzem Zygmonta 
Augusta do pism łacińskich i autorem słownika łacińsko-pol- 
skiego, Bużyńskim rządcą żup wielickich; a nawet niektórzy ka- 
tolicy cenili go jako zdolnego pisarza i poetę, jak Jan Dymitr 
Solikowski, arcybiskup lwowski, Jakób Górski gorliwy teolog^H 
i filozof i Jan Kochanowski. Zdaje się, że ku końcu życia Trzy-^H 
cieski ochłódł w sprawie reformacyi i nie oddawał jśj się już ' 
tak gorliwie, jak to okazują jego w ostatnich 20 latach pisane 
wiersze, po większc^j części okolicznościowe, w których albo opła- 
kuje zgon monarchów, albo wielbi ich czyny, albo pisze pochwały 
znakomitych mężów, po większej części świeckich i duchownych 
katolickich (Sllrar — libr i duo), co wszystko wynagradzając Stefan 
Batory przeznaczył mn roczną pensyą z dochodów składu soli 
w Toruniu, którą pobierał aż do śmierci w 1583 roku, która je- 
dnak nastąpiła w jakimś opłakanym, może z dłngićj choroby 



•) Obacz artykuł St. Tomkowicza: Polacy na uniwersytecie 
aUm. Przegląd polski z maja 1881 r. str. 443. 



ANDBZBJ TRZTOtESKI. 811 

wynikłym stanie, gdyż jak się wyraża Płaza ') w liście do Kro- 
mera z dnia 16 maja 1583 r., „że Pan Andrzdj Trzecieaki stary 
umarł przecie". Z dawniejszych jego pism oprócz wyżej wspo- 
mnianych pieśni i psalmów w kancyonale Seklacyana, tudzież pa- 
szkwilu na Lipomana, podnosimy nader rzadkie dziś jego pismo ^): 
Dli aacroi^ancti Eeangelii in difioue retjiif Poioniat jnyst revdałum 
Anłichristum origine, progressu et irtcremetito YinjiUi Mimaei Hipo- 
readis Elegia (w Królewcu 1556 i drugie wydanie u Wierzbięty 
w Krakowie, którego jednak wyszło tylko trzy exemplarze, reszta 
bowiem za staraniem Jana Włodawity, cenzora ksiąg w dyecezyi 
krakowskićj, jak już mówiliśmy, zniszczoną została), w którćj 
autor wylicza i wychwala celniejszych pierwszych różnowierców 
i którą dlatego na końcu drukujemy. 

Skreśliwszy tak i to, jak chętnie przyznajemy, wcale jeszcze 
niewyczerpującdm piórem dla braku większej ilości źródeł, po- 
czątki reformacyi w Krakowie i w Małopolsce, przedstawiwszy 
jćj rozszerzenie szczególniej przez opisy spraw i działań głównych 
jej krzewicieli i koryfeuszów, co było znów powodem, żeśmy 
dla zachowania całości życiorysów, często poza epokę właściwych 
początków reformacyi wybiegnąć musieli, chcielibyśmy teraz po- 
wrócić do innych prowincyi Polski i albo uzupełnić to, cośmy 
w nich o początkach reformacyi opowiedzieli, albo rozwinąć dzieje 
jćj początków tam, gdzieśmy ich jeszcze wcale nie dotkli. Czu- 
jemy, że nas woła oddawna Mazowsze i Litwa; gdy jednak Wiel- 
kopolska była tą prowincyą, gdzie się głównie lęgły sekty, zkąd 
dopiero do innych prowincyi, a szczególniej do Małopolifiki prze- 
nikały; gdyśmy już w nićj o początkach luteranizmn i kalwinizmn 
opowiedzieli, pozostaje nam teraz pomówić o przybyciu do nićj 
braci czeskich; wprzódy jednak jeszcze o jedynym Polskim refor- 



1) ProboBzcz u Ś-go Szczepana w Krakowie, pot^m w Korczy- 
nie, przyjaciel wielki i wydawca pism Kromera, Ciekawą jest jego 
Tłorespondencya o różnych wepólczeanj-ch wypadkach w Polsce, jaką 
prowadził z Kromerem, z którćj wyjątki drukowane były w Dzien- 
niku Wileńskim, w Pamiętniku Warszawskim i w Starożytnościach 
Ambrożego Gi^abowskiego. 

*) Z bibliotek w Galicyi posiada je tylko biblioteka w Dziko- 
wie i hr. Szembeka w Porębie , ale tylko fragment (ob : HirBcbberg 
« życiu DecyuEza str. 64), tudzież biblioteka XX. Czartoryskich 
w ELTakowie. 



\ 



312 Jm ŁASKI B&FORHATOB. 

matorze, jakiego Wielkopolska wydaJa, a który właśnie w 
czasie nie tyle w kraju, ile poza granicami krajn przebywa 
i niezwykła, czynność rozwijał, (działalność jego w kraju należy 
do epoki późniejszej), a mianowicie o Janie Łaskim synowcu te 
góż Bamego imienia i nazwiska arcybiskupa, powiedzieć mo 
simy '). 

Był to jeden z tych nieszczęsnych rycerzy reformacyi, który 
mniemał, że reformaeya ma w sobie siłę odrodzić spóleczeństwo-j 
i na nowych podstawach nowy kościół Chrystusowy zbudować. 
O ile inne pobudki wpływały nań, nie wiemy, zdaje się jednak, 
że ta pierwsza była główną, dla którćj nie wahał się prac i sił 
całego żywota poświęcił!', spodziewając się ztąd może najbnjniej- 
szych owoców, choć w rezultacie po większej części przyszło ma 
zbierać same ciernie. Mimo apostazyi i gorącćj chęci szkodzenia 



^) Ezecz tę naszą o Łaskim napisaliśmy, zanim jeszcze do rąk 
naszych doszła książka Hermana Dal tona: Johannes a Lasco, Beitrag 
zur Re/ormafionsgesc/iichie Poiena, Deułachlands und Englanda. (Go- 
łka 1881, 572 słr.), w której autor z widocznem zamiłowaniem dla 
swego bohatera kreśli nam jego młodość i wychowanie, a następnie 
działalność jego w Niemczech, w Anglii i w Polsce. Przyznajemy, 
że wieln szczegółami zaczerpniętemi z powyższego dzieła moglibyśmy 
zbogacić krótki nasz życiorys głośnego reformatora : gdy jednak szcze- 
góły te nie są tego rodzaju, aby mogły wpłynąć na zmianę naszego 
sądu o nim; gdy sąd ten nawet, acz niezależnie zupełnie od dzieła 
Daltona spisany, w ogólności zgadza sig przecież co do samego jed- 
nak tylko charakteru Łaskiego, z przedstawieniem Daltona, (cioć 
rozmija się z niem całkowicie pod względem sprawy, którśj bronił — 
być może bona fide — Łaski , a która a priori już uznana przez au- 
tora jako dobra i sprawiedliwa, rzuca tćm samdm w dziele jego od- 
blask korzystny na swego rzecznika, czego my znów Łaskiemu, oce- 
niając reformacyę w świetle bezstronnćj prawdy i dziejów naszych 
ojczystych, przyznać nie możemy); — gdy nadto na zbyteczne roz- 
szerzenie szczegółami pojedynczych życiorysów, przy tylu osobach 
i wypadkach, mających swój udział i miejsce w reformacyi, ramy na- 
szego pisma nie pozwoliły, przetoż i z tych wyżój wspomnianych 
szczegółów, ważnych w monografii, lecz mnićj potrzebnych w ogól- 
niejszym dziele, korzystać nie chcieliśmy. Z zasady nadto, aby tak 
różność jak i zgodność zdania t4m lepii^j się uwydatniła, rzecz naszą 
o Łaskim, jak była pierwotnie napisaną, pozostawiliśmy zupełnie 
nietkniętą, chociaż w drugiej części działalności Łaskiego, gdy wrócił 
do Polski i tu zasady swoje propagować począł, dzieło Daltona zar 
pewne nieraz uwzględnić nam wypadnie. 




JAK ŁASKI B£FOBHAT0B. 313 

kościołowi, niepodobna go przecież nie odróżnić od tćj rzeszy 
reformatorów, którymi same niskie rządziły pobudki. Urodził się 
on w r. 1490 w mieście Lasku z ojca Jarosława wojewody sie- 
radzkiego, bratem eaś jego był Hieronim, także wojewoda siera- 
dzki, sławny ze swoich przygód w Węgrzech w czasie wojny 
Zapolyi z Ferdynandem. Zwyczajem wszystkich większych panów 
kończył młody Jan nauki za granicą — i już około r. 1517 znaj- 
dujemy go w Bononii kształcącego się kosztem stryja arcybiskupa 
(Łaski Testam: f. 276. 2S a) właśnie wtedy, kiedy pierwszy ruch 
antikościelny rozpoczął się za pobudką Lutra między młodzieżą 
uniwersytecką i do Bononii nawet przeniknął. Podczas tych stu- 
diów Jan przeznaczony już zawczasu do stanu duchownego, obsy- 
pany został, dzięki wysokiemu stanowisku stryja, beneficyami 
duchownemi, na prośbę bowiem prymasa dał mu papież (30 listop. 
r. 1517) kustodyję łęczycką, wkrótce potem kanonię płocką 
i koadjutoryą na kanonię krakowską (^Testam. Łaskiego f. 29 a. 
30 a. Theiner: Mon. Fol: II p. 378). W rok późniój bez wiedzy 
i woli stryja opuścił Bononię i przeniósł się do Rzymu, gdzie 
spotkała go nieprzyjemność, która i prymasa mocno dotknęła. 
Za długi bowiem, które w imienia jego zaciągnął krewny Łaskich, 
kanonik Rambiewski, za staraniem, jak się zdaje zaciętego wroga 
prymasowego Erazma Ciołka posła królewskiego w Rzymie (Ła- 
ski Testam. f. ii9C amf- Acfn Toitiiciaua VI 59), popadł on w ex- 
komnnikę, z której dopiero po spłaceniu długów przez prymasa 
uwolniony został i do kraju wrócił. W r. \^\l'.i wybrał się on 
znowu w uczoną pielgrzymkę za granicę mianowicie do Włoch, 
Szwajcaryi, Niemiec i Francyi, gdzie obok nabycia znacznej na- 
uki, utwierdził się w wielu błędach kaeerskich, którymi podówczas 
cała atmosfera naukowa przepełnioną była. W Zurichu Oecolam- 
padius był mu przewodnikiem w nauce teologii, Zwingli w wy- 
kładzie Pisma Św., Pelikan uczył go po hebrajsku; — był także 
biegłym w greczyznie i łacinie. W Bazylei w r. 1524 poznał się 
z Erazmem Roterdamczykiem i zawarł z nim ścisłą przyjaźń; 
mieszkał u niego kilka miesięcy, chciał tłomaczyć jego dzieła, 
a nawet z ową wspaniałomyślnością, jaka cechowała szlachtę 
polską, zakupił u niego bibliotekę, za którą zaraz połowę war- 
tości zapłacił, pozostawiając mu jednak jćj używanie aż do śmierci. 
Wzajemnie Erazm wynosił go pod niebiosa, chwaląc jego zalety 



I 



i 




314 JAK ŁASD BEFOBIŁ&TOB. ^^^^^^^^ 

i przymioty '). Że Łaski , acz napojony już zdaniami róinowier- 
ców, nie zerwał jeszcze pod<'» wczas publicznie z kościołem, winien 
to był może wpływowi Erazma. Po powrocie do krają otrzymał on 
parę nowych beneficyów, jakoto: kanonię a potćm dziekanię gnie- 
źnieńską (1526). i posłował od Zygmonta I do Francyi i HiszpaaiL 
Gdy brat jego Hieronim udawał się do Węgier do Jana Zapolyi. 
Łaski towarzyszył ma i otrzymał od Zapolyi nominacyę na 
bisknpstwo wesprimskie (1529), w którego jednak posiadanie, 
w skutek złego obrotu, jaki wzięła w Węgrzech sprawa Zapolyi, 
nie wszedł. W r. 1531 został kanonikiem krakowskim i sekreta- 
rzem królewskim. Gdy Zapolya wtrącił potćm Hieronima Łaskiego 
do więzienia, Jan udał się powtórnie do W'ęgier starając się 
o jego uwolnienie, co też za wstawieniem się Zygmunta 1 i Jana 
Tarnowskiego w r. 1534 nastąpiło. W r. 1538 zamyślał Zygmunt 
I. dać mn biskupstwo kujawskie, co jednak nie nastąpiło, zaczęto 
go już bowiem posądzać o berezyą. Zawiedziony w swych nadzie- 
jach, Łaski w r. 1540 za pozwoleniem królewskiem opuścił kraj, 
udając się do Niemiec, a niedługo do Holandyi i Brabantu. Około 
r. 1.542 przyszła do kraju wieśt!', że się ożenił w Leodium z córką 
jakiegoś mieszczanina, czego choć się najsolennićj wypierał przed 
kapitułą krakowską i w skutku tego kanonią jeszcze zatrzymał, 
od arcybiskupa jednak Gamrata od wszystkich beneficyów w ar- 
chidyecezyi Gniezneńskićj odsądzony został. Że wieść ta była 
prawdziwą, a przynajmniej prawdziwą stać się wnet miała, nie- 
długo potwierdził sam Łaski, w roku bowiem 1543 zrezygnował 
on sam kanonię krakowską i w Wittenberdze złożył publicznie 
wyznanie wiary ewangelickiej; czy zaś dopiero teraz się ożenił, 
czyli już był ożenionym, pozostaje nierozstrzygnionćm. Wnet po- 
tom przeniósł się do miasta Emden we Fryzyi wschodniej w dzi- 
siejszym królestwie Hannowerski^m (w r. 1542 miał tam już być 
pastorem i żonatym), w którym panujący hrabia Enno II ofiaro- 
wał mu urząd superintendenta, z czego z początku się wymówił 
i przyjaciela swego Hartenberga na to miejsce zalecił. Dopiero 
po śmierci hrabiego skłoniła go regentka Anna wdowa do przy- 

') Erazm pisze np. w jednym do Łaskiego liście: Se»ex juvenig 
conviclu factus sum mtUor ac sobrietatem , temperantiam , verecundiam, 
lingitae tnoderationem , modesliam, piidicUiam , integritatem , quam ju- 
vmis a tent disr.l debuerat, a juvene senex didici. Krasiński w tło- 
maczeniu Lindan Geschichłe der Reformation p. 98. 





JAN ŁASKI BEFOBMATOB. 915 

jęcia tego urzędu, na którym będąc rozwinął wielką gorliwość 
heretycką, nietylko z zawziętością wszelkie ślady katolicyzmu 
w poddanym sobie dystrykcie (we Fryzyi wschodniej) wytępiając, 
ale i różne zmiany w religii i obrzędach według własnych i Kal- 
wina zasad wprowadzając, czśm miejscowych luteranów tak obu- 
rzył, że powstały ztąd rozterki, a nawet groźne zaburzenia. Szcze- 
gółowy opis wszystkich jego planów i czynności we Fryzyi po- 
daje wielki chwalca Łaskiego, takie heretyk Cypryan Bazylik 
w przesadnym i tendeneyjn(5m swojem dziele: Historya o srogiem 
prześladowaniu kościoła Bożego etc. (t. j, zborów i ministrów pro- 
testanckich) Brześć Litewski 1567, gdzie ^przydana jest historya 
o postanowieniu, a pot^m rozproszeniu kościołów cudzoziemskich 
w Anglii, nad którymi prawdziwym, a prawie krześciaiiskim bi- 
skupem był on świętćj pamięci Mąż Jan Łaski, — spisana przez 
Jana Utenhoviusa Flandra". W roku bowiem 1548 wezwany zo- 
stał Łaski do Anglii od Tomasza Kranmera arcybiskupa kantua- 
ryjskiego, dla ugruntowania zmian religijnych, jakie tenże Tomasz 
Kranmer, tudzież książę Sommerset rządzący krajem w imieniu 
małoletniego Edwarda VI, zaprowadzili. Za przybyciem do Lon- 
dynu otrzymał Laski nominacyę na superintendenta tak zwanych 
kościołów cudzoziemskich (Ecdesia peregrinonuti), które się skła- 
dały z wychodźców z Francy! , z Niemiec, z Włoch, z Hiszpanii 
i Niderlandów, którzy dla błędów swoich religijnych z krajów 
swoich uchodzić musieli. Niedługo jednak upodobał mu się pobyt 
w Anglii, w roku bowiem 1552 widzimy go u Alberta księcia 
Pruskiego w Królewcu, czyniącego starania o powrót do Polski, 
lecz gdy na trzy listy, które pisał do Zygmunta Augusta, żadnćj 
nie otrzymał odpowiedzi, wrócił do Londynu {w Sierpniu 1552 r.). 
Ze śmiercią Edwarda VI (w r. 1553) gdy wstąpiła na tron kró- 
lowa Mary a katolicka, Laski z całym swoim zborem składającym 
się podówczas z 4 predykantów i 175 współwyznawców ustąpić 
musiał do Danii, gdzie lubo u króla Chrystyana III przychylne 
znalazł przyjęcie, dla niezgodności jednak w zdaniach religijnych 
z miejscowymi luteranami, którzy nie chcieli mieć nic wspólnego 
z wyznawanemi przez niego zasadami kalwińskiemi, narażony 
był na różne przeciwności i prześladowania i wkrótce Danią opu- 
ścić musiał. Z towarzyszów jego część udała się do Frankfurtu 
nad Menem, część rozpierzchła się po Niemczech, on zaś sam 
ndał się jeszcze raz do Emden, lecz z powodu częstych dysput, 



316 JAS ZASaU BEFOBKATOB. 

jakie miewał z teologami Interskimi, ogłoszony za niebezpieezne^ 
dla pannjącego wyznania, musiał szukać inn^o achronienia i pne- 
nióst się do Frankfurtu (w kwietniu 1555), gdzie był znown prie- 
łoionym jakiś czas cudzoziemskiego, kościoła. Lecz i Fnnkfiut 
nie chciał u siebie tolerować dyssydentów, w skutek cz^o Łaski 
zwrócił się znów z prośbą do króla polskiego, żeby ma w<dBD 
było powrócić do kraju. Przy liście iw grudnia 1555) przealit 
oo książkę przez siebie wydaną o nauce i całćm arządzoiln ko- 
ścioła cudzoziemskiego w Londynie: Forma ae rafio Ma eadesim- 
xłici minisłerii in peregrinorum jtołissimum vero germanorum tederia: 
iiwłituta Londini in An^ia per pientissimum prineipem Angliae, re- 
gent EduarduiH ejm nominis seiłum anno post Chr. n. 1550 (Fraok- 
furt 1555), do którćj przyłączył niedługo trzy listy do króla i se- 
natorów (EpisffAae tres lectu dignissimae de recta et legitima eedeuO' 
rum hene instituendarum ratione et modo. Basilaeae 1556 mam 
Marłio), w których narzuca się na reformatora religii i kodciolk 
w Polsce. Ponieważ Zygmunt August żądał wprzód od miego, 
aby dowiódł swćj jedności z wyznaniem angsburskiem, a mino 
wicie co się tyczy artykułu o Sakramencie Ołtarza, nie ehoiat 
bowiem wprowadzać nowćj sekty do Polski, a prócz tego, hji 
może, że się spodziewał pojednania przez niego lutrów z kalwi- 
nami, przetoż Łaski odbył dysputę w Stutgardzie w połowie r^i 
1556 z teologiem luterskim Brencyuszem, w którćj usiłował d<h 
wieść, że nauka jego o Wieczerzy Pańskićj nie różni się od lutof 
skićj, deklaracyę jednak swoją co do tego przedmiotu wprzódy 
posłał Kalwinowi do przejrzenia. Gdy jedoak Brencyusz łądał 
bezwarunkowego podpisu na wyznanie wiary Interskie, gdy prótt 
tego bronił nauki Latra de ubiquiłałe Corporis Christi, którą £*- 
ski zbijał, dysputa skończyła się na jeszcze większćm roqątno- 
niu, tak że Brencyusz żądał wyłączenia Łaskiego z jednofoi ko- 
ścielnćj. O przybycia Łaskiego do Polski, o jego daremnym nn- 
łowania założenia nowego kościoła według modły swojćj w PoIsee» 
tak jak ma się to chwilowo udało w Emden i Londynie, o pró- 
żnćm jego potćm usiłowaniu pogodzenia różnych wyznań, gdy 
rzecz ta należy do epoki póżniejszćj, powiemy na właściwem 
miejsca, a teraz do zapowiedzianej historyi przybycia Braci Gm- 
skicb do Wielkopolski powracamy. 



BRACIA CZBSOT. 317 

Jakby dla powiększenia zamieszania, podczas kiedy luteranie 
i kalwini roili się już Uumnie w Wielkopolsce, w pol'owie czer- 
wca 1548 r. zjawia się nowy zastęp ludzi, którzy się mienili praw- 
dziwym kościołem apostolskim, a którzy w rzeczywistości byli 
ukrytymi hussytami, niebezpiecznymi państwu i kościołowi i tćm 
większą obawę wzbudzającymi, że przeszedłszy w ojczyźnie swoj(5j 
szkołę nieszczęść i przeciwności, zwarli się w jeden silny zastęp, 
dobrą organizacyą i karnością się odznaczający. Byli to bracia 
czescy, których w ojczyźnie ich nazywano pikardami, waldensami, 
sami zaś nazywali się między sobą braómi i siostrami, całe zaś 
swoje zgromadzenie mianowali jednością braterską, braćmi Cze- 
skimi, albo jednotą. Pochodzili oni od Toborytów, jedynych ze 
wszystkich odcieni hussyckich, którzy się z kościołem katolickim 
pojednać nie chcieli, a następnie zmuszeni ustąpić z kraju przez 
Jerzego Podiebrada, tułali się po górach i lasach, odprawiając 
swe obrzędy religijne po jamach i jaskiniach, zkąd od ludu nazwę 
jamników otrzymali. Gdy zaś równocześnie Waldensowie na gra- 
nicy austro-morawskidj mieszkający, od władz miejscowych ścigani 
byli, przetoż wspólność niedoli połączyła ich z braćmi czeskimi — 
[i Waldensowie, którzy się chlubili, że mają prawych biskupów, 
pochodzących w nieprzerwanej linii od samychże apostołów, po- 
Iświęcili trzech losem wybranych z pomiędzy braci czeskich na bi- 
[skupów przełożonych tychże. Tym sposobem zaczęła się u nich 
[bierarchia duchowna. Za łagodnych rządów Władysława Jagie- 
llończyka zaczęli oni znów używać pewnćj wolności, tak że w roku 
1500 liczyli w Czechach i Morawii około 200 kościołów i kaplic 
li wielu magnatów w swoim gronie'); gdy zaś wystąpił Luter, 
jwysłali oni do niego w r. ir)22 deputacyę z życzeniami pomyśl- 

*) Węgierski Slaeonia reformata p. 37. Ponieważ jednak nie 
byli pewni swego wyznania, wysłali oni, jak pisze tenże Węgierski 
jftf7. c), w r 1511 depntacyę z apologic swdj nauki (drukowaną wtedy 
"właśnie w Norymberdze), do Erazma Roterdamczyka, który uchodził 
podówczas za wyrocznią teologiczną, z darami i prośbą, aby orzekł 
swe zdanie o tćj ich apologii i jeźliby w ni^j znalazł jakie błędy, 
aby je im wskazał da poprawy. Przezorny jednak Roterdamczyk , 
który wiedział, że jedyną dla nich drogą jest powrót do posłaszefi- 
stwa kościelnego, czego oni znowu nie chcieli, wymówił się od tego 
ich żądania, oświadczając, żeby to ani dla niego nie było bezpiecz- 
nera, ani dla nich poż3'tecznt'm , id tiegue tutum sibi tideri, neąue 
Fra/ribus nteeasarium esse. 







318 BRACIA CZE8CT. ^^^^^^^^^H 

nego skutku w rozpoczętym dziele. Mimo chwilowych nieporozu- 
mień i gwałtownego nawet w skutku tego uniesienia przeciwko 
braciom ze strony Lutra, prędko przyszło do zgody i gdy bracia 
czescy przesłali apologią swego wyznania zmodyfikowaną znacznie 
według nauki Lutra, do Jerzego margrabi brandenburgskiego, 
Luter napisał do ni(5j wstęp, w którym chwali braci czeskich 
i ich wyznanie, poczem owa apologią wraz z wstępem Lutra 
w Wittcnberdze w r. 1538 z polecenia tego ostatniego wydruko- 
waną została. Gdy znów niedługo potćm bracia skarżyli się przed 
Lutrem na złe obyczaje protestantów czeskich, Luter odpowiedział, 
że skoro tylko walka z papieztwem pozostawi mu wolną chwile 
weźmie się do obyczajów i karności wśród swoich, że oczekując 
t^j błogiej chwili nie powinni ustawać w apostolstwie swojćm 
w Czechach i Morawii, tak jak on ze swoimi prowadzić- będzie 
rozpoczęte dzieło w Niemczech. Na ostatnićj konferencyi, jaką 
mieli w Wittcnberdze w r. 1542 Jan Augusta i Jerzy Izrael wy- 
słańcy braci czeskich, z Lutrem, a która się wystawną ucztą za- 
kończyła, Luter podał im rękę na znak zjednoczenia i przyjaźni, 
powtarzając dawniejsze słowa: !>ilk ros Apostoli yenłis Slai-onkae, 
ego cum meis ero Apostolus gentk Germanicae *). I rze<!zyw^iście 
bracia czescy byli odtąd całkowicie oddani Lutra sprawie, tak 
że kiedy wybuchła wojna Smalkaldzka, odmówili oni udziału 
w dostarczeniu pomocy królowi swemu Ferdynandowi , jaką tenże 
niósł bratu Karolowi V przeciw naczelnikom ligi Smalkaldzkiej. Po» 
stępek ten nie mógł im ujść bezkarnie; po odniesionćm więc zwy- 
cięztwie w r. 1546, Ferdynand nakazał zamknąć ich domy modli- 
twy, uwięzić icli naczelnika Jana Augustę i pomocnika jego Ja- 
kóba Bielaka jako podejrzanych o konspiracyą z Lutrem przeciw 
Karolowi V i bratu jego królowi Czeskiemu^); im zaś samym t. j. 
jak się wyrażał odnośny edykt z r. 1547, wszystkim Pikardzistom, 
opuścić kraj w przeciągu dni 42 •*). Edykt teu zresztą stosowano 



') Węgierski op, eit. p. 58. 

*) Friese BeilrSge ric. II. 188. 

') Postępek ten Ferdynanda przedstawiają pisarze protestanccy, 
a nawet niektórzy katoliccy jako nieludzki, opór zaś braci w nie- 
sienia mn pomocy i następne w skutku tego przyran.sowe opuszczenie 
kraju, jako czyn ofiary i poświęcenia dla awoich przekonań. Nie 
chcemy się sprzeczać co do tego ostatniego, przypominamy tylko stówa 
ów. Augustyna: „Nam et apud haereticos, 2ui propfer iniguifałes et 




BBTOIA CZB8CT. 319 

tylko ściśle do braci czeskich mieszkających w miastach królew- 
skich, tak że wielu ich jeszcze w Czechach i Morświe pozostaio 
i dopiero po bitwie pod Białą górą w r. 1620 powtórnie przez 
Ferdynanda II wypędzeni zostali; resztki ich jednak nie prędzej 
aż w r. 1721 opuściły Czechy i Morawią i schroniły się do ma- 
jątku Berthelsdorf, własności hr. Zinzendorfa w górnych Łuży- 
cach, gdzie po dziś dzień jeszcze pod nazwą Uernhatów pozostają. 
Ci jednak, którzy byli najbardziej zagrożeni pierwszym edyktem 
bracia czescy, wysłali zaraz dwóch z pomiędzy siebie Jana Gir- 
kiusza i jakiegoś Wojciecha, Św. T. bakałarza do Alberta księcia 
pruskiego, wielkiego protektora wszystkich sekt walczących z ko- 
ściołem katolickim, z prośbą o udzielenie im przytułku w kra- 
jach swoich, zwłaszcza, że już dawniej tenże Albert przyjąwszy 
zbiegłego z Czech dla prześladowania Wilhelma Kryneckiego ba- 
rona z Ronowa, przyobiecał był przez niego współwiercom jego 
schronienie w księstwie pruskiem. Wyszły więc, jak opowiada Łu- 
kaszewicz, dnia 15 czerwca 1648 r., kierując drogę na Szląsk, 
całe gromady tych wygnańców z Branileis, Tarnowa, Bidsowa, 



errores suos allquid molesliarum perpeasi fuerunt, nomine martyrii sn 
jacłatit , lit hoc pallio dealbałi facilius furaitWy quia łupi sitnt. Si 
autem vullis scirc, in quo nutnero haltndi sunt, pastorem bonutii 
Paulum Apottolum audite: Quoniam non omnes, qui eorpora aua 
etiam in passione ignibus tradunt, aeitimaiidi sunt sanguinem fudiste 
pro ovibus , sed potius contra oves. Si distribuero, inguit , omnia 
mea pauperibus et iradidrro corpus tneiim ila uf ardeam , charitatem 
autem non habeam, nihil mihi prodest... Cnomodo autem liabeat 
vel eziguam eh ar i Zatem, qui etiam cotirietus non atnal uni- 
ta tern? Zresztą dla Czechów opuszczanie własnego kraju nigdy ni© 
przedstawiało wielkich trudności. — Co do postępku Ferdynanda zwa- 
żyć należy, że żaden monarcha me Ucierpiałby w kraju swoim podda- 
nych odmawiajiłcych mu jawnie posłuszeństwa w rzeczy, w której 
mdgł się takowego domagać, zwłaszcza, że wojna Sraalkaldzka nio 
tyle nawet byta religijną, ile polityczną. Na zapytanie bowiem, czy 
chce prowadzić wojnę o religią, Karol V odpowiedział, że wojnę nie 
o religię, ale przeciw tym burzycielom prowadzić będzie, którzy pod 
pozorem religii całe państwo zamieszali. (Aleog^s Kirchengeschirhte 
1S55 p. 751). Zresztą mógł tutaj Ferdynand przeciw braciom cze- 
skim użyć praktykowanego już podówczas prawie w cał^j Europie, 
z wyjątkiem może Polski, więcej jeszcze przez panujących prote- 
stanckich, jak przez katolickich książąt, prawa reformowania (jus 
reformandi)., które poddanym w razie niezgodności ich wyznania 
z wyznaniem panującego pozostawiało tylko jus emigrandi. 





'320 FBZTBYC1£ BRACI CZESKICH DO WIELKOPOLSKI. 

Litomyśla; Chłamu i innych miejsc w liczbie okoJo 1,000 osób. 
Starców, chorych, niewiasty ciężarne i dzieci umieszczono na 120 
wozach. Część jedna z Janem Girkiusem udała się prosto do Pros 
książęcych i osiadła w Królewcu, Kwidzynie, Niborku, Dąbró- 
wnie, Działdowie i innych miejscach. Druga, jak się zdaje uprze- 
dzona, że znajdzie dobre przyjęcie w Wielkopolsce, udała się 
tamże i przybyła do Poznania dnia 25 czerwca 1548 r. w liczbie 
400 osób, mając z sobą ministrów Macieja Akwilę, Urbana Her- 
mona, Jana Korytana i Macieja Paterkuia. Ponieważ protestanci 
nie wąchali się nawet sięgać w dziedzinę cudowności, aby se- 
ktom swoim drogę torować, przetoż Węgierski (Sluwnin reformata 
p. 100) opowiada, że przybycie braci czeskich uprzedziły jakieś 
przepowiednie. I tak miała jakaś Dorota mieszczanka poznańska 
słyszeć w r. 1536 od ojca swego, że po 12 latach przyjdą ladzie, 
którzy w miejsce skażonej religii katolickiej, inną czystszą naukę 
zaprowadzą. Również miał jakiś kanonik poznański przepowie- 
dzieć, że rok 1548 pamiętnym się stanie śmiercią Zygnmnta I 
i przybyciem do Polski cudzoziemców, którzy nową wiarę przy- 
niosą. To pewna, że stosunki czysto świeckie nader pomyślnie 
się dla braci czeskich w Wielkopolsce złożyły, gdy najwyższe 
urzędy świeckie w tdj prowincyi piastowali wówczas ludzie sprzy- 
jający retórmacyi, albo którym, jak mówi sam Łukaszewicz (i. c), 
wszelkie różnice o wiarę były obojętne. Generałem wielkopolskim 
był podówczas Andn4j Górka, otwarty i zapalony stronnik Lutra, 
któregośmy już poprzednio poznali; wojewodą poznańskim Januss 
Latalski, ani gorliwy katolik, ani też reformacyi otwarcie sprzy- 
jający; wojewodą kaliskim znany nam także ze swych gwałto- 
wnych postępków w Małopolsce Marcin Zborowski, który słucha- 
jąc nauk na uniwersytecie w Wittenberdze, wrócił do kraju stron- 
nikiem reformacyi; wojewodą brzesko-kujawskim, a zarazem sta- 
rostą radziejowskim Rafał Leszczyński, uczeń Endorfina; wreszcie 
wojewodą sieradzkim Stanisław Łaski, drugi brat znanego nam 
reformatora. 

Głównym obrońcą i opiekunem braci czeskich był Andncij 
Górka generał wielkopolski, za którego pomocą bracia czesoj 
nietylko po przedmieściach Poznania, z pozwoleniem odprawiania 
nabożeństwa według obrządków swego wyznania, umieszczeni 
zostali, ale nadto w obszernych dobrach Górków w Wielkopolsce, 
w Koźminie, Kurniku, Szamotułach, Wronkach, gościnny przy- 



WYBAŁEMB BRACI OZSSKICH Z WIELKOPOŁ : I PRUS KBÓL : 321 

tnłek znaleźli. Także Jakób i Stanisław Ostrorogowie, których 
przodkowie jeszcze w 15-tym wtekn przyjęli hnsytyzm, a po 
stłumieniu tegoż po cichu sprzyjać ma nie przestali, otworzyli 
im gościnne przyjęcie w Ostrogu, Koźminku i w innych dobrach 
swoich, a niedługo Leszczyńscy w mieście swźm Lesznie, Tomiccy 
w Wieruszowie, Latalscy w Skokach. Nadewszystko jednak sprzy- 
jali im niemieccy mieszkańcy Wielkopolski w Poznaniu i po in- 
nych miastach, którzy znajdowali, że wyznanie braci czeskich 
zupełnie się zgadza z ich wyznaniem, zwłaszcza że Luter je ap- 
probował — i uważali ich jako posiłek przybyły dla wzmocnie- 
nia Bwych szeregów. 

Zachęcony tak dobrem przyjęciem przybył niedługo do Wiel- 
kopolski w miesiąca sierpnia na 8 dni przed św. Bartłomiejem 
nowy oddział z Czech braci czeskich, mając na swojćm czele 
dwóch bardzo czynnych reformatorów Macieja Sioniusza i Jerzego 
Izraela, o których nieraz mówić nam jeszcze przyjdzie. Lecz wła- 
śnie w tym czasie w Wielkopolsce spotkała braci czeskich pierw- 
sza nieprzyjemność. Benedykt Izbieński biskup poznański nie 
mógł bowiem spokojnie patrzyć, jak bracia czescy prawie pod 
okiem jego nietylko nabożeństwo swe heretyckie odprawiali, ale 
i prozelitów robili, a przez połączenie swe z lutrami groźną na- 
wet sektę wytworzyć mogli: wyrobił przeto u Zygmunta Augusta 
rozkaz dnia 4 sierpnia t. r. datowany, aby bracia czescy natych 
miast granice Wielkopolski opuścili. Ponieważ rozkaz królewski 
bezzwłocznego spełnienia się domagał i odpowiedzialnym za to 
generała wielkopolskiego czynił, wyszli tedy po dziesięcionie- 
dzielnym pobycie dnia 24 sierpnia bracia czescy z Wielkopolski 
i udali się do Torunia w Prusach królewskich, zostawiwszy 
w Wielkopolsce wielu swojćj nauki zwolenników. Ponieważ mie- 
szkańcy Torunia mimo surowych dawniejszych rozporządzeń kró- 
lewskich, skrycie zawsze reformacył sprzyjali, przetoż chętnie 
przyjęli braci czeskich i odstąpiwszy im kilka domów w mieście 
sami na ich nabożeństwo uczęszczać zaczęli. Przybywało tóż do 
Torunia wielu mieszczan z Poznania i z innych miast Wielkopol- 
skich na jarmarki albo w innych sprawach, oraz wiele szlachty 
mianowicie Kujawskiej, a ci wszyscy odwiedzali braci czeskich 
i uczęszczali do ich zborów. Widząc to duchowieństwo, a miano- 
wicie Tideman Giese biskup chełmiński, w którego dyecezyi 
leżał Toruń, wyrobił u Zygmunta Augasta rozciągnięcie owej 

Ddejt Rgrorniusjl w Police. T. [. 21 



J 



322 



POBTT BRAOI OZBSEIOH W FBOSAOH KSIĄŻĘOTOH. 



edyktn z 4 sierpnia 1548 na Toruń i na całe Prusy królewskie. 
Mnsieli więc znowu bracia czescy po kilku miesiącach pohytiM 
opuścić Toruń, zostawiwszy w nim przecież jednego ministra^H 
który potajemnie i w zaniknięciu nabożeństwo odprawiał i Tomń- 
czan w ich błędach utrzymywał, dopóki w następnym roku 15^^l 
wykryty i przez Stanisława Hozyusza, który właśnie podówczas™ 
wstąpił na katedrę chełmińską, do ustąpienia, albo raczćj do 
ucieczki przymuszony nie został ' I. Wszyscy zaś inni bracia cza^H 
scy udali się z Torunia do Prus książęcych, gdzie ich Paweł Sp^^ 
ratus biskup pomezański, jak pisze Łukaszewicz''), z otwartemi 
przyjął rękami, nałożywszy im jednak twarde warunki, miana 
wicie co się tyczy ścisłego trzymania się konfessyi augsburski^ 
i nauczania według nidj tylko; gdy zaś bracia czescy w wyzni 
nin swoj^m w wielu punktach różnili się od luteranów, nie dzii 
przeto, że skoro tylko lepsza dola okazała się dla nich w Polsc 
tłumnie opuszczać Prusy książęce i do Polski powracać zaczęli ■ 
Zanim to jednak nastąpiło, wysyłali oni do Wielkopolski swoio 
emissaryuszów, z jednej strony, aby utrzymać istniejące joż st<l 
sunki; z drugiej strony aby zyskać nowych zwolenników i wj 
badać chwilę stosowną do powrotu. W takim celu, a zarazem 
dla poratowania nadwątlonego zdrowia, przybył do Poznania, 



') Friese BeUrłige II. 195. 

^ O kościołach braci czeskich, str. 33. 

') ł^ukaszewicz op. cif. p. 34. Warunki, pod ktfirymi przyjmo- 
wał SperatUB braci czeBkich zawarte były w osobnem jiismie pod ty- 
tułem: Decrela eccltaiastira in Frtisaia pro advenis Boheuns conscripti 
19 Marta 1549, z których paragraf I brzmi: Cuia vere consenttt Bi 
htmomm oblata coti/essio cum coti/etsione Augustana nostra, in p 
mis volu»ius , tum nostros pastores, tum Bohemorum tcclesiasficos m\ 
nisfros nihil omnitio docere , quod huic dietae eotifessioni , sit eoHtr\ 
rium. Si guis ergo dogmata Ula, guae confessio Attgustana iniproh 
atisua fuerit j vel dam iti angulis, vel pałam, vel etiam in tnnp 
profiteri atijue docere, is ut haerelicus CJcIra ecclesiam tiosłram, »i 
revoeavit , excomt»unicalus ejici debebil. Paragraf zaś 5-ty mówi: Dtv 
betit item Bohemorum eoncionatorea reete probeque instructi esse Au- 
gustana confessione, ex cujus sententia populum docere et adminiatran 
aacramenla reliqua etc. Łukaszewicz (1. c.) — Tak więc gdy lute 
nie wolności się dla Biebie w PolBce domagali, Bami j^j tam, gd 
ju4 siłę zyskali, innym wyznaniom odmawiali, obawiając się żresz 
BłuBznie, aby zŁąd rozerwanie w krajn i w zgromadzenia ich nie 
atąpiło. 



I 



[ 



POWBÓT BRACI CZESKICH DO Wi:ELK0P01.8KI. 323 

który rfynął z biegłych lekarzy, na początku 1540 r. Maciej Sio. 
ninsz, senior braci czeskich i zaraz zaczął zgromadzać koło siebie 
różnych dawnych i nowych zwolenników i wpajać w nich zasady 
swego wyznania, czyniąc to zwykle dla bezpieczeństwa o północy 
w domu Jędrzeja Lipczyńskiego ławnika miasta Poznania. Na je- 
dnaj z takich schadzek przyjęci zostali uroczyście do grona braci 
czeskich wspomniany co dopiero Jędrzej Lipczyński, Wojciech 
kupiec handlujący żelazem, Wojciech Stammet, Jakób aptekarz 
i inni. Około ów. Michała udał się Sioniusz do Morawii, aby 
braciom tam będącym donieść o postępie ich wyznania w Wiel- 
kopolsce, a następnie wróciwszy do Poznania 2 lutego 1550 r. 
znowu niektórych w t(5m mieście pozyskał '). Po odejścia jego 
przybywali znów pod rozmaitymi pozorami do Poznania w tymże 
roku Maciej Akwila, Maciej Czerwienka i Jerzy Izrael ministro- 
wie braci czeskich i bawiąc po kilka tygodni w mieście i okolicy, 
powiększali liczbę swych współwyznawców, nawracając mieszczan 
i szlachtę, o chłopów się bowiem nie troszczyli. I nie mała mu- 
siała byi?. tym sposobem pozyskanych liczba, skoro już w r. 1551 
wysłali ciż nowi wyznawcy z prośbą do przebywającego teraz 
w Dąbrównie w Prusach książęcych Macieja Sioniusza, wyżćj 
wspomnianego seniora braci czeskich, aby im przysłał stałego 
kaznodzieję na ciągłe, o ile być może, mieszkanie w Poznania. 
Wyznaczony do tego Jerzy Izrael, jako najlepiej znający język 
polski i zapewne najzdolniejszy, przybywa ku końcu zimy tegoż 
roku do Poznania, nie bez niebezpieczeństwa przeprawiwszy się 
przez Wisłę pod Toruniem w czasie pękających lodów, co Węgier- 
ski znów w zakres cadewności chce wciągnąć '). We środę przed 
niedzielą palmową miał jiierwsze kazanie w Poznaniu, lecz pota- 
jemnie, w gronie nie wielkiej liczby osób; w krotce jednak za- 
częli przybywać prozelici, między którymi najznaczniejsza Kata- 
rzyna Ostrorożanka , siostra Jakóba i Stanisława Ostrorogów, 
panna już podeszłego wieku, wychowana wśród rodziny husyckiej, 
przytćm entuzyastka, która zdawna już czytając książki braci 
czeskich, nabyła dla nich uwielbienia i w kilka dni po przybyciu 
Izraela, wyznanie wiary braci czeskich w ręce jego wraz z dwiema 
swemt slużącemi, w dobrach swoich w Pamiątkowie złożyła. Za 



') Węgierski Slav. r^f. p. 101. 
") Slav. ref. p. 102. 





324 FROZELItTTZU BRACI CZESKICH. ^^^^H 

nią poszła przyjaciółka j^j Anna Kasino wska z Kąsinowa, a dniem 
przedtem uczynił to samo we wsi swój Psarsko szwagier j6j, 
który miał za żonę siostrę j^j młodszą, Ostrorożankę, Łukasz 
Jankowski wraz z żoną i domownikiem swoim Marcinem Kadziń- 
skim. Przykład ten szlachty naśladowało wielu z Poznania i z in- 
nych miast wielkopolskich, tak że w samym Poznaniu miało być 
do 30 osób, które teraz nowe wyznanie przyjęły'). Wkrótce 
pot(5m udał się Izrael do swoich, do Kwidzynia w Prusach ksia.- 
żęcych, gdzie zastał umierającego Sioniusza (t lt> kwietnia 1551 
roku); wnet jednak potćm powrócił do Wielkopolski z Janem 
Korydanem ministrem niemieckim i mieszkając w Poznania częste 
ztąd wycieczki czynił to do Psarska, to do Pamiątkowa, gdzie 
na kazania jego przybywały rodziny Bukowieckich , Sokolnickich, 
Jaskółeckich i Rożnowskich "), z których niektórzy formalnie wy- 
znanie czeskie przyjmowali. Także w Poznaniu, z którego Izrael 
nietylko w okolice, ale także do Prus książęcych do swoich się 
wydalał'), lecz zwykle podczas jarmarków wracał, przyjął w tym 
czasie wyznanie czeskie Marcin krawiec wraz z całą rodziną, 
w którego ogrodzie popołudniowe kazania bywały, ranne bowiem 
odbywały się w domu jakiegoś Mikołaja Szyllinga na przedmie- 
ściu *). Ponieważ równocześnie (w r. IS.')'-') wybuchła okropna 
zaraza morowa w Poznaniu, która gromadami ludzi wyrywała, 
Izrael odprawiwszy ostatni raz Wieczerzę Pańską w domu Woj- 
ciecha Stameta, który wkrótce umarł, udał się do Prus, atoli 
już w następnym roku l.^j5a, gdy jeszcze zaraza nie ustała^ znaj- 
dujemy go w Poznaniu, (starsi bowiem w Prusach książęcych 
dla braci tani będących wybrali innego ministra Piotra Studenia- 
sza. a jemu samemu do Polski powracać kazali), miewającego 
codziennie swe nauki w domu, który wspomniany wyżej Łukasz 
.lankowski na ten cel wynajął "). 

Mimo tych niezaprzeczonych korzyści, jakie bracia czi 
głównie zapobiegliwością i wytrwałością swoją odnosili, zmieniło 
się jednak ich położenie, odkąd główny ich obrońca i opiekun 



es<^^ 



') Ibidem p. 103, 104. ł^ukaszewicz o kościołach braci cre- 
skicli str. .35. 

^) Węgierski Slnv. ref. p. 104. Łukaszewicz op. cU. str. 35. 

■') Węgierski /. c. 

*) Węgierski op, cit. p. 105. 

') Węgierski Ihidem. 



JAKÓB OSTBOBÓa. 

Andrzćj Górka w października 1551 r. amarł, a miejsce jego 
jako generał wielkopolski zająf gorliwy katolik i nieprzyjaciel 
wszelkiej herezyi Janusz Kościelecki, kasztelanem zaś |)oznańskiin 
był Piotr Czarnkowski. Musieli się oni odtąd z wyznaniem swoj^m 
taić, a ministrowie ich przebrani tylko chodzić; przytem pokry- 
jomu tylko i bardzo ostrożnie, zwłaszcza w Poznania, zebrania 
swoje odbywać i zwolenników sobie jednać; Kościelecki bowiem 
podawszy rękę duchowieństwu, wszędzie ich ścigał i wydane 
przeciw nim prawa w wykonanie wprowadzał. Lecz jak uczy 
doświadczenie, że nigdy dobry tyle dobrego zrobić, ile zły złego 
wyrządzić potrafi, tak samo i w tym wypadku, a zwłaszcza 
w Polsce, gdzie prawa dokładnego albo nie było, albo w obec 
szlachty było bezsilne, herezya mimo usiłowań przeciwnych mo- 
gła się przecież szerzyć, skoro tylko między szlachtą zwolenników 
znalazła, a zwłaszcza pod skrzydła możnych panów się dostała. 
A właśnie w tym czasie bracia czescy złowili taką grubą rybę, 
Jakóba Ostroroga, o którego przystąpieniu do wyznania czeskiegOi 
jak nam je głównie źródła heretyckie podają, gdyż innych nie 
mamy, opowiemy i na tem rzecz o braciach czeskich na teraz 
zakończymy. 

.Jakób Ostroróg aż do tćj chwili nie miał właściwie żadnego 
wyznania. Oddziedziczywszy po przodkach swoich pewną odrazę 
do kościoła katolickiego, sprzyjał on hnsytom i braciom czeskim, 
których za ich następców uważał, atoli do żadnego jeszcze akato- 
lickiego wyznania stanowczo się nie przechylał. Nis podobał mu się 
ani luteranizm, ani kaiwinizm, chciał stworzyć jakieś nowe wy- 
znanie i zaprowadzić je po obszernych dobrach swoich i w tym celu 
może udał się do ziemi krakowskićj, gdzie się jnż na dobre roz- 
pusta rożnowi ercza poczęła, nic atoli ztąd jeszcze stanowczego 
nie wyniósłszy, zabrał tylko ze sobą do Ostroroga siedziby swo- 
jćj, dla ułożenia nowego wyznania, znanego nam Felisa Cruci- 
gera z Szczebrzeszyna ministra w Niedźwiedziu, który właśnie 
w tym czasie przez władzę duchowną był ścigany i w Małopol- 
sce bezpiecznym się nie czuł. Niedługo potćm zjawia się w Ostrorogu 
Franciszek Stankar, który również w tym czasie Pińczów opuścić 
musiał, a zaproszony przez Jakóba Ostroroga przybył do niego 
i jak powiada Węgierski, wspaniale był od niego podejmowany 
(pmdaute ab OMrnrotp hahilm. tikir. ref. p. 106). Tutaj naradzali 
się wszyscy nad nowemi zmianami w wierze, Kruciger przytem 



I 




326 ^^^ JAKÓB OSTBOBÓO. ^^^^^^^^^ 

miewał kazania w kościele parafialnym, podczas kiedy kapJ'aD 
miejscowy po katolicka jeszcze Mszę św. odprawiał'); — Stan- 
kar zaś pisał, jak się zdaje w tym czasie, na żądanie Ostroroga 
dziełko swe rfe refonnatiom Ecdesiae ^) , które potćm w Małopol- 
sce przez szlachtę różnowierczą z cbciwością czytane i komento- 
wane było ' ). Ró wnocześnie starał się także Jerzy Izrael zbliżyć 
do Ostroroga, ale mu się to nie udawało z powodu przeszkód, 
jakie mu stawiali tak Stankar jak i Krucigcr, którzy obawiając 
się, aby Ostroróg nie skłonił się do wyznania braci czeskich, któ- 
rego oni sami jeszcze, jak pisze Węgierski (op. cit. p. 106), do- 
brze nie znali, trzymali go zdaleka od Izraela, a nawet namówili 
Ostroroga, aby napisał list do Izraela, aby nie przybywał z nau- 
kami, jak to dotąd czynił, do dóbr jego Pamiątkowa o trzy mile 
od Poznania położonych, pod pozorem, że miejsce zkąd przycho- 
dzi (zapewne Poznań), jest zarazą dotknięte. List ten wręczył 
Izraelowi dworzanin Ostroroga i rządca dóbr Pamiątkowskich 
Wojciech Węgierski, podczas kiedy tenże przebywał w celu od- 
prawienia nabożeństwa we dworze w Kąsinowie. Obecni źle ztąd 
wróżyli sprawie braci czeskich, podczas gdy Izrael pozorny czy 
prawdziwy spokój zachował. Po niejakim czasie Izrael, jak się 
zdaje, lepiój pouczony o właściwym usposobieniu Ostroroga, (może 
przez siostrę Ostroroga wspomnianą powyżej Katarzynę Ostroro- 
żankę, za której pomocą nawet w tym czasie wraz z całym zbo- 
rem swoim z domu wynajętego przez Jankowskiego do pałacu 
Jakóba Ostroroga w Poznaniu na przedmieściu będącego się prze 
niósł '), udaje się do Sokolnik majątku Bukowieckiego, o mil 
od Ostroroga położonego, a ztamtąd do samego zamku w Ost: 



') Węgierski op. cit. p. 104. 

*) Cały tytuł dziełka: Canoues Beformationis Ecelesianim Po 
lonicarum per Franciscum Stancarum Mariluanum comcripti. Cuibus 
adjuncti sunt libelli contra invocntionem ganctontm e*c. Exa4debat Jo- 
hannes Eichom. Franco/ordi ad Yiadram anrio 1052. 

•'') Obacz wyż(5j w uwadze przytoczone opowia.daiłie Filipow- 
skiego na synodzie w Ko^.minku (1555), z którego okazuje się, te 
on i wielu ze szlachty małopolskiiy , a nawet niektórzy z duchowień- 
stwa na zebraniach rój^uowierczych z upodobaniem retormacyą Stan- 
kara czytali i z innemi reformacyami jak z anglickii i kolońską po- 
równywali. 

') Węgierski Slav. ref. p. 106. 



1 




JAKÓB OSTBOBÓO. 



82T 



rogu. Dowiedziawszy się o przybycin jego Ostroróg, wychodzi 
naprzeciw niego, wita go najuprzejmiej wraz z ministrem swoim 
Krucigerem, a w rozmowach, jakie się następnie o religii wywią- 
zały, obaj t. j. tak Ostroróg jak i Krnciger pochwalają i wyzna- 
nie i obrzędy braci Czeskich. Ztąd łatwo już było Izraelowi na- 
mówić Ostroroga, aby przybył wraz z Kracigerem do Poznania, 
do zborn ich, jaki mieli właśnie w jego pałacu, aby się przypa- 
trzyć ich obrzędom i nauce. Przybywają w dnin oznaczonym, 
słuchają kazania i są obecni podczas Wieczerzy Pańskiej; poczćm 
Ostroróg coraz więcćj zaczął sprzyjać braciom, pisma ich prze- 
glądać i naukę ich roztrząsać, do stanowczego atoli przechylenia 
się do nićj, obecność mu Stankara i Krucigera przeszkadzała '). 

Lecz że pozwolimy sobie tu użyć nieco gminnego przysłowia, 
gdzie zły duch nie może, tam babę pośle, tak i tutaj do stanow- 
czego przechylenia się Ostroroga do braci czeskich zona mu jego 
Barbara ze Stadnickich dopomogła. Wyjednała ona u męża, aby 
prywatnie na zamku w Ostrorogu odbyło się kazanie braci czes- 
kich, na którćm ona wraz z całym niewieścim dworem swoim, 
tudzież pewna liczba z pobliskiej szlachty się znajdowała. Sam 
zaś Ostroróg mając u siebie kilku gości reOgii katolickiej, zaba- 
wiał się z nimi w innćj stronie zamku, którzy ganili mu, że 
pozwolił żonie na taką samowolę, a jeden z nich wyrzekł: Gdyby 
moja żona odważyła się tak herezyą do domu mego wprowadzać, 
razami nawet od tegobym ją odwiódł. Poruszony tćm Ostroróg, 
wziąwszy nawet z sobą doradzane mu żakowskie narzędzie, wy- 
szedł w zamiarze , aby owo zgromadzenie rozpędzić "). Predyko- 
wał właśnie jeden z wymowniejszych ministrów braci czeskich 
Maciej Erytreos (zwany także Czerwenka), Jerzy Izrael zaś był 
obecny dla dopełnienia zapewne innych religijnych obrzędów. 
Kiedy wszedł Ostroróg, Czerwenka zwrócił zaraz do niego mowę 
z taką zręcznością i siłą, że zdumiony Ostroróg stanął, a gdy 
mu Izrael wskazał przynależne jego godności miejsce, nsiadł 
i mowy do końca dosłuchał. Jak mówił potćm Ostroróg, że tak 
był uszanowaniem i bojażnią w obec tego zgromadzenia przejęty, 
że gdyby mu nawet kazano gdzieś pod ławką usiąść, byłby to 



') Ibidem p. 107. 

-) Węgierski op. cit, p. 108. 




iAKÓB 



MĘfiB*)- Wiwliign pf^jal Oitroróg wraz t Inmą sw«^ 



kTS^^ 



wydaliwnj lutptaiiów katoKi^ieh, kotabt 
w Ostraroga odd^ł Jerzema. Izndowi. Byt to jeden 
z tjeh gwałtów wołających o ponstę do nieba, jakie podówcas 
hftj na p(^rzadka dziennym. Lado, parafian, nie pytano się wcale, 
tak jakoby nie istnieli, albo żadnego zdania w sprawie wyzna- 
Bta awego mieć nie mc^Ii; co się zaś tyczy władzy daebownćj 
i świeekićj, tych asiłowania rozbijały się ciągle o wolność i po- 
tęgę, a prawie i o adzielno6ć szlachty, jaką miała na dobrach 

cwoicb, jak to później nieraz jeszcze widzieć będziemy. Zasada^M 
cujug rr<fio Slius religio, w innych krajach tylko do pannjącyd^^ 
giówwana, w Polsce znajdowała zastosowanie na dobrach ka- 
łdego szlachcica. Lodowi pozostawała tylko zapełna biemo&ć i apa- 
tya. Niedługo oddał Ostroróg braciom czeskim kościół katolicki 
w Koźminka (l.ó53j, a później gmachy swoje w Poznaniu na 
przedmieścia Św. Wojciecha na wieczne czasy im darował i do 
przebudowania ich na kościoły 4)olski i niemiecki znacznie 
przyłożył '^). Przykład Ostroroga naśladowali Leszczyńscy, Kroi 
toscy, Opaleńsy, Marszewcy, Lipscy, itd., którzy teraz otwarcie 
przyjęli wyznanie braci czeskich i kościoły katolikom wydarte 
po dobrach swoich tymże braciom pooddawali, lub nowe dla nich 
fundowali *). Tym sposobem powstały zbory braci czeskich w Ko- 
źminku, gdzie byli pastorami Wojciech Serpentyn, a potem Jan 
Rokita; w Marszowcn, gdzie ministrowa! Piotr Skalnicki: w Ło- 
bżenicy, gdzie był Jerzy Filipowski; w Barcinie, gdzie był Jan 
Rybiński; w głównym zaś zborze w Ostrorogu przebywał Jeny 
Izrael, który także zaglądał często do Poznania'). O dalszym ro- 
zwoju i rozszerzeniu się braci Czeskich, gdy rzecz ta należy do 
późniejszej epoki, na póżnićj ją zostawiając, obecnie do czeka- 
jącej nas tak dawno historyi reformacyi na Mazowszu i Litwie 
przystępujemy. 

') Cale to zdarzenie jak z jednt^j strony świadczy o niestate- 
cznoćcl, zmienności amysłn i dziwn<^J wrażliwości Ostroroga, lak 
z drugiej strony okazuje, jakich sposobiSw umieli bracia czescy uży- 
wać, a nawet przez garderobę się wkradać, aby do wyznania swego 
wpływowe zwłaszcza ł znakomite osoby nakoniec wciągnąć. 

^) O koHciołach braci czeskich w dawnej Wielkopolsce 

*) Ibidem str. 37. 

*) Węgierski Slav. ref. p. 109. 




ROZDZIAŁ V. 



Chybione usiłowania reformacyi na HazowsBU. — Edykt księ- 
cia Janusza. — Beformacya na Litwie. — Franciszkanie na Li- 
twie. — Rapegalan. — Kulwa. — Rządy Zygmunta Augusta. — 
Charakter jego pod względem religijnym. — Mikołaj Czarny 
i Mikołaj Budy Badziwiłowie. — Szybki wzrost reformacyi na 
Litwie w skutek ich starań i opieki. 

W żadnej może dzielnicy F^>]ski reformacja tak nie chybiła 
celu i nie zrobiła tak zupełnego fiasco jak na Mazowszu. Rozległe 
równiny Mazowsza obejmnjące w sobie dawne województwa pło- 
ckie, mazowieckie i rawskie zamieszkiwała po większej częóci 
drobna szlachta, gorąco do wiary ojców przywiązana, ninićj bu- 
tna i swawolna nii wielko- i małopolska, a więcej .stała w swych 
religijnych i narodowych przekonaniach, mająca swe osobne pra- 
wodawstwo, osobne zjazdy i sejmy i swój rząd udzielny, który 
spoczywał w ręku książąt mazowieckich, ostatnich już Piastów, 
których władza, jak wiadomo, o wiele była absolutniejszą i sil- 
niejszą, niż późniejszych Jagiellonów. To wszystko sprawiało, 
że szlachta mazowiecka w wielu względach korzystnie wyróżniała 
się od łnnój szlachty polskit-j: była karniejszą, posłuszniejszą 
w obec kościoła i księcia i co za tóm idzie mniej dostępną dla no- 
wości religijnych; a wiara i ojczyzna były to hasła, których ni- 
gdy nie odstępowała. Ztąd i reformacya, która zaraz w począt- 
kach z powodn bliskości granic od Prus królewskich i książęcych 
wciskać się poczęła, nie mogła na Mazowszu nic sprawić — i od- 
biła się tak o sprężyste wystąpienie pannjącgo, jakoteż o zdrową 
mydl i przywiązanie ilo wiary i obyczaju ojczystego szlachty ma- 
zowieckiej. Skoro bowiem tylko zaczęli się pojawiać predykanci 
po kraju, a między ludnością niemiecką w Warszawie, tak jak 
■we wszystkich większych miastach Polski, pewne ciążenie ka 



330 BDTKT KSIĘCIA JANTjaZA. ^^^I^H 

wćj nance się pokazało, nauczony przykładem tego co się działo 
w sąsiednich Prosach, zwołuje natychmiast ostatni z książąt ma- 
zowieckich Janasz w r. 1525 (Stanisław brat jego, który razem 
z nim panował, umarł już wprzódy w r. 1524) ogólny zjazd szla- 
chty i obywatelstwa miejskiego do Warszawy i wydaje surowy 
edykt, mocą którego pod ntratą majątku i życia, wszelkiego 
rozsiewania nowej nauki, czytania lub przechowywania luterskich 
książek, lub wyznawania tejże fałszywćj nanki Lutra zakazuje*). 
Krok ten stanowczo powstrzymał wszelkie zachcianki reformator- 
skie tak w Warszawie jak na prowincyi i na zawsze je zniwe- 
czył. Choć bowiem w następnym roku (10 marca 1526 r.) umarł 
Janusz, a księstwo jego jako lenno wróciło do korony Polskiej, 
to jednak edykt z r. 1525 przez namiestników królewskich, któ- 
rymi byli zawsze wojewodowie mazowieccy, ócińle był przestrze- 
gany, zwłaszcza że w roku 152'J przy wcieleniu Mazowsza do 
Wielkopolski, Zygmunt I wszystkie prawa i przywileje, a więc 
i prawo edyktem z r. 1525 objęte, aby żaden innowierca nie 
śmiał się osiedlać w księstwie, szlachcie mazowieckiej potwier- 
dził i własnym prawem i sądownictwem (t. z. statutem mazowie- 
ckim) rządzić i sądzić się pozwolił, a nawet zwody praw mazo- 
wieckich zbierać kazał; którychto praw i przywilejów zrzekła 
się dopiero szlachta w r. 1570 na rzecz powszechnych, koronnych, 
kiedy już reformacya upadać zaczęła. Co więc pisze Friese (Bei- 
triif/e zur Ecforitiationi^-gfschichte in /łj/cH itnd Lithaiien II. 177) 
O wielu znakomitych ewangelickich rodzinach, jakie mimo edyktn 
z r. 1525 mieszkały w Warszawie i na prowincyi, gdy niczćm 
tego nie udowadnia, za czcze tylko słowo uważać musimy; co 
się zaś tyczy Jerzego Bombach, którego przywodzi, który po- 
chodził z rodziny Szląskićj, był burmistrzem w Warszawie i tam- 



') Ul nullus in toto Ducatu M(UOviae tam in civitatił»i», oppi- 
dis, quam in filtis cuju8ctinque conditionis et status exi8tat , praestr- 
tim in Ciuitate Var80vien8i , libros et falsam doetrmam Lutheri in 
guocungiie sermone give latino, swe alemanico, aut quovio alio, tenere 
aptid se et in domibits suis habere, Ugerę, ac ipsum falsurn dogma 
Lutheranontm profiteri, sectam portare , tueri et aliis eandem prrsua- 
dere praesiimat. Ita tamen, ut quiatnque de hac secta legifime eon- 
victus et probatiu fuerit, talis vita privari debeat et bona ejus otnnta 
quaecunqu« habrt mobilia et immobilia confiseari el ad thesaurum du- 
calem recipi debeant, Volum. legum T. I. pag. 448. 




PBAWOWIEBNOdĆ MAZOWSZA. 



331 



ie w r. 1544 amarl, mógł on być skrytym Interaninem, atoli 
już syn jego Jan, który po nim byJ burmistrzem, jak sam przy 
znaje Friese (op. cit. p. 179) musiał wrócić do religii katolickiej; 
starszy zaś syn Stenzel, a brat Jana, który się uczył w Witten- 
berdze i był gorliwym Interaninem, nie mógł już osiąśó w War- 
szawie, ale w Gdańsku, gdzie go roczniki wspominają. Co do 
drugiego luteranina Jerzego Niemsty z Krzcencic '), o którym 
wspomina Friese (1. c.), a który w r. 15S1 dla swoich współwier- 
ców, przybyłych zapewne po r. 1576 lub jawniej odtąd występu- 
jących w Warszawie, chciał tamże zbór zbudować, sam fakt, że 
szlachta mazowiecka powołując się na swoje praywileje, kazała 
rozpoczęty zbór takowy zburzyć^ dowodzi, jak silnie brzydziła 
się herezyą i nie pozwalała na takową w Warszawie. To też 
miasto to miało szczególny pociąg dla prawowiernych królów 
polskich. Tu przemieszkiwała najczęściej, otrzymawszy oprawę 
wiana swego na Mazowszu, od r. 1548 do 1550 Bona wraz 
z dworem i córkami swojemi; tn Zygmunt August częócićj prze- 
bywał jak w Krakowie i tu przeniósł sejmy koronne; tu wresz- 
cie siostra jego, dobra, szlachetna i świątobliwa Anna stały so- 
bie i ulubiony pobyt aż do zgonu swego (1596) obrała. Nakoniec 
jedną z głównych pobudek, dla których Zygmunt III przeniósł 
Bwą stolicę do Warszawy, była prawowierność tego grodu, która 
też prawowiernego tak wysoce monarchę szczegół niój pociągała. 
Lecz nietylko ziemskich królów przychylność, lecz co nadewszystko 
jest, błogosławieństwo Boże wyraźnie spoczęło nad tym grodem, 
dając mu wzrost i rozwój najpiękniejszy, czyniąc go jakoby ser- 
cem, do którego zbiegały się wszystkie najlepsze siły narodu 
i gdzie głównie dzieje jego się rozgrywały. Owoc to głównie 
prawowierności tego miasta, która sprawiała, że Warszawa mimo 
nawet późniejszego napływu ewangelików ^) i żydów, najczystszym 



1) Czyby to był potomek owego Niemesty z Krzcienclc, o któ- 
rym powyżej mówiliśmy, ie jńerwEzy zprolanowaJ kościół w Krzcien- 
cicach, nie wiemy, lecz. jest rzecz prawdopodobna. 

') Pierwszy ślad ewangelików w Warszawie mamy po roku 
1607, kiedy sejm z r. 1607 z powodu braku odpowiedniej broni 
w ręku szlaclity województwa mazowieckieg;o, nakazał, aby Warsza- 
wa i Łomża postarały się o biegłych rzemieślników w cela przyspo- 
sobienia tejite. W skutku tego wezwania magistrat miasta Warszawy 
sprowadził z zagranicy znaczmy liczbę rzemieślników, z których gdy 



i 



332 RBFORMACTA NA ŁITWIK. ^^^^^^^1 

miastem polskidm pozostała, tak jak MazowBze było zawsze głó- 
wną twierdzą narodowości i wiary. Na tóm kończymy rzecz nasza 
o reformacyi na Mazowszu, szczęśliwi zaiste, że tak mało o nićj 
tutaj powiedzieć możemy; a teraz do obszerniejszej nierównie hi- 
storyi reformacyi na Litwie przystępujemy. 

Z pomiędzy odległych przyczyn przysposabiających grant 
pod rcformacyą na Litwie, był podobnie jak w Wielkopolsce t&k 
i tutaj, więc(Jj jak wiek wprzódy, choć w mniejszym stopniu, 
posiany husytyzm. Mówiliśmy już poprzednio, że w r. 1413 przy- 
był tu na dwór Witolda znany powszechnie przyjaciel Hasa 
i główny krzewiciel jego nauki Hieronim z Pragi, a choć bliż- 
szych szczegółów o jego pobycie na Litwie nie mamy, to jednak 
sądząc z jego charakteru, który był gwałtownym, namiętnie 
przeciw kościołowi katolickiemu usposobionym, sądząc dal^j z jego 
zachowania się w Krakowie, na Węgrzech, w Wiedniu, a prze- 
dewszystkiśm w Pradze, gdzie burzył gwałtownie przeciw pa- 
pieżowi i hierarchii kościelnej, wnosić możemy, że i na Litwie 
działał on w tym duchu, jakoż pisze Encyklopedya kość. No- 



większa część nie wyznawała religrii katolickiej, miejscowe zaś pnce- 
pisy nie dozwalały akatolikom osiedlać się w mieście, radzono sobie 
w ten sjiosób, ?,e ponieważ istniato w Warszawie na Nowem mieście 
przy kościele św. Benona bractwo niendetkie katolickie, do które- 
należeli wszyscy cudzoziemcy, przetoż ci wyznaczyli rodakom swoim 
ewangelicko-augsbnrskiego wyznania miejsce do zamieszkania na gran- 
tach swoich, gdzie teraz jest possessya i)od Xr. 5(U przy nlicy Dłn- 
gii'J od strony Nalewek (Encykl. powszechna warszawska T. 2ti. str. 
436). Gdy liczba tych cudzoziemców coraz bardziej się zwiększała, 
Bogusław Leszczyński akatolik, generał Wielkopolski, mając w po- 
siadaniu grunta niektóre w pobliżu Warszawy, zbudował tu w roku 
1648 miasteczko Leszno, które po największej części rzemieślnikami 
ewangelikami zapełnił. W r. 1650 Bogusław Eadziwił kalwin, spro- 
wadziwszy do miasteczka swego Węgrowa podlaskiego, niedaleko od 
Warszawy położonego, wieln rzemieślników augsburskiego wyznania, 
oddał im kościół w Węgrowie, który dotąd do kalwinów należał, 
a dla kalwinów zbudował inny. l>o tego zhom augsburskiego wy- 
znania mieli takie uczęszczać ewangelicy mieszkający w Warszawie, 
tak że ewangelicko-angsbnrska emina w Warszawie, jak się odtąd 
nazywać poczęła, była jakby ttlią zboru w Węgrowie. Dopiero za 
Stanisława Augusta w r. 1767 poseł duński Sapliorin zbudował w o- 
brębie zajmowanego przez siebie pomieszkania pierwszy zbór ewj 
gelicki w Warszawie. 



^ 




PRZYCZYNY REFORM AC YI N4 lilTWJB. 333 

wodworskiego T. VII gtr. 2ST, nie przytaczając jednak źródła, 
ie zwiedzając zajętą przez książąt litewskich część Rusi, wznie- 
cał tam religijne rozterki i podbadzał przeciw łacinnikom. Drugą 
wskazówką , że tak czynił i że zostawił nawet zwolenników, 
jest postanowienie sejma w Horodle z 2 października 1413 r., 
przyznające szlachcie litewskiej tylko katolickiego wyznania pra- 
wa i przywileje szlachty polskiej , oraz katolikom tylko przystęp 
do dygnitarstw i urzędów, co jakkolwiek głównie przeciw po- 
gaństwu i przeciw odszczepieństwu było wymierzonem , to jednak 
i husytyzm posiany tu i owdzie przez Hieronima mógł być do 
tego powodem >). Nie bez wpływu także na krzewienie się husy- 
tyzmu na Litwie był Zygmunt Korybut, ów kandydat husycki 
na koronę czeską, a bardziej jeszcze jego orszak z Polaków 
i Litwinów złożony, którym, kiedy król Władysław Jagiełło 
jeszcze w ciąga roku 1424 pod karą konfiskaty majątku kazał 
wracać do kraju, wielu z nich przesiąkłszy zasadami husyckiemi, 
skoro na rozkaz królewski wrócili do ojczyzny, błędy swe tak 
w Polsce jak i na Litwie rozsiewali. Ztąd Kojałowicz w nader 
rządkiem dziś dziełku historycznym swoj^m pod tytułem: Misccl- 
lattfia rentm ad stafmn Ecełesiasticton ńi ma<jno Ihtcatu Lithunniaf 
perUtieiiłiiiw (Yilnae 1<15V), mówiąc o Maryanie Ozierku z zakonu 
Bernardynów, str. 12, pisze, że mu Syxtus IV nadał władzę przy- 
wracania ku czci Bożej kościołów, tudzież przyjmowania na łono 
kościoła heretyków i odszczepieńców ' i. Ponieważ Ozierko umarł 
w r. 1401, a przed r. 149! innćj berezyi na Litwie prócz husy- 
tyzmu nie było, przetoż pod heretykami, jak słusznie twierdzi 
Łnkaszcwicz (Dzieje kość. wyzn. helw. na Litwie str. I, uwaga), 
rozumieją się tu husyei- Istniejąca ttSż na Litwie obok kościoła 
łacińskiego cerkiew wschodnia nie mało do pomnożenia niechęci 
przeciw kościołowi katolickiemu się przyczyniała, tak, że jak 
pisze Jan 8akran w dziełka swćm: Elucidarium erronim riłus 



1) Że Hieronim jn* na początku r. 1413 byl na Litwie, wnosić 
ztąd można, że już w Grudniu 1412 z nakazu zwierzchności MiuBial 
opuścić Pragę, poczem zabawiwszy krótki czas w Krakowie udał eię 
zaraz na Litwę. 

*) jiMarianus de Ozierko oni. Htin. de Observ : Curas ejus ipae 
tntniuiua Pontifer Sizius IV. singtdaribug gratiis fovU, t/iium potesta- 
tem er.ele^iarum reconctliandanim . haeretironim ac... ad ecclesiani 
rtdeuntium suscipiendorum concessit. Morluus est Yilnae 1491'^, 



i 




t84 HUlUŁiai BEFOBUACn SA 

Buthemid Jotmmit Sacrmu de Ottńedm S. 
Pmaomiu parodn ($. 1. H a.) w dedykacji do Wojńeeka Tabon 
bUtayA wikAikieso (14»4— 1507), tenże Tabor otoeaoay był aa> 
zatruętnymi aiepfryjaełółmi koMoIa Rzymskiej, jakby baraaek 
■uod^ wilkani ■ . Było też w Wilnie i (lO innych 
Trftttwfh Litwy, jak w Kownie, Mohilewie ttd. wiefai 
ków i kapców niemieckich, od których w Wilnie jedne nlioc na- 
Ewaoo'), a prócz Niemców znaleźli się to i owdzie Włosi, Grecy, 
Ormianie, a najwięcej Szkoci, którzy wszyscy Btósankaau baa- 
dlowymi i innymi towarzyskimi z Ryga, z Królewcem i inocoB 
miastami Pras książęcych związani, puszczali się takie z towa- 
rami do Lipska, Frankfurta i innych miast w północnych Niem- 
czech, gdzie reformacya prawie już powszechną była. Nawzajem 
z tych samych stron, a mianowicie z Prus książęcych i z Inflant 
przyhjrwało wlela innowierców na mie!;zkanie do miast litewskich '> 
W szlachcie litewskiej, jak przyznaje sam Łukaszewicz (op. ciL 
p. 2), że użyjemy własnych słów jego „ta sama chęć nowofei, 
co w koronnej, to samo ubieganie się za obczyzną, nawet w rze- 
czach wiary, ta sama lekkomyślność". Nietylko więc między mie- 
szczanami Bzczególnićj niemieckiego lub obcego pochodzenia, ale 
nadto między szlachtą litewską czy to polskiego czy raskiego j^ 
zyka szerzyła się reformacya, zwłaszcza odkąd Prusy książięee 
w r. 1525, a Inflanty od r. 1539 przyjęły protestantyzm*). Ma- 



') W dedykacyi t^j tak pisze Sakran: Praegul inelite et Dto 
dieale anfiatu, qui in Lithuania Yilnenti sedi nigilantiasime praesidtnt 
iumultuatite lurba Uulhenorum tuae Jiomanae ecciesiae infensissimonm 
hoiCium cirrumteptuh, reluf aijnns inter rnpacts lupos a t'łVw doetis 
talutare temper praesidium tjueris et eitpertaa. (^t de me htitnUi 
preubyleru vix extremii diyitis scriplurarum profunda contiugrtile, aptut 
tf diijnum reponens arbitrium horiatus es me, tum praecipur quum 
orator noniine rlaristinn domini Joantiis Alberti Poloniae regi* minus 
hat luan in orna me eon/errem, ul in scripturis canonieis et aaerat 
T/ifologiac mntjiiitronim delerminationibtts reguirerem, ąuid de abtuu 
ritUD JUnt/ienonim el romm trroribus jurę foret sentiendum. 

•) Jak pisze A. F. A. w jdsemku : Koiclót Angsburgski w Wil- 
nl»' (Wilnu 1S55 str. 7.) by widy tak#.e od i-. 1502 kazania niemieckie 
w Wilnie w kościele ii. Anny blisko zamku królewskiego. 

') Łukaszewicz op. eit. p. 3. 

*) W r. 1539 kiedy Wilhelm margrabia brandenbnrgski , brat 
kd^da Alberta pruskiego został arcybiskupem Eygskim, Ryga jut 



PBZYCZTKT BEFORMAOTT TKA UTWIB. 



335 



jętniejsza szlachta litewska i rnska, podobnie jak koronna, po- 
dróżowała ]»rawie po cał^j Europie, często bez cein, czego pełno 
śladów znajdnje się w Paprockim, Niesieckim i innych. Już 
Zygmunt I patrzył się niechętnie na te podróże za granicę, jak 
to widać z jego edyktów przeciw nowościom religijnym '), które 
później przytoczymy; Zygmunt zaś August w liście pisanym do 
króla duńskiego za uwięzionym Tęczyńskim użala się na te pra- 
wami dozwolone przejażdżki, których skutkiem bywało stracenie 
majątku, zdrowia i wniesienie do kraju obcych obyczajów i opi- 
nii -). Bywały wypadki , gdzie taż szlachta zawierała związki 
małżeńskie z cudzoziemkami wyznania protestanckiego; wysyła- 
nie zaś synów do Wittenbergi, Lipska, Goldbergi i do innych 
szkół niemieckich, gdzie ciż synowie przesiąkali zdaniami Lutra 
i innych herezyarchów, albo tćż sprowadzanie uczonych niemiec- 
kich , częstokroć już dobrze napojonych zdaniami hcretyckiemi 
na nauczycieli domowych, było powszechnym zwyczajem ^l Inną 



była zluterszczoną (Szujski Dzieje Polski Ht. 280). Podobnież zakon 
kawalerów mieczowych Jnż na wiele lat przed r. l.^Sft i)rzesjąkł by I 
Interjinizmem i zbliinl się do ujiadku tak jak zakon kr/.yiacki przed 
rokiem 1525. O Liwlaudyi która leżała w północnj'eb Inflantach pi- 
sze Schlozer pod r. 1539 Geschtchte ron Lilhautn p. 'J.')4 In dem 
nahen Liuland brach das Lutertutn , daa achon srit einigen Jahren im 
Dunkeln srhliech itt Dorpat dureh den sogenamten Laienpeher (Hoffman) 
Sffentlich herror und tn-regie Unrtihen. Di'ser Mentch knni ron Nuern- 
herg, irard avs einen Srhuhtliker ein Brligions-Uhrer und predigle die 
bosen Sfitze offentlich. Has Uibel frnss um soviel geschwhider, weił 
dur ohgleirh anwesende liischof des Ortes Hermann liey sieh nichł da- 
gegen setzle. Łukaszewicz op. cił. p. 3 uwaga. 

i) Mianowicie z edyktu wydanego w Wilnie w roku 15.34 do 
Piotra Kmity Marszalka wiel. kor. w którym wzywa król hawiących 
w Wittenberdze Polaków, ahy powrócili pod karn utraty wszelkich 
nadziei do dostojeństw krajowych, zabraniając zarazem na przyszłość 
tam się udawać pod jeszcze snrowszemi karami. 

^) Sigiamutidi Augiigli epistolae , łegationes et responsa etc. Lip- 
tiae 1703 p. 4bO. Łukaszewicz (1. c.) 

^ Tak np. pisze Lnkaszewicz (op eit. p. 4. uwaga), że Hadzi- 
■wiłowie, Chodkiewiczowie, Chlebowiczowie, Kiszkowie, Sapiehowie 
i inni odbierali wychowanie za grranici|. — Między immatrykulowa- 
nymi na uniwersytecie w Lipsku znajdujemy przeważnie w l-szej po- 
lowie l(j-go wieku obok Lubomirskich, Zebrzydowskich, Tarnowskich, 
Eytwiaiiskich , Ostrorogów, Firlejów, Fredrów, Bonerów, Myszkow- 
skich, Kościeleckich , Lanckorońskich , Dębińskich, Kotwiczów, B] 





Albert fii^^^ 
■toni a« ji' 



y, p» kM*^ wśutniM. aą ttktmmej* ■• Litwę, kyłf 
boMąfckie tak z Emmj, x Iiiaac i » Kicaiae, 
wwfttkk* z Pns pncx JUberti kńędi 
B<4d wprowadzaae i mnanae. Jak kaUy 
■■ tśt daść M wlantjdi W«iaefc, ak kUirj wm^jt je 
• Be wpływ jceo ■«•' ntmmji i atrwaU, tak i Albert 
jąwnj roTonBa^ą i ztaimy nę jŁ\ giówaą podpocą, 
i daleka i^jiaj^ii/ik widokaek paGtjezDjck, 

■rndkicau upoMlwa w Potoee < ) i Lhwie, m 
■wnjtiCkMm w Litwie, która bjta bliżćj Pnu — i od 
a ańanowide na Żandzi i w pótaocsTek swoiek 
ećj na wpłrw aieauecko-pnuki wystawioną bylk Paoiewai w trek 
okolirsich ny^wiooo wjlaKańe po litewsko, praetoi kazał Alhot 
tlomaczyć rozmaite dzieła litnrgiezoe lata«kie na KKyk. litewakł 
i dmkować, a potćm je po Litwie i Żmodzi w tysiacasytk 
egzemplarzach rozrzncać. Tak b. p. w r. 1545 Marcin Moawii 
mininter w Ragnetao (ragnetamt) przełożył z ytgo rockasa kae- 
cyoaai lateraki na język litewski i wjdmkował. Gdy laś ir n- 
ko 1 544 w miejaen dawnego archipaedagogiam w Królewe«, 





aUeb, OpaUYiBklch, Kaciejowskich, Latalskich, Chojeńskich, 
Cxamkrjrwiikich , K&mkowHkicb, Uerbortów, Zbaskich, S 
Ukite nazwiska szlachty litewskiej jak Kadzivrit(5w, Gedrojeó.., 
pfebów, Cbodkiewiczów, Hotowezyńskich i innych (Przegląd Pi 
X Maja 1871 r. Polacy na nniwersytede lipskim). Grzegorz Cbodki*- 
wicz kasztelan wileński zmarty w roku 1569 sprowadził na naaciy- 
ci^la do syn<}w swoich Jana Miliasza Libenrodyjczyka, awieńczoneg* 
poetę, protestanta z Saxonii, który z nimi obce kraje zwiedził. Ju 
Chodkiewicz starosta Zmndzki wielkorządca Inflant, słachai nask 
w Wittenberdze , Lew Sapieha w Lipska (Łukaszewicz /. e.). X» 
wiele za^ lat przedtem bo w roka 1520 Jan z ksiął.ąt litewskich 
Mtikup wil)'fiHki (1519 — 1535) naturalny syn Zygmnnta I w gtatataeh 
synodalnych dla dyecezyi Wilefiskiśj wydanych wyraźnie zabroi 
aby nic przyjmować do szkół tejże dyecezyi nauczycieli z Ni^ 
przybyłych. Slafufn Viln, iJioec. gynodaliter per D. Joannem fjr rf^ 
ribun Ijiihianiat a. 1520 edita. Vide ajmd Baliński. Historya mia- 
sta Wilna. 

') iiratiani w życiu Jana Conunendoniego kardynała mó 
o Zyifmnnoie I powiada: „giiamf/uam hic (Sigismundus) molesittm 
v*r»(iniim rrpfriretur Albertum Brandenburgium , nocielatii Theuii 
fiorum in Frutsia magisirum, qui cum a religiore defecisset , idtm ri- 
ruM quo Hoeielalem suntn non multa post oppressi/ , etiam in Polonio 
»pargi cupitbał'^. Łukaszewicz op. cii. p. 4 uwaga. 



ron^y 
emiH 

r rf^n 

mia- 





FRATrOlSZEANtB NA LITWIB. 337 

którym byli od r. 1543 profesorami dwaj Litwini Stanisław Ra- 
pegalan i Abraham Kulwa, (którzy już poprzednio fanatycznie 
szerayli nową wiarę na Litwie, a wypędzeni, opiekę i schronie- 
nie znaleźli u Alberta), założonym został uniwersytet wyłącznie 
prawie w celach protestanckich , ustanowił przy nim Albert w celu 
zlutrzenia Litwy alumnat dla 8 Litwinów, sposobiących się na 
ministrów, — a na profesorów teologii przy tymże uniwersytecie 
powołał wspomnionych Rapegalana i Kulwę. Gdy ci byli pierw- 
szymi apostołami reformy na Litwie, Rapegalan przytźm z za- 
konu Franciszkanów, przetoż o nich, a wprzódy jeszcze o żako- 
nie Franciszkanów na Litwie powiedzieć musimy. 

Niema wątpliwości, że do nawrócenia Litwy Franciszka- 
nie mieszkający w Wilnie i Nowogródku bardzo wiele się przy- 
czynili. Jeszcze w r. 1328 pozwolił im Gedymin wybudować dwa 
kościółki drewniane w obu tych miastach '), przy których oni 
mieszkając, nietylko pracą, nauką, a nadewszystko budującćm 
życiem swojćm przygotowywali powoli umysły Litwinów do przy- 
jęcia chrześciaństwa , ale nadto krwią swoją użyźnili ten grunt, 
na którym wkrótce religia cbrześciańska tak pięknie wzróść i za- 
kwitnąć miała. Kiedy bowiem w skutek wojen po śmierci Gedy- 
mina missya Franciszkanów na Litwie ustała i w Wilnie przy 
owym kościółku żadnego już Franciszkanina nie było. Piotr Ga- 
stold wojewoda podolski, przyjąwszy w r. 1333 chrzest święty, 
sprowadził do Wilna 14 Franciszkanów z Rusi i z Podola i od- 
dawszy im dom własny z ogrodem, osadził ich przy kościele Św. 
Krzyża. Otóż w r. 1341 lud pogański pod niebytność Gastolda 
pozabijał tych zakonników i klasztor ich spalił. Niektóre kroniki 
zakonne piszą, że i sam Gastold, który przyjął także habit za- 
konny, a z nim 36 zakonników zginęło. Pochowano ich na cmen- 
tarzu kościelnym, w roku zaś 1345 wystawiono na t^m miejsca 
kolumnę murowaną, później kaplicę, zwaną Suzinowską (Obacz 
Encyklop. kość. Nowodworskiego T. V, str. 270). Kiedy znów 
w r. 1387 Władysław Jagiełło nawracał Litwę, Franciszkanie 
tak miejscowi jak i z nim przybyli nieśli mu znakomitą pomoc, 
a jeden z nich Jędrzej Wasilo herbu Jastrzębiec został nawet 



') Obacz listy Gedymina do papieża Jana XXn n Danilewicza 
Skarbiec dyplomatów Wilno 1860 T. I. n. 297 — 300. Wzmianka o nich 
w odpowiedzi papiezkiśj ap. Theiner I. n. 293. 



Diiąl* Raformaejl w Palasa. T. I. 



4 



338 FBANCISZKAN£E WIŁEŃSOT. ^^^^^^^| 

pierwszym biskupem wileńskim. Raz jeszcze w r. 1403 (w czasie 
rozbójniczego napadu Świdry giełJy wraz z Krzy^^kami na Litwę) 
Franciszkanie wileńscy męczeństwem zapieczętowali prawdę wiary, 
a między innymi ścięty mieczem gwardyan Anioł, który wielkie 
w nawróceniu narodu położyi zasługi (ob. Ibiditu V. 577). Od 
tego czasu przez wiek cały pracowali Franciszkanie na Litwie 
i na Żmudzi nad utwierdzeniem wiary Św. ai do chwili, kiedy 
pewien ruch różnowierczy w prowincyi polski^^j, a mianowicie 
w kustodyi krakowskiej i wileńskiej objawiać się począł. Co było 
przyczyną tego ruchu, trudno dociec, zdaje się jednak, że wol- 
niejsza reguła, brak karności, niesnaski w łonie zakonu, (w ro- 
ku 1517 Czechy oddzieliły się od prowincyi polskiej i wielu 
członków przeszło do bernardynów), a prócz tego czasy zarażone 
nieporządkiem i swawolą były główną tego przyczyną. Jeszcze 
w r. 1521 miał mieszkać (co jednak pod tak wczesną datą jest 
wątpliwem, ob. wyżćj str. 189 uwaga), w Wilnie, w klasztorze 
Franciszkańskim Panny Maryi na Piaskach , jak pisze wspomniany 
wyżej A. F. A. (Kościół augsburgeki w Wilnie. — Wilno 1855, str. 8) 
Franciszek Lizmaoin kustosz (zapewne póżnićj) konwentu krakow- 
skiego (cusios cusiodiae Cracovkmis), który jakkolwiek podówczas 
i długo jeszcze potiśm był lub pokazywał się przynajmniej pra- 
wowiernym, mógł jednak już wtedy pewne ziarna retbrmy po- 
między braci rzucić, jak to niewątpliwie potćm uczynił w kon- 
wencie krakowskim. Łacińskie i włoskie jego kazania, jak pisze 
tenże A. F. A. (1. c) czytywali w r. 1540 zakonnicy, z którymi 
w Wilnie mieszkał, a między którymi X. Jakób był polskim, 
a X. Jan litewskim kaznodzieją. Że nie wszyscy w konwencie 
wileńskim, a tum mnićj w całym zakonie Franciszkańskim na 
Litwie byli zarażeni hcrezyą, jest rzeczą pewną; że jednak żadeo 
z wybitniejszych obrońców w czasach tak nieszczęśliwych dla 
kościoła i wiary św. nie znalazł się, a przeciwnie, że wielu było 
apostatów i hcrezyarchów w Polsce i na Litwie z tego zakonu; 
że nawet cały konwent XX. Franciszkanów wileńskich był po- 
mówiony przez kapitułą wileńską, jak pisze A. F. A. (op. 
p. 15) o wpuszczenie herezyi do miasta i że dlatego dwakroć 
jurysdyka cywilna') t. j. w r. 1530 i w r. 1553 w łdj części 



^) Jurysdyka była to włacłza administracyjna i s.-idowa w peW^ 
n6j części miasta pewnćj wysoko postawionej osobie, lub korporacyi 



M 




miasta, w której mieszkali, t. j. na Piaskach była odbieraną, 
wszystko to dowodzi, że klasztor wileński w owym czasie nie 
bezpodstawnie o chylenie się ku hcrezyi, a nawet o chwycenie 
się takowój posądzony być może. 

Jednym z pierwszych z tego zakonu, kt6ry rozsiewał fał- 
szywą naukę na Litwie był Stanisław Kapegalan , lit win, nozeń 
samego Latra. Friese (Beilra(jt II, 70) pisze , że już w t. 1625 
jakiś mnich Franciszkański pnblicznie głosił herezyą Latra na 
Litwie. Czy to był sam Rapęgalan, czy tdż inny, trudno dociec, 
są bowiem pisarze, jak wspomniony A. F. A., którzy go już 
"W r. 1525 rozsiewającym na Litwie błędy luterskie czynią. To 
pewna, że wcześnie bardzo (może jeszcze przed r. 1525, jakby 
się zdawało z opowiadania A. F. A.; prędzej jednak po r. 1525 
jak z Friesego i z zestawienia wypadków wynika), zrzucił on 
habit zakonny, udał się do Wittenberg!, długi czas bawił u Lu- 
tra i od niego doktorem teologii był kreowanym (Friese II 70); 
następnie wrócił na Litwę i głosił tu swoje błędy. Równocześnie 
prawie z nim występuje inny krzewiciel błędnowierstwa , Jerzy 
Marcin Moscoridius (Frie-se I. o.), o którym jednak pewnych bliż- 
szych szczegółów nie mamy. Mógł on być tym samym, co Ma- 
gister artium Jerzy, dla którego Stanisław Gastold wojewoda 
Trocki, mąż sławnej Barbary, robił starania, aby mógł założyć 
w duchu rcłbrmy szkołę w Wilnie, lecz mu kapituła wzbroniła; 
czy jednak tenże Jerzy był uprzednio tym gwardyanem u Fran- 
ciszkanów w Wilnie, także Jerzym, który podpisał w r. 1523 
układ sprzeda;iy placu, należącego teraz do kościoła augsburg- 
skiego, Ulrykowi Hossę, horodniczemu wileńskiemu, ojcu kardy- 
nał^a Stanis^Iawa Hozyusza za 20.000 cegieł i 10 kop groszy litew- 
skich, jak przypuszcza A. F. A. (V>/». c/7, p. 10), jest rzeczą zu- 
pełnie niepewną '). Na wiadomość o szerzeniu się powyższych 



przysługująca. Takich jnrysdyk miało Wilno trzy : Magistracka ( miej- 
ska), Wojewodzifiska (zamkowa) i Biskupia. Była także jurystlyka 
kapitulna. Widać także, że i Franciszkanie mieli jnrysdykę w tej 
części miasta t. j. na Piaskach gdzie mieszkali. Kraszewski (Wilno 
II. 303) mówi także, że wszyscy Franciszkanie wymarli 1.533 roku, 
że skazani poprzednio na utratg jurysdyki w lat 20 do przywilejów 
wrócili (Ob: A. F. A. op. cit. p. 15). 

*) Ttnie A. F. A. z okazyi kupna tego placu przez UlrvVa 
Hossę, który na aim wybudował wielka kamienicę z trzema dzii 

22* 




340 EOTKT ZTOMDMTA I. PBZEC3W BÓŻNOWIEBOOM. 

błędów, wydał Zygmont I w dzień Św. Aleksego dnia 17 lipca 
1555 r. surowy edykt głównie przeciwko luteranom i imihuHj 
stom '), którzy musieli mieć już podówczas swoich zwoieanUtów 
na Litwie, — i kazał go publikować w całćj Litwie, zakażając 
w nim pod karą wygnania i konfiskaty majątku wszelkich prze- 
ciw nauce świętego kościoła katolickiego błędów, a tnianowieie 
Interskićj i nowochrzczeńskićj sekty ^). Równoeześnie i biskap wi- 



cami, która następnie by(a w posiadaniu jego rodziny, a którą da- 
leko później bo w r. 1675 nowy jćj właściciel PaweJ Meller spne- 
da{ za 24000 zip. seniorom kościoła Angsbargskiego, pisze, ie i san 
Ulrych Hossę, ojciec kardynała, przechylał się do herezyi. Tenł* 
twierdzi dalfj (oj), cii. p. 10), że ten sam Ulrych Hossę sprzyjał he- 
rezyi i że za to podobno dwakroć był exkomunikowany, źródła 
jednak zkąd to wie nie przytacza. Gdy jednak wiem}- z powainyeh 
źródeł , ie Ulrych i Anna rodzice Hozyasza kardynała byli bardao 
pobożni 1 mitoBieroi, że Ulrych własnym kosztem wystawił szpital 
w Wilnie dla nbogich i chorych i klasztor do którego wprowadził 
Dominikanów (Keszka Vifa Hosii 1. I. c. I. — Hosii epist. 252 Opp. II 
42>!) ; gdy nadto wychowanie samego młodego Hozynsza, które było 
nadzwyczaj troskliwe i religijne (Keszka Vifa Hosii 1. I. e. II.) n- 
pełnie o czem innem świadczy, twierdzenie A. F. A. o skłaniania li; 
Ulrycha Hossę do herezyi zapełnię jest bezpodstawnym. Zresztą rok 
śmierci Ulryka Hossę tj. rok 1574 jaki przytacza A. F. A., do 
Dlryka Hossę ojca kardynała stosować się nie może. W roka bo- 
wiem 1504, w którym nrodził się kardynał, najmłodszy z syniw 
Hossego, tenże Hossę musiał już być dojrzałym mężem, gdyby więc 
umarł w r. 1574, żyłby około albo przeszło sto lat, czego nigdzie 
nie czytamy. Co najprawdopodobniej, że antor Ulryka Hossę brao 
kardynała bierze za jego ojca; stary bowiem Hossę miał trzech sy- 
nów: Jana, Ulryka i Stanisława, z których Ulryk rzeczywiście skłł- 
niał się do herezyi i dopiero przed śmiercią w roku 1572 lub 1573 
przez Stanisława Warszewickiego rektora Jezuitów w Wilnie nawrft- 
eony został. Vide Ro»touski Lituatiicarum Societalis Jesu hiatoriarum 
T. n, p. 51. 

') Anabaptyści , albo nowochrzceńcy, którzy nakazywali powtórny 
chrzest dzieci , powstali najprzód w Zwickan 1 522 , potśm w Mńnster 
1533. Luter ich przeklinał i gwałtownie przeciw nim ■występował- 
Nigdy oni silnśj sekty wytworzyć nie mogli, choć bezustannie w ri- 
żnycli krajach się pokazywali. W Polsce służyli oni tylko do po- 
większenia zamętu między sektami , a nakoniec do ich rozbicia in- 
pełnego. 

') Vide dwa miecze Załuskiego. Warszawa 1731 str. 251, gdzie 
jest treść tego dekretu: y,Prohibeinus, ne cniatfuam hominum^ ewjw- 
cunqiu s«xit» f aetcUit , status, dignitatis ^ praeemitieiitiae, auctorifaii' , 




ABRAHAM KO LWA. 341 

leński Paweł Algimnnt książę Holszański, który właśnie w tym 
czasie w r. 1535 z katedry łuckiej przeniósł się na wileńską, 
pod dniem 12 czerwca 1536 r. dał silny odpór szerzącój się he- 
rezyi; jednakowoż jnż w r. 1639 występuje nowy nauczyciel 
błędn Abraham Knlwa (Cuhetisis, może z Kałwy pod Kownem), 
który od roku 1539 — 1542 miewał kazania niemieckie w ducha 
angaburgskiego wyznania, założył szkołę (zapewne tajemną) 
w Wilnie, do którćj ściągnął wielu znaczniejszych polskich i li- 
tewskich młodzieńców, którzy przedtźm pod jego kierunkiem 
uczyli się w Wittenberdze (Friese: Beitrinje II. 71) i wykształcił 
w nićj, jak mówi Węgierski (Slav. ref w. p. 74. Łasicki i/i Afo- 
logetka pro 1'olano adversiis Antoniu»i Pbssevinum p. 15), oczywi- 
ście, że po swojemu, 60 uczniów (in ąna 60 discipulos erudiit). 
Ten Kulwa, jak pisze Friese (1. c), uczył się najprzód w Kra- 
kowie, pot^m w Lowanium w Brabancie, gdzie się poznał ze 
sławnym Erazmem Roterdamczykiem'); ztąd udał się do Witten- 



offieii, professionia et cujuscunąue eonditionis fuerit, dogmała Lułheri 
et seqi4acium ejus, tum Anabapłistarutn et aliumm a consensionibua 
Sanetae Matris Ecclesiae exorhilanlium, infra limites Dominiorutn 
nostrontm prąfiłeri, eeUhrare , promovere, nee affirmare tnatii/este, tiec 
occiUle in locis pubiici8 nec privatis, tiec guopis modo vel arie aut co- 
lorę gttaesiio, wilgare ner spargere, aut libellos eorum renumdare, ser- 
vare^ immo nec apportare , in dominia nostra neąue apporta/ores auł 
vśnditorea hujusmodi libellorum , seu quoscfinque Professores aut Fau- 
tores haeresia praedictae in domibtts et cuibuspis diłioni suae subjecłis 
locis, siitcipere, odniittere, prolegere, iutari, necue uUo auxiUi aut fa- 
voria officio juvare aut proseąui praesumat, sub pocna proscr'}ptionis 
8Ui ac omnium bunorum suorum coti/iscalionis, penilus et irremissibili- 
ter suinenda et exequenda. 

') Dziwna rzecz, jak wszyscy różnowiercy dwcześni, a nawet 
niektórzy katolicy, ubiegali się o przj-.iaźń, poznanie, o korespon- 
dencyą, bodaj o rozmowę z Erazmem, który uchodził podówczas za 
pierwszorzędną powagę naukową, za najwyksztatceńszego, jak był 
rzeczywiście, bumanistę i znakomitego teologa. Zdaje fię, że kieru- 
nek pogafisko-racyonalistyczny Erazma zaprawiony cokolwiek szyder- 
stwem względem hierarchii i niektórych zwyczajów kościelnych obok 
mody, miał dla nich Bzczególna sitę attrakcyjną. Pod tym względem 
Erazma możnaby nazwać Wolterem XVI. wieku. Wszyscy ci jednak 
uczniowie i wielbiciele prześcignęli po większej części mistrza swego, 
podczas bowiem gdy mistrz pozostał i stanowczo się oświadczył, że 
jest katolikiem, uczniowie jego i wielbiciele, jak Decynsz, Laski, 
Kulwa — i wielu innych znaleźli się na końcu w obozie róźnt ". 





•V Tego 



ek«7cil 



tśk EM- 



goAy 

i W- 



Z; 

'' m 

X WBJ i 

grfjrfcf zaś ńe ekeńl, atf ky« a» 

m 

Ad 

w» i flie cuk^ąe 

Me MifcapA/ ■aeU w r. 1513 d* Pm 

bert 0»MI Mjpnóil rektotca areUpedagegna w 

CBfMroD jfKTka greekkgo pr^ tyiste zakladń, w 

zaś roka 1544 pfBftaanip teol^v W wnro nlotoaTn osiwer- 

cyteeie w KrńleweiL Z Ksta . jaki piaat w r. 1543 do Zjgaaala 

I-go, o kUrrjm wtponiaa Friese (op. eff. p. 71), pokaząje mą, 

te wieia jenzcze rOtaowie nł wgii zanioojeh Litwinów w tjm 

cant iwbodzić imuiaJo. Prócz bowias wspomoionego deknts 

przeciw Kałwie, wydaf Zygmoot I w r. 1542 nowy w WSHe 

MutH,^, w którTin stwierdza i przypomina, ie biskup wBaMi 

i inne z ramienia jego działające organa mają zapelną wladię 

wglądania w postępki odszczepieńców i kacerzy, apominaium iek 

I kaimnis st/Mownie do przepira praw dachownych. Bówik 




Zwykła to kolej omysła ladzkiego, ie wpadłszy raz na tor negaeyjąy, 
amfarkowania ja£ na nim zachować nie nmle, ale w coraz wifkaią 
beisdefi prz<rcK);nia wpada. Jak bowiem z krytyków i miarkiUHcyeb 
lif Jeszcze M/.ydcrciw kościoła lab je^o instytncyi, tworzyli się potte 
Innowiercy, tak z lnnov\ierc)w następnie całkowici mnićj lab wi^e^ 
rary onaliitci , a z tych ostatnich nakoniec materialiści, pozytywiści, 
ateiści, etc. 

') Balińnkl Historia miasta Wilna T. U. ^ Łukaszewicz Dzieje 
kość. wyzn. hel w. na Litwie str 8. 

') lialifiiikl /. c. 




CHWILOWY POOBOM HEBETTKÓW NA LITWIB. 343 

groźna ustawa dla Korony w r. 1541 wydana, ie kto się here- 
zyi chwyci, lob przechowuje heretyków, szlachectwo utracą, 
została rozciągnioną i na Litwę, a zarazem i przytoczony przez 
nas powyżej zakaz sprowadzania nauczycieli z Niemiec i posy- 
łania tamże młodzieży. Wszystko to wraz z energiczniejszym 
odtąd działaniem sądów duchownych, powstrzymało na chwilę 
krążenie herezyi i rzuciło panikę na różnowierców, tak że wielu 
w emigracyi ocalenia szukało; atoli już po niejakim czasie, jak 
wszystkie ustawy w Polsce i na Litwie, tak i te dekrety osła- 
bły z braku należytego wykonania, z chwiejności władzy, ze zmiany 
stosunków, a nadewszystko z powodu czujnego i systematycz- 
nego działania heretyków, którzy wypędzeni, że tak powiemy, 
na prostym gościńca, różnemi pobocznemi drogami znów wracali, 
śmiejąc się z ustaw i z tćm większą zaciekłością w skutek do- 
znanego, a należycie nie przeprowadzonego ścigania i karania 
występując. W roku 1543-cim cofnął już Zygmunt I-szy zakaz 
odwiedzania obcych uniwersytetów, zastrzegając tylko, aby 
heretyckich nauk z tamtąd nie przywozić, a z cofnięciem tego 
zakazu nastąpiła także pewna nlga dla reformatorów, których 
już nie tak wyszukiwano i karano. W roku 1546 13-go maja 
60 roku życia umarł Rapegalan w Królewcu, a równocześnie 
zszedł z tego świata na Litwie Abraham Kulwa, który na parę 
lat wcześniój wróciwszy do ojczyzny swojiij , umarł w r. 1546 
na łonie matki swojdj '). Najważniejszym jednak wypadkiem dla 
reforniacyi na Litwie było przybycie w r. 1544 młodego "Wiel- 
kiego księcia, koronowanego już podówczas króla Polskiego 
24-letniego Zygmunta Augusta i objęcie przezeń rządów na Lit- 
wie^ o którego usposobieniu ówczesnćm religijnćm i moralnym. 



') Vide Ilartknoch Preusisehe Kirchengeschichte p. 291 przyto- 
czony przez Łukaszewicza op. cił. p. 8: Nic/U tceniger isl Abrah. 
CuhensU J. U. D. und ersłer Professor graecae linguae^ ein fiirtref- 
fiicher gelehrter Mann gewesen , wie aus des M. Joh. Hoppii Oration, 
dit er auf desselben Ahsterben gehalten, zu sehen. Derselbe Cuhensia 
war wegen der Keligion aus Liflauen verłrieben und ist in Koenigs- 
berg erstlich in dem Paedagogio Itector gewesen, hernach da die Uni- 
wersitat fundiret worden , bat er tcollen ais ein privatus leben und 
sich auf die Theołogiam legen. Aber er ist dazii vermocht, dass er di* 
gedachte Profession angenotnmen. Endlich ist er in sein Valerland 
rerreiset und daselbst bei seiner Muller, die dazumal noch leble, anno 
1546 gestorben. 




344 cHASAsm ztomoitta acg: roo 

X powoda wielkiego wplywm, jaki oioba jego 
sa Litwie, kilka dów jaŁ teras powiedseft 

O ZjgmsBcie Angaśeie, a aMaccółnićj o jego 
Mpowłńeaia, tak wiek i tak rwalfir fuaam, ie v 
idań, jaki stąd powstaZ, bez pewnćj niei pnewodai^, 
i pewD^o tprawozdajila zdać sobie oiepodolna. HeretTcj- 
go u swojego, podezas kiedy katolicy x npelną 
twierdzą, łe nigdT katoUkiea bj6 oie pneital, a mj 
ie im bardzie pon<powa2 w lata^, w dołwiadeunia i 
rółnowierców, tćm Etalszjin w wierze, tćm porinwniejfzria ko- 
ściołowi z po6wtęceaiem nawet najdroższych spraw serca sw^ 
jego, jak n. p. w sprawie rozwodu z Katarzyną Aasttyaeai^ 
się okazywał. Że jednak i heretycy mogą się na pewną jego 
chwiejno6ć w wierze, a nawet wprost na sprzyjanie sobie, zwła- 
szcza w początkach panowania, powołać, zbadajmy co było 
tego przyczyną , abyśmy ztąd całą tę zagadkę jego postępowa- 
nia wyjaśnić sobie mogli. Otóż sądzimy, że przyczyną tej ehwiqj- 
noftci było z początku wychowanie^ póżnićj polityka. Zygnaot 
Angost nigdy nie zaznał (przynajmniej w początkach) cajstyek, 
silnych i [lutężnych wpływów religii katolickiej. Wychowany 
przez Bonę, na którćj dworze religia była jedną formą więcćj, 
często przytćm barzoną i podkopywaną, w wieka, który miał 
za wyraz walkę przeciw kościołowi, otoczony lekkimi ladiai 
a nawet w])rost heretykami, którzy tylko do czasa udawali ka- 
tolików, jakże miał wyrobić w sobie silne przekonania religijne 
i katolickie, ktuiych nigdzie w najbliższym otoczenia swojćm 
nie widział. Jak wiadomo, zazdrosna Bona o wpływ na syna, 
przyszłego króla, któremu do tego starość ojca bliskie zapowiadała 
panowanie, usunęła od niego tych wszystkich, którzyby go po 
męzku, jędrnie i w zdrowia tak fizycznćm, jak i moralnem wy- 
chować mogli, a wydała go na łup pochlebców i dworaków. 
Do męzkiego prawie wieku bawił się wśród niewieściego, wło- 
skiego dworu Bony, maskaradami i tańcami. Nauczycielem jego 
z początku był Siculns Włoch, który mu gruntownych wiado- 
mości w językach i innych naukach udzielił; później dany ma 
był za ochmistrza na żądanie stanów Piotr Opaliński, kasztelan 
Gnieźnieński, mąż wielkićj nauki i dobry katolik, który go miał 
sztuki rządzenia wyuczyć, a który jednak wszystkich jego na- 
wyknicń , a mianowicie pewnćj zrosłćj już z nim zniewieściałośoi 




CHABAKTKB ZYOMUKTA AUG : POD WZGLĘDEM RBLIOIJNYM. 345 

przełamać nie mógł i sam jako stronnik Bony często jej wpły- 
wowi w wychowaniu królewicza ulegał. Tu musimy jeszcze szcze 
gółowo zbadać otoczenie Zygmunta, żeby sobie módz ztąd później 
sprzeczności pewne zachodzące w jego umyśle wytłomaczyć. Sama 
Bona nigdy nie była heretyczką, owszem ród, tradycya, wycho- 
wanie, a zapewne i przekonanie: wszystko to czyniło ją w grun- 
cie wierną oórą rzymsko-katolickiego kościoła; ojciec szczery 
i gorący katolik; z dalszych zaś osób wpływ tylu zacnych i pra- 
wowiernych osobistości, jak Opalińskiego, Tarnowskiego, jak 
biskupów: Tomickiego, (który do niego a właściwie dla niego 
w 5-tym roku życia, w celu jak najwcześniejszego pouczenia, 
prześliczny list o wychowaniu właściwym synowi królewskiemu 
napisał vule Tomicianu T. VII Utłerae XXI), Chojeńskiego, Ma- 
ciejowskiego: wszystko to obok tradycyjnej pobożności Jagielo- 
nów, musiało się odbić w umyśle Zygmunta, który mając lat 20 
kiedy mu Hieronim Rosarius poseł od Pawła III miecz poświę- 
cony i czapkę od tegoż Ojca św. oddawał i przyt^m .cudną rzecz" 
jak mówi Bielski, uczynił ^aby wiary św. Chrześciańskiój obrońcą 
był, a karał się zamieszaniem stroa niemieckich, które swojem 
odstąpieniem od jedności kościoła powszechnego, o wielkie tru- 
dności i wojny przyszły, — te piękne i stanowcze słowa powie- 
dział: „Że ja Panu Bogu za to światło dziękuję, którćm mnie 
oświecić raz raczył i nie wątpiąc nic o wierze swojćj, t^j się 
do śmierci trzymać będę". (Bielski kronika księga V str. 58), 
Lecz obok tego pięknego wyznania, obok tych zacnych osobisto- 
ści , któreśmy dopiero co wymienili {a które przecież tylko zda- 
leka na niego wpływać mogły), staje zaraz jako poufnik, albo 
raczej jako zły dach jego Franciszek Lismanin spowiednik 
Bony i skryty apostoł reformy, wielkiego wpływu na dworze j<Sj 
zażywający, poza dworem zaś radzący nad obaleniem kościo{^ 
i wprowadzeniem nowćj wiary; na dworze jeszcze prawowiernego 
udający, tajemnie jednak jad swój rozlewający. Odkąd i w jaki 
sposób zyskał on wpływ na Zygmunta Augusta, trudno dociec, 
(najprawdopodobniej przez Bonę, a może i przez włoskie swoje 
kazania); wpływ ten jednak w skutkach swoich okazał się prędko, 
skoro młody król (od r. 1529 był już Zygmunt uznanym Wielkim 
księciem Litewskim i obranym królem Polskim), zaufanie mu 
okazywać, narady z nim odbywać i książki od niego przyjmowali 
począł. Prawdopodobnie była to nauka Kalwina, nad którą , 





Jego adwUiy krti 
teU twoM, Bms ni Me 4sIi iię 
jcig* i w r. 1&50 wyilała go do Bztbb x poi 
nowi Ul iwiełe am papicia wjliMfi. Oopio* 
Jego pobliczne w n 1564 w Geaewie odjęło boi Inkę królm i timf, 
kUin. była tuzcgóloi^ na mego obnioaą. Takin byt crimriAj 
kUttj dtago pod względem wiarr miał wzctiegćiaj wpływ ■ 
Zjgnaota Aa^osta, któryto wpływ byl t^ silniejszy w^ 
kaeb^ im mnićj dotwiadczoDym , a zawsze wrażUwym i 
wyra byl omysł Aogosta. W r. 1542 znajdajemy na jego di 
dwóeb kaznodziejów heretyckich Jana z Koźmina i W amaji M 
z Prasznicza zwanego Dyskordyą, których w r. 1544 zabnl M 
■obą na Litwę i którzy lądowi w glos naukę Lntra, Kalwina 
i innych herezyarchów opowiadali. Gdy zaś duchowieństwa kr 
tolickie stawiało im zapory i asawaio ich od ambony i oltan^ 



>) Obacz Węgierski Slav. rtf. p. 126 „ITU diebu$ ille (Lima- 
ninui) relieto Monatterio Franciacano, quod est Cra<^oviae et tdrnetk 
Btćum alicuot Monachia, adjuniU se Con/easoribus Evangelii. Nikik' 

minut aingulari aptid Regem polluit gratia , adeo ul quidquid circt 
tfligionein Evanijelieam Hex aenlirei, id omne in ainum ejus effund4- 
hal et iaapiut ex Calrini Istilutionibus , quae regi erant familiarttf 
da aingulia fldei artieulia, cum eo con/errel. De.inde, guod macnum 
aral regalia gratiae docwnentum , Her ad exteraa nationea ei demon- 
davit , praeaerlim Hehetioa riaitare juaail, aumplua aubministrarit idqM 
lutu Hi rilua atque diaeipUnam lltlveticarum Eccleatarum probe tiii 
eognila hahcreł , lum yt Bibliothecam regiam libris omtiiuin genrrvm 
{natnieref . . . — l»owiodziawBzy się o tśin usposobieniu królewskit^m, 
Kalwin, (JeBtior, BulHnger, pisywali do Z}'gmunta Augusta; Kalwin 
nawet przypi»al mu wykład Bw<5j na listy ^w, Pawła, Luter zaś 
blii| jirzuz Hiobie wydaną. 



L 




PSTCHOŁOSIOZNE U8F0B0BIENIK ŁYOHUNTA AUGUSTA. 347 

Zygmunt August brał ich w swoją opiekę '). Niedługo przyjaźń 
jego i zażyłość z Radziwiłami zgasiły w nim jeszcze wiccćj uczu- 
cie katolickie, a powiększyły skłonność jego do nowości reli- 
gynych; gdy zaś ciż Radziwiłowie nie tylko na Zygmunta Augu- 
sta ale i na całą Litwę największy wpływ pod względem pro- 
pagandy różnowierstwa wywarli, przetoż o nich teraz mówić; 
wprzódy jednak, skreśliwszy wpływy zewnętrzne jakie na Zyg- 
munta Augusta pod względem religijnym działały, teraz jeszcze 
cokolwiek o jego naturze wewnętrznej powiedzieć musimy, rzecz 
o jego polityce pod względem religii c^kowicie na póżniźj od- 
kładając 

Wady Zygmunta były po największćj części skutkiem wy- 
chowania, nie małe zaś zalety i przymioty jego były mu wro- 
dzone, wymownie nieraz świadcząc o tój tkliwej, głębokiej, poe- 
tycznój, a jednak bardzo oględnćj i przewidującej naturze, jaką 
go obdarzył Pan Bóg. „Serce miał wielkie jak świat, charakter 
silny, zdolności ogromne, miłość dobra powszechego większą 
jak wszystko, zacny pan, żył poświęceniem się i zawsze się dla 
t6j miłości zapominał, jśj wszystko poświęcał, ale cóżby mu 
zrównało, gdyby nie to wychowanie matki, które sprawiło wiel- 
kie złe, bo król był z niego za łagodny, czasami słaby nawet; 
zawsze się ociągał, do pracy brał się niesporo, jakby się opu- 
szczał, jakby wiecznie miał żyć i ztąd nazywano go dojutrkiem. 
Gdyby energii więcej, byłaby tu już znakomitość wszech wieków, 
lubo zawsze i tak posągowa to postać". Tak mówi Bartoszewicz 
(Encyklop. powsz: T. 28) — i ten sąd znakomitego i bezstron- 
nego historyka zdołałby nas nawet przeciągnąć na stronę Augu- 
sta, gdyby nie ta chwiejność w wierze, na którą historyk świecki 
nie dość mocną zwraca uwagę, a która w człowieku i królu, 

') Tak np. pisze Zyg^mnnt August z Krakowa dnia 25 czerwca 
1548 r„ a więc w chwili objęcia juA rządów po śmierci ojca, do Mi- 
kołaja Czarnego Radziwiła między innemi : „Radzjbyszmy przyczynę 
wiedziely: przecz X. biskup wilieński inhibowal liaznodziejoin nasszym 
kazacz. A tak chczemy, abyście nam około tego sprawę dostateczną 
dały, Slyszemy tessz, że gym tam nyeiakie krzywdy i despecti od 
tych tam ducliownych czynyawają, przeto gie pospołu z panem Lu- 
belskym w szwej obronye myeyczie, asz się dalibóg z wami uyrzemy". 
(Wyjątek z zbiorą listów tego monarchy w czcici tylko w Pamiętni- 
kach Niemcewicza o dawnej Polsce nniieszczonych , przywiedziony przez 
Łukaszewicza op. cit. p. 9). 



^ 




s 



348 PSYCHOLOGICZNE OSPUSOBIENIE ZYGMUNTA AUGUSTA. ^^B 

W czasach zwłaszcza ^ kiedy fale róinowierstwa tak wysoko się 
wznosiły, nieopisanego złego była przyczyną. Jeżeli póżniejne 
jego postępowanie z różnowiercami tłómaczy się polityką, to 
pierwsze jego rządy na Litwie, gdzie dopiero poczynało się różno- 
wierstwo, gdzie władza jego była większą i rzec można , więksse 
do niego przywiązanie, na karb jego tylko samego policzyć 
leży. Nie samo jednak tylko wychowanie, ale i oatara jego 
wnętrzna, która była raczej refleksyjną jak skorą do czynu, 
czśj bierną niż czynną, raczśj poetyczną, a nawet marzycielski; 
aniżeli chłodno rozumującą, nosi częśó jego winy na sobie. Było 
coś Hamletowskiego w t^j postaci, którćj coraz nowe idee pod»- 
wała refleksya, a które jakby goniąc jedna za drugą, właśnie 
dlatego nigdy stanowczo w duszy jego osadzić, się nie mogły. 
Że zaś teologowaó należało podówczas do zwyczaju, do mody, 
tak jak np. w 18-tym wieku filozofować, przetoż i idee jego obra- 
cały się najwięcej w kole teologiczn(Jm. Nie podbiła go przeciei 
herezya, ale i religia katolicka całkowicie i stanowczo osadzió 
się w nim nie mogła i dopiero po dłuższych doświadczeniach od- 
niosła zwycięztwo. W czasie jednak, o którym mówimy, dnsa 
jego podzieloną była między stałością dla wiary ojców, a ideami 
różnowierstwa; że zaś złe niepokonane i nieposkromione odrazo, 
z czasem nabiera siły, nie dziw, że Zygmunt stawszy się samo- 
dzielnym, zaczął się nawet okazywać patronem różnowierstwi 
i takim go w chwili przybjcia na Litwę znajdujemy. Z dworu 
królewicza, jako powiada Łukaszewicz (Dzieje kość. wyzn. helw. 
Btr. 9) rozchodziły się bez przeszkody nowości religijne, z biblio- 
teki jego wspaniale w Wilnie zakładanej krążyły po rękach dzieła 
Lutra, Melanchtona, Bncera, Kalwina i innych, a kaznodzieje 
jego, o których my wyżćj wspomnieli, w głos ludowi naukę Lu- 
tra i Kalwina pod protekeyij króla opowiadali. Wkrótce pntźm 
zyskała reforraacya dwóch wielkich koryfeuszów Mikołaja C^^^ 
nego i Mikołaja Rudego Radziwiłów, którzy wspólnie z Zygmun- 
tem opiekowali się herezyą z tą jednak różnicą, że kiedy Zyg- 
munt August zachowywał się raczćj biernie i głównie tśm grzesz; 
że jako władzca nic nie przeciwstawiał szerzenia się herezyi, oi 
wystąpili jako czynni opiekunowie takowćj, jćj wyznawcy i potę- 
żni i namiętni j^j na Litwie krzewiciele. 

W Litwie tak jak w Polsce stało wszystko rodami. Różnica 
tylko była może ta, że stosownie do obszaru ziemi, na Litwio 




HtKO&AJ CZARNY BADZIWIŁ. 349 

była ioh mmejsza liczba, że były w obec wielkiego księcia kar- 
niejsze i uleglejsze, dopóki po zlaniu się i zjednoczeniu całkowi- 
tóm ze szlachtą polską aie nabyły narowów tej ostatni»5j, a na- 
koniec że co do mienia t. j. co do obszarów posiadanej ziemi, 
liczby poddanych i t. d. (może w skatek systemu feudalnego, 
jaki na Litwie i na należącej do niój Kusi panował), były o wiele 
potężnidjsze. Radziwiłowie, Sapiehowie, Chodkiewicze, Kurbscy, 
Kiszkowie, a na Rusi: Ostrogscy, Zbarazcy, Wiśniowieccy byli 
to panowie, których posiadłości małym niekiedy królestwom się 
równały. Ta potęga materyalna była przyczyną, że później nawet 
królom swoim ponad głowy przerastać poczęli, często na własną 
rękę działając i występując. Do najpotężniejszych z tych rodów 
należeli Radziwiłowie, a właściwymi założycielami ich wielkości, 
znaczenia i przewagi byli dwaj bracia stryjeczni współcześnie 
w tym czasie ze sobą żyjący Mikołaj Czarny i Mikołaj Rudy 
Radziwiłowie. Mikołaj C/,arny urodził się w Nieświeżu w r. 1515, 
a odbywszy nauki w akademiach niemieckich, zwiedził potem 
całą Europę. Że już podówczas zarwał wiele nowości religijnych 
a nawet całkowitym może stał się reformacyi stronnikiem, jest 
rzeczą prawie niezawodną. Powróciwszy do kraju był dowódzeą 
gwardyi przybocznej młodego króla Zygmunta Augusta aż do 
roku 1540, w którym to cza.sie na sejmie Brzeskim otrzymał god- 
ność marszałka Wielkiego Księstwa Litewskiego. Około tego czasu 
Zygmunt August owdowiały po stracie pierwszej swdj żony El- 
żbiety Austryaczki, rozmiłował się wielce w blizkiej J6go kre- 
wnej wdowtój po Gastołdzie wojewodzie Trockim; więc Mikołaj 
Zacznie z bratem swoim stryjecznym, a rodzonym bratem Bar- 
bary, postanowili skorzystać z tego wypadku, aby wyszedł na 
sławę ich domu i przywiedli zręcznie i oddawna już przygoto- 
wane małżeństwo to do skutku. Odtąd jako powinowaty królew- 
ski przy niepospolitej zresztą zręczności i przebiegłości, rósł Mi- 
kołaj Czarny w dostojeństw* i zaszczyty, tak że powoli wszyst- 
kie najwyższe urzędy na Litwie skupił w swojśm ręku. W roku 
1547 wysłany w poselstwie od Zygmunta Augusta do cesarza 
Karola V i króla rzymskiego Ferdynanda wystarał się o godność 
książęcą dla całego domu, który to tytuł król potwierdził na sej- 
mie w r. 1540. W tymże roku otrzymał on od króla wojewódz- 
two Trockie; w r. 1551 nadał mu król kanclerstwo wielkie litew- 
skie, a w r. 1552 województwo wileńskie. Nadto posiadał on 



I 




Po ŚDierri Baibarj ue 
w p ł y w ■ i wzi^i«Ad, ak wiiaŹM ■nńl ją 
■ie bes jego tmij aie fneimąkraL W r. 15ó3 wjiiaaj 
■nata Aagnta, aby iiMahn i jego su^czjl się z Kataurraą 
Ferdjaanda eeMiza, puwirt w ł teg* t widkan kontca i 
■Ule <iok<>Bal i królowę do Krakowa sprowadiiŁ I^ 
z tego pofeiitwa przyjął oa o t w a rc i e wyznanie h eł we cŁJ e, 
eńracj wiarę ojców; czjii, do którego oddawna bji 
a który teraz dopiero po p ow i o cie % iwon eesarakiego, 
stosowne wykonać. Naly th mi lut po ArcBi piŁjj^cra 
on toi wTznanie po obnernych dobrach swoicb i Dczoyeh ki ófcw - 
Mczyznach, które dożywodem trzymał, zmasiwny nadto Imaą 
twoją Ełtbietę Szyd/owieeką, dzieci i donMwa&ów swnU da 
przyj^eia tegoż wyznania *). Opróez tego itaral się wsielkkai 
•pOMbaiui, aby je na ealćj Litwie panająećm ociyiuć. Jego do- 
Matki, znaczenie, względy a króla, niepospolite dary amy«ta, 
przytćm tłuny szlachty, jakie go ouczały, chcącej albo od niego, 
albo za po6rednictwem jego coś od króla otrzymać: wszystko li 
jednało ma coraz większą liczbę zgadzających się z nim -w wy- 
znania Ktronników i ułatwiało ma zadanie. „Miał on takie wzgi 



M 



') Łokaszewicz op. eit. p. 12. Vidt ełiam: Nanka o prawdaiwif 
i fołszywij jKikncie ISóft, kt(Sr^j autor Wawrzyniec z Praszniia W- 
Bkordyą zwany, pliżDiij Socynianin w dedykacji Slikotajow i Czameu 
Rfui/lwitowi między innemi pisze: ^Rychto Pan B<)g z swego milo- 
•ierdzia siowo swe i prawdziwą nankę, na jawności t«go świata uka- 
zał. . . natycłimlaet się W. M. K. przed inszymi słowa Bo*p^o i praw- 
dziwej chwały jego, za sprawą i potnchą Ducha £w. rozmiłował i mocnie 
chwycił... a nie tyło sam, ale też jitemn, jako prawdziwy apostM, 
alho drugi Korneliusz, przywiódł ich bardzo wiele. Najprzód najmi- 
lejsz^ mał^.onkę swoję, aczkolwiek w t#m z przodu bardzo 
trudni; l długo sprzeciwną, dla niektórych j^j przyjacielów, 
którą pot^'in W. M. K. czystćm swśm kaznodziejstwem, inszych 
cbrze^iańskir.b ludzi napominaniem przywiódł ku uznaniu i przyjęciu 
•Iowa Ho^.ego, wespóiek z dziatkami, z słnżebniki, z słu^.ebnicami 
i z poddanymi swymi ... i prawie wszystkie zacniejsze domy w księ- 
stwie Iltewakićm, w Żmudzi i Rusi z przykłada i pilnego napomi- 
nania W. K. M... etc. 




MIKOŁAJ CZABNT BADZIWiei. 

U monarchy", mówi Cichocki *), „iż co tylko zechciał, mógł u niego 
wyjednać, tźm bardziej, że ten, który był jego królem, był za- 
razem i jego szwagrem. Opieką tą, jaką innym udzielał, dumny, 
nie inaczdj jak tylko otoczony tłumem szlachty publicznie się oka- 
zywał, tak dalece, iż zaledwie powstawał z łoża, już co żyło, 
tłoczyło się do niego, idąc przed nim i za nim, aby uczcić jego 
osobę. Ministrowie zbiegali się do niego gęstemi tłumami, na- 
kształt kruków do ciał zwierząt, skoro te rozdarte zostały od 
dzikich potworów. Kapłani katoliccy najprzód wyszydzani, po- 
tem ciężko prześladowani, nakoniec wypędzeni, domy swoje 
i świątynie musieli niegodziwym ministrom pozostawić. W samym 
środku rynku Wileńskiego wystawiono zbór z wysoką wieżą, do 
którego z przedmiejskiego ogromnego budynku na Łukiszkach, 
gdzie najprzód zebrania heretyckie zgromadzać się poczęły, cala 



') Właściwie Jezuita Sawicki AUoquia Osieeietuia p. 201. 202. 
,Grałia ipsi (Nicolao Nigro) apud Sigismundum liegem (auta, ut quod 
velUt impetrare se posse non diffidereł eutideniqiie et regem et socerum 
habereł: clientelis plurimis elatus, magna nobilium Lithuanorum ca- 
terca słipafus, prodibat m publiciim, ita cum ex teptdo acUiuc lecto 
se proripieiis ve3tirełur, jam agmina honoris cauta eundem anteceden- 
łia, progredi ac procedere juberentur. Ministrorum ad eum undiąue 
conJluTUs denaissimus, tamquam corvorum ad discerpła a feris anima- 
lium cadarera : aaeerdofts catholici ludibrio primum liabiti et multas 
persemtiones perpessi, deiimm et piilsi, domicilia sua et templa impro- 
bis ministris relinguere coacti. In medio Yilnensi furo synagoga cum 
esccelsa lurri erecla ałęue e suburbano ampłissimorum aedificiorum 
Lukiskiano, uhi primum isli coelus cogi coepti sunt, ad eandem tota 
Ula colluvies praedicantittm, quasi in opportuniorem ad fallendum 
urbit loeum traducta, ul/imam ruinam templis Catholicis minari vide- 
batiir, Ruthenis templa sua impigre propugnaniibus, ac forte ut fluiae 
fidei noveris genlem applausu stto eosdcm concitantibus. Divi Joannis 
Parochiale templum, palatio ipsius oppósifum, anteguam synagoga 
eiaedificata fuisset, jam periclilari eoeptum eum Ecclesiasticum cantum 
suis cantilenis et reboalihus obstrepere cotiquererentur malesuadi mi- 
nisłri. Nec extra periculum Opatoviensia et Schidlovicensia in Polonia 
rersabantur templa : vix Jam millesima pars Catholicorum superesse 
censebalur : tota fere Lithuania haeresibus infecta , blasphetnias undi- 
ąue in Deum, in coelites, in Eccleaiam Romanam eructabat voces. 
O praepotentem Dei manum, o eonsilia ejus indissipabilia I Interea 
dum terra et pulois os attollit suum, ecce efferłur Ule quł primus fe- 
neatram pravis aperuerai dogmalibun, per quam haereses locustarum 
morę inrolantes, quidquid adhuc supererał Catholici luminis, obfuscar* 
immo eaiłingture nidebantur" . 




352 KtKOŁAJ CZARNY RADZrWII.. 

owa zgraja predykantów jako do dogodniejszego na oszukiwanie 
mieszkańców miejsca przeniósłszy się, ostatnią zgnbą katolikom 
zagrażać się zdawała, podczas kiedy Rusini cznjnićj swoich świą- 
tyń bronili, a jako są narodem niestałćj wiary, oklaskami swemi 
jeszcze bardziej różnowierców pobadzali. Kościół parafialny Św. 
Jana , który stał na przeciwko pałacu Radziwiła w wielkićm 
był niebezpieczeństwie zanim zbór zbudowany został, z powoda 
ie ministrowie w pałacu będący uskarżali się, że ich pieśniom 
i rykom (sic) śpiew dochodzący z kościoła przeszkadza. Toż samo 
niebezpieczeństwo groziło kościołowi w Opatowie i Szydlowou 
zdawało się bowiem, że zaledwo tysiączna część katolików po- 
została, tak cała prawie Litwa herezyami zarażona, blużnierstwt 
zewsząd przeciw Bogu, przeciw świętym Pańskim i przeciwko 
kościołowi rzymskiemu podnoszone. Lecz jakże potężna ręka Boga 
i nie dające się zniweczyć wyroki Jego! Oto kiedy tak procb 
i popiół śmie podnosić głowę swoją, ten sam, który był sprawcą 
wszystkiego, który pierwszy otwarł bramę herezyi, przez którą 
ona jakby szarańcza jaka do kraju się wdzierając, wszystko co 
katolickie było, niszczyła i pożerała, oto wnet z domu swojego 
wyniesiony zostaje umarły*^. Rzeczywiście umarł Radziwił d. 28 
maja 1565 r. w sam^j pełni swego antikatoiickiego działania, 
mimo czerstwego i niezbyt podeszłego wieku, wiele jednak złego 
wprzódy kościołowi i ojczyźnie swojej narobiwszy. Oprócz mi- 
nistrów, którzy się sami do niego zbiegali, sprowadził on z Ko- 
rony kilku głośniejszych i żarliwych nowej nauki opowiadacij, 
jakoto: Wawrzyńca Krzyszkowskiego do Nieświeża, TomasU 
Falkoniusza do Kiecka, Szymona Żaka z Proszowic do Brześcił) 
Wędrychowskiego i Marcina Czechowicza do Wilna '). Ci dwi( 
ostatni byli zapewne ci sarnia o których pisze Kojałowicz ='), it 



') Łukaszewicz op. eit. p. 13. 

*) Miscellanea rerum itd statum ecclesiasticum m. ducatu* LUk^" 
aniae perliiienliutn Yilnae 1656 p. 63. Hic Litkiszkis, in auburioMt 
nd praelerjluenlem Yiliam viUa , ezcitata amplimma aula, Calmni *T- 
roribus seminandis iniłium dedii : usus opera duonim presbyteronm 
a Cfiłlioliea religione pro/ugorum. Ttahebatur ad tiova saera ex -eim- 
tale popidus mensa, in qua renieniibus lautae epuUte proponebantur: 
ila guidciiid auł odii, aut metus ex insolencia sacrorum creari pot*- 
rat, tnunificentia ducia ajnid pronum in gulam populum , leniebatur. 
Toż samo pisze Naramowski Facits rerum Sarmaiicarum Vilnat 1724 




UIEOŁAJ CZAB^-T BADZTWIŁ. 354 

ich 8zczeg61ni(Sj do rozszerzenia nowśj wiary używał. Oprócz tego 
nie wstydził się sam jadłem; napojem i darami do przyjmowania 
nowśj wiary przynęcać; wszystkich apostołów tak w Litwie jak 
i w Koronie brał pod swoją opiekę, a nawet niektórym zwła- 
szcza uczeńszym jorgelty posyłał *). To t6i pisarze dyssydenccy 
pod niebiosa go wynoszą, nazywając go pierwszym, który tę 
pobożną wojnę na Litwie rozpoczął '^). Przykład jego naśladowała 
tłumnie szlachta Litewska przyjmując kalwinizm i zaprowadzając 
go zaraz po dobrach swoich i dzierżonych przez siebie królew- 
szczyznach, jużto z prostego naśladownictwa, jnżto dla przypo* 
dobania się Radziwiłowi , który prawie osobę samego króla przed- 
stawiał na Litwie. Wypędzano duchownych katolickich, stawiano 
nowe zbory, albo kościoły katolickie i cerkwie na takowe za- 
mieniano. Nawet między duchowieństwem katolickićm znaleźli 
się apostaci, którzy albo idąc za wezbranym potokiem przyjmo- 
wali nowe opinie, albo tćż zrzucając ze siebie nieznośne jarzmo 
celibatu, tym sposobem chcąc niechcąc znajdowali się w obozie 



lib. I. cap. XV. p. 281. Trahebatur ad nova sacra popiilus non tam 
sifigtilari detoUone, quam opiparis convivii» alledus et drlinitus. 

>) Tak między innymi pobierał jurge.lt od niego Stanisław Orze- 
chowski, dopóki wojnę wiódł o żonę z kościołem; skoro się jednak 
z kościołem pogodził, stracił natychmiast ową podporę, jak się to 
pokazuje z lista tsgóż Orzechowskiego w pisemku , któro przytacza 
Łukaszewicz op. cit. p. 14 pod tytułem : List do oświeconego pana, 
pana Mikołaja Radziwiła, w Ołyce i Niećwie^.n ksią*ęcia wojewody 
wileńskiego, wielkiego księstwa Litewskiego najwyższego marszałka 
i kanclerza etc. Od Stanisława Okszyca z Przemyskiej ziemi przy 
konkluzyach przeciw heretykom wydanych. Z łacińskiego na polskie 
przełożony r. 1562., w którym pisze Orzechowski; „A wszakże tego 
mego milczenia tę zapłatę odnoszę, żem już o jurgielcie oaym rocznym 
u W, M. zwątpił, kt6ry8 W. M. chirografem swoim na upominek 
mniemania o mnie dobrego i za znak łaski swojśj mnie był dfić ra- 
czył. Ten , iż Już trzeci rok , jako mi go dawać przestano, mniema- 
nie czyni odmienionój dawnej przeciwko mnie W. M. wolej". 

^ Tak np. Trzycieski w wierszu wyżśj z tytułu przytoczonym: 
De Sacrosancti Evangelii initiis, progressu et incremento etc. (patrz 
na końcu) wielkie mu pochwały pisze. — Ostafi Trepka przypisując mu 
tłomaczenie bezbożnego dzieła Ochina : Tragedya o Mszy, — Pińczów 
ISttO, mówi: „któreto dzieło W, M. memu miłościwemu Pana przy- 
pisuję , jako temu , któryś tę bardzo pobożną i sławną wojnę rozpo- 
czął". Tak samo wychwala go Węgierski Slav. reform, p. 141, ^ ' 
znów słowa o nim Pawła Wergerinsza przytacza. 

Dilsje RerunsMc;! « Pobe* T. \, Ss 





Um&w pMk termtm, tak kt w ią 
twtm K«śJ»wina ' , gdsic bUnpm b?l 
mami, « i w ij— jmd^j •bojctey w wiene Jef^ 
Micdwo «śem bb utiaam ka|ilaii6w kiteBrlrirt 
Itftujm od ncgo bjl Mikołaj Pae, bokap kijowAi. kftóiy \ 
taBumiót staa daehownj ponaciwizj, aiedlifo łiiitfw, aby ri| 
■ićgl HiAjBU rfe w senade, InwteUfia BRokm ■iiaawif 
soital *). Wida znów kaaooików zostało {Hedrkantau; a g^ 
pned wjbaebetn herezji w ealim WielkiĆDa ka^stwie 
ikiĆB maiij "migot} 700 samjeh koidolów parafiahiyeh si 
Aemtto, w kiSunaide lat pot^ dla bnka ksiciy i 
•daehtjr, koieiolj te oponezoBe, zrujnowane hib na dMiy 
BieaJone bjly *). Apostaj^a bjla tak poirazeebaa, łe, jak 
Oebocki (AU: Ogux: p. 202), zaledwie tTsiaczna ez^ katoEkifr 
pozostała. Wt^stka niemal szlaebta katolicka opnirila wkif 
oje6w, a i z tćj, kt6ra aą tizymała koieiola wschodniego, wiab 
ezęść takie zmieniła swoje wyznanie. Przodowali jćj w t^ afa> 
stazji: Kiszkowie, Cbodkiewiczowie, Chlebowiezowie, 8apkk»- 
wie, 8)iuzkowie, Zawiszowie, Wićniowieccy, Wojnowie, Fm»> 
wie, Abramowiczowie, Wołowiczowie, Ogińscy, Hoło wŁajj t w j , 
Dorobostajaey, książęta Prnńscy, Pozynowie, Szemiotowie, Gn- 
iewscy, Górscy ^), i t. d. Za przykładem szlachty znaczna 



>) MUeeUanea p. 76. Oeorcitu Pietkiewicz nobilit lAttmmmm, 
8ub to haere»i$ Samocitiam late oeeupavit et eeeUntu aai-m-iluWiw^ 
populum eeeU$iiB exuit. Cui mało uł obviam iretur, ad TridtHtkmm 
prae$eriptum Seminarium dioecesanum fundatńt. Z ostatnich słtfw K^ 
Jałowlcza pokaznje się, te nie był całkowitym Interaninem, jakim f» 
Piasecki, kt6ry go mylnie Piotrowickim nazywa czyni: Georgiua Pttn' 
pMm Samogitiae Episroput penitua deseiverat ad Lutheraniammm, si 
esego znów bronią go Bzepnickl i Niesiecki. (Vide ŁnkaszewicE DŚIq|» 
wyzn. belw. na Litwie str. 16 nwaga). Że jednak następca Pi^tUŚ* 
wlezą Melchior Ksiąie Gedroyc Biedmin tylko kapłanów w dyeeeąyf 
zastał, Jak piize tente sam Eojałowicz: Cum enim auspieatta id mn- 
nu» in Ma Samogiłia septem dumtaxał Catholieos saeerdotes reptrimU 
teeU$ii8 religuit per haeretieoa oecupalis aut dirutis etc, dowodem jest^ 
Jak głęboko religia katolicka za rządów Pietkiewicza na Zmndsi 
opadła. 

*) Kojałowicz Miteelłanea p. 77. 

1) Kojałowicz Ibidem. 

*) Łnkaszewicz op. dt. p. 17. 



, PIOTR VŁWEŁ WEROEBYU8Z. 355 

mieszczan po miastach i miasteczkach wielkoksiążęcych i litewskich 
zmieniła także wiarę swoją. Lud tylko prosty trwał statecznie 
przy wierze swych ojców, atoli pozbawiony kapłanów, zmuszany 
do tego rozlicznemi sposobami przez szlachtę, powoli zaczął uczę- 
szczać do zborów, których już około 1555 roku musiało być 
pełno na Litwie, skoro, gdy w tym samym roku głośny w swoim 
czasie reformator Paweł Wergeryusz i) z Królewca przybył do 
Mikołaja Czarnego do Wilna, a następnie zwiedzał Litwę, zna- 



') Piotr Paweł Wergeryusz, Włoch, poseł papiezki do Ferdy- 
nanda i Karola V., a następnie hisknp w rodzinnAm Capn d'Istria, 
zawiedziony w nadziei zostania kardynałem w skntek wykrycia sto- 
sunków, jakie miał z Lntreni, stał się poU-m najzjadliwszym nieprzy- 
jacielem Stolicy Św. i otwartym herezyarchą. Przebywał po różnych 
miastach włoskich i niemieckich, a nakoniec u Alberta w Królewca, 
zkąd przybył na Litwg i do Polski (wrzekorao na w^ezwanie Zyg-mnnta 
Augnsta), przyjmowany i sławiony przez różnowierców, wszędzie do- 
lewając oliwy do ognia i bnrzfjc przeciw kościołowi. Z licznych 1 bar- 
dzo zjadliwych pism jego, które bardzo były podówczas rozchwyty- 
wane i czytane, wymieniamy: I-o Concilium non modo Tridenlinum 
ted omne Papitłicum perpetuo fugiendum (bez m. dr. 1553) 2-o Alha- 
nasii Schołia ad Reg. Poloniae orationem contra evangelieos (bez m. 
dr. 1554) 3-0 Ad Stnalore.t Połoninę oninesque Proreres Regni, Carmen 
Paraettelicum (b. m. dr. 1556). W wierszu tym bezczelnie obrzuca 
błotem nuncynsza Lipomana, przedstawiając go jako narzędzie tyra- 
nii i zbrodniarza. 4-o Scholia in binas Pauli papae hujus nominis 
IV. litleras ad Joannein Comiłem a Tarnów Castell. Cracor., ałleras 
ad Magnifieos Regni Poloniae aenatorea laieos (1556) 5-o Ad Serenias. 
Sigiaimundam Augitstum Pol. Reg. de legato Papae in Poloniam detłi- 
nato, uł eollo(ivium a Sua Sacra Majestate Regia in causa religionis 
instmtiiendum impediat, Epistoła (b. m. dr. 1558) O tćm piśmie póź- 
niej mówić będziemy. O-o Całahgus haereticonim edilua Fenetiia de 
comimDsione tribunalis sanct. inąuiaiłionis cum annotalionibya Al/iona- 
sii (Regiomonti 1556), gdzie tychże heretyków w obronę bierze. 7-o 
Cur et ąuomodo de conjurałione papiatamm (Yittenbergae 1547 ed. II. 
Regiomonti 1557). 8-o Dialogi gualuor de libro quem Stanialaua 
Osaius G er mano- Polonus Epiac. Varm. superiore anno contra Brentium 
et Yergerium Coloniae edidit (h. m. dr. 1559) 9-o Formuła fidei tra- 
diła in synodo prorinc: quae Loińtii in Polonia celibrata est anno 
1556 et confesaio Cl. Principia ac D. Chriatophori Ducia Vitlember- 
genaia Concilio Tridentino oblata a. 15:>2. Pro antidota. 1556, przy- 
pisane Jano%vi Bonerowi z Balic kasztelanowi bieckiemu. Więc6j 
o Wergeryuszn pdźniój. 

23* 



J 




366 KAŁWmZM HA UTWIB. 

lazl ieb moóttno wielkie ')• Waijilkie te zbory brly 
iMlw«ekł^;o, iłte umiiM beincm podobnie jak w Wielko- i 
p e i MB prtjjąt się tylko raiędiy imf łT cn l trt ii ŁM niwiiih^itMa 

w większych miastach, Blacbta zai litewska aea •kloma jał 
do reformy, z tych samych pobudek co Wielko- i Maiopołika 
aie cbwytaia «ię przecież iateranizma i dopiero gdy Badńwii 
przyjął pnblicznie kalwiaizm i zaprowadzał go po królewneiy 
znacb i [k> obszernych dobrach swoich, za przykładem kila 
jeszcze magnatów, którzy przyjęli wyznanie belwcckie — i rnaiUj- 
aza szlachta z właściwą sobie iekkomyólnością toż samo ezynt 
i wyznanie faelweckie przyjmować zaczęła. Kościoły loterskie 
były tylko w Wilnie, Kownie i po dobrach kilka ma^atów litew- 
■kicfa, którzy je dla zamieszkałćj tamże niemieckiej laterskićj M- 
noścł zakładali V; wszystkie inne zbory były kalwińskie *). Dt 
naJ7,riacznieJKzych należały: w Wilnie, Kleckn, Brześcia litewtUa, 
NieAwieża, Mordach, wszystkie założone przez Mikołaja Czaraegs 
Hadziwiła; a prócz tych w Birzach, Kiejdanach, Kojdaaowie, 
zaloibonc przez Mikołaja Radego Radziwiła, następnie w Wąg^ 
wie przez Kiszko w; w Ilołowczynie i Sidrach przez łlołowesyi^ 
ikich, w Dziewałtowie przez Wi6niowieckich , w Ikażnie pna 
Pmńskicfa , w Połockn i Oszroianie przez Dorobostajskicb fnads* 



•) Łukaszewicz op. dt. \^. 17. 

') Tak np. miał nawet jiałoźyć w niajętnoficl swojej Szkndid 
na Zmndzl Jan Karol Chodkiewicz, hetman w. lit., gorliwy katolik, 
zbór Banki dla miejscowych luteranów, t-lomacząc sig tćm przed n- 
gniarefl, którzy mu to wyrzucali, że heretyków nie ogniem, ani mfe- 
czem, ale słowem Pańskiem nawracać trzeba. Wiadomość tę podi^t 
Łukaszewicz (op. cit. p. 18 w uwadze), który ją znów wyjal z ak*' 
tolicklego dziełka: Obrona konfederacyi i przestrogi niektóre do ibt- 
rowych spraw. 

') Myli się więc, jak pisze Łukaszewicz (op. cit. p. 17 nwa^), 
Friese (BeitrUgt 2. Band. 2. Teil pag. 93 et sg), który nniesiony 
gorliwościiy dla swego ^^'yznania, idąc za Erazmom Glicznerem taki« 
gorliwym lnt(.>raninem pisze, jakoby aż do r. 1.^03 wszystkie prawie 
kościoły różnowierców na Litwie należały do wyznania angsbnrgskiefo. 
kiedy właiSnle przeciwnie się rzecz miała, lutoranizm bowiem czyli 
tak zwane saiofiskio wyznanie nie miało sympatyi miedzy szlachtą, 
jużto że zanadto jeszcze, jak pisze tenże Łukaszewicz /. c. trąciło 
katolicyzmem, jużto z antagonizmu ku Niemcom, od których pocho- 
dziło. Mylimy poszli za Łukaszewiczem, fakta bowiem i cały przebici: 
rzeczy przemawiają na jego stronę. 



PBZYBYCIE TRZECH CZSIU^OÓW NA LITWĘ. 357 

wane, a prócz tego mnóstwo innych pomniejszych, Inb później- 
szych. Stosownie do ilości tych zborów znaczną także była i wzra- 
stała ciągle liczba ministrów, tak że już w r. 1557 w grudnia 
jak pisze Węgierski ') pod protektoratem Mikołaja Czarnego Ra- 
dziwiła złożono pierwszy synod w Wilnie, na którym prezydo- 
wał Szymon Żak z Proszowic pierwszy snperattendent zborów 
litewskich. — Przybywał nawet zasiłek różnowierstwu ztąd, zkądby 
się go najmniej spodziewać można było t. j. z Moskwy. Pisze 
bowiem Węgierski -) że w r. 1552 przybyło z głębi Moskwy do 
Witebska miasta na Białćj Rasi trzech mnichów obrządku grec- 
kiego czerńcami zwanych, którzy głośno bałwochwalcze obrządki 
potępiać, posągi świętych e domów i z kościołów wyrzucać i do 
czci samego Boga i Chrystusa Pana za łaską Dncha św. słowem 
i pismem zachęcać poczęli. Być może, ie z początku bronili oni 
tylko fanatycznie tego zwyczaju kościoła wschodniego, żeby Chry- 
stusa Pai.a i świętych w posągach nie przedstawiać, Węgierski 
jednak robi ich jakoby apostołami z własnego natchnienia tćj 
samćj natiki, jaką podówczas reformatorowie głosili. Lecz gdy 
w pierwszym zapale rozszerzania czystćj religii, jak mówi dalćj, 
wzbudzili ku sobie nienawiść ludu, bardzo jeszcze do czci obra- 
zów i do obrządków swoich przywiązanego, opuścili Witebsk, 
a przybyli w głąb Litwy, gdzie swobodnićj słowo ewangelii opo- 
wiadać można było. Najstarszy z nich Teodozyusz wkrótce umarł, 
drngi Arteminsz udał się do Jerzego księcia słuckiego i kopyl- 
skiego, trzeci zaś Tomasz bieglejszy w Piśmie św, i wymowniej- 
szy od jłoprzedzających został naprawdę ministrem w Połockn, 
gdzie nauczał aż do zdobycia Połocka w r. 1563 przez Jana 
Bazylewicza Wielkiego księcia moskiewskiego, który go jako 
odstępcę, a niegdyś poddanego swego na lód wyprowadzić 
i w przerębli utopić kazał. Dodaje Węgierski, że Witebszczanie 
mimo owego pierwszego niezbyt gościnnego obejścia się z nowa- 
torskimi mnichami przywołali następnie ministrów z Litwy i z Ko- 
rony i zbór na niższym zamku wystawili. 



') Slavonia reformata p. 142. Friese 1. c. pisze, że synod ten 
odbyt Bic nie w r. 1557 ale 155t», twierdząc znowu bezzasadnie, że 
na nim nikogo z wyznania helweckiego nie było. Ale przecież sam 
Radziwił, pod którego protektoratem odbył się ów synod, by? kalwi- 
nem. 

*) Slavonia reformata p. 263. 





966 VAUCA woamamaśKrwA t w ńi annn 

W 9b» tjek pwt ^p ów rMaowkntwa i móatiam^ wm t gtty 
i opiciu, d m hom k ń u w fcaldickiB aie iHde ad^lil 
I i pndfadfowane i wygamanie praełMhehtęii|irtniMl—jił 
■ią ■iaiitr6w, gdj i w tonie wfaooća majdowslo 
«6w, iadnćj ikoteeiaćj drólałaofei rozwiaąć i bezsSaj 
tylko protest trynmiająeenni pneerwnikowi pneciwstawić 
W tak dętkieh dla kośeMa esamcb, gdy wsKOia sita i 
enrfć łódzka ustaje, miłosierdzie tylko Boie skateesM| 
pRynieM moie, która wtaftnie wtedy t^ jawnićj i 
. występuje, im bardzićj znpetna niemoc indzka flię stwierdak 16- 
gdy jednak dncbowieństwo znpelnie bezezyanćiB i niemym tylks 
iwiadkłcai szerzenia się berezyi nie było; dowodem tego nntaK 
■kowania, jakie w eein powstrzymania berecyi, tak pojedyaM 
Jak i razem na synodacb tak prowincyonalnych jak i dyeeeoł- 
nycb, tak w Litwie jak i w Koronie czyniło, a których ohnt 
i czczeg(>łowe przedstawienie do osobn^po rozdziało dla rozległ* 
in przedmiotu zacbować mosimy. Tn wystarczy nadmienić, ii 
w obec rosnącycb fal róinowierstwa , rozszerzenia eie reformaĘ^ 
obok gorliwego i prawowiernego bisknpa (Pawła Algimonta kń^ 
aa, Holgzańskiego 1533 — 1555), najbardziej opierała się kapHah 
wileiiska, tudzież dominikanie. O kapitale czytamy (in Acłk Ot- 
jiituli XVI.fa*c. jiwisim przytoczonych przez Kraszewskiego Wita* 
T. rn 35), ie w tym czasie zapozywa jednego ze swoich oilHi- 
ków (miał to być snfTragan samego biskupa około r. 1&50, nj- 
prawdopodobniej Jerzy Albin, knstosz wileński i snffragan, \et 
sani, o którym pisze A. F. A. str. 13, że ma nietylko kapitołi 
zabroniła sprowadzać książek protestanckich z zagranicy, ak 
i po śmierci jego, całą jego bibliotekę Jezuitom oddała), o pr»y 
wiezienie z zagranicy podejrzanych książek; wygania z domów 
kajiitnlnych wszystkich niepewnćj wiary ludzi, domaga si^ od 
króla rozszerzenia władzy i przywilejów swoich i niedozwalt 
zakładania szkółek , żeby nie szerzyły zarazy. Z dominikanów naj- 
gorliwszym się okazywał Cypryan, który był zarazem bisknpen 
Metony m partUms infidelium, a przytem (zapewne po nsunięcio 
wspomnionego powyżćj Jerzego Albina) suiTraganem wileńskim. 
O nim pisze Paweł Ruszel także członek tego zakonu w dziełko: 
Tryumf na dzień cliwaJebny Św. Jacka Wilno 1641 r., że gdy 
heretycy w Wilnie przyszli do takićj śmiałości, że konie nawet 
do kościołów katolickich wprowadzali, on, jako mówi dalćj, 



2XaUUNT ACa. tUZEB ZBOBEM OB PAWŁA I CYPB: W87BZYHANT. 359 

^ako tema zapobiegał, jako bronił i niedo puszczał? ile mu sił 
i zdrowia stawać mogło, takiego zprofanowania, albo obelżenia 
kościołów Bożych i zarazy między wiernymi Chrystusowymi za- 
biegając, nietylko iż jawnie na rynku kazywał, uapomineł 
i z płaczem wołał, utwierdzając ich w wierze św. katolickiej, aby 
się nie dawali uwodzić za nowemi i fałszywemi naukami bere- 
tyckiemi, ale tei nawet i w bramach miejskich stawał, heretykom 
do miasta przyjazdu broniąc i niedopnszczając, zaozćm jemu się 
przypisuje, iż on prawie sam wiarę św. wmieście wileńskłem za- 
trzymał*. W tymże czasie, gdy przybyłego znów na Litwę 
w r. 1552 chwiejnego w wierze i ulegającego we wszystkiśm 
Mikołajowi Czarnemu Radziwiłowi Zygmunta Augusta, w jakiś 
czas tenże liadziwil opiekający się już podówczas mocno herety- 
kami, ehoć jeszcze publicznie z kościołem katolickim nie rozwie- 
dziony, namówił, aby do znanego nam zboru kalwińskiego w pa- 
łacu Radziwiła na Łukiszkach napr<:eciwko kościoła św. Jana, 
na nabożeństwo się udał, dowiedziawszy się o tćm sędziwy bi- 
skup wileński Paweł, postanowił temu na wszelki sposób zapo- 
biedz. W tym celu wyszedł on uroczyście na czele processyi zło- 
żonej z duchowieństwa świeckiego i zakonnego, mając ze sobą 
suffragana .swego biskupa Cypryana i postępując w przyborach 
kościelnych, zaszedł drogę królowi, który konno wraz z wielu 
senatorami i dygnitarzami do wspomnionego zborn znaczny już 
kawał drogi ujechał. Zygmunt zdziwiony i zmieszany stanął, 
a wtedy biskup (Cypryan, jak mówi Kojałowicz, Paweł, jak 
opowiada Naramowski), chwytając za cugle powiedział: „Nie ta 
jest droga, którą przodkowie twoi, o królu, zwykli chodzi<), 
ale ta..." i tu wskazał na kości4f zamkowy katolicki. I dodał: 
„Zbłądziłeś, królu, rzucasz matkę, która cię urodziła i na tron 
■wyniosła, a do macochy spieszysz?" — poczym w])rowadziwszy 
monarchę do kościoła, minio zgrzytania towarzyszących mu dys- 
sydentów, zamiary Radziwiła chcącego tym sposobem jakby prze- 
chylić Zygmunta Augusta na stronę protegowanego przez siebie 
wyznania i publicznie to tym krokiem niejako zamanifestować, 
zniweczył '). 

1) Cale to postąpienie oba biskupów nosi na sobie cechę nie- 
iwykłfej wzniosloźcii Kojałowicz krótko tylko główną rzecz opowie- 
dział. Przytaczamy jego stówa : Memoratum a patribus posieri nar- 
rant, jworf cum rez persutuua a Paiałino lllHf.nai, egues trel ad lo- 

i 




360 WIKLSr SOMLBC HS&kZTABCHA. ^^^^| 

Potrafili przecież heretycy i w owczćj skórze eą 
i tym sposobem czajno6ć dachowieństwa katolickiego podelMdiil. 
Pisze Kojalowicz '), a za nim Rostowgki i Baliński , ie w roki 
1555 zjawiJt się w Wilnie Jakiś ksiądz Wiklef, rodem Kiobim^ 

eum ntpentitionum Calviniarum , rts pro euriotUaU irnspedurut, jmm- 
qve equi(atu8 eurialis longo traetn praeeesaitset , Cyprianua regi ohmtm 
faetuuj freno equi apprehenao, breoiter prolocutut : Kon eam esae tiatt, 
cua majores aut golUi fuerint ad atltum divinum fqvitare, »t4 htmt 
aiiam, (osłendebat templum całholicum) regem ad idem tefnpimm im- 
trandum aperterit eon$iUumque titiłandae tynagogae Caifiniana* <!■>■ 
e«$ierit. (Miacellanea p. 13). — Inaczćj nieco i obszerni^ Naraaiow- 
•ki , (Faetet rerum Sarmaticarum lib. I. cap. X, p. 23GJ, k.tArj tak 
tę rzecz opowiada: Minime frepidus, qui maxime probta est , mhm 
huie pro eerilale pati , eoronari tst. Audaeia quandoqu« pro Mrtv 
gradu* eat pro mfirito. Cum tuatu Eatrtti forum Proc*rum Sigitmmt- 
dus II inńtaluB ad eorum fanum jam Yilnae diicedergt ^ atmfm 
eguilatus eurialis longo tractu praecasisset , Paulus Epi*eop*is VHtta 
tis cum Cypriana Suffraganeo et alio Clero itidutus ponlificaUŁM 
Begi obriam faetus freno equi apprehenso proloeutus est : ^ Non te 
tai via , qua Majores tui solili fuerunt ad cuUutti divinnm equU9n, 
sed haec alia" (monstravit Arcensem Ecclesiam Catholieam) ^BtUa- 
quis matrem , quae te yenuił et ad hanc dignitatem ererit et ad M- 
rercani pergis ełe.". His auditis Bex rediit retro et templum ottJtt- 
tłettm ingretsusf eM, frendentibtis in Episcopum Proeeribus dissidenli- 
bus. — Że Paweł bislcnp chcąc króla odwieść od wejścia do tboii 
heretyckiego, sam ndał się na czele proceesyi, jak opowiada Ntn- 
mowski, jest rzeczit daleko prawdopodobniejgzą , aniżeli gdyby ny- 
gtal tylko Cypryana, jai^by to zdawało się wynikać ze elów Kojalo- 
wicza. Mimo tego Kraszewski w dziele swojćm Wilnc T. I. 253 — 354 
pisze, że tenże Paweł biskap ksii^że Holszafiski wyprawił na caeb 
dnchowiefistwa swego snffi^gana Cypryana, któremn kładąc w tśk 
te same słowa, kt6re jako od Pawła wyrzeczone, przytacza Kait> 
inowski , dodaje jeszcze , że tenże Cypryan rzucił się na kolana pnei 
królem i zawołał: „Po nas chyba tam przejdziesz". Co jednak ai^ 
mocniej zadziwia, jak mog% Kraszewski (1. c.J, tudzież Lnkaszewict 
(Dzieje kość. wyzn. helw. na Litwie str. 18), nazywać to słabością 
ze strony Zygmunta Augusta , że dał się nakłonić Cypryanowi i wszedł 
do kościoła, kiedy to było piękne zwycięztwo prawowiernońci ud 
wciskającit się do jego serca i łudzącą go różnemi pozorami here^yi- 
W takim razie i Teodozyusza "Wielkiego, cofajijcego się i wracąjąMgo 
do pałacn przed 6vf. Ambrożym, trzebaby nazwać słabym, choć t« 
nie o herezyc, ale o przestąpienie tylko karności kościelnej chodz^ 
Słabodć Zygmunta była nie w tfm, że się trzymał wiary ojców, 
w tćm, że się zdawał niekiedy chylić do herezyi. 
*) Kojałowłcz: Miscellanea p. 04. 




PLANT MIKOŁAJA CZAHNEGO BADZIWJŁA. 361 

który otrzymawszy pozwolenie kazywania w niemieckim języka 
do współziomków swoich w kościele św. Anny w Wilnie, tak 
to czynił; że dingo jeszcze żadnego podejrzenia nie budził, po- 
mimo że już nieznacznie tmciznę naoki Lutra między licznymi 
słuchaczami swymi rozlewał. Dopiero występowanie jego przeciw 
komunii Św. pod jedną postacią dało go bliżćj poznać, poczćm 
natycbmiast biskup wileński Paweł książę Olszański odjął ma 
władzę kazywania i wstępu do kościoła zabronił. On udał się 
wtedy do domu niejakiego Morsztyna bogatego obywatela wileń- 
skiego na ulicy niemieckiej i tam kazania miev7ajac i jawnie już 
przeciw kościołowi i przykazaniom jego powstając, w końcu do 
tego, szczególniej gdy posty potępiać zaczął, doprowadził, że 
zgorszony wierny lud litewski na dom ów napaść i tak kazno- 
dzieję jak i pokątnych jego słuchaczy pozabijać zamierzył. Nie 
czekał na takowy reznltat ów apostoł, ale zwinąwszy zgroma- 
dzenie, gdy i opieknn jego Morsztyn niedługo potem umarł, opu- 
ścił Wilno, całą jednak prawie ludność niemiecką błędami swemi 
napoiwszy i zwolenników pośród nićj zostawiwszy. 

Mimo tych zewnętrznych powodzeń potrzeba przecież było 
w celu zabezpieczenia przyszłości, większego skupienia i organi- 
zacyi ze strony różnowicrców, a mianowicie zjednoczenia się 
i wspólnego działania z kalwinami Małopolskimi, do czego jednak 
Radziwił wielkiej ochoty nie okazywał. Rzecz ta jakkolwiek 
przekracza granice zamierzonej przez nas epoki, dla dokończenia 
jednak całości o działalności heretyckiej Radzi wiła, teraz już 
podaną i objaśnioną być musi. Co powodowało właściwie Radzi- 
wiłem , że tak namiętnie popierał różnowierstwo, czy częściowa 
honu fides, czy też tylko widoki polityczne, trudno oczywiście cał- 
kowicie dociec, zdaje się jednak, że te ostatnie największą całój 
działalności jego były sprężyną. Radziwił marzył zwłaszcza w razie 
bezpotonmego zejścia Zygmunta Augusta, o opanowania całej 
Litwy dla siebie i ogłoszenia się w danym razie Wielkim księ- 
ciem litewskim. Ogromna jego wziętość, potęga, łaski dotychcza- 
sowe u Zygmunta Augusta, którego osobę na Litwie nie jakoby 
namiestnik, ale prawie jakby udzielny jaki książę zastępował: 
wszystko to wróżyło mu pomyślny skutek. Jedyna i największa 
jego obawa była ze strony korony, która po tak mozolnie prze- 
prowadzonem dwóch narodów połączeniu, nigdyby teraz na zer- 
wanie tego związku nie zezwoliła. Żeby więc cel swój osięgnąć, 



362 PIiAXT MIKOŁAJA CZASKBOO RADZTWBtl. ^^^H 

etaral się on przedewszystkićm o jak największą odrębność Lihiy 
od Polski, czyto pod względem administracyi, czy sądownjrtwi, 
czy sejmów, urzędów i siły zbrojaćj, czyto nakoniec i najbmrdn^ 
pod względem religii- Zdaje się, że nie byłby się gniewał, gdylij 
cała Polska katolicką, byleby tylko Litwa kalwińską poiostaillt 
nie tyle bowiem o same wiarę, iłe raczej o odrębność Pokki od 
Litwy pod względem wiary mu chodzić. Katolicyzm byl jedną 
z najsilniejszych spójni, jaka wiązała Litwę z Polską, nic więe 
dziwnego, że tę spójnię chciał on najprzód rozerwać. Powrót d« 
pogaństwa, albo wszelka inna kombinacya religijna już z samyd 
względów politycznych była niepodobną, najlepszą więc sposob- 
ność do osięgnienia dumnych jego widoków podawała ma rdn- 
macya. Nie chwycił się on przecież Interanizmn, który był u 
Litwie niepopularnym i w pewną zależność od Niemiec, a rnuno- 
wicie od Prus, od których Litwa tyle wycierpiała, podawał, ale 
kalwinizmu, który Litwę w odrębności religijnej tak w obec Pnu, 
jak i w obec Polski stawiał. Wprawdzie nigdzie on stanowczo 
całego tego programu swego nie rozwinął, ależ bo jeszcze nie 
nadszedł czas działania, w robieniu zaś dalszych kroków na t^ 
drodze śmierć ma przeszkodziła; wszystkie jednak wskazówki 
domniemywać się każą, że ten a nie inny był plan jego. Wsuł 
na sejmie Warszawskim w r. 1563 on zniweczył bliską już cał- 
kowitą unią, a na sejmie Lubelskim w r. 1569, brat jego Miko- 
łaj Rudy Radziwił, który podzielał, a następnie oddziedzic^I 
jego politykę, największym aż do końca nieprzyjacielem był nail 
Z tego powoda także, gdy chodziło o połączenie się z kalwinami 
małopolskimi i osięgnienie tym sposobem silniejszego i systema^- 
czniejszego działania, Mikołaj Czarny dość niechętnie i nieszczerM 
do tego przystępował. Gdy bowiem różnowiercy wielko- i mało- 
polscy połączywszy się już z sobą na synodzie w Koźminka 
w r. 1655 postanowili wciągnąć teraz do związku swego ko- 
ścioły reformowane na Litwie i w tym celu wysłali w r. 1560 
Blandratę do Mikołaja Czarnego Radziwiła upraszając go, aby 
pracował nad ttim połączeniem, tudzież aby uchronił zbory swoje 
od rozerwania, które Stankar naaką swoją o Trójcy Przenaj- 
świętszej między zbory małopolskie wprowadzał: Radziwił przy- 
jął wprawdzie uprzejmie Blandratę, ofiarował na szkoły i ubo- 
gich zborom małopolskim 1600 talarów, potępił postępowame 
i naukę Stankara i wysłał posłów swoich na synod w Ksiąio, 




DZIAŁAJ NOŚĆ UIKOZkAJA OZ- *# OBŁU BOZSZEBZBIOA BÓŻNOWIEB: 863 



który kalwini Małopolscy wraz z braćmi czeskimi z Wielkopol- 
ski w r. 15G0 z/ożyli; atoli do stanowczego połączenia z kalwi- 
nami małopolskimi nigdy nie przystąpił i wszystko na oświadcze- 
niach kończył. Posłowie jego i posłowie od zborn wileńskiego 
mieli polecone oznajmid tylko: 1-mo „iż oni będąc wysłani na 
ten zacny synod od pana swojego, a zboru wszystkiego, oznaj- 
mają, iż w nauce ewangelii zupełnie a cale z nim są we wszy- 
Btkiem jednomyślni, a tak są bracią i członkami tegoż kościoła. 
2. Iż przyjechali, aby się przypatrzyli rządowi a dyscyplinie we 
wsiystkiem, acz chwała Bogu, doma to mają w części, wszakoż 
cokolwiek tn sprawiono dobrze, a zrządzono będzie na tym syno- 
dzie, iż to też przyjmują, a tak też to postanowią. 3. Iż Pan 
wojewoda, życząc wszystkiego dobrego temu zborowi małopol- 
Bkiema, z t6j życzliwości swojćj ku pomocy szkoły ich, dokto- 
rowi Lizmaninowi, jako to Icctori thmioijico każdy rok w czasy 
przyszłe obiecuje dać sto talarów, iż potępiają naukę iStan- 
kara" *). Zresztą więcćj wiadomości o łączeniu się Kadziwiła 
z kalwinami małopolskimi nie znajdujemy. 

Lecz na Litwie lladziwił, dopóki żył, wszystko czynił, aby 
wyznaniu swemu jak największe rozpowszechnienie i trwałość 
zabezpieczyć. Oprócz zborów, które budował, a któreśmy powy- 
żej wymienili, założył on w r. 1558 w zamiarze rozszerzenia kal- 
wińskiej nauki, drukarnię w Brześciu litewskim, którą zawiady- 
wał sprowadzony z Krakowa drukarz Bernard Wojewódka, 
a która aż do r. 1569, a zatdm przez 11 lat, mnóstwo pomniej- 
szych dziełek protestanckich i kilka większych dzieł, jak biblię 
Radziwiłowską , Cypryana Bazylika O prześladowaniu kościoła bo- 
żego etc. wytłoczyła. Ponieważ kalwinom polskim bardzo na tćm 
zależało, aby mieli biblię własnego przekładu, w którejby popar- 
cie swoich błędów znajdowali, tćm bardzićj, że całkowitego tło- 
maczenia polskiego dotąd nie było, (katolickie bowiem Leopolity 
wyszło dopiero 1561 r. u Szarfenbergera w Krakowie i oczywiś- 
cie protestantom polskim odpowiadać nie mogło, dawniejszy zaś 
przekład X. Jędrzeja z Jaszowic był tylko Starego Testamentu), 
przetoż wezwał Radziwił najznakomitszych uczonych swego wy- 
znania, jakoto: Szymona Zacyusza, Piotra Statoriusza, Grzegorza 
Orsaciusza, Andrzeja Trzecieskiego, Jakóba Lubelczyka i innych 



') Łukaszewicz Dzieje kość. wyzn. helw. na Litwie, rtr. 21. 



364 ŚUSBÓ BADZIWIŁA CZABNSOO. ^^^^^H 

i kazawszy im ca2e pismo św. na język polski przetlomaczy^ 
skoro pracy tćj po kilka latach dokonali, pneklad tea ich zmuj 
pod nazwą Biblii Radziwi2owskiej, kazał następnie z melkia 
przepychem i naUadem zcacznćj podówczas sonuny bo 10,000 lif, 
w Brześcia litewskim w r. 1563 wydrukować i ZvgniaQtowi An- 
gustowi takowy przypisał. Gdy zai wiekopomny akt unii Hoco- 
delskićj z r. 1413 przyznający wszelkie doatojeństwa i nn^ 
ziemskie tylko katolikom z wykluczeniem wszelkich innowierońw, 
acz w praktyce już nie zachowywany (czego najlepszym dowO' 
dem sam Radzi wił, który odstąpiwszy od kościoła katolickiega 
nietylko dawnych dostojeństw nie utracił, ale nawet nowe pozyska!]^ 
zawsze przecież potężnie przeciw heretykom świadczy! i przy no- 
wćj zmianie stosunków mógł nawet byt ich podkopać, potrafił Bi- 
dziwił w tymże roku 1563 nakłonić bawiącego podówczas w Wil- 
nie Zygmunta Aaguiita, ie statut ten pradziada swego stanowią 
jedne z zasadniczych ustaw W. księstwa Litewskiego, nchylił 
i za nieobowięzujący na przyszłość uznał. Dalsze działania Ba- 
dziwiła na korzyść różnowierstwa przerwała śmierć jego, która 
go w sile wieku, wśród największej jego antikatoliokićj działal- 
ności, zabrała. Łukaszewicz wspomina '), że w obliezn śmierci 
nawet upominał syna znanego później gorliwego katolika IStikołaja 
Sierotkę, aby trwał w wyznania helweckiem i opiekował się ds- 
chownymi i zborami, co jeźliby miało świadczyć o jego gorliwo- 
ści religijnej, świadczy zarazem o jego przez długie i apone 
trwanie w herezyi, sprowadzonym nakoniec na siebie zaślepieniu. 
Więcej na jego korzyść przemawiałyby nauki, które Węgierski 
obszernie przytacza^) a które dawał on synowi swemu wsp^ 
mnionemn wyżźj Mikołajowi w chwili, gdy tenże uroczyście pi«^ 
wszy raz miał przy8tą])ić do Stołu Pańskiego według now4^ 
obrządku i wyznania, a które mianowicie w tćm się streszczała, 
aby trwał w pobożności i cnocie i aby dobra duchowne nad 
wszystkie skarby i dostojeństwa, jakieby nabył lub odziedziczy}, 
przekładał. Być może, że to szczere i serdeczne życzenie ojca, 
acz oplatanego w herezyę, dopomogło późniśj synowi do praw- 
dziwego nawrócenia. Umarł Radziwił w 50-tym roku życia dnia 
28 maja 1565 r., a głową skonsternowanego wielce przez śmitfć 



') Op. cii. p. 21. 

') Slatonia rtformata p. 143. 




MIKObAJ ItTTDT BADZIWIA. 865 

jego wyznania; które przeważnie tylko zewnętrzną potęgą prote- 
ktorów swoich BtaJo i któremu śmierć Radziwiła najsilniejszą 
podporę odejmowała, — został brat jego stryjeczny Mikołaj Rudy 
Radziwił, brat królowej Barbary, hetman w. litewski i wojewoda